Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

środa, 11 lutego 2015

Kambodża - Angkor dzień II

Po dniu odpoczynku, w którym zabrałam się za dochodzenie, co też mogło stać się mojemu laptopowi, że nie chce odbierać internetu, chociaż ma pełen dostęp do niego, pojechałam znowu z Dara do Angkor.
Każdego dnia zakładałam tiszert innego koloru, żeby nie pomylić potem dni i miejsc na zdjęiach
Laptop musi poczekać, bo dochodzenie nie doprowadziło do wyjaśnienia tej dziwnej sytuacji. Próbował znaleźć przyczynę informatyk hotelu i turysta z Anglii, ale żaden z nich nie mógł zrozumieć, dlaczego laptop odmawia współpracy. Już drugi dzień odcięta jestem od świata i od bloga. Ale nic to! Zwiedzamy!
Przed wejściem na teren świątyni
Bakong (881r) – to  druga najstarsza świątynia królestwa Khmerów. Teraz znalazła się na uboczu kompleksu Angkor Park, ale wówczas Angkor Wat jeszcze nie było. Pierwsi królowie Khmerów zaczęli budować świątynie czczonemu bogowi Wishnu, właśnie w tym miejscu.
Pięknie tu
Khmerski Bakong jest często porównywany do jawajskiej świątyni Borobudur. Oczywiście, nie pod względem wielkości, bo indonezyjski Borobudur, to największa na świecie świątynia buddyjska, ale pod względem architektonicznym.
Bakong
Świątynia posiada pięć kondygnacji, a po rogach pierwszych trzech, stoją słonie. Posiada wiele kopulastych wież, symbolizujących kwiaty lotosu.
Wat buddyjski w Bakong
Preah Ko (879r) – to pierwsza świątynia wzniesiona przez Króla Khmerów dla boga Shiwy.
Preah Ko
Składa się z sześciu wież ustawionych w dwóch rzędach. Wieże poświęcone są członkom rodziny królewskiej. Pierwsze trzy, mężczyznom, a pozostałe, znajdujące się na drugim planie, kobietom z rodziny króla.
Stojące na drugiej linii wieże kobiece, budzą większe zainteresowanie.
Lolej (873) – świątynię zbudowano na wyspie, składa się ona z czterech wież poświęconych rodzicom i dziadkom króla. Obecnie obiekt znajduje się w remoncie.
Remontowane wieże Lolej
Na terenie świątyni, podobnie jak w innych świątyniach hinduistycznych, stoją słonie i ciągną się kamienne wężowe  balustrady zakończone pierzastymi ogonami o symbolice pięciu głów. 
mały uczeń Buddy 
Niestety, już w XVw miasto zostało nagle i niespodziewanie opuszczone przez mieszkańców, do dziś nie wiadomo dlaczego. 
Z pewnością zakłócamy mnichom spokój, ale nie chowają się przed turystami i pozwalają się fotografować
Obecnie świątynia stoi na suchym gruncie, bo woda wokół niej już dawno wyschła. W bliskim sąsiedztwie znajduje się Wat, pełen mnichów. Przeważa w nim młodzież, niektórzy, to jeszcze dzieciaki, ale się sposobią.
 Japończycy, w skupieniu słuchają wykładu o bochenkach rosnących na drzewie
Bardzo przyjemne, spokojne i kolorowe miejsce. Szczęśliwi muszą być mnisi mieszkając w takim ślicznym otoczeniu. Też bym tak chciała. Jest tu spokojnie, czysto i pachnąco.
Miejsce kusi do odpoczynku
Ponieważ tego dnia zwiedzane obiekty były małe, chociaż śliczne, a obchód zabrał niewiele czasu, Dara zawiózł mnie do National Museum. Muzeum Angkor jest nieco oddalone od miasta, więc pieszo z hotelu nie ma co się do niego wybierać.
Dara cierpliwie na mnie czeka i ładnie prezentuje się w tej zabytkowej scenerii
We wszystkich krajach i miastach, w których podczas swojej podróży się zatrzymuję, lubię odwiedzać muzea, przedstawiające historię zwiedzanych miejsc i ich mieszkańców.
National Museum Angkor
Bilet do muzeum jest drogi, kosztuje 12 $ i nie ma żadnyc zniżek. Przy kasie nie można  dostać folderu obrazującego, co muzeum proponuje nam do obejrzenia i chociaż w skrócie opisującego eksponaty.
W holu muzeum. Po prawej stronie kasy
Przy wejściu, gdzie kontrolerka kasuje bilet, znajduje się małe pomieszczenie, taka wnęka z półkami i tam pani każe zostawić plecak, torebkę, czy co tam się przy sobie ma. Na takie sprawy, to ja zawsze jestem wyczulona i absolutnie się nie zgadzam.
To ja w Narodowym Muzum Angkor
Trochę podyskutowałyśmy w różnych językach świata i pani ostatecznie przyjęłą, że ja ze swoim plecakiem nie rozstanę się w żadnej sytuacji, ani w żadnym miejscu.
Sala w National Museum Angkor
Otworzyłam plecak, pokazałam, że bomby w nim nie mam, ani żadnego ostrego narzędzia, typu nóż, którym mogłabym pociąć ewentualnie jakiś bardzo wartościowy obraz, jak to zrobił pewnego razu nasz polski aktor, po czym zamknęłąm plecak i weszłam z nim o sali.
Jak bym chciała ciąć, to bym miała co, bo obrazy tu były
W sali projektowej obejrzeliśmy film wprowadzający. Amerykańskie małżeństwo kłóciło się, w końcu pani zapytała mnie, jak ja to zrobiłam, że z plecakiem weszłam. I już wiedziałam o co była awantura.
Ślimakiem idzie się na górę
Ja ją rozumiem, bo wiadomo, że my turyści w podręcznych plecakach mamy wszystko, co najważniejsze. Paszporty, karty bankowe, pieniądze i inne ważne dokumenty, dlatego nie lubimy tych plecaków tracić z oczu. 
korytarze muzeum
Ja swój mam zamykany na kłódeczkę. Wprawdzie małą, ale solidną, mimo to nigdy nigdzie go nie zostawię, prędzej zrezygnuję ze zwiedzania i wyjdę z obiektu, ale plecaka nie zostawię.
Eksponaty
Pani turystka swój podręczny plecaczek miała niezamykany i została zmuszona do zostawienia go w tej niezabezpieczonej kanciapie. Okazało się, że pan również zostawił tam swoją saszetkę.
Wszędzie pusto
No i dobrze, mówię, bo wy Amerykanie to jesteście tacy grzeczni i podporządkowani każdej władzy, nawet muzealnej. Co wam każą, wykonujecie bez namysłu i zastanowienia. Trzeba dbać o swój interes i wymagać też coś od innych. Żeby uszanowali waszą wolę.
Po pustych salach muzealnych hula wiatr
Pani bardzo była zdenerwowana i nie mogła spokojnie oglądać filmu. Ciągle myślała i szeptała o  swoich rzeczach zostawionych na pastwę losu. Na dodatek, potem w sali muzealnej zobaczyła i nie mogła tego zrozumieć, dlaczego ja robię zdjęcia, skoro to jest zabronione i aparat fotograficzny też kzano jej w tej kanciapie zostawić.
Przyjemne patio już częściowo zagospodarowane
Właśnie dlatego robię, że jest to tutaj zabronione. Nie widzę żadnych takich eksponatów, którym mogłoby to zaszkodzić, więc przepis jest nieżyciowy. Tak właściwie, to ja żadnych eksponatów tu nie widzę. To muzeum chyba dopiero jest w fazie tworzenia?
Kawiarnia muzealna
Byłam zła, bo uznałam, że 12 $ wyrzuciłam w błoto. Nic tu jeszcze nie ma, sale stoją puste, niektóre nawet jeszcze nie posprzątane po remoncie czy budowie. W dwóch salkach stoi kilka kamiennych posążków, jakich wiele oglądałam w Angkor Park. Jakieś szczątkowe części z ruin tu poprzynosili, kilka obrazów powiesili i to wszystko. Za 12 $ ? bez zniżek?
Kawa była pyszna i kosztowała tylko 1 $. Miła niespodzianka w tym drogim muzeum.
To nie jest uczciwe wobec turystów. Stąd też brak folderów, bo po prostu nie ma w nich co pokazać ludziom, ani czym zachęcić do odwiedzenia muzeum. Za to pełną parą działają na terenie muzeum, sklep z pamiątkami i kawiarnia. Wiadomo, że ceny tu wyższe, niż w mieście, w końcu to muzeum! biznes się kręci przy pustych salach muzealnych.
Sklep na terenie muzeum. Upomniano mnie, że sklepowi też nie wolno robić zdjęć, więc jest tylko to jedno.
Amerykanie szybko się zwinęli i wyszli, żeby jak najprędzej dopaść swoich tobołków z kasą i dokumentami i upewnić się, że wszystko jeszcze mają. Ja weszłam do kawiarni na kawę.
Na zewnątrz, Museum National Angkor prezentuje się ładnie
Tam dopiero się uspokoiłam i przestałam się sama na siebie pieklić o te 12 $. Uznałam, że może tutejsi organizatorzy tego muzeum nie mają pieniędzy na dokończenie budowy i wyposażenie sal muzealnych i dlatego wcześniej je uruchomili, aby z biletów zebrać trochę kasy na ten szczytny cel. Ok, niech ja się również do realizacji tego celu dołożę.
Dara podjechał i zaprasza do tuk-tuka. Trzyma już dla mnie schłodzoną wodę mineralną.
Doszłam do wniosku, że gdy to muzeum będzie już urządzone, to może tutaj być bardzo ładnie. Sale są jasne i przestronne, wejście wiedzie ślimakiem wokół patia. Idąc tak w kółko można dojść na najwyższe piętro i spoglądać w dół na wodę, zieleń i posągi. Jeżeli w tych salach ustawią ciekawe eksponaty, to może być nawet ciekawie. Ale teraz nie ma nic.
Po drodze do hotelu wstąpiliśmy na obiad
Dara czekał na mnie w cieniu rozłożystego drzewa. Gdy zobaczył, że wychodzę, podjechał na podjazd. Czy Ty tam byłeś Dara w tym muzeum? pytam. Nie, odpowiada,  nie byłem. To się nie spiesz, poinformowałam go, bo tego muzeum jeszcze nie ma. Jedźmy do domu.
Wolę odwiedzać buddyjskie Waty, niż takie muzea - widma

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz