Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

sobota, 17 stycznia 2015

Tajlandia - Powtórka z Bangkoku

Przerwa w pisaniu wynikła z przyczyn ode mnie niezależnych, ponieważ leżałam bez życia w swoim pokoju w Madam Gusthause z powodu zatrucia pokarmowego. Ale w końcu umarłabym z głodu, a nie z choroby, z którą mój organizm przez kilka dni dzielnie walczył i wygrał.
Uśmiechnięty strażnik Parku Lumpini
Po trzech dniach zwlokłam się z łóżka siłą woli i świadomości, że trzeba wyjść do ludzi, zjeść jakieś suchary, kopkę gotowanego ryżu i zaopatrzyć się w nową 5-litrową butlę niegazowanej wody mineralnej. Musiałam cokolwiek dostarczyć swojemu żołądkowi, aby mógł na nowo podjąć pracę, do której jest powołany i przystosowany.
Parkowy gekon i ptactwo
Z tego też przykrego powodu musiałam przedłużyć swój pobyt w Bangkoku i zamiast wyjechać w czwartek, wyjadę dopiero w poniedziałek z miasta. Teraz jestem rekonwalescentką, z każdym dniem mającą się lepiej i mam nadzieję niebawem wrócić do dawnej formy.
Na dużych ulicach tłoku nie ma i są chodniki
I pomyśleć, że tak zachwalałam pyszne jedzenie tajskie! Oczywiście, moja wina! Dopóki żywiłam się przy blaszakach ulicznych, wszystko było ok! ale zachciało mi się restauracji, zasiąść przy drewnianym stoliku z serwetką! No to mam za swoje wielkopańskie zachcianki!
Ta papuga gwizdała za mną, a jak się obejrzałam to robiła niewinną minę
Piszę o tym, bo takie sytuacje również są składnikiem podróżowania po różnych egzotycznych krajach i trzeba o tym wiedzieć i być na wszystko przygotowanym. Żadna podróż nie jest tylko piękna, wspaniała i bezproblemowa, tak samo, jak życie we własnym kraju, we własnym domu. Różne przypadki chodzą po ludziach, gdziekolwiek się znajdują.
Tata co rusz przerywa pracę przy bankomacie i przyprowadza synka
Tak zupełnie, to nigdy się nie jest właściwie przygotowanym do choroby, przyznaję się ze skruchą, ale ważne, że miałam przy sobie aspirynę, wapno, polopirynę i czarną herbatę. Z tymi podstawowymi lekami można już o siebie zawalczyć. Warto mieć zawsze w pokoju większy zapas niegazowanej wody mineralnej. Jest po prostu niezbędna w każdej sytuacji!
Ale synek ciekawy świata ciągle mu ucieka
Gospodyni Madam radziła wezwać lekarza, ale absolutnie na to nie przystałam. Przyniosła mi dodatkowe koce, bo trzęsło mną, aż łóżko skrzypiało. Przedłużyła mi pobyt o cztery dni.
daje się wabić strażnikowi banku, co pozwala tacie wybrać w końcu bahty
Sama wiedziałam co mi jest i nie będę eksperymentować z miejscowymi lekarzami. Może to błąd, ale tak myślę, że jak sama sobie z tym nie poradzę, to nic innego nie zrobi dla mnie również lekarz. O szpitalu nawet mowy nie ma i to nie tylko na obczyźnie, ale i w swoim kraju unikam szpitala, jak ognia. Z natury i wiedzy.
Na ulicznym drzewku, owoce, jak balony
Od wczoraj znowu jestem wśród żywych, czyli wśród Was, moi kochani :) i jak to mówią, złego tak szybko diabli nie wezmą :). Wczoraj znowu odpaliłam laptopa, ale o pisaniu nie mogło jeszcze być mowy. Włączyłam radiową trójkę i słuchałam sobie muzyki i audycji, jak leci, co chwilę popadając w ozdrowieńczą drzemkę. Dzisiaj rano powiedziałam sobie, dobrze jest, żyję i zaczęłam pisać post.
Restauracja sprzedaje sałatki na wynos za 180 THB
Pogoda w Bangkoku przepiękna. Nie za upalnie, ale bardzo ciepło z lekkim orzeźwiającym wietrzykiem. Bangkok bardzo szczegółowo zwiedziłam w 2009r i na szczęście, bo teraz przynajmniej nie rozpaczam zbytnio nad straconym przez chorobę czasem, który powinnam przeznaczyć na zwiedzanie miasta.
Wózkowy sprzedawca sprzedaje gorące kiełbaski. Cena? zależy kto pyta.
Pospacerowałam po dzielnicy biznesowej, w której mieszkam, sprawdziłam, co zmieniło się na Patpongu . Nic się nie zmieniło. Skąpo ubrane Tajki zachęcają do odwiedzenia baru go-go, w którym pracują, a każda z nich wygląda na małolatę, bo taki to tajski typ urody.
Uliczne jedzenie, to stały element krajobrazu Bangkoku
Wysocy biali mężczyźni, spacerują z filigranowymi szczupłymi Tajkami trzymając się za ręce. Wyglądają, jak tatusiowie prowadzący dziecko na spacer. Wokół bazarowa sprzedaż wszystkiego, co się da sprzedać i garkuchnie na kółkach, wypełniające ulicę zapachami jedzenia. Jak to na Patpongu.
Nowoczesny wieżowiec mieszkalny
Zdążyłam odwiedzić też kilka Watów. W Świątyniach buddyjskich czuję się bardzo dobrze. Tam jest taki wyjątkowy spokój, świeże powietrze, jakaś natchniona cisza i specyficzny zapach unoszący się w powietrzu. Zapach płonących świeczek i palonych trociczek, zmieszany z zapachem świeżych kwiatów. Pomarańczowi, boso stąpający buddyści, chodzą bezszelestnie po terenie Watu i czynią swoją powinność.
Parter i I piętro zajmuje parking otoczony zielenią. Na ulicy nie stoją samochody
Część z nich pracuje w świątynnych ogrodach, część zamiata dziedziniec, a część segreguje na ogromnych stołach dary przyniesione z miasta przez porannych zbieraczy. Inni siedzą na drewnianych  ławkach w pomieszczeniu bez ścian i pobierają przedpołudniowe nauki. Niektórzy samotnie medytują, siedząc bez ruchu we właściwej pozie, gdzieś na uboczu, wpatrując się w nieokreśloną dal.
Przejście na sky train i na drugą stronę ulicy. Pod schodami postój moto taxi.
Coś tam pewnie widzą. Może rozmawiają z samym Buddą? Zupełnie nie reagują na przechodzących turystów, nawet, gdy Ci robią im zdjęcia. Buddyjski spokój i opanowanie są wyjątkowe. Dobrze tak siedzieć w cieniu rozłożystego drzewa świątynnego, na murku dziedzińca i obserwować codzienne  życie toczące się na terenie świątyni buddyjskiej, odgrodzonej murami od gwarnego miasta.
Naziemne metro podjeżdża dokładnie pod szklane drzwi automatyczne
Jeden dzień poświęciłam na spacer wzdłuż kanałów (klongi) i rzeki Menam (Chao Phraya), chodząc po bardzo długim deptaku, bulwarze nadrzecznym pełnym przystani małych statków i kutrów rybackich, nadrzecznych knajpek i straganów z owocami morza, rybami i z jedzeniem, oczywiście.
Soki przyrządzane na poczekaniu ze świeżych owoców
Nie sposób nie odwiedzić tego miejsca, będąc nawet kilka razy w Bangkoku. Bardzo charakterystyczna i ciekawa część miasta. Rzeka stanowiła kiedyś główną drogę transportu ludzi i towarów w Bangkoku, gdy jeszcze nie było ulic.
Łaciaty barek wyszedł na ulicę. To bar mleczny.
Dzisiaj służy również do przewozu towarów z jednego brzegu rzeki na drugi lub wzdłuż miasta, pozwalając omijać korki uliczne. Głównie jednak po Chao Phraya kursują teraz różnego rodzaju łodzie turystyczne. Ładnie prezentują się te kolorowe, obwiązane kolorowymi wstążkami na dziobie, ale przejażdżka nimi jest odpowiednio droższa.
Drapacze chmur w Bangkoku nad kanałami
Sieć kanałów miejskich połączona z rzeką, to dawne ulice i kanalizacja miejska zarazem. Na szczęście w kanałach woda przepychana była (i jest) przez wartko płynącą wodę rzeczną, która wypycha nieczystości do głównego koryta i niesie dalej.
Zadbane brzegi kanału miejskiego
Taka rzeka musi wiele znieść, ponieważ dalej, na peryferiach ciągną się chaty ludzkie na palach, z których wszystkie dosłownie nieczystości wylewane są do rzeki. Tak było od wieków i tak jest w XXI w, tylko ludzi, a więc i nieczystości przybyło oraz trudno rozpuszczających się śmieci.
Na ulicach przy kanale, na drugą stronę przechodzi się przewieszkami
Rozwój cywilizacyjny przyniósł bardzo dużo wynalazków, ludzie mogą kupować różne rzeczy, bez których dawniej spokojnie się obywali, ale nie dopracowano się jeszcze właściwego i nieszkodliwego dla środowiska usuwania śmieci, których bez przerwy przybywa, proporcjonalnie do produktów sprzedawanych ludziom. Każdy produkt opakowany jest w wielowarstwowe kartoniki, celofanki, piankę, papier, a wszystko razem włożone dodatkowo do reklamówki.
Co krok salony masażu i kafejki uliczne
Klient nieraz bardzo się napracuje nim poodwija zakup z tych wszystkich opakowań i często rzecz schowa do kieszeni, tak jest mała, a opakowania od niej, to niezła kupa śmieci, które gdzieś trzeba wyrzucić. Chociaż muszę przyznać, że powoli coś w tym temacie się zmienia w Bangkoku. Ze zdziwieniem i z przyjemnością zauważyłam, że śmieci częściej i sprawniej są teraz usuwane z ulic. 
Nowoczesne drapacze chmur i ołtarzyki buddyjskie
Nie tylko z tych głównych, ale i z tych małych, bocznych uliczek i zaułków. Chodzę sobie po mieście i podziwiam. I nie jest tak, jak w krajach latynoamerykańskich, że ciężarówka zbiera z ulic część śmieci, dziabiąc widłami te większe, zostawiając po bokach rozgrzebane reklamówki i mniejsze worki, z których potem śmierdzące odpady roznoszą po całej ulicy bezdomne psy i koty.
Bus pasy tak odgrodzone, że samochody nie mogą tam wjechać
Tutaj wszystko wymiecione jest do ostatniego śmiecia! Nawet w wąskich załomach między budynkami, na nieużywanych placach i na dzikich parkingach jest czysto. Gdy ludzie widzą wysprzątany teren, dwa razy się zastanowią, zanim rzucą śmieci, tam gdzie stoją.
Samoobsługowa wypożyczalnia rowerów miejskich
Jednak chaty na palach ciągnące się wzdłuż Chao Phraya wciąż czekają na zainteresowanie władz miejskich i rozwiązanie problemu warunków sanitarnych. Sprawa jest trudniejsza, niż utrzymanie czystości na ulicach, bo tych ludzi trzeba by gdzieś przekwaterować.
Jednoślady na światłach skupiają się z przodu
Przypominam sobie jak będąc dzieckiem, często w różnych miejscach w swoim kraju, czy to u babci, cioci mieszkającej nad rzeką, czy w wakacje przebywając wraz z innymi dziećmi  na koloniach letnich, chodziliśmy nad rzekę kąpać się i łowić ryby.
Nowoczesny Bangkok
Rzeki były czyste, przezroczyste. Można było obserwować kamienie na dnie i ryby przepływające między nimi, a chłopaki łapali ryby gołymi rękoma.
Skay - Train
Czy teraz ktoś by jeszcze wykąpał się w Wiśle? Rybacy wprawdzie łowią tam jeszcze ryby wędkami, ale czy złowioną w tak zanieczyszczonej wodzie rybę można bezpiecznie zjeść?
Górna sieć przejść prowadzi wprost do kolejki, sklepów i na drugą stronę ulic

Tak czystych rzek, jakie pamiętam z lat sześćdziesiątych i z początku siedemdziesiątych XXw, nie ma  już nawet w Polsce. Może jedynie w strumieniach górskich. Jednak tak zanieczyszczonych rzek, jakie oglądałam w krajach Ameryki Środkowej, nie widziałam w żadnym innym kraju. 
Wieżowiec tak cienki, jak papierośnica
W Bangkoku jest podobnie, ale władze chyba próbują tutaj wreszcie coś z tym zrobić. Wiem, wiem, co myślicie. Porównuję. Tak to bywa, gdy w krótkim czasie odwiedza się różne egzotyczne kraje na różnych kontynentach. Trudno powstrzymać się od porównań. Trzeba jednak przyznać, że w wielu dziedzinach różnice się już zacierają. 
Kiedyś ten kanał był ulicą, teraz otoczony szerokimi jezdniami
A w niektórych, to my w Polsce jesteśmy zacofani. Jednakże wszędzie ludzie korzystają w życiu codziennym z nauki, wynalazków takich, jak telefony komórkowe, telewizory, komputery, samochody i różne inne  środki transportu. Pralki automatyczne i lodówki. Tostery, mikrofalówki.
Skay-train idzie górą nad dawną drogą wodną, czyli nad kanałem
Wszędzie ludzie ubierają się podobnie, chociaż niektórzy nadal noszą narodowe stroje, z własnego wyboru, ale w większości jedynie w pewnych okolicznościach. Czeszą się podobnie, jak na całym świecie, z drobnymi lokalnymi ozdobnikami wyróżniającymi ich z ogółu (np. czuby na żel u młodych mężczyzn (Latynosi), równo ścięte grzywki tuż nad oczami u dziewcząt (Azjatki).
Tuk-tuki większe, ale nie tak wygodne, jak w Sri Lance. Nogi pod brodą.
A jednak z utrzymaniem porządku w miejscach publicznych w pewnych krajach nie mogą sobie poradzić i miasta toną w cuchnących śmieciach walających się po ulicach, na których stoją nowoczesne wieżowce, a przechodzący ludzie rozsiewają za sobą woń świeżego mydła i dobrych perfum.
Stare zostało otoczone nowym
Zapisy o ochronie środowiska mają podobno wszystkie państwa, również azjatyckie i latynoamerykańskie, a jednak nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za strasznie zanieczyszczone i cuchnące rzeki i kanały służące na ścieki nieczystości. XXI wiek, ogólny dobrobyt, a zupełnie nie radzą sobie z likwidacją slumsów i budową sieci kanalizacji w dzielnicach biedy.
Waty, to oazy spokoju i ciszy w środku gwarnego miasta
Bangkok uchodzi za miasto porównywalne z miastami europejskimi, a jednak dzielnice biedy nie tylko istnieją nadal, ale powiększają się z czasem, nie wspominając już o biednych regionach na prowincji. Bo tam ludzie bardziej się rozmnażają, a rzadziej zmieniają swoje miejsce zamieszkania.
Bangkok to takie piętrowe miasto. Skay-Train rozładowuje tłok na parterze
Najlepiej stan wód w rzece można ocenić, pływając po Chao Phraya łodzią lub promem, a czystość kanałów, płynąc łodzią na przykład na targ wodny, który jest bardzo widowiskowy, kolorowy i niespotykany nigdzie indziej na świecie. W kanałach woda jest ciemna, matowa. Często cuchnąca.
Dla dzieci również zaczął się karnawał
Będąc w Bangkoku, koniecznie trzeba na taki targ popłynąć.Turyści jednak przyjeżdżają do Tajlandii gromadnie właśnie ze względu na koloryt tego kraju, zróżnicowanie społeczne w takiej skali, jakiego w Europie nigdzie nie zobaczą. Z uwagi na przepiękne krajobrazy, klimat i ceny wypoczynku również, oczywiście.
Dla dzieci dużo w Tajlandii się robi, bo dzieci kochają tu wszyscy.
Często bogactwo sąsiaduje z bezgraniczną biedą, na jezdniach panuje totalny bałagan, gdzie nikogo nie obowiązują, nie istnieją lub po prostu nie są egzekwowane żadne przepisy drogowe, aż dziw, że stosunkowo tak mało jest wypadków na jezdniach.
Tylko dlaczego ten clown taki smutny?
Chyba dlatego, że kierowcy i piesi mają świadomość tego stanu rzeczy i sami się bardziej pilnują, bo chcą żyć. Nie jadą według przepisów tylko według własnej intuicji.
Dorośli też lubią clownów i ich fiki-miki
Piesi balansują na granicy bezpieczeństwa chodząc wąskimi ulicami bez chodników, co rusz przypierani do muru przez powódź samochodów, skuterów i tuk-tuków. Ich życie również zależy od ich własnej intuicji i wyczucia sytuacji.
Centra handlowe, jak wszędzie, kuszą ludzi. Są takie kolorowe i wymuskane.
To może być zabawne dla turystów, chwilowych przybyszów, ale tutejsi ludzie żyją w tym kotle na co dzień, dzieci chodzą po takich uliczkach do szkoły, małe bawią się na jezdni, pod wózkiem barowym, przy którym pracuje matka, lub śpią na chodniku.
Dzieci kochają tu wszyscy, ale trzeba godzić pracę z opieką nad nimi
Ludzie, z którymi rozmawiam na ten temat, uśmiechają się i mówią: Bangkok? To prawie Europa! Jedziesz do Kambodży. Tam dopiero zobaczysz biedę i zacofanie! i uśmiechają się szeroko. Ok, przestaję się już dziwić, przynajmniej głośno :)
Eastern Terminal, z którego pojadę w dalszą drogę. Niebawem.
Po każdym spacerze wchodzę do Watu, jaki spotkam po drodze, aby odpocząć i skupić się nad sobą i swoimi sprawami. W ich wnętrzu odpoczywam najlepiej.
Wat That Thong
Mój oddech przesiąknięty ulicznym kurzem i spalinami samochodowymi najlepiej  oczyszcza się w w spokojnej, czystej i pachnącej atmosferze ogrodów świątynnych. Jest w nich po prostu pięknie!
Ogrodnicy buddyjscy bardzo dbają o otoczenie świątyni
Aż chce się żyć :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz