Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

środa, 30 lipca 2014

Co warto zobaczyć.....cz.IV, Isla Taboga



Mając już bilet w ręku, nie stresowałam się tym, że rano zajadę na przystań na próżno, bo weekendowych biletów zabraknie. Wyszłam jednak wcześniej z domu, wiedząc że metro busy jeżdżą tutaj jak chcą, a w sobotę może to jeszcze gorzej wyglądać.

Na horyzoncie Most PanAmericana
Tym sposobem zajechałam na Ferry "Calypso" za wcześnie, bo akurat tym razem ledwo stanęłam na przystanku, to metro bus podjechał. Gdy zajechałam na Ferry, właśnie podstawiał się pod przystań stateczek na g.8.30. 
Na dolnym pokładzie "Calypso King"
Podeszłam do pani wpuszczającej pasażerów na statek i zapytałam, czy mogłabym popłynąć tym kursem, bo za wcześnie przyjechałam,  a mam bilet na 10.30 Ok, no problem. Zabrała mi bilet i kazała wejść na trap.

Na górnym pokładzie
Statek miał komplet pasażerów na górnym i na dolnym pokładzie. Pogoda była śliczna, dzień zapowiadał się ciekawie i taki był.  Płynęliśmy prawie godzinę. Mijaliśmy statki oczekujące w kolejce na wejście do Kanału, różne małe wysepki, kutry prywatne i żaglówki oraz małe łódki rybackie. Ludzie kiwali do nas w pozdrowieniu i my do nich również. Pełna sielanka.

Płynę
Towarzystwo na stateczku było mieszane, ale zdecydowanie najwięcej płynęło par i rodzin z  Panamy i okolicy. Trochę turystów na pokładzie też było. Część z bagażami, co znaczyło, że zatrzymają się na Taboga dłużej, niż jeden dzień. Na wyspie są hotele i pensjonaty.

Mijamy statki zdążające do Kanału
Po dopłynięciu do wyspy wyszliśmy po trapie na drewniany pomost i trafiliśmy prosto w ramiona wojskowych z brygady antyterrorystycznej d/s narkotyków, oczekujących na zacumowanie statku i wyjście pasażerów. Z początku nie mogłam się zorientować, o co chodzi. Patrzyłam na innych podróżnych i robiłam po prostu to, co oni.

Na pełnym morzu
Z pomostu przy statku wchodzi się w bardzo długi zadaszony pomost podzielony na trzy części żelazną siatką. Jedna zewnętrzna część pomostu jest przeznaczona dla pasażerów wsiadających, druga zewnętrzna część, dla wysiadających, a żelazna długa klatka po środku przeznaczona jest dla pasażerów panamskich. Tak głoszą tabliczki nad tymi wejściami. Poszczególne wejścia zamykane są furtkami na łańcuch i kłódkę.

Ląd na horyzoncie!  ląd widzę!
Wszyscy skierowaliśmy się do prawej zewnętrznej dla wychodzących. Panowie w mundurach koloru khaki  kazali  nam iść pojedynczo, a gdy już wszyscy znaleźli się w rzędzie w wąskim przejściu pod zadaszeniem, kazali położyć swoje bagaże pod ścianą, stanąć po przeciwnej stronie i czekać.

Dobijamy do brzegu
Do mnie podszedł pan wojskowy i powiedział, abym ten plecaczek, co go mam na plecach, też położyła pod siatką. Ja o nim z wrażenia zapomniałam i na ziemi położyłam tylko to, co miałam w ręku, aparat fotograficzny i taką małą szmacianą torebkę na zakupy, w której miałam kanapki na drogę i butelkę z wodą mineralną. 
Schodzimy na ląd prosto na wojskowych. Witamy na Taboga!
Myślałam, że chodzi o to, abyśmy ręce mieli puste, żeby ewentualnie nie było w nich jakiegoś pistoletu, granatu czy czegoś w takim rodzaju. Ale to chodziło o co innego. Moje domysły oparte na wiedzy książkowej i filmowej były nietrafione.

Niecodzienny dla mnie widok, niecodzienne przeżycie.
Czując że sprawa jest poważna, nie dyskutowałam z panem i nie upierałam się, że z tym plecaczkiem to ja się nigdy nie rozstaję. W takich okolicznościach grzecznie plecaczek zdjęłam z ramion i położyłam pod siatką, cofając się do szeregu na przeciwną stronę.

Tak to wyglądało. Zdjęcie robię następnej grupie, bo wtedy nie mogłam.
Po jakiś pięciu minutach zjawili się następni mundurowi z psami na smyczy. Psy szły wzdłuż siatki obwąchując dokładnie wszystko po kolei, co leżało pod  siatką na drewnianym pomoście. Było to bardzo widowiskowe wydarzenie i nowe dla mnie doświadczenie. 
Wejście do poszczególnych bramek na pomoście Ferry w Taboga
Poczułam dokładnie to samo, gdy swego czasu wróciłam z przyjaciółmi pociągiem z Rogowa do Warszawy i z Dworca Centralnego podziemnym przejściem wyszliśmy  na ulicę prosto w objęcia wojska, trzymającego karabiny w pozycji gotowej do użycia.To był pierwszy poranek po nocnym ogłoszeniu w Polsce stanu wojennego. Na Isla Taboga, nie wiedzieć dlaczego, przypomniała mi się ta właśnie sytuacja.
Z tarasu widokowego widać ten bardzo długi pomost-pułapkę na Taboga
Zrobiłam szybko parę zdjęć, zanim jeszcze położyłam aparat na ziemi, a potem, gdy już go mogłam zabrać, cofając się zrobiłam kilka zdjęć następnej grupie turystów, którzy przybyli na wyspę i byli ustawiani pod siatką w szeregu.
Isla Taboga
Wszystko odbyło się dokładnie tak samo, tylko w sąsiednim korytarzu, bo nasi się jeszcze nie pozbierali do końca. Nikt nie zwrócił mi uwagi, że nie można robić tu zdjęć, więc było ok!

Poszłam zwiedzać wyspę
Byłam czysta, jak wielu innych podróżnych. Wojskowi pozwolili zabrać swoje rzeczy, otworzyli nam furtkę na zewnątrz i pozwolili wyjść na ląd, jednak kilka osób wskazali palcem, aby zostali do osobistej kontroli. O rany! Ale to było! 
Codzienny widok na wyspach, ale jaki przyjemny
Kompletnie mnie ta sytuacja zaskoczyła. Przemyt narkotyków widocznie nadal ma tutaj miejsce, a to mogła być jedna z akcji antyterrorystycznej grupy przeciw narkotykowej. Wszak nowy Prezydent obiecał, że natychmiast po przejęciu władzy, weźmie się za ukrócenie tego procederu.
Pięknie, sielsko i anielsko
Zlikwiduje problem przemytu narkotyków w Panamie. Kartele narkotykowe mają zapomnieć o Panamie raz na zawsze. Czas pokaże, jak to będzie. Kto okaże się silniejszy i skuteczniejszy, kartele, czy prezydent.To niezależny prezydent, który niespodziewanie wygrał wybory, to może nie jest powiązany. 
Dużo ustawiają tu kapliczek. Nawet bezpośrednio w morzu.
Wyminął dwóch innych popieranych w kampanii wyborczej  przez poprzednią ekipę i zaskoczył wszystkich. Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Może to będzie właściwy człowiek, który oczyści Panamę z narkotyków, ścieków, śmieci i zwisających kabli energetycznych?

Teren górzysty, ulice pną się w górę. Z każdego domu widać morze.
Poszłam obejrzeć wyspę Taboga. Z  jednej strony kolorowe parasole na plaży. Woda w morzu czysta, przezroczysta. Z drugiej strony wioska. W bliskiej odległości mała, skalista i górzysta, porośnięta soczystą zielenią wysepka El Morro.
Przejście na wysepkę El Morro. Teraz jest tu plaża
Można do niej przejść po wąskim pasku piasku, zalewanego co rusz falami z jednej i z drugiej strony. Jakby się tu dwa morza ze sobą spotykały. W czasie odpływu pasek piasku jest szerszy i służy, jako plaża.Na brzegu tej małej bezludnej wysepki zostały resztki murów obronnych. 
Z obu stron biją fale, jakby się tu dwa morza spotkały
Ona również należała do fortu obronnego na wyspie Taboga i posiadała trzy działa oraz 10 żołnierzy. Potem, przez jakiś czas wykorzystywano te solidne zabudowania na małą stocznię naprawy łodzi. Teraz chodzą tam turyści oglądać pozostałości.

Resztki Fortu na maleńkiej El Morro, na którą można przejść pieszo
Tabogę odkrył w 1515r .hiszpański konkwistador Vasco Nunez de Balboa, od jego nazwiska pochodzi nazwa waluty panamskiej, chociaż teraz w powszechnym obrocie jest w Panamie  dolar amerykański. Narodowość panamska, język hiszpański, waluta amerykańska,  jest ok!
Zatrzymali i spisują surfingowców, coś tu jednak jest nie tak. Takie kontrole?
Nazwisko odkrywcy nadawane jest różnym obiektom budowlanym i rekreacyjnym, szkołom, ulicom, placom oraz produktom, m.in. mają tu dobre piwo „Balboa”

Tablica o historii Isla Taboga. Trochę zniszczona, ale jest.
Wyspa Taboga nie była bezludna. Zamieszkiwali na niej byli niewolnicy przybyli tu z Nikaragui i Wenezueli. Ksiądz Hernando de Luque przyjechał na wyspę w 1524r wybudował tu kościół i oficjalnie ogłosił, że zarówno wyspa, jak i kościół nosić będą imię San Pedro. 
Kościół na Isla Taboga
Później nazywano wyspę San Pedro de Taboga, Taboga Isla de las Flores, a teraz po prostu Taboga.

Dom rybaka
W 1671r szalony pirat Henry Morgan (znowu ten walijski szaleniec!) napadł na wyspę i ze swoimi kumplami splądrował ją dokładnie, zabierając łupy w postaci złota i pereł, a przy okazji ogołocił  z zapasu wina piwnice.

To nie wyjątek. Sporo domów ozdobionych jest malunkami świętych.
Nie zniszczył doszczętnie domów, jak to często zwykł czynić odwiedzając inne miasta i wyspy, ponieważ  wszyscy piraci opili się tym winem i nie byli w stanie działać. 
Co wam to przypomina? jak w Grecji, prawda?
Piraci pospiesznie opuścili wyspę, aby bezpiecznie dojść do sprawności fizycznej i intelektualnej w bezpiecznym miejscu, na swoim statku.

Niektóre domy wiszą dosłownie na skarpach nad samym morzem
Taboga, w języku Indian znaczy obfitość ryb. Wyspa leży w Zatoce Panamskiej od strony Pacyfiku, 12 km od Ciudad Panama. Widać z niej drapacze chmur stolicy. Obecnie wyspa liczy 900 stałych mieszkańców, którzy utrzymują się głównie z turystyki i rybołówstwa, bo obfitość ryb w Pacyfiku nadal jest zadowalająca. Smak ryb może jednak być już nieco inny, bo ryby nie mają jednak tak czystej wody i pożywienia w morzu, jak wówczas.

Ten wisiał bardzo wysoko na urwiskiem, w głowie się mogło zakręcić
Na wyspie nie ma ruchu samochodowego, nie licząc kilku niewielkich samochodów dostawczych. Po wyspie głównie chodzi się pieszo lub jeździ elektrycznymi pojazdami golfowymi i rowerami. Wyspa ma niecałe 13 km2 powierzchni, której większość zajmują lasy.
Działo w byłym Forcie Taboga
W czasie II wojny światowej wojsko amerykańskie miało tu swoją bazę, ponieważ byli tutaj dla pilnowania własnych interesów i zabezpieczania Kanału Panamskiego.

Na Isla Taboga zjadłam obiad. Na plaży. Oczywiście świeżą rybę.
Od stycznia do kwietnia trwa okres lęgowy pelikanów. Te duże ptaki przybywają na Isla Taboga w zmasowanej ilości i zakładają na niej  nawet do 35.000  gniazd lęgowych. Wyspa słynie również z obfitości kwiatów, dlatego bywała nazywana wyspą kwiatów,  Isla Flores de Taboga.

Plaża na Isla Taboga
Spacerowałam wśród stromych uliczek, zadbanych domów, ukwieconych trawników i ogrodów, oddychając świeżym powietrzem bez zawartości spalin samochodowych. Szukałam domu, w którym mieszkał przez pewien czas słynny malarz francuski, Paul Gauguin, po swoim nieudanym debiucie robotnika budowlanego przy budowie Kanału Panamskiego.

W tym domu mieszkał Paul Gauguin na Isla Taboga
Znalazłam ten dom. To był kiedyś hotel, teraz budynek znajduje się w remoncie (jak wszystko w Panamie), a przed nim stoi trochę zaniedbana tablica upamiętniająca pobyt Gauguina w tym miejscu. Na tablicy ułożono  z kolorowych płytek wizerunek malarza, znany autoportret, a w tle morze i miejscowe kobiety, czyli to, co polubił na Taboga najbardziej. Solidna mosiężna tablica informuje o jego pobycie w tym domu, na wyspie.

Paul Gauguin. Tablica poświęcona malarzowi.
Musiałam uprzątnąć puszki po coca-coli i plastikowe butelki po wodzie mineralnej, aby móc zrobić zdjęcie tablicy. Szkoda, że taka pamiątka jest zaniedbana. Może gdy skończą remont budynku i  uprzątną cały ten bałagan wokół, to pozbierają śmieci, gruz i odświeżą tablicę? Mam taką nadzieję. Lubię malarstwo impresjonistów. Obrazy Gauguina intensywnie nasycone są kolorami lata. 
Dom stoi przy tej wąskiej uliczce na Isla Taboga
Czuje się, że były tworzone w gorącym klimacie. Kolory na obrazach Gauguina są bardzo ciepłe, jasne, dokładnie takie, jakie przybiera tu przyroda wystawiona na wiecznie palący blask słońca. Piękne też są inne obrazy Gauguina,  portrety i akty kobiece. Na tablicy wokół malarza młode miejscowe dziewczyny. Bo tak było. Miał ich tutaj wiele. Modelek i nie tylko.

Napis na tablicy pamiątkowej
Dobrze, że na Isla Taboga doceniono jego sztukę i uczczono tablicą pobyt tego wybitnego malarza, bo chociaż robotnikiem budowlanym był kiepskim, a jego życie osobiste obfitowało w awanturnicze wybryki, to talent malarski miał wielki. 
W narożniku budynku, święta figura za szybką
Do Panamy przyjechał z kolegą, Charlesem Laval w 1887r. Prowadzili tu bezstresowy tryb życia. Oprócz braku umiejętności robotnika budowlanego, powodem zwolnienia go z pracy przez Canal Company było również pijaństwo i bijatyki. Nie da się ukryć.

Paul Gauguin - Tablica pamiątkowa na wyspie Taboga w Panamie
Jego marzenie o życiu w tropikach, żeby „żyć, jak dzikus” jak to powtarzał przyjaciołom, zamieniło się w koszmar. Nękały go różne choroby tropikalne, biegunki, ledwo wyszedł cało z malarii, stracił pracę i dotykały go różne inne przeciwności losu.

To duży budynek. Może znowu tutaj będzie hotel?
Niektórzy mówią, że Gauguin chciał na Isla Taboga kupić dom za pieniądze swojej peruwiańskiej babci. Inni z kolei twierdzą, że malował na Taboga i od ręki sprzedawał obrazy z czego się utrzymywał i oszczędzał na dalszą podróż. Nie wiadomo, jak było.

Mural reklamujący wyspę
Mogła mu pomagać rodzina. Pochodził z rodziny o artystycznych uzdolnieniach i różnym pochodzeniu, co od chwili jego narodzin pozwalało przypuszczać, że jego życie będzie niekonwencjonalne. 
Po wyspie chodzimy pieszo lub jeździmy wózkami elektrycznymi
Jego babcia Flora Tristan była pisarką, ojciec dziennikarzem. Babcia Peruwiańska była ze strony matki. Przez pewien czas rodzina nawet mieszkała w Peru. Muszę przestać, bo Gauguin ma tak barwny życiorys, że jak się rozpędzę, to cały post o nim będzie, a przecież ja tu piszę o Isla Taboga.

Z każdego miejsca widok na morze
W każdym razie na wyspie Taboga żadnych jego obrazów nie ma, chyba, że w prywatnych kolekcjach przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Podejrzewa się, że malował na wyspie, że niemożliwe jest, aby mając duszę artysty, nie chwytał za pędzel w tak pięknym przyrodniczo i kolorystycznie miejscu. Faktem jest, że na Taboga nie odnotowano jego twórczości. Ponieważ został potem sławnym malarzem, uczczono tablicą jego pobyt tutaj.

Tu był Fort, a potem baza wojskowa USA
Nie wiadomo, czy Gauguin zebrał tyle oszczędności, czy też w inny sposób zdobył pieniądze, ale żył jakiś czas na Isla Taboga, a potem  kontynuował podróż na Martynikę, francuską wyspę na Małych Antylach, aż w końcu osiadł na Tahiti (Polinezja Francuska).

To wielopoziomowe miasteczko, pnące się w górę
Twórczość na Tahiti przyniosła mu wreszcie upragnioną i zasłużoną  sławę. Jego obraz „Skąd przychodzimy?, Kim jesteśmy?, dokąd idziemy?” stał się w Paryżu w 1898r wydarzeniem sezonu artystycznego. Paul Gauguin zmarł nagle, na atak serca w 1903r na Markizach (Polinezja Francuska).

Sklep z pamiątkami na Isla Taboga
Domy na Isla Taboga zwrócone są oknami w stronę morza. Czym wyżej położony dom, tym wspanialszy widok na Pacyfik. Gdy już bardzo zmęczyłam się chodzeniem po wiosce, a upał był tego dnia nieprzeciętny, usiadłam na białej kamiennej ławce przed wąskim, wysokim domem stojącym na skarpie. Jak tam było pięknie!

Strome zejście na dół, na prywatny pomost jachtowy. No pasar!
Ławki były dwie, a nad nimi schodziły się wachlarze palmowych liści tworząc żywy parasol chroniący przed prażącym słońcem. Rześkie powietrze od morza położonego nisko w dole pod skalną ścianą, na której stał dom, łagodziło zmęczenie i rozleniwiało.

Ależ tu było pięknie! widać, że to ja?
Gdy z domu wyszli dwaj mężczyźni, ojciec i syn, powiedziałam, że wiem, iż to jest teren prywatny, ale chciałam sobie tu chwilkę posiedzieć dla odpoczynku, bo tu jest bardzo pięknie.  Powiedzieli, że oczywiście, no problem, mogę sobie siedzieć, jak długo zechcę. Mówiłam już, że Panamczycy, to bardzo uprzejmi ludzie?

Ludzie tak sobie pięknie tu na co dzień mieszkają
Panowie zeszli na dół do morza bardzo wąskimi i stromymi private schodami, a tam mieli swój private pomost i własny private jacht przycumowany do niego. Na Isla Taboga każdy dom ma swój jacht, motorówkę lub przynajmniej łódkę rybacką. To ich własne środki lokomocji, którymi przemieszczają się na stały ląd do pracy, na zakupy lub w innych interesach, albo na spotkania towarzyskie. Lub też sobie podróżują w różne inne miejsca.

Niektóre domy stoją wysoko w górach
Turyści na Isla Taboga w  godzinę wszystko obskoczą, a potem to już tylko leżą na plaży lub sączą drinki i zimne napoje w kafejkach. Ja nie wzięłam kostiumu kąpielowego, a szkoda. Po zajrzeniu niemal w każdy kąt wyspy, wróciłam na przystań. O g.15.oo odpływał statek do Panamy. Ja miałam bilet powrotny na ostatni kurs o17.00. Skoro przypłynęłam wcześniej, to i wcześniej byłam gotowa do powrotu. Gdybym miała z sobą kostium, zostałabym na plaży.

Ludzie chętnie przypływają swoimi kutrami na Tabogę
Tym razem obsługa statku była męska. Nie byłam pewna, czy zgodzą się, abym z tym biletem zaokrętowała się na ich statek, ale zauważyłam, że chłopak bardzo chaotycznie zbierał bilety od wchodzących na trap pasażerów, rozmawiając jednocześnie z kolegą.

Powrót. Na pokładzie wesoło.
Dołączyłam do kolejki i po kolei podawaliśmy bilety chłopakowi, a on wcale na nie nie patrząc, dołączał je do kupki. Na koniec tylko przeliczył bilety, aby wiedzieć ile pasażerów ma na pokładzie i popłynęliśmy do domu. Nieraz trzeba uciekać się do małych podstępów i manipulacji, aby wyjść na swoje, bo kto dużo pyta, dostaje różne odpowiedzi, nie zawsze takie, jakie by chciał.

Na Ferry, po takim trapie bez schodków trzeba się wdrapywać na górę
Okazuje się, że kupowanie biletów zawczasu nie zawsze się opłaca, bo nigdy nie wiadomo, jak ułoży się dany dzień. Ale na lotnisko Tocumen pojechałam po raz drugi i zakupiłam bilet z wyprzedzeniem, na 4 sierpnia br, do Nowego Orleanu z przesiadką w Miami, z obawy, że potem mogę go jednak nie dostać. 
Stateczek na Tabogę, Calypso King
Trzeba w takich sprawach działać na własne wyczucie.Teraz muszę obmyślić, co tu zrobić, aby obudzić się o godzinie 5.oo rano, żeby dotrzeć do Panama Canal Raiway Company i pojechać zabytkowym pociągiem do Colon. Ostatnio budzę się o g.8.00!, aż wstyd się przyznać, takie lenistwo! a budzika nie mam.

Na Cuesway Amador też spokojnie i przyjemnie
Następnie przejdę nadmorskim deptakiem i pospaceruję sobie spokojnie, już bez fotografowania, po starym mieście Casco Viejo, pożegnam  znane już kąty i ludzi, spakuję się i polecę do Stanów Zjednoczonych z nadzieją, że Nowy Orlean nie zawiedzie moich oczekiwań i okaże się przyjazny dla samotnej, niskobudżetowej turystki.
Dziewczyny rozdają ulotki zapraszające na wieczór do restauracji