Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

sobota, 28 czerwca 2014

Na pożegnanie Boquete, foto ciekawostki


Siedząc rano w „Cafe Parkowa”  w centrum miasta i jedząc śniadanie składające się z dwóch smażonych jajek, trzech tostów z masłem, mini porcyjki dżemu oraz kawy, zobaczyłam na tytułowej stronie gazety „Critica”, czytanej przez człowieka siedzącego przy sąsiednim stoliku, zdjęcia zaginionych Holenderek.
Dla małych fanów różnych drużyn
Od razu poczułam, że musiało się coś nowego w sprawie wydarzyć. Zaraz po śniadaniu weszłam do sklepu samoobsługowego (nie ma tutaj kiosków z gazetami. Gazety kupuje się w marketach spożywczych) i kupiłam tą gazetę. Tak, jak podejrzewałam, nastąpił przełom w poszukiwaniu młodych Holenderek Kris Kremers i Lisanne Froon.
W wielu punktach miasta można oglądać Mundial 2014
Dzisiejsza „Critica” (20 czerwca 2014r) zamieściła na tytułowej stronie swojego dziennika artykuł pt. „Znaleźli Holenderki ?” na razie jeszcze ze znakiem zapytania i „Szczątki ludzkie w Bocas”, w którym stwierdza się, że może to oznaczać koniec tajemnicy otaczającej los młodych  Holenderek, zaginionych ponad dwa miesiące temu w Boquete.
Sprzedający losy loteryjne, to jedyni sprzedawcy siedzący tyłem do klienta
Obok fotografii zaginionych napisali, że znaleziono but (foto tego buta) i ludzkie szczątki w pobliżu rzeki Culubre w regionie należącym do Bocas del Toro. Dalej podają, że według nieoficjalnej informacji, w znalezionym bucie znajdowało się część stopy ludzkiej.
Rowery mają tu również tablice rejestracyjne
Prokurator Betzaida Piti oświadczyła, że kluczowe znaczenie dla ustalenia, czy but i szczątki należą do Kris lub Lisanne, będzie miało badanie DNA. Znalezione dowody przekazano do Instytutu Medycyny Kryminalnej w stolicy, celem przeprowadzenia badań DNA.
Czasami miasto odwiedza klan z Bonanzy
W prowincji Bocas del Toro, w rejonie rzeki, gdzie znaleziono but i szczątki ludzkie (tak określają to w gazecie), nadal prowadzone są poszukiwania. Pracują dwie grupy podzielone na cztery bloki, po 30 osób każda.
Zlot harleyowców zablokował cały Rynek
Przeprowadzane są też rozmowy z ludźmi mieszkającymi w rejonie znaleziska. Niewykluczone, że zdobyte zostaną nowe informacje od młodych ludzi. Być może zanim opuszczę Boquete, co nastąpi za sześć dni (tak szybko?), zagadka kryminalna, nad którą pracują odpowiednie służby od niemal trzech miesięcy, zostanie rozwiązana.
W młodości też jeździłam motorami, ale WFM, SHL i Komarem. Jakie czasy, taki motor
Niestety, prawdopodobnie Kris i Lisanne nie żyją, chociaż pewności mieć nie można, dopóki nie zostanie to udowodnione. Można bowiem stracić część stopy i nadal żyć. Mogły np. być siłą wleczone do łódki na rzece i wywiezione. To już moje osobiste przemyślenia, bo tak jak każdy, chciałabym, aby dziewczyny zostały znalezione żywe.
"Tiranos Panama" wypili po piwku i pojechali dalej, do Kostaryki
Artykułów na ten temat jest w dzisiejszym numerze „Critica” więcej. Pokazane są też nowe zdjęcia dziewczyn, robione już w Bocas del Toro, więc ktoś, kto z nimi wówczas był i robił im zdjęcia musiał się zgłosić na wezwanie o informacje.
W tablicach rejestracyjnych pełna dowolność. Tu, patriota lokalny.
Na jednym ze zdjęć zakreślono mężczyznę, który uważnie przygląda się roześmianym dziewczynom siedzącym przy stoliku przed jakąś kawiarnią. Chyba będą go szukać. Na razie wszyscy skupieni są na szukaniu Kris i Lisanne lub ich ciał.
Detal przy wejściu
Na Bocas del Toro, w Cahuita byłam całkowicie nieświadoma zagrożeń i zapędzałam się  naprawdę daleko, w puste rejony Parku Narodowego, gdzie nie było żywego ducha tylko morze, las i śpiewające ptaki nade mną.
W "Baru Bar" same kibicki
Nie mogę jednak do końca być pewna, czy spomiędzy drzew ktoś mnie nie obserwował, człowiek lub drapieżne zwierzę. Na szczęście szybko przytomniałam i zawracałam w rejony ludzkie.
W patio "Music Hostel" Haydde zamontowała trzy telewizory na Mundial
Nie mogę też zaprzeczyć, że zagadkowa historia Holenderek ostudziła trochę mój zapał do samodzielnego zwiedzania tych rejonów Świata i dobrze, że pojadę już dalej, do Panama City. Być może z dachu pod rynnę.
A w kościele święto. Odświętne fryzury i ubiory.
Mam przecież świadomość, że duże miasta nie gwarantują większego bezpieczeństwa. Dżungla leśna czy dżungla miejska, są tak samo niebezpieczne dla współczesnego człowieka, za przyczyną innego współczesnego człowieka.
I Aniołki
Ludzie mówią, że przez tą historię z Holenderkami, turyści omijają ich piękne miasto Boquete, a jak już przyjadą, to na dzień, dwa i jadą dalej.
Najważniejsze, to wiedzieć gdzie się bezpiecznie położyć
Plakaty o zaginionych Holenderkach wiszą tak gęsto w Boquete i Bocas del Toro, że odstraszają turystów, którzy już nie chcą zapuszczać się w dżunglę, aby zwiedzać Parki Narodowe i wulkany. Przykra historia.
Dziewczynka na osiołku
Wczoraj, gdy byłam w Cafe Ruiz, przyjechał busik Uniwersytetu Panama, z którego  wysiedli młodzi, kolorowi i weseli ludzie. Zatrzymali się na kawę podczas zwiedzania  najciekawszych i najpiękniejszych miejsc w Panamie.
Weseli studenci z Columbii
Większość tych młodych ludzi była z Columbii. Studenci z Panamy gościli u siebie studentów z Columbii i przywieźli ich w to piękne przyrodniczo miejsce. Oni również natychmiast zobaczyli plakaty o Holenderkach, czytali i dopytywali się. Fotografowali olbrzymi baner wiszący nad szosą. Byli pod wrażeniem.
I ja z nimi
W Boquete mam cały czas problem z Internetem. Niby jest, ale często traci połączenie i godzinami nie ma go wcale. Nawet teraz, gdy Haydde zmieniła operatora. Coś tu jest niedopracowane. Obecnie nie mam dostępu do Internetu od wczoraj, od godz.14.oo. Zaraz wezmę laptop i pójdę pod żółtą rotundę.
Miejscowa gadułka. Z 15 min mi coś opowiadał
Minęły następne trzy dni, a Internetu nadal nie ma, W pisaniu bloga przerwa, poczta nieodebrana, Moysesa nie ma, bo wyjechał z żoną i Aną Luciją na wczasy nad morze jako, że w Boquete trwa law sezon i Music Hostel pusty. No, niezupełnie, bo jestem ja, Amerykanin, co to nie lubi Polaków i dojechał na motorze samotny turysta z Meksyku.
Pojawił się u nas jeden turysta motorowy z Meksyku
Haydde chodzi smutna. Zrobiła akcję promocyjną z tytułu Mundialu Brazylia 2014, zmieniła łóżka, materace i firanki w pokojach. W patio zawiesiła trzy płaskie telewizory, ustawiła kolorowe stoliki i krzesełka. Wstawiła na patio sofę. W mieście rozwiesiła plakaty. I nic.
W mieście święto kościelne patrona. Przyjechał Biskup.
Nikt tu nie przyjdzie, bo po prostu wymiotło turystów z Boquete i tyle. Ta garstka, co została, to ogląda Mundial w Rynku, gdzie piwiarnia też dała promocję i zawiesiła kilka ogromnych telewizorów. No, i serwują tam piwo!
To jednocześnie święto młodzieży szkolnej i studentów.
Ja się już spakowałam. Walizka jest very havy, ale nie mam już na to rady. Żeby tylko kółka się nie urwały, to będzie dobrze. Co mogłam, to już wyrzuciłam. Zostały naprawdę tylko niezbędne rzeczy. Ja nie wiem, co tak dużo waży!
Słynni bębniarze z Boquete
W piątek kończę swój miesięczny pobyt w pięknym górskim miasteczku Boquete i jadę tym odlotowym, ogromnym, kolorowym autobusem do David. Tam chcę się zatrzymać na dwie noce w „ The Purple House” i w niedzielę wieczorem pojechać nocnym autobusem do stolicy Panamy.
Uczennice
Mam nadzieję w stolicy dostać  pokój w „Panamericana  Hostel” jako, że to już będzie poniedziałek i po weekendzie. W weekend hostele oblegają Panamczycy przybywający do stolicy i weekendowi turyści z sąsiednich krajów.
Patron San Juan Bautista
O Boquete i Bocas del Toro mówią już w głównych wiadomościach NTV-24, za sprawą Lisanne i Kris, bo rzeczywiście wreszcie natrafili na jakieś konkretne ślady, ale samych dziewczyn jeszcze nie znaleźli. Badania DNA zrobione z części stopy tkwiącej w znalezionym bucie, potwierdziły, że stopa należała do Lisanne. O Kris nic nie wiadomo.
Biskup z każdym się witał, a potem się żegnał. Ze mną też.
Wieczorem w TV widziałam, że znaleźli niebieski plecak, myślę, że to plecak któreś z zaginionych i może do dzisiaj znaleźli jeszcze coś więcej, bo akcja rozwija się dynamicznie. Gdy wyjdę do miasta, kupię „Critica” to się dowiem, co aktualnie w sprawie słychać. Codziennie jest coś nowego. Panama tym żyje.
Prawa strona kościoła należała do młodzieży, lewa do mieszkańców
Ciągle nie mam dostępu do Internetu, więc nie mogę uzupełnić wpisów ani zdjęć na blogu. Piszę jednak i w dogodnej chwili przerzucę wszystko na blog, chociaż nie wiem, czy będą to jeszcze aktualne informacje. W mieście, po odebraniu i napisaniu maili, nie starcza baterii, aby uzupełniać blog.
Msza
I pomyśleć, że panamska policja przerwała poszukiwania już na początku czerwca i chciała sprawę zamknąć, jako nierozwiązywalną! Jak tego 29-letniego Anglika, którego do tej pory nie odnaleziono. Rodzice Kris i Lisanne są bardzo zdeterminowani i nie ustaną w poszukiwaniach. Wciągnęli w to prokuraturę, media i policję holenderską, założyli fundację, jak się nie mylę, pn.”Szukamy Kris i Lisanne” wznowili poszukiwania na całym terenie należącym do prowincji Bocas del Toro i Boquete. Do Boquete przylecieli holenderscy ratownicy z 14 wyszkolonymi psami i detektyw.
Mali chłopcy też mieli swoje 5 minut popisowe dla biskupa
Poszukiwania kontynuowano ze zdwojoną siłą i jak widać z pewnym rezultatem. Ten plecak to podobno znaleźli okoliczni mieszkańcy i oddali policji, jeszcze przed znalezieniem buta Lisanne.Wniosek jest taki, że to tutejsi ludzie naprowadzili ratowników i policję na właściwy trop i teren poszukiwań. Z pewnością zostali wynagrodzeni, bo rodzice dziewcząt obiecali 30 tys dolarów za każdą znaczącą dla sprawy informację. To za dowód rzeczowy, tym bardziej.
W parku
Przynajmniej nie trzeba już przeczesywać całej ogromnej dżungli w regionie, tylko można się skupić na określonym obszarze i tu szukać drobiazgowo. Dziewczyny były pieszo, więc obszar poszukiwań nie jest bardzo rozległy.Ja to myślę, że one zostały napadnięte przez jakieś dzikie zwierzęta. Pokazywali drogę, która prowadzi do rzeki, nad którą znaleziono but Lisanne i plecak. Rozmawiali z rzadka zamieszkałymi tam ludźmi. Naprawdę to jest pusta i dzika okolica, gdzie one szły? Podobno na La Pianista.
Osiołkowa przejażdżka
Część stopy w bucie? To możliwe, bo tutejsi mężczyźni chodzą na co dzień z maczetami, ale żaden bandyta by tego buta tak nie zostawił, ani  plecaka przy drodze. Czytałam niedawno blog chłopaka, który idąc pieszo na wulkan Baru spotkał się z pumą. W tej dżungli żyją naprawdę drapieżne zwierzęta. Ale gdzie są dziewczyny? Idę po dzisiejszą gazetę.
Takie ogromne avocado. Codziennie jem jedno z limonką.
Teraz dowiedziałam się, że w znalezionym kilka dni temu plecaku były dwa telefony komórkowe, aparat fotograficzny i karty bankowe. Bandyta by zostawił takie rzeczy? Nie, to musiało być jakieś drapieżne zwierzę. Poza tym, wszystkie te dowody dotyczą Lisanne, chociaż jej samej nie ma. A co z Kris?
Na dwa dni chowam je do ciemnej szafy, to pestka sama odchodzi.
Być może Lisanne wyszarpnęła nogę, tracąc część stopy, zrzuciła z siebie plecak w szarpaninie i uciekły obie, gdzie oczy poniosą, aby jak najdalej od napastnika? A teraz żyją gdzieś zagubione w tej olbrzymiej dżungli i nie mogą trafić do ludzi? Może dlatego nie ma Lisanne ani Kris z jej plecakiem?
Takich krajobrazów, jak w Boquetem,  już nie będę miała w Panamie
Wszyscy teraz jesteśmy detektywami. W takiej dżungli z głodu nie umrą, bo dostarcza ona różnych owoców i wody. Wody to aż w nadmiarze, bo deszcz pada już codziennie od g.15.oo do rana. Niebezpieczeństwo grozi im ze strony drapieżnych zwierząt i z wyczerpania fizycznego organizmu oraz z zakażeń  nieleczonych ran odniesionych po drodze. Może w końcu znajdą je żywe? Oby!
Mirador
Kris i Lisanne przyleciały do Panamy, aby po odbyciu dwutygodniowego kursu języka hiszpańskiego, pracować charytatywnie z tutejszymi dziećmi. To byłoby niesprawiedliwe, aby tak przyjaźnie nastawionym do świata dziewczynom, stała się krzywda w kraju, w którym chciały bezinteresownie pracować dla dzieci.
Rio Caldera i Boquete w dolinie
Może zostały znalezione przez jakieś plemię indiańskie i są w ich wiosce leczone? Głęboko w dżungli, na terenie Panamy i Kostaryki zamieszkują jeszcze indiańskie plemiona, które nie chcą z cywilizacją mięć nic wspólnego i żyją po swojemu, szczęśliwe, gdy nie zakłóca się im spokoju. Ale pomóc, by mogli. Mogły też wpaść w ręce hodowców lub przemytników narkotyków. Podobno w głębi dżungli uprawiane są narkotyki i międzynarodowy handel kwitnie,  niezakłócony przez policję, która w pewne rejony kraju się nie zapuszcza.
Takim autobusem pojadę do David
Ten post wyszedł tak trochę na smutno za sprawą smutnej historii dziewcząt z Holandii, samotności Haydde i moich pożegnań, ale czasami musi tak być. Od zbytniej wesołości można dostać niestrawności. Chwila powagi i zadumy nad marnością tego świata nie zaszkodzi. Myślę, że w Panama City będzie weselszy nastrój. Internetu nadal nie ma i to prawie w całym mieście, a nie tylko u Heydde. Ostatecznie dostęp uzyskałam w tej ładnej bibliotece miejskiej, którą już pokazywałam na zdjęciu i tutaj kończę historię mojego pobytu w Boquete. Następny post napiszę już z innego miasta.
Żegnam się z tym pięknym górskim miasteczkiem.
Niestety, tutaj też nie wszystko działa, jak należy. Laptop odmówił mi współpracy w wysyłaniu zdjęć na bloga, więc końcówka będzie bez zdjęć. Mam nadzieję, że to przejściowa sprawa. Zobaczymy. 
Co to za owoce?

Przejściowa. Jestem już w David. Internet mam w swoim pokoju. Zdjęcia wklepałam, ale burza szaleje, więc się wyłączam. 
Ten budynek po środku Rynku Boquete, to dawna stacja kolejowa
Burza przeszła, deszcz leje dalej, aż dudni, że w pokoju nie słyszę telewizora. Dopiszę jeszcze do tego postu kilka zdań o Kris i Lisanne, aby już nie poruszać tego tematu w następnych postach. Wiem, że ludzie nie lubią smutnych historii. Każdy chce czytać na blogach coś wesołego, zabawnego, ale niestety, życie nie zawsze jest zabawne.
To był peron. W takim górzystym terenie jeździł pociąg?
Obie dziewczyny z Holandii, Lisanne Froon i Kris Kremers nie żyją. W poniedziałek podano, że Lisanne nie żyje. Tuż przed wyjazdem z Boquete przeczytałam w "Critica" krótką już tym razem wiadomość, że władze potwierdziły również śmierć drugiej Holenderki, Kris i zgłosiły, że szczątki jej odnaleziono w górzystym obszarze gęstej roślinności w Altos Romero, między Chiriqui i Bocas del Toro. 8 godzin pieszej wędrówki od Boquete.
Tam, gdzie były poczekalnie, kasy i biura, jest teraz poczta
Nie dość, że nie żyją, to na dodatek ślad nikły po nich został. Mówi się o szczątkach, ponieważ ciał dziewczyn nie ma, zostały tylko fragmenty kości, szkieletów. Mówią, że w tak gęstej i wilgotnej roślinności ciała mogą przetrwać jedynie dwa tygodnie. Dziewczyny wyszły na El Pianista Trail 1 kwietnia br. Zaginięcie dziewcząt zgłoszono 4 kwietnia. Na tym obszarze żyją między innymi,  pumy i jaguary.
Tam gdzie były tory, stoją teraz samochody
Hans, stały mieszkaniec Boquete pochodzący z Holandii mówił, że tego dnia była bardzo zła pogoda, była burza i padało. Lonely Planet opisując szlaki wędrowne Boquete, o El Pianista napisał: "nie idź sam, zachowaj ostrożność. Na tym szlaku odnotowano rozboje".
Ten mało widoczny domek w dole, to mój Music Hostel. Pod taką górą.
El Pianista Trail, to stary szlak robotników plantacji kawowych, którym przechodzili z Boquete do Bocas del Toro i odwrotnie. Dotychczas rzadko był przez turystów używany, właśnie ze względu na czyhające tam niebezpieczeństwa, jak również na stopień trudności trek. Pierwszą godzinę idzie się podobno dobrze, ale potem zaczyna się bardzo ciężka droga, tylko dla zaprawionych w trekkingu po trudnym terenie. 
Mieszkałam tu miesiąc i dobrze mi było.
Rio Caldera przecina El Pianista w trzech miejscach. Przewodnicy radzą zawrócić, zadawalając się godzinną wędrówką, wskazują też, w którym miejscu można złapać autobus, żeby wrócić do Boquete. Ale dziewczyny poszły dalej. Same. Dlaczego? Specjaliści twierdzą, że na podstawie tego, co zostało po dziewczynach (szczątki kości), trudno będzie ustalić przyczyny ich śmierci. Właściwie będzie to niemożliwe. Prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy, co właściwie się stało 1 kwietnia 2014r na szlaku El Pianista Trail, w górskim panamskim miasteczku Boquete.
Tym żółtym przyjechałam do David
Pierwszy plecak, należący do Lisanne, znalazł Indianin, który szedł z żoną sadzić ryż. But znalazł Feliciano, który znał dziewczyny ze szkoły językowej w Boquete i przyłączył się do poszukiwań. On chyba ostatni widział Kris i Lisanne żywe. Jedna bujała się w hamaku, druga stała przy mapie i pokazywała trasę, którą chcą przejść. Wybierały się na wulkan Baru. Feliciano mówi: czuję się bardzo, bardzo smutny i na wulkan Baru zaniósł książkę, która została mu po koleżankach z kursu.
W David zatrzymałam się we fioletowym "The Purple House"
Feliciano twierdzi też, że panamska policja działała w tej sprawie opieszale i ruszała się tylko wtedy, gdy rodzice zaginionych byli obecni. Prokurator Betzaida Piti twierdzi, że zrobiono wszystko, co możliwe w tej sprawie. Skąd my to znamy? Władze zawsze twierdzą, że robią wszystko, chociaż nie robią kompletnie nic.
Skąd Hostel miał gości. Sporo szpilek wbitych jest w Polskę.
Feliciano stawia też zarzut, że za późno ogłoszono zaginięcie dziewczyn. Większość ich znajomych wróciła już do swoich krajów. W Holandii zgłosili się na policję dwaj młodzi ludzie, którzy poznali Kris i Lisanne w Boquete i po powrocie do domu dowiedzieli się o ich zaginięciu. A ile się nie dowiedziało, a coś istotnego by mogli zeznać?
Mój pokój też fioletowy
Na tym kończy się ta smutna historia, którą przez prawie trzy miesiące żyło całe Boquete i Bocas del Toro oraz panamskie media. Gdy rano jechałam żółtą taksówką na terminal autobusowy i rozglądałam się po mieście, zauważyłam, że zniknęły wszystkie plakaty o Kris i Lisanne. Jak na komendę! Ostatni akt tragedii się zakończył. 
W łazience mam fioletowe ręczniki
Mam nadzieję, że opisana przeze mnie historia Kris i Lisanne przyczyni się do pewnych przemyśleń u ludzi jeżdżących po rejonach świata, niezbyt bezpiecznych dla turystów. Ja takie przemyślenia właśnie realizuję w swojej głowie. 
Kawę pję z fioletowej filiżanki. Właścicielka, Andrea też jest fioletowa.
Krąży opinia, że Holandia, to taki bezpieczny kraj, że Kris i Lisanne pozbawione były instynktu samozachowawczego. One po prostu nawet nie pomyślały o tym, że może im grozić jakieś niebezpieczeństwo na normalnym, oficjalnym szlaku turystycznym. A tu jest zupełnie inny świat i z tym się należy liczyć na każdym kroku. Sama jestem ciekawa, czy uda mi się bezkolizyjnie zakończyć swoją podróż.
Park, to jedyne ładne miejsce w David