Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

środa, 26 marca 2014

Cahuita Costa Rica




Cahuita, turystyczna wieś nad Morzem Karaibskim
Cahuita jest małą miejscowością, ale posiada wszystko, co człowiekowi do szczęścia jest potrzebne. Tak mi się przynajmniej na wstępie wydaje. Morze Karaibskie, plaże, Park Narodowy, ciszę i ładne krajobrazy.

Przyjemnie jest siedzieć i słuchać szumu fal

To nie jest nawet miasteczko, po prostu wieś położona nad samym Morzem Karaibskim, u wrót do Parku Narodowego o tej samej nazwie.
 
Wejście do Parku Narodowego
Kilka ulic, z których większość jest o żwirowej nawierzchni i dużo hoteli różnej kategorii oraz barów i restauracji. Kilka sklepów z ciuchami i pamiątkami. Dwa sklepy spożywcze, lodziarnię i lavendarię.
 
Patrząc w drugą stronę, widać hotel z restauracją i dalej wieś
Jest wprawdzie rynek, czyli niby główne miejsce we wsi, ale bardzo niepozorny i przesiadują na nim głównie młodzi mieszkańcy tej miejscowości. Jest jeden mały, drewniany kościół katolicki, ale w tygodniu zamknięty.
 
Na Rynku siedzą głównie miejscowi
Gdy tylko wysiadłam z autobusu, zapytałam czy jest w tej miejscowości bank. Nie miałam przecież wiele colones, a jak znajdę hotel, w którym się zatrzymam, to z góry przecież muszę zapłacić za noclegi. Bardzo mnie ta sprawa niepokoiła.
 
Wytyczona ścieżka w NP idzie równolegle do morza
Na szczęście kierowca ze swoim pomocnikiem usłyszeli moje pytanie i powiedzieli, żebym z nimi szła, bo ten jego pomocnik (czy kumpel, nie załapałam tego) właśnie idzie wyjąc pieniądze z bankomatu.
 
Na terenie parku są plaże i można się kąpać
Zaraz przy terminalu autobusowym, z boku, znajduje się Bank Costa Rica, czyli ten, z którego dotychczas pobierałam pieniądze i jest przed nim bankomat. Wykorzystałam sytuację i poprosiłam o pomoc.
 
Historia Cahuity. Jednak nazywają ją miastem.
Bardzo szybko i sprawnie podjęliśmy pieniądze i poszłam szukać hotelu. Z tymi moimi bagażami za dużo po tych żwirowanych ulicach nie chciałam chodzić, ale wszędzie gdzie pytałam, najtańsze były po 30 $.
 
Zwiedzam National Park Cahuita
To dla mnie za drogo, ale powiedziałam w jednym z nich, że ok., wezmę na jedną noc, bo nie mam wyjścia, ale zaraz pójdę szukać dalej. Muszą tu być jakieś tańsze hotele. Przecież w stolicy hotele były tańsze, niż są w tej małej wsi. To jest coś nie tak.
 
Mój pokój w Cabinas Cahuita. Ten za hamakiem.
Wtedy właściciel powiedział, że jak wezmę trzy noce, to on mi policzy po 24 $ za noc. To już lepiej. Hotel nazywa się „Cabinas Cahuita”. Wzięłam te trzy noce, ale i tak poszukam tańszego hotelu, bo chcę tu się zatrzymać co najmniej na dwa tygodnie.
 
Co rusz, nowi turyści idą do Parku
Pokój niezły, to prawda. Duże okno, własna łazienka, telewizor z telewizją satelitarną i Internet w pokoju. Wentylator na pilota, ustawiany według stopni C. Czysto.
 
Przewodnik wycieczek ze statywem i lunetą
Ale ja nie muszę mieć tego wszystkiego. Wystarczy mi czyste łóżko, łazienka, okno, wentylator pod sufitem i Internet. Może być nawet poza pokojem. Internet oczywiście, a nie łóżko.
 
Agencja turystyczna w Cahuita
Najpierw wzięłam prysznic. Tropiki, więc się zaczęło branie prysznica po kilka razy dziennie. Żar z nieba się leje, pot po plecach cieknie. Szukając hotelu, zauważyłam, że jest tu lavendaria, będę wreszcie mogła oddać swoje rzeczy do porządnego wyprania.
 
Lavendaria i wypożyczalnia rowerów
Potem zobaczyłam, że właściciele lavendarii wypożyczają również konie do jazdy pod wierzch oraz rowery. Trzy biznesy w jednym, też dobry pomysł.
 
Konie też można wypożyczyć
Turystów jest bardzo dużo. Z plecakami z różnych stron świata, ale również z samej Kostaryki i z sąsiadujących z nią krajów.
 
Rozglądając się, zawsze można coś wypatrzyć
Przyjeżdżają własnymi samochodami z rodzinami na weekendy. W poniedziałek o świcie pakują się w samochód i wracają do pracy.
 
Na przykład takiego pająka
Przyjeżdżają też autokary z wycieczkami krajowymi, szkolnymi i zagranicznymi. Do takiej właśnie wycieczki niemieckiej zaraz pierwszego dnia się podczepiłam i z ich przewodnikami zwiedziłam Nacional Park Cahuita.
 
"moja" wycieczka
To jest dobre wyjście dla podróżujących samotnie. Podczepiły się także dwie dziewczyny same podróżujące z plecakami i jedna francuska para.
 
Jest małpa
Sami byśmy nigdy nie wypatrzyli tych różnych cudów natury, iguan, pająków, małp, jaszczurek, dziwnych mrówek  i innych przeróżnych mieszkańców tutejszych lasów.
 
Lunetą można wejrzeć w gęstwinę lasu
Przewodnik miał ze sobą ogromną lunetę i miał wiedzę w którym miejscu ją ustawić, wypatrzyć i pokazać nam, gdzie mamy skierować swój wzrok.
 
Małpa
Na początku chodziłam, jak kołowata. Nic nie widziałam w tej zielonej gęstwinie, chociaż patrzyłam tam, gdzie wszyscy. Wszystko zlewało mi się w jedną zieloną masę.
 
Coś tam wypatrzył
Uczestnicy wycieczki byli bardzo uczynni i widząc moją zafrasowaną minę i rozbiegane na wszystkie strony oczy, podchodzili do mnie co rusz pojedynczo i pokazywali dokładnie, gdzie mam patrzyć. Nieraz nawet pożyczali mi swoją lornetkę.
 
Mijamy rodzinne pikniki
Ja wzięłam w podróż własną lornetkę, ale jak to zwykle ze mną bywa, nadźwigałam się ją przez pół roku podróżowania, a jak jest mi w końcu potrzebna, to już jej nie mam. Oddałam Oliwii, aby zawiozła ją do Polski.  W ramach odciążania bagażu.

Na weekendy przyjeżdżają tu całymi rodzinami
Z czasem zrobiłam się bystrzejsza i zaczęłam dostrzegać wskazywane mi osobniki, a nawet sama wypatrzyłam małpę wśród liści, jak wisiała na gałęzi głową w dół i pokazałam ją panu Niemcowi, który najczęściej mi pomagał.
 
Wszystko tu jest pod ochroną
Park Narodowy Cahuita udostępniany jest wszystkim zainteresowanym, każdego dnia od godziny 6.oo rano, do 17.oo po południu, za darmo.
 
Peruwiańskie turystki zrobiły mi zdjęcie
W Parku Narodowym chodzi się wytyczoną trasą, która idzie wzdłuż nabrzeża morskiego. Co pewien czas odsłaniają się plaże, z których można korzystać, kąpać się, spożywać posiłki przyniesione z sobą.
 
Turyści
Ważne, aby nie śmiecić, nie wrzeszczeć, nie ganiać po lesie. Przy wejściu do PN, przed bramą, wisi regulamin określający, co można, a co nie.
 
oto one. peruwiańskie turystki
Jest spokojnie. Ludzie przestrzegają zasad, jeśli mają je jasno określone. Nawet śmieci wyrzucają do odpowiednich pojemników, sprzątając po sobie na odchodnym.
 
Turyści w Cahuita
Przyjechałam tu w niedzielę rano, więc było jeszcze sporo ludzi weekendowych i wszystkie plaże na terenie Parku Narodowego były wypełnione. Teraz zrobiło się luźniej, bo zostali tylko turyści.
  
jest i papuga
Trzy dni minęły szybko, ale zdążyłam znaleźć tańszy hotel, nazywa się „Cabinas Rhode Island”, znajduje się  200 m od obecnego hotelu, idąc w stronę wejścia do Parku Narodowego. Za dobę płacę 14 $ i też mam własną łazienkę i Internet w pokoju.
 
Mój drugi hotel
Mam w pokoju również telewizor z odbiorem telewizji satelitarnej. Ilość programów nie do opanowania. Kilka programów tematycznych National Geographic, kilka Discovery, jak również HBO i wiele innych. Wieczorami nie będę się nudziła.

Po prawej, gdzie stoi krzesło, jest mój pokój
Cahuita, mała wioska, a tanie hotele ma lepiej wyposażone, niż stolica San Jose. I bardziej tu dbają o czystość. Wentylator mam teraz taki stojący, w obudowie. Trochę głośny, ale jest. Są też półki i mały stolik, bardzo przydatne sprzęty.
 
Główna ulica Cahuity
Pogoda dopisuje. Nieraz w nocy pada deszcz, ale w dzień jest znowu upalnie. Czasami rano niebo zasnute jest chmurami, ale to trwa krótko i słońce znowu wychodzi i grzeje niemiłosiernie. Trzeba koniecznie smarować się kremem z wysokim UV, inaczej można się poparzyć.
 
Prywatny domek w Cahuita
Pierwsze dni miałam problem z kupnem chleba. Był tylko tostowy. Żadnej Panaderii nie mogłam tu znaleźć. Chyba w ogóle nie mają tu piekarni. Są dwa sklepy spożywcze samoobsługowe, ale takie typowo latynoamerykańskie.

Plaża w Cahuita
Czuję się w nich, jak w magazynie. Na drewnianych półkach stoją różne towary spożywcze, przemysłowe i drogeryjne. Wszystko się kurzy. Po powrocie do domu mam ręce brudne, jak bym piwnicę sprzątała, a każdą kupioną rzecz muszę wytrzeć mokrą ścierką, zanim zacznę ją używać.
 
Cahuita
Wczoraj odkryłam, że do sklepu po chleb trzeba iść rano. Przywożą samochodem z miasta chleb biały, razowy i bagietki. Jak się pójdzie koło południa, to chleba już nie ma, tylko tostowy. Ja chodziłam zawsze po południu, wracając z lasu lub z plaży.
 
Morze Karaibskie. Cahuita.
Jest tutaj dużo owoców. Jem głównie mango i ananasy. Przy wejściu do Nacional Park, codziennie stoi pani i sprzedaje owoce. Jak nie ma klientów, to ona w tym czasie obiera te ananasy i kroi w plastry, a mango w podłużne paski, pakuje to do foliowych torebek i takie już gotowe do zjedzenia można kupić.
 
Można też kupić bananowe ciasto domowego wypieku
Kupuję takie gotowe ananasy, bo zawsze miałam problem z ich obieraniem, a po prostu uwielbiam te owoce. Są one bardzo słodkie i soczyste. W Meksyku jadłyśmy z Oliwią ananasa, ale był trochę kwaśny. W Cahuita ananasy są super!

Sprzedawca naranji
Zostanę jakiś czas w Cahuita, bo mi się tutaj podoba.

wtorek, 25 marca 2014

Limon - Costa Rica



Chciałam wziąć taksówkę, ale jeden kierowca chciał 5 $, drugi 4 $, chociaż kurs do Terminalu Caribe kosztuje 2 $.  Lucas potwierdził, że nadal (mimo zawirowań finansowych w Kostaryce) do terminalu Caribe, taxi kosztuje 2 $. Taksówkarze uważają widocznie, że mogą postępować tak, jak ich Rząd, który dla swoich obywateli i rezydentów ustala inne ceny (np.na wstęp do muzeów, parków narodowych i innych atrakcji), a dla turystów inne, dużo wyższe.
 
Mój hotel w Limon. Restauracja rano zamknięta.
Mogłabym tyle zapłacić, nie jestem chytra i w końcu 5 $, to nie majątek, ale nie lubię być gorzej traktowana niż inni ludzie. Poszłam pieszo. W końcu nigdzie mi się nie spieszy. Byłam pewna, że mam autobus o 10.30, ale się myliłam i miałam dopiero o 11.oo. Poczekałam przy kawie i gorącym churios. Przy okazji odkryłam, że wszystkie autobusy do Limon są w kolorze limonkowym!
 
Gdy z balkonu spojrzeć w prawo, widać morze
Pogoda, jak zwykle upalna, ale w autobusie siedziałam przy otwartym oknie, więc było znośnie. Droga do Limon niesamowicie piękna! Ze 156 km dzielących San Jose od Limon, połowa drogi wiodła przez dżunglę! Żadnych miast, miasteczek, wiosek. Tylko góry i lasy! Już tylko dla takich widoków, warto pojechać do Limon.
 
Nadmorska promenada w Limon
Cały czas dżungla i tylko jasna nitka szosy wijącej się to w górę, to w dół, świadczyła o obecności cywilizacji na tym terenie. Mozolnie pięliśmy się serpentynami pod górę, skąd widać było niezmierzoną powierzchnię zielonych konarów drzew, na górach i w dolinach, jakby ogromne zielone płachty zostały  rozłożone w nieograniczonej przestrzeni i falowały.
 
Ciężarówki jadą po kontenery
Gdy już nie dało się poprowadzić drogi wokół gór, budowniczowie wbili się w ogromną górę na wprost i teraz, na pewnym odcinku jedzie się bardzo długim tunelem, środkiem góry. Żadnych drogowskazów po drodze nie było, no bo po co? Żadnych miejscowości przecież nie było, ani żadnych innych dróg odbijających od tej naszej jedynej szosy w dżungli. 
 
Park w Limon
Sporo autobusów i ogromnych ciężarówek na szosie, tych z takim długim nosem, co to ja myślałam, że one występują tylko na filmach amerykańskich. A one tu jeżdżą po całej Central America, są autentyczne i rozwożą ogromne kontenery z towarami. Również do Panamy, gdzie ładuje się je na statki towarowe w świat.
 
Czasami śpią tu bezdomni ludzie i bezdomne psy
Na szosie prawie cały czas dwie ciągłe linie po środku, zakaz wymijania, więc jedziemy wszyscy równo w kolumnie. Przed nami jeden taki kontenerowiec, co bez przerwy prycha i grzeje gumę tylnymi kołami, roznosząc dym i smród po dżungli.
 
W pewnych miejscach są już ekologiczne basury
Przez szosę próbował przejść opos, Mignął mi przed ciężarówką, która jechała przed nami. Zdążył, czy nie? Obejrzałam się. Niestety, nie zdążył. Został martwy na szosie. Jechaliśmy przecież dosyć wolno, dlaczego ten kierowca nie przyhamował? i nie puścił tego oposa?
 
a w pewnych, nie ma
Jechaliśmy już dobre półtorej godziny, a ubyło nam tylko 60 km. Ciężka droga, ale piękna. Po dwóch godzinach zobaczyłam pierwszych ludzi, sprzedających przy szosie swoje towary. Znaczyło to, że w pobliżu są już osady ludzkie.
 
Naprzeciwko hotelu działa Szkoła Futbolu
Za jakiś czas wjechaliśmy do niewielkiego miasteczka i mieliśmy tam 20-minutowy postój na terminalu firmowym autobusu. Można się było ogarnąć, zjeść coś, wypić kawę lub sok owocowy, skorzystać z toalety. Kierowca musiał trochę odpocząć.

uczą tam gry w piłkę nożną, również dziewczyny
Druga część podróży przebiegła już szybciej. Szosa była szersza, bo przyroda więcej płaskiego miejsca nam zostawiła. Samochody mogły się mijać, nie było już takich gwałtownych spadków terenu, ani serpentyn. Bilet autobusowy z San Jose do Limon kosztuje 3.155,- Colonos Costa Rica. (niecałe 7 $ )

Za godzinę nauki 5000 colonos, czyli 10 $ US
W Limon skierowałam od razu się w kierunku centrum w poszukiwaniu taniego hotelu, ale żadnego po drodze nie spotkałam. Ani taniego, ani drogiego. Taksówkarze zatrzymywali się, żeby mnie podwieźć, ale ja nie chciałam oddalać się za bardzo od centrum, bo potem znowu kłopot z targaniem bagaży na terminal autobusowy.

Na ulicach w Limon tłoku nie ma
Jeden z taksówkarzy powiedział mi, w którą ulicę powinnam skręcić i że tam są dwa hotele, barato. Byłam mu wdzięczna, że mimo iż nie skorzystałam z jego taksówki, udzielił mi informacji. Rzeczywiście znalazłam te dwa hotele. Stoją naprzeciw siebie.
 
Avenida 5, dwa tanie hotele naprzeciwko siebie
Hotel „Internacional” i hotel „Continental”, nie mówiłam, że tutaj nazwy hoteli nie przystają nijak do ich kategorii? Najważniejsze, że dostałam pokój z łazienką, w przeliczeniu, za 11 $.  W hotelu Internacional. To już do konkurencji po drugiej stronie ulicy nie poszłam.
 
W parku przy hotelu informacje o mieście
W dolarach łatwiej mi ogarnąć kwotę, jaką mam zapłacić, ale oczywiście zapłaciłam colonami kostarykańskimi. Wszystko jest ok., oprócz tego, że nie ma Internetu. Potem dowiedziałam się, że w „Continental” też nie ma Internetu i w ogóle nigdzie tutaj w pobliżu Internetu nie ma, ani żadnej cafe Internet. Mają go tylko w Hotelu Del Sol, ale to drogi hotel.
 
O Mercado Miejskim
Dla mnie to problem, ale nie będę tu długo, ponieważ Limon nie jest zbyt atrakcyjne turystycznie. Zapłaciłam za sześć noclegów, bo nie lubię się spieszyć, ale nie będę pobytu przedłużać, jak w San Jose, tylko pojadę stąd do Cahuita, którą tak gorąco polecał mi Franz z Holandii, a potem do Puerto Vieja.
 
I o Katedrze
Mam nadzieję, że tam Internet będzie. Na koniec może jeszcze zahaczę o Manzanillo i właściwie będę już przy granicy z Panamą. Myślę, że przez granicę w Sixaola można przejechać autobusem do Panamy.

 
Kościół w Limon
Pokój w Internacional jest w porządku. Przede wszystkim jest wreszcie wystarczająco czysto i nic nie łazi po ścianach w łazience, ani po podłodze w pokoju, jak to bywało w San Jose, niestety.  Na szczęście jestem mało wrażliwa na takie  sytuacje i wszystko, co się ruszało od razu ubijałam jednym plaśnięciem klapka łazienkowego. Jeśli miałam w pokoju coś do jedzenia, to wieszałam reklamówkę wysoko na oknie. I się żyło.

W środku trochę inaczej. To główny ołtarz
No i wreszcie mam jasno w pokoju. Miałam problem w różnych hotelach, że albo wcale nie było okna, albo wychodziło ono na korytarz lub zacienione patio. Nigdy nie wiedziałam, czy jest już dzień, czy noc jeszcze. Ostatnio to już na wstępie stawiam warunek, że pokój musi mieć okno, inaczej nie biorę pokoju, ponieważ brak okna wpędza mnie w depresję. Taka deklaracja skutkuje.
 
Dzielnica domków jednorodzinnych
Dostałam pokój z oknem na całą ścianę, przez co cały czas musi być zasłonięte lekką zasłonką, aby wszyscy mnie nie oglądali. Na drugiej ścianie też jest okno, wychodzące na patio, ale pod sufitem, które też bez przerwy jest otwarte i okno w łazience również. Ponieważ wszędzie są kraty, spokojnie można zostawić otwarte wszystkie okna i iść sobie na cały dzień.
 
Domki w dzielnicy imigrantów z Jamajki
To tutaj ważne, ponieważ zjechałam z chłodnych i rześkich gór i znalazłam się w tropikach, gdzie jest wysoka temperatura i wysoka wilgotność powietrza. Bez wentylatora trudno tu żyć, ale najlepiej mieć otwarte okna i wpuszczać naturalne powietrze. Na razie nie ma komarów i to jest pocieszające.
 
Tablica w dzielnicy imigrantów jamajskich
Patio też jest bardzo zadbane i jasne, bo ma szklany sufit. Za tą cenę hotel jest bardzo w porządku. Jest szafa wnękowa, dosyć długi stół, na którym mogę swobodnie rozłożyć swoje rzeczy i znowu mam dwa łóżka. Jedno zajmuję ja, a drugie, moje walizki. Są kontakty w pokoju i łazience. Jest ok.!
 
Ochrona przed szkołą
Po przyjeździe poszłam zobaczyć, dosłownie na chwilę, bo się już ciemno robiło, morze w pobliżu hotelu. Wolałam się nie oddalać. Okazało się, że muszę być tu ostrożna bardziej, bo chociaż to ten sam kraj, to już jakby inny i mniej bezpieczny, niż dotychczas sądziłam.
 
W Jamaica Town
Następnego dnia rano poszłam obejrzeć kawałek miasta i poszukać informacji turystycznej. Ludzie są tutaj inni, bardzo czarni z bardzo kręconymi włosami, bo tu głównie mieszkają potomkowie imigrantów z Jamajki. Młodzi mężczyźni chodzą z dredami.Podziwiam ich, w taki upał!
 
Przed Urzędem Municipial
Białych jest tu mało, odwrotnie, jak było w San Jose. Większość tutejszych ludzi mówi po angielsku, a nie tylko po hiszpańsku, jak w innych regionach Kostaryki. Oficjalnie obowiązuje język hiszpański, ale wiele ludzi jest dwujęzycznych. Dzieci już od pierwszej klasy w szkole uczą się języka angielskiego. Mam w sąsiedztwie szkołę i słyszałam, jak chórem powtarzały za nauczycielką, angielskie słówka i zdania.
 
Tablica upamiętniająca historię Limon
Wszystko tutaj jest pilnowane, okratowane, pozamykane i okamerowane. Żeby wejść do recepcji jakiegoś hotelu, czy biura, trzeba zadzwonić, ktoś otworzy drzwi i zaraz za mną je zamknie. Gdy chcę wyjść z hotelu, recepcjonistka również musi najpierw nacisnąć guzik za swoim biurkiem, aby mi drzwi na dole otworzyć. I zaraz je za mną zamyka.
Przez takie szpary w kratach podawany jest towar
Jest to kłopotliwe, bo kobieta nie siedzi bez przerwy w recepcji, bo i po co? W końcu to nie sklep spożywczy, gdzie bez przerwy wchodzą i wychodzą klienci. Więc trzeba nacisnąć dzwonek i czekać, aż pani przyjdzie z głębi domu lub z restauracji i mnie wpuści lub wypuści.
Panie piją kawę za kratami we własnym domu
Sklepy i firmy usługowe załatwiają klientów przez kraty. Myślę, że sklepy mają z tego powodu mniejsze obroty. Jeżeli mam czekać, aż pani podejdzie i odsunie kraty, abym mogła wejść do sklepu, to z góry rezygnuję i idę dalej. No bo gdy obejrzę towar i nic nie kupię, to będzie mi głupio, że kobietę fatygowałam.

Samochód ma w domu też swój salon
W innych sklepach, drogeriach, aptekach, podają towar po prostu przez kraty. Trochę mnie ta sytuacja przeraża. Nie mogłam znaleźć żadnego banku, podczas gdy w innych miastach Kostaryki było ich ponad miarę. Mam nadzieję, że nie będę tutaj musiała pobierać pieniędzy. Podobno są banki, ale ich nie spotkałam.
Zespół szkół
Nigdzie nie ma policji. Też się boją? Nie ma ich na ulicach, nawet w samochodach. Nie ma takich sklepów, typu Seven-Eleven, gdzie można zrobić sobie kawę i kanapkę. Dziwne miasto, ale może w końcu coś pozytywnego tu znajdę, zobaczymy.
Przed urzędami kolejki, jak wszędzie
Przechodziłam obok urzędu imigracyjnego, urzędnicy siedzieli przy biurkach za kratami, podeszłam do nich, zapytałam o biuro informacji turystycznej. Byli bardzo uprzejmi, pan otworzył żelazną ażurową bramkę, wyszedł do mnie na ulicę i po angielsku wytłumaczył, jak mam iść. Trafiłam bezbłędnie.
I manifestacje, jak wszędzie
W biurze informacji, urządzonym w takiej wnęce w bramie, siedziały dwie dziewczyny. Nie dysponowały żadnymi materiałami promującymi miasto. Mapkę miasta Limon miały taką wycinkową, że o cokolwiek konkretnego zapytałam, nie było tego na mapce. Nie zmieściło się.
Dawne biuro obsługi turystów już nie funkcjonuje.
Same się z tego śmiały, no bo do czego turyście taka mapka, jak wszystko, co go interesuje, znajduje się poza nią? Był tylko zaznaczony ten właśnie punkt informacji turystycznej i kilka wycinków ulic. Naprawdę, zabawna mapka.
Sklep bez krat? nie, wewnątrz okratowana jest lada, towar i sprzedawca.
Na szczęście na ulicach Limon wiszą tabliczki z nazwami i numerami ulic. Panie informatorki napisały mi na kartce, gdzie co jest, a nawet znalazły jakąś inną mapkę, gdzie były zaznaczone terminale autobusowe, kościoły i parki. 
W parku
Jak dojść na Playa Bonita, musiały mi już dorysować. Ale się starały. Problem w  tym, że chociaż utworzono Biuro Informacji Turystycznej, nie zadbano, aby wyposażyć je w odpowiednie materiały potrzebne turystom. Ale wiedziały, gdzie można skorzystać z Internetu i wskazały mi prawidłowo drogę.
Dzielnica domków jednorodzinnych
Natychmiast tam poszłam, bo już przez kilka dni nie odbierałam poczty. Ta cafe internet znajduje się przy skrzyżowaniu Avenide 6 z Galle 6, zapamiętałam, bo to chyba jedyna tu możliwość skorzystania z Internetu i jaka tania! 500 colones czyli 1 $  US za godzinę! 
Mieszkają tu ludzie lepiej sytuowani
Listów czekało na mnie kilka i wszystkie bardzo dla mnie ważne. Nawet Remik z Australii napisał do mnie, Mariusz z Holandii i Jeremi – trekingowiec z San Jose! nie wspominając o mojej koleżance Jasi z Warszawy i rodzinie. Bardzo sympatyczne listy.
A tutaj, trochę gorzej sytuowani
Każdemu oczywiście odpisałam i dałam znać swoim dzieciom, że przez pewien czas będę bez Internetu, aby się o mnie nie martwiły. Za jakiś czas się odezwę, jak nie ze swojego laptopa, to z tej właśnie cafe lub innej, w nowej miejscowości.
 
Większość miasta ma parterową zabudowę
Wszystko jest tu trochę tańsze, niż było w stolicy Costa Rica. Za wodę mineralną zapłaciłam 600, a nie 850 colones, za kawę, którą w końcu znalazłam w sieciówce firmy podobnej do Mc Donalda, 500, a nie 900 czy 1100, jak w San Jose. Dostałam nawet mały, okrągły bochenek chleba, podczas gdy dotychczas mogłam kupować jedynie bagietki lub pieczywo tostowe. Nie jest źle! 
 
Przed Barem El Mamon
Na Mercado  za dolara kupiłam pół kilo rambutanów, tych czerwonych kolczastych owoców, co zawierają w środku białą przezroczystą kulkę. Polubiłam te owoce w Sri Lance. W Centralnej Ameryce spotkałam je po raz pierwszy. Pomidory mają tu większe, bardziej dojrzałe i smaczniejsze. W ogóle zauważyłam, że warzywa i owoce są tutaj bardziej dorodne i tańsze. Będę jadła ich więcej i spróbuję nawet te nieznane.
 
Wypiłam kawę i zjadłam bronz ciasteczko w cukierni bez krat!
Na początek kupię po jednej sztuce dziwnego owocu i sprawdzę smak. Okazuje się, że w każdym mieście można znaleźć coś pozytywnego, ale po zmroku lepiej w Limon nie wychodzić z hotelu.
W parku
Gdy przyszłam tutaj wczoraj po południu, poznałam Carlosa i Ritę, którzy również w tym hotelu mieszkają. To oni mnie namówili, abym nie szukała już innego hotelu, tylko została tutaj, bo Internetu, to w żadnym barato hotelu nie mają, a tutaj jest clining i przyjemnie. Sami mieszkają tu już dwa miesiące.
Wieczorami grają tu w szachy
Zapytałam więc skąd przyjechali, na co mi odpowiedzieli, że są z Kostaryki, ale nie mają swojego mieszkania, jeżdżą sobie po całej Kostaryce i pomieszkując w tanich hotelach, zwiedzają kraj. Ciekawa para i ciekawy sposób na życie.
Murale w parku, przy hotelu
Pokazali, że mieszkają pod numerem 2 i gdy coś będę potrzebowała mam śmiało do nich pukać. Ja mam pokój nr. 10, w tym samym korytarzu. Mam nadzieję, że nic nie będę potrzebowała, ale gdy się przy recepcji spotkamy z przyjemnością podgadamy.
Murale, sztuka Ameryki Centralnej
Na dole jest też restauracja, ale jeszcze tam nie zaglądałam, bo jak rano wychodziłam, to była jeszcze nieczynna, a jak wracałam, to prosto do pokoju, bo miałam ciężkie reklamówki z butelkami wody mineralnej i owocami. Szkoda, bo mogłabym tam jeść śniadania, gdyby była rano otwierana, a tak, to jem w mieście.

Kolorowy deptak. I Bank Costa Rica (BCR) się znalazł.
Zdjęć w Limon robiłam mało, bo nie było nic ciekawego, po ulicach snuli się pojedynczo posępni mieszkańcy, patrzący na mnie spode łba, więc nawet nie odważyłam się wyjąć aparatu z plecaka. Z bankomatu też nie skorzystałam, bo działa on jakoś inaczej, a pracownicy nie chcieli pomóc.

Posępne miasto Limon
Poszłam na terminal autobusowy Caribe. Są tutaj tylko dwa. Z jednego jeździ się do San Jose (na ten właśnie przyjechałam), a z drugiego do wszystkich innych miejscowości. Spisałam rozkład jazdy autobusów do Puerto Vieja. Do Cahuita jadą te same autobusy, bo ona jest po drodze do Puerto Vieja. Szosą na Panamę. Bilet do Cahuita kosztuje 1205 colones, a do Puerto Vieja, 1800 colones.

Często pada tu deszcz
Gdy wieczorem oglądałam mapę całej Kostaryki, którą sama wypatrzyłam u dziewczyn w IT, poprosiłam i dostałam ją, zobaczyłam wreszcie, gdzie znajduje się Wulkan Poas! Daleko za Alajuela! Jeszcze nawet za San Pedro! Bliżej miasteczka San Miguel ! Dodam jeszcze, bo chyba tego nie pisałam, że Volcan Poas leży na wysokości 2.700 m, a Volcan Irazu na wysokości 3.432 m! Z wulkanami na razie koniec, bo będę w zupełnie innym miejscu, gdzie wulkanów nie ma, tylko Morze Karaibskie.

W samym mieście dostęp do morza jest utrudniony
Wbrew pierwszemu wrażeniu, dobrze się w Limon czuję i dni biegną szybko. Zakratowane sklepy już mnie tak nie drażnią, bo też i nic w nich nie kupuję. W pobliżu znalazłam nieduży sklep samoobsługowy, gdzie owszem, jest ochrona i maca każdego chłopaka, co wchodzi i wychodzi ze sklepu, ale mnie jeszcze ani raz nie zatrzymała do kontroli. Wejście nie jest zakratowane, więc swobodnie wchodzę i kupuję pieczywo, wodę i co tam mi jeszcze potrzeba.
 
Najlepszy dostęp do wody jest właściwie pod moim hotelem
Plaży Bonita wprawdzie nie znalazłam, ale też i nie szukałam zbyt wytrwale, ponieważ popsuła się pogoda. Wstrzymam się chyba z plażą do Cahuita. Po raz pierwszy, odkąd jestem w Kostaryce, spadł deszcz i to jaki! Już w nocy obudziło mnie walenie o dach wielkiej ilości wody spadającej z nieba. Rano było już dobrze, ale niebo zasnute było chmurami. Zdjęcia źle wychodzą.
Na deptaku. Leje,jak z cebra!
Gdy chodziłam po parku, znowu zaczęło padać. Myślałam, że uda mi się dobiec do hotelu po parasol, ale deszcz przeszedł w etap ulewy i musiałam szybko gdzieś się schronić. Weszłam pod dużą plandekę pod którą stał samochód, aby tam przeczekać nawałnicę.
Skryłam się pod daszek, obok samochodu
Dopiero po jakimś czasie zauważyłam, że to samochód Prezydenta Miasta Limon, wybranego na kadencję 2010–2016 ! Stałam bowiem na placu przed Municipial, czyli przed Urzędem Miasta, pod zadaszeniem postawionym dla samochodu Prezydenta. Gdy deszcz przekształcił się w deszczyk, poszłam do hotelu po parasol – dzwonek, czekanie, gracias i ponownie - dzwonek, czekanie, gracias - wróciłam do miasta.
 
Samochód Prezydenta
Miałam farta. Znalazłam taką cafe, gdzie jest Wi-Fi Internet! Trzeba iść moją Avenida 5, w odwrotną stronę od morza, minąć Galle 6 i po lewej stronie będzie Credit Bank i filia BCR banku, z którego w Kostaryce korzystam. W tym samym zespole budynków znajduje się ta cafe Mus-m-Anni i zaraz jutro rano zabieram swój laptop i idę tam na śniadanie.
Zabytkowy, zdewastowany dom stoi pusty
Z ulicami jest w Limon inaczej, niż było w San Jose. Prościej. Nie ma podziału na parzyste i nieparzyste oraz centralne.  W jedną stronę idą same Avenidy, według kolejności numerów, a przecinają je same Galle, też w należytej kolejności. Trudno tu zabłądzić.

Niektóre zabytkowe budynki są odnawiane i cieszą oko
W Limon dobrze się czuję chyba dlatego, że w hotelu mam dobre warunki, że wszędzie mam blisko, że klimat mi odpowiada, że nie ma takiego hałasu na ulicach, jaki był w San Jose i sprzedawcy wszystkiego, nie drą się od samego rana. Pracownicy nie stoją przed sklepami i nie wrzeszczą co mają do sprzedania i na jaki towar jest dzisiaj rabat ( nie wrzeszczą, bo siedzą za kratami!) no i dzięki temu jest spokój na ulicach. Chociaż samochodów też jest tutaj za dużo, ale przynajmniej nie używają bez przerwy klaksonów.

Teren obok hotelu Internacional
Zwiedziłam Park Vargas i katedrę. Znalazłam kolorowy deptak z ciekawymi starymi budynkami. Zjadłam dobry i niedrogi obiad z rybą w roli głównej. Limon jest ok.! W Limon budzę się o 7.oo rano! Wstaję, piję kawę i wychodzę nad morze, a potem idę do miasta na śniadanie.
 
za parkiem domy stoją nad samym morzem
Morze mam zaraz przy hotelu. Jest tam mały park i coś, co nazywają plażą, ale je nie jestem przekonana, czy to miejsce można tak nazwać. W każdym razie można posiedzieć na ławce lub na murku i się wyciszyć słuchając szumu fal. Dwa razy byłam już w tej cafe z Wi-Fi, uzupełniłam blog i załączyłam zdjęcia. Wymieniłam maile z przyjaciółmi i dziećmi, tak że jestem na bieżąco. Jerry pisze do mnie już po polsku. Całkiem dobrze mu idzie. 
 
Postawili tabliczkę, że to plaża i żeby nie rzucać tu śmieci
Mój wnuk Krzyś, który dopiero co skończył 4 lata, uczy się jeździć na nartach. Zdobył pierwsze miejsce i stał na podium z nr.1, ale z miną taką, jakby sam był tym faktem zaskoczony. To jest naprawdę wyjątkowy chłopczyk, pod każdym względem. Uwielbiam go i cieszę się na każdą o nim wiadomość.
Naturalne mopy
Dowiedziałam się, że w Limon jest lotnisko. Bardzo mnie to zainteresowało i koniecznie chciałam tam pojechać, zobaczyć, gdzie latają samoloty i za jaką cenę. Ustaliłam, że mogę pojechać autobusem firmy „Mepe”. Kierowca obiecał, że zatrzyma się tam, gdzie mam wysiąść, ale zagapił się i przejechał około pół kilometra za daleko. Bił się w piersi, ale stało się. Cóż to za lotnisko, że można je przejechać, nie zauważywszy go? Ja cały czas patrzyłam przez okno i też go nie widziałam.
 
Aeropuerto. Gdzie
Wysiadłam i wróciłam w kierunku wskazanych mi zabudowań. Rzeczywiście był pas startowy między brzegiem morza, a szosą, alejka wysadzana po środku palmami, prowadząca od szosy do budynku lotniska. Budynek, to właściwie mały budyneczek i nic tam nie ma oprócz pracowników administracyjnych, sprzątających i ochrony.
Alejka od szosy do lotniska
Nie mogłam uwierzyć, że coś takiego jest lotniskiem. Nie ma nawet napisu na budynku, czy obok na tablicy, że to jest lotnisko Limon. Nie ma rozkładów lotów. Nie mówię już o takich na monitorze, ale nawet na tekturowej planszy nic nie napisali.
Budynek lotniska i tylko samochody szefów.
Jest za to swobodna, rodzinna atmosfera. Każdy chętnie rozmawia, opowiada, wypytuje. Dowiedziałam się, że nie mają jeszcze ustalonych lotów, które będą obsługiwać. Na razie przyjmują samoloty czarterowe, ale też sporadycznie. Tak naprawdę, to się dopiero przygotowują i niebawem stworzą tutaj prawdziwe lotnisko. Powinnam się domyślić, że tu nic nie ma, skoro nie ma taksówek!
Wyjście na pas startowy
Oddaliłam się już spory kawałek alejką, ale jedna z pań mnie dogoniła, aby zapytać, czym wrócę do miasta. Zatrzymam autobus, odpowiedziałam, a gdyby się nie zatrzymał, to dojdę pieszo. Drogowskaz pokazuje, że to 4 km. Dla mnie to nie problem. Uprzedziła, że nie jest bezpiecznie samej iść pustą drogą wśród lasu.
Pas startowy idzie wzdłuż brzegu morza. Fale biją i widać statki.
To było naprawdę wzruszające, że obcy ludzie zatroszczyli się o moje bezpieczeństwo. Dwa autobusy pod rząd rzeczywiście się nie zatrzymały. Ruszyłam pieszo, ale zrobiło mi się nieswojo po usłyszanej przestrodze. Jakiś człowiek wyjechał z lasu rowerem.
A w odwrotną stronę jedzie się do granicy z Panamą
Upał, zupełnie pusta szosa, od czasu do czasu śmignie jakaś ciężarówka lub autobus i znowu cisza. Po bokach gęstwina lasów palmowych. Nie wiem, czy tam mieszkają jacyś ludzie, czy nie. Nic nie widać. Ale jeśli tam są, to z pewnością mnie widzą.
Odwiedziłam Port Morski w Limon
Przeszłam na drugą stronę szosy i zatrzymałam autobus jadący w przeciwną stronę. Ważne, aby cokolwiek się zatrzymało i mnie stąd zabrało. Ok., zatrzymał się, co za ulga! Podjechałam do pierwszej miejscowości, która nazywała się Westfalia. W Westfalii znowu przeszłam na drugą stronę szosy i za kilka minut nadjechał regularny autobus, który zatrzymał się planowo na przystanku. Wróciłam bezpiecznie do miasta. Ot, i takie to lotnisko w Limon.
 
W Porcie przyjemnie i wesoło
Następnego dnia kończył mi się pobyt w Limon i była to niedziela. Nie lubię podróżować w weekendy, ale zawsze tak mi wypada, że jest to sobota bądź niedziela. W sobotę banki były już zamknięte i nie mogłam podjąć pieniędzy. To znaczy mogłam w wolnostojącym na ulicy bankomacie, ale nie chciałam ryzykować. Wolę to robić mając w pobliżu pracowników banku, bo nawet gdy nie chcą pomóc, będą musieli coś zrobić, gdy np.bankomat połknie mi kartę. Postanowiłam wstrzymać się z wypłatą pieniędzy do Cahuity.
 
Pasażerowie oczekujący na rejs
Przemknęła mi myśl, aby przedłużyć pobyt w hotelu o dobę, w poniedziałek wybrać pieniądze i wtedy jechać do Cahuita, ale po powrocie do hotelu przyszła do mnie właścicielka, żądając zapłaty za dodatkową  dobę, bo pobyt mi się skończył dzisiaj rano, a jest już wieczór i ja tu jestem. 
Taki duży statek pasażerski przypłynął do Limon
Dobrze, że ta myśl tak szybko przemknęła, że ślad po niej nie pozostał. Zaczęły się wyjaśnienia, potem przeszliśmy do restauracji na dole, gdzie była inna ważna od hotelu osoba, a na koniec poszłyśmy do szefa i wszystko od początku tłumaczyłyśmy. Oczywiście, pani swoje, a ja swoje. Mowy nie było, abym cokolwiek dopłacała. Nie pierwszy raz spotkałam się z takim sposobem liczenia noclegów, więc byłam już uodporniona.
 
W terminalu portowym
Przybyłam do hotelu w poniedziałek o godz. 6 p.m. Wykupiłam 6 noclegów. Od poniedziałku 6 p.m do wtorku 6 p.m. to jedna doba, do środy, druga, do czwartku, trzecia, do piątku, czwarta, do soboty, piąta i do niedzieli, do godz. 6 p.m, to szósta doba. I też w niedzielę wyjadę, nawet wcześniej,  o a.m..
Na bulwarze w mieście
Panie liczyły tak: przybyłam do hotelu w poniedziałek, to 1, wtorek 2, środa 3, czwartek 4, piątek 5 i sobota 6. Jest 6 ? jest! Seniora. Tłumaczę, przecież wykupiłam 6 noclegów, a spałam dopiero pięć nocy w twoim hotelu i jest sobota, więc jak ty liczysz, że wyszło 6? teraz, z sabado na maniana będę spała szósty raz. Poniedziałek, to nie była jedna noc, tylko z poniedziałku na wtorek to dopiero była uno noche!
 
zabytkowy budynek przy porcie.
I tak w kółko. Mówię: gdybym wykupiła w poniedziałek jeden nocleg, to powinnam zapłacić i natychmiast wyjść z hotelu? Czy mogłabym iść do pokoju i spać? Mogłabym spać. No właśnie. Wstałabym rano i byłby to już wtorek, prawda? Chciałabyś seniora, abym wówczas dopłacała? No, bo poniedziałek 1, wtorek 2, ?  A zapłaciłam przecież za uno noche?
 
Spacer z dzieckiem
Wreszcie przyszedł jakiś facet i powiedział, że ja mam rację, nic dopłacać nie muszę i jutro, czyli w niedzielę kończy się mój pobyt. Panie były zaskoczone decyzją, ale pogodziły się z nią, jednakże rozeszły się zupełnie nieprzekonane do mojego sposobu liczenia. Zawsze tak liczą i nikt nie zgłasza pretensji, dopiero ta Polka! Tłumaczyły się.
 
Samotny biały ptak
Być może ludzie nie liczą się z pieniędzmi, nie przywiązują wagi, ufają, że w hotelach potrafią dobrze liczyć i nie sprawdzają, nie wiem. Jak ja płacę za 6 noclegów, to chcę spać 6 nocy i tyle.  Nie miałam już zamiaru im nic tłumaczyć, bo widziałam, że zupełnie nie łapią tematu . Poszłam do pokoju spakować rzeczy. Z samego rana jechałam już do małej, nadmorskiej miejscowości Cahuita, drogą prowadzącą w kierunku Panamy.