Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

środa, 5 listopada 2014

Zawrót głowy w San Francisco, California

Ulice San Francisco
Lubię przybywać do nowego miejsca o świcie, gdy miasto budzi się ze snu, powietrze zostało przez noc „przewietrzone” i jest jeszcze rześkie, świeże, nie zmieszane ze spalinami samochodowymi, a ulice pachną świeżo parzoną kawą w kawiarenkach dla pierwszych przechodniów.
Miasto leży na wzgórzach
Niektóre Cafe czynne są całą dobę, nie tylko na stacjach benzynowych, ale również w mieście. Cafe w Stanach Zjednoczonych nie ograniczają się do serwowania kawy i ciastek. Można tu również zjeść porządne śniadanie. Ze śniadań w Cafe korzystają również  mieszkańcy miasta, nie tylko turyści.
Tutaj również można posłuchać jazzu, jak w Nowym Orleanie
Kawa kosztuje od 1,60 do 3,oo $, zależy od marki Cafe, a kanapki powyżej 6 $ (podstawowa, mała z nie wiadomo czym, jakąś pastą, 4,95 $). Sałatki od 12 $).
San Francisco
O świcie miasto jest czyste, ponieważ służby porządkowe pracują nocą, żeby za dnia nie zakłócać ruchu ulicznego, który w takich dużych miastach jest ogromny. 
Tu się wsiada do zabytkowego tramwaju
Nie tworzą się jednak korki, ponieważ ruch na jezdniach jest dobrze zorganizowany, co zauważyłam już w poprzednich miastach amerykańskich.
Tutaj mieszkam, na 411 O,Farrell Street
Duża ilość ulic jest jednokierunkowych, a dwukierunkowe mają po kilka pasów w jedną stronę. Bardzo dużo jest wjazdów, zjazdów i wiaduktów oraz zielonych pasów przeznaczonych dla rowerów. Po jezdni jeżdżą również trolejbusy, autobusy i  tramwaje.
Miasto pełne jest dziwnych budowli
Autobusy na dużych ruchliwych ulicach mają zarezerwowany dla siebie jeden pas pomalowany na czerwono z napisem „bus only” i nigdy nie stoją w korkach, gdyby nawet one się tworzyły. Jest kilka linii Metra!
To jest fontanna
Pierwsze wrażenie po wyjściu z autobusu na ulicę San Francisco było bardzo pozytywne, ponieważ spełniło moje wyobrażenie o typowym amerykańskim mieście znanym z książek i filmów.
Budynki wysokie, nie mieszczą się w obiektywie
Stanęłam w otoczeniu drapaczy chmur, które zacieniają ulice z powodu utrudnionego dostępu słońca. W upały, to świetna sprawa. Stojąc na wzgórzu, widać te wąskie ulice przypominające tunele, w których ludzie jak małe mrówki chodzą tam w dole, we dnie i w nocy tam i z powrotem, tam i z powrotem..
Twórcom dano tu wolną rękę w upiększaniu miasta
Pierwsze cztery dni chodziłam pieszo, często z zadartą do góry głową, zwiedzając wszystko wokół Hostelu w takiej odległości, w jakiej piesze chodzenie nie jest trudne. W San Francisco jest wiele wzgórz więc idzie się raz z górki, a raz pod górkę. Za to widoki na miasto, piękne.
Ulice San Francisco nocą
Wreszcie kupiłam bilet tygodniowy, bo wyliczyłam, że taki dokładnie mi wystarczy do chwili opuszczenia San Francisco, a trzeba przecież ruszyć się za opłotki i zwiedzić również inne dzielnice miasta. Bilet kosztuje 29 $ i nie ma tutaj zniżek dla seniorów.
W tym Hostelu mieszkam
Kupiłam go jednak, ponieważ mogę z nim jeździć czterema rodzajami komunikacji miejskiej: trolejbusem, autobusem, metrem i zabytkowymi tramwajami linowymi, które są stosunkowo drogie, a dla turysty ciekawe.
Nie ma jeszcze polskiej flagi w holu Hostelu. Rzadko bywamy.
Tramwaje linowe, zwane cable car jeździły w XIX i na początku XX w również w kilku innych krajach (m.in. w Australli, Nowej Zelandii i w Europie- w Lizbonie, jeździłam nią tam również). Najbardziej jednak były  rozpowszechnione w miastach Ameryki, w Los Angeles, Nowym Yorku, Seattle, Kansas City i Denver.
Tak się jeździ zabytkowym tramwajem linowym w San Francisco
Najwięcej, bo 8 linii miało San Francisco. Nawet Nowy York nie miał tyle. Obecnie, w XXI wieku takie tramwaje są unikatowe, ale ten utrzymywany w San Francisco obsługuje miasto, jak normalny tramwaj tyle, że jest dużo droższy. Mimo to, ustawiają się kolejki, aby się do niego dostać.
Zabytkowe kolejki jeżdżą po zabytkowych ulicach miasta
Jeździ tylko jeden wagon, więc niewiele ludzi jednorazowo się mieści i na przystankach po drodze trudno nowym pasażerom się do niego dostać. Niektórzy stoją na stopniach, zasłaniając widok tym siedzącym na bocznej ławce, przodem do chodnika.
Wagon wjeżdża na  drewniane koło, które go obróci
Ale wagonów jest więcej i podstawiają się na obrotnicę dosłownie co kilka minut, dlatego kolejka pasażerów szybko się posuwa. Wagon wjeżdża kołami na szynę na kole, które obraca wagon, aby mógł jechać w odwrotną stronę. Kierowca nie siedzi przed szybą z kierownicą w ręku, lecz w środku wagonu przy dziurze na wylot i trzyma zaczep z liną w szczelinie jezdni.
Obrócenie wagonu wymaga pomocy człowieka. 
Tramwaju linowego nie należy mylić z linową kolejką. On nie zwisa na linie nad ulicą, ani nie jeździ na linie-szynie nad miastem, jak sky train, tylko napędzany jest przez stalową linę umieszczoną w szczelinie jezdni  między szynami. Nie korzysta z prądu, jak popularne tramwaje i trolejbusy. Chwytniki umieszczone pod wagonem chwytają tą linę w szczelinie i ona ciągnie tramwaj.
W samym środku torów wyraźnie widać szczelinę. 
Widzicie na górnym zdjęciu tą zawiniętą kolejkę ludzi? Przechodząc przez jezdnię z szynami tramwaju linowego, często słychać dziwne odgłosy wydobywające się spod jezdni. To tramwaj gdzieś tam jedzie i lina dzwoni i brzęczy na całej swojej długości. Takie bajery tu są, w tym San Francisco. Muzyka pod jezdnią.
Do tego się jeszcze nie zmieściłam
Na początku (u zbiegu Powell Street i Mason Street) i na końcu trasy trzeba ten tramwaj obracać na specjalnej obrotnicy o 180 stopni, żeby jechał w odwrotną stronę. Obracają go tramwajarze, kierowca i ktoś z firmy, kto zazwyczaj przy takiej obrotnicy jest obecny.
Obracają już następny. Tym pojadę.
Nieraz pomagają panowie pasażerowie, ale zauważyłam, że on dość łatwo się obraca po kole, razem z szynami, jedynie lekko popychany przez ludzi. Turyści popychają, żeby sobie zrobić w takim ujęciu zdjęcie.
Już z kolejki widać zatokę i wyspę
W San Francisco do dzisiaj kursują regularnie trzy linie tego unikatowego  tramwaju: California Street, Powell Mason Street i  Powell Hyde Street.
Widok z zatoki na Golden Bridge w San Francisco
Bilet na autobus jednorazowy kosztuje 2,45 $, 1-dniowy 14 $, 3-dniowy 22 $ i 7-mio dniowy 28 $. Na tramwaj linowy bilet jednorazowy kosztuje 6 $. Ma on ciekawą dla turystów trasę. Tygodniowy bilet za 28 $ na te wszystkie środki transportu publicznego razem wzięte jest dla mnie opłacalny, bo często jeżdżę tym historycznym.
Nad wodą zawsze tłoczno i wesoło. Będzie granie.
W San Francisco będę jedynie 11 dni, ponieważ to drogie miasto. Droższa jest nie tylko komunikacja miejska, ale również hostele i żywność. Myślę, że jedenaście dni wystarczy na obejrzenie ciekawych miejsc w San Francisco.
Kutry rybackie w Zatoce San Francisco
Po uzyskaniu informacji na temat ceny noclegów w dwóch pierwszych hostelach (do hoteli nawet nie zaglądałam, wiedząc, że tutaj nie są one na kieszeń polskiego backpackersa) trochę się wystraszyłam, że nie będę mogła w San Francisco zostać dłużej, niż trzy dni.
Znowu czekam w kolejce na kolejkę, ale to taka właśnie atrakcja jest
Dla mnie trzy dni, to czas na rozlokowanie się (pierwszy dzień) i załatwienie biletu na następny etap podróży (drugi dzień), a gdzie zwiedzanie? Trzeciego dnia rano trzeba opuścić hotel i jechać dalej.
Ceny biletów łączonych na środki transportu miejskiego
W tym drugim, zbyt drogim dla mnie hostelu był w recepcji bardzo uprzejmy młody człowiek. Doradził mi, abym skierowała się do pobliskiego „Orange Hostel” bo on jest tańszy.
Obrotowe krzesełka na molo z widokiem na Bay Bridge
Gdy dopytywałam o drogę, wyszedł ze mną na ulicę i nie tylko wskazał mi kierunek, ale poszedł ze mną dwie przecznice, podprowadzając mnie pod same drzwi hostelu Orange. Rzadko spotykana sytuacja. Jestem podbudowana uprzejmością młodych Amerykanów.
Wozy strażackie i policyjne na sygnale, to powszechny widok w mieście
Orange Hostel też nie jest tani, ale miałam już świadomość, że taniej to ja tutaj już nic nie znajdę, więc wzięłam go z konieczności. Dobiła mnie sprawa innej ceny za dnie powszednie i innej za weekendy nawet wtedy, gdy weekend przypada w środku pobytu. To nie jest fair, moim zdaniem.
Mój hostel sąsiaduje z Hotelem Hilton
Za powszednią noc płaci się 37 $, za weekendową - 41 $ w pokoju kobiecym, czteroosobowym o dwóch piętrowych łóżkach z łazienką w pokoju. W cenie są  na szczęście śniadania, co pozwoli oszczędzić trochę na posiłkach.
W wielu miejscach na ulicach są informacje, trudno zabłądzić.
Pokoje 10-osobowe mix (damsko-męskie) z łazienką w korytarzu są tańsze. Można mieć nocleg już za 15 $ w dni powszednie, za 20 $ w weekendy. Ale to już nie dla mnie ten młyn. Młodzi ludzie mogą jednak spokojnie z takich noclegów korzystać i wówczas mogą pozwolić sobie na dłuższy pobyt, czy też na pobyt w ogóle. Jest to cena do przyjęcia. W Ameryce.
Urozmaicona i ciekawa architektura. Dom w kształcie statku wycieczkowego
Śniadania są bardziej urozmaicone, niż były w Hostelu Cat w Las Vegas. Również samemu tu się smaży, ale nie naleśniki, lecz gofry, do których w dzbankach stoi przygotowany syrop klonowy, oprócz tego są trzy rodzaje płatków śniadaniowych z mlekiem i codziennie jakiś dodatek – jogurt owocowy, banan lub jabłko.
Turyści
W ogromnej butli z kranikiem jest codziennie dostępny sok pomarańczowy. Nierozwodniony, pyszny. Piję go po dwie-trzy szklanki każdego ranka, zanim gofry się upieką w gofrownicy. Dla mnie  takie śniadanie  wystarcza. Nieraz nawet biorę ze sobą jogurt lub banana na drugie śniadanie w mieście, bo nie mogę wszystkiego naraz zjeść.
Turyści w San Francisco
Kawa jest dostępna w podgrzewaczach przez cały czas. Biorąc pod uwagę, że żywność jest tutaj stosunkowo droga, policzyłam, że to, co oszczędzam na śniadaniach, obniża mi wydatek za noclegi do stanu 22 $. W Nowym Orleanie nie było śniadań. Wszystko trzeba było samemu kupić . Nie było nawet kawy, ani wody mineralnej, a woda mineralna w Stanach jest stosunkowo droga.
Wszędzie są ławeczki, można odpocząć w trakcie zwiedzania
Gdy wychodzę z hostelu, nie szukam już gorączkowo miejsca, gdzie by tu coś zjeść pożywnego i taniego, tylko syta i odprężona po kawie lub dwóch, zwiedzam sobie miasto. To też jest jakaś korzyść , na finansach i na czasie.
Autentyczny Indianin Navaho. Rozmawiałam z nim.
W pokojach mamy szafki zamykane na własne kłódki, do przechowywania dokumentów, pieniędzy, laptopów i innych cennych rzeczy. Nie ma jednak żadnego stolika, na laptopie pracuje się na łóżku lub schodzi na dół do salonu gościnnego.
Niektórych nie stać na hostel, śpią na ulicy lub w parku
Ale za to jest szafa na ubrania  i oprócz prześcieradeł dają koce, bo w San Francisco nie ma upałów, jak w poprzednich miastach mimo, że to Kalifornia.  Mamy koniec października. W dzień jest chłodno, ale nie zimno. Turyści nadal chodzą w krótkich spodniach i koszulkach z krótkim rękawem.
Służby miejskie proszą o wyprowadzenie się z ulicy. Ale gdzie?
Ja nie wychodzę bez polaru, ale jutro wyjmę w końcu z walizki (lenistwo)długie spodnie i pełne półbuty. Miejscowi chodzą w butach z kożuszkiem, w szalikach i czapkach. Myślę, że dla szpanu, bo naprawdę nie jest zimno.
Port w San Francisco (Pier 1) przy Embarcadero Street
A może Amerykanie są bardziej delikatni i wrażliwi na zmianę temperatury? Jak spada poniżej 30 stopni, to zakładają wełnianą czapeczkę?
Mieści się tutaj Muzeum Portu
W nocy jest chłodniej i w hostelu włączają centralne ogrzewanie! Na szczęście współlokatorki nie oponują i śpimy przy uchylonym oknie, które się podnosi do góry. Zawiasy nie trzymają, więc podkładamy butelkę po wodzie mineralnej. Taka spora szpara na szerokość butelki wystarcza do schłodzenia pokoju nocą.
Tak wyglądało dawniej The Embarcadero
Dwie współlokatorki (matka z córką) są z Korei Południowej, a jedna z Tajlandii, ale jutro już wyjeżdża. Jestem podbudowana, bo wszystkie są bardzo porządnickie i w pokoju mamy bardzo czysto. Wreszcie !
Budynek z wieżą ten sam, otoczenie trochę inne. 1906r.
Rzeczy ułożone na swoim miejscu, walizki i plecaki poustawiane równo przy ścianie za łóżkami, żadne rzeczy nie walają się po podłodze, spokojnie można się po pokoju poruszać. Z takimi dziewczynami to można mieszkać długo.
W Muzeum Portu
Chociaż w nocy, tej śpiącej nade mną spadł komputer na moją głowę. Spadł  szparą między łóżkiem, a ścianą, od której się odbił i wpadł do mnie. Na szczęście nie walnął mnie mocno kantem (bo by mnie chyba zabił), lecz ślizgnął się po włosach i spadł niżej, pod łóżko.
Kwiaty wszędzie pachną tak samo.Pięknie.
Przepraszaniom nie było końca. Azjaci potrafią bardzo żarliwie przepraszać za swoje przewinienia. A wszystko to z powodu, że te dziewczyny śpią ze swoimi laptopami, komórkami i całym tym sprzętem (włączonym), a potem zdarzają się takie wypadki.
Murale przeciwników wojny
Rytm życia moje współlokatorki mają zbliżony do mojego, to znaczy rano wstają, w dzień zwiedzają miasto, a w nocy śpią. Już o ósmej wieczorem są w hostelu. Sam hostel jest bardzo porządny. Na podłogach i schodach wykładziny dywanowe. Pokoje i łazienki są codziennie porządnie  sprzątane.
Wymowne murale. San Francisco.
Wszędzie pachnie dobrymi płynami do mycia i czyszczenia. Co kilka dni chodzi pracownik i odkaża łazienkę, materace oraz szafki. To mi się podoba. Gdyby tak było w Hostel Cat, nie pogryzły by mnie roztocza. Z chwilą opuszczenia Hostelu Cat, moja skóra wróciła do normy i nie muszę już się smarować Cortizone.
Chcemy Pokoju!
Kuchnię bez przerwy tu sprząta dosyć ponury facet z bardzo czarnymi i długimi włosami związanymi w kicek. On chyba nigdy się nie uśmiecha i nie rozmawia z turystami. Może ma jakiś problem. Ale bez przerwy się krząta po kuchni i coś tam robi.


Ulice San Francisco
Uzupełnia pojemniki płatkami śniadaniowymi oraz kontroluje stan kawy w zaparzaczach-podgrzewaczach. Jednym słowem ma oko na wszystko, co się w kuchni dzieje.
Jest taka jedna ulica, cała w muralach
Naczynia po sobie myjemy sami, a facet z kickiem myje stoły, kuchnię gazową (można gotować tu własne posiłki w ciągu dnia), tostery, dzbanki po syropie klonowym i cieście na gofry oraz małe pojemniczki- miarki, w których przenosi się ciasto z dzbanka do gofrownicy.
Murale są estetyczne i na temat
To przelewanie ciasta nie wszystkim zgrabnie wychodzi, więc wszystko wokół pojemnika i gofrownicy zawalane jest ciastem. Turyści nie zwracają na to uwagi. Ja czasami myję pojemniczki pod kranem, jak akurat nie ma w pobliżu ponurego faceta z kickiem, bo oblepione są surowym ciastem i nie ma tego jak w rękę wziąć.
Tutaj jest Muzeum Okrętów na wodzie
Gofry są lepszym rozwiązaniem, niż były naleśniki w Hostel Cat, bo z reguły każdemu się udają i nie trzeba ich zeskrobywać z patelni i wyrzucać do kosza. Można na nie położyć jogurt, niekoniecznie codziennie syrop klonowy. Smakują wybornie. Nie są wydzielane. Każdy może sobie usmażyć, ile tylko zdoła zjeść.
Ja przy pięknym okręcie "Balclutha"
Są tacy turyści, co po śniadaniu idą na zakupy, a potem pitraszą w kuchni różne posiłki. Pachnie wtedy w całym hostelu potrawami z różnych regionów świata. Ci turyści wychodzą z hotelu dopiero późnym popołudniem. Są w grupie, to się nie obawiają niebezpieczeństw. Niektórzy mają wypożyczone samochody.
Statek "Herkules"
Wieczorami, po g.20,oo codziennie w salonie jest coś organizowane dla mieszkańców hostelu podobnie, jak było w poprzednich hostelach. Połączone to jest z jakąś jednodaniową kolacją cateringową, płatną oczywiście.
Te statki właśnie oglądam
Nie byłam jeszcze żadnego dnia na dole po g.22.oo, więc nie widziałam, jak się odbywają organizowane przez hostel imprezy, ale już od rana na tablicy informacyjnej w recepcji jest napisane kredą, co danego dnia będzie się odbywało, więc wiem.
Współczesny okręt
W salonie siedzę czasem z laptopem, bo tam jest bardzo wygodnie. Są stoły duże i małe, prostokątne i okrągłe, są miękkie kanapy i wyściełane krzesła oraz ławy. Jest bardzo duży płaski telewizor na ścianie. Salon jest tuż za kuchnią, można co rusz dolać sobie kawy i spokojnie pisać lub pracować nad zdjęciami.
Dzieci wykazują swoją aktywność na podnośnikach
Do salonu ludzie głównie przychodzą z laptopami, a czasami oglądać jakiś ważny mecz w telewizji. Dziewczyny zazwyczaj oglądają filmy. Jest ogromna ilość programów w tym telewizorze, lecz ja tylko siedzę tam wówczas, gdy piszę na laptopie, bo szkoda mi czasu na inne rzeczy. Wolę pójść do miasta.
Idę brzegiem do Fortu, a tu takie ładne widoczki
Mimo, że Orange Hostel znajduje się w centrum miasta, na skrzyżowaniu Taylor Street z Ellis Street, o rzut beretem od zabytkowego tramwaju i stacji metra, nie jest tu wieczorem i w nocy bezpiecznie. (Właśnie jest wieczór. Piszę i znowu słyszę za oknem wyjące syreny policyjne. I tak jest ciągle).
Dziewczynka na jesiennej plaży
Wczoraj dosyć długo pracowałam w salonie na laptopie, chcąc dokończyć i wrzucić do bloga ostatni post z Las Vegas, więc dopiero pod wieczór wyszłam z hostelu, żeby się trochę odprężyć i zobaczyć San Francisco w wieczornych światłach. Szybko wróciłam do hostelu.
Doszłam do Fortu Mason
Po ulicach chodzili dosyć głośni młodzi ludzie, na chodnikach leżeli bezdomni, poowijani w jakieś szmaty bo zimno przecież. Z każdej strony jacyś ludzie wylegali nie wiadomo skąd, jakby z pod ziemi raptem wyrośli. Zawładnęli ulicami. Chodzą stadami całą szerokością  chodnika i jezdni. Miasto nocą należy do nich.
Inni dojechali rowerami
W każdym razie tak jest w pobliżu mojego hostelu, w każdej odchodzącej  ulicy od Taylor Street, a mieszkam tuż przy skrzyżowaniu ulic i tuż przy Hotelu Hilton. Jak jest dalej,  nie wiem, bo zawróciłam. Lepiej nie kusić losu. Policji zazwyczaj nie widać, gdy się coś dzieje. Gdy nadjedzie, ja mogę już być poszkodowana i po sprawie.
W Forcie Mason takie pamiątki
Niemal całą noc dochodzą z ulicy odgłosy ludzkie. Ci ludzie głośno rozmawiają w kilka osób, a czasami kłócą się. Znając język można dokładnie słyszeć o czym rozmawiają, taka jest akustyka tych ulic. Kobiety wydzierają się strasznie, niektórzy śpiewają coś, mało sobie gardła nie zedrą. Druga zmiana żyje nocą. Wszystko cichnie około szóstej nad ranem.
Fort Mason zagospodarowany dla turystów. Kafejki i sklepy
Oni zapewne za dnia gdzieś śpią po kątach, wychodzą na ulice nocą i żyją wówczas we własnym rytmie i na swój sposób. Bez przerwy też słychać  sygnały wozów policyjnych i karetek pogotowia. Nieraz Straży Pożarnej. Nie ma  w tym mieście co liczyć na ciszę nocną.
Oryginalne stoliki i krzesełka kawiarniane
Ulice w San Francisco nie są w nocy bezpieczne, pokazywali to w  filmach i tak jest w rzeczywistości. Trzeba o tym pamiętać. W dzień jest spoko, można chodzić wszędzie swobodnie, ale o zmroku lepiej przebywać w hotelu. 
Kawiarnia, księgarnia i sklep z pamiątkami w jednym
Gdy  gdzieś daleko w zwiedzaniu się zapędzimy, bezpieczniej jest wziąć taksówkę i wrócić do hotelu. Zawsze lepiej jest stracić pieniądze na taxi, niż życie.
Ciekawe miejsce
W Las Vegas też byli bezdomni, ale nocami można było bezpiecznie chodzić po głównych ulicach miasta. W San Francisco jest z tym gorzej. Trzeba uważać. Może dlatego dziewczyny tak szybko tutaj wracają wieczorami do hostelu? W Los Angeles wracały nad ranem.
Widok na Zatokę San Francisco
Trochę historii. Do San Francisco przypłynęli w 1776r kolonizatorzy hiszpańscy i jak zwykle w takich przypadkach, pobudowali tu fort, kościół oraz Misję pn. Świętego Franciszka z Asyżu. Pierwsi Hiszpanie odkryli tu wioski indiańskie już w 1769r, ale dopiero w 1776r zagarnęli to atrakcyjne miejsce w zatoce. Pierwotnie osada nazywała się Yerba Buena.
Martime Museum
W 1821r w wyniku wojny z Meksykiem walczącym o niepodległość, o której wspominałam już w poprzednich postach, San Francisco zostało przyłączone do Meksyku. Lecz już w 1846r, w trakcie wojny amerykańsko-meksykańskiej Stany Zjednoczone przejęły miasto i zmienili mu nazwę na San Francisco.
W Muzeum
Gdy odkryto w Kalifornii złoża złota, do San Francisco morzem i lądem zaczęli przybywać osadnicy w poszukiwaniu tego wartościowego kruszcu. Zatoka zapełniła się statkami. Na początku 1850r  miasto zwiększyło swą liczebność z tysiąca do 25 tysięcy mieszkańców. Zapanował w Ameryce okres gorączki złota.
Stare paszporty
O tym okresie w Kalifornii powstało potem dużo filmów, które oglądaliśmy również w kinach i w telewizji polskiej. Na filmach kowbojskich i o poszukiwaczach złota sporo aktorów amerykańskich zrobiło kariery.
Dokumenty, a obok kajdanki
Wraz z przybywaniem poszukiwaczy złota i osiedlaniem się ich tutaj na stałe, miasto zaczęło się rozwijać. Powstawały banki i pobudowano linię kolejową. Bogaci Amerykanie zaczęli inwestować swoje pieniądze w San Francisco.
Ten plakat też w Muzeum wisi, chociaż to już zupełnie inny temat
Przy budowie kolei pracowali Chińczycy, zawsze stanowiący najtańszą siłę roboczą, ale im się to opłacało, ponieważ zostawali już na amerykańskiej ziemi na zawsze i budowali swoje osiedla w każdym z miast, zwane Chinatown.
Na terenie Fortu znajduje się Hosteling International
Z powodu małych wymagań co do płacy za własną pracę, obecnie Chińczycy są wszędzie, bo kolej budowano gęsto w całej Ameryce. Potomkowie pierwszych osadników prowadzą teraz własne biznesy, nie tylko markety i restauracje. Nadal jednak żyją  po swojemu w Chinatown, w swoich małych Chinach.
W holu Hostelu
Chińczycy bardzo przywiązani są do tradycji swojego kraju pochodzenia. Zarówno Ci bogaci, jak i biedni. Myślę, że biednych Chińczyków już nie ma.
Kraje, z których przybywają turyści do tego hostelu
Nie mogę pisać, bo rozprasza mnie Koreanka. Ta starsza. Nałożyła sobie na twarz maseczkę i wygląda naprawdę zabawnie. Zupełnie jakby szykowała się na hallowen, którym właśnie żyje miasto.  Muszę się jednak skupić i pisać.
Dobre pytanie
W San Francisco powstawały również fabryki, zwane wtedy manufakturami. Między innymi Levi Strauss uruchomił w San Francisco pierwszą fabrykę słynnych jeansów, na które moda nigdy się nie kończy.
Widok z Fortu
Trzeba bowiem wiedzieć, że jeansy z mocnego, wytrzymałego błękitnego  materiału powstały z myślą o górnikach, poszukiwaczach złota, kopiących łopatami, a następnie koparkami w ziemi. Były praktyczne, dobre na deszcz i słońce. Nie było w nich ani za zimno, ani za gorąco.
Można się i na pomniku wyspać
Teraz  cały świat nie wyobraża sobie życia bez jeansów. Zrobiły ogromną karierę i noszone są od niemowlaków zaczynając, na staruszkach kończąc. Obu płci. Widziałam dzisiaj  w Golden Gate Park   pieska w jeansowych spodenkach, ale o tym potem.
Przezorny zawsze zabezpieczony. Zamknął się na łańcuchy i kłódki.
W roku 1906 San Francisco nawiedziło potężne trzęsienie ziemi. Miasto zostało całkowicie zrujnowane. Została odbudowane w tym samym miejscu i nadal przybywali tu imigranci, niezrażeni niebezpieczeństwem.
Ciekawy kształt drzewa. Naturalna, żywa rzeźba.
W 1915r odbyła się tu Międzynarodowa Wystawa Panamsko-Pacyfistyczna dla uświetnienia otwarcia Kanału Panamskiego i odbudowanego całkowicie i z rozmachem miasta San Francisco po trzęsieniu ziemi 9 lat wcześniej.
Przystań łodzi na tle Golden Bridge
W 1945r w San Francisco została podpisana Karta Narodów Zjednoczonych początkująca powstanie  Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ). To dwa dosyć istotne międzynarodowe wydarzenia historyczne, jakie miały miejsce w San Francisco.
Ja na tle Golden Bridge
San Francisco, to miasto imigrantów, jak cała zresztą Ameryka Północna. Najwięcej w San Francisco jest potomków Chińczyków, Hiszpanów i Włochów, nie licząc oczywiście Meksykanów, którzy zostali tu po czasach, gdy miasto do nich należało.
Czerwony most San Francisco budzi ogólny zachwyt
Na przestrzeni lat osiedlali się też nowi przybysze z Meksyku i innych sąsiednich krajów latynoamerykańskich. Ameryka ich łaskawie przyjmowała i nadal przyjmuje. Być może z poczucia winy?
Skrzypek na skwerku? anonimowy pomnik, żadnej tabliczki nie ma
Szczególnie po II wojnie światowej, w czasie której  pełniło ono rolę przerzutu wojsk na Pacyfik. Potem sporo żołnierzy zostało w San Francisco, zakładając tu rodziny i wiążąc się z  miastem na stałe.
Amerykanie kochają pomniki
Ten bardzo długi budynek z wieżą zegarową po środku, który z jednej strony ma Golden Bridge, a z drugiej San Francisco-Oakland, mieści w sobie wejścia do portów, które są ponumerowane i jest ich ponad czterdzieści. 
Na molo Pier-39
Gdy chcemy gdzieś płynąć, podają nam na bilecie numer wejścia (bramy-Pier) skąd statek odpłynie. Podobnie, jak dla pociągów podają numer peronu. Pier-1 jest przy wieży z zegarem, a następne Pier idą w kierunku Golden Bridge.
Pier-39
Najbardziej popularnym portem jest Pier-39. To bardzo malownicze miejsce oblegane przez turystów. Cumują tam bardzo ładne łodzie motorowe. W porcie jest dużo restauracji, kawiarni, sklepów i wiele różnych atrakcji serwuje się turystom. Ciągną tam ludzie dniami i wieczorami.
Klient zdziwiony. Załoga sklepu wita każdego klienta kłaniając się w pas
Charakterystyczną budowlą dla San Francisco jest 64 m Wieża Tower Coit zbudowana w 1933r na wzgórzu w dzielnicy Telegraph Hill. Nie wiem czemu ona miała pierwotnie służyć, ale obecnie służy artystom. Znajdują się tam ogromne malowidła i freski.
Wieża Tower Coit widziana z miasta
Wieżę widać z różnych stron miasta. Zbudowano ją z funduszy Lilly Hicchock-Coit, która prosiła w testamencie, aby wybudowano z tych pieniędzy coś, co upiększy jej ukochane miasto.
Info o Coit Tower
Do wieży można dojść ulicą Boulevard Hill Telegraph, następnie Filbert Step, czyli drewnianymi schodkami prowadzącymi na szczyt wzgórza, na którym wieża stoi lub dojechać autobusem 39 pod sam dziedziniec wieży.
Wieża
Najpierw przy wieży podziwiałam malowidła, następnie pomnik Krzysztofa Kolumba, widoki z dziedzińca przed wieżą, a następnie zakupiłam bilet zniżkowy za 5 $ i ogromną, cichobieżną windą, wjechałam na górę.
Wieży pilnuje Krzysztof Kolumb i ma oko na całą zatokę i miasto
W San Francisco ludzie lubią swoją robotę, bo bez przerwy dowcipkują, opowiadają turystom bajery i śmieją się do każdego. Tak jest w autobusach, tramwajach i również było w windzie.
Malowidła przed wejściem do windy
Już wjechaliśmy na górę, ale pan nie otwierał kraty, bo musiał dokończyć nam dowcip, poczekać, aż wyśmiejemy się do końca, co się należy w uznaniu za jego intelektualny wysiłek  i dopiero wtedy wypuścił nas z windy.
Pana kasjera można wziąć za część malowidła i minąć bez biletu
Do windy weszło dużo turystów i każdy z jakimś plecaczkiem więc było ciasno. Chciałam chwycić się tej kraty, którą windowy zasunął na drzwiach, ale pan mi zabronił i natychmiast opowiedział barwnie, co mnie może spotkać, gdy tej kraty będę się trzymała.
Scenki rodzajowe na malowidłach w wieży
Paluszki jeden po drugim będą spadały na dół, opowiadał wszystkim obrazowo pokazując jednocześnie, jak one się odrywają od dłoni i zaczepiając o coś tam między drzwiami pięter, a kratą, jeden po drugim lecą w dół, a ja jadę do góry. Potem jeszcze jakieś dyrdymały opowiadał i wszyscy bardzo byli rozweseleni.
W Coit Tower
Jednym słowem, pracownicy różnych działów obsługujących turystów, zabawiają tutaj ludzi, jak potrafią, ale starają się i zawsze sami są w wybornym humorze, co pozytywnie działa na innych. Są uczynni. 
Widok z wieży na miasto
Kierowcy autobusów i tramwajów  potrafią stać tak długo na przystanku, aż wytłumaczą dokładnie pytającej go osobie drogę dokąd zmierza.
Widok z wieży na zatokę
Z wieży rozpościera się wspaniały widok na miasto. Zarówno jednak z wieży, jak i z Twin Peaks nie widzimy wszystkiego wyraźnie z uwagi na częste zamglenia. Podobno wczesne popołudnie jest korzystniejsze, niż ranek i przedpołudnie do oglądania tej atrakcji, ale też przecież nie zawsze.
Ulice San Francisco pachną kwiatami
Najbardziej charakterystyczną budowlą rozpoznawalną w świecie dla San Francisco jest jednak czerwony most Golden Gate Bridge zbudowany w 1937r. 
Golden Gate Bridge
Chyba z rozpędu, w rok po wybudowaniu ogromnego mostu San Francisco-Oakland Bay Bridge! Projektantem mostu był Joseph Strauss, a budowa trwała ponad cztery lata. Mówią też o nim złoty most San Francisco, bo w słońcu się mieni kolorami.
Czerwony Most San Francisco
Do 1964r uznawany był za największy w świecie most wiszący. Ma ponad 2,7 km długości.Obecnie jest to most płatny ponieważ musi zarabiać na własną konserwację i bieżące utrzymanie. Ze względu na kolor, widać go z daleka z różnych wzgórz miasta. Miasto bowiem leży głównie na  wzgórzach.
Niestety, nie można po nim przejść pieszo, ani przejechać rowerem
Ostry kolor przewidziano dla mostu specjalnie, aby było go widać w czasie mgieł, które zawsze tu występowały i nadal zalegają nad miastem. Golden Gate Bridge  musi więc  być dobrze widoczny dla wszystkiego, co lata w powietrzu.
Podziwiamy go z daleka
Sporą kwotę pochłonie remont mostu, który jest przewidywany niebawem w celu wzmocnienia go i uodpornienia na trzęsienia ziemi. Autobusem do samego mostu, ani mostem się nie przejedzie. Być może ze względu na te opłaty.
Widok na most z plaży
Doradzają, że najlepiej jechać tam samochodem lub taksówką. Akurat! Backpackers będzie taksówkę brał, aby most przejechać? Dobre sobie.
Popłynę tym statkiem
Można też most obejrzeć od dołu i z boku płynąc stateczkiem turystycznym. Ja wykupiłam taką wycieczkę na wyspę Alcatraz, która w programie miała również Golden Gate Bridge i wystarczy. Most jest piękny, wyspa  Alcatraz zaniedbana. A może specjalnie ją zostawiono w takim stanie, aby świadczyła historię?
Podpłynęliśmy pod most
Golden Gate, znaczy Złote Wrota i tak właśnie się ten most nazywa. Niektórzy nazywają go mostem samobójców. Statystyki wykazują, że już ponad dwa tysiące zdeterminowanych ludzi wykonało skok z tego mostu, z czego ponad trzy czwarte nie przeżyło.
Płynę pod flagą Ameryki
Akcja znanej powieści Alistera Mc Leana „Złote Wrota” rozgrywa się właśnie na tym moście, Golden Gate Bridge w San Francisco. 
Muzeum II Wojny Światowej
Zaraz po zejściu ze statku wycieczkowego poszłam obejrzeć Muzeum II Wojny Światowej, znajdujące się w porcie. Muzeów w San Francisco jest naprawdę sporo.
Statek wojenny z okresu II Wojny Światowej
Na każdym skwerku, placu, w parkach, na ulicach, wszędzie stoją pomniki bohaterów narodowych, zasłużonych prezydentów, naukowców, pisarzy, artystów, sportowców.
Dzielne amerykańskie kobiety z tamtych lat
Albo takie, które symbolizują na przykład rodzinę, wydarzenie wagi światowej lub przypominają o wojnie i tej w Wietnamie również

Torpeda z czasów wojny
Drugim znaczącym dla miasta mostem jest San Francisco-Oakland Bay Bridge. Tym właśnie mostem wjechałam do miasta i tym będę miasto opuszczać. Wśród kilku inżynierów budowy mostu był Rudolf Modrzejewski, syn naszej słynnej aktorki Heleny Modrzejewskiej. Budowę rozpoczęto w 1933r, a otwarto go dla ruchu 12 listopada 1936r. Obecny przy tym był Prezydent USA Herbert Hoover. 
Bay Bridge
Z powodu otwarcia mostu, zostało zablokowane całe miasto. Każdy chciał koniecznie wjechać samochodem na nowy most w dniu jego otwarcia. Już to widzę! korek z samochodów w 1936r! 
Biały most San Francisco - Oakland
U nas w Polsce zazwyczaj po uroczystym otwarciu znaczącej budowli, następnego dnia się ją zamyka i dokańcza budowę. Tutaj, po otwarciu, obiekt jest gotowy i otwarty dla użytkowników. Co kraj, to obyczaj.
Stojąc twarzą do wieży, w lewo idzie się do czerwonego, a w prawo do białego mostu
Most ma dwa poziomy. W jednym kierunku jedzie się dołem, a w drugim, górą. W 1968r spadł na niego lecący we mgle szkoleniowy samolot US Navy i zatonął a zatoce. 
Most San Francisco - Oakland
W 1989r, w czasie trzęsienia ziemi (7,1stopni w skali Richtera), górny poziom jezdni zawalił się na dolny. Odbudowano go i wzmocniono na wypadek ponownych trzęsień ziemi.
Niewielki, zadrzewiony skwerek nazwano imieniem naszego rodaka
Most San Francisco–Oakland Bay Bridge ciągnie się przez ponad 7 km ponad zatoką San Francisco, a licząc z połączonymi wiaduktami, zjazdami i podjazdami na ziemi, 13 km. W jednym punkcie opiera się o Yerba Buena Island. Ta część mostu przechodzi obecnie modernizację.
W autobusie do Golden Gate Park jechał dziwnie ubrany pies
Golden Gate Park w San Francisco ma doskonałą renomę, jako miejsce wypoczynku dla mieszkańców miasta, spotkań, imprez sportowych i kulturalnych, urządzania wesel i pikników. 
To ja wśród pięknych kwiatów
Mówią, że to najpiękniejszy park mieszczący się w pierwszej trójce parków USA z Central Park w Nowym Yorku i Lincoln Park w Chicago.
To był konkurs psów! sprawa psa z autobusu się wyjaśniła
Bogata przyroda zachęca do spacerów po parku, w którym są również ścieżki rowerowe i do biegania, pola golfowe, przyrządy do różnych ćwiczeń gimnastycznych.
Psy były poprzebierane, ozdobione, wymalowane. Ich właściciele również.
Są również potoczki, mostki,  stawy wodne, japoński ogród, ogród botaniczny, Young Museum
i wiele innych atrakcji. Bardzo przyjemny park, można tam spędzić cały dzień i nie nudzić się.
Potem tańczono na rolkach przy muzyce z magnetofonu
Alcatraz, stanowe więzienie na małej wyspie. Więziono w nim gangstera Al Capone z Chicago. Wyspa zaniedbana, nieremontowane pozostałości po więzieniu i forcie obronnym pozostały i to jedyne, co jest na wyspie. 
Dopływamy do Alcatraz. Główny budynek więzienia.
Niektóre wycieczki  opływają tylko wyspę naokoło, oglądając ją z daleka. Wygląda nieciekawie, ale jest historią.
Ponura wyspa,nawet w słońcu.
Więźniowie mieli dobry widok na San Francisco, ponieważ wysepka leży bardzo blisko lądu, właściwie w samym środku Zatoki San Francisco. 
Zrujnowane budynki Alcatraz
Można tą odległość przepłynąć wpław, jak ktoś się uprze. Ucieczka z tego więzienia była jednak trudna, bo było ono dobrze pilnowane.
Trafny wybór miejsca. Patrzyć codziennie na taką wyspę, to tylko za karę.
Do Fisherman,s Wharf można dojechać zabytkowym tramwajem pokonującym trasę Powell-Hyde. Miejsce powstało na początku istnienia miasta, gdy w czasie gorączki złota przypływali tu włoscy imigranci. 
Łodzie rybaków na Fishermans
Zajęli się połowem ryb i z tego fachu uczynili swoją specjalizację. Osiedlili się w dzielnicy North Beach i do dzisiaj można tam zjeść smaczne, świeże ryby, kraby i inne dary morza.
Przyjeżdża tu się zjeść świeżą rybkę, lub wprost od rybaka kupić do domu
Obecnie jest to zabytkowa dzielnica, przystosowana dla potrzeb turystyki, lecz nadal mieszkają tam w swoich starych domach (odnowionych i dostosowanych do obecnych warunków życia) rybacy, potomkowie pierwszych imigrantów z Włoch.
świeże kraby
Twin Peaks, to nie jest to, o czym myślicie. Z pewnością myślicie o miasteczku amerykańskim Twin Peaks, w którym zamordowano dziewczynę ze szkoły średniej i przez kilkanaście odcinków serialu, albo i więcej, prowadzone było śledztwo, w iście amerykańskim stylu.
Autobus 37 podwiezie nas do tego miejsca, dalej trzeba iść pieszo
Na szczęście to była fikcja przeznaczona na potrzeby kina TV, bo nikogo takiego w takich okolicznościach, ani w takim mieście nie zamordowano, Miasteczka o takiej nazwie w Stanach Zjednoczonych nie ma, więc z pewnością twórcy filmu zapożyczyli nazwę od wzgórz San Francisco.
Belkowe schodki prowadzące na szczyt
Tutaj znajdują się dwa wzgórza (Twin Peaks -281 m npm), z których roztacza się piękny widok na całe miasto. Nawet czerwony most Golden Gate Bridge widać. Jedno wzgórze nazywa się Eureka (North)  , a drugie Noe (South). Oba mają około 270 m wysokości , leżą 200m od siebie i nie są zadrzewione.
Widok na miasto i następnych podjeżdżających turystów
Łatwo tam dojechać samochodem, bowiem od Market Street, gdzieś tak od poziomu Pier 39 (Słynne miejsce widokowo-zakupowo-rozrywkowe, oblegane przez turystów), wjeżdża się pod górę. Zielone tablice co kilkadziesiąt metrów pokazują drogę na Twin Peaks.
Jestem na szczycie. Są tu dwie wieże: radiowa i telewizyjna
Kto jest niskobudżetowym turystą, podobnie jak ja i samochodów nie wypożycza, dojedzie na wzgórza autobusem nr.37, wsiadając do niego również mniej więcej w tym miejscu na Market Street. Stamtąd autobus skręca gwałtownie pod górę.
Romantyczne miejsce
Autobus 37 nie dowiezie nas do samego szczytu Twin Peaks, ale zatrzyma się u podnóża i kierowca pokaże taką małą zieloną tabliczkę stojącą, że tak powiem w szczerym polu, na której jest napisane, że to jest szlak dla pieszych.
Trzeba wejść na obie góry. Taka tradycja.
Ten szlak to bardzo stare belki, czasami ich fragmenty, czyli schody wiodące zakolami pod górę. Obawy nie ma, mocno usadowione są w ziemi i spokojnie można się nimi wspinać.
Obie góry jednakowe. Leżą obok siebie, jak dwa bochenki chleba.
W trakcie  wspinaczki lepiej się nie rozglądać na boki, bo otwierające się przed nami na każdym etapie wspinaczki niesamowite widoki na San Francisco, mogą spowodować zawrót głowy, a wtedy możemy spaść głową  w dół i nieszczęście gotowe.
Zmęczona i zadowolona. Radzę zabrać z sobą wodę. Tutaj nic nie ma
Gdy w mieście dzieje się coś połączone z fajerwerkami, a dużo świąt różnego rodzaju obfituje w takie atrakcje, to mieszkańcy wchodzą na Twin Peaks, aby z góry oglądać świetliste pokazy, we wszystkich dzielnicach naraz. Całe bowiem miasto mają tu, jak na dłoni i na Twin Peaks jest wtedy bardzo tłoczno i wesoło.
Są za to piękne widoki na San Francisco i na zatokę
Nie ma tam żadnego sklepiku czy innego punktu sprzedającego wodę. Radzę się w nią zaopatrzyć na dole, bo po wdrapaniu się na te pagórki pragnienie dokucza. Przyda się również kanapka po takim spacerze. Widok z Twin Peaks jest tak piękny, że nikomu nie spieszy się schodzić na dół.
Widok na miasto
Ostatni dzień pobytu w San Francisco. Do południa pakowałam walizki, a potem poszłam do miasta i wróciłam wieczorem. San Francisco nocą jarzy się różnymi światłami i jest przepiękne. 
Widać stąd Golden Gate Bridge
Mnóstwo ludzi wylega wieczorami na Market Streat.  Restauracje i kawiarnie są zapełnione po brzegi. Wszędzie słychać muzykę.
W Muzeum kolejnictwa leżała taka książeczka. Metra na Świecie
Po powrocie do hotelu okazało się, że wszystkie moje współlokatorki wyjechały i zostałam w pokoju sama. Nastawiłam budzik na 6.oo rano i poszłam spać. W nocy znowu darli się jacyś ludzie i wyły syreny policyjne. Taka uroda miasta.
I proszę bardzo! Nasze warszawskie metro jest!
Żegnam San Francisco. Nie zmieściłam wszystkich ciekawych (moim zdaniem) zdjęć. Myślę jednak, że umieściłam te najbardziej charakterystyczne dla San Francisco.
Klown z psem w okularach zabawia przechodniów
Następny post będzie już z Chicago. Do zobaczenia na blogu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz