Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

czwartek, 13 listopada 2014

Lokowanie się w Chicago



Chicago, stan Ilinois. Mój hostel po lewej stronie
01 listopada 2014r, w sobotę, dotarłam w końcu do celu swojej podróży, do Chicago. Po odebraniu bagażu odszukałam informację w holu terminalu Amtrak, żeby dostać mapkę miasta i dowiedzieć się, jak dojechać do jednego z dwóch hosteli podanych w książeczce dla turystów.
Widok z poziomu ulicy. Na narożniku wisi napis: HI Hostel Chicago
Trafiłam na bardzo miłego i uczynnego informatora, co się rzadko zdarza. Informatorzy nie chcą zazwyczaj zawracać sobie głowy osobą, która nie mówi płynnie po angielsku i wymaga więcej czasu i skupienia w obsłudze, niż turyści posługujący się językiem, którym oni mówią. A sami mówią tylko jednym, angielskim.
Wśród innych, w hostelu wisi również polska flaga 
Wydawałoby się, że w informacji turystycznej powinny pracować osoby władające kilkoma językami, jako że obsługują turystów z całego świata, ale tak nie jest. Prędzej trafi się na pracowników hosteli, muzeów, którzy znają kilka języków, niż w informacji turystycznej.
Luci z Rumunii w  IT w mieście (przy biurku to nie Barry, ale też miły)
Zazwyczaj więc w i IT biorę tylko mapkę miasta i dalej radzę sobie sama. Ale tym razem, proszę bardzo! Było zupełnie inaczej, tak jak trzeba, a nawet lepiej.
Pierwsze wrażenie? Chicago ma czarne domy
Podałam  nazwę hostelu i adres z tej swojej książeczki. Barry powiedział, że mogę tam dojechać taxi, co będzie kosztowało 30 $, bo to jest dosyć daleko. Autobusy tam nie jeżdżą? Zapytałam. Jeżdżą, ale trzeba się dwa razy przesiadać i zaczął mi tłumaczyć, jakie autobusy, że 2,50 $ bilet jednorazowy kosztuje itd.
Strasznie wysokie i czarne, na dole ulica, jak tunel
Stwierdził, że mogę sobie nie poradzić z tymi przesiadkami w nowym mieście i z tymi swoimi bagażami. Zmartwiłam się, wiedziałam, że nie będzie łatwo, na dodatek nie mam rezerwacji i nie wiadomo, czy jak tam w końcu w jakiś sposób  dojadę, to będzie dla mnie miejsce. Zapytałam więc, czy nie ma tu gdzieś bliżej jakiegoś innego hostelu? Guesthausu? Taniego motelu?
Nad rzeką Chicago już jaśniej, więcej wolnej przestrzeni
Czy w Chicago są tylko te dwa hostele wymienione w  poradniku turystycznym? I podałam mu swoją książeczkę. Ten drugi był poza miastem, dlatego nie brałam go od początku pod uwagę. A powiedział mi to chłopak, którego poznałyśmy z May w pociągu. On mieszka w Chicago więc wiedział, gdzie są ulice, które pokazałyśmy mu w broszurce.
Mimo zimna, sporo zwiedzających. W grupach, grupkach i solo.
Niestety, nie znał  hosteli, no bo jak mieszka u siostry, to hotelowymi noclegami się nie interesuje. Mój informator z terminalu Amtrak popatrzył w tą książeczkę, pokręcił głową i powiedział, że załatwimy coś innego, lepszego.
Dużo solidnych, żelaznych mostów w Downtown
Podszedł do stoiska agencji turystycznej sąsiadującej ze stoiskiem info, coś tej pani (swojej znajomej) powiedział i dostał od niej xero informację o HI-Chicago Hostel, (HI tj. Hosteling Internacional). Zadzwonił tam ze swojej komórki i po prostu zarezerwował mi pokój w tym hostelu.
Na mostach napisane nazwy ulic, przez które idą
Poświęcił na to sporo czasu, bo ustalał terminy. Hi-Chicago Hostel mogło tylko dać mi miejsce noclegowe na jeden tydzień. Potem doba przerwy i na trzy dni, znów przerwa dwie doby i znowu na tydzień itd.
Statkiem wycieczkowym też można zwiedzać miasto
Miejsca są wcześniej zarezerwowane i stąd ten problem. To ja poprosiłam o jeden tydzień, bo przecież w te przerwy nie będę na ulicy spała. W czasie tygodnia muszę jakiś inny hostel znaleźć.
Bez względu na pogodę, po wodzie ciągle coś pływa
Barry Armstrong, bo tak nazywa się człowiek z Amtrak, który naprawdę bardzo mi pomógł, wypisał mi wszystkie uzyskane informacje na kartce i doradził, abym wzięła taxi, ponieważ z bagażami sobie nie poradzę. HI-Chicago Hostel jest dosyć blisko, więcej, jak 10 $ za taxi nie zapłacę. Przystałam na takie rozwiązanie.
Drapacze chmur trudne do objęcia obiektywem
Barry Armstrong wyszedł ze swojego kantorka, wziął jeden z moich bagaży i poszedł ze mną do postoju taksówek. Terminal Amtrak mieści się na ogromnym Union Station w Chicago, skąd wyjeżdżają wszystkie środki transportujące ludzi.Pociągi i różne autobusy. Szliśmy więc jakiś czas, bo to ogromny teren.
Union Station, ważne miejsce dla podróżników
Barry powiedział taksówkarzowi, gdzie dokładnie ma mnie zawieźć i upewnił się, że nie weźmie ode mnie więcej, jak 10 $ za kurs. Doprawdy, byłam przyjemnie zaskoczona tak wielką pomocą ze strony pracownika informacji turystycznej Amtrak. Bardzo mu podziękowałam i powiedziałam, że bardzo mi pomógł. No, naprawdę, początek pobytu w Chicago wspaniały. Oby tak dalej.
Chicago w okolicy Union Stacion
Może za bardzo się rozpisuję na ten temat, ponieważ powinno być oczywiste, że pracownicy zatrudnieni do informowania turystów, rzetelnie ich informują o wszystkim istotnym w tym mieście i udzielają wszelkiej możliwej pomocy, ale z praktyki wiemy, że tak nie jest.
Nawet Seven-Eleven jest w Chicago czarne, a nie zielono-czerwone
W czym mogę pomóc? To retoryczne pytanie i najlepiej odpowiedzieć, nie, dziękuję, radzę sobie. Wtedy pracownik IT jest zadowolony, uśmiecha się mile, wręczy kilka nieistotnych broszurek, gdzie można zjeść (drogo) i zrobić zakupy (ubrań, kosmetyków i biżuterii) i uważa że jest świetny w swoim fachu i bardzo jest z siebie zadowolony. Wprost rozkwita, witając następnego klienta.
Wieżowce Downtown
Restauracji i sklepów jest akurat wszędzie tak dużo i zawsze pod ręką, że nie muszę o nich zdobywać informacji w IT, a turyści naprawdę rzadko przyjeżdżają z końca świata, aby kupować ubrania i biżuterię. Chociaż są wyjątki.
Wejście na Union Stacion
Jeżeli potraktujemy pytanie „w czym mogę pomóc” na poważnie i odpowiemy, o tak! Dzięki! Pomóż mi znaleźć to, czy tamto, powiedz gdzie mogę znaleźć to, czy owo, jak trafić w to miejsce, gdzie mogę kupić bilet na autobus, metro, w której dzielnicy znajdują się tanie hotele, hostele, jak tam dojechać, pomóż obsłużyć bankomat, ile kosztują tutaj taksówki itd.
Okolice dworca, z którego wszystko odjeżdża
Wobec takich pytań pracownik jest zbulwersowany, totalnie zaskoczony i zagubiony w temacie. Uśmiech znika, twarz tężeje. Wręcza mapkę miasta, czasami  jakiś informator, który jest tylko w języku angielskim i stwierdza wprost, że więcej pomóc nie może.
Pracuję w saloniku obok swojego pokoju na 4 flor
Dlatego Barry Armstrong z Informacji dla turystów Amtrak w Chicago, wart jest dłuższego opisu na blogu. Traficie na Union Station do Chicago, pytajcie o Barrego Armstronga, który autentycznie wam pomoże uzyskać potrzebne informacje, zadzwoni gdzie trzeba, ustali, zaprowadzi, wytłumaczy i pokaże.
W ciepłej kangurce z logo Chicago i Al Capone
Życie staje się łatwiejsze, gdy stawiając pierwsze kroki na bruku nowego, nieznanego miasta, trafi się na takiego człowieka, jak Barry Armstrong! Przyjaźnie nastawionego do świata i ludzi.
Krowa hostelingowa w stołówce
W HI-Chicago Hostel znowu przyjmował mnie bardzo miły, wprost ujmująco uprzejmy starszy pan, Michael. Powiedziałam, że men, Barry z Amtrak dzwonił tu w mojej sprawie i podałam swoje nazwisko. Ależ tak, i od razu przystąpił do rzeczy.
Turyści w stołówce
Wszystko mi dokładnie i cierpliwie wyjaśnił, spisał na kartce, plastikową kartę magnetyczną, którą otwieram wszystko – drzwi wejściowe, do pokoju, do windy, do łazienki. Wytłumaczył, gdzie mieści się kuchnia i jadalnia, gdzie sala komputerowa i salon z telewizorami. Wszystko to jest na 2 flor, czyli na I piętrze.
Kolejka CTA jeździ przed naszymi oknami na wysokości I p.
Tutaj nie liczy się poziomów piętrami, tylko podłogami. Pierwsza flor, to parter, gdzie jest recepcja, druga flor, to właśnie kuchnia, sale jadalne, wypoczynkowe, kulturalne itp., pozostałe flor, to sypialnie i sanitariaty. Ja mieszkam na 4 flor.
Moje łóżko w pokoju 403
Przydzielił mi pokój kobiecy, łóżko J, na parterze, żebym po drabince wchodzić nie musiała. Gdy wyjdę z pokoju, zaraz mam łazienkę, więc nie muszę paradować w ręczniku po całym korytarzu. Naprawdę, następny gość zaskoczył mnie swoją uprzejmością i zapewnieniem mi jak najlepszych warunków pobytu tutaj.
Moje piętro. Na każdym  są telefony do użytku turystów i krzesła dla wygody
W tym hostelu jest wszystko to, czego mi brakowało w poprzednich hostelach. Pisałam o tym na blogu. Czyli, przy każdym łóżku jest krzesło. Nie ma wprawdzie stołów, ale każde łóżko ma półkę za głową, na której sobie różne rzeczy można poukładać. Są wieszaczki, aby powiesić kurtkę. Drążek na ręcznik.
Wieczór w Chicago
Każdy ma do dyspozycji wyjątkowo dużą szafkę zamykaną na kłódkę. Mieszczę tam neseser, plecak, laptop, kable, torbę z aparatem fotograficznym, a na noc dokładam jeszcze mały plecaczek, z którym chodzę po mieście. Jeszcze parę rzeczy by się tam zmieściło.
Jakieś figury zobaczyłam z daleka w parku nad zatoką
W kabinach prysznicowych, gdy się już od wewnątrz zamkniemy, jest najpierw mały korytarzyk z półką, wieszakami na rzeczy i ręcznik, dopiero potem jest zasłona i prysznic. W kabinie wiszą dwie butelki plastikowe, jedna z mydłem w płynie, druga z szamponem. WC jest obok, osobno i bardzo przestronne. Pełen komfort.
Kiedyś gdzieś już takie widziałam w Polsce
Tak właśnie powinno być w hostelach, aby nie było kłopotu z położeniem gdzieś rzeczy, ręcznika czy kosmetyków. Dotychczas miałam z tym problem. Jest czysto. Mamy kołdry i dodatkowo bardzo lekkie, cieplutkie koce na wierzch, bo noce są zimne. Każdy ma dwie poduszki. Jest bardzo miło i przytulnie, aż się wstać rano nie chce. Jestem w pokoju z dwiema Chinkami. Starszą i młodą. Ok.,
Proszę bardzo! instalacja naszej artystki, Magdaleny Abakanowicz!
Dostałam w recepcji ulotkę, w której Hosteling Internacional podaje, w jakich miastach na terenie USA ma swoje HI-Hostele. Są one w Nowym Yorku, Washingtonie DC, w San Francisco, w Los Angeles, w Bostonie oraz w San Diego i ten tutaj, w Chicago. Bardzo mnie to ucieszyło, bo tym sposobem mam już adres do HI-Hostel w Nowym Yorku!
Tablica umieszczona w kamieniu. Jaki ten świat mały!
Jak będę wyjeżdżała, to zapytam w recepcji, może mi stąd zarezerwują w Nowym Yorku miejsce w swoim HI-Hostel. Chociaż raz podczas tej podróży nie martwiłabym noclegiem w nowym mieście. Ulotka jest świetnie opracowana.
Katedra w Chicago
Przy każdym z tych miast podano nie tylko adres HI-Hostel, ale również jakimi numerami autobusów, trolejbusów i jakimi liniami metra można do niego dojechać z lotniska, z terminalu Amtrak i z Terminalu autobusów Greeyhound, z których też już korzystałam w USA.
W blasku słońca, witraże okienne dają taką drżącą, tęczową poświatę
Michael dał mi legitymację Hosteling Internacional dla seniorów, żebym miała zniżki w opłatach w hostelach zrzeszonych w Hostels Internacional na terenie Stanów Zjednoczonych. Zawsze to będzie jakaś oszczędność, bo generalnie w Stanach wszystko jest dwa razy droższe, niż było w krajach Ameryki Łacińskiej, a jeszcze raz tak drogie, jak było w Nowym Orleanie, Los Angeles i Las Vegas.
Nasz papież w chicagowskiej katedrze
Śniadania w HI-Hostel można pobierać od 7.oo do 10.oo rano. Kawa, herbata, woda mineralna jest przez cały czas do naszego użytku. Wszystko to w cenie pokoju. Kuchnia czynna do 21.oo, można sobie w ciągu dnia własne posiłki przyrządzać na kuchni gazowej lub w mikrofalówce. Są lodówki do przechowywania własnej żywności. Każde piętro ma salonik z aneksem kuchennym i tam też są lodówki.
Z tych lampek na trawniku płynie piękna muzyka poważna. W całym ciągu ulicy
Śniadania są bardziej urozmaicone i bardziej pożywne, niż miałam dotychczas. Są tosty pszenne i razowe, masło, dżem,  sery żółte pokrojone w plasterki, miska białego gęstego jogurtu, który jedni jedzą w miseczce z płatkami śniadaniowymi, a inni kładą na chleb z dżemem. Jak kto lubi.
Salka przy jadalni, gdzie kompletujemy sobie posiłek
Jest kawa, herbata, mleko, 3 rodzaje płatków śniadaniowych i jest gorąca owsianka! A przy niej ustawione miseczki z rodzynkami i żurawiną. Są banany i jabłka oraz mufinki waniliowe i czekoladowe. Naprawdę, można się najeść do syta. Naleśników nie ma.
Halloween już za nami, ale duchy i wampirki nie chcą jeszcze odejść w zaświaty
Pokoje są bardzo duże, przestronne, nie czuje się wcale, że więcej osób jest w pokoju, bo łóżka rozstawione są za częściowymi ściankami działowymi, we wnękach. Okna są ogromne. Cały budynek jest bardzo, bardzo duży, przeszklony, dlatego w pokojach jest trochę chłodno. Można to zaliczyć do mankamentów, żeby nie było za słodko.
Piękne żelazne ażury na zabytkowym budynku
A może tylko tak mi się wydaje, ponieważ ponad rok zimna nie doświadczyłam. Cały czas upały były, w każdym odwiedzanym przeze mnie kraju, a tu w Chicago raptem  zimna jesień. W mieście wyświetlało się dzisiaj 8 stopni Celsjusza!
Ulice Chicago
Zmarzłam. Najpierw weszłam do sklepu Pharmacy, w którym kupiłam wełnianą czapkę, rękawiczki, szalik, ocieplaną kangurkę z kapturem i skarpetki. Zaraz w sklepie oderwałam metki z ceną i założyłam czapkę i rękawiczki, dopiero wtedy poszłam zwiedzać miasto. Znowu przybyło mi rzeczy do bagażu!  Taki los!
Leżakujący w trasie turysta
Wszystkie sklepy były zamknięte. Pracowało tylko Seven-Eleven i Pharmacy. Nie mogłam się zorientować w czym rzecz. W końcu zapytałam przechodnia, What Day is today? Sunday, odpowiedział. Sunday? Zdziwiłam się, a więc sprawa się wyjaśniła. Pogubiłam się w tym podróżowaniu. Nie wiedziałam, że to niedziela.
Widok z parku na drapacze chmur
Gdyby nie konieczność pilnowania terminów opuszczania hoteli, nie liczyłabym czasu wcale. Całkiem miło żyje się bez kalendarza i zegarka. Życie jednak wymusza kontrolowanie czasu, bo nigdzie na Ziemi nie jesteśmy całkowicie wolni i zależni tylko od siebie. Wielka szkoda!
Rozweselanie ulic



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz