Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

środa, 15 października 2014

Las Vegas - Nevada

No to w drogę
Wszystko poszło gładko. Obudziłam się na czas, chociaż nie mam budzika, jak inne turystki. Łazienka nie była zajęta więc wzięłam prysznic, szybko się ubrałam, w poszewkę od poduszki wrzuciłam prześcieradła i ręcznik (trzeba zdać rzeczy razem z kluczem od pokoju) i cichutko, żeby nikogo nie budzić, wyszłam z pokoju.
Teraz będą zdjęcia robione z autobusu
W recepcji sprawdzili w kompie, czy mam wszystko opłacone, rzeczy kazali wrzucić do specjalnego zbiornika na pościel do prania, podziękowałam i już byłam za bramą. Obejrzałam się, pożegnałam wzrokiem Banana Hostel, bo było mi w nim dobrze i wygodnie. Gdyby nie te roztocza.
Jakość więc będzie różna
Do stacji Metro Vine potoczyłam się ze swoimi bagażami pieszo, nie czekając na autobus, bo bym tylko nerwy straciła i czas, tak rzadko jeżdżą te dwa numery (180 i 181). Dobrze zrobiłam, bo żaden z autobusów nie minął mnie do samego Metra. Mój bilet miesięczny kończył ważność następnego dnia, a więc na styk mi wystarczył. Na dworcu się odprawiłam i kupiłam sobie kawę oraz precelki. Czekało mnie 5 godzin jazdy, a śniadania przecież nie jadłam.

Ale warto zobaczyć, jak było po drodze
Na szczęście nie ważyli mi walizki, chociaż zapowiadali, że zważą i że jej ciężar nie może przekraczać 23 kg. Była o wiele cięższa, chociaż nie wiem dlaczego. W plecaku miałam przygotowaną płócienną torbę, żeby w razie czego przełożyć z walizki najcięższe rzeczy, czyli aparat fotograficzny, buty i mapy. Laptop i kable były już w plecaku.
Sama podróż już jest atrakcją
Gdy jechałam pociągiem Amtrak z Nowego Orleanu do Los Angeles, musiałam na dworcu przepakować rzeczy, co mnie bardzo zestresowało i zrobiło bałagan w walizce. Dlatego tym razem się przygotowałam, ale kontrolerzy nie ważyli tym razem bagażu.
Wjeżdżamy w krajobraz Nevady
Może dlatego, że było mało pasażerów, więc obawy o przeciążenie bagażnika nie było. Dopiero na trasie dosiadali ludzie, a pod koniec, to już miejsc zabrakło i trzy osoby musiały wyjść z autobusu i czekać na terminalu na następny autobus. Jechać na stojąco w tych autobusach, nie wolno.
Po obu stronach nagie góry
Podróż była ciekawa i niezbyt męcząca. Pięć godzin z przystankami, to swobodnie można wytrzymać w autobusie, gdzie jest sporo miejsca między siedzeniami na wyciągnięcie nóg. W autobusie była toaleta i ludzie tam chodzili, ale ja nie lubię autobusowych toalet i staram się wytrzymać od postoju, do postoju. Na szczęście kierowca nie włączył klimatyzacji na full, jak to nieraz bywa. Było w sam raz chłodno, ale nie trzeba było zakładać skarpetek i polaru i ludzie nie kichali co chwilę.
ale nawet na pustkowiu żyją ludzie
Kierowca nie miał zmiennika, więc robił co pewien czas krótkie postoje dla odprężenia i wypicia kawy w miejscach, gdzie można było za darmo korzystać z toalety. Nie było źle. Wprawdzie wolę podróżować pociągami, ale gdy nie ma innej możliwości, zniosę podróż autobusem bez pojękiwania. Za bilet z Los Angeles do Las Vegas ze zniżką dla seniorów zapłaciłam 46,75 $. Normalny kosztuje 55 $
Szarość Nevady
Cały czas kierowaliśmy się w kierunku San Bernardino, krajobraz zmieniał się w miarę pokonywania odległości. Na 15 minut zatrzymaliśmy się w miejscowości Riverside, a na dłuższy popas w miejscowości Barstow, gdzieś tak w połowie drogi. Można tam  było w restauracji połączonej ze sklepem zjeść coś gorącego, wypić kawę i kupić sobie coś na dalszą drogę.
Pasma górskie z każdej strony
San Bernardino dawno zostało gdzieś tam na boku, a my jechaliśmy teraz już prosto do Las Vegas Route 15, która poprzecinała na niewielkie kawałki starą poczciwą Route 66. Wzdłuż szosy ciągnęła się linia kolejowa i tak powinno być, ponieważ tak widzieliśmy Amerykę w westernach. Drogą jeździli kowboje i dyliżansy ,a torami pociąg. Wzdłuż niego przy torach pędziły zaś na koniach bandy rabusiów, przeskakując w biegu z koni na wagony. Filmowa Ameryka! 
Muzeum Route 66
Z zielonej Kalifornii wjechaliśmy na słabo zaludnione tereny  półpustynnej ziemi, z rzadka porośniętej kaktusami i kępami  traw. W głowę zachodzę, z czego utrzymują się zamieszkujący tam ludzie? Bo jednak od czasu do czasu było widać pojedyncze lub niewielkie grupy zabudowań. Na tej suchej prerii ciągnącej się po horyzont nie rosło dosłownie nic. Na wyschniętych kępach traw nawet koza by się nie uchowała, a jednak mieszkają tam ludzie.
Pan wygląda, jak zawiadowca stacji
Góry otaczające suchą prerię wyglądają, jakby z całej Ameryki zwożono tu przez całe lata zbędną ziemię pozyskaną przy budowie miast i dróg, zwalając ją tutaj na ogromne nieużyteczne hałdy. Czasami widać było prostą, jak drut drogę na tej pustej przestrzeni, wiodącej gdzieś tam, do większej wioski.
Nie dość, że mają smutny widok z okien, to jeszcze ich odgrodzili od szosy
Świadczyły o tym malowniczo wyglądające w tym szarym otoczeniu, skrzynki pocztowe wkopane w ziemię na poboczu szosy. Każda skrzynka innego koloru, wielkości i niekoniecznie równo ustawiona. Ilość tych skrzynek dawała obraz, ile gospodarstw rodzinnych znajduje się we wsi, dokąd nie dojeżdża nawet listonosz.
Mijane wioski
Zadziwiające, jak ludzie potrafią przystosować się do surowych warunków przyrodniczych i żyć w tak przygnębiającym otoczeniu, jakie stwarza nieurodzajna, sucha, szara ziemia, całkowicie pozbawiona roślinności, a z tego powodu również zwierząt, ptaków i owadów. Całe swoje życie mając przed oczami brudnoszare pola i zwały ziemi na horyzoncie, łatwo chyba wpaść w depresję?
Równolegle do szosy biegnie linia kolejowa Union Pacyfic
Nie bez powodu aglomeracja Las Vegas wymieniana jest w badaniach, jako obszar, na którym najwięcej odnotowuje się czynów samobójczych. Najwięcej tutaj bierze się ślubów i najwięcej przeprowadza rozwodów. Ale to już z innej przyczyny.
Zrobiłam sobie zdjęcie w autobusie i szczerzę się
Łatwość, z jaką można w Las Vegas zawrzeć w pięknej scenerii związek małżeński i bezproblemowo się rozwieść powoduje, że te dwa powiązane ze sobą procesy, aczkolwiek przeprowadzając pierwszy, zapieramy się, że tego drugiego za żadne skarby nie będzie, przeprowadzają tutaj ludzie z różnych stron Stanów Zjednoczonych, innych pobliskich państw oraz turyści z różnych stron świata. To bardzo podnosi wskaźnik.
Dłuższy postój na lunch i zakupy
Samo Las Vegas leży w dolinie otoczonej nagimi, kamienistymi górami szarego koloru. Widokowo i przyrodniczo nie jest to ciekawe miejsce. Większość obszaru jest zupełnie naga, pusta, ziemista. Opady deszczu są tutaj bardzo skąpe. Słysząc, że Las Vegas stoi na pustyni, można mieć mylne wyobrażenie o tym miejscu, bowiem pustynia, to dla mnie na przykład, żółty lub biały sypki piasek.
Dzięki pasażerom autobusów, biznes kręci się szybciej
Na pustyni stoi Dubaj, obecnie Zjednoczone Emiraty Arabskie budują na pustyni ekologiczne miasto Masdar, natomiast Las Vegas stoi na szarej, jałowej prerii, na popielato szarej ziemi porośniętej kępami traw, lub zupełnie pozbawionej roślinności. 
Co kilometr telefon przy drodze dla bezpieczeństwa podróżujących
To był rzeczywiście śmiały pomysł, pobudować w takim krajobrazie miasto. Musiano wymyślić coś, co przyciągnie do tego miejsca, położonego na dodatek z dala od trasy, ludzi i turystów. I wymyślono. Hazard, tolerancja obyczajów i brak podatków.
Na tym bezkresie są jednak miejscowości gdzieś na boku
Historia Las Vegas w wielkim skrócie przedstawia się następująco: Pierwotnie tą pozbawioną roślinności połać ziemi zamieszkiwało plemię indiańskie Pajutów. W 1844r, na czele amerykańskiego zespołu badawczego przybył tu John Fremont . Obszar Las Vegas Valley należał wówczas do Meksyku.
Enklawy zabudowań ludzkich na prerii
Wcześniej, bo już w 1829r trafił tutaj hiszpański kupiec Antonio Armijo z własną karawaną 60 mężczyzn i 100 koni, tworząc nowy szlak kupiecki nazwany później Old Spanish Trail i to on nadał osadzie nazwę Las Vegas. Jednym słowem nazwa pochodzi od europejskiego podróżnika i handlowca, który wytyczył szlak handlowy prowadzący z Santa Fe w Nowym Meksyku do Los Angeles w stanie Kalifornia poprzez prerie i góry Las Vegas w stanie Nevada.
Wjeżdżamy do Las Vegas
Tą dolinę widział Armijo, jako żyzną łąkę w pobliżu rzeki Kolorado, położoną pośród szarej ziemi i łysych kamienistych gór. Słowa Las Vegas można tak przetłumaczyć - zielona łąka. Nie do wiary! Gdzie on tu widział zieloną łąkę? Chyba na oazę jakąś trafił?
Pierwsze wrażenie? Las Vegas jest złote.
W 1855r, gdy Amerykanie zabrali te ziemie Meksykanom, przybyło do Las Vegas trzydziestu Mormonów, żeby nawracać Pajutów na swoją wiarę. Z Las Vegas uczynili przystanek dla podróżujących Mormonów między Salt Lake City, a San Bernardino, celem głoszenia wiary Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich.
Złote drapacze chmur i  błękit nieba
Nawracanie trwało bardzo krótko, ponieważ w Stanie Utah, gdzie wówczas znajdowało się (i nadal znajduje) główne siedlisko Mormonów, w 1857r wybuchła wojna. Mormoni pospiesznie wycofali się zLas Vegas, wracając do Utah.
Las Vegas oglądane zza szyb autobusu
(Historia głosi, że nieakceptowani w różnych miejscach Mormoni, wędrowali długo po bezkresach Ameryki, aż w końcu założyli swoje miasto na pustkowiu, wśród gór w Stanie Utah i nadali mu nazwę Salt Lake City. Teraz to miasto znane jest na świecie głównie z odbywających się tam igrzysk sportów zimowych).
Złoto zostało złamane kolorami
Las Vegas Valley z niewielkiej osady przekształciło się w 1905r w niewielkie miasteczko, głównie z powodu linii kolejowej, która tędy przebiegała. Linia kolejowa prowadzona przez bezdroża Ameryki przyczyniła się bardzo do powstawania miast i osiedlania się ludności w pobliżu  żelaznego szlaku, zaludniając tym samym puste dotychczas obszary tego ogromnego kraju.
Architektura Las Vegas imponująca
W 1911r Las Vegas otrzymało prawa miejskie. Leżało przy trasie kolejowej prowadzącej na zachód, przez co zyskało na popularności, jako miejsce przystankowe. Przewijało się wówczas przez Las Vegas dużo ludzi biznesu, handlowców i nie tylko.
Las Vegas
W niedalekiej odległości od miasta znajdowały się kopalnie, do których przybywali ludzie za pracą. Potrzebne więc były hotele, sklepy, bary. Miasto się rozwijało i zaludniało, ponieważ ludzie oferujący usługi kucharza, fryzjera, krawca itd. znajdowali tu klientów.
Las Vegas
Stany Zjednoczone oplatały kraj gęstą siecią linii kolejowych i drogowych, przez co z czasem Las Vegas zaczęło tracić na atrakcyjności na rzecz innych miejscowości. Ale nie upadło, nie wyludniło się w wyniku postępu cywilizacyjnego, jak niektóre inne miejscowości przy szlaku kolejowym i Route 66.
Nowoczesne wieżowce
W 1936r na pograniczu stanów Nevada i Arizona ukończono budowę tamy wodnej na rzece Kolorado, niecałe 50 km od Las Vegas. Ogromna betonowa konstrukcja zwana Hoover Dam była wówczas największą elektrownia wodną na świecie. Teraz już nie jest, ale nadal budzi ogromny podziw.U mnie przynajmniej wzbudziła i z całym przekonaniem polecam ją turystom, jako dużą atrakcję w rejonie LV.
Las Vegas
Budowę tamy rozpoczęto w 1931r i planowano ją zakończyć w roku 1938. Prace zakończono dwa lata przed terminem i oddano ją do użytku w roku 1936. Zawsze słyszałam o przesuwaniu terminów i opóźnieniu budowy, nawet nie tak wielkich obiektów, jak ta amerykańska tama, ale żeby coś zbudowano w terminie wcześniejszym? Godne podziwu. Hoover Dam ma ponad 224 m wysokości i 379 m długości.
Hoover Dam
Uroczystego otwarcia tamy dokonał Prezydent Franklin D. Roosevelt, chociaż najwięcej przyczynił się do jej powstania jego poprzednik, Herbert Hoover, dlatego jego imię ta wielka zapora wodna otrzymała. W 1981r wpisano ją na listę miejsc historycznych USA, natomiast w roku 1985 została uznana, jako Narodowy Pomnik Historyczny Stanów Zjednoczonych.
Złote Las Vegas
Las Vegas przetrwało, jako najbliższe miasto budowy, która zatrudniała mnóstwo robotników i inżynierów. Jednocześnie ponad zaporą budowano sztuczne jezioro Mead, przy którym pracowało również sporo ludzi. Las Vegas miało kolej do transportu maszyn, materiałów budowlanych oraz ludzi, miało sklepy, bank, pocztę, hotele, bary i zakłady usługowe. 
Złoty wieżowiec Donalda Johna Trump, miliardera amerykańskiego
Jednym słowem wszystko, co ludziom jest potrzebne do prawidłowego funkcjonowania. Również lokale rozrywkowe z panienkami, które urozmaicały czas wolny od pracy samotnym mężczyznom, pracującym tu z dala od rodzin.
Fontanna przed hotelem-kasynem
No, a potem miało w pobliżu tamę, wielką elektrownię wodną Hoover Dam, do której zaczęli przybywać pierwsi turyści, ciekawi takich atrakcji. Wraz z budową tamy, w 1931r zalegalizowano w Las Vegas gry hazardowe. 
Fontanna z Aniołami
Do Las Vegas zaczęli przybywać ludzie i osiedlać się tu na stałe. Budowano coraz to lepsze, wytworniejsze restauracje i kasyna gry. Liczba turystów co roku zwiększała się. Panienki zostały, ale dostosowały standard do wymogów.
Hotele i Kasyna Las Vegas
W latach 40-tych w Las Vegas zamieszkali naukowcy, ponieważ realizowano tu „Project Manhattan” związany z budową bomby atomowej. W ślad za naukowcami i ludźmi biznesu przybywali również, jak to zwykle w takich przypadkach bywa, ludzie trudniący się działaniami przestępczymi. 
W tej części miasta zawsze jest ruch ze względu na atrakcje
Położenie Las Vegas, wolny hazard i związane z tym wielkie pieniądze, szybko przyciągnęły do miasta różne gangi i rodziny mafijne. Las Vegas stało się miastem niebezpiecznym. Liczba turystów zmalała. Panienki zostały.
Z Mirage widok na miasto
Rosnące, jak grzyby po deszczu całe kompleksy hazardowo-hotelowo-rozrywkowe w większości należały lub były zarządzane przez klany mafijne i tak trwało do lat 60-tych ubiegłego wieku. Tu był prawdziwy dziki zachód, gdzie gangi i mafie stały ponad prawem i to one dyktowały warunki. Musiało się to jednak zmienić, ponieważ kasyna i hotele bez ludzi i ich pieniędzy są bezwartościowe. Jeszcze w takim ponurym otoczeniu!
Przed Mirage
Las Vegas zaczęło się zmieniać, określać takie standardy, aby chcieli tu przybywać ludzie, turyści, bez obawy o swoje bezpieczeństwo, pewni atrakcji i dobrej zabawy. Zaczęto budować hotele bardziej wytworne, eleganckie i w nich umieszczano kasyna gry, dbając o bezpieczeństwo i komfort klientów. Ten wytworny styl wprowadził Steve Wynn.
Hotele i Kasyna Steve Wynn
Wynn przejął po śmierci ojca zadłużoną sieć salonów gier bingo, zastosował własną strategię i doprowadził do stanu, że spłacił długi ojca i zaczął na tym biznesie zarabiać. Przeniósł się w 1967r do Las Vegas, kupił udziały w „Frontier Hotel i Kasyno” oraz pobudował pierwszy luksusowy hotel z kasynem „Mirage”. 
W kasynie gry
Wbrew opiniom, że inwestycja jest ryzykowna, za droga i zbyt wytworna, przeznaczona dla ograniczonej grupy klientów, wiec przynosić będzie straty, stało się wręcz odwrotnie.
Ciekawy motor w kasynie
Zachęcony sukcesem Wynn poszedł za ciosem i wybudował następny hotel-kasyno, „Treasure Island Hotel” i następny, najdroższy hotel świata „Bellagio” za 1,6 mild dolarów, z wieloma restauracjami barami, butikami, sztucznym jeziorem we wnętrzu i muzeum sztuki. Wszystkie do dzisiaj przynoszą mu zyski.
Bar w kasynie
Sprzedał „Mirage” z ogromnym zyskiem oczywiście, bo facet ma głowę do interesów i pieniądze go po prostu szukają i w 2005r wybudował jeszcze bardziej luksusowy i jeszcze droższy „Wynn Las Vegas”. Jest on własnością Wynn Limites Resorts , którego Prezesem i Naczelnym Dyrektorem jest sam Steve Wynn.
Przed kasynem
To ten facet podniósł poprzeczkę, wyznaczył nowe standardy i przeobraził Las Vegas w miasto luksusu. Z ciekawostek mogę dodać, że w międzyczasie porwano jedną z jego córek dla okupu, który zapłacił w wysokości półtora miliona dolarów. Porywaczy pojmano, córkę uwolniono całą i zdrową. Być bardzo bogatym człowiekiem nie jest sprawą bezpieczną, nie tylko w las Vegas.
Kompleks Mirage, który Wann sprzedał
Luksusowe miasto Las Vegas, położone w szarym otoczeniu łysych gór i nieużytków rolnych, przyciąga bez przerwy turystów z całego świata. Bogatych turystów i biedniejszych, a nawet zwykłych backpackersów. No, więc i ja jestem tutaj. W mieście, przez jednych zwanym Światowym Centrum Rozrywki, przez innych, Miastem Grzechu!
Widok na wieżę Eiflfa
Oprócz złotych wieżowców hoteli i błyszczących kasyn pachnących dolarami, funkcjonują tu również skromniejsze, mniejsze i tańsze hotele oraz tanie, dostępne dla podróżników hostele, którzy mogą sobie na to wszystko za darmo popatrzeć, a czasami obstawić jakiś numerek w kasynie, a nóż szczęście dopisze? Można zacząć od 5 $.
W kasynie
„Hostel Cat” nie jest jedynym tu hostelem, jak myślałam, opierając się na przekazach turystów, którzy właśnie tutaj się zatrzymywali, stwarzając tym samym wrażenie, że tylko jeden Hostel jest tanim hostelem w Las Vegas. Ale z rozpędu też się tutaj zatrzymałam, a potem już nie chciało mi się przenosić do innego, bo to zawsze czas zabiera, a czas w podróży jest cenny.
Główna ulica Las Vegas Boulevard i z lewej Hostel Cat
„Hostel Cat” nie jest idealny. Nie jest nawet tak dobry, jak „Banana Hostel” w Los Angeles. Pokój jest mały, posiada trzy piętrowe łóżka, czyli jest 6-cioosobowy, ale nie ma w nim nawet jednego krzesła, stolika, ani szafy. Z laptopem trzeba się na łóżku lokować (śpię na piętrze), a rzeczy trzymać na poręczy łóżka i w walizkach. Na szczęście są żelazne szafki zamykane na kłódki do przechowywania cennych rzeczy.
Hostel Cat zaprasza gości z całego świata
Patio jest puste. Nie ma na nim ławek, ani nawet plastikowych krzesełek więc przed pokojem też nie można posiedzieć. Na zewnątrz budynku, w którym znajduje się kuchnio- jadalnia, do której przylega malutkie office, stoi jeden duży stół z ławkami, ciągle zajęty przez przesiadujących lub biesiadujących turystów. Dlaczego oni nie chodzą zwiedzać, tylko siedzą w całe dnie w hostelu?
Puste patio hostelu Cat
Ponurość wewnątrz budynku bierze się z ciemnych kolorów drzwi i ścian. Wszystkie drzwi właściwie są czarne w jaśniejsze ciapki i nieregularne kreski. Ściany w pokojach, niebieskie, w jadalni do połowy również czarne. Na podłogach brudno-brązowa wykładzina.
Reklama Hostelu Cat na placu ulicznym
Na zewnątrz jest o wiele przyjemniej. Ściany ozdobione są kolorowymi  malowidłami. Jedno z nich przedstawia mapę  kontynentów, informując, że Hostel Cat przyjmuje studentów z całego Świata, ale nie ogranicza się tylko do młodych ludzi. Chętnie wita wszystkich podróżników ze wszystkich krajów świata. Miłe.
Mieszkam w pokoju z amerykańską flagą
Żeby bardziej podkreślić, jak bardzo jest otwarty na turystów z różnych krajów, na każdych drzwiach po zewnętrznej stronie wymalowano flagę jakiegoś państwa. Ja mieszkam pod flagą amerykańską. Są drzwi z flagą biało czerwoną, ale nie jestem pewna, czy taka była intencja malującego. Flagi malowane są pionowo, więc równie dobrze może to być czerwono-biała flaga indonezyjska.
Polska czy indonezyjska to flaga? zależy, w którą stronę przechylić głowę
Wewnątrz budynku, w kuchnio-jadalni jest również trochę ponuro, ale to tutaj właśnie znajduje się najwygodniejsze miejsce na pracę przy laptopie i nie tylko ja to odkryłam. Lokuje się tu zwykle kilka osób z laptopami, zaraz po śniadaniu.
W Hostelu Cat też stoi automat do gry
Za wyłomem we wnęce, turyści siedzą lub leżą na kanapie i na cały regulator słuchają i oglądają w telewizji filmy i kreskówki. Na szczęście wzięłam z sobą zatyczki do uszu. Siedzę, nic nie widzę, nic nie słyszę, tylko spokojnie sobie piszę na laptopie, popijając kawę lub po południu, piwo.
Las Vegas Boulevard
Śniadania, co z góry uczciwie zapowiedziano, są skromne. Typowo amerykańskie pancakes z syropem klonowym. Bardzo lubiłam te naleśniki, ale jedzenie dzień w dzień, day to day, pancakes z syropem klonowym, to już po prostu tortura. Te pancakes sami musimy sobie smażyć. Na kuchni gazowej leżą cztery patelnie, obok stoją duże, plastikowe pojemniki z zarobionym ciastem naleśnikowym i pojemnik z syropem klonowym, na półce stoi olej.
Chapele w pobliży hostelu
Gaz pali się bez przerwy i patelnie są rozgrzane niemal do białości. Jeden turysta odchodzi, już podchodzi następny i na zwolnionej patelni smaży swoje pancakes. Niektórzy się poparzyli, bo nie zauważyli, że rączki patelni są takie gorące. Nie ma żadnych ściereczek, ani jednorazowych ręczników papierowych, nawet serwetek. Jeden ręcznik frotte wisi nad piecem, co wszyscy w niego ręce wycierają i są łapki do łapania patelni, ale takie brudne, że trudno je do ręki wziąć.
Las Vegas Boulevard. Policja czuwa.
Zabieram zawsze z pokoju kilka płatków własnego ręcznika papierowego, bo trudno sobie poradzić bez takiej podstawowej rzeczy, gdy butelka ocieka olejem, a talerze i sztućce są mokre. Sami myjemy po sobie naczynia, ale nie ma czym wytrzeć. Pancakes różnie się udają. Niektórzy zbierają poszarpane w szczątki niedopieczone placki i je jedzą, niektórzy od razu wyrzucają przypalone, dziwne kluskowate kawałki, do kosza stojącego obok kuchni.
Menara podobna do malezyjskiej. Tutaj nosi nazwę Stratosphere.
Kuchnia jest bardzo ciasna, a turystów dużo. Przeciskamy się miedzy sobą, żeby sięgnąć olej lub ustalić, kto i gdzie zabrał z kuchni syrop klonowy. Jak się komuś uda usmażyć całe, brązowiutkie, śliczne placuszki, wszyscy podnoszą kciuk do góry, że ok., perfekt! Mnie się od początku udają, ale mówią, że to przez doświadczenie. Uznaję to za przytyk do mojego wieku, ale niech tam!
Chapel z Elvisem
Upatrzyłam sobie jedną, bardzo płaską patelnię i zawsze na nią czekam, bo w tych głębszych, o cieńszym dnie też by mi się placki porwały i przypaliły, wiem o tym z doświadczenia właśnie. Raz smażę sobie po cztery małe placuszki, a innym razem jeden ogromny. Tych placków nie wydzielają. Każdy może usmażyć ile chce i ile zje, ale też nic innego do jedzenia  nie ma.
Moja ulica w Las Vegas
Ostatnio przynoszę z sobą do stołu własny chleb brązowy, masło, żółty ser, produkty kupione w mieście w pierwszym sklepie, w którym tylko zobaczyłam jedzenie i jajka na twardo zakupione w Seven-Eleven, który mam niedaleko hotelu, bo już na te placuszki patrzeć nie mogę. Ale nie kupuję nic na zapas, bo lodówki stojące w kuchni są przepełnione i się do nich nie wcisnę.
Gdzie spojrzeć na boki, to  preria i góry
Kawa w dużym podgrzewaczu jest, a czasem jej nie ma. Nie ma kawy, mówię w recepcji, która jest tuż obok, że tylko głowę można wychylić za drzwi i rozmawiać. Zamiast kawy, woda leci. Chyba źle podłączono, albo się coś zepsuło, mówię. Nie ma? Pani zdziwiona: jak przyjdzie człowiek, to naprawi, informuje mnie i na tym koniec. 
Las Vegas
Człowiek nie przychodzi i niektórzy robią sobie herbatę, a niektórzy popijają te placuszki własną wodą mineralną. Crema do kawy zabrakło. Tak? Jutro kupimy.
Sklepy ze wszystkim, oprócz jedzenia
Ot i takie to śniadania w cenie hostelu. Większość turystów przynosi do stołu jakieś własne, zakupione produkty, ale z zakupami żywności tutaj również kłopot. Nie ma w pobliżu chińskiego marketu. Prawdę mówiąc, to nie ma żadnego marketu z jedzeniem.
Sklepy w las Vegas
Są z ciuchami, materiałami budowlanymi, biurowymi, dla rolnictwa, z telefonami, ale jedzenia nie ma. Nie  ma też taniej chińskiej kuchni z plastikowymi krzesełkami przy plastikowych stolikach. Są zwykłe, drogie restauracje. No, po prostu nie ma tu co jeść, jak w Gwatemali. Jeszcze bardziej schudnę w Las Vegas.
Sklepy z pamiątkami
Trochę przesadzam, bo problem w tym, że nie ma tego wszystkiego w pobliżu Hostelu Cat. Daleko, w specjalnych centrach handlowych są ogromne sklepy samoobsługowe z jedzeniem, delikatesy z drogimi pysznościami, bakery z pieczywem, warzywa i owoce. Są lodziarnie i cukiernie. Niektórzy, mające wynajęte samochody, tam właśnie robią zakupy raz na jakiś czas. Dlatego lodówka zapełniona.
Sklepy ze sztuką
Dla mnie, do takich centrów handlowych to już cała wycieczka i szkoda mi na to czasu. Poza tym autobusy tu są bardzo drogie. Jednorazowy bilet kosztuje 6 $, dobowy 8 $, trzydniowy 20 $. Rozbój na równej drodze. Podobno są inne, tańsze autobusy komunalne, po 2 $ bilet jednorazowy, ale one przez Las Vegas Boulevard nie jeżdżą.
Z biżuterią i pamiątkami
Las Vegas Boulevard, zwane Strip, ciągnie się przez 6,8 km, to najdłuższa ulica miasta. Ciężka sprawa. Trudno gdziekolwiek dojść pieszo. 2 $, to tutaj nazywają: tani bilet! W przeliczeniu, to 6 zł za jeden przejazd autobusem! Dla Polki to bardzo drogo.
Chapele na mojej ulicy
Co kilka kroków są chapele udzielające ślubów i sklepy ze wszystkim, co jest potrzebne do wzięcia ślubu. Obok hotelu Cat naliczyłam cztery takie Chapele. Tak więc, prędzej ślub bym tu wzięła, niż kupiła sobie chleb na śniadanie i coś do chleba. 
Patrzyć w górę i czuć się jak w niebie
Gdyby Seven-Eleven były tak urządzone, jak w Singapurze, że stały pojemniki z produktami, z których sami sobie robiliśmy kanapki, to by była super sprawa.
słodkie chapele dla młodych par
Była wędlina, pomidory, sałata, ser, jajka, przyprawy, sosy, majonezy i tak sobie komponowaliśmy według gustu śniadanko. Tutaj tak nie jest. Są jakieś gotowe kanapki, nie wiadomo, jakiej świeżości i czasami można dostać na gorąco takie ruloniki z tacos, nadziewane ostrym farszem. Jak są, to kupuję, bo są smaczne. 1,45 $ sztuka. Są sieciowe bary z hamburgerami i pizzerie, ale ja tego nie lubię jeść.
Można mieć zdjęcie w samochodzie Elvisa
Nic więc dziwnego, że jak poszłam po południu w odwrotną stronę Las Vegas Blvd, niż idę zawsze (zawsze idę w stronę Menary, nazywanej tu Stratosphere,350 m wys, od nazwy hotelu, przy którym stoi. Tam są te największe kasyna, hotele, budowle przypominające cały świat i Europę).
Automaty do gier są we wszystkich sklepach
No więc gdy poszłam w odwrotną stronę odkrywając, że tutaj również znajdują się atrakcyjne obiekty do zobaczenia (Fremont Street Experience) i w pewnej chwili zobaczyłam duży napis „pierogi”, to mało się nie przewróciłam z wrażenia. Po polsku było napisane „Pierogi”!

Przetarłam oczy ze zdumienia, ale to naprawdę po polsku napisane! pierogi!
Przed małą restauracją stał pan przed wysokim stolikiem z małym zapleczem, gdzie podgrzewało się jedzenie i sprzedawał pierogi! Uśmiechnął się, widząc moje ogromne zaskoczenie, więc zapytałam, polskie pierogi pan ma? 
Z panem Jurkiem w oczekiwaniu na podgrzanie pierogów.
Mam, odpowiedział nienaganną polszczyzną, żona sama przyrządza, własnej roboty, domowe, zapraszam. Koniec świata, mówię. Bardzo chcę ! 
Polskie pierogi w Las Vegas
Pierogi nadziewane ziemniakami i serem, ze smażonym boczkiem i z cebulką z dużym kleksem gęstej śmietany, zjadłam na poczekaniu. Piwo inny pan przyniósł mi z restauracji, obok której Pan Jerzy sprzedawał swoje , a raczej swojej żony pierogi.
I zaraz się zważyłam. 172 funty! och! te pierogi!
Porcję pierogów nadziewanych grzybami, kupiłam na wynos i zjadłam na kolację w hostelu. Naprawdę były pyszne, takie, jak sama robię w domu. Porcja, to pięć pierogów za 7 $. Jak to w Ameryce, niezbyt tanio. Ale miałam wyżerkę! Nie mogłam sobie tych pierogów odmówić.
Po tym puszystym dywanie wchodzi się do sali gier
Cały czas rozmawiałam z panem Jerzym, czego również nie mogłam sobie odmówić przy tak rzadko występującej okazji rozmawiania w języku polskim. Pan Jerzy wyemigrował z Polski miesiąc przed ogłoszeniem stanu wojennego. Mieszkał w Chicago. Powiedziałam, że się tam wybieram po odwiedzeniu San Francisco. Powiedział, że to dobrze, bo warto to miasto zobaczyć.
Wszędzie wieżowce hoteli z kasynami
Jest tam dużo Polaków i dużo pierogów, to znaczy polskich barów, sklepów. Poczuję się znowu, jak w Polsce i bez trudności z każdym się dogadam. Chwilę potem dodał, że to już nie jest jednak to Chicago, jakie było kiedyś, gdy tam przybył i zamieszkał z rodziną. Wtedy Polacy naprawdę czuli, że łączą ich silne więzi, pomagali sobie w potrzebie, spędzali wspólnie wolny czas, bawiąc się wesoło, po polsku. Teraz Chicago zamieszkuje już inne pokolenie, urodzone w Ameryce, wychowane i wyuczone po amerykańsku.
Pięknie zagospodarowane i utrzymane zaplecze
Wiedziałam, co chciał przez to powiedzieć. Młode pokolenie z chicagowskiego Milwaukke nie czuje Polski zupełnie. Nie ma w sobie tego specyficznego podejścia do życia, do historii. Nie czuje krzywd wyrządzonych ich rodzinom przez okupację niemiecką i radziecką, przez PRL, nie czuliby chyba głębi wierszy Kamila Baczyńskiego, ukrytych insynuacji w piosenkach, zakamuflowanej drwiny w kabaretach polskich i tragizmu w oczach przybyłych do Muzeum Powstania Warszawskiego starych ludzi.
ulica Las Vegas
Nie jestem nawet pewna, czy właściwie odbierają polskie sztuki teatralne, polskie filmy, które z pewnością są w Chicago dostępne, a które przecież zawsze mają w sobie ukryty, polski sens. Oni urodzili się i wychowali w wolnym kraju ogólnego dobrobytu, stałych zasad konstytucji, od początku swobodnie wyrażają swoje myśli i opinie. Zawsze mieli dobrze i było to dla nich naturalne, jak oddychanie wspólnym dla wszystkich powietrzem.
Drapacze chmur Las Vegas
Polaków jest tam ponad 7 %. Mówimy, Chicago, największe skupisko Polaków w Stanach Zjednoczonych! Ale to jest tylko ponad 7 %, może 7,5 %, natomiast Meksykanów jest w Chicago ponad 28 %!  Wiec jakie to polskie miasto? Ale pojadę tam z ciekawości, zobaczyć polską dzielnicę.
Wejście do Circus Casino
We wszystkich dotychczas odwiedzanych krajach  Azji i Ameryki widziałam skupiska Chińczyków, Japończyków, Meksykanów, ale skupiska Polaków nie było w żadnym z nich. Czas więc zobaczyć swoich na obczyźnie. Pan Jerzy przyjechał do Las Vegas 6 lat temu, ale widzę i czuję, że on ciągle żyje miastem Chicago. Wspomnieniami o tamtym życiu.
Same hotele i kasyna wokół
W Chicago spędził swoją dojrzałą młodość, założył rodzinę, wychował dzieci, dlatego Las Vegas nigdy nie będzie mu tak bliskie, jak Chicago. Mówi, że tutaj dobrze mu się mieszka, prowadzi biznes. W Las Vegas jest zawsze dużo turystów, więc biznes się kręci. W Las Vegas jest zawsze ciepło. W Chicago bywa zimno. No tak, to duża różnica. Każdy na stare lata lubi mieć ciepło. Coś mi się jednak zdaje, że przyjdzie taki dzień, kiedy pan Jerzy spakuje walizki i wróci do Chicago. Wymieniliśmy swoje wizytówki.
 Circus Casino
Stali mieszkańcy, którym się dobrze w Las Vegas wiedzie, swobodnie mogą na weekendy jeździć sobie do Los Angeles lub do San Diego w stanie Kalifornia i tam odreagować, nasycić wzrok widokiem zielonych ulic i parków, w San Diego wpatrzyć się w błękit morza, popływać motorówką itd, natomiast biedniejsi mieszkańcy nie mogą sobie na takie ekscesy pozwolić i skazani są na widok szarej, spalonej słońcem prerii otoczonej zwałami suchej ziemi, czyli górami Spring Mountains.
Kasjerzy w pogotowiu, gotowi wypłacić wygraną
Miasto wabi jednak turystów mega ogromnymi i mega luksusowymi kasynami, mogącymi w jednej chwili odmienić całe życie człowieka. Z biedaka uczynić bogacza, bogacza sprowadzić na dno ubóstwa, wabi "okazyjnymi" zakupami luksusowych i markowych rzeczy w ogromnych centrach handlowych i w sklepach hotelowych. 
W paszczy lwa!
Teraz, w tych ogromnych hotelach znajdują się nie tylko kasyna, ale i różne sklepy, galerie, butiki. Powinno się wymyślić inną nazwę dla tutejszych hoteli, bo to nie jest już miejsce noclegowe, mniej lub bardziej luksusowe, a cały kompleks kasyn, spa, siłowni, sklepów i usług rozrywkowych. 
Stoły do ruletki i pokera
W Las Vegas trudno znaleźć takie miejsce, gdzie nie stałaby ruletka, stół do pokera czy przynajmniej automat do gry. Stoją one we wszystkich restauracjach, kawiarniach, sklepach, nawet w naszym hostelu stoi automat, w którym można spróbować szczęścia, zaczynając od 0,25 $.
Wieczorem siądą tu pokerzyści
W tych dużych hotelach całe przepaściste parterowe wnętrza, zaczynając od holu, zapełnione są stołami pokerowymi, ruletkami, automatami, aż w oczach się mieni od kolorów świateł i w uszach dzwoni od dźwięku urządzeń i sypiących się pieniędzy. Kasyna są ogromne, wyciszone puszystymi dywanami, połączone z barami. Po miękkim dywanie spacerują panie, specjalnie zatrudnione do tego, aby między stołami i maszynami chodzić i spełniać każde życzenie grającego klienta. 
Pod ręką bary i restauracje
Donoszą mu więc jedzenie do miejsca, w którym siedzi, podają kawę, drinki, pomagają tym, co pierwszy raz. Zmieniają popielniczki, bo można tam palić papierosy! Rzecz niesłychana, ale prawdziwa i mająca swoje uzasadnienie. Palacze papierosów nie będą siedzieć by bez przerwy przy stoliku, czy automacie, będą  wychodzić na papierosa, a tam mogą ochłonąć z hazardowej gorączki i zakończyć swój pobyt w kasynie.
Sala gier w kasynie
Do tego nie można dopuścić, absolutnie! Klient ma cały czas być intensywnie wpatrzony w stół lub automat i grać, grać, grać! stawiać, obstawiać, klikać. Na miejscu są bankomaty, kantory wymiany pieniędzy, w których gracze szybko i sprawnie pobierają następne pieniądze,opróżniając często swoje konta, żeby znowu obstawić, bo tym razem to już z pewnością trafi i odegra się za wszystkie dotychczasowe straty.
Po południu przybywa klientów
Las Vegas to miasto nie tylko dla turystów spragnionych ujrzenia czegoś wyjątkowego, pięknego, niespotykanego gdzie indziej na świecie. Las Vegas to również miasto dla szaleńców i desperatów, ślepo wierzących w swoje szczęście osobiste i uparcie dążących do odmiany swego losu. Niestety, nie zawsze los odmienia im się w tą stronę, w którą założyli.
Welcome! Jestem w Las Vegas!
Kto by pomyślał :)





























2 komentarze:

  1. Bardzo, bardzo ciekawe! I piękne zdjęcia. Jestem pod duzym wrażeniem.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! po takich komentarzach rosną mi skrzydła :) serdecznie pozdrawiam

      Usuń