Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

poniedziałek, 29 września 2014

Zwiedzanie, to ciężka praca

Pnę się mozolnie w górę, po drodze, ścieżce, bądź schodach
Postanowiłam wdrapać się na górę, na której stoi ten słynny napis "Hollywood", żeby zobaczyć, jak Los Angeles wygląda z tamtego miejsca, z góry. Wygląda ciekawie. Miasto otoczone jest bowiem pasmem górskim Santa Monica, ciągnącym się od centrum LA, aż do plaży nad Pacyfikiem.
Widok na Los Angeles otoczonym pasmem górskim
Patrząc na napis z miasta wydaje się, że to niedaleko, a jednak szłam i szłam i końca nie było widać. Droga wiła się między wzgórzami i gdy już było widać napis tuż, tuż, znikał nagle nie wiadomo gdzie, drogi rozwidlały się i trudno było wyczuć, w którą należy skręcić, aby wreszcie dojść do tych liter.
Wydaje się, że jestem już blisko. Ale to tylko złudzenie.
Po drodze nie ma żadnych wskazówek, ani drogowskazów do napisu, chociaż sporo turystów chce dojść na tą górę, jak najbliżej ogromnych liter. Na szczęście wszędzie po drodze znajdują się domy mieszkalne i można zapytać ludzi, aby nie chodzić na próżno w różne strony, ponieważ nie jest to łatwa wędrówka. Droga jest bardzo stroma. Ale wszędzie mieszkają ludzie.
Co się obejrzę, widzę LA w innym ujęciu.
Trzeba chyba wyjątkowo mocno zachwycić się dziką przyrodą i widokami z góry, żeby podjąć decyzję o wybudowaniu czy też kupieniu domu na takiej wysokiej górze, z dala od miasta, sklepów, szkół i ludzi i zamieszkać tam na stałe. Bez samochodu to nie ma możliwości życia na takiej wysokości. Sklepów również tu nie ma. Wszystko trzeba przywozić z dołu, z miasta.
Góry, skały drzewa i kwiaty, a w tyle widoki na miasto w dolinie.
Sama wysokość, to dla niektórych jeszcze za mało. Dom musi stać jeszcze wyżej, gdzieś na szczycie, wisieć niemal nad urwiskiem, wtedy dopiero jest pięknie. Ludzie realizują swoje marzenia urządzając życie według własnych wyobrażeń i bardzo dobrze, skoro daje im to szczęście i satysfakcję.
Dom wisi niemal nad szosą. Poniżej szosy stroma przepaść
Najcięższy odcinek drogi do takiego domu jest już po przejechaniu kilku kilometrów stromą drogą, na której często, w specjalnym wgłębieniu w górze zostawia się samochód. Końcowy odcinek pokonać trzeba pieszo, wspinając się po schodach prawie pionowo na sam szczyt, gdzie stoi dom.
Już jak ja sobie zrobię zdjęcie, to naprawdę widać jaka jestem fotogeniczna
Dzień wcześniej skusiłam się na wycieczkę proponowaną przez "To Advertise On This Bus" majacym siedzibę przy 6714 Hollywood Blvd, takim kolorowym, turystycznym busikiem Hollywood Happyland. Stoją na ulicy reklamując firmę, a panowie zatrudnieni w niej proponują każdemu taką wycieczkę za jedyne 45$, no, może być za 40$, dla pani, to już zejdę na 30 $, niech stracę, zapewniają uprzejmie, żebyś poczuła się wyjątkowo potraktowana.
Zdjęcie nie pokazuje prawdy, ale to było bardzo, bardzo głęboko w dole
Gdy nadal twierdzisz, że to zbyt expansive, caro i w ogóle zbyt drogo i idziesz dalej, pan gotów jest zabrać cię w tą atrakcyjną, jedyną w swoim rodzaju wycieczkę za 20 $ i stopniowanie kończy się. Byłam gotowa zapłacić 20 $, więc doczekałam tego momentu i wykupiłam wycieczkę.
Doszłam do tego miejsca. Bliżej już się nie da.
Pan obiecał, że obwiozą nas po aktorskim Hollywood, pokażą domy najbardziej znanych aktorów i piosenkarzy oraz zawiozą nas na górę z napisem Hollywood. Domy pokazywał bez zatrzymywania się, że trudno było zapamiętać który dom jest czyj, zdjęcia mamy fatalne, bo robione w czasie jazdy busiku, a drogę do napisu Hollywood, w ogóle pominął. Tak firmy traktują tutaj turystów.
Stąd najlepiej widać Canyon Lake
Wędrując na górę  do napisu "Hollywood" mija się Canyon Lake. Naprawdę piękny widok. Warto było wspinać się na tą górę, aby to wszystko na własnej skórze odczuć i na własne oczy obejrzeć. Odczuwa się bardzo, bo upał nieprzeciętny, rzadko jakiś cień na drodze można spotkać i żadnych ujęć wodnych wody pitnej po drodze nie ma, aby ugasić pragnienie i się schłodzić.

Jezioro na dnie Canyonu. Z boku widać wijącą się drogę.
Wybierając się tam, trzeba koniecznie wysmarować się kremem UV, na głowę założyć kapelusz i zabrać z sobą sporą butelkę wody mineralnej. Trudno, trzeba dźwigać tą wodę idąc cały czas pod stromą górę, ale woda, to podstawa wędrówek w upale. Trasa dobra dla odchudzających się.
Na tle jeziora w kanonie. Z tej piaszczystej górki najlepiej widać.
Po tej wycieczce  z nierzetelną firmą Hollywood Happyland z 6714 Hollywood Blvd, rozmawiałam z innymi turystami, którzy z podobnej firmy korzystali, żeby obejrzeć osiedle domów aktorskich i wjechać na górę z napisem. Ich touroperator zawiózł ich wprawdzie pod ten napis, ale nawet się nie zatrzymał, zdjęć nie mogli sobie zrobić i poszli tam jeszcze raz pieszo. To oni właśnie poddali mi myśl, aby iść tam samej.
Ostatnie spojrzenie do tyłu i schodzę do miasta
Sama tam nie byłam, bo inni turyści też zdecydowali się na pieszą wędrówkę w to miejsce. Dlatego mam kilka zdjęć ze swoją osobą, ponieważ robiliśmy sobie nawzajem zdjęcia na trasie. Przy okazji obejrzeliśmy Canyon Lake. Schodziłam bowiem inną drogą, niż wchodziłam na górę, bo nie lubię dwa razy oglądać tego samego, chociażby najpiękniejsze było. Zawsze mnie ciągnie do czegoś nowego.
Znowu w mieście
Tymczasem do mojego pokoju wprowadziły się nowe lokatorki, które poznałam po powrocie do domu. Jedna z nich śliczna, smukła, czarna dziewczyna imieniem Tanike, pielęgniarka podróżująca służbowo, bardzo tajemnicza, aczkolwiek miła i kontaktowa dziewczyna.
Cztery posągi kobiet: Hiszpania, Azja, Afryka, i Ameryka
Druga, Agata, również śliczna, młoda i bardzo sympatyczna dziewczyna z Polski, mieszkająca i pracująca już od kilku lat w Anglii. Też bardzo kontaktowa i otwarta na ludzi, jak Tanika. Takie dziewczyny z pewnością dadzą sobie radę w życiu. Bardzo się cieszę, że je poznałam. Więcej o nich w późniejszym poście, ale już zaprezentuję ich zdjęcie:
Tanika i Agata na plaży w Santa Monica. Pojechałyśmy tam razem.
Chcąc samodzielnie zwiedzić miasto Los Angeles i Hollywood, dobrze jest skorzystać z mapki wydanej przez Metro "Destinations by Station". Oprócz mapki wszystkich linii metra podziemnego i naziemnego, rozpisane są tam poszczególne stacje metra i pod każdą z nazw wypunktowano, co tam ciekawego jest do zwiedzenia. W ten sposób można zwiedzić atrakcje znajdujące się blisko metra.


Dom tonący w zieleni
I tak np. Przy stacji Union Station (wszystkie linie się tam zbiegają), oprócz obejrzenia samego, zabytkowego budynku dworca, można dojść do pobliskiego Chinese American Museum oraz na Olvera Street, w rejon najstarszej części miasta, El Pueblo de la Plaza. Bardzo atrakcyjna i historyczna okolica.
Piękne, zadrzewione i zacienione ulice LA
W okolicy stacji Metra Hollywood Vine (linia czerwona), można zwiedzić Los Angeles Fire Departament Museum, zobaczyć z bliska Capitol Records Tower, Ford Amphitheatre, Pantages Theatre oraz Muzeum Śmierci. Dwie ostatnie atrakcje są obok mojego "Banana Hotel".
Los Angeles znane jest z tolerancji i akceptacji wszystkich ludzi.
W Los Angeles znajduje się również Museum of Tolerance przy 9786 Vest Pico Boulevard. Do Muzeum Tolerancji można dojechać Metrem linią niebieską, do stacji Pico. Podawanie numerów budynków jest tu bardzo ważne, bowiem w los Angeles ulice są bardzo długie, kilkukilometrowe. Bez znajomości numeru budynku, można stracić wiele czasu na dojście do celu.
Cross Road of the World
Piękna, strzelista wieża, raczej iglica "Cross Road of The World" łącząca zespół budynków biurowych, wybija się na czoło architektury Hollywood. Znajduje się  na 6671 Sunset Blvd, gdzie można dojść ze stacji Metra Hollywood Vine. To druga przecznica od Hollywood Boulevard. Atrakcja warta odwiedzenia.
Amerykański "krążownik szos" nazywa się "Elvis" (Presley takim jeździł)
Iglica "Cross Road of The World" warta jest kilku dodatkowych słów. Nazwa w tłumaczeniu brzmi "Skrzyżowanie Świata", niektórzy nazywają ją "Rozstaje Świata". Ten charakterystyczny, niepowtarzalny budynek (Na Florydzie znajduje się jego replika, ale w miniaturze), zaprojektował Robert Derrah, a budynek został  wybudowany w 1936r.
Zabytkowe budynki Hollywood
Jeszcze dzisiaj wygląda na bardzo nowoczesną budowlę, więc w 1936r musiał budzić prawdziwy podziw dla nowoczesności architektonicznej. Iglica jest wysoka na 55 m i na górze zwieńczona ogromnym globusem kuli ziemskiej, z wyraźnie zaznaczonymi kontyntentami, morzami i oceanami. Kula ziemska opleciona jest ruchomym, czerwonym, neonowym napisem "Cross Road of The World".
Metro naziemne w Los Angeles
Na dole budynek przypomina statek wycieczkowy i połączony jest z kilkoma innymi budynkami, z których każdy przedstawia sobą inny styl architektoniczny. W budynkach znajdują się biura różnych firm, chociaż pierwotnie cały zespół budynków mieścił ekskluzywne sklepy. Biura powodują, że budynek jest mało znany i oglądany. Atmosfera sucha, typowo biurowa.
Medytacja w parku
Gdyby w tych budynkach ulokowano kawiarnie, wystawy, galerie, to cały kompleks zyskał by na atrakcyjności. Jest tam dużo miejsca na kawiarnie na świeżym powietrzu. Ale stało się tak, ponieważ w latach 70-tych, gdy ten atrakcyjny budynek podupadał, został zakupiony i doprowadzony do właściwego stanu przez Mortona La Kretza, który po wyremontowaniu, przeznaczył go na biura.
Sposób transportu rowerów przez autobusy miejskie
Są to wprawdzie biura głównie przemysłu muzycznego, rozrywkowego, ale biura zostaną zawsze tylko biurami, w których nie toczy się wartkie życie. Chociaż towarzyskie, to i owszem, jak to w biurach, ale jedynie dotyczy towarzystwa wzajemnego zatrudnionych tam ludzi.
Gwiazda Boba Marleya
Z bardziej popularnych atrakcji, które znajdują się w pobliżu stacji Metra należy wymienić jeszcze stację Memorial Park (linia żółta), w pobliżu której znajdziemy Norton Simon Museum, Pacific Azjan Museum, Pasadena Museum of California Art. Bardzo lubię zwiedzać muzea, więc je  podaję. Gdy ktoś woli jednak coś lżejszego, shopping na przykład, jak moja była współlokatorka z Anglii, to również tam to znajdzie. Na Fair Oaks Av, przy skrzyżowaniu z Colorado Blvd "Old Pasadena Shopping"
Ładne budynki jeszcze ładniej wyglądają w pięknym otoczeniu starych drzew
Ładny japoński ogród "The Japanese Garden" znajdziemy w pobliżu stacji Metra "Woodley", natomiast tuż przy stacji "Little Tokyo" usytuowane jest "Japanase American National Museum" i troszkę dalej Centrum Kultury Japońsko-Amerykańskiej oraz teatr "East West Players Theatre"
Azjatyckie jedzenie jednak najbardziej mi smakuje
Intensywnie zwiedzając atrakcje Los Angeles, szybko się głodnieje. Każdy może według swoich upodobań wybrać kuchnię, ponieważ tutejsze restauracje serwują kuchnie różnych narodów i to autentycznie, zatrudniając kucharzy z danego kraju. Biorąc pod uwagę różnorodność narodowości pochodzenia stałych mieszkańców Los Angeles, nie jest trudno znaleźć kucharza z każdego kraju.
Zabytkowy kościół katolicki
Są tutaj liczne restauracje specjalizujące się w kuchni azjatyckiej, głównie chińskiej, tajskiej i wietnamskiej, ale są również lokale z jedzeniem indyjskim, meksykańskim oczywiście, bo Meksykanów jest tutaj najwięcej. bardzo dużo jest restauracji włoskich. Ale to już inna półka.
To jest most dla rowerzystów i tak też się nazywa.
W okolicach stacji Metra Expo Park/USC znajduje się California African American Museum i Memorial Coliseum, który już w którymś z poprzednich postów pokazywałam. Natomiast w pobliżu stacji Expo/Vermont znajdziemy Natural History Museum oraz Centrum Informacji Turystycznej " Los Angeles Visitor Information Center". Do obu tych obiektów dojedziemy linią niebieską, która kończy się w Long Beach, przy brzegu morza.
Wybetonowane koryto rzeki
Główna rzeka Los Angeles o takiej samej nazwie, jak miasto, jest rzeką sezonową. Czasami wysycha na wielu odcinkach, co ułatwiło budowniczym wybetonować całe dno i brzegi rzeki. Dziwnie to wygląda, ale uczyniono to, przystosowując wodę z rzeki (nie zamula się, ani nie miesza z piaskiem) do celów przeciwpożarowych. Pełni ona po prostu rolę kanału przeciwpożarowego, gdy oczywiście jest w niej akurat woda. Rzeka Los Angeles wpada do morza przy Long Beach.
Sklep z artykułami na halloween, święto obchodzone przez Amerykanów
Wpada, jak jest, bo obecnie jej nie ma. Odkąd tu przyjechałam, jeszcze ani raz nie padał deszcz w Los Angeles, chociaż czuje się już zmianę temperatury. Po raz pierwszy od roku musiałam wyjąć z walizki polar, tak zmarzłam pod wieczór w Hollywood. Dotychczas kurtkę z polaru używałam tylko w silnie klimatyzowanych pociągach i autobusach. Najcieplej jest w sierpniu i wtedy rzeka miejscami wyschła.
Gwiazda The Beatles, zespołu lubianego przez pokolenia.
Najzimniejszym miesiącem w Los Angeles jest styczeń, tak jak u nas. Temperatura tutaj potrafi wówczas spaść do 20 stopni C! Amerykanie zakładają na siebie ciepłe wełniane czapki! Przeważnie jest jednak ciepło, 26 - 30 o C. Dlatego zaskoczył mnie ten zimny wiatr z nad morza i założyłam polar.
Wejście na Union Station, największy dworzec pociągowo-autobusowy w LA
Union Station, to bardzo duży dworzec skąd odjeżdżają pociągi i autobusy krajowe i międzynarodowe. Do tego dworca można dojechać metrem, jak również większość autobusów miejskich dochodzi w to miejsce. Oczywiście są tu także taksówki. Czyste i przyjemne miejsce dla oczekujących podróżnych.
Wejście do holu z kasami biletowymi
Jednak, gdy chciałam kupić bilet na megabus do Las Vegas, natrafiam na trudności. Otóż na tak ogromnym dworcu nie prowadzi się sprzedaży biletów na megabusy, które również z tego dworca odjeżdżają. Na kursy dzienne trzeba bilet kupić przez internet, na kursy nocne można kupić bilet u panów, którzy na czas między g.18, a 20 ustawiają przy postoju autobusów przenośne stanowisko kasowe i bilety sprzedają, ale płatne jedynie kartą. Gotówki nie przyjmują.
Perony pociągu Amtrak i Metrolink na Union Station
Pociąg Amtrak nie jedzie z Los Angeles trasą na północ, w kierunku Las Vegas, niestety. Bierze kurs na zachód, kierując się na Arizonę, Kansas i dalej, do Chicago. Lubię jeździć pociągami, ale w tym przypadku muszę skorzystać z usług Magabusu. Las Vegas leży jeszcze w granicach Stanu Kalifornia, blisko granicy ze Stanem Arizona. Jadąc samochodem, trzeba się kierować na Salt Lake City w Utah.
Dworzec Union Station otoczony jest zadbanym parkiem
Trasę z Los Angeles do Las Vegas Megabus pokonuje w 5 godzin. Muszę bilet kupić z wyprzedzeniem, ponieważ tutaj pociągi jeżdżą tylko w pewne dni na pewnych trasach, a w pewne dni nie. Trudno się w tym połapać, lecz myślę, że dam radę. Jeszcze tylko brak decyzji, czy jechać w dzień, czy w nocy.
Nie gasnąca gwiazda Elvisa Presleya na Walk of Fame.
Nie miałam wcześniej zamiaru jechać do Las Vegas, ale zmieniłam plany. Na tym polega moja podróż, że poddaję się impulsom i zmieniam plany, kiedy tylko mam na to ochotę. Każdy, z kim w Los Angeles zawarłam znajomość, jechał do Las Vegas. Twierdziłam, że to sztuczne miasto, więc nieciekawe.
Cała jedna ściana domu utworzona z książek. Autentycznych. to nie atrapa.
Zapewniano mnie, że wręcz odwrotnie! właśnie dlatego ciekawe, że sztucznie utworzone. Moja córka Oliwia również tam była kilka lat temu i twierdzi, że warto odwiedzić Las Vegas właśnie dla jego inności i dziwności. Skoro już jestem tak blisko tego słynnego, nietypowego miasta, a wiem, że nigdy już w tych okolicach nie będę gościła, zmieniłam plany i jadę tam!
Gdybym taki samochodzik miała, to bym sobie pojeździła po Stanach!
Dzisiaj przybyła do mojego pokoju Australijka, Kate. To już druga osoba z Australii, którą tu poznałam. Ruda dziewczyna znajdująca się w stanie depresji, dzisiaj właśnie wyjechała i Australijka zajęła jej łóżko. Ciekawa jest sprawa naszej miłej i pięknej znajomej Taniki. W niedzielę rano wystroiła się tak pięknie w czerwoną mini sukienkę i złote szpilki, że wydałyśmy okrzyk zdumienia. A fryzura? Wyglądała bosko! Wsiadła do Volvo i odjechała, zostawiając rzeczy w hotelu.
Sklep muzyczny w Hollywood
Stwierdziłyśmy z Agatą, że tak piękna i elegancka Tanika w żaden sposób nie pasuje do naszego hostelu turystów backpackersów. A ona znowu zniknęła na całą noc, następny dzień i jest już wieczór poniedziałkowy, a jej ciągle nie ma. Torba Taniki leży na piętrze zaścielonego łóżka. 
Tanika po poddaniu się godzinnemu masażowi w spa, dostała wilczy apetyt
Agata niepokoiła się jej losem, ale nic nie można w tej sprawie zrobić. Każdy ma prawo żyć, jak chce. Agata wyjechała dzisiaj wczesnym rankiem do Nowego Yorku. W następnym poście napiszę trochę o życiu w hotelu i poznanych tu ludziach.

1 komentarz:

  1. Trafiłam na Pani bloga wczoraj i od razu przeczytałam wszystkie wpisy o Nowym Orleanie. Interesuje mnie cała podróż, więc będę zaglądać. Czytałam, że Kalifornia zmaga się teraz z suszą, a mieszkańcy mają obowiązek oszczędzać wodę, a nawet zawiadamiać władze o przypadkach marnowania wody. Chyba trafiła Pani na trudny okres. Ciekawa jestem, czy to jest rzeczywiście dostrzegalne w życiu codziennym?

    Podziwiam Pani ciekawość świata, spontaniczność i odwagę. Życzę wszystkiego najlepszego i pozdrawiam, Natalia

    OdpowiedzUsuń