Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

wtorek, 2 września 2014

Żegnam NOLA. Wszystko co dobre, kiedyś się kończy.

Pamiętacie, co oznacza skrót NOLA? tak mieszkańcy Nowego Orleanu nazywają swoje miasto. New Orleans Louisiana America! Otóż przyszedł czas pożegnać się z miastem wypełnionym muzyką jazzową, soulową, miastem żyjącym w rytm and bluesa, z pogodnymi ludźmi, którym muzyka pozwala pogodzić się i przetrwać ciężkie chwile i zawsze cieszyć się życiem.
Pan na dachu muzyką wita pasażerów na pokładzie "Natchez"
Na zakończenie pobytu popłynęłam kultowym statkiem po kultowej rzece Mississippi, resztę czasu poświęcając na spacery po znanych już zakątkach miasta, żeby nasłuchać się jazzu w każdym miejscu, w wykonaniu różnych zespołów i nasycić się tą żywą muzyką na jakiś czas. 
Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie
Można tak chodzić po mieście bez ustanku i bez przerwy jest się w zasięgu słyszalności muzyków. Taki już jest ten Nowy Orlean, muzyczny od świtu do świtu, dlatego życie tutaj jest takie piękne, a kłopoty stają się  jakby mniejsze i tracą na znaczeniu.
I wchodzimy na pokład
Steamboat Natchez Cruises ma kilka programów dla turystów i odpowiednie do tych atrakcji ceny. Ja wybrałam podstawowy program, to znaczy po prostu zwyczajny kurs tym pięknym statkiem w stylu, jakie kiedyś pływały po Mississippi, w tą i z powrotem.
Zdjęcia familijne
Takie zwykłe przepłynięcie statkiem po Mississippi kosztuje 28,50 $ w obie strony i odbywa się dwa razy dziennie. O 11.30 i powrót o 13.30 oraz o 14.3o i powrót o 16.30.
Odbijamy od brzegu
Są jeszcze programy z obiadem na pokładzie, z muzyką na żywo, dinner jazz, z dancingami oraz nocne kursy. Można sobie zamówić taki statek też na inne okazje, np. wesele, spotkanie biznesowe lub zjazd koleżeński. W USA biznes is biznes.Wszystko im się tu opłaca robić, gdy klient płaci.
Kapitan na mostku kapitańskim
Na przystani trzeba zameldować się przynajmniej pół godziny wcześniej, aby przejść przez odprawę, jak na lotnisku. Wprawdzie nie kazali nam zdejmować butów i pasków od spodni, ale plecaki sprawdzali w ramach bezpieczeństwa ogólnego.
Widoczna Katedra przy Placu Jana Pawła II, obok Parku Jacksona.
Przed samym wejściem na trap ustawiono ster zabytkowego statku i każdego, kto przechodził, proszono o ustawienie się za sterem i robiono mu dwa zdjęcia. W poziomie i w pionie. Już wiedziałam, że będzie dodatkowy wydatek, no bo jak tu potem nie kupić swojego,  takiego pięknego pamiątkowego zdjęcia i dodatkowego - statku Natchez?
Mijamy największe Casino w New Orleans
Po zrobieniu zdjęć, pani wręczała każdemu wizytówkę „My Photo Card”, na której z drugiej strony znajduje się osobisty numer zdjęcia. Na statku podchodzi się potem do pani, mówi ten numer i pani szybko odszukuje właściwą fotografię.
Pasażerowie siedzą na górze, w kantynie i w sklepie
Taki komplet kosztuje 20$. Można też dostać drugie, dodatkowe zdjęcie, o innym formacie, też w ramce, ale to kosztuje ono następne 20 $. Zamówiłam ten pierwszy komplet, tj. 2 szt, ja i Natchez. To drugie było w pionie, a je nie lubię pionowych zdjęć, chociaż zupełnie nie wiem, dlaczego.
Ja fotografuję przeciwległy brzeg, dzielnicę Algiers
Niektórzy pasażerowie zamawiali oba komplety i dodatkowo prosili o wykonanie zdjęć z całą rodziną i poszczególnymi jej członkami lub z przyjaciółmi. Każde życzenia ta pani spełni za odpowiednią zapłatą.
Mijamy duże statki, które budzą zainteresowanie
W czasie rejsu też można poprosić o zrobienie zdjęcia, bo pani płynie z nami i pracuje nad tymi zdjęciami na pokładzie, oprawia je w ramki, pakuje, numeruje, żeby przy wyjściu móc każdemu sprzedać, ale może się na chwilę oderwać od pracy i wykonać dodatkowe zamówienie.
Ktoś mi zrobił zdjęcie
W drodze powrotnej pani te zdjęcia nam sprzedawała (kto nie chciał, nie był zmuszany do kupna), a kto się gdzieś zawieruszył na statku, mógł jeszcze po zejściu na ląd u pani swoje zdjęcie zakupić, bo ona tam przez jakiś czas jeszcze stała, czekając na klientów na następny rejs. Ja płynęłam rano.
Napędzani jesteśmy takim kołem wodnym
Na dachu statku pan grał na jakimś dawnym instrumencie, który brzmiał, jak cymbały? organy? No nie wiem, ale było to bardzo ładne granie i odprawa minęła w miłej atmosferze. Witający nas na pokładzie informowali każdego po kolei, gdzie co się znajduje i że możemy sobie po całym statku chodzić swobodnie.
Statki towarowe. Załoga do nas kiwała z pozdrowieniem.
Był tam oczywiście bar, restauracja i sklep z pamiątkami, który ja odkryłam dopiero pod koniec drogi powrotnej, więc nie zdążyłam wiele w nim obejrzeć. Popłynęłam jednak, aby obejrzeć Nowy Orlean z pozycji Mississippi River, a nie na zakupy, więc nie żałowałam tego.
Przystań jachtów. Trochę zrujnowana po huraganie.
Na początku przez głośniki pan opowiadał o tym zabytkowym statku, czasach, kiedy takie statki normalnie pływały po Mississippi, o Nowym Orleanie i o tym, co akurat mijaliśmy.
Dzielnice mieszkalne na peryferiach Nowego Orleanu
Potem, przez całą drogę w głośnikach słychać było spokojną muzykę jazzową (bo nie był to rejs z muzyką na żywo) i każdy oglądał co chciał lub siedział w barze albo w sklepie pokładowym. Według gustu i potrzeb własnych.
Ten pan intensywnie do nas machał. Myślałam, że na znajomego, a on tak do nas.
Była bardzo miła atmosfera, rześki wiaterek łagodził potworny upał, jaki panował tego dnia. Najczęściej siedziałam na średnim poziomie, ponieważ stamtąd najlepiej wszystko widziałam i było tam mało ludzi.
Niektórzy też go pozdrawiali. Ja również machałam.
Oczywiście, że taki rejs jest za drogi (zniżki są tylko dla dzieci), ale być w Nowym Orleanie i nie popłynąć Mississippi River takim właśnie statkiem, to byłby grzech po prostu.
Mijają nas duże statki towarowe
Pogoda w Nowym Orleanie taka sobie. Kilka dni z rzędu już nie padało, ale niebo jest ciągle zasnute, pochmurno, chociaż gorąco. Jednak w żadną pogodę nie można się nudzić w NOLA, dlatego też turyści bez przerwy tu przybywają.
Elektrownia ? ten kolos z prawej zaraz ją zasłoni swoim kadłubem.
Jedni wyjeżdżają, inni przyjeżdżają i żadna pogoda ich nie zniechęca do odwiedzenia tego pięknego, o wyjątkowym charakterze miasta. W naszym hotelu turyści zmieniają się często, ostatnio głównie z Wielkiej Brytanii tu przylatują. Może jakiś rabat mają na samoloty do NOLA?
i tak sobie leniwie płyniemy po Mississippi River
Pojechałam do ZOO zielonym tramwajem w kierunku Carrollton, wysiadłam przy Uniwersytecie Loyola. Piękna i zabytkowa budowla. 
Uniwersytet Loyola, New Orleans
Po przeciwnej stronie jest Audubon Park i przez ten właśnie park przeszłam do ZOO, oglądając po drodze pola golfowe i grę golfistów.
Odbiór zdjęć od pani fotografki
Bilet wstępu do ZOO kosztuje 17 $, ze zniżką dla studentów i seniorów 13 $. Dobrze, że honorują tutaj wszystkich seniorów, bo w niektórych atrakcyjnych do zwiedzania obiektach zniżki są tylko dla stałych mieszkańców i rezydentów Nowego Orleanu.
A na lądzie wita nas pan z pieskiem (pan żywy, piesek nie)
Wszystko w tej Ameryce jest drogie dla Polaków, bo mamy mniejsze pensje i emerytury, niż inne kraje Unii Europejskiej i Stany Zjednoczone. Tacy Anglicy na przykład, Kanadyjczycy czy Niemcy, to spoko, na wszystko sobie mogą pozwolić. 
Pola golfowe w Parku Audubon
Mała woda mineralna na terenie ZOO kosztuje 3 $, to dla Polaków ponad 9 zł! (mała butelka!) W sklepach sieciowych nie jest dużo lepiej, bo za 1 litr wody trzeba zapłacić 3,55 $ czyli 10 zł!. Z powodów bezpieczeństwa pije się tutaj tylko butelkowaną wodę i taką też kupuję do gotowania na kawę. Ale tą kupuję w baniakach 5-cio lub 7-mio litrowych za 3,20, 3,75 $.
Pani kąpiąca psy w fontannie na terenie parku
Dzień na zwiedzanie ZOO zupełnie nietrafiony. Krótko po wejściu na teren, rozpadał się deszcz. Mówiłam, że dawno już nie padało no, to mam. Zwierzęta pochowały się do swoich kwater, a turyści do kawiarni, których jest kilka na terenie ogrodu zoologicznego.
Wejście do ZOO
W słoneczną pogodę z pewnością jest tam bardzo ładnie. Interesujący jest dział „Safari Afrykańskie”, ale i dział azjatycki i amerykański też są ciekawe. Przy zakupie biletu dostaje się ładnie i czytelnie wydany plan ogrodu zoologicznego, więc trudno zabłądzić.
Różowe Flamingi
Zdążyłam zobaczyć zebry, małpy, nosorożce, żyrafy, tapiry. Aligator schował się pod gęstą zieloną rzęsę na wodzie i wystawił na powierzchnię jedynie swój płaski pysk.
Aligator przesunął się cicho tuż pod rzęsą na wodzie
Lamy oglądałam z daleka, bo schowały się pod zadaszenie znajdujące się w sporej odległości od ogrodzenia. Może i dobrze, bo one plują na turystów, gdy są blisko nich. Nie zobaczyłam lwów i fok.
Goryl, w jakimś takim zbuntowanym nastroju. Obrażony, czy co?
Słonia widziałam tylko sztucznego, bryzgającego wodą na małe zwierzątka stojące wokół niego. Taka fontanna jest przy głównym wejściu.
Nosorożce i Zebry
Z powodu deszczu skupiłam się na gadach znajdujących się wewnątrz budynku. Obejrzałam węże, żółwie, iguany, a potem przeszłam do restauracji i zjadłam kreolską potrawę z ryżu i mięsa za 7 $. 
Chłopczyk troszkę boi się podejść, ale tata zachęca
Przed bramą, którą wyszłam z ZOO nie jeździły tramwaje, ale do miasta można dostać się autobusem nr.11, który staje przed samą bramą główną.
Szyja cienka, jak sznureczek
Tym autobusem dojechałam do St Magazine i wysiadłam na skrzyżowaniu z Jackson. Można nim jechać dalej, aż do Canal St i przesiąść się w odpowiedni tramwaj. Jednak ja chciałam pospacerować tymi małymi uroczymi uliczkami, pachnącymi i lśniącymi czystością po deszczu, który w międzyczasie przestał padać.
Rzeźby w Audubon Park
Niebawem będę się już żegnać z Nowym Orleanem. Spacer po naprawdę pięknych, cichych i spokojnych ulicach innych dzielnic, niż French Quarter, jest bardzo przyjemny i wyciszający.
Wędrowcy
Gdy wróciłam do hotelu, w moim pokoju spały dwie Angielki, ale już inne. Tamte przed południem wyjechały. Teraz dzielą ze mną pokój Bekki i Richel. Za wiele ich nie wypytywałam, bo odsypiały podróż, a potem spieszyły się, aby przed nocą zobaczyć życie na French Quarter.
W Audubon Park
Wiem już tyle, że podróżują po Stanach pociągiem, którym ja się właśnie wybieram, ale w odwrotną stronę. One przyjechały tutaj z Chicago. Dopytam, jak się już zaaklimatyzują w nowym miejscu.
Po lewej, ścieżka do biegania, po prawej,rowerowa, a piesi idą po pasach.
Internet znowu nie działa w Marquette Hostel i to nie tylko przed naszym budynkiem, ale również w biurze Michaela. Naprawdę się dziwię, że takie młode chłopaki, jak Michael i Tiena, nie mogą rozwiązać w swoim hotelu problemu z Internetem.
Zdjęcie z małpą na ławce
W zacofanej bądź co bądź Ameryce Łacińskiej Internet lepiej działał, niż w najbardziej niby rozwiniętym kraju świata,  Ameryce Północnej. Liczę na to, że w innych miastach USA takiego problemu nie będzie. Ale jest to wkurzające.
Żyrafy w Audubon ZOO
Piszę więc w wordzie, a jak już się dorwę do Internetu, to skopiuję do bloga i dorzucę trochę zdjęć. Mamy tu dzisiaj  sobotę, 30 sierpnia (W Polsce jest już niedziela 31 sierpnia!). Ledwo wyszłam z hotelu, a rozpadał się deszcz.
W Kawiarni na terenie ZOO, oczywiście, historia jazzu
Myślałam, że jak zwykle, przeczekam pod daszkiem i się przejaśni, ale nie chciało. Z różnym natężeniem, ale padało od 9.oo rano do 16.oo po południu. Rzadko się taka ulewa zdarza. Gdy siła deszczu malała, szło się lub jechało tramwajem dalej.
Wąż w klatce
Gdy deszcz się wzmagał, wszyscy chowali się, gdzie tylko było można. Niesamowite potoki wody. Widziałam zaparkowany mały samochód sportowy, któremu woda sięgała już niemal do okien.  Gość nie będzie zadowolony, gdy to zobaczy, bo chyba do środka woda się przedostała.
Leje, jak z cebra. Zmykam do domu.
I tak chowając się przed następną falą deszczu, trafiłam niechcąco do Station Tourist  Info Center, znajdującym się przy Basin Street. Bardzo ciekawe miejsce. 
Główny hol Centrum Turystycznego
Kiedyś była to stacja kolejowa Basin i zachowano po niej pamiątki w tym Centrum. Już chyba pisałam, że w NOLA, gdzie by się nie poszło, zawsze na coś ciekawego człowiek się natknie.
Mapy, płyty, pamiątki w CIT
To miejsce jest rzeczywiście z myślą o turystach zorganizowane. O niebo lepiej, niż Informacja Turystyczna przy Charles Street. Służą tu szczegółowymi informacjami na każdy temat interesujący turystę. Pracownicy są cierpliwi i tłumaczą tak długo, jak potrzeba.
Prezentowane są stare fotografie i plakaty informacyjne
W Centrum jest oczywiście sklep, bo jakże by inaczej w Ameryce, ale również cafe i nawet coś do zjedzenia można tu kupić. Byłam cała przemoknięta więc z przyjemnością napiłam się gorącej kawy, z którą przeniosłam się do salki kinowej, aby obejrzeć film o Nowym Orleanie i drugi, o Huraganie Katrina.
Historia kolei amerykańskiej
Dopiero potem rozejrzałam się po wnętrzu i zrobiłam kilka zdjęć. Ładnie pokazany jest Nowy Orlean na starych fotografiach i pamiątki po słynnych muzykach jazzowych. Jest tam również interaktywna informacja i samemu można poszukać na ekranie, co nas akurat interesuje.
Pokazują turyście, co może obejrzeć w muzeach NOLA (Muzeum WWII)
Znajdują się tam również duże fotograficzno-opisowe informacje, co dla turysty jest w NOLA ciekawego do obejrzenia. Po zapoznaniu się z tymi propozycjami stwierdziłam, że właściwie  wszystko już widziałam, a nawet więcej, więc mogę już spokojnie udać się w dalszą podróż.
Muzeum  off Art. Można tu uzyskać wszystkie informacje
Radzę turystom, którzy podróżują indywidualnie, aby rozpoczęli zwiedzanie Nowego Orleanu od tego właśnie miejsca, to im oszczędzi czas i ułatwi dokonanie wyboru, co chcą zobaczyć w mieście.
Można napić się tu dobrej kawy
Ja znalazłam to Centrum przed samym wyjazdem z NOLA, ale ja już tak mam, że wszystko zaczynam od końca, a kończę na wstępie. Ważne, że poradziłam sobie i wszystko, co najbardziej jest w NOLA interesujące, widziałam. 
Lub kupić pamiątkę. Mają tutaj fajne drobiazgi dla podróżników.
Nie popłynęłam tylko promem do dzielnicy Algier, chociaż to właśnie tam, na przeciwległym brzegu Mississippi rodził się jazz. Odradzono mi samotny spacer po tej dzielnicy. Jeśli zdążę, to pojadę tam autobusem, aby chociaż z daleka przyjrzeć się tamtym ulicom. Co tam może być takiego niebezpiecznego?
Jak nam jeszcze mało info, możemy sami wyszukć na monitorze
Na przystani promu do Algier rzeczywiście nie było ani jednego turysty, sami młodzi, gniewni, z opadającymi do ud spodniami, z dredami zasłaniającymi posępny wzrok.Większość z nich miała do szlufki przy spodniach przypięty duży scyzoryk. 
Balkonowy Klub Muzyczny zaprasza
Scyzor po prostu, zawieszony na kółku, jakiego wspinacze górscy używają do lin. Było też kilka starszych milczących osób. Trzy razy w czasie swojego pobytu w NOLA podchodziłam do tego promu i trzy razy opuszczałam przystań rezygnując z rejsu. Nie wiem dlaczego, ale tak widocznie musiało być. Ufam swojej intuicji.
szkoda, że zaczynają tak późno, bo bym przyszła
Przechodząc nabrzeżem Mississippi River słyszę z daleka znowu ten piękny, intrygujący instrument, na którym pan siedzący na dachu statku "Natchez" wygrywa moim zdaniem, polskie melodie z czasów Powstania Warszawskiego i z lat 60-tych. Może to jest Polak z pochodzenia z sentymentalnym usposobieniem? 
W tym sklepie z antykami wyszukałam maleńką złotą Statuę Wolności z dzwoneczkiem
Wszak my, Polacy najbardziej kochamy swój kraj, gdy znajdujemy się od niego daleko i nie musimy przeżywać, ani oglądać na co dzień polskiego cyrku rządzących i parlamentarzystów, a w pamięci zostaje nam jedynie nasz piękny, ukochany kraj, nasza ojczyzna w swoim czystym obrazie.
Zaczyna się wieczorne klubowe granie
To granie na dachu statku oznacza, że następni turyści wchodzą po trapie na statek, przed wejściem robiąc sobie pamiątkowe fotki przy ustawionym tam specjalnie sterze.
po drugiej stronie ulicy, kolejka po kawę i gorące pączki (też stałam)
Na Placu Jana Pawła II, przy Parku Jacksona, przed Katedrą, znany nam już zespół old jazz menów gra i śpiewa swoje kawałki. Ludzie zbierają się, słuchają, niektórzy tańczą. W miejscu, gdzie siedział Robert, dzisiaj stoją młodzi jazzmani i teraz oni zagłuszają old zespół, który kilka dni temu nie dopuszczał do głosu Roberta. 
Old jazz meni
Starzy wyjadacze zrezygnowali, złożyli swoje instrumenty muzyczne w środku dnia, schowali je w pokrowce i oddali pole młodym, bo to teraz będzie ich czas, na ich interpretacje jazzu, ich wirtuozerskie szaleństwa z przebojami dawnych lat, które nigdy się nie starzeją i nie tracą na popularności, jak innego rodzaju piosenki.
Młodzi mieli tym razem większą siłę przebicia
Młodzi muzycy są uczniami pobliskiej szkoły jazzu w New Orleans. Nie czekając końca nauki, prezentują  nam swoje umiejętności, zbierając datki do kartonowego pudełka. Starzy siedzą na ławce i patrzą. To idzie młodość, moi panowie, myślę sobie patrząc na nich, ale oni z pewnością też już to wiedzą.
Jak co dnia i co wieczór, każdej kawiarni dochodzi muzyka
Nowy Orlean się odmładza, następuje zmiana pokoleń, ale z pewnością miasto zawsze, do końca Świata będzie żyło wśród rozbrzmiewającej wokół muzyki jazzowej. Bo New Orleans to miasto z duszą, z własnym charakterem, a jak wiemy, charakter ma się raz na zawsze. 
Sztuka artystów Nowo Orleańskich na płocie Parku Jacksona
Jeszcze tylko spacer po Royal St, Decatur St, zimne piwko przy kawiarnianym stoliku na Bourbon St i trzeba wracać do hotelu, pakować bagaże i jechać dalej, wgłąb Ameryki, o której kiedyś Polacy mogli tylko śnić (Dream America,się mówiło),a teraz mogą tu po prostu przyjechać i zwiedzać wzdłuż i w poprzek cały amerykański kontynent.
Na peronie Amtrak. Przyjechał pociąg z Chicago. Takim pojadę.
Amerykę można zwiedzać przemieszczając się wewnętrznymi liniami lotniczymi, pociągami, mega autobusami lub wynajętymi samochodami. Zależy, co kto lubi i na co, kogo stać. Każdego, kto zwiedza ten bogaty przyrodniczo i architektonicznie kontynent, zachęcam do odwiedzenia, chociaż na kilka dni Nowego Orleanu, położonego nad Zatoką Meksykańską w dorzeczu ogromnej rzeki Mississippi. Zapewniam, że warto!
Główny Plac Nowego Orleanu nazwano imieniem sławnego Polaka
Z pewnością wkradły się tu jakieś błędy, ale nie zdążę już przeczytać, ponieważ bateria się kończy, noc zapadła, komary tną. Sprawdzę i poprawię jutro, jak zdążę, a jak nie, to już w nowym miejscu. Może będę tam miała swobodny dostęp do internetu w pokoju?
Randka XXI wieku. Oboje wpatrzeni w swoje komórki.
A gdzie będzie to nowe miejsce popasu? W Los Angeles?, W Chicago, czy w Nowym Yorku? Sama jeszcze nie wiem. Czas pokaże. Jutro jadę na Amtrak po bilet kolejowy. Na dworcu podejmę decyzję.
Spacerek po French Quarter, New Orleans.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz