Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

niedziela, 14 września 2014

Od jazzu do muzyki filmowej

 spakowana, gotowa do dalszej drogi

Ostatecznie opuściłam Nowy Orlean w sobotę 6 września 2014r o świcie. Obudziłam się bez budzika na czas, zdążyłam wynieść z pokoju bagaże, a taxi już podjechała. Michael zamówił prawidłowo, ale drugiego pytania chyba nie zrozumiał, bo kiwał głową, że tak, będzie rano w biurze i odbierze ode mnie pościel i klucze, ale biuro było zamknięte i miałam problem.
Takim ogromnym pancernym pociągiem jadę
Z konieczności zostawiłam wszystko na schodach za krzewem kwiatowym, żeby z ulicy nie było widać, bo nie wiedziałam, co mam z tym zrobić. Wracać się z tym wszystkim tak daleko, na koniec drugiego budynku, jak bagaże już w taksówce? Mam nadzieję, że niebawem ktoś wyjdzie z  biura i zabierze te rzeczy do środka. Napiszę do niego e-maila i zapytam.
W pociągu można pisać, ale dostępu do internetu nie ma
Taksówka z Marquete Hostel na Terminal Amtrak kosztuje 10 $ lecz z bagażami o tak wczesnej porze nie warto ryzykować dojazdu tramwajami z przesiadką, bo można nie zdążyć.
El Paso, granica z meksykańskim Juarez (!)
Na Amtrak odprawa i nadawanie dużego bagażu nie poszło gładko, ponieważ walizka za dużo ważyła i pan kazał mi wyjąć część rzeczy. 3,5 kg! Co ja mam wyjąć! Ok.! wyjmę, ale gdzie mam to włożyć, jak plecak już pełen, a można mieć tylko dwa bagaże? Ok, rozumiem taki wymóg na lotniskach, bo jak samolot przeciążony, to może spaść, ale w pociągu? gdy nie wszystkie miejsca są wykupione?
W wagonie widokowym
Misternie zapakowaną i okłódkowaną walizkę, dodatkowo spiętą paskiem z zamkiem kodowym musiałam rozpakowywać! Skaranie boskie z tymi bagażami! Wyjęłam Nikona, papiery, rozmówki angielskie, bo takie rzeczy najwięcej ważą i przełożyłam je do reklamówki. Laptop i kable miałam już wcześniej w plecaku. Nie wiem, czy mój kręgosłup to wszystko wytrzyma.
Mijane małe miasteczko. TX znaczy, że to już Texas.
Na powrót pozamykałam walizkę na kłódeczki, pasy, a pan mówi, że jeszcze za dużo o 1,5 kg! To nie możliwe, mówię. Pan chyba źle przelicza funty na kilogramy. On mówi, że 50 f mogę mieć, co daje 21 kg. Nieprawda, mówię, to daje 23 kg! Sprawdzałam w Internecie i ustalałam tutaj,  na Amtrak kilka dni temu!
Mijane osiedla ludzkie
23 kg mogę mieć proszę pana. Pokazałam rozpiskę, którą miałam w zeszycie spisaną z Internetu. Przeliczenia na kilogramy i długości. W końcu pan przyznał mi rację i zaopatrzył walizkę w przewieszkę, dając mi kwit i powiedział, ok.!
Bezkres pól w Stanie Texas. Tylko tiry ciągle jadą i pociąg Amtrak
Ze względu na mój słaby angielski, ustalam wszystko wcześniej, na spokojnie i liczę na to, że pracownicy znają się na swojej robocie, zważą, pomierzą, przeliczą wszystko właściwie. Gdy przychodzi  mi od początku dyskutować z pracownikiem odnośnie prawidłowego ważenia na przykład, to się wkurzam, bo znowu muszę wejść w dyskusję i wyjaśnienia. I tracę cenny czas.
Nieraz w oddali zamajaczą jakieś zabudowania
Teraz z biletem trzeba było podejść do stolika, przy którym inny pan wpisywał dane z biletu na listę pasażerów i przydzielał kartoniki z numerem wagonu i miejsca, co też na tej liście odnotowywał. Żółte kartoniki dostawali pasażerowie, którzy wykupili miejsca sypialne, a czerwone pasażerowie tacy jak ja, którzy wykupili normalne siedzące miejsca z rozsuwanymi fotelami i podnóżkami.
Najczęściej przebywałam w tym wagonie
Poprosiłam pana, aby przydzielił mi dobre miejsce przy oknie, ponieważ podróżuję turystycznie i chcę wszystko widzieć. Pan zamieszał w numerkach i wybrał  dla mnie nr.57, który okazał się bardzo dobry. Miałam miejsce przy oknie w wagonie tuż przy wagonie widokowym i restauracyjnym.
Amerykańskie miasteczka: równe ulice , kościół, szkoła, market i biuro szeryfa
Miejsca na nogi między siedzeniami w tych wagonach jest sporo, więc po rozłożeniu fotela można w miarę wygodnie się wyspać. Zajmując swoje miejsce, ten czerwony kartonik trzeba włożyć na górze w szparkę nad swoim siedzeniem, przy stałym numerze siedzenia. Musi być widoczny, żeby się wszystko konduktorom zgadzało.
W wagonie widokowym
Na dole, pod oknami umieszczone są dwa kontakty, dla każdego pasażera osobny, nie ma problemu z ładowaniem baterii do aparatu fotograficznego, komórek, czy laptopa. Nie ma niestety dostępu do Internetu, a łudziłam się, że będzie. Może mam za duże wymagania ?, ale w końcu to Ameryka, więc oczekiwania są większe, niż były w krajach latynoamerykańskich.
W przedziale, owinięta śpiworem szukam tanich hoteli w Los Angeles
Ruszyliśmy w drogę punktualnie. Wagony są klimatyzowane i jest w nich zimno. Przewidziałam to, bo tak było we wszystkich krajach tropikalnych w dalekobieżnych autobusach, więc przypuszczałam, ze również nas wyziębią w pociągu i zawczasu przełożyłam do plecaka śpiwór, polar i skarpetki.
W wagonie widokowym też chłodno, ale można rozgrzać się kawą i pareo wystarczy
Najpierw poszłam kupić kawę w barze, bo rano w hotelu nic już nie piłam, ani nie jadłam, mając wszystko kompletnie spakowane. Na dworcu też nie zdążyłam, bo musiałam przepakowywać bagaże. W pociągu Amtrak kawa kosztuje 2 $. Popatrzyłam w menu na ceny i stwierdziłam, że wszystko jest dokładnie dwa razy droższe, niż na lądzie.
Chinka cały czas robiła zdjęcia prerii Texasu
Wzięłam własne kanapki, które przygotowałam wieczorem i swoją wodę mineralną. Nie wiem na jaki czas mi to wystarczy, ponieważ nie wiem, jak długo będzie trwałą podróż. W pociągu pan na zmianę z panią, podają przez głośniki jakieś informacje, ale ja zupełnie nie wiem, co oni mówią. Mam nadzieję, że nic istotnego. Posiedziałam z kawą w wagonie widokowym i zrobiłam kilka zdjęć.
Stoimy w Houston 4 godziny
Amerykanin z Texasu z panią i małolatem siedzący przy mnie prosili, abym zrobiła im wspólne zdjęcie ich komórką, więc ja również poprosiłam o zdjęcie, bo mały aparat mam zawsze przy sobie w kieszeni. Pani zapytała skąd jestem, a gdy jej powiedziałam, wyraziła entuzjazm, pomyślałam więc, że może ma w Polsce rodzinę? Ale nie, ona po prostu lubi Polaków.
Hala dworca kolejowego Amtrak w Houston
No, to jest mi bardzo miło, powiedziałam i zaraz sobie przypomniałam, jak to w jednym z krajów latynoamerykańskich odpowiedziałam również na takie pytanie, co pytający skomentował: „nie lubię Polaków”. Było mi wtedy przykro. Zżymam się, gdy na podstawie spotkania kiedyś tam, niezbyt może miłej osoby z innego kraju, ocenia się cały naród.
Informacje dla turystów
Oni wysiedli po godzinie na małej stacyjce. Okazuje się, że pociąg Amtrak jedzie bez przerwy, a  zatrzymuje się jedynie na stacjach, na których wysiadają pasażerowie (według listy). Pracownicy składu pociągu mają też na bieżąco info, na których stacjach pasażerowie będą wsiadać, skąd–dokąd zakupiono bilety.
Kasy i obok na ścianach historia miasta
Dobry pomysł i jaka wygoda dla pasażerów! W końcu mamy XXI wiek i z komunikowaniem się na trasie podróży nie ma żadnych problemów, jeśli tylko nadal wszyscy znajdujemy się nadal na planecie Ziemia. Stacje Amtrak są bardzo małe, niektóre wręcz baraki z kasą i ławkami dla pasażerów. Firma nie inwestuje w takie rzeczy pieniędzy. Ale działa sprawnie.
Czekając na dworcu, można sobie historyczne ciekawostki poczytać
Po drodze mijaliśmy wsie i małe miasteczka. Wszędzie parterowe, podłużne domy z drewna, takie kontenery dosłownie. Niektóre autentyczne kontenery ustawione na słupkach i przystawione do nich schodki, ale zadbane, wstawione okna z fantazyjnie ułożonymi firankami, wokół ustawione pojemniki z kwiatami, zasadzone krzewy, i przed każdym domem stoi samochód lub dwa.
Wieżowce Houston
Niektórzy ludzie w domy nie inwestują. Może mają rację. Jesteśmy tu w końcu tylko przelotnie, na jakiś czas, więc cieszmy się samym istnieniem i wykorzystujmy czas po pracy na przyjemności, a nie na robotę.
Czerwone numerki nad siedzeniami
Pogodę zostawiliśmy za sobą, rozpadał się deszcz i tak już trwało całą drogę. Tysiące kilometrów i wszędzie deszcz!. Przedziałów w tym pociągu nie ma. Są po dwa siedzenia z każdej strony, w wolnej przestrzeni wagonu, jak w samolocie.
Żegnam Houston i jadę dalej
Facet z ręką na temblaku był moim sąsiadem, ale jak poszedł do wagonu widokowego i do baru, tak go długo nie było. Gdy wrócił, nie miał już temblaka na ręku. Stałam się podejrzliwa.
Jestem w Hollywood !
Pisałam przez pewien czas, bo cóż innego można robić w długiej podróży pociągiem, skoro nie ma Internetu? Miałam przy sobie książeczkę z adresami hoteli i hosteli w Stanach Zjednoczonych i w Kanadzie, którą zostawiły mi dziewczyny z Anglii.
Gwiazda Jennifer Lopez, a stopy moje
Czytałam, licząc że znajdę coś dla siebie w Los Angeles na kwaterę. Takie książeczki, podobnie jak wyszukiwarki internetowe nie zawierają jednak rzetelnych informacji i omijają naprawdę korzystne oferty noclegów. Wydawcy są chyba sponsorowani przez pewne firmy. Tak myślę.Więcej w nich reklam drogich hoteli, różnych sklepów i restauracji, niż praktycznych informacji dla turystów.
Hollywood, Bulwar Zachodzącego Słońca
Zatrzymaliśmy się w większej miejscowości, Lafayette. Sporo ludzi wysiadło, ale też doszło nowych. Niektórzy wyszli na peron na papierosa, bo w pociągu nie wolno palić. Przy okazji rozgrzeją się trochę, ponieważ na zewnątrz jest upalnie mimo deszczu, a w pociągu zimno. Stacja i peron oznaczone są  logo Amtrak, z czego wnioskuję, że na tej trasie jeżdżą tylko pociągi tej firmy. Tory, perony, stacje na całej trasie należą chyba tylko do nich. W Ameryce, to możliwe.
Widok z Hollywood na Down Town LA
Gdy wrócił mój sąsiad, już bez temblaka, ze sprawną ręką, zaczął ze mną rozmawiać. To spawacz. Miał wypadek przy pracy i poszarpało mu rękę, którą ma teraz spiętą na blaszane klamry, ale nie lubi nosić temblaka, więc zdejmuje go, gdy tylko może. Hose ma na imię i jest z Hondurasu. Do Los Angeles jedzie do pracy.
Zatrzymałam się w hotelu."Banana Bungalow" przy Hollywood Blv 2020
Ma ułatwioną sytuację, ponieważ jest już tam jego brat z rodziną. Wyjdą po niego na dworzec i będzie u nich mieszkał. Brat załatwił mu również pracę w LA. Pewno na stróża nocnego, bo przecież z tą oklamrowaną ręką na budowie nie będzie mógł dłuższy czas pracować.
Patio. Przy rowerach okna mojego pokoju 206
Gdy zatrzymaliśmy się w Houston, konduktor powiedział, że mamy czas trzy godziny i możemy wyjść zwiedzić miasto. Zwiedzić miasto Houston w trzy godziny? Paradne! Poszłam jednak na dworzec kolejowy, bardzo ciekawy, z działem historycznym, chociaż też bardzo mały, jak na miasto o tej klasie.
Bob wydaje nam tu śniadania i kawę.W automacie można kupić inne napoje
Zwiedziłam też kilka ulic w pobliżu dworca, mając ciągle pociąg na oku, aby mi nie odjechał. Wiem, że gdyby ruszył i tak już bym nie zdążyła do niego wrócić, ale skoro wszystko jest własnością Amtrak, to z pewnością by nadali ze stacji informację, aby zabrano moje rzeczy i schowano na dworcu w Los Angeles.
Zazwyczaj siedzę przy stoliku z jajem
Ja dojechałabym następnym pociągiem Amtrak, który będzie tędy jechał za dwa dni. Zwiedziłabym wtedy rzeczywiście miasto Houston, jak należy. Dokumenty i pieniądze miałam przecież przy sobie. Lęku nie ma.
Garden. Tu jemy śniadania, a wieczorem różne inne rzeczy
Z Houston ruszyliśmy w dalszą drogę po czterech godzinach. Nikt się tutaj nigdzie nie spieszy i nikt nie okazuje irytacji w sprawie opóźnienia. W San Pedro staliśmy następne dwie godziny. Żaden problem. Zaczęłam podejrzewać, że w ten sposób będziemy jechać do Los Angeles jakiś tydzień.
Można tu znaleźć takie zaciszne kąciki w cieniu młodych palm
Krajobrazy Teksasu to niemal same prerie i całe połacie ziemi ogrodzone drutami i palikami. Czasami widać pasące się stada koni, a czasami kóz. Mijaliśmy również wielohektarowe uprawy plantacyjne. Nieraz po środku pól znajdowały się zabudowania, do których prowadziła dobrze utrzymana prywatna droga. Trzeba mieć w sobie dużo samozaparcia, żeby mieszkać na takim odludziu.
Patio rekreacyjno - wypoczynkowe
To bogaci farmerzy. Mają swoje samochody i często helikoptery lub małe samoloty, jednak co chwila się nimi nie jeździ do miasta. Większość czasu pochłania praca i dom. Oni mają to w jednym miejscu, więc do ludzi raczej rzadko jeżdżą. Rodziny skazane są na własne towarzystwo. Jestem pewna, że w niedzielę jeżdżą do miasteczka do kościoła. Wtedy prowadzą życie towarzyskie. Tak, jak kiedyś.
Lulu, manager hotelu. Pomaga mi w razie potrzeby, bo zna język polski
Zmieniło się jednak trochę, ponieważ wszystko, co dzieje się na świecie mogą oglądać w telewizji, z dalszą rodziną i przyjaciółmi rozmawiać przez komórkę lub skype, sprawy urzędowe i bankowe załatwiać przez Internet. W Internecie mogą również nawiązywać znajomości lub prowadzić dyskusje kulturalne w internetowych klubach dyskusyjnych. Faktem pozostaje, że na farmie pozostają sami i żadnego żywego sąsiada po horyzont nie widać. Każdy ma swój sposób na życie.
Aleja gwiazd w spokojniejszej części Bulwaru Hollywood
Jechaliśmy przez stany: Luizjana (Lafayette, Lake Charles), Texas (Houston, San Antonio). W El Paso zaczepiliśmy o Nowy Meksyk, niemal ocierając się o granicę z Meksykiem. To właśnie tam jest to najbardziej niebezpieczne przejście graniczne, Juarez, o którym oglądaliśmy reportaż w polskiej tv. Następnie jechaliśmy przez stan Arizona (Tucson, Phoenix). Gdy zatrzymaliśmy się na chwilę w  Palm Springs, wiedziałam już, że jesteśmy w stanie California i zbliżamy się do Los Angeles.
Ulica  Hollywood
Spakowałam rzeczy i przeniosłam wszystko do wagonu widokowego. Za oknem świtało. Kupiłam kawę, wyjęłam aparat fotograficzny i obserwowałam, jak California budzi się do życia, do przywitania kolejnego  dnia.
Chiński Teatr. Czasami nie wiem, czy w Chinach jestem,czy w Ameryce
Pośród różnych niepewności istnienia, jedno jest od wieków przewidywalne, że wstanie następny dzień, rozjaśni się niebo, wyjdzie słońce, a ludzie podniosą się ze swoich posłań w domach, hotelach, parkach, przy śmietnikach, czy gdzie tam akurat nocują.
Ulica Hollywood
Wstaną i dokonywać będą po raz nie wiadomo który, tych samych czynności, aż do samego wieczora. Dzień w dzień, aż do końca swojego istnienia. Po nich czynić to będą następni. I tak całe wieki. Ziemia będzie się jeszcze jakiś czas kręcić w takim rytmie, proszę państwa.
Napis góruje nad miasteczkiem filmowym
Do Los Angeles dotarliśmy ostatecznie w poniedziałek 8 września o godzinie szóstej z minutami, rano. Najpierw kawa i próba zdobycia informacji na temat tanich hoteli–hosteli. Stanowisko informacji czynne dopiero od godziny 9.oo.Czekanie na bagaż zajęło 45minut, poszłam więc na kawę i kanapkę, potem wróciłam do informacji, ponieważ zacząć trzeba od mapki, info o autobusach miejskich, metrze i hotelach.
Gwiazda Paderewskiego, ale bez imienia. Na pewno chodzi o Ignacego.
Bez tych spraw nie ma co nawet wychodzić z dworca. Los Angeles, to ogromne miasto. Drugie co do wielkości po Nowym Yorku! W ciemno się nigdzie nie trafi, jak to było na przykład w Boquete.
Budynek CNN
W info dostałam, o co prosiłam i ruszyłam w miejski gąszcz. Najbliżej znajdowała się chińska dzielnica. Pomyślałam, że tutaj z pewnością znajdę tanie hotele, ale to nie Azja. Chińczycy w Ameryce są wymagający. Żyją w swoich enklawach po swojemu, ale biznes prowadzą po amerykańsku.
Centrum uciech
Najwięcej jest tutaj chińskich sklepów i restauracji. Byłam przyzwyczajona, że w chińskich dzielnicach różnych innych państw, hotel niemal przy hotelu stoi. W Ameryce to myślenie nie miało podstaw.
Centrum muzyczne
Jeśli już znajdzie się jakiś chiński hotel, to jest on bardzo drogi, chociaż standard w nich nadal chiński. Zresztą tutaj chińskich hoteli - hosteli jest bardzo mało. Nie lubią w nich przyjmować obcych. Często prowadzą łączony biznes, własne mieszkanie na górze, na dole sklep, obok restauracja i kilka miejsc noclegowych, ale trzymają je dla swoich.
Boczna uliczka w pobliżu hotelu
Wiem, bo skierowano mnie do takiego miejsca, wejdź do restauracji, powiedziano, oni mają noclegi, ale Chinka najpierw nie chciała się wcale przyznać, że na tyłach zabudowań prowadzi hotelik, a potem powiedziała, że nie ma miejsc.
Restauracja wprost z westernu
Chińczycy przybywają tu bez przerwy. Do pracy, na stałe lub na jakiś czas, bądź turystycznie. Zawsze meldują się najpierw w swojej dzielnicy i tam otrzymują potrzebne informacje oraz noclegi. Wszyscy Chińczycy robią zakupy w chińskich sklepach i żywią się w chińskich restauracjach. Są solidarni.
Wnętrze lokalu. Ujeżdżają tu byka, wokół areny jest bar
Nie ma tutaj żadnych straganów, ani blaszaków z plastikowymi krzesełkami, lecz w miarę normalne sklepy i restauracje, wokół których nie walają się śmieci, nie pasą się bezdomne psy i koty. W restauracjach po chińsku, lada, na niej gary z jedzeniem na wodnych podgrzewaczach. Idzie się z tacą  wzdłuż lady i wybiera potrawy. Stoliki normalne ze stabilnymi krzesłami. Może za ten podwyższony standard płaci się więcej?
Hokus pokus...na całym świecie ludzie wierzą w przepowiednie i takie tam
Nie szukałam dłużej hotelu w City Los Angeles, wychodząc z założenia, że skoro Chińczycy nie oferują miejsc w swoich hotelach, a w nielicznych hostelach tak drogo żądają za wspólny pokój, bądź co bądź poza szczytowym sezonem turystycznym, to Amerykanie z pewnością taniej nie będą liczyć. Trzeba szukać czegoś w dalszych dzielnicach.
Na tym wzgórzu mieszkają aktorzy
Na jednej z otrzymanych mapek, które zawsze  upstrzone są reklamami, bo rozdawane za darmo, ponieważ płacą za nie reklamodawcy, znalazłam dwa adresy hosteli dla backpackersów.
Wiewiórka na schodach
Jeden z nich też drogi, jak u Chińczyków, ale drugi, w Hollywood, okazał się tańszy, co nie znaczy, że tani, ale zyskałam już świadomość, że odkąd przekroczyłam granicę Stanów Zjednoczonych, tanie podróżowanie mam już za sobą. Również o private room muszę absolutnie zapomnieć. Wchodzę we wspólnoty.
Byłam świadkiem wypadku. Pani najechała pana na motocyklu
Znowu miałam farta, ponieważ managerką „Banana Bungalow”, gdzie w końcu trafiłam jest Lulu, pochodząca z Polski. Słyszała, jak załatwiałam pokój w recepcji i się włączyła do rozmowy. Obiecała zawsze pomóc, gdy zajdzie taka potrzeba. Fajnie usłyszeć, jak ktoś stale mieszkający w Stanach, mówi  do ciebie po polsku. Zaraz pomogła mi obsłużyć bankomat i udzieliła informacji na temat życia hotelu.
Aleja Gwiazd - Hollywood Bulwar
Obsługa bankomatów jest tutaj prosta i bezpieczna. Wkłada się kartę, wyjmuje ją i teraz dopiero naciska się odpowiednie klawisze na pin i kwotę. W razie jakiegoś błędu, karta jest bezpieczna w kieszeni. Lubię takie proste urządzenia. Miałam taki bodajże w Belize i było ok.
Filmowe Studio Castingowe
Życie hotelu jest bardzo urozmaicone. Są rozpisane atrakcje na każdy dzień tygodnia i codziennie wieczorem, gdy turyści już wrócą ze zwiedzania, mają tutaj wspólne wieczory  zagospodarowane, co ułatwia integrowanie się ludzi z różnych krajów. Rozpiska, co kiedy będzie i w którym miejscu, wisi zawsze przy wejściu do recepcji.
Szkoła Filmowa w Hollywood
Urządzane są wspólne kolacje, na przykład jakaś włoska lub azjatycka potrawa jednogarnkowa za 5 $ lub grill w garden. Nie trzeba już w mieście na drogi obiad chodzić. Coś się w mieście przy okazji zwiedzania przekąsi, a wieczorem w hotelu można zjeść gorące danie taniej. I do tego piwko "Lite" za 1,50 $, zakupione obok w sklepie u Chińczyka. W patio i w garden, zawsze wieczorem jest wesoło i gwarno.
W tym miejscu odbija się w prawo i wjeżdża na wzgórze Hollywood
Szef puszcza muzykę, ludzie jedzą, piją i gadają. Są dni, gdy organizowane jest karaoke. Wtedy jest jeszcze weselej. Wieczorne życie głównie się toczy na patio, które jest tutaj trochę inne, niż dotychczas spotykane. Jest to spora przestrzeń  między zabudowanym w prostokąt hotelem.
Kawiarenka z muzyką na żywo
Cały ten obszar wyłożony jest gładką posadzką, na której stoją kanapy, fotele, krzesła, różne małe stoliki. Jednocześnie wjeżdżają tu bramą samochody i ustawiają się pod zadaszeniem z boku, w pobliżu pralek. Sporo bowiem osób przyjeżdża tutaj własnymi samochodami, niektórzy mają wypożyczone na klika dni i też tutaj, w wewnętrznej części hotelu je garażują.
Tu pierzemy swoje rzeczy, ale dopiero od g.16.oo można zacząć.
Pralek stoi kilka. Idzie się do recepcji po przydział porcyjki proszku do prania. Po wrzuceniu do pralki rzeczy i proszku, wkłada się w taką prostokątną szufladkę 4 sztuki 25-ciocentówek i jedną 5-ciocentówkę, dociska szufladkę i koniec. Woda się wlewa i rzeczy się piorą. Potem zabieramy rzeczy do pokoju i end.
Wejście z patio do garden 
Gdy w pokoju nie ma gdzie rozwiesić rzeczy, można skorzystać z suszarki, do której jednak też trzeba wrzucić centówki. Dwa razy po 25 centów. Z pralek można korzystać od godziny 16.oo po południu, do świtu. W dzień pralki służą do prania bielizny pościelowej i ręczników hotelowych.
Mówią na to Egipskie Rondo, ale wszystko jest chińskie
Do „Garden” wchodzi się z patio wąską bramą i schodzi schodkami w dół. Tam urządzony jest  bar, stoją stoliki i wysokie krzesła oraz normalne, małe stoły z krzesłami. Barman wydaje tam od godziny 8.oo rano śniadania. Różne rodzaje płatków śniadaniowych z mlekiem (ja proszę zawsze o mix, bo tak lubię) oraz tosty, masło, dżem i masło orzechowe. Kawę i herbatę nalewamy sobie sami i pijemy ile chcemy.
Widok na ulicę z tarasu widokowego Bramy Egipskiej
Zadaszony bar i stoliki mieszczą się pod gołym niebem. Można zabrać ze sobą na śniadanie jakieś swoje dodatkowe produkty zakupione w mieście i trzymane w pokojowej lodówce, żeby wzmocnić kaloryczność  śniadania wydzielanego przez Boba.
Ludzie filmu
Przy stole w garden swobodnie można przyrządzić sobie dodatkową porcję śniadanka. Zazwyczaj biorę z sobą pomidora i jajko gotowane na twardo (w Seven-Eleven sprzedawane są już ugotowane, pakowane  po 2 szt w pojemniczku), lub pojemnik greckiej sałatki.
Słynne od lat logo filmowego miasta
Można też samemu przyrządzać sobie bardziej pożywne śniadania, obiady lub kolacje, ponieważ w każdym pokoju jest urządzony kącik kuchenny (piszę i cały czas słucham, jak za oknem śpiewają karaoke, a inni, na kanapach gadają i gadają sobie przy piwku. Fajna atmosfera i fajna muzyka).
Bulwar Hollywood
No więc mamy w pokoju szafki kuchenne, sztućce, talerze, zlewozmywak, stół, kuchnię gazową czteropalnikową, dużą lodówkę, na niej telewizor, ale jeszcze go nie włączałyśmy, bo zawsze mamy muzykę na żywo tuż przy pokoju.
Sklepy w Hollywood
Oglądać TV nikt tu nie ma ochoty, prędzej w swoich komórkach lub na laptopach dziewczyny coś robią, tak jak ja. Do późna zresztą wolą siedzieć na zewnątrz z innymi turystami w patio, to potem już jedynie spać się chce, po całodziennym zwiedzaniu i hotelowych atrakcjach.
Marylin Monroe w chińskim teatrze (TCL , to Chinese Theatres)
Nasz pokój mieści się na bardzo niskim parterze, dwa okna wychodzą na patio. W kuchni i w łazience również są okna, wychodzące na garden. W kranach jest ciepła woda. W pokoju mamy mały stolik i krzesło, półki na rzeczy, które chcemy mieć pod ręką.
Wejście do studia muzycznego
Pod łóżkiem każda osoba ma dla siebie sporej wielkości płaskie, zamykane pudło plastikowe na różne rzeczy. Świetny pomysł z tym pudłem. Trzymam tam zapasowe buty, parasol, kosmetyki, polar, różne mapki.
"Forrest Gump" w chińskim teatrze
Nie trzeba bez przerwy wszystkiego szukać w walizkach. Są też szafki zamykane na kłódki na cenniejsze przedmioty. Tam trzymam aparat fotograficzny i laptop, a na noc dokładam do szafki plecaczek z dokumentami i pieniędzmi. Trzeba przyznać, że właściciele o wszystkim pomyśleli, aby turyści dobrze i bezpiecznie się czuli.
Zaprasza główny bohater, Tom Hanks, jak żywy!
Na drzwiach od łazienki jest duże lustro, a pod sufitem dwa wentylatory. W patio i w garden znajdują się kontakty, do których można podłączać się z laptopami i jest tam dobry dostęp do Internetu. W tym hotelu nie można jednak przebywać dłużej, niż 28 dni. Nie wiem dlaczego tak ustalono.
To tutaj aktorzy odciskają w cemencie swoje dłonie i stopy na wieczność.
Chodzi chyba o to, aby zbyt wielu rezydentów nie blokowało miejsca dla innych turystów. Takie tu ustalono zasady i nie ma co dyskutować, tylko po określonym regulaminowo czasie trzeba jechać do San Francisco.
Był już jeden aktor Prezydentem, teraz Prezydent będzie aktorem?
Hotel jest w porządku. Brama zamykana na kod, pokoje na zamki. Znowu nie wszystkie dziewczyny zamykają po powrocie w nocy pokój od wewnątrz, ale nikt obcy z ulicy tu się raczej nie dostanie.
Zabytkowy kościół w Hollywood
Do pokoi na piętrze wchodzi się schodami na zewnętrzne, otwarte na patio korytarze z drewnianą balustradą, jakie widywaliśmy na filmach amerykańskich, np. w westernach takie były przy hotelach i Saloonach. Z tych korytarzy wchodzi się bezpośrednio do każdego pokoju z osobna.
Wszyscy kochają Toma Hanksa
W westernach pod tymi drewnianymi balustradami wiązało się konie. Teraz parkuje się tam samochody. Ot i cała różnica. Ludzie tak, jak kiedyś, jedzą, piją, rozmawiają, z tą tylko różnicą, że nie strzelają do siebie. Wtedy każdy miał stale przy sobie pistolet lub strzelbę. Teraz każdy ma komórkę.
Kirk Douglas znalazł się w towarzystwie Toma Hanksa
Hollywood to duża dzielnica Los Angeles. Połączona jest siecią metra i metro busów, które dowożą ludzi z różnych stron miasta do wybranej stacji metra. Bilet miesięczny jest tutaj dla mnie o wiele tańszy, niż był w Nowym Orleanie, zniżkowy dla seniorów kosztuje 14 $ . Jednorazowy bilet na metro lub metro bus kosztuje 2,50 $, a dobowy 5 $.
Marylin Monroe. Odtwarzanie znanych postaci dla zarobku.
Bilety wstępu do różnych atrakcyjnych turystycznie miejsc są drogie, a zniżki znikome, o 1, 2 dolary mniej, niż normalny ticket. Jeszcze nigdzie nie wchodziłam, bo na razie na zewnątrz jest mnóstwo rzeczy do obejrzenia. Główną ulicą jest tutaj Hollywood Bulvard, przy której mieszkam.
Budynek Capitol Records w Hollywood
Hotel stoi blisko skrzyżowania z Bronson Street. Tak trzeba określać położenie przy Hollywood Bulvard, ponieważ to bardzo długa ulica, ciągnąca się przez całe Hollywood, u podnóża góry, na której stoi słynny napis. Na wzgórzach stoją domy aktorów, a na dole mieszkają zwykli ludzie.
Słynny sklep muzyczny
Na dole wszystko jest, jak w innych miastach, to znaczy różne instytucje miejskie, sklepy, kawiarnie, restauracje, teatry, galerie itd. Toczy się tu zwykłe życie. Ku mojemu zadowoleniu są tutaj również sklepy Seven-Eleven, jakie były w Singapurze.
Gwiazda Binga Crosby
W Seven-Elewen można wszystko kupić, co podróżnikowi do życia jest potrzebne, można zrobić sobie kawę i kupić gotową kanapkę za niewygórowaną cenę oraz wodę mineralną. Można kupić chleb, porcję wędliny, papier toaletowy, mydło, pastę i szczoteczkę do zębów.
Tak sobie chodzimy i depczemy po tych gwiazdach
Dostaniemy tu małe porcje proszku do prania, kłódeczkę do szafki lub walizki, srebrną taśmę, bilety na metro, karty pamięci do telefonu i aparatu fotograficznego, przełącznik do prądu o właściwej wtyczce, lekarstwa pierwszej potrzeby, plastry opatrunkowe, krem. Sklep jest po prostu uniwersalny.
Seven-Elewen w Hollywood
Na Hollywood Bulvard znajduje się Aleja Gwiazd z nazwiskami słynnych aktorów, reżyserów, muzyków i piosenkarzy oraz  chodnik (to dwie odrębne rzeczy), na którym gwiazdy zostawiają odcisk swojej stopy i ręki oraz autograf. Niektóre z tych pozostawionych po sobie indywidualnych śladów z czasów własnej świetności, pochodzą z lat czterdziestych i pięćdziesiątych ubiegłego wieku.
Filmowcy. Ta w czerwonym po prawej,to aktorka
Codziennie w mieście można spotkać aktorów, reżyserów i operatorów, bo nagrywane są na ulicach sceny do filmów. Normalnie, wśród autentycznych przechodniów realizowany jest scenariusz, jeśli przewiduje jakąś akcję na ulicy. Nieraz aktorzy muszą przeczekać, aż ludzie przejdą i na chodniku zrobi się luźniej, żeby powtórzyć scenę.
Ekipa filmowa przy pracy
Ja też często tak przeczekuję, żeby zrobić zdjęcie jakiegoś  obiektu, bo wszędzie pełno ludzi. Filmowcy nie reagują na robienie przez turystów zdjęć aktorom i ekipie, to znaczy, że można. Ja zrobiłam zdjęcie aktorce o imieniu Venice i jej managerce Julii. Przedstawiły mi się, to ja z grzeczności też im się przedstawiłam, że jestem Sofia z Polski. No, czasami taki głupek jestem.
Z lewej Venice, a z prawej Julia
Potem dopiero załapałam, że to przecież ich wcale nie obchodzi, ważne aby inni wiedzieli o niej, co to za aktorka, żeby sławę zdobyła i stała się znana. Nawet Julia nie chciała mi z początku powiedzieć swojego imienia, tylko wskazywała na Venice, że to ona jest tutaj ważna. Dopiero Venice powiedziała mi, że to Julia, jej managerka.
Takie Hollywood  znałam z przekazów medialnych, teraz oglądam je w realu
Julia dwa razy powtarzała mi też nazwisko Venice, ale ja oczywiście zapomniałam. Taki obciach! ale ostatecznie to nie jest jeszcze bardzo znana aktorka, a nazwisko dla Europejczyka trudne do właściwego wymówienia, bo jak już wspominałam, Amerykanie mówią gardłem. Usprawiedliwiam się.
Filmowcy na ulicy
Drugiego dnia znowu kręcili film, już w innym miejscu, ale ten reżyser wydawał mi się znany z różnych przekazów medialnych, lecz nie mogę wpaść na jego nazwisko. I tak to już w tym Hollywood będzie. Co rusz spotyka się tutaj jakieś znajome osoby i myśli intensywnie, skąd ja znam tą twarz?
Aktorka z reżyserem. Jakaś znana twarz, prawda?
Tom Hanks siedzący na ławce w publicznej przestrzeni Hollywood ze swoim prezentem i walizką, nie budzi żadnych wątpliwości. Któż by nie pamiętał Forrest Gump?  Film ten ma już 20 lat, a ludzie ciągle go pamiętają za przyczyną świetnie odegranej postaci głównego bohatera przez Toma Hanksa. Film pełen jest też powiedzonek, które są pamiętane i cytowane.
Takie zdjęcie, to obowiązkowo trzeba mieć
Na przykład: „większość ludzi, jeśli ma usta zamknięte, nie sprawia wrażenia głupków”, albo „zawsze staraj się postępować, jak należy. Chyba, że sumienie Ci nie pozwala”, lub ten „nawet jak jesteś idiotą, staraj się nie być głupi”
Po lewej, Teatr Pacyfik. Na wprost, CNN.
Cytat  „Życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz co się trafi” był bardzo popularny swego czasu i moja imienniczka Zosia obserwująca mnie na  facebooku zacytowała go pod umieszczonym przeze mnie zdjęciem z Tomem Hanksem w Hollywood.
Moje pokolenie oglądało w filmach takich aktorów
„Masz większą szansę wygrać na loterii, jeśli kupisz los” to bardzo twórcza myśl. Cały film roi się od powiedzonek łatwych do zapamiętania i cytowania i również z tego względu stał się filmem kultowym poniekąd. Chociaż pamiętany jest głównie za przyczyną gry Toma Hanksa.
Na chińskim tarasie widokowym. To nie aktorka lecz turystka z Japonii
Sama fabuła filmu jest bardzo sentymentalna, taka typowo amerykańska bo i jest tu lekko upośledzony, chwilami bezradny mężczyzna i miłość. Szczęście i nieszczęście oraz dziwny splot okoliczności i przypadków o niespodziewanych rezultatach. Amerykanie lubią takie wzruszające filmy. Forrest Gump dostał Oscara. Ja uwielbiam komedie romantyczne, takie trochę mniej łzawe, ale również wzruszające z dobrymi aktorami i ładnym  podkładem muzycznym.
A to ja, turystka z Polski
W Nowym Orleanie wszędzie wokół rozbrzmiewała muzyka jazzowa, w Hollywood słucham głównie muzyki filmowej i tak sobie myślę, że świat chyba nie mógłby istnieć bez muzyki. Muzyka budzi skojarzenia. Dla każdego inne osobiście, ale ogólnie, na podstawie słuchanej muzyki kojarzy się tytuł filmu, nazwisko aktora, który zrobił na nas największe wrażenie. No i fabułę.
Wejście do Metra "Hollywood Vine", nieopodal którego mieszkam
(na powyższym zdjęciu te czarne kółka na suficie stacji metra,to szpule od taśm filmowych). Bywa, że film był kiepski, ale muzyka napisana do niego wspaniała, poruszająca, piękna i za jej przyczyną na długo został zapamiętany również ten kiepski film. Świadczy to o ważnej roli, jaką spełnia muzyka w filmie.
Tego aktora to już chyba tylko moje pokolenie pamięta. John Wayne, grał w Westernach
To za jej przyczyną widzowie się wzruszają lub obruszają mimo, że wpatrzeni w akcję, niby nie słyszą muzyki, skupiając się na akcji filmu, ale gdyby ją wyłączono i puszczono film „na sucho” bez muzyki, akcja z pewnością nie byłaby odbierana tak emocjonalnie. Kiedyś, gdy były filmy nieme, gra i mimika aktorów dopiero z włączoną osobno muzyką zapewniała właściwy odbiór.
Prezydent Obama jest tu wykorzystywany na wszystkie sposoby
Hollywood, mimo że toczy się tu zwykłe, codzienne życie jego mieszkańców, jest jednak inne, niż zwykłe miasteczko, czy dzielnica miasta. Ma swoją wyjątkową atmosferę, jakby ciągle tu była niedziela. Ludzie chodzą jakoś tak dostojniej, ciągle odświętnie ubrani, swobodni. Nie ma na ulicach nerwowego pośpiechu, przepychania się ludzi z torbami zakupów, tłoku w autobusach, czy metrze.
Chińskie Centrum sklepowo - restauracyjno - rozrywkowe
Co pewien czas spotyka się na ulicach w biały dzień, osoby wystrojone wieczorowo lub kostiumowo. To aktorzy i statyści. Oni też tu żyją na co dzień i ciężko pracują. Nieraz cicho przejeżdża obok błyszcząca limuzyna, długa, jak tasiemiec. Ona też gra w filmie, ale niekoniecznie. Aktorzy mają tu różne dziwne samochody. Zawsze mieli słabość do ekstrawagancji w ubiorze i w samochodach.
Ludzie przychodzą tu, jak do Świątyni Artystów
Hollywood jest czyste. Na bieżąco usuwane są śmieci z pojemników, ulice są zamiatane, żadnych pozostałości po zabraniu śmieci nie może być. Trawniki są strzyżone. Na stacjach Metra posadzka jest bez przerwy przecierana na wilgotno i nie ma prawa leżeć tam żaden śmieć.
Odciski dłoni rąk, stóp i autografy artystów oglądają wszyscy turyści
Nawet przy warsztatach samochodowych wszystko jest poukładane na swoich miejscach i wszędzie  jest czysto. Aż wychyliłam się ze zdziwienia, gdy zobaczyłam z okna metra złomowisko starych samochodów. Wszystkie poukładane piętrowo jedne na drugich i tak całe równe rzędy zmiażdżonych na płasko starych rupieci samochodowych, ułożone w równiutkie stosy na czystym placu.
"Hot Rock" sklep dla hobbystów
Na Hollywood Bulvard jeździ linia czerwona.  Nie jedzie cały czas tunelami podziemnymi. Spora część metra jeździ na powierzchni, przecinając duże skrzyżowania ulic. Bezpieczeństwo nie jest regulowane szlabanami, lecz po prostu światłami ulicznymi, jak dla samochodów. Jest światło czerwone, to nikt nie ma prawa przechodzić i tyle. Ogromne wagony jadą z właściwą sobie prędkością przez miasto, a potem znowu chowają się pod ziemię.
Wejście do Metra.Wszystko tu złote, jak to w Hollywood
Są też Metro busy łączące różne części miasta ze stacjami Metra. Podoba mi się sposób przewozu rowerów. Otóż na przodzie, przed maską autobusu są specjalne urządzenia. Człowiek z rowerem podchodzi pod maskę autobusu, samobójca jakiś, czy co? pomyślałam widząc to pierwszy raz. A on wkłada rower na drążki, zapina go zaciskiem i spokojnie wchodzi do autobusu.
Uniwersytet Kalifornia w Hollywood
Rowery jeżdżą za darmo. Człowiek wychodzi, zdejmuje rower, odwiesza na miejsce zaciski i jedzie sobie dalej rowerem. Nieraz autobus wiezie na przodzie kilka rowerów, co dziwnie wygląda z ulicy, ale jest bardzo praktycznym rozwiązaniem. Kierowca nie ingeruje, ale cierpliwie czeka, aż rowerzysta zabierze swój pojazd z drążka. W Metrze rowery jadą tak, jak u nas. W pierwszym i ostatnim wagonie mają wydzielone miejsca.
Rower jest tu niezastąpionym środkiem lokomocji
Rowery w Hollywood i w ogóle w całym Los Angeles są bardzo popularnym środkiem lokomocji. Nie służą jedynie do ćwiczenia mięśni i powodowania spadku wagi, ale używane są do praktycznego  przemieszczania się po tym ogromnym mieście. Jeżdżą nimi do parków, na stadiony, na uczelnię. Największe skupisko rowerów widziałam właśnie w Campusie studenckim University Of Southern California w Hollywood przy ul. Exposition Blvd.
Budynki uczelni w takim pięknym otoczeniu stoją
Zwiedziłam niewielką część campusu, bo to ogromny teren i nie sposób przejść go w całości. Takie miasto w mieście.Tam było po prostu zatrzęsienie rowerów. Mają tam wydzielone placyki otoczone zielenią, gdzie wstawiają i przypinają rowery do żelaznych poręczy. Przy każdym wydziale takich placów jest kilka.
W studenckim campusie
Po Campusie studenci również poruszają się rowerami lub na deskorolkach. Campus Uniwersytetu California ma swoje ulice z nazwami, postoje dla samochodów, sklepy, kawiarnie, pralnie. Wśród zieleni parku stoją stoliki, przy których studenci się uczą lub coś sobie czytają.
Stadion jest jego imienia
Na terenie Campusu są boiska sportowe do baseballu, siatkówki i innych gier sportowych. Są też przedszkola dla dzieci studentów, siłownie i Spa. Zwiedziłam boisko baseballowe, które ma swoją historię i swoje historyczne sławy sportowe.
Piłka do baseballu
Po przeciwnej stronie Exposition Blvd. Znajduje się duży park, a w nim Muzeum Natural History Los Angeles, jak również  Memorial LA Colloseum, Teatr,a od strony Figureoa Street,  Muzeum California, African i American. Odwiedziłam to pierwsze. Wstęp do Muzeum kosztuje 15 $, dla studentów i  seniorów 9 $. Są w nim trzy poziomy tematyczne.
Muzeum Historii Los Angeles i okolic
Poniżej parteru, Poziom I – pokazuje historię Kalifornii, a poza tym znajduje się tam sala konferencyjna, garden z kawiarnią i sklep muzealny z pamiątkami, a jakże.
Wejście do Muzeum
Poziom II, czyli właściwy parter mieści rotundę z piękną złotą statuą oraz sale z historią Los Angeles oraz historią dinozaurów, mamutów, słoni, jednym słowem wszystkich ogromnych zwierząt występujących w Ameryce Północnej na przestrzeni wieków z białymi niedźwiedziami włącznie, bo przecież one występują na Alasce, a to też Ameryka.
Statua w głównym holu Muzeum
Poziom III – czyli I piętro, to bardziej takie zoo z z ptakami, gadami i innymi zwierzętami występującymi w Ameryce Północnej. Ciekawostka: w sąsiedztwie mojego hotelu znajduje się „Muzeum Śmierci”. Czy można było coś takiego przypuszczać? Tylko Amerykanie mogli wpaść na taki pomysł.
Szkielet dinozaura
Wstęp do Museum Of Death również wynosi 15 $. Zajrzałam tam z ciekawości, ale oglądać śmierć, szkielety i różne takie i jeszcze płacić za to 15 $, to nie dla mnie zabawa. Ale, jak ktoś lubi, to może.
Stare dzieje, ale twarze zapisane w pamięci widzów na wieki

W samym Hollywood jest tak dużo atrakcji do zwiedzania, że kończę już pisanie i idę to wszystko oglądać. A gdzie jeszcze samo miasto Los Angeles? Mam nadzieję, że Lulu przedłuży mi pobyt o 18 dni, to może zdążę te najważniejsze atrakcje obejrzeć.
Sklep muzealny
Wszystkich, którzy długo czekali na ten wpis, bardzo przepraszam, ale kłopot z komputerem miałam duży, ponieważ nie chciał on załączać zdjęć, a potem w ogóle odłączył się od internetu hotelowego. Dwa dni zajęło ustalanie, co mu jest. Mam nadzieję, że powtórnie mój laptop się już nie zbuntuje.
Obraz z Muzeum

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz