Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

środa, 3 września 2014

New Orleans przydepnął mi rąbek spódnicy


Nie mów hop, dopóki nie przeskoczysz. Przysłowia oddają prawdę życiową, jak nic innego. Myślałam, że pójdę sobie na stację kolejową Amtrak i po prostu kupię bilet dokąd chcę i na kiedy mi się podoba. Tymczasem okazuje się, że mogę kupić bilet dokąd chcę, ale w terminie odpowiadającym Amtrakowi.
"Hard Rock" również popularna cafe z muzyką na żywo
New Orleans przydepnął mi rąbek spódnicy, przez co podróż opóźni się o dwa dni. Wnioskuję, że kochamy się z wzajemnością i cieszę się mogąc dodatkowo przez dwa dni sycić oczy, uszy i serce ty miastem.
Młodzi ze szkoły jazzu przed Parkiem Jacksona
Hotel mam zapłacony do 4 września, ale tego akurat dnia pociąg nie jedzie tam, gdzie sobie zaplanowałam, mogę tam pojechać dopiero 6 września. Konsternacja.
Piesek na swoim krzesełku obok swojej pani w cafe.
Tak misternie zaplanowałam całą trasę, że jak teraz zmienię kierunek, to już nic nie będzie mi pasowało później. Puzle się nie ułożą. Zdecydowałam się w końcu na sobotę 6 września, zakładając, że Michael przedłuży mi o dwie doby pobyt. W końcu mamy law sezon i łóżka obok są puste, co znaczy, że z  mojego powodu nie trzeba będzie odmawiać innym turystkom noclegu.
Artysta z ogonem krokodyla rysuje klientów
Ja widzę, że jest sporo turystek w hotelu i wiem, że Michael mnie ochrania, żebym jak najdłużej miała pokój tylko dla siebie. Dopiero, gdy nie ma już gdzie położyć nowych, bo wszystkie kobiece pokoje są pełne, kwateruje je do mnie. Widocznie tłoku nie ma, skoro nadal jestem w pokoju sama. Michael i Tiena są w porządku goście, chociaż w pierwszej chwili wydawało się inaczej. Pierwsze koty za płoty!
W Parku Jacksona spokojniej, niż na zewnątrz, na Placu JP II
Szóstego września przypada w sobotę, to tramwaje chodzą rzadziej, zamówię chyba taksówkę, ponieważ na odprawę w Terminalu Amtrak mam się zameldować na ósmą godzinę rano. Z mojego hotelu, Marquita New Orleans Hostel jest nawet dobre połączenie. Piszę to dla zainteresowanych, którzy będą w tym hostelu chcieli nocować, a warto bo jest tanio, czysto, przestronnie i dobry dojazd do wszystkich atrakcji.
Katedra widziana z parku
Zielonym tramwajem na Canal Street, przesiadka na czerwony jadący w lewą stronę, z napisem na przodzie UPT (Union Passanger Terminal)  i dojeżdżamy do samego terminalu kolei Amtrak. Problem w czasie. W weekendy czeka się długo na właściwy tramwaj, szczególnie bladym świtem i można nie zdążyć. Wezmę jednak taxi.
"Cafe du Monde" nie narzeka na brak klientów. To popularna w NOLA Cafe.
Od razu muszę zaznaczyć, że w Nowym Orleanie taksówki nie jeżdżą stadami, jak to było w Panamie i nie widać je na kilometr z powodu jaskrawo żółtego koloru. Nie trąbią też za przechodniami, proponując podwiezienie. Narzekałam na to, a teraz by się takie natrętne taxi przydały.
Taką dorożką nie tylko do ślubu. Można tak zwiedzać miasto.
Tutaj taxi są przeważnie w zwykłych, różnych kolorach, jak samochody prywatne i mają niewielki ciemny napis, że to taxi. Z ulicy nie tak łatwo zatrzymać wolną taksówkę. Poproszę Michaela, żeby mi już w piątek wieczorem telefonicznie zamówił taksówkę na 6.30 rano, bo inaczej będzie ciężko.
Można zwiedzić piękne duże Akwarium w NOLA
Zdecydowałam się więc kupić bilet kolejowy na szóstego września i płaciłam kartą bankomatową, która jednak nie zadziałała. Znowu konsternacja. Nie przerażam się już takimi sytuacjami, jak na początku podróży ale wolę, gdy karta działa za pierwszym razem. Obok stanowiska kasowego na Amtrak stoi bankomat. Powiedziałam panom, ze spróbujemy wybrać pieniądze z bankomatu.
Nowoczesny Nowy Orlean też ładny
Jakie ogromne było moje zdziwienie gdy przyszło do wybrania języka, w jakim mam rozmawiać z bankomatem. Otóż w spisie ukazał się również język polski. Wielka niespodzianka. Dotychczas w żadnym kraju tego nie było. Faworyzowany był jedynie język angielski, hiszpański, francuski i niemiecki, a w niektórych krajach tylko angielski i hiszpański. Życie zaraz stało się łatwiejsze.
Dla tych, co lubią robić zakupy
Bankomat bez problemu dał mi pieniądze, co panów bardzo zdziwiło, bo myśleli z pewnością, że nie mam na stanie pieniędzy, a nie, że ich amerykański system elektroniki bankowej źle działa. Śmieli się i kiwali z niedowierzaniem głowami, ale to był śmiech zawstydzenia. Macie złe maszyny, powiedziałam wskazując na ich komputery i inne gadżety elektroniczne zalegające na biurkach.
Pociąg jedzie przez środek miasta
Bilet został kupiony, a dłuższy o dwa dni pobyt w NOLA jest samą przyjemnością. Jestem bowiem prawie spakowana, więc sobie będę na luzie smakowała New Orleans, starając się jak najwięcej obrazów i odczuć zatrzymać w pamięci.
Postacie z Pomnika Emigrantów
Zaraz też przysiadłam na kawę i drożdżówkę z owocami w Cafe du Monde, a następnie idąc ulicą usłyszałam granie z wnętrza mijanego budynku. Któż tak pięknie gra? To nie była żadna cafe, ani klub, a City Hal. Weszłam. Pani w recepcji zrobiła zapraszający gest do sali, skąd dochodziła muzyka.
Instalacje artystyczne w River Front Park
Okazało się, że miasto sponsoruje takie koncerty w swojej sali na parterze urzędu i każdy za free może wejść i posłuchać. Usiadłam więc i słuchałam. Grał na pianinie  i śpiewał tylko  jeden muzyk. 
Artysta pianista
Ale jak grał! i jak śpiewał! Palce miał tak plastyczne, że tańczyły one po prostu po klawiszach, sprawiając wrażenie, że jest ich przy jednej dłoni z piętnaście sztuk, a nie tylko pięć. Niesamowity gość.
Pomniki w River Front Park
W Nowym Orleanie nie można się nudzić. Ciągle jest się zaskakiwanym jakimiś działaniami, atrakcjami, niespodziewanymi spotkaniami, występami, paradami. Miasto bez przerwy pulsuje.  Myślę, że właściwie wykorzystam te dodatkowe dwa dni, otrzymane niespodziewanie od losu.
Wycieczka po mieście z Przewodnikiem
Przez ten brak Internetu w pokoju i wklejanie tekstu oraz zdjęć do bloga przy bramie, niemal na ulicy, na wdechu, w obawie żeby baterii starczyło i żeby laptop się nie wyłączył z braku zasilania i nie skasował mi tego, co już do bloga dałam (raz już się to zdarzyło i cały tekst przepadł. Sprawa nie do odtworzenia), nie miałam czasu sprawdzić poczty.
Mając taki dom napędzany paliwem, można podróżować do końca życia
Weszłam na pocztę i na facebook dopiero dzień po wklejeniu ostatniego postu z Nowego Orleanu. Tak myślałam, teraz wiem, że ostatni post będzie ten, co obecnie piszę, ze względu na ten przedłużony pobyt w NOLA. 
Z moim laptopem w Cafe na Royal Street
No więc weszłam najpierw na blog, sprawdzić, czy cały tekst się zapisał prawidłowo. Patrzę, a tu przez jeden dzień i noc prawie 250 wejść odnotowano. To chyba jakaś pomyłka, pomyślałam sobie. Nie zdarzyło się jeszcze, aby przez jedną dobę tyle osób weszło na blog.
Turystki z kraju islamskiego zwiedzają NOLA
Tekst na szczęście zapisał się cały, ale czcionka samowolnie zwiększyła się w pewnych miejscach, a w pewnych nie i źle to wyglądało. Poprawiłam już i jest ok. Mój laptop często działa samowolnie.
Na French Quarter pełno takich plakatów. Dziękują policji za opiekę.
Mój sposób na bezpieczne ładowanie laptopa pokazuję na poniższym zdjęciu. Laptop zamknięty w walizce na kłódeczkę. Wychodzi szparką jedynie kabelek podłączony do kontaktu. Gdy wracam z miasta, laptop naładowany i znowu mogę iść z nim na zewnątrz, do strefy działania internetu na patio lub do ogrodu hostelu.
Laptop zamknięty na kłódkę ładuje się, gdy jestem w mieście
Gdy weszłam na pocztę internetową, znalazłam dużo e-maili od obcych osób i wszystkie bardzo przyjemne, związane z moją podróżą i moim blogiem. O co chodzi? Większość e-maili była z Niemiec, ale nie tylko. Sprawa wyjaśniła się, gdy weszłam na facebook.
Sklep z antykami
Otóż te wszystkie przyjemne zdarzenia za sprawą Simona Brolla mnie spotkały. Młodego, uroczego dziennikarza z Niemiec, pochodzącego z Polski, mieszkającego obecnie w Waszyngtonie DC w Stanach Zjednoczonych, pracującego dla telewizji niemieckiej Deutsche Welle, którego zaraz w pierwszych minutach po wyjściu z samolotu w Nowym Orleanie spotkałam na przystanku autobusowym przed lotniskiem.
Anioły w sklepie z antykami
Jechaliśmy razem do India Hostel. Tego samego dnia, po prysznicu, nie rozpakowując nawet rzeczy, pojechaliśmy tramwajem na słynny French Quarter. W tramwaju poznaliśmy Sarę. Życie nabrało przyspieszenia za sprawą tych sympatycznych, młodych ludzi.
Zabytkowy balkon odbity na obrazie w sklepie z antykami
Szymon został w gwarnym India Hostel , a ja po trzech nocach przeniosłam się do Marquita New Orleans Hostel, położonym po przeciwnej stronie miasta, ale utrzymywaliśmy kontakt mailowy i spotykaliśmy się w mieście oraz u mnie w hotelu. Tu poznaliśmy Tiffany z Nowego Yorku.
Old City
Jedliśmy kreolski obiad w narożnej restauracji przy Placu Jana Pawła II, naprzeciw  Parku Jacksona z Tiffany i jej przyjaciółką i słuchaliśmy jazzu. Miałam ułatwiony kontakt z dziewczynami, bo Szymon tłumaczył im z polskiego, a mi na polski. Chociaż wychowany w Niemczech, zna nasz język, bo rodzinę ma w Polsce.
Na Bourbon Street
Szymon zadzwonił do Der Spiegel w Niemczech z propozycją napisania artykułu o mojej podróży i Der Spiegel się na to zgodził. Szymon ten artykuł napisał, wysłał i właśnie ukazał się on w tej popularnej w Niemczech gazecie.
Solista jazzowy
To spowodowało falę wejść na mój blog. Nie wiedziałam o tym i mozolnie ściboliłam wieczorami w Wordzie następny post, a po otworzeniu bloga taka niespodzianka mnie spotkała. 
Wieczór w New Orleans zapada pięknie
Tak się złożyło, że za sprawą Szymona pierwsze dni  w Nowym Orleanie były bardzo urozmaicone i przyjemne i teraz, ostatnie dni w NOLA zostały znowu przez niego osłodzone mimo, że jego już tutaj nie ma.
Oglądane z perspektywy
Ja wiem, że taka popularność jest przejściowa i szybko mija, ale przyjemnie jest spotykać na swej drodze takich wspaniałych młodych ludzi, jak Simon Broll, Sara, Tiffany z Nowego Yorku czy Paula z Polski z chłopakami z Ukrainy. 
Turystka daje datek, ale za takie pamiątkowe zdjęcie z podróży. Każdy ma, co lubi.
To są wartości same w sobie, nie do przecenienia. Tacy ludzie sprawiają, że pogodniej patrzy się na świat, bez czarnych myśli, że wszystko jest do kitu.
Aż chce się spocząć w takim miejscu
Zawsze z pewną obawą jadę w nowe miejsce, nie mając pojęcia co może mnie tam spotkać i czy dam sobie radę ze znalezieniem noclegu, z bagażami, z dogadaniem się po angielsku. 
Ile podróży musiała znieść ta walizka, że tak poklejona jest srebrną taśmą
Znajomość z takimi ludźmi, jakich poznałam w Nowym Orleanie, w pierwszym mieście, w jakim zatrzymałam się w Stanach Zjednoczonych, to dla mnie dodatkowy, niespodziewany i bardzo przyjemny bonus w podróży. Czyż Świat nie jest piękny?
Muzyka na żywo
Teraz jadę dalej w Stany Zjednoczone Ameryki. Gdzie? Do Los Angeles? Do Chicago? A może do Nowego Yorku, po którym obiecała oprowadzić mnie Tiffany? Amtrak z Nowego Orleanu ma dla pasażerów tylko te trzy propozycje. Jedną z nich przyjęłam. Mam już bilet kolejowy w kieszeni, ale dokąd? 
Na statku
To na razie tajemnica. Dowiecie się z pierwszego postu, który napiszę z nowego miejsca, gdy uda mi się szczęśliwie tam dotrzeć i zakwaterować. Sprawdzicie, czy trafnie przypuszczaliście.
Żegnaj Nowy Orleanie
Michael przedłużył mi bez problemu pobyt w pokoju o dwie doby i obiecał zamówić taksówkę na sobotę rano. Mój miesięczny bilet "Jazzy ticket" na tramwaje i autobusy ważny jest do 7 września, więc wykorzystam go w pełni. Wczoraj do późna wieczór słuchałam jazzu w różnych miejscach na Bourbon Street. Dzisiaj czas się pakować. 
Ostatni raz w Parku Muzycznym
Linia Kolejowa Amtrak ma wymagania,co do wielkości i wagi bagażu, jak samoloty. Obawiam się, że moja walizka nie zmieści się pod względem objętości w ustawioną na  dworcu ramkę, a wagę muszę jakoś dopasować. Główny bagaż nie może przekroczyć 23 kg, a podręczny nie wiem ile może ważyć. Wiem, że jak bagaż nie spełni norm, trzeba będzie zapłacić 20$za nadwyżkę. Takie życie!
Na Mississippi River, jak statek do Młocin w Warszawie




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz