Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

wtorek, 5 sierpnia 2014

Panamskie kontrasty



Jestem przekonana, że wiele osób, którzy odwiedzili Panamę w ostatnim czasie, będzie miało zróżnicowane zdanie o tym mieście. Każdy widzi świat wokół siebie inaczej, po swojemu.
Piękne wieżowce można widzieć tak
Zdarza się, że dwie osoby jednocześnie patrzą na to samo i widzą zupełnie co innego.
a można widzieć tak
Moim zdaniem Panama jest miastem przyszłości. Tempo, w jakim się buduje i jak wiele zadań budowlanych realizowanych jest jednocześnie, pozwala sądzić, że ta przyszłość jest już niedaleko.
Można pokazać w ten sposób dzielnicę biznesu
Rozmach budowlano-remontowy jest w Panamie ogromny. W żadnym innym państwie, które odwiedziłam dotychczas, nie widziałam takiej ilości budów i takiego tempa budowy. Oni tu robią wszystko jednocześnie. Stare domy remontują, nowe  wieżowce budują na apartamenty, firmy, banki.
Lub w ten sposób. dzielnica biznesu, Panama
Wytyczają zupełnie nowe ulice i budują je od podstaw. Jednocześnie robią przewieszki, wiadukty, obwodnice, ścieżki rowerowe, ścieżki do biegania, parki, ogólno dostępne place rekreacyjne, budynki użyteczności publicznej, muzea, mosty i cały czas budują metro. Po skończeniu tej linii mają rozpocząć budowę Linea 2, która połączy miasto z lotniskiem Tocumen.
Ładna ulica, prawda?
Cały czas nadal budowane są banki i hotele. Jakieś szaleństwo budowlane tu ma miejsce, jakby miasto odbudowywało się po jakimś kataklizmie, albo po wojnie.
To ta sama ulica
W tym wszystkim funkcjonują ludzie ze swoim codziennym rytmem dnia i turyści. Z powodu budowy nie są zamykane ulice, nie ma zmiany ruchu dla samochodów i autobusów. Budowa oznacza swoją granicę żółtą taśmą i wszystko wokół niej działa, jak działało do tej pory.
Remont w katedrze trwa, ale msze się odbywają
Remont w Katedrze idzie pełną parą, ale nie zamknięto z tego powodu obiektu. Chodzi się obok, gdzie akurat jest miejsce, ławki stoją na razie na swoim miejscu, jak zaistnieje potrzeba, to zostaną przesunięte i tyle.
papież Jan Paweł II w katedrze w Casco Viejo
To samo jest w muzeach, galeriach handlowych. Budowa lub remont trwa, ale wszystko co gotowe już pracuje i zarabia pieniądze. Życie w tym mieście toczy się wśród robotników budowlanych i drogowców. W sklepach, odpowiednikach naszej Castoramy, towar schodzi jak woda.
We wnętrzu byłego budynku funkcjonuje targ warzywny
Często można zobaczyć na targowiskach ludzi, a nawet stróżów przed małymi obiektami, siedzących na plastikowych wiaderkach po farbach, które im zastępują plastikowe krzesełka, bo wszędzie tego jest pełno.
Klub Jazzowy w Casco Viejo
Miasto zmienia się w szybkim tempie, na naszych oczach. Dzisiaj poszłam do Casco Viejo i z przyjemnością zobaczyłam świeżo odnowione zabytkowe budynki. Mieszkałam tam niecały miesiąc temu, a takie zmiany! Z niektórych obiektów zniknęły czarne płachty i żółte taśmy, a wyłoniły się ślicznie odnowione domy.
Pięknie odnowiony budynek w Casco Viejo
Poszłam do starej dzielnicy San Felipe głównie po to, aby sfotografować Pałac Prezydencki i obejrzeć wnętrze kościoła Świętego Józefa, ponieważ gdy tam mieszkałam, oba te obiekty były niedostępne.
Kościół Świętego Józefa
Tym razem też był problem. Kościół zamknięty na cztery spusty, jak przedtem. Może już w ogóle nie funkcjonuje? To ten, w którym jest ołtarz pokryty złotem. Bardzo go chciałam zobaczyć, ale nic z tego.
Pałac Prezydencki w Casco Viejo
Natomiast w pobliże Pałacu Prezydenckiego policja i straż prezydencka nie przepuszczała ludzi, bo coś się tam odbywało ważnego i cały pałac był chroniony i otoczony panami w różnych mundurach.
Ten uprzejmy człowiek ze straży prezydenckiej wpuścił mnie na teren
Próbowałam podejść z różnych stron, aby znaleźć jakąś lukę i chociaż z daleka sfotografować budynek, aż trafiłam na takiego uprzejmego człowieka ze straży prezydenckiej, który nie tylko mnie wpuścił, ale zaproponował, że jeśli chcę sobie z nim zrobić zdjęcie ,to no problem, bardzo chętnie.
Ja przed Pałacem Prezydenckim, Casco Viejo
To w odpowiedzi na moją pochwałę, jak ładnie wygląda w tym mundurze. Nie kadziłam, naprawdę wyglądał ślicznie. I ta czapka! I ten błysk białych zębów w uśmiechu! Ładnie prezentującą się straż dobrali Prezydentowi.
Pałac Prezydencki pilnie strzeżony
No więc ten uprzejmy człowiek wpuścił mnie na minutkę za szlaban i zrobiłam kilka zdjęć budynkowi. Być tak długo w mieście i nie mieć foto pałacu? Nie do pomyślenia! Nie obyło się jednak bez kontroli mojej torebki. Panowie z budki nie popuścili, ale zawartość sprawdzili bardzo pobieżnie.
Casco Viejo, ludzie patrzą na drapacze chmur po drugiej stronie zatoki
Patrząc na mapkę miasta starego i nowego wychodzi na to, że wszystko co najważniejsze w Panamie, to ja odwiedziłam i zobaczyłam. Mogę spokojnie się pakować i zacząć myśleć o podróży do Nowego Orleanu. Jakiś tani hotel muszę przez internet znaleźć.
Człowiek stoi przy wejściu do Casco Viejo Hostel, w którym mieszkałam
Opuszczając Panamę drogą powietrzną trzeba zapłacić 30 $,niestety. Jeśli nie podwyższono w międzyczasie tej kwoty! Wszystko tu drożeje ostatnio i jakieś nowe porządki są wprowadzane.
W starej dzielnicy jest sporo miejsc, gdzie można po prostu usiąść i odpocząć
Otóż nie można w mini marketach u Chińczyków piwa kupić. Niesłychana sprawa. Wracam sobie ze starej Panamy, wchodzę do jednego Chińczyka, servezy no. Do drugiego, servezy no. Why? Pytam.
Wyjście z chińskiej dzielnicy do nowej Panamy. Z boku podejrzany bar.
Wzruszenie ramion. Weszłam do trzeciego, już pod samym niemal domem i dobrze, bo tak silna ulewa mnie dopadła, że już nigdzie więcej nie można było iść. Trzeci Chińczyk mówi, ciii kładąc  palec na usta, po czym pyta ile? Dwie puszki mówię.
Tablica głosi: Pension Pacifico, czynne całą dobę. Mają tu ludzie poczucie humoru.
Kazał mi czekać między półkami i za chwilę przyniósł te puszki owinięte w reklamówkę i włożył mi do torby, w której niosłam już zakupy z poprzedniego sklepu. Dał karteczkę z kwotą, jaką mam przy kasie zapłacić i kiwnął kasjerce pokazując na mnie. Żeby już nie żądała pokazywania zakupów przy kasie tylko odebrała zapłatę poza kasą fiskalną według tej kartki.
Niektóre sklepy funkcjonują przez okienko w kratach. Cały dzień.
Czegoś takiego dotychczas tutaj nie było. Piwa było ile się chce w każdym chińskim markecie, a tutaj nagle taka zmiana. Koncesję im zabrali, czy co? Jeszcze niedawno płaciłam za puszkę piwa 0,54, góra, 0,57 $, teraz
Ulica na tyłach drapaczy chmur
Chińczyk policzył po 0,67 $. Może doliczył do każdej puszki koszt ryzyka?
Nowoczesne centra handlowe wszędzie takie same
Niedobrze będzie jak ograniczą Chińczykom działalność. Niedobrze dla turystów, oczywiście, bo u Chińczyka każdy towar można było dostać i w przyzwoitej cenie. Zawsze na jakiś ich mini-market po drodze się trafiło, bo innych sklepów o tym profilu w tej pięknej dzielnicy drapaczy chmur, nie ma.
Tak się okładali na środku jezdni, że ruch samochodów wstrzymali. Wszyscy trąbili.
Trzeba specjalnie jechać metro busem lub metrem tam, gdzie jest „Rey” lub „Super 99” albo do supermarketów zgromadzonych w dzielnicach handlowych, w  wielkich galeriach handlowych lub w ogromnych centrach handlowych. 
Pełna życia i ludzi dzielnica Cinco de Mayo
Ja już na to się nie piszę, bo tam można nogi uchodzić po pas, zanim butelkę wody mineralnej się kupi. To już będę jeździła metrem na stację Iglesia Del Carmen, do Reya.
Nowoczesna rotunda z widokiem na drapacze chmur
Jutro wybadam, czy w innych sklepach też wycofali sprzedaż piwa, czy tylko u Chińczyków. Ta nowa władza jakąś rewolucję handlową w mieście robi. Ciekawe czy wycofali koncesję na piwo sklepom z  sieci „Super 99” należącej do byłego Prezydenta.
lepiej się nie zagapiać, bo można nogi połamać
Takiej ulewy, jaka mnie dopadła, to ja tutaj jeszcze nie widziałam. Słyszałam nieraz w nocy, ale za dnia, na własne oczy nie widziałam. Wszystko nagle znalazło się w wodzie. Raptem jezdnie zniknęły, a ich korytem popłynęły rzeki. Tym razem nie czekałam aż deszcz ustanie, tylko ruszyłam do domu bo i tak nie było już czego ratować.
Ulewa w mieście
Cała ociekałam wodą. Gdy przechodziłam przez jezdnię, woda sięgała mi do łydki, a ja w tych sandałach. Nie wiem, czy się po tej kąpieli nie rozlecą, bo to wyrób chiński. Moje markowe przywiezione z Polski wysłużyły się całkowicie po kilku miesiącach ciągłego chodzenia w różnych warunkach i po różnym podłożu, więc musiałam je wyrzucić, a tutaj mają wszystko tylko chińskie.
Musiałam w to wejść, żeby iść dalej, do domu
Sprawdziłam. Sandały są do wyrzucenia, każdy but pękł w poprzek na podeszwie i dokładnie w tym samym miejscu. Mam jeszcze tenisówki i klapki, ale piszę o tym, aby wiedzieć, że jakość butów, ich wytrzymałość na intensywne turystyczne chodzenie po górach, żwirowatych drogach, kałużach na ulicach, jest bardzo istotną sprawą.
To już moja ulica, dochodzę do hotelu
Wytrzymałe i wygodne buty dla backpackersa, to podstawa udanych podróży. Mam przecież jeszcze  swoje odlotowe kaloszki, lecz jak wychodzę z hotelu pogoda jest zazwyczaj tak piękna, że nawet przez myśl mi nie przejdzie, że będzie deszcz. Pogoda tu zmienna jest i potrafi zaskoczyć nagle.
Widok z bulwaru na stare miasto Casco Viejo, za zatoką
W codziennej gazecie „El Siglo” przeczytałam niepokojący artykuł o szalejącym wirusie chikungunya roznoszonym przez komary i powodującym dengę. Do artykułu załączyli mapkę występowania choroby oraz ilość osób nią dotkniętych w danym państwie. Niewesoła sytuacja.
Patrząc w drugą stronę, nowoczesna Panama
W Panamie wykryto dotychczas 14 przypadków zachorowań, ale w Salvadorze już 1.512, w Wenezueli i Haiti po 39 tys, z hakiem, 81 przypadków w Stanach Zjednoczonych, natomiast najgorsza sytuacja jest w Dominikanie, gdzie odnotowano 193 tys zachorowań na dengę! Tragedia!
Zagospodarowanie brzegów morza jest bez zarzutu
Kto się wybiera do Dominikany, radzę sprawdzić najpierw sytuację, bo nie wiem czy Biura Podróży biorą to pod uwagę. Ja zamierzałam lecieć tam ze Stanów, ale nie wiem teraz, jak to będzie. Trzeba monitorować sytuację w Internecie, może niebawem ta epidemia się skończy? Jeśli nie, będę chyba musiała  skorzystać z planu B i wybrać inny kierunek.
Widok z przewieszki nad jezdnią
Najmniej zachorowań odnotowano w Kostaryce i na Kubie (po 6) i w Kolumbii (1). W Meksyku, Belize, Hondurasie i Nikaragui wcale, albo nie mają danych. Artykuł nosi tytuł „Panama en alerta por el virus chikunguanya” i zajmuje całą stronę w gazecie „El Siglo”.
Po zejściu z bulwaru trzeba już patrzyć pod nogi
W „El Siglo” doradzają, że po zauważeniu jakichkolwiek objawów, gorączki, bólu głowy itp., natychmiast należy się zgłaszać do lekarza, do najbliższego szpitala, a jak nie wiemy gdzie, to na policję, a oni pokierują już nami dalej.
W wieżowcach się pracuje lub śpi. Ludzi tu nie ma za dnia, bo i po co?
Każą pić tylko wodę butelkowaną. Ja tego przestrzegam i na kawę również gotuję wodę z butelki, ale np. zimne napoje i różne soki podają nam z kostkami lodu. Jestem przekonana, że ten lód robią z wody kranowej. Może się mylę, ale nie sądzę, aby tu przestrzegano tak drastycznie zaleceń.
Tak wyglądają z parteru drapacze chmur podziwiane z drugiej strony zatoki
Na co dzień  radzą zwalczać komary, smarować się repelentami, spryskiwać odzież i pomieszczenia. Dobrze mówić. Pryskam, ale zawsze  w nocy mnie jakaś bestia pokąsa. Prędzej ja się od tych repelentów zatruję, niż te komary zdechną.
Słynne panamskie drapacze chmur widziane z pozycji pieszego
W tej samej gazecie zrobili podsumowanie Mundialu Brazylia 2014, pod względem rekordów. Bardzo ciekawe dane, ale podejrzewam, że w Polsce również takie podsumowanie zrobiono, więc nie będę tu przytaczała danych.
Radość i gratulacje dla Alemanii w niemieckiej restauracji
Mnie najbardziej zaskoczyła informacja, że podczas meczu Brazylia – Niemcy (tutaj na Niemcy mówią Alemania) został pobity rekord na facebooku, na który w ciągu 90 minut trwania meczu wpisało swoje uwagi 200 milionów internautów. Niesłychane, jaką siłę ma Internet!
Port przeładunkowy dla kontenerów w Panamie
Pojechałam metro busem do portu przeładunkowego kontenerów z całego świata, które przypłynęły kanałem lub mają nim popłynąć, a dowożone są i odbierane przez ogromne ciężarówki. 
Port towarowy Panama
Często ten port mijałam z daleka jadąc na Causeway czy to na te końcowe cztery wysepki, czy też do portu statków wycieczkowych, ale nigdy nie zatrzymałam się, aby z bliska ten port towarowy zobaczyć.
Budynek administracyjny Kanału Panamskiego
Jestem pod wrażeniem. W powrotnej drodze nie korzystałam już z autobusu, tylko przeszłam pieszo, aby obejrzeć imponująco wyglądający budynek administracyjny Canal Panama stojący na wzgórzu, Balboa Union Church oraz Misję katolicką z 1914r p.n „Vincentian Mission of Philadelphia In Panama” pod patronatem Santa Mary. Bardzo ciekawe budowle i jeszcze kilka ciekawych budynków.
Misja katolicka z 1914r
Następnego dnia znowu pojechałam w kierunku Amador, ale już nie na słynną groblę Causeway, lecz trochę bliżej, wysiadłam przed tym kolorowym, znajdującym się w budowie Biomuzeum Franka Gehry
Balboa Union Church
Przy Biomuzeums trzeba wejść w boczną drogę, zawrócić i iść w kierunku miasta bulwarem. Stamtąd jest najlepszy widok na Puenta America, piękny most zbudowany przez Amerykanów. Żeby lepiej go zobaczyć, weszłam na bardzo długie, strzeżone molo, a następnie poszłam dalej, za molo.
Weszłam na to molo, aby zobaczyć most
Wąską ścieżką wśród zarośli doszłam nawet dosyć blisko mostu. Widok imponujący.Przez cały bulwar jest widok na most, ale niestety nie widać go, bo zasłaniają go drzewa, za którymi już jest przepaść i morze, więc nie można się w bok przesunąć. Most widać tylko w prześwitach gałęzi.
Ja na tle amerykańskiego mostu
Samochodem jedzie się inaczej. Jadąc z miasta w kierunku Amador należy skręcić już na pierwszym skrzyżowaniu, przed wjazdem na groblę. Skręcić w prawo, to będzie droga prowadząca samochody wprost na Most Amerykański.
Puente de las Americas
Jeśli zaś ktoś koniecznie chce wjechać na most, a nie jedzie własnym lub wypożyczonym  samochodem, to może pojechać liniowym autobusem z Albrook oczywiście, jadącym w kierunku Ruta Correra El Veracruz.
Towar ładuje się na łódki i stateczki, które rozwożą go na wyspy
Tutaj wszystko jest strzeżone, nawet to, czego jeszcze nie ma, ale ma być w przyszłości, Tak jest na przykład z Museo de la Libertad. Jest plan i wyznaczony teren pod budowę poszczególnych budynków muzeum, a przy każdej działce plansza, co tam będzie.
Tu będzie Muzeum de la Libertad
Jeszcze nie pracują na tym terenie budowlańcy, ale można sobie przejść po działkach i obejrzeć muzeum na folderach. Zbudowano tam jeden maleńki budyneczek, mogący później pełnić rolę informacji, ale teraz zajmują go panowie pilnujący przyszłego obiektu.
Działki są wyznaczone i security pracuje
Zobaczyłam również Parlament latynoamerykański, coś podobnego jak nasz Parlament Unii Europejskiej, skupiający kraje latynoamerykańskie, oraz Plaza Culture and Ethnic. 
Parlament Latynoamerykański w Panamie
Na Placu Kultury Etnicznej stoi specyficznej urody budyneczek. Otaczają go tablice poświęcone państwom współpracującym w sferze kultury i nie tylko.
Plaza Culture and Ethnic
Do rozpowszechniania kultury etnicznej przyłączyli się Afrykanie, Chińczycy, Hiszpanie, Francuzi, Grecy, Włosi, również Ameryka Północna, Jerozolima, Indonezja i Indie. To wszystko znajduje się w dzielnicy Ancon.
Tablice poświęcone współpracującym krajom
Na Plaza Culture and Ethnic ustawiono ogromne mosiężne tablice poświęcone każdemu państwu z  osobna i nad każdym opisem umieszczono najpierw motto, słynne słowa słynnego człowieka z danego kraju. I tak np. nad tablicą indyjską, słowa Gandhiego, nad chińską – Konfucjusza, nad grecką -Peryklesa, nad francuską -Voltaira itd.
Plac Kultury Etnicznej
Jak myślicie, czyje słowa umieszczono nad tablicą amerykańską? Oczywiście! Słynne słowa, jakie wypowiedział John F. Kennedy! „Ask not what Your country can do for You – ask what You can do for Your country”.
Sprzedaż biletów na katamaran. 100 $ od osoby, drogo!
Żałuję, że my w Polsce nie mamy współcześnie żadnego polityka, którego piękne słowa mogłyby przejść do historii ogólnoświatowej XX czy XXIw. Bełkotem naszych polityków zachwycają się jedynie polska prasa i polska telewizja, przekazując i utrwalając w narodzie negatywne zachowania, słowne banialuki, jako godne prawdziwego, katolickiego Polaka. Ot, co kraj, to obyczaj.
Dworek pierwszego pilota w kanale Panamskim, Greka,Johna Constantine
Gdziekolwiek się ruszę w tej Panamie, napotykam na jakieś ciekawostki, o których nie piszą w przewodnikach, ani nie pokazują na folderach. Ciekawe miasto. Kontrasty jednak są tu duże.
Część Pomnika Narodowego Panamy. Cały się nie zmieścił w kadrze.
Na jednej ulicy można obejrzeć wspaniałe drapacze chmur konkurujące z Manhatanem Nowego Yorku, Singapuru czy Hongkongu, a jednocześnie na tej samej ulicy walające się śmieci, głębokie, niezabezpieczone niczym dziury w chodniku, śmierdzące potwornie rzeczki-ścieki wpływające wprost do morza.
Aleja palmowa wiodąca do Budynku administracyjnego Kanału
Nowoczesne firmy, banki dbają o czystość swoich obiektów, ale co na zewnątrz, to już ich nie interesuje. A przecież klienci przychodzą z zewnątrz i ten pierwszy obraz, przed budynkiem, psuje wizerunek firmy w ich oczach. Zdanie dyrektorów firm w tym temacie, jest zapewne inne.
Bankomat dla nie wychodzących z samochodu, jak w MC Donaldzie.
Jeden z napotkanych budynków był tak strasznie brudny, po prostu ohydny. Moim zdaniem władze miasta powinny zmusić właściciela lub lokatorów do uprzątnięcia tych zwałów śmieci z okien i balkonów, albo rozebrać ten budynek. Ku mojemu zdumieniu w tym syfie funkcjonuje sobie spokojnie restauracja i ludzie tam wchodzą!
Zjedlibyście coś w tej restauracji? smrodu nie widać.
Niesamowite!
Ale taka właśnie jest Panama. Wspaniała architektura XXI wieku, piękne parki, bardzo zadbane deptaki i miejsca rekreacyjne i na full wykorzystane bulwary nadmorskie, sporo bardzo przyjemnie urządzonych skwerków do wypoczynku z kawiarenkami i free internetem,

Pomnik Wolności, Panama
a obok rozwalające się budynki, śmieci rozszarpywane przez bezdomne psy i koty, zasadzki na chodnikach, że chwila nieuwagi i pieszy może sobie nogi połamać i te śmierdzące ścieki, aż gęste i fioletowe od różnych zanieczyszczeń! Straszne!
Jeszcze raz Most Americas, bo jest piękny
Na podsumowanie wypunktuję w następnym poście, co mnie w Panamie zachwyca, a co mnie drażni.
Ptak na gałęzi

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz