Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

poniedziałek, 26 maja 2014

Ostatni weekend na Bocas del Toro


W sobotę rozwieszali na wyspie plakaty o dwóch zaginionych dziewczynach z Holandii. Wiem, że mój blog czytany jest w Kostaryce i Panamie. Jeżeli ktoś widział te dziewczyny gdzieś tu, w Ameryce Środkowej, niech da znać pod wskazane numery telefonów lub na e-maile, ok?
Te dziewczyny zaginęły na Bocas
Ostatni weekend na wyspach Bocas del Toro nie został przeze mnie wykorzystany należycie, ponieważ pogoda gwałtownie się pogorszyła i padało już nie tylko w nocy, ale również przez pierwszą połowę dnia.

Bocas Town, Isla Colon
Co rano wychodziłam z hotelu, aby pójść na przystań i popłynąć na Isla Bastimento, ale nie byłam w stanie zrealizować tego zamiaru. Za każdym razem musiałam  wrócić do hotelu, chowając się przed ulewnym deszczem.
Bosy Old-Boy z gitarą
Dopiero po południu deszcz ustawał, ale nadal było pochmurno i nieciekawie. Po południu jest za późno płynąć gdziekolwiek, ponieważ szybko tu zapada zmrok, a w dni pochmurne, jeszcze szybciej. Muszę jednak przyznać, że dzięki tej złej pogodzie nie mam zaległości w obróbce zdjęć i w pisaniu bloga. 
Jedna z przystani wycieczkowych
Nie ma złego, co by na dobre nie wyszło. Czasem przydaje się taki czas wolny od plażowania i zwiedzania. We wtorek 27 maja, wyjeżdżam z Isla Colon. Zaczęła się tutaj na dobre pora deszczowa, więc nie przedłużam pobytu. 
Ulica w Bocas Town
Mimo deszczowej pogody, na ulicach widzę sporo nowych (bladych)  turystów, którzy większość dnia siedzą w swoich hotelach lub w knajpkach, a gdy deszcz ustaje, snują się po całym mieście.
Na pomoście
Albo podróżują na tyle długo, że nie mają jak ominąć pory deszczowej i muszą przez to przejść (jak ja J), albo zupełnie nie czytają, w jakiej porze jest najlepiej odwiedzać dany kraj i region, tylko jadą w ciemno.
Dziewczynka na podjeździe promowym
Gdy tylko strugi deszczu zamieniają się w „kapuśniaczek” zakładam swoje krótkie ażurowe kaloszki, biorę parasol i wychodzę z hotelu. Na moje ażurowe kaloszki tutaj również ludzie reagują, jak to było w innych krajach. Nawet pani sprzątająca zauważyła je i powiedziała, good shoes! Good, good, przyznałam.
Między pomostami
Chodząc na koniec ulicy, do portu dla dużych towarów i samochodów, poszłam kawałek dalej, za zakręt i odkryłam bardzo dobry, nieduży, ale dobrze zaopatrzony sklep. Że też ja go dotychczas nie zauważyłam!
Żaglówki
Również bagietki o konsystencji i smaku, jak te w Polsce, różnego rodzaju kawy, wina i inne pyszne produkty spożywcze. Świetny sklep! Kupiłam tam sobie koszerne ciasteczka z migdałami i rodzynkami. Po 0,50 $ szt. Pyszne!
Delikatesy
Samej mi się w to wierzyć nie chciało, ale prawda jest taka, że nie mogłam na Bocas del Toro dostać dobrej kawy! W marketach u Chińczyków mają tylko jeden marny gatunek i żadnego wyboru. W kraju, gdzie uprawia się kawę i sąsiaduje z krajami  posiadającymi plantacje kawowe! Kto by to przypuszczał?
Zabawy chłopców
Kupiłam ostatecznie tą marną kawę, bo ta z Kostaryki mi się skończyła i nie miałam wyboru, ale wzięłam najmniejszą paczkę, jaką mieli. A teraz raptem odkrywam sklep, gdzie mają bardzo dobre gatunki kaw! Jedną paczkę kupiłam, żeby znowu nie przegapić sytuacji, gdy w nowym miejscu okaże się, że mają tylko jeden, pośledni gatunek kawy. Chociaż podobno w Boquete są plantacje.
Zabawy w wodzie
Do portu promowego chodzę zaś dlatego, że stamtąd są najładniejsze widoki na morze i sąsiednie wyspy. Nieopodal tego portu cumują również piękne kutry i żaglówki. Skoro już nie mogę popłynąć na żadną inną wyspę ze względu na późną porę, to spaceruję sobie po Bocas Town, odkrywając nowe ładne zakątki.
Widok na morze
W sobotę, gdy deszcz ustał, poszłam do „Hola Panama Travel” znajdującej się w ciągu różnych przystani pasażerskich i kafejek, po lewej stronie głównej ulicy, idąc od Centrum i zarezerwowałam na wtorek, 27 maja, bilet do Boquete.
Z tą firmą jadę do Boquete
Najpierw popłynę łodzią, potem przesiądę się w minibus i jeszcze jedna przesiadka, w autobus. Takie to skomplikowane, aby wydostać się z wyspy. Ale wszystko to za jednym biletem i pod okiem organizatora. Wyjazd o g.10.30.
Wymęczyli się tymi zabawami w wodzie
Boquete nazywane jest tutaj miastem starców, ale to podobno bardzo ładne miasteczko, położone w górach (odpocznę trochę od upału, morza i plaż),gdzie powietrze jest rześkie, widoki górskie przepiękne i sporo atrakcji turystycznych.
Samotna żaglówka. Isla Colon.
Miano „miasto starców” Boquete zyskało z tego powodu, że w ostatnich latach zostało wprost opanowane przez emerytów ze Stanów Zjednoczonych, Kanady i Europy. Emeryci kupują tu sobie domy i zamieszkują w nich na stare lata, lub wynajmują niewielkie domki, albo mieszkania i większą część roku mieszkają  tutaj, wracając do siebie jedynie na dwa, trzy miesiące w roku.
Przystań żaglówek
Boquete jest wprost idealnym miejscem dla tych, co chcą być na Karaibach, ale upały na dłuższą metę są dla nich uciążliwe. Boquete jest na Karaibach, ale ma temperatury zbliżone do letnich europejskich, świeże, zdrowe górskie powietrze, a jednocześnie na tyle jest blisko morza karaibskiego Panamy i Kostaryki, że w każdej chwili można tam sobie pojechać, np. na weekendy.
Wodna taxi
Dla amerykańskich i kanadyjskich emerytów znaczenie ma również to, że Panama jest dla nich tania, więc na więcej mogą sobie pozwolić. Emeryci z Europy również, ale nie z Polski. Polacy nie mają emerytur europejskich, niestety, nie wspominając już o amerykańskich, czy kanadyjskich. Wszędzie, gdzie jeździmy, musimy liczyć się z groszem, nie z chytrości, a z konieczności.
"Lista przebojów dla old boyów"
Z tego też powodu nie mogę sobie zaplanować, jak długo w Boquete będę przebywała. Nie wiem, czy uda mi się tam znaleźć tani hotel z tak dobrymi warunkami, jak ten na Isla Colon. Ze względu na dużą ilość mieszkających tam Amerykanów, ceny wszystkiego mogą być zawyżone. Ale zobaczę, jak tam jest.
Ulica w Bocas Town
Jeżeli będzie drogo, to zostanę jedynie trzy dni, do piątku, żeby zwiedzić co najważniejsze, z wulkanem Baru włącznie i pojadę dalej, do Panama City. Tak, czy inaczej, opuszczam gościnne i piękne wyspy Bocas del Toro i ruszam dalej.
wieczorem łódki zacumowane, przystanie nieczynne
Od wczoraj już zaczęłam się pakować, bo jak już kiedyś na blogu wspominałam, pakowanie się, to dla mnie koszmar! Mam trzy bagaże. Dużą walizkę, mały plecak i maleńki plecaczek-woreczek na dokumenty, bilety, pieniądze itp.
Światła na Isla Carenero
Ta duża walizka ciężka, jakbym skały z gór w niej przewoziła. Ktokolwiek pomaga mi ją załadować na łódź czy do minibusu, chwyta za nią z beztroską i natychmiast zgina się pod jej ciężarem, patrząc na mnie wymownie. Wzruszam na to ramionami, mówiąc, że ja też nie winem, dlaczego ona taka ciężka, sorry.
O tej porze łódki już nie pływają. Pusta przystań.
Co mogłam, to już ze swoich bagaży wyrzuciłam. Naprawdę, zostawiłam sobie minimum rzeczy. Każdą rzecz biorąc do ręki z osobna, oceniam, że jest lekka, gdy są już wszystkie razem w walizce, ciężar jest okrutny! Co z tym zrobić?
Wracam do domu
Dopóki nie latam tu samolotami, które określają dopuszczalną wagę bagażu głównego (podręczny w plecakach mam lekki, ze względu na swój kręgosłup) i dopóki mi się rączki od tej walizki nie poobrywają, to tak jeżdżę. Potem zobaczymy, co będzie.
Prawie spakowana. Ten pomarańczowy baleronik, to moja poduszka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz