Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

piątek, 23 maja 2014

Garden i Isla Carenero



Doszłam do Ogrodu Botanicznego
Życie na wyspie toczy się wolno, więc zdawało mi się, że mam wiele czasu na wszystko i dla siebie również, ale wcale tak nie jest. Każdy dzień wypełniony jest po brzegi różnymi czynnościami, bądź też przebywaniem na pięknych plażach wokół Isla Colon. Ale nie mogę przecież pobytu na plaży uznać za czas tracony.
Po przeciwnej stronie ulicy, morze i plaże
Przedłużyłam pobyt w hotelu o 10 dni i myślałam, o rany! Ale mam teraz dużo czasu! nigdzie nie muszę się już spieszyć. Jednak każdego wieczoru odhaczam w kalendarzu następny ustępujący dzień i dziwię się, że tak niewiele tych dni już mi na wyspie zostało. Czy ja zdążę tu wszystko zwiedzić, co zamierzałam?
Z szosy skręcamy w lewo i idziemy taką drogą
Wybrałam się pieszo do Botanic Garden, ponieważ przeczytałam gdzieś w ulotce, czy na plakacie w mieście, że Garden jest tuż za miastem i spacerkiem można się tam przejść. Wolę chodzić pieszo, bo po drodze zawsze jakieś ciekawostki można zobaczyć. Jadąc minibusem lub taksówką, ni nie widzimy, co się wokół nas dzieje.
Niestety, brama zamknięta na łańcuch i kłódkę
Przechodząc obok budynku Informacji Turystycznej, znowu tam weszłam, żeby zapytać, jak najłatwiej dojść do tego Ogrodu Botanicznego, żeby nie tracić czasu na pętanie się po terenie i dopytywanie ludzi po drodze.
Linda podała informację i taką piękną drogą wróciła do domu
Pani w IT wyrysowała mi wszystko na dużej kartce i dokładnie według niej idąc, doszłam bez żadnych kłopotów na miejsce. Otóż, idąc od Parku Bolivara, należy cały czas iść G Avenida tak, jak ona prowadzi, czyli brać zakręty, przecinać przecznice i cały czas trzymać się G Avenida. 
Ja żółtą taksówką wróciłam do miasta
Bocas Town naprawdę jest mało skomplikowanym miastem i żeby nie wiem, jak się starać, to się w nim nie zabłądzi. Pierwszy zakręt był przy Tony Market i był to najdalszy punkt miasta, do którego dotychczas dochodziłam. 
Przedtem zobaczyłam co, nieco ponad płotem
Za zakrętem sprawdziłam, czy nie wypadłam z trasy i nadal jest G Avenida? Jest. Następnym punktem rozpoznawczym jest Smithsonian Institucion. Miałam go po lewej stronie, bo po prawej, już cały czas mam Morze Karaibskie z ukrytymi w dole, poniżej chodnika, małymi plażami. Teraz to już droga jest prosta, jak drut.
W tym klimacie, wszystko na wszystkim rośnie, jak zwariowane.
Tą drogą jedzie się na piękną Playa Drago, ale tablica info Botanic Garden jest już kilkaset metrów za Instytutem, Drago zaś, po drugiej stronie wyspy Colon. Przy tablicy Botanic Garden, należy skręcić w lewo, w pagórkowatą nieco, leśną drogę i iść dalej, aż będzie charakterystyczna brama. Doszłam i brama była, tyle że zamknięta na kłódkę.
Finca Los Monos, to prywatny Ogród Botaniczny
Na furtce znajdowała się tabliczka z informacją, że Botanic Garden można zwiedzać dwa razy w tygodniu. Wejścia są w poniedziałek o g.13,oo i w piątek o g.8.30. Dlaczego Informacja Turystyczna w Bocas Town tego nie wiedziała?
Takie kwiaty rosły również w Sri Lance
Podglądałam przez jakiś czas ptaki za ogrodzeniem ogrodu, gdy podeszła do mnie kobieta i powiedziała, że to ona jest tu szefową, ma na imię Linda i cieszy się, że chcę zwiedzić Botanic Garden, ale żebym przyjechała w piątek, bo teraz jest nieczynny. Jak jest czynny, to Linda osobiście oprowadza gości po ogrodzie i opowiada po angielsku, co się w ogrodzie znajduje. Wstęp15 $. Dużo.
Wróciłam do miasta
Powiedziałam, że przyszłam tu pieszo, na co Linda odrzekła, żebym przyjechała taksówką, która kosztuje 1 $, ponieważ wejście do ogrodu jest tylko raz na dzień, a w piątek na 8.30, pieszo mogę nie zdążyć. Caro ticket, powiedziałam, ale przyjadę.
Za 7 $ można popłynąć w miejsce, gdzie są czerwone żaby
Zeszłam do szosy i zatrzymałam żółtą taksówkę. Zaraz miałam lekcję, jak to działa. W taksówce siedział jeden mężczyzna przy kierowcy, a z tyłu młoda kobieta z maleńkim dzieckiem. Teraz ja się dosiadłam, po jakimś kilometrze zabraliśmy z szosy następnego pasażera, starszego pana w skórzanych, świeżo pastowanych brązowych butach. 
Po południu w mieście robi się pusto
Potem kobieta z dzieckiem wysiadła, ale weszło dwóch młodych chłopaków. Następnie ja wysiadłam i nie wiem czy nadal ktoś się dosiadał. Taxi niekoniecznie jedzie najkrótszą drogą, ale tam, gdzie pasażerowie powiedzą. 
Posada Isla Chica.
Trzeba być przygotowanym, że droga do celu nam się wydłuży. Każdy z nas przy wysiadaniu  płacił 1 $, bez względu na to, gdzie wsiadał i wysiadał. Więc to nie jest żadne taxi, tylko miejski publiczny środek lokomocji!
Widok z mojego balkonu na miasto
Na eleganckie, świeżo zapastowane buty starszego pana zwróciłam uwagę, ponieważ pierwszy raz na wyspach kogoś tak wystrojonego zobaczyłam. Dotychczas widziałam, że wszyscy, kobiety, mężczyźni i dzieci,  chodzą tutaj w plastikowych klapkach. Starszy pan ubrany był w jasny garnitur, nieskazitelnie białą koszulę i jasny słomkowy kapelusz. To musiało zrobić na mnie wrażenie.
Patrząc w drugą stronę
Mimo, że teraz mamy tutaj law sezon, słońce pali niemiłosiernie każdego dnia. Prawie każdej nocy padają deszcze, rano niebo jest zasnute i źle wychodzą zdjęcia, a krótko przed południem znowu żar leje się z nieba i tak trwa do wieczora.
Półpięterka w moim hotelu
Wyleczyłam wreszcie skutki porażenia słonecznego, którego nabawiłam się na wycieczce morskiej z kapitano Valencio, ale coś mi się dzieje z oczami. Nawet przebywając w cieniu muszę je mrużyć, bo światło bardzo mnie razi.
Popłynę na Isla Carenero
W słońcu oczy mnie szczypią i łzawią do tego stopnia, że muszę zatrzymywać się na ulicy, aby to przeczekać, bo nic nie widzę. Noszę teraz przy sobie krople do oczu i krem UV-70, zakupione w tutejszym sklepie "Farmacia" i co pewien czas je stosuję w ciągu dnia. Czasami aplikuję je nawet na środku ulicy, żeby móc dalej funkcjonować. 
Poranna kawa w John,s Bakery
Aparat fotograficzny też wariuje w tym upale i prześwietla mi zdjęcia, jeśli fotografuję nasłoneczniony teren lub wodę morską. Zapomniałam zabrać z domu nakładkę przeciwsłoneczną na obiektyw. Jadąc w tropiki, trzeba o takich sprawach pamiętać, bo potem jest kłopot.
W poszukiwaniu odpowiedniego Przewoźnika
Ludzie, z którymi rozmawiałam mówili, że to tylko tak na Bocas del Toro pali słońce. Gdy pojadę w głąb interioru, aż takich upałów nie będzie i odetchnę z ulgą. Oby.
kazał iść na koniec pomostu i podpłynął po mnie
Następnego dnia był czwartek, więc do Botanic Garden jeszcze nie czas jechać. Z samego rana poszłam na przystań i popłynęłam na Isla Carenero. Ta wyspa jest bardzo blisko Isla Colon, dosłownie na rzut kamieniem, ale wpław przecież nie popłynę, więc wzięłam łódkę. Taka łódka na Carenero kosztuje 1 $.
No, to płyniemy
Powiedziałam Przewoźnikowi, że zapłacę mu 2 $, jak obwiezie mnie dookoła Carenero i wysadzi po drugiej stronie wysepki, a ja sobie ją obejrzę w swoim tempie i spacerkiem sama przejdę na stronę przystani łódek, żeby wrócić na Isla Colon.
Okrążamy Carenero
To był dobry pomysł. Salso (takim imieniem mi się przedstawił) płynął wolno, czasem nawet gasił silnik, jak widział, że coś szczególnie mnie zainteresowało i tak sobie powolutku płynęliśmy wokół wyspy, aż dotarliśmy do jakiegoś prywatnego pomostu.
Salso przy sterze
Przy pomoście człowiek grabił liście pod drzewami. Zapytałam, czy to private teren, czy ewentualnie mogę tędy przejść na ogólnie dostępną drogę. Człowiek grabiący liście, pozwolił mi wysiąść na pomoście i powiedział, że nie ma tutaj drogi, trzeba po prostu cały czas iść brzegiem morza, po plaży.
Prywatny dom z pomostem
Salso zaproponował, że może mnie zawieźć na bardziej zaludnioną część wyspy, gdzie są restauracje i sklepy, ale ja przecież nie po to na Carenero przypłynęłam. Podziękowałam Salso, zapłaciłam 2 $ i pożegnałam uprzejmego Sternika. Poszłam sobie wzdłuż brzegu morza do wsi, gdzie wskazał mi człowiek grabiący liście.
Dobijamy do brzegu
Wyspa Carenero nie jest bowiem nawet miasteczkiem, tylko wsią niewielką. Jest tam naturalna przyroda i cisza wielka, co powoduje, że słychać wszystkie odgłosy z wody i z lasu. Oaza spokoju i naturalne piękno. Ludzie to doceniają i sami się cicho zachowują.
Isla Carenero
W XXIw rzadko już spotyka się takie autentycznie naturalne środowiska przyrodnicze, poza Parkami Naturalnymi. Bynajmniej w Europie.Tutaj jest jeszcze sporo takich miejsc.
Teraz pieszo okrążałam wyspę
Szłam i wszystkim wokół się zachwycałam. Zdjęcia nigdy nie oddadzą żywego piękna, ale nawet na nie patrząc, można się zachwycić przyrodą wyspy Carenero. Chociaż nie czuje się zapachu wyspy. Usiadłam w przyjemnym miejscu nad wodą i w przepięknym plenerze zjadłam przywiezione z sobą śniadanie.
Carenero. Hotele na wodzie
Rano zjadłam w John,s Bakery jedynie ciastko z owocami i galaretką oraz wypiłam kawę. Zakupiłam baaardzo długą kanapkę z salami, serem, sałatą i pomidorem z prośbą o zapakowanie na wynos. Litrową butelkę z wodą mineralną zawsze mam ze sobą.
Samodzielnie odkrywam wyspę
Jedząc teraz tą strasznie długą kanapkę, przyglądałam się  przepływającym w pobliżu łodziom z turystami i małym łódkom rodzinnym. Taka łódka, to tutaj podstawowy i niezbędny środek lokomocji dla każdej rodziny.
Pusto, cicho i pięknie
Mieszkańcy wysp płyną łódką po zakupy, na pocztę, do kościoła, załatwiać sprawy do urzędów. Odwożą też i przywożą dzieci ze szkoły. Płyną łódką do lekarza i do szpitala rodzić dzieci. Mężczyźni wypływają na morze łowić ryby dla rodziny i na sprzedaż, aby zarobić na utrzymanie.
Carenero
Na małych wyspach bez własnej, chociażby najmniejszej łódki, życie byłoby ciężkie. Na większych wyspach oprócz łódek, mieszkańcy mają również rowery, którymi wszędzie dojeżdżają na lądzie. Łódki i rowery są tutaj podstawowymi środkami lokomocji, bez których trudno się obyć.
Spokojne Carenero
Nie ma przecież na wyspach kolei żelaznej, ani autobusów liniowych. Po wyspach jeżdżą żółte taksówki colectivo, minibusy turystyczne, prywatne samochody, głównie terenówki i rowery. Na małych wysepkach ludzie mają tylko łódki.
Isla Carenero, Bocas del Toro
Zdecydowana większość łódek, nawet tych najskromniejszych, wyposażona jest w silniki spalinowe. Wszystkie silniki są produkcji japońskiej. Zresztą samochody w większości, również. 
Carenero
Chińczycy opanowali tu wszystkie Markety, a Japończycy zaopatrzenie łodzi, jachtów i wszystkiego, co pływa po wodzie, w silniki. Oni naprawdę mają nosa do interesów.
Doszłam do prywatnych domów mieszkańców wyspy
Wchodzą wszędzie tam, gdzie widzą, że ich produkty potrzebne są w dużych ilościach, w ciągłej dostawie, jako niezbędne do życia i gdzie nie mają konkurencji. 
Isla Carenero
Ameryka i Europa na niektóre kraje kręci nosem, namyśla się, czy to się opłaci? Czy w zgodzie jest z polityką państwa? Itp. Azjaci nie politykują, tylko szybko działają. Biznes, to biznes i tyle. Kto szybszy, ten lepszy.
dziewczynka między skromnymi domami na palach
Po śniadanku, które na świeżym powietrzu smakowało wyjątkowo, poszłam dalej zwiedzać wyspę Carenero. Część mieszkańców żyje w skromnych drewnianych domach na palach. Większość ludzi posiada domy solidniejsze, niektórzy wręcz bogate ogrodzone posesje z kamerami na każdym rogu ogrodzenia dla ochrony terenu.
Ciche  Carenero
Jest na wyspie też kilka niewielkich hoteli i hosteli oraz bary i restauracje. Na koniec skierowałam się do pomostu na wodzie, gdzie zauważyłam, że para młodych ludzi wsiada na łódkę. Pokiwałam i właściciel łódki poczekał na mnie. Zapłaciłam 1 $ i wróciłam na Isla Colon. 
Najbardziej zbliżone miejsce na Carenero do Isla Colon.
Bardzo mile spędzone przedpołudnie. Największy upał przesiedziałam w hotelu, z obawy o ponowne porażenie słoneczne i ze względu na oczy. Muszę uważać na siebie.
Na wyspie Carenero
Ale już o 16.oo, gdy słońce nieco osłabło, znowu poszłam na spacer, a potem na pyszne lody z gorącymi, zapiekanymi w cieście bananami. Wszystko to polane gorącą czekoladą! Palce lizać!
Isla Carenero
Jakie to wspaniałe uczucie, gdy nie muszę już liczyć kalorii i zastanawiać się, czy mogę sobie pozwolić  na ten, czy na inny przysmak, na który mam wielki apetyt. W podróży schudłam tak bardzo, że teraz to już wszystko, na co mam ochotę, mogę sobie kupić i jeść bez wyrzutów sumienia.
Lody z gorącymi bananami
Na ten pyszny kaloryczny deser i na piwko, poszłam do restauracji na wodzie, w której już kilka razy byłam. Grają tam spokojny blues–jazz, mój ulubiony rodzaj muzyki, a przy stolikach na pomoście, który dość daleko wchodzi w morze, jest rześko i miło.
idąc od morza w głąb lokalu
Lekki wietrzyk od morza niweluje panujący wokół upał, a dodatkowo pod zadaszeniem chodzą wentylatory. Lubię takie bluesowo-jazzowe klimaty i ten chłodek od wody.
Ulubiony lokal na Isla Colon
To prawda, co mówili inni turyści, którzy już tu byli. Ciężko jest opuszczać Bocas del Toro. Chciałoby się tutaj być jeszcze i jeszcze. Jak by długo się tutaj nie było, to zawsze jest to zbyt krótko. 
Maniana

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz