Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

sobota, 31 maja 2014

Boquete, miasto starców



Lubię takie podróżowanie, żebym nie musiała zrywać się z łóżka bladym świtem i zaspana, w pośpiechu opuszczać hotel, pędząc na dworzec, lotnisko lub przystań.
Żegnam miły hotel i Bocas del Toro
Moja wodna taksówka odpływa o godz. 11.oo, a przystań znajduje się po przeciwnej stronie ulicy, po skosie, dwa budynki za John,s Bakery.
Na przystani oczekujemy na Water Taxi
Spokojnie wzięłam prysznic, wypiłam kawę, dopakowałam ostatnie drobiazgi do plecaka. Pożegnałam się z panią sprzątającą, która codziennie witała mnie w przejściu korytarza, bo miała tam swoją kanciapę oraz z szefem w recepcji, który zawsze był dla mnie niezwykle uprzejmy i poszłam na przystań Shuttle from Bocas to Boquete.
Płyniemy
Na przystani spotkałam Salso, który specjalnie wyszedł z łódki, aby się ze mną przywitać. zobaczył moje bagaże, wyjeżdżasz Sofija z Colon? żałował, że już z nim nigdzie nie popłynę. Miły gość. Water Taxi płynęliśmy prawie 40 min do Almirante, a tam czekał już na nas minibus, mający nas zawieźć w góry, do Boquete. Czekali też tragarze, oferujący przenieść nasze bagaże z łodzi do minibusu, jakieś 400m  dalej.
Bocas del Toro zostaje za mną
Skorzystałam z tej usługi, bo ścieżka kamienista i pod górkę, a moje bagaże, jak wiadomo, zawsze są zbyt ciężkie. Tragarze biorą od każdego bagażu 1 $. Naprawdę w tej Panamie jest tanio.
Płynę ku nowemu, nieznanemu
Chłopak chwycił moją walizkę i drugą, innej turystki, więc za jedną drogą zarobił 2 $. Ale miał bardzo ciężko, nie zazdroszczę. Moi współpasażerowie na łódce do Boquete mieli również ogromne walizy, niektórzy jeszcze większe od mojej.
Jedziemy w góry!
Na łódce był komplet pasażerów w minibusie również sporo pasażerów, co mnie trochę zaniepokoiło, bo nie myślałam, że z Almirante tyle ludzi pojedzie do Boquete. Mamy law sezon, pora deszczowa, więc liczyłam na mniejszą frekwencję, co by zwiększało moje szanse na znalezienie miejsca w tanim hotelu. Gdy hotelarze widzą duży napływ turystów, zawyżają natychmiast ceny, gdy turystów jest mało, stosują spore rabaty.
Widziane z okna minibusu
Drugim zaskoczeniem była dla mnie odległość z Almirante do Boquete. Byłam pewna, że to jest blisko, bo Panama mała, wąska i dotychczas wszędzie było blisko, a tu raptem jedziemy i jedziemy i końca nie widać. 
Droga do Boquete
Na szczęście podróż nie była nużąca, ponieważ krajobrazy są tak piękne, że oczu nie można od okna oderwać. Jechaliśmy cztery godziny z przerwą na posiłek  w przydrożnej restauracji „Dona Marta: Większość drogi biegła między górami, lasami, wiła się serpentynami w dół i w górę.
Na szosie do Boquete
Przez długi czas z jednej strony mieliśmy morze, a z drugiej góry. Pytanie często w Polsce zadawane, gdzie w tym roku jedziecie na urlop, w góry, czy nad morze? W Panamie zupełnie traci sens, bo tutaj jest się w górach i nad morzem jednocześnie.
Na trasie
Potem były już same góry, chwilami przypominające te w Tajlandii. Bardzo strome, bardzo wysokie, porośnięte lasem, a na szczytach garbate. Mimo, że nie ma tam miast, ani wsi, samochody służb komunalnych przywożą pracowników, którzy koszą pobocza drogi (jest tylko jedna) z traw i wszystkiego, co tam rośnie.
Wjeżdżamy w góry
A wszystko rośnie tu niezwykle bujnie i szybko i gdyby nie koszono, to by dżungla opanowała całą szosę, jak Angkor w Kambodży i odcięła Boquete od reszty świata. 
Cały czas wspinamy się pod górę
Słyszałam, że tą szosę przez góry nie tak dawno zbudowano, a przedtem, aby z Boquet dostać się do Almirante, lub odwrotnie, trzeba było jechać przez Kostarykę. Bo tamta szutrowa droga jaka wówczas istniała, ciągle niszczona była przez powodzie i spadające z gór kamienie i większą część roku była nieprzejezdna, zasypana konarami drzew i innych rzeczy przywleczonych przez rwącą wodę.
Bujna zieleń dookoła
Gdy po jednej stronie mieliśmy prawie pionowe zalesione góry, po drugiej stronie lasy znajdowały się w wąwozach tak głębokich, jak przepaście bez dna. Mijaliśmy wodospady i miejsca tak ukształtowane, jak amerykańskie kaniony.
W drodze
Jechaliśmy po szczycie ogromnej tamy. Z jednej strony szosy niewinnie wyglądająca rzeka (teraz, gdy opady są jeszcze w normie), a z drugiej, głęboko w dole ogromna niecka, jezioro, przyjmujące nadmiar wody w razie powodzi. 
Przerwa na odpoczynek
Od strony tego wodnego zbiornika, stroma, betonowa, bardzo wysoka ściana tamy, a na jej szczycie szosa i nią właśnie jechaliśmy, jak po chińskim murze. Od strony tej przepaścistej tamy chronił nas murek i dodatkowo wysoka siatka, mimo, że był to dosyć długi odcinek drogi. Niesłychanie malowniczy widok.
Przydrożny bar "Dona Marta"
Gdy na półmetku zatrzymaliśmy się przy „Dona Marta” na lunch, w czasie, gdy Seniora robiła mi kawę, poszłam umyć ręce, obok umywalki znów wisiał ten plakat zaginionych młodych Holenderek. Czyli one tą trasę musiały pokonywać, od Boquete do Bocas del Toro, lub w odwrotną stronę.
Zaginione młode turystki z Holandii
Chwilami droga była po prostu bajkowa. Grube konary ogromnych drzew rosnących na poboczach, porośnięte soczysto zielonymi liśćmi, przechodziły górą na drugą stronę szosy, tworząc piękny, żywy, zielony tunel, którym jechaliśmy.
W barze "Dona Marta"
Mijaliśmy szeroko rozlaną rzekę, a po obu jej stronach szpalerem rosły smukłe, wysokie palmy odbijające się w przezroczystej wodzie. Niesamowite widoki, których nie potrafię nawet opisać. Trzeba po prostu na własne oczy zobaczyć, żeby poczuć to piękno. 
Przed barem
Żałuję, że nie mogłam robić zdjęć z samochodu, a to dlatego, że boczne szyby były przyciemnione. Tylko kierowca miał dobrą widoczność. Kilka zdjęć zrobionych przez szybę kierowcy załączam, mało  udane, bo warunków do tego nie było.
Jedziemy dalej
Dojeżdżając do Boquete, wjechaliśmy na autostradę, co mnie bardzo zaskoczyło. Długa podróż w tak stromym i zalesionym terenie, a tu raptem taka płaszczyzna i autostrada! To było gdzieś na wysokości Chiriqui. Prowincja, w granicach której znajduje się Boquete, też nazywa się Chiriqui.
Boquete
Teraz już wiem, że to autostrada przeprowadzona z Boquete do miasta David, które jest zdaje się trzecim miastem pod względem wielkości w Panamie. Przez David będę jechała do stolicy Panamy, jeżeli nie polecę samolotem.
Takie autobusy jeżdżą do David
Jeżeli pojadę autokarem, to być może zatrzymam się w David na trzy noce, aby zwiedzić to ciekawe miasto i jednocześnie zrobić sobie przerwę w podróży do Panama City, bo to z Boquete daleka droga.
Dziko rosnące drzewko pomarańczowe
Tą autostradę z Boquete do David (jeszcze kończą budowę. U nas powiedziano by: ten projekt, na który przeznaczono 116 mln. 600 tys.$) wybudowali dla emerytów (ha, ha!) śmieszne,ale prawdziwe. Czy wspominałam już, że Boquete nazywają miastem starców?
Na tej ulicy szukam hotelu
Otóż wybudowali tą autostradę z myślą o emerytach ze Stanów Zjednoczonych, Kanady i Europy, żeby mieli łatwiejszą podróż do Boquete, to więcej ich tutaj przyjedzie. W David z tego samego powodu jest obecnie powiększane lotnisko. Emeryci przylecą sobie samolotem do David, a stamtąd autostradą prosto do Boquete, dożywać swoich lat w pięknym otoczeniu, zdrowym klimacie i przyjaznym otoczeniu.
Szczyty gór ciągle "się dymią"
W Punta Pena, przetarłam ze zdziwienia oczy, bo zobaczyłam grupę chłopców ubranych w chińskie mundurki, takie jasno kakaowe ze złotymi guzikami i czerwonymi patkami na ramionach. Czy jesteśmy w Chinach? Pomyślałam, że z moimi oczami musi być coraz gorzej, chociaż trzy razy dziennie zakraplam je specjalnymi kroplami.
Wszystkie domy w Boquete toną w kwiatach
Przed samym miastem minęliśmy niewielkie osiedle domków jednorodzinnych. Tu muszą mieszkać ci amerykańscy emeryci, pomyślałam sobie. Domki były parterowe, szerokie, płaskie, ogrodzone niskimi, białymi płotkami, ciągnęły się po obu stronach ulicy, na której nie było chodników. 
Całe Boquet pachnie kwiatami
Przed każdym domkiem podjazd dla samochodu. To typowo amerykański styl. Przez ten brak chodników, oni zmuszeni są ciągle jeździć samochodami, nawet po gazetę i przez to są tacy otyli. Za mało mają ruchu, ale skoro dla osób chcących korzystać z własnych nóg, w ich osiedlach nie przewidziano nawet ścieżki, to cóż począć. Samochód, hot-dogi, hamburgery i telewizor im pozostał.
Rzeka Boquete, Rio Caldera
Wreszcie wjechaliśmy do miasta Boquete. Dotychczas wychodząc z klimatyzowanych minibusów, uderzała we mnie fala gorącego powietrza.Tym razem powietrze było czyste, rześkie. Może tutaj w końcu włożę na  siebie długie spodnie, a czasami być może też polar? Bo przez ostatnie osiem miesięcy nie miałam takiej sposobności. Wszędzie panowały upały.
Tutaj, nawet na nieużytkach rosną piękne kwiaty
Porozmawiałam z młodą kobietą w cafe przy terminalu autobusowym o barato hotelach i ona doradziła mi „Casa la Montana” Miałam ten hotel na swojej kartce, którą sobie w Bocas przygotowałam. Spisałam na niej 10 tanich hoteli w Boquete, więc skoro tak, zacznę od tego. 
Hotel "Casa La Montana"
Wzięłam taxi, chociaż 2 $ wydało mi się wygórowaną ceną, bo w Bocas taxi kosztowała zawsze 1 $, a nie wydaje mi się aby Boquete było większe od Bocas Town. Ale gdy taksiarz widzi nowych turystów, to zdziera, bo wie, że bez niego rady nie dadzą z tymi swoimi ogromnymi bagażami. Niech stracę, pomyślałam i pojechałam.
Krajobraz Boquete
Cały czas jechaliśmy jedną ulicą pod górę. Gdy driver zapytał czy poczekać ewentualnie, gdybym tu nie została, bo on do innych hoteli  może mnie zawieźć, podziękowałam. W razie co, wrócę tą ulicą pieszo, bo będę z tą moją ciężką walizką toczyła się już cały czas z górki, a po obu stronach jakieś hotele widziałam.
Spojrzenie w boczne uliczki
W „Casa de Montana” właściciela zastałam przed furtką, bo wracał właśnie ze sklepu. Zaczęliśmy rozmawiać i zaprosił mnie do środka. W holu dalej mi opowiadał, ale ja prosiłam, aby najpierw cenę mi podał, bo może szkoda czasu na dyskusję, po czym zwróciłam mu uwagę, że z loda którego sobie kupił w wafelku, już tylko połowa została, a reszta leje mu się po białej marynarce i butach. 
Tak sobie ludzie żyją, w wiecznej zieleni
Zawsze mnie trochę drażni, gdy nie ma wywieszonych przy recepcjach konkretnych cen za pokoje, tylko zaczyna się dyskusja, a na jak długo – to zależy, odpowiadam, jak będzie tanio, to na długo, jak będzie drogo, to bardzo krótko, bo zaraz wyjdę. A potem gość patrzy w sufit i wymyśla tą cenę na poczekaniu, odpowiednio do tego, na ile otaksował klienta. Zazwyczaj już wiem, że w takim hotelu nie zostanę. I nie zostałam.
Hotel ładny, ale za drogi i za daleko od centrum
Potoczyłam się ze swoimi bagażami w dół ulicy, w kierunku centrum miasta. Zobaczyłam „Music Boquete Hostel”, który też znajdował się na mojej kartce. Weszłam. To rodzinny hostel. Najpierw poznałam Annę Luciję lat 3, która pokazała mi swój kolorowy rysunek i po hiszpańsku coś mi o nim opowiadała.
Zobaczyłam tablicę "Music Hostel" i weszłam
Następnie przedstawił mi się jej tata, Moyses, który gdy się dowiedział, że nie mówię po hiszpańsku, zawołał mamę Haydde, która właściwie jest tutaj główną szefową i jako jedyna w rodzinie zna angielski.
"Music Hostel", gdzie weszłam i zostałam na miesiąc
Z Haydde dogadałyśmy się szybko i powiedziała, że jak dłużej zostanę, to da mi rabat i będę miała barato. Jak barato? zapytałam, bo lubię konkrety. Za 8,5 $ za dobę. Biorę natychmiast, pomyślałam sobie, ale jeszcze nic nie mówię, tylko spokojnie ustalam pozostałe warunki. Czy jest Wi-Fi?, w pokoju? okno?,A banio?  W korytarzu obok? 
Przed wejściem do Music Hostel
Co poza tym? Haydde powiedziała, że jest ogólnie dostępna kuchnia, że mogę sobie jedzenie szykować sama, jak chcę,  kawa i herbata od rana do wieczora na stoliku w salonie, w cenie pokoju, mogę nawet konsumować wina, które stoją w kuchni. Wszystko mi pokazała, jak co działa, a lodówkę mam własną w pokoju.
Mój pokój
To ja chcę zobaczyć ten pokój. Mogę mieć też telewizor, czy chcę? Chcę, bo zawsze przyjemniej, gdy coś do człowieka gada lub gra w pokoju. Gdy wyjmowałam swoje rzeczy z plecaka, Moyses przyniósł duży karton i zaczął montować duży, cieniutki plazmowy telewizor. Dostałam nówkę. Wszystko mi podłączył i dał dwa piloty.
Salon
W pokoju jest ponadto szafa z wieszakami i półkami, stolik-biurko i jedno krzesło oraz duże, potrójne łóżko. Z okna rozpościera się piękny widok na góry. Czego więcej chcieć za taką cenę? Cały hostel utrzymany jest w idealnej czystości. Ale gdy płaciłam, moja karta nie zadziałała dwa razy pod rząd. Ot, problem.
Tu przyrządzamy sobie kawę i herbatę
Wiecznie z tą kartą mam jakiś problem. Haydde powiedziała, żebym się nie martwiła, jutro rano spróbujemy jeszcze raz, czasami tak się zdarza. W Bocas Town, u Chińczyka dwa razy ( przedłużałam pobyt) płaciłam kartą i było ok. Ale Chińczyk przeciągał kartę i wklepywał jej numer, wcale nie musiałam pinu wpisywać. Tutaj urządzenie jest na pin i  znowu nie zadziałało.
Recepcja
Wzięłam pokój na cały miesiąc za 250 $. Odpocznę sobie trochę od zgiełku typowo turystycznych miast i miasteczek nad Morzem Karaibskim i od tych ciągłych upałów, które właściwie lubię, ale po ośmiu miesiącach, jeden miesiąc przerwy od palącego słońca, dobrze mi zrobi. Potem pojadę na drugą stronę Panamy, do David nad Pacyfik.
Kuchnia do dyspozycji
Rozmawiałam z Haydde i jej synową, Freggi, o zaginięciu tych dwóch młodych Holenderek, ponieważ okazało się, że ta tragedia tutaj, w Boquete się wydarzyła. Całe miasto żyje tą historią. Na plakatach nic nie pisali, kiedy i gdzie się to stało, tylko, że zaginęły, zamieścili ich zdjęcia i dane do kontaktu podali. Jedna, to Lisanne Froom lat 22, druga, Kris Kremers lat 21.
Drzwi do pokoju Amerykanina. Wywiesił sobie mapę Texasu, skąd pochodzi.
Teraz dowiedziałam się, że te dziewczyny zaginęły już 2 kwietnia! Niemal dwa miesiące temu, bez siedmiu dni! I cały czas je szukają. Jedna z dziewczyn pochodzi z bardzo bogatej rodziny. Haydde powiedziała wprost, że z rodziny milionerów holenderskich. Druga, to jej przyjaciółka. Podróżowały same.
Boquete obwieszone plakatami o Holenderkach
Mieszkały w takim lepszym, droższym hotelu, bo nie musiały się z groszem liczyć. Poszły na Wulkan Baru same,  bez Przewodnika i już nie wróciły. Szukało ich 18 osób i 12  wyszkolonych psów. Akcja na dużą skalę i przez długi czas.
W holu "Music Hostel" mapa Panamy
Rodziny przyleciały z Holandii i te plakaty tutaj zamówili. Część w języku hiszpańskim, a część w angielskim. Zlecili rozwieszenie wszędzie tam, gdzie dziewczyny były i gdzie planowały być. 
Mój hotel stoi naprzeciw tej stromej góry. Trudno zabłądzić.
Czyli cały obszar Prowincji Chiriqui z głównym naciskiem na miasto Boquete i Volcano Baru oraz obszar archipelagu wysp Bocas del Toro. Ostatnio zwiększyli wysokość nagrody za jakąkolwiek informację z 30 tys na 45 tys $.
Miejsca dla inwalidów zawsze w samym przejściu.
I nic. Żadnego odzewu. Dziewczyny przepadły, jak kamień w wodę, jakby się pod ziemię zapadły lub do tego wulkanu wpadły. Policja i ratownicy panamscy przerwali akcję ratowniczą dwa dni temu tłumacząc, że zrobili już wszystko, co mogli.
Są na okładce gazety "Critica" w Boquete
Rodziny dziewczyn nie dają jednak za wygraną. Zamieszkały w Boquete i na własną rękę prowadzą poszukiwania, na własny koszt. Jeżeli nawet dziewczyny nie żyją, to przecież ciała powinny się znaleźć. W codziennych gazetach zamieszczają na pierwszej stronie zdjęcia Holenderek i relacje z poszukiwań. Ogromna tragedia. 
Tutaj kupuję pieczywo, bo to blisko mojego hotelu.
Takie młode i śliczne dziewczyny, całe życie było przed nimi i tak nagle zostało przerwane w niewiadomy sposób. Ja sama na wulkan Baru już nie pójdę, jak planowałam. Zapłacę za wycieczkę z Przewodnikiem.
Jazz Cafe "Zanzibar". Muszę tu przyjść któregoś wieczoru.
Następnego dnia rano obudziłam się dopiero o ósmej godzinie! Tak na mnie ten górski klimat podziałał. Szybki prysznic, kawa, lekkie śniadanko, które miałam w lodówce i do miasta na zwiedzanie.
Centrum Boquete
Łazienki nie mam wprawdzie w swoim pokoju, ale tuż obok, w korytarzu i na razie widzę, że tylko ja z niej korzystam, więc żaden problem. Jest za to duża, przestronna, czysta, z miękkimi chodniczkami przy wyjściu spod prysznica.  
Tu sobie kupiłam letnią sukienkę. Sklep Zofii do czegoś zobowiązuje.
Ma wieszaczki na ręcznik i bieliznę. Jest tam wc i  umywalka, a przy niej mydło w płynie i puszysty ręczniczek do wytarcia rąk. Niby takie drobiazgi, ale ułatwiają życie. W dotychczasowych hotelach takich drobiazgów mi brakowało. Jest też ciepła woda, która raczej rzadko bywała, ale były upały, więc było ok!
Piękny most na Rio Caldera
Cieszy mnie lodówka w pokoju, bo mogę wreszcie sobie jakąś wędlinę, czy ser kupić bez obawy, że do rannego śniadania mi się zepsuje. Nie muszę codziennie do sklepu chodzić, lecz mogę zapasy na kilka dni zrobić i nie zawracać sobie głowy zakupami.
Ja na moście w Boquete
Nie muszę też pić ciepłej wody mineralnej, no i piwka mi się chłodzą, więc nie muszę po jednym kupować, lecz jakiś zapasik w lodówce może stać. Nie wspomnę już o tym, że cieszy mnie, iż to wszystko jest, gdy potrzebuję. 
Widok z mostu
Na Bocas poszłam rano do kuchni usmażyć sobie dwa jajka na śniadanie, a jajek w lodówce nie było! Turyści zjedli. Owszem, kulturalnie wyrzucili do śmieci pojemnik po moich jajkach, ale na śniadanie musiałam iść do baru.
Przed mostem. Każdy centymetr ziemi zagospodarowany.
Więc poszłam do miasta Boquete i bardzo ono mi się spodobało. Jest większe, niż początkowo myślałam, całego nie obeszłam, ale przyjemne miasto. Ludzie są komunikatywni. 
Uczeń na moście
Zaczepią, zapytają, pogadają. Przystanęłam obok małego, starego domku bo zobaczyłam, że starszy pan szyje tam na maszynie. Życie tutaj niemal na zewnątrz się toczy. Pomyślałam, że może dokona mi parę przeróbek krawieckich. Mam takie trzy rzeczy do poprawki, ale nigdzie krawca nie widziałam, aż teraz, w Boquete.
Widok z mostu
Dwie starsze panie siedzące na ławce przed tą chatą, natychmiast mnie zagadały. Jedna z nich chciała mi sprzedać zieloną wełnianą torebkę na ramię, zrobioną na drutach. Torebki takiej nie potrzebuję, więc utargu nie było, mimo to panie dalej mnie zagadywały, wypytywały, a gdy dowiedziały się, że jestem z Polski, ta od zielonej wełnianej torebki przysunęła mi drewniane krzeseło, prosząc, abym usiadła przy niej na chwilę. Opowiadały mi również o Holenderkach, bo to temat nr.1 w mieście.
Klara z wełnianą torebką, co miała polskiego dziadka
Jedna z nich, Klara Landau, miała dziadka, pochodzącego z Polski. Druga nazywa się Ruth Witzinger. Musiałam z nimi trochę posiedzieć na krześle przed domem i wysłuchać historii, z której tylko część zrozumiałam, ale staruszki były zadowolone. Zapytałam, czy ten pan krawiec przerobiłby mi kilka rzeczy.
Klara pokazuje mi dziwne owoce, rosnące bezpośrednio na konarach
Natychmiast jedna z pań podreptała do krawca i powiedziała o co mi chodzi. Krawiec odrzekł, abym przyniosła te rzeczy. Umówiliśmy się na następny dzień. Następnie w sklepie zrobiłam zakupy i karta zadziałała prawidłowo. Ufff! Na jednej z ulic, wysoko, ponad murem zobaczyłam restaurację, która mi na taką tańszą wyglądała i sporo ludzi w niej było.
Bank w Boquete
Wspięłam się po schodkach na górę i rzeczywiście. W stylu szybkiego baru obsługi. Bierze się tacę i idzie wzdłuż lady z potrawami, pokazując, co pani ma na talerz mi włożyć. To w sam raz dla mnie, bo nie muszę za wiele dyskutować z obsługą, która zazwyczaj mówi tylko po hiszpańsku i nie wystarcza jej, że pokażę pozycję w menu, tylko zadaje mnóstwo dodatkowych pytań.
W Art Cafe serwują przepyszną kawę
Jedzonko było świeże i pyszne, a obsługa uprzejma.Wybrałam ryż, pieczeń wołową w sosie, surówkę z czerwonej kapusty, pieczonego banana, soczewicę w sosie i gotowane na parze różne rodzaje warzyw. Do tego duży sok wyciskany z marakui i kawę. Gdy się z tym wszystkim dosunęłam do kasy, pan podliczył należność, po czym zapytał czy jestem seniorką?A w czym rzecz?
Obiadek w barze dla seniorów
Czy mogę mu jakiś dokument pokazać?. Ok, pokazałam paszport. Otóż, okazało się, że w tej restauracji mają dla seniorów 20% zniżki na wszystko, co sobie zamówią! i to nie w wybrane dni tygodnia, ale każdego dnia, zawsze! Za cały ten wybrany przeze mnie zestaw zapłaciłam 3,45 $.
Trzy matrony na skwerku
Wszystko to w ramach programu przyciągania obcokrajowych emerytów i zachęcania ich do pobytu lub zamieszkania na stałe! Niesamowita historia! Będę tam częściej chodziła, bo jedzenie było pyszne! I tanie! W życiu nie widziałam kraju, gdzie by się tak miało na uwadze emerytów i poświęcało im tyle uwagi!
Sklep z artykułami zbędnymi
Już chociażby z tego względu Boquete coraz bardziej mi się podoba. Wbrew pozorom, starzy ludzie nie stanowią tu większości, póki co. Jest dużo młodych ludzi, uczących się, prowadzących swoje biznesy, budujących tu swoje domy, bo Boquete jest dla wszystkich przyjaznym miastem, ale dla starszych ludzi wyjątkowo.
Takim samochodzikiem jeździ się zwiedzać plantacje kawowe
Ponieważ w większości państw ludzie, którzy nie są już czynni zawodowo, przestają być zauważani przez Rząd, polityków, biznes i społeczeństwo, często traktowani jak zło konieczne, które za długo żyje i to na koszt młodych (taka opinię szerzy się np.w moim kraju) traktowanie seniorów w sposób szczególny, wszędzie gdzie się pojawią, zaskakuje bardzo przyjemnie.
Kolorowe domki wielorodzinne
Podróżuję po różnych krajach, więc mam porównanie. Nawet na tym blogu, będąc w innych państwach, pisałam o stosunku mieszkańców do obcokrajowców i mówiłam wprost, że nie będę bez przerwy rozpływać się w chwaleniu tubylców tylko dlatego, że jestem ich gościem, bo jak nie są przyjemni, to po prostu nie są i trzeba to powiedzieć. 
Szkoła Języków Obcych
Ale jak są przyjaźni i dobrze wychowani, to muszę o tym napisać. W Kostaryce tacy byli, a w Panamie, to już w  szczególności. W Boquete dodatkowo postawili na seniorów i w tym temacie się specjalizują. To znaczy, wszystko, co się da przystosowują tu dla  seniorów, ich możliwości fizycznych i potrzeb. Na ulicach, w parkach, sklepach, przychodniach lekarskich, obiektach kulturalnych itp. 
Autobusy liniowe
Stosują dla nich rabaty w sklepach i restauracjach, organizują po specjalnych cenach różne aktywności, siłownie, baseny, wycieczki, spotkania tematyczne w szerszym gronie, festyny i temu podobne atrakcje.




Kościół w Boquete


Po prostu kierują do seniorów szeroką ofertę na aktywne życie wśród społeczności, żeby nie siedzieli samotnie w domach, tylko brali czynny udział w życiu miasta i przebywali wśród ludzi.
Spacerek na drugą stronę rzeki Caldera
Już słyszę głosy zgryźliwców: bo chcą wyciągnąć od starszych ludzi pieniądze, żeby u nich żyli, mieszkali, leczyli się, robili zakupy itp. Być może. Problem w tym, że gdzie indziej też wyciągają od starszych ludzi pieniądze, bo tam żyją leczą się i robią zakupy, za wszystko płacąc swoimi własnymi, wypracowanymi na emeryturę pieniędzmi, a jednak nie są z tego powodu traktowani w sposób miły i szczególny. Taka to różnica.
Biały domek na skarpie
Tutaj sama po prostu czuję na każdym kroku przyjazną wokół siebie atmosferę i widzę gołym okiem przychylność w traktowaniu innych starszych ludzi. Być może dlatego starsi z innych krajów tak garną się do Panamy i do Boquete, co z kolei spowodowało, że o Boquete mówi się -  miasto starców.
Nad Rio Caldera
Zbytni skrót myślowy. W Boquete żyje bowiem mnóstwo dzieci, ludzi młodych i w średnim wieku. Chodzi głównie o to, że Boquete, to miasto przyjazne dla starszych ludzi, wychodzące z pewnym pakietem propozycji dla nich, zachęcając do osiedlania się tutaj, bo żyjąc w Boquete, seniorzy poczują się zadbani i zaopiekowani. I tyle.
Lasy Boquete
 W następnym poście pokażę przyrodę Boquete, bo jest naprawdę piękna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz