Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

wtorek, 22 kwietnia 2014

Zamieszkałam w Cocles, Costa Rica

Cabinas Marco,s miałam do dyspozycji do środy rana, 16 kwietnia. Z Danishą umówiłam się, że przyjedzie po mnie swoją terenówką na g.10.oo i zawiezie mnie z bagażami do chaty w Cocles. Gdy już spakowana wyszłam na galeryjkę, żeby wypić kawę, zastałam tam liścik od Dorin, w którym wyliczała noclegi i podawała numery cabinas. Nic z tego nie rozumiałam, bo przecież należność uregulowałam już pierwszego dnia, przy zasiedlaniu cabinas. Może gdybym uważniej przeczytała kartkę! ale nigdy nie robię tego uważnie.

Ja z Dorin na podwórku
Poszłam do Dorin do pizzerii i mówię, jak to? przecież mam wszystko zapłacone. Dorin mi na to odpowiada, że oczywiście, jest ok, tylko ona mi tu proponuje dalszy pobyt i wylicza, żeby pokazać, że daje mi rabat i że mogę mieszkać u niej dalsze z zaplanowanych 25 dni. Zmieniłabym tylko pokój z nr.5 (bo ci ludzie, co go zarezerwowali, przyjeżdżają), a dała by mi pokój nr.3, a potem znowu mogłabym wrócić do swojego pokoju nr.5, jak po 21 kwietnia ci ludzie wyjadą.
Chris dźwiga łopatę. Robaki na ryby będzie kopał?
No, tak. Ja to nawet sobie myślałam, że ze względu na te nocne deszcze część ludzi zwolni rezerwacje, a część wyjedzie wcześniej. Wczoraj na przykład wyjechali ludzie z domku za mną, których maleńkie niemowlę bez przerwy płakało całe dnie i noce. Dziwiłam się, że w ogóle z takim maleństwem przyjechali w te backpackerskie warunki. I te komary!Nie wytrzymali jednak nerwowo, zrezygnowali i wyjechali.
ja z Dorin, właścicielką Marco,s Hostel. puerto Viejo
Ale ja nie mogłam już się wycofać z umowy z Danishą. Powiedziałam Dorin, że bardzo dobrze mi się u niej mieszkało, ale za późno mi powiedziała o możliwości pozostania w Marco,s Hostel . Ja mam już walizki na ganku, dałam zadatek, Danisha już mi tutaj modem do internetu przywiozła, który używam, a za dwie godziny przyjedzie, aby mnie zabrać do Cocles. Za późno Dorin, szkoda, ale dzięki!
Sprzedaż owoców z roweru
Z tym nowym rabatem rzeczywiście miałabym taniej teraz u Dorin, ale nie wszystko da się przeliczyć na pieniądze. Ja jak się z kimś na coś umawiam, to dotrzymuję słowa, chyba że wydarzy się coś nadzwyczajnego, niezależnego ode mnie. Wiem, że to może być w Ameryce Łacińskiej dziwne, Danillo nie miał obiekcji, ale ja pochodzę z Europy.
Pożegnanie z Marco,s,ale polecam, bo to super Cabinas Hostel!
Dorin zrozumiała moją postawę, w końcu ona też pochodzi z Europy. Poprosiłyśmy, aby men zrobił nam na pożegnanie wspólne zdjęcie. Zrobił to fatanie, ale jest. Dorin zapytała, czy mogłabym umieścić to zdjęcie z nazwą jej hostelu i pizzerni na swoim blogu i na facebooku, aby ją trochę zareklamować? No problem, Dorin! i oto jest!
Cabinas Marco,s Pizzeria
Danisha spóźniła się 20 minut w ogóle tego faktu niezauważając, ale to jest Costa Rica, więc również nie zwróciłam jej na to uwagi i pojechałyśmy. Przed wjazdem do dżungli zatrzymałyśmy się, Danisha kupiła mi nowy wentylator, bo stary właśnie przestał działać, a ja kupiłam ogromne butle wody mineralnej, korzystając z okazji, że zostaną samochodem przywiezione do samego domu i przez jakiś czas nie będę musiała dźwigać wody na własnych plecach.
Z Danishą w drodze do Cocles
Gdy już miałyśmy wjechać pod górę na tą boczną żwirówkę do wioski (droga idąca dalej prosto, prowadzi do Sixaola), zobaczyłyśmy, że jest zablokowana. Panowie zamknęli drogę na czas wkopania słupa elektrycznego, podobno ta droga do wioski ma dostać oświetlenie. Danisha się cieszy z tego faktu, więc nie złorzeczyła, tylko grzecznie czekała, mimo że powiedziano jej, że będziemy czekać godzinę!

Po drodze Danisha kupiła dla mnie wentylator
Trochę rozmawiałyśmy. Dowiedziałam się, że Danisha pochodzi z Limon, a z tej wioski pochodzi jej mąż. Elena Brown, to jej teściowa. Restauracja jest teściowej, a ona z mężem w niej pracują. Danisha ma dwoje dzieci, dwóch chłopców. Właśnie jej szwagierka przechodziła obok nas z synkiem Danishy i kiwali do siebie na przywitanie. Szwagierka opiekuje się wszystkimi dziećmi, bo nie pracuje.
Nasza droga zamknięta
Siedziałam w tym samochodzie przy otwartych drzwiach, potem stałam obok samochodu, w końcu poszłam do pana inżyniera zapytać, czy by nie dało się jakoś wcześniej nas przepuścić, bo nie wytrzymamy w tym upale stać tutaj godzinę. Pan powiedział pokito, only pokito i zaraz nas puści. Za kwadrans. Ok.

Brat Danishy, Roberto
Inżynier dotrzymał słowa i w odpowiedniej chwili, jak ten słup już wstawili w wykop, powiedział kierowcy, aby się na chwilę na bok przesunął i przejechałyśmy. Potem sobie ten słup okopywali. W międzyczasie nadjechał konno, prowadząc za uzdy następne dwa konie, chłopak i Danisha powiedziała, że to jest jej brat, Roberto. Buenos Dias, Roberto. No cóż, cała wioska w rękach family.
jesteśmy na miejscu
Zamieszkałam w zielonym domku pośród zielonych drzew, krzewów i kolorowych kwiatów. Danisha się postarała i wszystko przygotowała, jak należy. Było świeżo wysprzątane, świeżo posłała dla mnie łóżko i zawiesiła moskitierę. Na oknach zawiesiła firanki. Mam też expres przelewowy do kawy z podgrzewaczem. Podłączyła lodówkę, wodę, światło i gaz, no i teraz przywiozła ten wentylator. Dała mi instrukcję, jak co używać, ale nadal mam problem z gazem. Wszystko tutaj jest niestety takie nie do końca dopracowane.
Moja chata na najbliższy miesiąc. Cocles
Butlę gazową nie dokręca się solidnie pokrętłem, lecz taką małą blaszkę trzeba docisnąć w dół (lub na bok, właśnie mi się pomyliło). To nie jest bezpieczna sprawa. Wieczorem, gdy już się jakoś rozłożyłam z rzeczami, chciałam sobie usmażyć na kolację jajka i przestawienie blaszki nic nie dawało, gaz nie chciał się zapalić. Gdy ruszyłam inną blaszkę, zawór się poluzował. Wyszłam przed domek, wszędzie było ciemno, ale pamiętałam, że idąc na wprost po trawniku, za żywopłotem jest domek taty Danishe, więc tam poszłam.
Kuchnia
Tata ma na imię Berto. Jest bardzo miły i powiedział, że zawsze mogę po niego przyjść, jak będę miała problem. Berto przyszedł ze mną do domku, sprawdził butlę, ustawił i zadziałało, ale w tej chwili znowu nie pamiętam, w jakiej pozycji powinna być ta blaszka, bo teraz gaz się pali, jak ona jest poziomo i jak jest do dołu, również. Na noc prawidłowo ustawiłam zawór w kuchence gazowej i z nadzieją, że nic złego się nie stanie, poszłam spać.
Sypialnia
Zatrucia gazem się nie obawiam, bo dom jest cały ażurowy, przez co jest ciągły dopływ świeżego powietrza, poza tym, drzwi od sypialni mam zamknięte. Boję się tylko, aby butla nie wybuchła. Jeszcze raz poproszę Berta, aby obejrzał tą butlę i wytłumaczył, co jest grane z tą blaszką.
garderoba
Bardzo mi się ta chata podoba. Główne drzwi wychodzą na ganek, trawnik i dróżkę między moim domkiem, a Berta i zaraz obok, niebieskim domkiem sąsiada. W drugim końcu kuchni, przy kąciku czystości (zlew, półka na naczynia, wiszące garnki i patelnie)  znajdują się drugie, boczne drzwi wychodzące na podwórko, na taką luźno zadrzewioną skarpę.Cały teren jest górzysty i domki stoją sobie na takich pagórkach.
kącik kuchenny i wyjście na podwórko
Na drugiej, długiej ścianie kuchni znajdują się drzwi. Jedne do sypialni, drugie do garderoby i trzecie do łazienki. I chociaż wszystko tu jest prowizoryczne, o dziwo wszystko działa. Dlaczego prowizoryczne? Otóż, woda ze zlewu w kuchni leje się swobodnie na zewnątrz do rowka odprowadzającego ją gdzieś tam, dalej. Drzwi wejściowe mają solidny zamek, ale boczne już tylko zasuwkę, jaką stosuje się u nas w szafach, aby drzwiczki się samoistnie nie otwierały. Gaz, to już powiedziałam, jak działa, na blaszki. Prąd jest normalny.
Przed śniadankiem kawa i ciasteczko bananowe
Część okien ma poprzeczne deseczki luźno rozstawione, aby prześwity dawały na bieżąco świeże powietrze, a część okien nie ma nic. Ani deseczek, ani szyb. Nawet futryn nie ma. Na noc zamykam zewnętrzne okiennice od środka, na małe haczyki. Przy oficjalnej ocenie stopnia bezpieczeństwa w Kostaryce, nie wiem, czy to są wystarczające zabezpieczenia. Ale jest ślicznie! Berto zapewnił mnie, ze będzie miał oko na moja chatę i żebym niczego się nie obawiała.
podwórko od drzwi kuchennych
W domku mam aż dwa stoły i krzesła! tego w żadnym dotychczasowym hotelu nie miałam, więc wygoda wielka. Na laptopie piszę sobie wreszcie w pozycji siedzącej. Laptop leży na stole, a nie grzeje mnie w nogi. Dotychczas mogłam pracować na laptopie siedząc na łóżku i trzymając go na kolanach.
Widok od drzwi frontowych
Ilość i różnorodność ptaków jest tutaj tak ogromna, że ich ćwierkanie, gwizdanie, trelowanie, jodłowanie, a nawet dziwne gdakanie powoduje, że czuję się, jak w ptaszarni. Natura w Costa Rica nie zapewnia ciszy. W poprzednich hotelach bez przerwy szumiało morze, a w nocy wręcz ogłuszało przewalającymi się gwałtownie falami. Miało się wrażenie, że fale zaraz przebiją ściany i wleją się do pokoju.

Nie tylko ja chodzę tu pieszo
Tutaj zaś, wszystkie możliwe odgłosy ptasich śpiewów dają wspaniałe koncerty od samego rana. Jakiś  ptak to wydawał z siebie taki głos, jakby miał czkawkę, tylko bardziej dźwięczną. Czkał tak na przemian z pogwizdywaniem innych ptaków. Niesamowita muzyka. Przed g.6.oo rano zaczęły ryczeć małpy. Zupełnie tak, jak ryczały w Nacional Park w Cahuita z czego wnioskuję, że dżunglę w Cocles również  zamieszkują małpy Kongo.
No, to tak sobie pomieszkam prawie miesiąc
Któregoś dnia wybiorę się na spacer leśną drogą, nie do szosy i plaży, a w odwrotną stronę, w las. Może spotkam jakieś ciekawe zwierzęta? może mieszka tu również Oso Perezoso? muszę to sprawdzić.

Droga do chaty. Cocles. Costa Rica.
Żeby wkleić te zdjęcia, musiałam zejść z góry do szosy. Jeszcze przed sklepem Chińczyka jest Cafe Negro, gdzie mają Wi-Fi internet i tutaj kończę ten post. Telefoniczny modem, jaki posiadam do internetu, nie chce otwierać bloga, ani przyjmować zdjęć. trudno, jakoś sobie poradzę. Pocztę za to mogę swobodnie odbierać i nadawać w domu, przez modem otrzymany od Danishe. Ale nie jest to już wina Danishy. Zrobiła, co mogła, aby mi uprzyjemnić pobyt w Cocles.

Od jutra na plażę!



4 komentarze:

  1. Fajny opis, kilka rzeczy wynotowałem bo będę w Panamie już za kilka dni, na pewno po drodze Panama City, Bocas del Toro i Cahuita, a później w zależności od pogody..... może sie spotkamy BdT? Albo coś przywieźć z Polski?
    Piotr

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepraszam, ale nie zauważyłam komentarza, nie jestem na komentarze przygotowana :) i do tego takie pozytywne! a gdy już mam dostęp do internetu to tak się skupiam, aby zdążyć skopiować tekst i załączyć zdjęcia, że nic innego na oczy nie widzę. Ogromne dzięki Piotrze, ale wszystko mam, bo niedawno córka mnie odwiedziła w Meksyku i dowiozła, co trzeba. Miło, że blog się podoba. Kiedy będziesz w Bocas?ja tam planuję jechać 10 maja. Do tego dnia mam chatę w Cocles.Jeżeli Ty będziesz tam wcześniej i w Panamie City, to fajnie by było, jak byś mi podał namiary na tanie hotele, w których nocowałeś lub o których wiesz. Byłaby to duża pomoc dla mnie. Jeśli piszesz bloga, to daj mi link, ok? na blogu z boku jest adres mailowy do mnie, może łatwiej się przez niego kontaktować? pozdrawiam serdecznie i dużo miłych wrażeń w podróży życzę. Zosia

    OdpowiedzUsuń
  3. Pani Zofio, jestem pod wrażeniem. Kapitalne opisy o zdjęciach nie wspomnę. Mam wszystko jak na dłoni. Serdecznie pozdrawiam od pielęgniarek z Regionu Mazowieckiego. Wielkie dzięki za możliwość zwiedzania wraz z Panią. Gośka Aulejtner

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dziękuję, Pani Gosiu! pozdrawiam serdecznie wszystkie nasze pielęgniarki, Zosia

    OdpowiedzUsuń