Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

wtorek, 15 kwietnia 2014

Wizyta w Cocles



Pogoda się poprawiła. W niedzielę poszłam na długi spacer wzdłuż morza, w kierunku gdzie prawdopodobnie będę mieszkała od środy, czyli w stronę Cocles. Upał był niemiłosierny, więc co pewien czas schładzałam się w morzu. W tamtym kierunku ciągną się białe plaże, las jest rezerwatowy, a domy mieszkalne i hotelowe bogatsze i bardziej zadbane.
Tu zaczyna się Cocles
Mnóstwo ludzi wyległo na plaże, bo w końcu po to tutaj przyjechali. Woda w morzu z białymi plażami jeszcze czyściejsza, niemal przezroczysta. Dotarli jeszcze do Puerto Vieja jednodniowi turyści, tacy tylko na niedzielę. Samochody ustawili w lesie i na plaży, bo jak już wcześniej pisałam, samochód tutaj jest najważniejszy i musi być zawsze tuż obok właściciela. W salonie obok, w lesie przy obozowisku lub na plaży przy kocyku.
Mój samochód jest tu ze mną
W moim Cabinas Hostel, wjechali samochodami w wąskie przejścia między domkami, bo każdy musiał swój samochód ustawić pod drzwiami swojego domku, a nie na parkingu przed hotelem i restauracją. Taki jeden gość z domku obok mojego, rozmawiał z kumplem siedzącym na fotelu przed ich kwaterą, sam siedząc w swoim samochodzie! Co chwilę brzdąkał klaksonem dla zabawy, co każdego mogło wyprowadzić z równowagi, nie tylko mnie. Musiałam wyjść do miasta, bo nie można było tego wytrzymać. 
Dobrze, że jachty zostawili na wodzie
Gdy któryś z tych samochodowych posiadaczy chce bladym świtem wyjechać z wąskiego przejścia, trąbi żeby obudzić innych samochodowych posiadaczy, którzy muszą usunąć na chwilę swoje samochody spod domków, aby on mógł przejechać! Przy okazji budzi wszystkich gości hotelowych, ale zupełnie się tym nie krępuje. Ot, takie klimaty samochodowe Kostaryki. 
Las stał się naturalnym darmowym garażem
Faktem jest, że samochody mają tu dobrych marek, głównie terenowe z napędem na cztery koła. Ale żeby tak hołubić rzecz i stawiać ją wyżej od ludzi i ochrony przyrody? Wyraźnie są tutaj uzależnieni od samochodu, jak niektórzy od komputera. Choroba. Nałóg. W mieście jest problem z robieniem zdjęć, bo na każdym wychodzą samochody, teraz ten sam problem będzie w lesie i na plaży.

Co innego, takie pojazdy ekologiczne
Generalnie ludzie w Costa Rica są wyluzowani, pogodni, nie przejmujący się problemami. Otwarci na innych. Może nie do tego stopnia, co Azjaci, ale jednak. Zachowują się bardziej kulturalnie, niż w Gwatemali czy Meksyku. Nie chrząkają bez przerwy, nie plują na boki, gdziekolwiek się znajdują, nie rzucają śmieci tam, gdzie stoją, nie gwiżdżą za przechodzącymi turystkami. Są na ogół sympatyczni.
Kuchnia plażowa
Dużym problemem bywa częsty brak wody w kranach. Przy takich wysokich temperaturach, gdy co pewien czas trzeba korzystać z prysznica, puste krany przerażają. Gdy zgłosiłam Dorin, że znowu nie ma wody, rozłożyła ręce i powiedziała, to Costa Rica, Sofija. Na co jej odpowiedziałam, Pura Vida, Dorin. Jednym słowem, nie ma co się irytować, trzeba cierpliwie czekać, a za jakiś czas woda z pewnością będzie.
Kuchnia obnośna, na głowie
To samo jest z Internetem. Jest, a za chwilę go nie ma. Wszystko w laptopie się zawiesza, nie można dalej pracować, ale też nie można wyjść z programu. Trzeba czekać, za jakiś czas dostęp do Internetu z pewnością powróci. W Costa Rica trzeba przyjąć filozoficzne podejście do życia i niczym się nie denerwować, bo to nie zmieni biegu wydarzeń.
Obszar chroniony w Cocles
Gdy szłam w stronę Cocles, przed skrętem w Margarita Road, prowadzącą przez dżunglę do  Pueblo family Brown,s, mijałam bardzo mały kościół, a raczej namiastkę kościoła, kilkanaście krzeseł dla wiernych, zadaszonych niebieską folią. Akurat odprawiała się msza, bo to niedziela była. Podeszłam bliżej i stanęłam obok wentylatora, żeby przy okazji schłodzić się nieco. 
Tablica przed kościołem w Cocles
Jedna z kobiet podeszła do mnie i zaprosiła, żebym usiadła. Podziękowałam, bo zależało mi na tym, aby stać właśnie przy wentylatorze. Zapytała jak mam na imię, skąd jestem itp., jak to zwykle w takich przypadkach jest przyjęte. Potem stałam i słuchałam, jak ładnie śpiewają. 
Niedzielna msza w Cocles
Inna z kobiet podała mi płachtę ręcznika jednorazowego, abym sobie czoło otarła z potu, za chwilę inna podała mi kubek zimnej wody. Wszystkie te niezbędne w tym klimacie rzeczy mają zawsze w kościołach ustawione na stoliku, na boku, dla potrzeb wiernych. Ta uprzejmość ludzi trochę mnie krępowała, ponieważ zakłócała uroczystość kościelną.
Droga do chaty
Gdy ksiądz skończył mówić, również podszedł do mnie, żeby porozmawiać. No, niesamowita historia. Nie spodziewałam się, że wzbudzę takie zainteresowanie. Potem ksiądz znowu stanął po środku i powiedział ludziom, że mamy tu Sofiję z Polski, z kraju Jana Pawła II i Lecha Walesy. Wszyscy, jak na komendę odwrócili się w moją stronę i zaczęli bić brawo, co chwilę pokazując znak V.
Niedziela w Cocles
Musiałam podejść bliżej, żeby stanąć twarzą do ludzi i wszystkim głośno podziękować za takie miłe przywitanie. Powiedziałam, że zamieszkam tu na jakiś czas w Pueblo, u Family Brown,s, to się jeszcze zobaczymy w niedziele. Gdy nabożeństwo się skończyło, każdy po kolei podchodził do mnie, aby uścisnąć mi rękę i poklepać po plecach. O rany! Mówiłam do nich jakieś miłe słowa, jakie znałam po hiszpańsku, wspomagając się angielskim, a gdy i to się wyczerpało, to po prostu po polsku i każdemu ściskałam rękę.

Playa Blanca
 Family Brown, to znana rodzina. Jak już wspominałam, każdy z członków rodziny ma swój własny dom i samochód, ale też mają wspólną restaurację i hotele. Cała rodzina pracuje przy tym biznesie od rana do wieczora. Family Brown, to autentyczni, czarni tubylcy z Costa Rica, którzy wypracowali sobie własną pracą należytą pozycję w społeczeństwie Puerta Vieja.
Gra w piłkę na plaży w Cocles
Poszłam w stronę mojej przyszłej chaty, bo chciałam z zegarkiem w ręku sprawdzić, jak długo idzie się pieszo od szosy, z przystanku autobusowego. Idzie się rzeczywiście 10 minut, jak mówiła Danisha i to idąc wolno z przystankami na robienie zdjęć. Trudno się powstrzymać od robienia zdjęć, gdy idzie się tak malowniczą leśną drogą. 
Droga do chaty w Cocles
To bardzo kolorowy las, liście drzew brązowe, czerwone, żółte, pomarańczowe. Między drzewami rosną krzewy o bardzo kolorowych kwiatach, a wokół nich fruwają bajecznie kolorowe motyle i śpiewające ptaki. Tych niebieskich motyli Marpho jest nawet więcej, niż było w Nacional Park w Cahuita! Tu jest naprawdę ślicznie!
Chiński Market w Cocles
W powrotnej drodze wstąpiłam do marketu stojącego przy szosie, naprzeciw przystanku autobusowego. Oczywiście, jak przypuszczałam, to chiński market, obsługiwała mnie urocza, młoda, skośnooka dziewczyna. Rodzinny chiński biznes, ale będę tu mogła nabyć wszystko, co mi potrzebne do przeżycia w dżungli. Na razie kupiłam wodę mineralną i jedno mango.

Plaża w Cocles
 Następnie przeszłam na białą plażę i tam spędziłam resztę popołudnia. Slovly live pura Vida ! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz