Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

wtorek, 29 kwietnia 2014

Tak powstaje czekolada



Plantacja kakao w lesie na wzgórzu
Od samego rana wybrałam się na Playa Chiquita, żeby się trochę pomoczyć w morzu, poleżeć w cieniu palm i dokończyć czytanie książki „Miłość z kamienia” Grażyny Jagielskiej, którą Oliwia przywiozła mi z Polski do Meksyku.
 
Mój kącik do pracy w chacie w Cocles i polskie książki
W Meksyku nie było czasu czytać, bo intensywnie z Oliwią zwiedzałyśmy kraj, a każdą  wolną chwilę chciałam być przy swojej córce, bo nie wiadomo na jak długo znowu się rozstaniemy. Potem ona poleciała do Polski, a ja do Kostaryki.
 
Znów kupiłam jedno mango
Zwiedzając nowy kraj i przenosząc się z miejsca na miejsce, nie ma czasu ani nastroju na czytanie książek. Co innego teraz, gdy na dłużej osiadłam w jednym miejscu, w którym życie toczy się wolno i miarowo. Mając swój dom, a nie hotelowe warunki, jest czas na robienie zakupów, gotowanie i czytanie książek.
 
Nawet w lesie wiszą oferty transportu na Bocas del Toro
No więc, z takim zamiarem wyszłam rano z domu i skierowałam się na Playa Chiquita. Nim tam dotarłam, zobaczyłam salon fryzjerski obok marketu, w którym kupowałam wodę mineralną z myślą o dłuższym pozostaniu na plaży.
 
Kostarykański golibroda
Wprawdzie był to fryzjer męski, ale co to za różnica? Moje gęste włosy rosną niezmiernie szybko i pieką mnie w głowę w tym tropikalnym klimacie, a na fryzjera od dłuższego czasu nie mogłam trafić. Weszłam więc i ten młody kostarykański przystojniaczek zgodził się mnie ostrzyc, jak skończy golić klienta. Zakład fryzjerski, oprócz strzyżenia i golenia prowadzi też usługi cafe internet i salonu gier.
 
Druga strona salonu fryzjerskiego
Usiadłam i czekałam cierpliwie. Playa Chiquita nie ucieknie. Przyglądanie się fryzjerowi w trakcie jego pracy nad klientem, już samo w sobie było interesujące. Fryzjer pozbawiony był jakiegokolwiek pośpiechu, czy nerwowości. Ruchy jego rąk były powolne, płynne i precyzyjne pomimo, że sprawiał wrażenie rozkojarzonego.
 
Skręciłam do lasu, za strzałką do Chocorart
Rozmawiał z klientem, co rusz wyglądał przez dużą szybę, aby sprawdzić co się dzieje na ulicy, toczył rozmowę przez telefon komórkowy i nieustannie dopieszczał siedzącego na fotelu klienta, nagą żyletką dopracowując szczegóły, które umknęły mu podczas zasadniczej pracy nad dziełem.
 
Droga do farmy
W takiej sytuacji, w jakiej znajduje się klient na kręconym fotelu fryzjerskim, obezwładniony od szyi w dół peleryną, wiadomo, że mistrz jest górą i wszelki protest jest bez szans na zwycięstwo. Podobnie, jak na fotelu u dentysty. 
 
Prowadzi mnie Any. Robiąc zdjęcia ciągle zostaję z tyłu
Usiadłeś i od tej chwili nie zależysz od siebie. Siedź cicho  i módl się, abyś wyszedł z tego cało. Na koniec klient został udobruchany poprzez delikatny masaż pachnącą wodą toaletową i uwolniony z peleryny. Przyszła kolej na mnie
 
Chris doprowadził nas do grupy
Kobiety kostarykańskie zapytałyby, co ja właściwie chcę ścinać? Mam przecież krótkie włosy? Może właśnie dlatego tak trudno tutaj znaleźć fryzjerkę damską, bo kobiety tutejsze noszą w zasadzie włosy długie. 
 
Marcos opowiada o etapach dojrzewania owoców cacao
Jeżeli już damski fryzjer jest, to raczej tylko podcina włosy, układa fryzury, plecie w misterne warkoczyki i robi różne inne takie cudeńka na damskich głowach, jakich akurat obecna moda wymaga. Włosy krótkie noszą tutaj cudzoziemki.
 
Zaraz maczetą przetnie ten owoc
Pokazałam mistrzowi o co mi chodzi. Na palec poziomy, por fawor. Resztę ścinamy. Mistrz w lot pojął moje życzenie i zrzucił ze mnie tą wełnę w błyskawicznym tempie. Koszt: 3.000 CCR, 6 $. Naprawdę, pięknie mnie ostrzygł. 
 
Kakaowce w dolnej części lasu
O niebo lepiej, niż ostatnio kobieta w San Jose, która wprost bała się dotknąć mnie nożyczkami, przez co kilka razy musiała poprawiać strzyżenie, bo ja ciągle miałam te włosy za długie. Powtarzała czynność z ogromnym zdziwieniem, jeszcze krócej, seniora? Jeszcze? Niedowierzała.
 
Smaczna galaretka wokół pestek
Po wyjściu od fryzjera poszłam dalej, kierując się na plażę Chiquita, ale w pewnym momencie zaintrygowała mnie tablica, wskazując strzałką drogę do Chocolate Farm. Weszłam z ciekawości do lasu. Idę, rozglądam się i spotkałam kobietę w podobnym wieku do mojego, która zapytała, on farms? Yes, ja na to.
 
Markos objaśnia, a my po kolei dłubiemy palcem w galaretce owocu
Ona też szła na tą czekoladową farmę. Zaczęłyśmy rozmawiać, więc już nie wypadało mi się wycofać i tym sposobem trafiłam na farmę Marcosa. Wejścia na farmę są dwa razy dziennie. Rano o 9.oo i po południu o 14.oo.
 
Ja i Any z Nowego Yorku
Ja i Any spóźniłyśmy się jedynie 10 minut na to drugie oprowadzanie, więc syn Marcosa, Chris, doprowadził nas do grupy. Najprzyjemniejsze są zdarzenia nieprzewidziane. Organiczna, mała czekoladowa farma Marcosa, jest super!
 
Theobroma Cacao
Ponieważ była to wycieczka niezaplanowana, oprócz małego plecaczka z dokumentami, dźwigałam reklamówkę, w której było: jedno mango i dwa pomidory kupione na straganie przy szosie, po zejściu z Margarita Road (myślałam, że cały dzień spędzę na plaży, więc nie będę dźwigała, a wieczorem owoce są już przebrane).
 
Prelekcja i pokaz w scenerii
Poza tym, duży bochenek chleba ze sklepu Chińczyka, bo małych bochenków  tu nie mają i w ogóle chleb jest osiągalny w sklepie tylko rano, 1,5 l butelkę wody mineralnej, którą zawsze muszę z sobą mieć, bo bez wody nie żyję, oraz książkę Grażyny Jagielskiej "Miłość z kamienia". Tak obciążona, zwiedzałam przez kilka godzin farmę czekoladową Marcosa. Ja to się zawsze potrafię urządzić!
 
Kompostowanie
Organiczna farma uprawy cacao i przerabianie go na czekoladę, prowadzona jest w sposób tradycyjny, jak kiedyś robili to Majowie i Aztekowie. Może z małą różnicą, że dawniej nie używano cukru, przez co czekolada była z natury gorzka. 
 
Fermentowanie
Dopiero Hiszpanie zagarnąwszy te ziemie, kontynuując uprawę cacao, wprowadzili do produktu cukier trzcinowy i czekolada zyskała smak, jaki znamy obecnie. W dawnych czasach nie robili oczywiście tabliczek czekoladowych. Czekoladę się głównie piło, jako napój z dodatkiem imbiru, bądź wanilii. Aztekowie zwali ją „xocoatl”.
 
cała fabryka znajduje się w lesie
Sadzenie, zbiór, fermentowanie, suszenie, mielenie, warzenie - wszystko tak właśnie się odbywało w procesie tworzenia czekolady od czasów prekolumbijskich. Drzewa kakaowca (Theobroma Cacao) narodziły się w Ameryce Środkowej i Południowej, bo one rodzą się jedynie w tropikach.
 
Prażymy
Kilkaset lat temu plemię Birbri wykorzystywało owoce kakaowca do celów rytualnych. Był też okres w dziejach, gdy ziarna kakaowca stanowiły walutę w handlu między plemionami Indian zamieszkującymi ziemię obecnej Costa Rica. Ziarno cacao, jako waluta, funkcjonowało stosunkowo długi czas.
 
Miażdżymy
Plantacje uprawy cacao zawsze były łatwe do założenia i utrzymania, ponieważ nie wymagają karczowania lasów. Sadzonki kakaowca sadzi się pod innymi drzewami w lesie, które dają im potrzebną ochronę. Klimat tropikalny zapewnia plantacjom obfite opady  deszczu i właściwą temperaturę.
 
Z wentylatora robimy wialnię
Cacao i czekolada przyszły do nas do Europy, z Ameryki Łacińskiej. Na początku był to rarytas, na który mogli sobie pozwolić jedynie bogaci ludzie. W XXw zarówno cacao, czekolada, jak również kawa, stały się produktami codziennego użytku, dostępne dla wszystkich ludzi. 
 
oczyszczanie z łusek poprawiamy suszarką do włosów
Za wyjątkiem stanu wojennego, gdy w Polsce sprzedawano nam produkt „czekolado podobny”, a czekolada była sprzedawana na przydziałowe kartki. Można je było wymienić na papierosy, których palaczom było zawsze mało, a  które również były reglamentowane poprzez kartki. Można powiedzieć, że u nas w Polsce, w XXw, wprawdzie nie ziarna, ale gotowa czekolada, również stanowiła przez pewien czas walutę wymienną, chociaż nigdy nie mieliśmy plantacji kakaowych.
 
Wąchamy
Do XVIw  rolnicy w Costa Rica uprawiali głównie cacao. W 1700r wprowadzono do uprawy kawę i cacao utraciwszy pierwszeństwo, musiało dzielić z nią ziemię. W 1979r plantacje zostały zaatakowane przez grzyba, który zniszczył uprawy.
 
Mielimy w ręcznej maszynce
Możemy się jedynie zastanawiać, jak to się mogło stać? Przez całe wieki Majowie i Aztekowie uprawiali cacao, potem kolonizatorzy i żaden grzyb ich się  nie imał, a w XXw zniszczył za jednym zamachem wszystkie plantacje. 
 
Chris i Marcos łączą miazgę z karmelizowanym cukrem trzcinowym
W XXw, wieku wysokiej cywilizacji, kiedy rolnictwo stało w świecie na wysokim poziomie i dysponowało przeróżnymi środkami ochrony roślin. Zniszczonych wówczas zostało ponad 80% plantacji.
 
I proszę bardzo, czekoladki gotowe. Degustujemy
Od tego czasu, głównym produktem przemysłowym w Costa Rica, stała się kawa, która w smaku nie ma sobie równych. Zapewniam, bo całe życie jestem kawoszem. Tu, w Costa Rica odkryłam jej smak na nowo, bo to jest nowy smak kawy, jakiej nie znałam. A jej zapach działa na zmysły bardzo przyjemnie.
 
Degustujemy płynną czekoladę na bananie
W ostatnich latach Costa Rica próbuje powrócić do tradycji uprawy cacao. W końcu to tutaj cacao się narodziło, tradycja nakazuje więc, że tutaj powinno rosnąć. Zakładane są małe, rodzinne farmy, jak ta Marcosa, Chocorart w Cocles , którą odwiedziłam. 
 
Pijemy gorącą czekoladę w blaszanym mini kubeczku
Plantacje są niewielkie, uprawiane dawnymi sposobami i takimi też sposobami, ręcznie, wyrabiana jest czekolada. Sprzedaż wyrobów dokonywana jest z pierwszej ręki, przez producentów, wprost do klientów.
 
Po opakowaniu wyrób gotowy do sprzedaży
Za wstęp, oprowadzanie i opowiadanie o historii i procesie wyrobu czekolady, począwszy od sadzonki, a skończywszy na gotowym do spożycia smakołyku, nic się nie płaci. Również za darmo jest degustacja. Marcos, to uroczy człowiek i samo słuchanie jego opowieści jest przyjemnością, nawet dla mnie, chociaż nie wszystko z tego, co mówił, zrozumiałam. Mówił po angielsku.
 
Każdy kolor opakowania, oznacza inny smak czekoladki
Bardzo miły jest także Chris, który pełnił funkcję pomocnika. Doprowadzał spóźnione turystki(!), przygotowywał wszystko do pokazu. Podawał odpowiednie owoce w różnym stanie dojrzewania, utrzymywał palenisko w odpowiednim stanie do prażenia ziaren i karmelizowania cukru trzcinowego, porcjował dla każdego uczestnika poczęstunek.
 
Na zakończenie, sprzedajemy-kupujemy
Zaserwowano nam gorącą czekoladę na plasterkach banana, czekoladę w płynie w maleńkich kubeczkach. Potem Chris mył te wszystkie naczynia, układał na półkach, sprzątał stoły i pytał, czy może już się ulotnić, bo jest umówiony? I pofrunął jak na skrzydłach, a my zaczęliśmy robić u Marcosa zakupy.
 
kakao
Przymusu nie ma, ale radzę wziąć z sobą gotówkę, jeśli chcecie taką farmę odwiedzić, ponieważ zaserwują wam tam mini pyszności, które aż proszą się o więcej. Produkty tanie nie są, ale i być nie mogą. Wszak wszystko ręcznie jest robione, najpierw w ziemi, potem w silosach, aż w końcu przy garach.
 
Marcos. Cocles Costa Rica
No i jeszcze porcjowanie, zawijanie, pakowanie, opisywanie itp. A możliwość fotografowania? Samo oprowadzanie i opowiadanie Marcosa ma swoją cenę. A Chris? Zamiast na randkę z dziewczyną, siedzi na tej farmie, obsługuje turystów i myje naczynia! 
Plantacja cacao pośród innych drzew leśnych
Ja kupiłam jedną paczuszkę „Organic 100% Cocoa use In chocolate drinks” na mleko (były też na wodę), to takie kakao w nieforemnych dużych granulkach, oraz trzy takie kolorowe pałeczki czekoladowe: gengibre-ginger, kawową i miętową. Amerykanie kupowali oczywiście więcej.
 
Dojrzały owoc cacao
„Oczywiście” dlatego, że dla nich to wszystko tutaj jest bardzo tanie, a poza tym byli z rodzinami to i więcej potrzebują. Jedna para była tu już w zeszłym tygodniu i wrócili, aby teraz kupić więcej, bo wracają do domu i chcą zabrać z sobą. W mojej grupie byli głównie Amerykanie. Ja, z Polski, byłam wyjątkiem.
 
Owoce cacao niedojrzałe
Any, którą poznałam idąc na farmę, jest z Nowego Yorku. Z Nowego Yorku? Zdziwiłam się, to znaczy skąd? Dla mnie Nowy York to ogromny tygiel różnych ludzi, ras, narodowości i kultur. Nowy York ma ponad 8 mln ludzi, którzy mówią 800 językami świata! Trudno jakoś usytuować mi w tym środowisku pojedynczego człowieka, który mówi: Jestem z Nowego Yorku!
 
Cacao Farm ukryta jest głęboko i wysoko w lesie
Co innego małżeństwo, które odwiozło mnie i Any do domu po wizycie na farmie, bo zrobiło się późno, a tylko my jedne byłyśmy pieszo. John powiedział: my jesteśmy z Arizony i od razu sprawa była jasna. Nie musiał nawet mówić z jakiego miasta. Ktoś, kto jest z Arizony ma określony wygląd, akcent, sposób mówienia, nawet sposób chodzenia i pozę, w jakiej stoi.
 
Sympatyczne małżeństwo z Arizony
Greg z Cancun w Meksyku był z Arizony. John chodził i mówił zupełnie podobnie, jak Greg. Arizona jest bardzo blisko Ameryki Środkowej, dlatego wśród  turystów Ameryki Środkowej, najwięcej jest Amerykanów z tego stanu. Nie, żeby zupełnie najwięcej było tu Amerykanów, bo najwięcej jest Niemców. Chcę powiedzieć, że wśród turystów amerykańskich, to najwięcej jest z Arizony.
 
W drodze do domu zatrzymujemy się, aby obejrzeć małpy
Ale gdy Any mówi: jestem z Nowego Yorku, to naprawdę mam zamęt w głowie. Jak ją sobie w tym mieście wyobrazić, wśród jakiej społeczności? Na Brooklynie? najbardziej zróżnicowanym etnicznie?, Na Bronxie? gdzie narodził się rap? Wśród wieżowców Manhatanu? może w Harlemie? 
 
To są te duże brązowe ryczące małpy Kongo
A może w Queensie powstałym ze zlepków wsi  holenderskich, który upodobała sobie klasa średnia społeczeństwa? Skąd właściwie jest Any? Nie miałam jednak możliwości pociągnięcia tematu, bo za dużo się działo. Zdążyła mi tylko powiedzieć, że skończyła już 70 lat i koniecznie chciała wiedzieć ile ja mam lat, czym ja zbytnio się nie chwalę.
 
Widzicie je? złapałam w obiektyw, dwie.
Gdy wysiadłam z samochodu przy Margarita Road, Any zrobiła to samo. Też tu mieszkasz? Zdziwiłam się. Pomyślałam, że gdzieś tu przy szosie, ale Any weszła na moją drogę i poszłyśmy w górę. Dopiero, gdy droga rozgałęziała się, gdzie wstawiali słup, kiedy Danisha wiozła mnie tu z bagażami, nasze drogi się rozeszły.

Ogłoszenie o zwiedzaniu cacao farm
I tym sposobem czytelnicy mojego bloga mogą się poczuć, jakby razem ze mną zwiedzali cacao farm Marcosa w Cocles. Może poza małym wyjątkiem, nie poznali smaku pysznej czekolady, którą na naszych oczach wyprodukowano. Zapewniam, że była pyszna!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz