Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Puerto Viejo, ostatni przystanek w Costa Rica



Z Jimmim pożegnałam się serdecznie, oddałam klucz i ruszyłam ze swoimi bagażami na terminal autobusowy. Jimmi jeszcze chciał coś powiedzieć, ale zadzwoniła komórka, więc tylko pomachałam mu ręką i poszłam.
 
Puerto Vieja
Wybrałam trochę dłuższą drogę, za to asfaltową, aby moje walizki toczyły się gładko, ponieważ na tych kamienistych, żwirkowatych ulicach, walizki się drą od spodu i kółka można pogubić. 
 
Uwaga! wąż boa na szosie!
W połowie drogi Jimmi dogonił mnie rowerem. Okazało się, że on chciał mi te walizki podwieźć na rowerze do terminalu, jak mu ta komórka zadzwoniła, a ja nie zrozumiałam i poszłam sobie. Było mi bardzo głupio, bo Jimmi gonił mnie tym rowerem tamtą bliższą, żwirkowatą ulicą i nie mógł mnie znaleźć, dopiero na skrzyżowaniu ulic się spotkaliśmy.
 
Zabłądził?  wyszedł z dżungli na asfalt!
No, tak się nieraz zdarza, że ludzie zaskakują mnie swoją bezinteresowną uczynnością, a ja nie będąc na to przygotowana, nie łapię w porę intencji. Bardzo serdecznie podziękowałam Jimmiemu za pomoc, powiedziałam również, że bardzo dobrze mi się u niego mieszkało i że w ogóle, fajny z niego men. Jeszcze raz się pożegnaliśmy i poszłam kupić bilet. Koszt biletu 740 colones, tj. półtora dolara.
 
Akcja łapania węża w reklamówkę
Pani sprzedała mi bilet do Puerto Viejo na 9.15, chociaż była już 9.40. Wróciłam do kasy zgłosić pomyłkę w obawie, że autobus nie zabierze mnie, jeśli będę miała inną godzinę na bilecie. Ale wszystko było dobrze, ponieważ autobus był spóźniony z San Jose do Puerto Viejo i na ten właśnie sprzedano mi bilet. Zaraz też nadjechał i nie musiałam czekać na następny. Jest ok.!
 
Akcja zakończona pomyślnie. Wąż w reklamówce, chłopaki się cieszą.
W Puerto Viejo problem z hotelami. Chciałam zostać tu do maja i prosto stąd jechać na wyspy Bocas del Toro do Panamy, a tu się okazało, że jest jakieś święto od 14 kwietnia, jakiś Holiday, bardzo długi weekend, aż do świąt wielkanocnych i hotele mają full rezerwacje.
 
Pieczenie pizzy w Marco,s Hostel
Wiedziałam, że coś jest nie tak z tymi hotelami. Przeglądałam bowiem w internecie kilka dni temu hostele i hotele w Puerto Viejo, dostępność była do 14 kwietnia, a potem po 23 kwietnia. Na ten okres pokazywane też były wyższe ceny. Nie wiedziałam o co chodzi. Teraz już wiem.
Widok z Marco,s Hostel
U Larrego, fully, Casa Caribo, fully, w Guarana też, ale w pewnym momencie pan z Guarana powiedział, żebym chwilę zaczekała i zadzwonił gdzieś. Napisał mi na kartce  Marco,s Pizzeria Cabinas i że jestem od Flon Andrea. Doradził wziąć taksówkę, bo z tymi walizkami nie dojdę.
Polacy lubią zostawiać ślad swojej bytności
Sam zadzwonił po taxi, żebym już nie wracała do postoju i tak oto przyjechałam do Marco,s Cabinas. To jest naprzeciw Black Playa. Podobnie, jak w innych miastach wybrzeża Kostaryki, jest tu plaża biała i  plaża czarna. Na miejscu okazało się, że owszem, mogą mnie zakwaterować, ale w pokoju wieloosobowym, ze wspólną łazienką w korytarzu.
Plan miasteczka Puerto Viejo de Talamanca. W zatoce jest Negro Playa.
Pytam przytomnie, czy in room for women? no, mix sex (mieszana płeć). Sorry, to nie dla mnie. I,m looking  for private room with banio. Problem. Jest week holiday i fully reserved z San Jose, z Limon, mówi Dorin, właścicielka hostelu. Konsternacja. Naprawdę miałam problem przez te ich wolne dni świąteczne. W końcu dogadałyśmy się, że może wynająć mi private room, ale tylko na tydzień, bowiem od 16 kwietnia ktoś już ma ten pokój zarezerwowany. Żeby nie stał pusty, mogę w nim 7 dni pomieszkać.
 Cała galeryjka, gdzie leży laptop i suszą się rzeczy- jest moja
Ok., niech będzie chociaż tydzień. W ciągu tygodnia może jeszcze coś znajdę, a jak nie, to po prostu szybciej wyjadę do Panamy. Dorin pokazała mi ten pokój na galeryjce i od razu przypadł mi on do gustu. 

Poranna kawa na tarasie smakuje wybornie
Samodzielny, dwa okna, jedno na przejście pod filarami i podwórko, drugie na las. Łazienka spora, nie obijam się o ściany. Wentylator jest i nawet moskitiera nad łóżkiem. Cztery kontakty na ładowanie sprzętu, gotowanie wody na kawę. Wnęka z drążkiem- taka niby szafa, trzy wieszaki mam swoje, więc jest ok. 
Najważniejsze w tropikach, to wygodne łóżko, wentylator i moskitiera
Szkoda, że nie ma żadnego stołu w pokoju, ale reszta jest ok. Wi-Fi Internet jest. Wprawdzie w pokoju nie odbiera, ale przy moim stoliku na galeryjce, owszem. Nie muszę chodzić z laptopem do holu przy recepcji. Stolik tuż za moimi drzwiami, więc spokojnie kabel z kontaktu sięga do laptopa. 
Własne banio z prysznicem, to znakomita sprawa w tropikach
Byłam już tak zmachana tym szukaniem i dogadywaniem hoteli, że marzyłam  tylko o zimnym prysznicu.  Żar z nieba lał się od samego rana, ubranie całe mokre od potu, bez przerwy trzeba przecierać twarz, bo pot spływa po prostu strumieniami. Zauważyłam, że miejscowi i niektórzy turyści noszą z sobą wilgotne małe ręczniczki i co rusz wycierają nimi twarz i kark. Też tak zrobię. Trzeba sobie z tym upałem jakoś radzić.
Grabienie i palenie liści w podwórku
Biorąc prysznic, wyprałam przy okazji wszystkie rzeczy z siebie i wywiesiłam na dworze, po czym przebrałam się w czyste i poszłam do miasta. Jak zwykle, zaczęłam od Informacji Turystycznej. Dostałam mapkę miasta. Weszłam znów do kilku hosteli-hoteli z zapytaniem o private room na long time, od 16 kwietnia do 10 maja. (15 maja kończy mi się wiza kostarykańska, ale wolę opuścić Costa Rica kilka dni przeed terminem, żeby nie było na styk w razie jakiś nieprzewidzianych okoliczności na granicy). Wszędzie ten świąteczny tydzień Semana Santa, psuł mi jednak szyki.
Marco,s Hostel i Pizzeria od frontu
W końcu w jednym z nich, w „Veronica,s Place Hostel” przytomnie myślący pracownik oszacował, że bardziej opłaci się wynająć kobiecie pokój na dłuższy czas, niż wszystkie pokoje oddać rodzimym turystom na świąteczny tydzień, po którym się rozjadą, a pokoje będą stały puste i nie będą zarabiały. W końcu na wybrzeżu karaibskim zaczęła się pora deszczowa i ruch będzie mniejszy. Zadzwonił do szefa i w ten mniej więcej sposób mu sprawę przedstawił.
Tutaj miasto się kończy. Droga wiedzie do Cahuita.
Ustalili, że zobaczą co się da zrobić i następnego dnia mam przyjść po odpowiedź. Tak więc jutro tam pójdę i być może zostanę dłużej w tej pięknej Costa Rica, w której są bardzo mili ludzie i wspaniałe przyrodnicze otoczenie. W sklepie Farmacia kupiłam środki przeciw komarom, bo moje się już skończyły, a następnie zaczęłam rozglądać się za jakimiś biurami podróży, agencjami, prywatnymi przewoźnikami, kimś takim, kto zajmuje się transportem do Bocas del Toro. I znalazłam. Ustaliłam, co następuje:
Tym mostkiem obok mojego hotelu, jeżdżą też autobusy i ciężarówki
Cała akcja kosztuje 27 $ US. Wyjazd jest o 8.oo rano lub o 12.oo. Tylko dwa razy na dzień. Busik zabiera mnie z bagażami z hotelu i wiezie do Sixaola. Niestety, bagaże nie mogą zostać w minibusie, muszę z nimi przejść przez most osobiście.  Tego problemu nie przeskoczę.
Takie ciężarówki. trzeba czekać, aż cofnie tyle razy, że się zmieści.
Ale przy moście są ludzie, którzy zarabiają na życie przenosząc turystom bagaże za dwa, góra trzy $ US. Chętnie przeniosą moje bagaże przez ten dziurawy most (to już razem daje 30 $). Załatwiam formalności imigracyjne i tam, w Guabito, mój minibus już na mnie czeka, żeby zawieźć mnie dalej, do doku w Almirante, gdzie przesiadam się na łódź do Bocas. Akcja zakończona.
 
Trasa, którą chcę przebyć i wyspy, do których chcę dojechać
Możemy też porozmawiać o rezerwacji hotelu w Bocas del Toro, powiedziała pani. Ja jej na to, że wolałabym porozmawiać o bilecie powrotnym do Polski, którego nie mam. No problem, ja Ci taki bilet dam, seniora, z całkowitym spokojem odpowiedziała kobieta. No, może nie do Polski, ale powrotny do Kostaryki, gdzie znów będziesz mogła być trzy miesiące. Taki wystarczy. Costa Rica jest piękna i gościnna.
Waluta - Colones Costa Rica
I czym ja się tu zamartwiałam? W Puerto Viejo przejawiają pełen profesjonalizm i mają doświadczenie w przewożeniu turystów przez granicę w taki sposób, aby spełnić wszystkie wymagania stawiane przez Panamę. Jestem zdecydowana skorzystać z usług tej firmy, ponieważ tańsza opcja wymagałaby ode mnie kilku przesiadek autobusowych z samodzielnym przenoszeniem bagaży, a tego chcę uniknąć. Muszę dbać o swój kręgosłup, on wart jest ceny 30 $.
Przedmieście Puerto Vieja. Tu mieszkam.
Przy okazji dodam, że zmienił się przelicznik. Obecnie 1 $ US = 540 CCR (Colones Costa Rica), a nie jak dotychczas, 500. Upierałam się, bo przez wszystkie miesiące dolar kosztował 500 colones, ale pokazano mi w gazecie i w Internecie, że się zmieniło. No, to mamy drożej, bo tutaj cenę hotelu, wycieczki itp. Zawsze podają w dolarach i dopiero potem przeliczają na colones. 
Playa Negro
Na przykład, 20 $ za pokój, to nadal jest 20 $, ale właściciele chcą obecnie za niego 10.800 CCR, a nie jak jeszcze wczoraj 10.000 CCR, pomnożyć to przez ilość dni, na jakie się wynajmuje kwaterę i proszę, jak zwiększyli swój dochód, a turystom ubyło z sakiewki. Chętnie też biorą należność w dolarach. To już lepiej płacić w dolarach, jak ktoś ma zapas, bo przecież przy wymianie my nie dostaniemy 540 CCR za dolara.

W taki upał, to tylko w wodzie być!
W Panamie to już tylko dolary trzeba mieć, bo nie chcą przyjmować zapłaty w swojej walucie Balboa, która istnieje już tylko szczątkowo, raczej jako atrakcja dla turystów i kolekcjonerów. Podobno Panama ma zamiar w ogóle zrezygnować ze swojej waluty i przyjąć dolara, za swój oficjalny pieniądz.

Dobra fala na surfowanie
Wracając do tematu, ostatecznie umówiłyśmy się z Paulą, że przyjdę jeszcze raz porozmawiać o terminie wyjazdu. Jeżeli nie dostanę hotelu na proponowany przeze mnie okres, to wyjazd do Panamy załatwiamy na dzień 16 kwietnia, bo tego dnia rano muszę oddać pokój w Marco,s. Jeśli dostanę pokój w Victoria,s, to wracamy do tematu w maju.
Na wraku promu wyrosły już drzewa
Z powodu zmiany wartości colones w stosunku do dolara Chińczycy mogą podnieść ceny w sklepach, jeśli też za podstawę wyceny biorą dolara. Muszę zaobserwować. Tutaj, w Kostaryce, w takich niedużych miastach i miejscowościach turystycznych, samoobsługowe sklepy spożywcze opanowali Chińczycy. W Cahuita były tylko dwa sklepy i oba prowadzone przez Chińczyków. 
Zaczyna się blanka playa
Prowadzą je rodzinnie, mama, tata, babcia i dorosłe dzieci. Każdy ma tam do spełnienia swoją rolę: sprzedawcy, zaopatrzeniowca, menagera, układacza na półkach, sprzątacza itp. Małe dzieci biegają między regałami, a zupełnie malutkie śpią w kącie za ladą w turystycznych łóżeczkach lub siedzą w wózkach i przyglądają się klientom. Nie ma kto się nimi w domu opiekować, bo wszyscy pracują. Taki pracowity jest ten chiński naród na całym świecie.
Popularna rozrywka dla młodych ludzi, to surfowanie
W sumie, to dobrze, bo Chińczycy mają swój styl w prowadzeniu takich sklepów. Kupi się u nich dosłownie wszystko, co jest niezbędne. Nadążają za potrzebami stałych mieszkańców i turystów. Mają i kawę i herbatę w małych opakowaniach, bogaty wybór wód mineralnych i piwa, różne pieczywo i ciasta w niedużych porcjach, a nie jedynie pieczywo tostowe i paczkowane suche tortille. Jest sznurek, koperty, zapałki, proszek do prania po 25 dkg.W San Jose był tylko for family, w 2,3 kg opakowaniach. 
Samochody twarzą do morza, deskę pod pachę i do wody!
Można nabyć jednorazowe płaszcze p/deszczowe, parasolki i środki na komary, sztućce na sztuki i papier toaletowy w pojedynczych rolkach. Kremy, plastry, szampony w małych butelkach, porcjowane śmietanki do kawy, kubki i talerze do jednorazowego użytku, środki odkażające. W razie biedy można u nich kupić chińską zupkę w kubku do zalania wrzątkiem. O co się Chińczyka poprosi, to po chwili grzebania w przedziwnie przepastnych zakamarkach mrocznego sklepu, przyniesie i sprzeda. To mi się u nich podoba.
Informacja turystyczna, agencja, sklep i bar w jednym stoją domu
Natomiast tutejsi mają we władaniu sklepy z ubraniami, w których nic nie można kupić. Wisi kilka sukienek bez ramiączek w rozmiarze 35 i parę podkoszulek z odbitym logo Costa Rica i tyle. Ąni jednej spódnicy letniej nie znalazłam tutaj w żadnym sklepie. Nie znają tu chyba spódnic. Albo sukienka albo spodnie długie lub krótkie. I skąd u nich rozmiar 35? skoro wszystkie kobiety są tutaj tęgie, a turystki to przeważnie duże kobiety? nie kupię tu również sandałów rozm.41, ani letniej sukienki w swoim rozmiarze, chociaż mam teraz rozmiar o trzy numery mniejszy, niż miałam, gdy wyruszyłam w podróż. Przez to, nie mam w czym chodzić.
Avenida 71 idzie cały czas wybrzeżem morza
Nie mają sukienek z normalnymi ramiączkami, ani równo ściętych u dołu. Każda ma po bokach lub z tyłu i z przodu wydłużenie,co mi się akurat bardzo nie podoba. Ruch w tych sklepach znikomy, czasami, w deszczowy dzień przewiną się znudzeni turyści, ale nic nie kupią, bo nic konkretnego do kupienia nie ma. Nie mobilizuje to jednak właścicieli sklepów, aby urozmaicić trochę towar, sprowadzić to, o co najczęściej pytają klienci, a przede wszystkim sprowadzić większe rozmiary ciuchów, żeby zacząć sprzedawać towar turystkom. A oni stoją tak sobie przez całe dnie w tych bezludnych sklepach i żyją.
Najweselszy hostel i bar w mieście
Dużych sieciowych sklepów z odzieżą, jakie funkcjonują w Polsce, Tajlandii, Singapurze itp, w Kostaryce nie ma. Może poza San Jose, ale to też gdzieś za miastem, na peryferiach, dokąd trzeba już specjalną wyprawę zrobić, jak u nas do Janek. Albo na Mercado. Tam wszystkiego jest bez liku, lecz również mało urozmaicone i tandetne w wykonaniu. Każdy stragan ma to samo, kwestia, u kogo ile się utarguje.

Hotel, wypożyczalnia desek i rowerów
Pierwszą noc spałam na nowym miejscu! Zabezpieczona moskitierą wyspałam się wreszcie należycie. W poprzednich miejscach po kilka razy wstawałam w nocy, tak cięły komary. Pryskanie środkiem w aerozolu skutkowało na krótko. Przed zaśnięciem w Marco,s Hostel, cały czas słuchałam bicia fal morskich o brzeg plaży. Nocą morze bywa tu bardzo wzburzone. Potem lunął typowo karaibski rzęsisty deszcz i bębnił w mój blaszany dach nad głową, co mnie w końcu uśpiło. Dach po bokach ma szpary bardzo duże, dzięki nim jest przewiew, ale na szczęście nie przecieka, a bokami woda się nie lała.
Parking dla łódek w centrum miasta
Rankiem, obudził mnie świergot ptaków, które na różne tony świergotały, klekotały, gwizdały, trelowały. Niesamowita muzyka natury! I słoneczko przebijające przez zielone konary drzew. Jak już wspominałam, wszystko tu jest czyste, soczyste, intensywne i wybujałe. Miauczały też do siebie dwa koty na przywitanie dnia. Rudy miauczał do białego, a biały mu odpowiadał. Taka poranna kocia rozmowa przed moją galeryjką się odbywała.
Obwoźny sprzedawca owoców
Wspaniale jest wstać wcześnie rano, gdy powietrze po nocy jeszcze rześkie, nie nagrzane słońcem i pić cudownie aromatyczną kawę z pianką przy stoliku na galeryjce, w otoczeniu ogrodu i jego mieszkańców. Przed samym wyjazdem z Cahuita kupiłam kostarykańską kawę, bo zapasy mi się skończyły. 
Mój wnuczek Krzyś na monitorze i pyszna kawa, to piękny początek dnia
Nieświadomie wybrałam niesamowicie smaczną i pachnącą. Po zaparzeniu aromat się wyostrza, tworzy się naturalna pianka na powierzchni, a fusy same opadają na dno, co do jednego i nie trzeba używać tych płóciennych woreczków na kubek, co dotychczas. Do tego zjadłam dwa francuskie ciasteczka z konfiturą, zakupione wczoraj wieczorem w mieście. Czego chcieć więcej od życia? zdrowie i pura vida, ot co!
Pyszna kawa z upraw Costa Rica
Jest wspaniale, aż mi się nie chce wstawać, aby iść zwiedzać to nowe  miejsce. Ale w końcu się ruszę, bo wszystko tutaj jest ciekawe, no i muszę iść po odpowiedź do Victoria,s  Hostel.

Po lewej chński sklep samoobsługowy, po prawej bank BCR
Oczywiście, pomyliłam wszystko, co często mi się zdarza i moich bliskich doprowadza do pasji. Tutaj bliskich osób nie ma, więc obyło się bez uwag, a ja na szczęście szłam po pamięci wzrokowej, a nie po nazwie. Hotel, który miał mi dać odpowiedź, to Veronica,s Place, a nie Viktoria,s Place. Poprosiłam o przywołanie DelMarka, bo z nim uzgadniałam sprawę.

Bokiem hotelu można przejść na plażę i do baru
Imiona osób zapisuję sobie na bieżąco, żeby nie pomylić, gdy ponownie z tymi osobami będę rozmawiała, ale to widocznie już taka przypadłość wiekowa i nie ma co się tym irytować. Pamiętam, jak moja ukochana babcia Maria, przywołując do siebie któregoś z wnuków, wymieniała imiona wszystkich po kolei, tylko na to właściwe nie mogła trafić. 
W Puerto Viejo zainteresowanie sportem jest niewielkie
Dziecko stojące przed nią, za każdym razem kiwało przecząco głową i cierpliwie czekało, aż wpadnie w końcu na jego imię, bo wiedziało, że o niego chodzi, ponieważ babcia cały czas na nie patrzyła. Wtedy to nas bawiło, ale gdy sama doszłam do tego etapu życiowego, nie jest to już takie zabawne.
Ludzie wolą przebywać nad wodą
DelMark przyszedł z kluczem i otworzył pokój, znajdujący się zaraz przy wejściu do hotelu. Każdy, kto przychodzi do hotelu musi przejść obok tego okna, prawie otrzeć się o niego, instynktownie zaglądając do wewnątrz. Poprzecznych szybek w oknie nie można zamknąć, bo by się człowiek udusił w tym upale, ale to jeszcze mały problem. Można na oknie zawiesić pareo i będzie ok.
Veronika,s Hostel. Drzwi i okno pokoju w przejściu za zielonym płotkiem.
Problem jest z łazienką. Nie ma jej przy pokoju lecz znajduje się w głębi budynku. Wygląda to tak: wychodzę z pokoju i jestem już jedną nogą na ulicy, drugą nogą na terytorium hotelu. Idę tym wąskim paskiem ziemi i skręcam w prawo do drugiego budynku. Wchodzę do pokoju, gdzie śpią ludzie (mix sex) na trzech piętrowych łóżkach, czyli na sześciu. Przechodzę przez ten pokój, środkiem, między łóżkami, umiejętnie wymijając wybebeszone plecaki, wychodzę następnymi drzwiami na inny korytarz, a z niego do wspólnej łazienki i wspólnego kibla.
Puerto Viejo, Negro Playa
DelMark chciał mi pokazać, jak wyglądają te sanitariaty i z impetem pchnął drzwi, a tam na kiblu siedział facet. O rany! Te ich zameczki, haczyki i zasuwki, to słabe zabezpieczenia i działają na słowo honoru. Znam to już z innych barato hoteli. Zabałaganioną kuchnię i wspólny salon telewizyjno-towarzyski, obejrzałam już raczej z rozpędu i z grzeczności.
 
Zjadłam tu obiad, ale jest za drogo, jak "za taki obiad" i już tu nie przyjdę.
Nie wierzyłam własnym oczom. DelMark, mówię, mam tak paradować za każdym razem, kiedy chce mi się siku? W dzień i w nocy? Wchodzić znienacka do pokoju tych sześciu śpiących ludzi i  spacerować tak po ulicy i całym hotelu w kusej nocnej koszuli? Albo za każdym razem ubierać się? zamykać drzwi na kłódkę, otwierać drzwi, rozbierać się i spać dalej? Wchodzenie do obcego pokoju i korzystanie z ich łazienki nawet w dzień jest krępujące, a co dopiero w nocy. Przecież w nocy, nie tylko się śpi, prawda DelMark?
Avenida 71
Nie, nie mogę przyjąć takiego pokoju nawet za 2 $, a już z pewnością nie za 10. Gdybym miała nóż na gardle i wizję nocowania na ulicy, to jeden raz mogłabym się przespać w takich warunkach, ale ja chciałam tu się na dłużej zatrzymać, więc ta wersja odpada.
Kawiarenka pod gołym niebem
Nie mam pretensji do DelMarka, na swój sposób chciał mi pomóc, abym nie spała ze wszystkimi na kupie we wspólnym pokoju mix sex i żebym w ogóle miała gdzie spać w Semana Santa, kiedy wszystkie hotele są już zarezerwowane do ostatniego łóżka, ale w takiej sytuacji wolę już wcześniej wyjechać do Panamy, na Bocas del Toro. Na wszelki wypadek upewniłam się, czy w Panamie również w tym czasie mają Semana Santa? Na szczęście, nie.
Wracam do domu, a tu...czy on dobrowolnie poddaje się karze?
Postanowiłam jeszcze ten jeden dzień przeznaczyć na szukanie innego hotelu, być może znajdzie się jakimś cudem hotel z jednym wolnym pokojem w czasie Semana Santa? Jeśli nie, to jutro po śniadaniu pójdę do Pauli i będziemy załatwiać wyjazd do Panamy na 16 kwietnia.
Wejście główne do Marco,s Hostel, gdzie obecnie jestem
Poszłam w przeciwną stronę miasta. Avenidą 71 szłam cały czas równolegle do wybrzeża morskiego. Po prawej i po lewej stronie ulicy, ukryte w zieleni stały hotele i hostele, do których wchodziłam, pytając o pokój. Taką samą taktykę przyjęła dziewczyna z chłopakiem. Z plecakami wędrowali tak door to door, szukając pokoju od już, bo dopiero co, przyjechali do Puerto Vieja.
Marco,s Hostel. Tą drogą chodzę do miasta ok. 1 km
Większość hotelarzy odpowiadała mi, że z całą przyjemnością, ale po Semana Santa, od 22 kwietnia, to na każdą ilość dni. Semana Santa trwa od 14 do 21 kwietnia. Miałam szczęście, że ten ktoś, pokój w którym mieszkam zarezerwował od 16, a nie od 14 kwietnia. Mam trochę więcej czasu na załatwienie sprawy. 

Ja wychodzę, plecakowcy wchodzą. I tak się ciągle mijamy w poszukiwaniu.
Mijając się z plecakowcami, uśmiechaliśmy się do siebie i rozkładaliśmy ręce na znak, że nic się nie załatwiło, Semana Santa! Powtarzaliśmy. Brzmiało to już nie, jak „tydzień świąteczny”, ale jak „siła wyższa” Aż tu nagle, w "Todo Es Posible", człowiek mówi, ok.! mogę Ci wynająć pokój w tym terminie.  
Przy szosie reklama hotelu niesłownego Danillo
Nie wierzyłam własnym uszom. Obejrzałam pokój, ustaliliśmy cenę, czas pobytu i umówiliśmy się na 12 kwietnia, w sobotę, na załatwienie formalności i zapłatę, a 16 kwietnia, w środę, mam się wprowadzić. Gospodarz jest z pochodzenia Włochem, ma na imię Danillo. Ulżyło mi, że nie muszę już chodzić za kwaterą i nie muszę wcześniej opuszczać Kostaryki.

Dłuuugi szkolny autobus
Niestety, Danillo nie dotrzymał słowa i gdy w sobotę poszłam opłacić pobyt, powiedział, że sprawa nieaktualna i unieważnił rezerwację. Tak to właśnie bywa. Trzeba być na wszystko przygotowanym. Na szczęście ufność do ludzi już dawno zgubiłam podczas swojej długiej wędrówki przez życie i nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Nie spodziewając się od ludzi zbyt wiele, nie czuję się też rozczarowana.

Elena Brown
Gdy wracałam od Danillo alejką do szosy, rozpadał się deszcz. Przeszłam na drugą stronę jezdni i schowałam się pod daszek "Restaurant and Cabinas Elena Brown". O swoim problemie z kwaterą zaczęłam rozmawiać z młodą czarną kobietą, która wypakowywała z terenówki jakieś bambetle i małego chłopczyka. Pozdrowiła mnie i zapytała skąd jestem, więc odpowiedziałam i przy okazji powiedziałam, że tak chodzę i szukam samodzielnego pokoju na dłuższy czas, ale Semana Santa stanowi dla mnie problem.

Restauracja Family Brown
Ona powiedziała, że tutaj mają restaurację, a mieszkają 2 km dalej w Cocles, in forest, jeżeli byłabym zainteresowana, to ona chętnie wynajmie mi samodzielną chatę we wsi. Zawsze o czymś takim marzyłam, aby pomieszkać razem z niedużą społecznością tubylczą, tak zwyczajnie, na co dzień. Zaczęłyśmy ustalać warunki. Cena równo o połowę niższa, niż u Danillo za taki sam okres. Kobieta ma na imię Danisha.

Droga do Cocles wiedzie brzegiem morza, a z drugiej strony, dżungli
Gdy wyjdzie się z dżungli, zaraz przy szosie jest przystanek autobusowy, a kto chce, idzie do centrum pieszo. To dla mnie nie problem, bo z Marco,s Hostel też chodzę pieszo, chociaż za często do miasta mnie nie ciągnie. Więcej bywam nad morzem, na pląży Zaraz też, obok przystanku autobusowego znajduje się dobrze zaopatrzony supersam, a obok lavendaria. Na przeciwko, to już jest morze i Playa Blanca. 

Playa Blanca w Cocles
Idąc od szosy przez dżunglę, po każdej stronie ukryte są w zieleni domy, w których mieszkają tubylcy i turyści, więc nie powinnam się niczego obawiać. Pieszo, wolnym krokiem, idzie się 10 minut. Danisha wypakowała wszystko z samochodu, dziecko zaprowadziła do restauracji pod opiekę męża i obie pojechałyśmy obejrzeć chatę.

Z lewej parada bus, ja skręcam w prawo, w Margarita Road
Domek, który mam zająć, stoi w pobliżu innych domów, które są jednak trochę schowane w zieleni. Danisha pokazała mi, w którym mieszka jaj mama Elena, w którym jej tata, a w którym ona sama. Tak jak u nas każdy z członków rodziny ma swój pokój, tak tutaj każdy ma swój osobny domek. Elena podeszła do nas i Danisha nas sobie przedstawiła. Danisha zrobiła szeroki gest ręką w stronę wolnostojących wśród drzew niedużych domów i powiedziała, że oni wszyscy, to jej familly. O rany! pomyślałam sobie. Rodzinna wioska.

W tym niebieskim zamieszkam
Ale oczywiście wioska jest o wiele większa i mieszkają tam również inni ludzie, nie tylko rodzina Danishy. W chacie jest prąd, kontakty, banio, bieżąca woda, lodówka, kuchenka gazowa. A co z internetem? gdzie tu najbliżej będę miała możliwość skorzystania z internetu? Danisha powiedziała, że to nie problem, bo ona da mi taki modem, który podłączę do swojego laptopa, jeżeli mam swój laptop, bo jeśli nie mam, to trzeba do miasta iść, do cafe internet.

Dom mamy, Eleny Brown
Oczywiście, że mam. Więc ona mi ten modem podłączy i będę miała swój internet w chacie, bez dodatkowych kosztów. Tą swoją terenówką przyjedzie po mnie 16 kwietnia na godz. 10.oo do Marco,s Hostel Pizzeria i zawiezie mnie z bagażami do chaty, a jak będzie koniec pobytu, odwiezie mnie na terminal, skąd będę jechała do Sixaola. Dla mnie to duże udogodnienie.

Dom taty
Wszystko wygląda ok, ale z mojego doświadczenia wynika, że na wyrost nie ma co się cieszyć, bo ludzie dzisiaj mówią tak, a jutro zupełnie inaczej. Pożyjemy, zobaczymy. Jeśli wszystko przebiegnie tak, jak ustaliłyśmy, to będzie dobrze. Fajnie, że będę miała własną kuchnię z kuchenką gazową  i lodówką. Wolę sobie sama przyrządzać posiłki, nie tylko dlatego, że wychodzi taniej, ale jem to, co lubię. Mając lodówkę mogę raz na kilka dni zrobić zakupy mleka, wody mineralnej i  masło nie będzie się topiło w pokoju w tym upale i piwo nie będzie się grzało :) 

Po bokach, z zieleni wyłaniają się inne zagrody i domy
Prawdę mówiąc, żywienie się przez dłuższy czas w tutejszych knajpkach, bardzo narusza podróżniczy budżet. Jedzenie takie samo, jak w Belize, czy Meksyku, a dwa razy droższe. No cóż. Podróżnicy uprzedzali na forach internetowych, że Costa Rica jest droga.
Oso Perezoso  reklamuje piwko
Jeśli zamieszkam w Cocles u Danishy, będę wreszcie  mogła się skupić na własnym odpoczynku i korzystaniu z wycieczek w ciekawe miejsca, a nie będę traciła czasu i martwiła się wiecznie o noclegi i transfer do Panamy. Wypisałam sobie na kartce miejsca, gdzie chcę jechać i co chcę zobaczyć. Jest tego trochę, ale myślę, że czasu mi wystarczy na realizację planu.
W zatoce
Zaraz, jak się wprowadzę do Danishy, pójdę do Pauli i uzgodnię konkretny termin wyjazdu na Bocas del Toro, żeby już mieć rezerwację, a Paula żeby przygotowała na czas potrzebne dokumenty. Wcześniej nie pójdę, bo a nóż znowu coś nie wypali z tą kwaterą? chociaż tym razem wpłaciłam już zaliczkę za pokwitowaniem. Ale to jest Central America i nic się nie da do przodu przewidzieć.

Szkoła tańca. Ćwiczą z tyczkami.
Omówię też z Paulą ten swój plan wycieczek, żeby doradziła mi z jakiej agencji skorzystać, aby były to naprawdę ciekawe wycieczki. Głównie chodzi mi o  Tortuguero National Park, Chocolate Hous, Delfiny i Boat Ride. Chętnie też pojadę na Waterfalls. Może i do wioski indiańskiej? chociaż prawdziwych wiosek  indiańskich  już nie ma. Wszystko to jest skomercjalizowana improwizacja dla turystów.
Bębniarze podają rytm
Miałam zamiar iść do miasta, ale nie zdążyłam, ponieważ uwagę moją przyciągnęło morze, jachty, łodzie i surfujący na deskach młodzi mężczyźni. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego nigdy nie widzę na deskach dziewczyn? Czy to jest sport  zarezerwowany wyłącznie dla chłopaków? Ciekawa jestem, czy ktoś już widział  na plaży surfujące dziewczyny? 
Playa Blanca
Wracając do hotelu kupiłam bagietkę i dużą, 2l butelkę wody mineralnej oraz sok pomarańczowy, który po drodze wypiłam, tak niemiłosiernie gorąco było i pić się chciało. Wodę mineralną zawsze muszę mieć w zapasie, bo oprócz gaszenia pragnienia, używam jej również do gotowania na kawę i herbatę. Wszędzie, od Gwatemali począwszy, wszystko przyrządzam na bazie wody mineralnej, a nie tej z kranu.
Kto się ze mną będzie bawił?
Być może z tą wodą przesadzam, bo w końcu kąpię się i piorę rzeczy w tutejszej  wodzie kranowej, często piję w różnych barach i restauracjach soki z lodem, piwo z lodem itp. I też nie wiem, czy ten lód zrobili z wody filtrowanej, czy z kranówki. Na razie żyję i to się liczy.

Na starszą siostrę zawsze można liczyć
Dzisiaj było inaczej, niż zawsze. Nocny deszcz nie zatrzymał się nad ranem i padał z krótkimi przerwami do popołudnia. Zrobiło się chłodno. Już w nocy wstałam po polar, tak zmarzłam pod prześcieradłem. To się dotychczas nie zdarzało . Całe noce był włączony wentylator dla ochłody, żeby było można spać, a tu nagle taka nagła zmiana pogody!

Są miejsca, gdzie można przeczekać złą pogodę
Nigdzie rano nie poszłam, podobnie jak większość turystów. Siedziałam na swojej galeryjce z kawą i laptopem, deszcz nie sięgał do mojego stolika. Na śniadanie zjadłam to, co poprzedniego dnia kupiłam. Miałam też zapas wody, więc jeden dzień mogę wytrzymać. Dorin  rozbijała kłódkę w drzwiach do jednego z pokoi. Widocznie gość zgubił klucz. Wykorzystałam moment i poprosiłam Dorin, abyśmy naprawiły zamek również w moim pokoju, bo nie mogę na noc się zamknąć i zastawiam drzwi walizką. Zasuwka nie wchodzi w swój tunel.
 
Dla dzieci nie ma takiej pogody, aby nie było można się kąpać
Przy pomocy dłuta i młotka naprawiłyśmy zasuwkę, ale swoją drogą zauważyłam, że niektórzy z prowadzących hotele w Centralnej Ameryce, są bardzo osamotnieni w swojej  pracy i życiu prywatnym. Tak było w Belize i podobnie jest w Kostaryce. Jimmi  na przykład, zupełnie sam zajmował się swoim hotelem w Cahuita. Prowadził sprawy administracyjne, każdego ranka grabił liście na podwórku, zmieniał pościel i odwoził ją do lavendarii, sprzątał pokoje, gdy turyści je opuszczali. Naprawiał wszystko, co się komu zepsuło w pokoju. 
 
Zła pogoda bywa tu szczęśliwie tylko przelotem
Jeździł na zmianę, to rowerem, to motorem, bądź swoją czarną terenówką. Nigdy na długo się nie oddalał, bo mógł się pojawić nowy turysta w sprawie pokoju. Nie miał żony, dzieci, ani nie pojawiała się w jego pokoju żadna dziewczyna. Dla ścisłości, żaden chłopak też nie. W wolnych chwilach Jimmi drzemał sobie w hamaku albo rozmawiał z turystami.To był bardzo sympatyczny i pogodny człowiek.
W zatoce
Podobnie było z tą cudzoziemką, prowadzącą hotel w Belize i to samo jest tutaj w Puerto Viejo z Dorin. Sama się wszystkim zajmuje, bez przerwy coś robi, sprząta, naprawia, przenosi, załatwia. Nikt jej nie pomaga. Dobrze, że radzą sobie ze wszystkim. Ale dzień i noc, piątek, świątek i niedziela, uwiązani są przy tych hotelach, bo nikt ich nie może zastąpić. No, ale w końcu to ich osobisty wybór. Pura Vida !

Dzieci bawią się obok pracujących rodziców
Dorin ma synka w wieku mojego wnuczka, Krzysia. Też ma a na imię Chris. Taki miły, szczupły blondynek, ale bardzo osamotniony. Od samego rana chodzi sobie po ogrodzie zupełnie sam, czasami jeździ rowerkiem po ścieżkach między domkami lub kopie piłkę do niby bramki. Dzieci tubylców i Chińczyków mają lepiej, bo zawsze jest ich dużo w rodzinie i zajmują się sobą nawzajem. Dorin jest białą kobietą z Europy i ma tylko Christofera. W pobliżu hotelu nie ma innych domów, więc nawet z dziećmi sąsiadów Chris nie ma kontaktu.
Ten chłopczyk donosił wodę i za każdym przejściem mówił do mnie "ola"
Po południu się trochę przejaśniło, poszłam do miasta na obiad i potem nad morze. W nocy się musiało dziać! Konary drzew porozrzucane wszędzie leżały, liście palmowe walały się pod nogami, kokosy turlały się po jezdni i chodnikach. Jakaś wichura była straszna. Odpowiednie służby robiły porządki, bo przecież Semana Santa, gości dużo, a wciąż przybywają następni.
Wciąż przybywają nowi turyści. Samochodami i pieszo.
Dzisiaj jest piątek, ruch na drodze niespotykany, wszyscy przybywają tutaj, do Puerto Viejo lub do Cahuita. Kto nie mógł na cały tydzień, przyjeżdża teraz, na weekend. Będzie ciasno, ponieważ pogoda się zepsuła, to ci wszyscy ludzie będą się snuć po ulicach, kafejkach i barach.
barów i restauracji tu dużo. Pomieszczą się wszyscy.
Nie wiem, czy pogoda się poprawi. Za oknem dudnienie straszne, że aż wyjrzałam, co się tam dzieje, a to morze takie wzburzone i fale robią niesamowity hałas. Semana Santa może się nie udać w tym roku. Wszystkie domki zajęte u Dorin, kilka rodzin jest z malutkimi dziećmi. Co oni będą z nimi robić w taką pogodę? Zrobiło się zimno i wieje silny wiatr. Znowu pada.
Na plaży można wynająć deskę
Mamy sobotę i jest ok! Słońce znowu świeci, jest gorąco, woda w morzu ciepła, wszystko wróciło do normy. Semana Santa trwa! Pura Vida, witają się wszyscy od samego rana. Humory wróciły. Zobaczyłam surfujące dziewczyny! wprawdzie dopiero się uczą, ale niebawem będą surfować samodzielnie.


Nauka surfowania na Playa Negra
Na sześciu pobierających naukę surfowania, są trzy dziewczyny! To całe 50% !Ta mała, druga od lewej, robi wprawdzie dokładnie odwrotne ruchy, niż pokazuje nauczyciel, ale widać u niej duże zaangażowanie.


Mała nie uznaje przerw w pracy
Bardzo zabawnie wyglądają takie ćwiczenia na sucho. Stoją na tych deskach, wymachują rękoma, rzucają się na deski, lub po prostu na ten czarny piasek, niby wpadając do wody :)


Ćwiczenia na sucho
W końcu idą do wody. Położyli się na tych swoich deskach i chlapiąc rękami po wodzie odpływali coraz dalej i dalej. Ich nauczyciel został w tyle, krzyczał za nimi, ale oni nie słyszeli, bo fale głośno przetaczały się wokół nich. Kupa zabawy z tymi ambitnymi nowicjuszami!


Będą ćwiczyć na mokro
W końcu rzucił się do wody ten drugi, kolorowy, z dredami, dopłynął do nich i zawrócił z dalszej drogi w głąb morza. Dla nas, gapowiczów (tutejsze chłopaki i ja) była to ciekawa rozrywka tak przyglądać się pierwszym niezdarnym poczynaniom uczniów, chociaż sama pewnie tak nawet bym nie potrafiła, a tutejsi od dziecka czują deskę należycie, wiec bawili się świetnie.

Jest dobrze!
The slow life toczy się dalej.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz