Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

niedziela, 27 kwietnia 2014

Manzanillo, wieś na pograniczu



 
pojechałam do Manzanillo

Wybrałam się w końcu do Manzanillo. Po zejściu z góry w Cocles, trzeba ustawić się po przeciwnej stronie szosy, niż znajduje się przystanek autobusowy i czekać. Drewniane zadaszenie stop-autobus, stoi w kierunku jazdy do Puerto Viejo. 
 
To główna ulica miedzy dżunglą, a morzem

W pobliżu tego przystanku znajduje się moja ekologiczna basura, a tuż przy przystanku, zawsze, o każdej porze dnia i w każdą pogodę, rozkłada się ze swoim owocowym straganem kostarykańska kobieta. Wracając do domu, często kupuję u niej jakiś owoc. 

dobre miejsce na randkę
Wiem, że liczy mi cenę turystyczną, dlatego nie kupuję wiele, ale chcę jakby uhonorować to jej codzienne, wielogodzinne siedzenie na szosie przy straganie, w piekącym słońcu, a często w siąpiącym deszczu. W nocy deszcz kostarykański zamienia się w demona i z nieba leją się z ogromnym hukiem kaskady wody. Za dnia natomiast, deszcz pada właśnie tak siąpiąco.
 
Foto robione dla czystości rowów, ale po lewej widać jej stragan
Czasami myślę o sensie życia takich ludzi, jak ta kobieta przy szosie. Każdego dnia ludzie jeżdżą samochodami, autobusami, chodzą pieszo, przemierzają wiele kilometrów, do pracy, na zakupy, na towarzyskie spotkania. 
 
Można przyjechać tu popracować, jako wolontariusz
Turyści zwiedzają różne oddalone od siebie miejscowości i wiele atrakcji turystycznych lub plażują, pływają. Ludzie są w ciągłym ruchu. Tyle czynności można w ciągu dnia wykonać, drogi przebyć, przeżyć zgromadzić, wypełnić treścią cały dzień.  Wracam do domu, a kobieta siedzi w tym samym miejscu, niemal w tej samej pozie przy swoim straganie i sprzedaje owoce.

Plaża w Manzanillo ciągnie się przez kilometr
Ubyło ich tylko trochę , niektóre straciły świeży wygląd po całym dniu leżenia na słońcu, a może zostały tylko te najmizerniejsze, bo co okazalsze wykupili przechodzący lub przejeżdżający szosą klienci. Kobieta nie woła za klientami, nie zachęca do kupna. Po prostu siedzi i czeka. I tak każdego dnia. Dzień po dniu. Jej życie toczy się przy szosie.

Status tego miejsca
Kobieta była tu rano, w południe i jest wieczorem.Trudno ją minąć bez słowa i nie kupić chociaż jednego mango. To już znajoma, Codziennie się pozdrawiamy „hola”, nieraz kilka razy, bo do basury przechodzę obok niej, do sklepu Chińczyka, na plażę Cocles lub Chiquita i do autobusu, i zawsze wracam obok niej, do Margarita Road, na górę, do chaty. Jej treść życia, to stragan przy szosie, na noc jakiś skromny dom zapewne, stojący gdzieś tu w pobliżu. Pura Vida!
 
Droga z Cocles do Manzanillo
Do Manzanillo jedzie się w  kierunku granicy z Panamą. Jak do Sixaoli, ale w pewnym momencie droga do Sixaoli odbiega trochę w prawo, a do Manzanillo trzyma się konsekwentnie wybrzeża morskiego. Atutem Manzanillo są bowiem najbardziej dostępne (bo prawie puste) i najładniejsze plaże właśnie.

Po drodze można zatrzymać się na Playa Chiquita
Czekanie w państwach Ameryki Łacińskiej, to rzecz naturalna. Nikt nie zżyma się, nie marudzi, tylko spokojnie czeka, aż przyjdzie na to właściwy moment. Na co? Na wszystko. Kobieta wie, że jak przyjdzie właściwy moment, to samochód na szosie zatrzyma się, kierowca wysiądzie i kupi u niej owoce. Że jak ja będę pod wieczór wracała do chaty, kupię jedno mango.

Od Cocles do Manzanillo, wszystko juz jest ekologiczne
Ja już wiem, że jak przyjdzie właściwy moment, to autobus przyjedzie. Tego dnia akurat, moment właściwy wyjątkowo długo nie nadchodził. Pytam kobiety przy straganie, czy ja dobrze się do autobusu ustawiłam? Czy on się tu zatrzyma? Czy też powinnam stanąć dokładnie naprzeciw tego drewnianego zadaszenia? 

Czy widać, jak jest czysto na poboczach drogi? i tak cały czas.
Kobieta mówi, że mogę stanąć gdzie chcę. Robi ręką zamaszysty gest, pokazując, że mogę stanąć u wylotu Margarita Road, przy bramie hotelu, bo tam kamienna posadzka, to wygodniej stać, mogę stanąć obok mostku bez poręczy, z którego tak często obserwuję i fotografuję rzekę. Wszędzie autobus się zatrzyma, gdy dam mu znać, że chcę jechać.

Po drodze do Manzanillo
Ustawiłam się pod remontowanym hotelem. Po pewnym czasie wyszła z niego właścicielka i zagadała. O tym remoncie właśnie. Mówiła, że już kończą i w przyszłym tygodniu chętnie zobaczy tu gości. Nie obyło się bez „hola” (litera h jest niema, więc mówimy „ola”), bez prezentacji, pytań, skąd jestem, gdzie stacjonuję, na jak długo, co już widziałam, czy podoba mi się Costa Rica? Itp. Kobieta ma na imię Joana.
 
Patrzę na rzekę, bo przybywa mętnej wody po deszczach
Joana wróciła do swoich obowiązków, a autobusu nadal nie było. W pewnej chwili widzę, że ta wyjątkowo drobna kobieta, dźwiga ogromny pień i idzie do mnie. Usiądź sobie Sofia, bo to może jeszcze potrwać. Joana! Taki ciężki pień! wołam, zerwiesz się! Ale Joana nie mogła już patrzeć, że tak długo czekam, nie mając na czym usiąść. Po 15 min. znowu przyszła pogadać.

Po powrocie widzę, że mój pieniek stoi tu nadal.
Bus time, czyli rozkładu jazdy, nigdy na tych przystankach nie było. Trzeba po prostu czekać, Sofia. Autobus na pewno przyjedzie. Przyjechał zupełnie niespodziewanie. Nie dokończyłam jeszcze rozmowy z Joaną, z dżungli wyjechał na rowerze Berto, jedziesz jednak do Manzanillo, Sofia? zapytał, ale już tylko zdołałam mu ręką pomachać na znak pozdrowienia i wsiadłam do autobusu. Uprzejmość i uczynność ludzi w Costa Rica jest naprawdę duża.
 
W pustym parku panowie graja w szachy
Tu, gdzie mieszkam obecnie i dalej, aż do granicy z Panamą, wszystkie te miejscowości należą administracyjnie do Prowincji Limon. U nas powiedzielibyśmy, że leżą w województwie Limon. Manzanillo, to mała wioska. Nie wiadomo, czy osiągnęła już 400 stałych mieszkańców.
 
Kościół Baptystów zamknięty na cztery spusty
Wieś została założona w 1850r, więc ma stosunkowo krótką historię. Zamieszkiwali ją od zawsze rybacy i rolnicy uprawiający kakao i orzechy kokosowe. Rdzenni mieszkańcy tych terenów, to potomkowie plemienia Bribri, żyjącego w  dżungli. Część mieszkańców stanowią Afro-Carribbean, potomkowie przybyłych tu osiedleńców z panamskich wysp Archipelagu Bocas del Toro. 
 
Koleżanki
Sporą grupę stanowią potomkowie Jamajczyków, sprowadzonych w 1900r do pracy przy budowie kolei żelaznej w Costa Rica. Być może, tutaj, przy granicy z Panamą, kończyła się linia kolejowa i tak już tu zostali na resztę życia. Potem krew mieszkańców się pomieszała. 
 
Manzanillo Playa
Przy łączeniu się młodych ludzi w trwałe, wydające potomstwo związki, pochodzenie nie było nigdy najważniejszym kryterium. Jednak w miejscowej szkole, dzieci nadal się uczą języka Bribri. Dla utrzymania tradycji.

Szkoła w Manzanillo
Nazwa wsi pochodzi od drzewa, rodzącego trujące owoce. Sok tych owoców jest silnie toksyczny, mówią na niego „wilcze mleko”, te właśnie drzewa w dużej ilości porastały teren Manzanillo, rosnąc na plażach. Drzewo znane też jest pod nazwą manchineel - Hippomane mancinella.

Drzewa na plaży
Nie wiem dlaczego postanowiono nazwę wsi zapożyczyć właśnie od tego trującego drzewa, bo przecież w Manzanillo rosną różne gatunki ślicznych palm, drzewa kokosowe, migdałowe, kauczukowe. Piękne i pożyteczne drzewa. Może po to, aby dobrze zapamiętać nazwę groźnego drzewa i unikać z nim bliskiego kontaktu?

Na plaży w Manzanillo. Cały dzień był pochmurny.
Manzanillo ograniczone jest z jednej strony gęstą dżunglą, z drugiej zaś, morzem. Wioska ze swoimi skromnymi chatami rozłożyła się właściwie na plaży, pozostawiając wąski pasek żółtego piasku falom morskim i promenadzie wiejskiej, po której można spacerować wzdłuż brzegu, wśród drzew dających zbawczy cień. 
 
Sprzedawca kokosów w Manzanillo
W dogodnych do tego miejscach, zakładano pracowicie plantacje uprawy kakao i orzechów kokosowych. W 1990r plantacje kakao i palm kokosowych w Manzanillo, zniszczyła grzybowa zaraza. Wieś podupadła, zbiedniała, rolnicy nie byli w stanie odrobić strat. 
 
Miejscowość idealna na familijne wakacje
Nastały złe czasy. Ale gdzieś tam dalej, zaczęły się dobre czasy dla turystyki, indywidualni turyści coraz częściej przybywali do Costa Rica, zapędzając się również w ten kraniec niewielkiego, ale pięknego i życzliwego obcym, kraju.
 
Przyjechała rodzina i mnóstwo reklamówek z jedzeniem
Odkryli tu nieskażoną niczym naturę, piękne, białe plaże, różnorodną, zachwycającą roślinność, rafę koralową, delfiny i żółwie skórzaste, uchodzące za największe na świecie, dochodzące do 2 m długości. Przekazy szły w świat i turystów co roku przybywało więcej i więcej. Mieszkańcy przestawili się na turystykę i odżyli.

Autko obowiązkowo tuż  obok, na plaży
Przystosowali domostwa lub pobudowali nowe, nieduże cabinos na 3, 4 pomieszczenia do spania, łazienki, kąciki kuchenne. Otwierali „soda” małe, rodzinne restauracyjki przy swoich domach. Nie ma tego za wiele we wsi, ale jest gdzie się przespać i można niedrogo się pożywić u gospodarzy.
 
Informacja o Playa Manzanillo
Mężczyźni w Manzanillo szkolili się na Guidów, każdy we własnej specjalizacji. Są specjaliści od życia podwodnego, raf koralowych, wędkowania, od śledzenia delfinów, żółwi, od wędrówek leśnych, a każdy z nich robi to pięknie, bo któż inny potrafiłby z takim znawstwem i z takim uczuciem opowiadać o  życiu tutejszych ludzi i zwierząt?  O czynnościach, które dotychczas były ich codzienną pracą?

Naturalna plaża, Manzanillo
Kto piękniej opowie o tutejszej przyrodzie, o historii tego miejsca, o istotnych wydarzeniach, jak nie rdzenny mieszkaniec stąd się wywodzący i żyjący w tym środowisku od urodzenia? Żyjąc w swojej małej, spokojnej wiosce Manzanillo, pracując w polu czy łowiąc ryby, nie uważali otaczającej ich przyrody za coś wyjątkowego. Ot, tak tu jest i tyle. Nie znali innego życia.

Oni wiedzą w jakich godzinach jest najlepsza fala
Będąc dzieckiem, można było wypatrywać w lesie Oso Perezoso, słuchać śpiewu kolorowych ptaków, podglądać żółwie, czasami podebrać im jajo. Wypływać z tatą w morze na ryby. Trzeba było też pracować, pomagać rodzicom na plantacji. Pamiętać, aby uważać na węże i drapieżne pająki. Nie oddalać się zbytnio w głąb dżungli. Życie na pograniczu dżungli i morza nie było najłatwiejsze.

Główny trakt w Manzanillo
Ale było normalnym, codziennym życiem mieszkańców wioski od ich urodzenia. Dopiero w 1980r doprowadzono elektryczność do wioski. Telefonów nie mieli przez następne 20 lat. Bankomatu nie mają tam jeszcze dzisiaj. Jadąc do Manzanillo, trzeba wcześniej zaopatrzyć się w gotówkę, w Puerto Viejo de Talamanca.
 
Po ostatnich ulewach, rzeki przybrały
To dopiero turyści zwrócili ich uwagę na wyjątkowość miejsca, w jakim żyją. Że taka przyroda, to już mało gdzie występuje w tym ucywilizowanym świecie. Że takie gatunki ptaków, występują tylko w tym regionie, a takie żółwie, są prawdziwą rzadkością na świecie. Uświadomili im to turyści i naukowcy, którzy zaczęli przyjeżdżać tu ze studentami, aby badać i opisywać bogactwo tego zakątka świata.

Ujście rzeki do morza. Spokojnie można przejść
W 1985r cały ten teren, razem ze wsią Manzanillo i Gandoca, leżącą tuż przy panamskiej granicy, ustanowiono terenem chronionym. Gandoca-Manzanillo Wildlife Refuge obejmuje ochronę rafy koralowej. Oprócz delfinów, można tam oglądać również manaty (podobne do morsów), które tak właściwie są już na wymarciu.

Rzeki w Manzanillo nie mają mostów.
(Rzeki w Manzanillo przechodzi się w bród, przejeżdża samochodami z napędem na cztery koła lub przepływa prywatną łódką)

W porze deszczowej, koryta rzek wypełniają się błyskawicznie wodą
Żółwie skórzaste przybywają tu naprawdę z daleka, aby na tej samej plaży, gdzie się same urodziły, złożyć jaja i oczekiwać swego potomstwa. Żółwie te potrafią bardzo głęboko nurkować za pożywieniem. Żywią się meduzami. Jak odnajdują drogę do miejsca swoich urodzin? Instynkt? Zakodowana pamięć? Smak wody? Zapach? Jakieś prądy morskie? Nie wiem.

Może to autko zabierze fala? regulamin nie pozwala wjężdżać na plażę!
Żółwie skórzaste składają jaja na plaży znajdującej się 7 km za wsią Manzanillo, kierując się w stronę granicy z Panamą. Jest tam dużo małych, spokojnych plaż. U ujścia rzeki roi się też od ptactwa, które upatrzyły sobie to miejsce, jako idealne na wydawanie na świat swojego, ptasiego potomstwa.

Manzanillo
Delfiny zauważono tu dopiero w 1997r. naukowcy ustalili, że żyją tu Tucuxi – Fluviatilis Sotalia, Butlonose – Tursiops Truncatus i Atlantic – Frontalis Stenella.

Dziecięce zabawy
Jako, że wieś Manzanillo znalazła się w obszarze chronionym, pozostaje w stanie dotychczasowym, nie unowocześnia się. Nie ma nawet porządnej ulicy, chodnika. Główna ulica ma bitą, piaszczystą nawierzchnię. Wszędzie chodzi się po piasku lub po prostu plażą. Nie rozwija się budownictwo. Nieliczni już rolnicy i rybacy mają nałożone pewne ograniczenia, obowiązujące na obszarach chronionych.
 
Za chwilę rozegrają mecz piłki nożnej
Życie w Manzanillo toczy się powoli, w rytmie przyrody. Przez Manzanillo nie przewalają się tłumy ludzi, turystów i imprezowiczów. Jak mi wiadomo, jest tu tylko jeden Bar Maxi, gdzie można zaimprezować. I to tylko w sobotę. Są dni, że na ulicy  spotyka się kilku turystów, a nieraz żadnego. 
 
Jest pierwsza bramka! ale kto, komu ją wbił?
Plaże są niemal puste, pojedynczy plażowicze  pozostają względem siebie w sporej odległości. Dlatego Manzanillo nie jest miejscem dla wszystkich. Do Manzanillo przybywają ludzie szukający prawdziwej ciszy, odosobnienia i bliskiego obcowania z  naturą.

Grają boso i nieoznakowani. Nie wiadomo, komu kibicować.
Mieszkańcy nie mają tam innego wyjścia, jak tylko żyć z turystyki. Bo cała ich wieś jest dobrem narodowym. Z czasem może przybędzie miejsc noclegowych i przybędzie turystów szukających ucieczki od zgiełku popularnych miejscowości. Póki co, można spokojnie wracać na noc do Cocles lub Puerto Viejo.  Te odległości można nawet pokonać rowerem.
 
Wszędzie rozstawione beczki na segregowane śmieci
Na wsi Manzanillo właściwie kończy się Costa Rica. Można wprawdzie podrzędną drogą dojechać stamtąd do Sixaola i dalej, do Panamy, ale to ryzykowna sprawa. Droga jest w bardzo kiepskim stanie. Na obszarze chronionym nowej drogi się nie pobuduje.

życie płynie powoli w Manzanillo
Chcąc jechać do Sixaola, lepiej zrobić to z Puerto Viejo de Talamanca, skąd wiedzie inna, przyzwoita droga do granicy państwa. Żeby władze Costa Rica i Panamy zechciały jeszcze przejście graniczne w Sixaola dostosować do dzisiejszych czasów i potrzeb! Ale to już zupełnie inna historia.
Ekologicznie czysta miejscowość i plaża

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz