Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

wtorek, 22 kwietnia 2014

Costa Rica ma kolor zielony


Ukwiecona Costa Rica
Święta wielkanocne minęły w Kostaryce zupełnie niezauważalnie, nie jestem pewna, czy w ogóle są tutaj obchodzone. Gdy zeszłam na dół, do wioski, kościół był zamknięty i żadnej rozpiski na tablicy ogłoszeń nie było. W Puerto Viejo nie znalazłam żadnego kościoła katolickiego. Nieprzerwanie trwało Semana Santa.
 
Semana Santa
Ludzi najechało tyle, że hotele, hostele, guesthausy, kwatery prywatne i co tylko było, a mogło  służyć do spania, pękało w szwach. Ludzie, dla których brakło miejsc noclegowych pod dachem, rozkładali się przy swoich samochodach, pod foliami.Niektórzy turyści mieli swoje namioty.

Koczownicy
Współczułam im bardzo, bo ulewne deszcze padały każdej nocy. W dzień było zawsze upalnie. Taka jest ta Costa Rica. Natomiast nocne ulewy są tutaj tak głośne, że śpiąc w domu, zrywam się na równe nogi, nie wiedząc co się dzieje. Jak oni te nawałnice wytrzymują pod namiotami i foliami, w głowę zachodzę. Na dodatek śpią niemal na plaży, gdzie nocą fale morskie ryczą, jak te małpy Kongo w lesie.

koczownicy
Generalnie, Kostaryka jest koloru zielonego. Wszystko wokół jest soczyście zielone. Częste deszcze i wysoka temperatura pozwalają drzewom i roślinom rosnąć w nieskończoność w górę i na boki. Ulewy są takie głośne, bo ściana deszczu odbija się od zwartej zieleni konarów i liści. Liście bananowców i innych drzew są tutaj ogromne, jeżeli by spojrzeć od góry, tworzą zieloną, zwartą powierzchnię.

Droga z Puerto Viejo do Manzanillo
Idąc drogą, mam wrażenie, że idę wiecznie zieloną aleją, a przy rowach nie ma wyrzucanych z samochodów śmieci, tylko rosną kolorowe kwiaty. Wszędzie widać dbałość o środowisko naturalne. Kostaryka jest zielona i czysta. Kostaryka jest uprzejma. Ludzie są tu dobrze wychowani.
Zielone podwórka
Z basurą, czyli śmietnikiem, to ja mam tu nawet pewien kłopot. Nie ma tu śmietników ogólnych, wiejskich, miejskich. Każdy dom, sklep, restauracja, hotel, ma swój prywatny śmietnik, sami płacą za wywożenie śmieci, więc naturalnie nikomu nie pozwalają do niego nic wrzucić. 
 
Beczka-śmietnik przy domku sąsiada
Te śmietniki (niebieskie beczki) są zresztą szczelnie zamykane i ustawiane w niedostępnych miejscach dla obcych. Mój domek niebieskiej beczki nie ma.

Kładki wśród zieleni leśnej
Pytałam Berta, gdzie ja mam śmieci wyrzucać. Berto pytał domowników, ale nikt nie wiedział, co mi doradzić. Danisha wiecznie w pracy, w tej rodzinnej restauracji w Puerto Viejo, nie wiedziałam, co zrobić. 
 
Azjaci już tu są!
W tym klimacie nie będę cały tydzień trzymała śmieci w domu. Wywiesiłam reklamówkę na drzewie przed kuchennymi drzwiami (żeby psy lub koty nie rozszarpały) i czekałam spokojnie, aż rodzina Brownów zdecyduje się, co mi w sprawie śmieci odpowiedzieć.
 
Azjaci wprowadzają w Central Ameryce nowy styl w budownictwie
Następnego dnia rano Bert powiedział, że najlepiej będzie, jak ja idąc na dół, wezmę te śmieci z sobą i tam, gdzie nasza droga, Margarita Road, styka się z szosą, to po przeciwnej stronie jest taka ekologiczna, ogrodzona płotkiem basura.

Condominium pilnowane przez psa. Na policję w lewo, przed bramą.
To tam mogę te śmieci wyrzucać. Chyba, jak nikt nie będzie widział, dorzuciłam, bo to przecież też do kogoś należy? Bert na to się tylko uśmiechnął. Tak myślałam!
 
Do policji turystycznej żabi skok
Wzięłam z drzewa te swoje śmieci i poszłam z nimi spacerkiem przez las. Po drodze miałam wiele pokus. Z jednej strony leżała sterta suchych gałęzi. Może tutaj wcisnąć tą reklamówkę? Pomyślałam sobie. Przy jednym z domów ukrytych wśród zieleni zobaczyłam niebieską beczkę. Może dorzucę im tam swoje śmieci? nie, nie mogę.

Niosę rzeczy do Laundry. Pełna reklamówka prania - 1.000 CCR (2 $)
Za kilkanaście metrów, po przeciwnej stronie, wśród ogromnych drzew znajdowało się strome urwisko, głębokie jak studnia, a w dole gęsta leśna roślinność. Może tutaj wrzucę tą reklamówkę? Nie byłoby jej widać z drogi. Ale zaraz sama siebie skarciłam.  

Tak rosną ananasy
Co ja w ogóle sobie myślę! ja, leśnik, zawsze wściekam się na tych, co wyrzucają śmieci do lasu i do rowów, a teraz sama będę w obcym kraju swoje śmieci do lasu wyrzucała? Pomaszerowałam z nimi dalej.
 
I inne egzotyczne rośliny
Rzeczywiście, po przeciwnej stronie szosy, zobaczyłam ogrodzony kawałek ziemi, a w ogrodzeniu worki ze śmieciami. Przed ogrodzeniem ustawiono jednak jakieś napisy, pouczenia, czego nie mogłam przecież rozczytać, nie znając języka. 

Dom w ogrodzie
Coś o ekologii. Ale w końcu, jak nikt nie widział, wrzuciłam te śmieci do ogrodzenia, na inne worki. I tak przez miesiąc będę swoje śmieci znosiła z góry na szosę.
 
Anonimowa ekologiczna basura przy szosie

Po czujnym rozejrzeniu się na boki, będę je wrzucała do bezimiennego, ekologicznego ogrodzenia. Chociaż nie jestem pewna, czy moje śmieci są ekologiczne i nadają się do takiej basury.
Szkoła w ogrodzie
Ale bardzo mi się spodobało, że nigdzie w lesie nie walają się śmieci, dosłownie nigdzie! Ani po rowach przy szosie. Jak Costa Rica załatwiła tą sprawę ze swoimi obywatelami, nie wiem. Ale nikt nie ma nawet odruchu rzucenia śmiecia na ziemię w lesie. Wszyscy zabierają je z sobą, chyba do swoich prywatnych śmietników?

Cafe Rio Negro w ogrodzie
No więc Kostaryka jest czysta i zielona. Zieleń rozwija się tutaj tak bujnie i bez opamiętania, że zasłania budynki i dopiero podchodząc bliżej, zauważa się je. 
 
Jak zajść od innej strony, to dom Berta wygląda tak.

Berto mieszka naprzeciwko mojego domku, a ja w ogóle nikogo nie widzę, ani tego jego domu, tylko cały czas, poprzez żywopłot i drzewa słyszę rozmowy członków rodziny. 
Naturalne zielone płoty między domami
Berto czasami wychodzi zza żywopłotu, żeby spojrzeć na mój domek. Tak się umówiliśmy, żeby miał na mnie oko, czy wszystko jest ok.! wiedząc o tym, czuję się bezpieczna. Mówimy sobie „hola” i Berto wraca za żywopłot. Dzisiaj zajrzał tu ze swoim wnukiem.

Przed moją chatą
W sobotę Kościół pod niebieską płachtą w Cocles był nieczynny, żadnego święcenia jajek nie było. W niedzielę na śniadanie ułożyłam na stole w kuchni palmowy liść przyniesiony z ogrodu, na nim talerzyk z czterema ćwiartkami jajka na twardo i składając po kolei życzenia swoim dzieciom, Oliwii, Marcinowi, Tomkowi i Krzysiowi, zjadałam za każdym razem ćwiartkę jajka i tak poczułam wspólnotę chwili ze swoimi najbliższymi osobami w Polsce. 
W kościele pod niebieską płachtą pusto
Po śniadaniu poszłam do Puerto Viejo . Wielkanocna niedziela, więc myślałam, że coś ciekawego w związku ze świętami będzie się działo. Szybko pożałowałam, że na taki idiotyczny pomysł wpadłam. Puerto Viejo nie mieściło już ani ludzi, ani samochodów. 

Inny kościół też zamknięty
Samochody stały w korkach i ludzie stali w korkach. Miasto się zatkało. O świętach chyba nawet nikt tu nie myślał, to był zwyczajnie długi wypoczynkowy weekend, Semana Santa i wszyscy naraz zjechali na tutejsze plaże i do tutejszych barów. To tak  wygląda wypoczynek?

Flirtujące dziewczyny
Co ja tu robię? Pomyślałam sobie. Przecież w Cocles mam tak pięknie, spokojnie i ciekawie. Wsiadłam w autobus i wróciłam do Cocles. Autobus też stał w korku, ale po pół godzinie, może trochę więcej, udało nam się wyjechać z miasta na szosę. 
 
Sporo osób wypożycza rowery
Bilet kosztuje 610 Colonów, tj ciut ponad dolara, jakieś 3,40 zł. Od terminalu autobusowego do Cocles jest 3 km. Od granicy miasta - 2 km. Sporo osób porusza się między miejscowościami i plażami na wypożyczonych rowerach. Spotkałam parę starszych Niemców (najwięcej turystów jest tutaj z Niemiec), którzy próbowali sobie nawzajem zrobić zdjęcie na tych rowerach. 
 
Cabinas w Cocles
Może wam zrobię, zaproponowałam, z czego chętnie skorzystali i zrobiłam im cztery zdjęcia, myślę, że zabawne. Gdy wracałam z zatkanego Puerto Viejo, spotkałam ich zdyszanych, spoconych i wykończonych na jezdni. Korzystając z okazji, że staliśmy w korku, dosiedli się do autobusu, bo też mieszkają w Cocles. Poznali mnie i zagadali. To już nie na bicikles? pytam. 
 
Wypożyczalnia rowerów w Cocles
Pani pokazuje mi rozbite kolano i łokieć, a właściwie całą rękę.Jej mąż kiwa z politowaniem głową i mówi, że niestety, będą teraz pieszo chodzić. Byli w pogotowiu ratunkowym w Puerto Viejo, żeby opatrzyli żonie te rany, aby jakaś infekcja się nie wdała w tych tropikach. Ale ran jej nie obandażowali, tylko mają się wietrzyć

Przy terminalu autobusowym w Puerto Viejo
W Cocles poszłam na plażę. Też było sporo ludzi, ale nie takie wariactwo, jak w Puerto Viejo!  Zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcia z poznanymi tam młodymi, wesołymi Kostarykańczykami. Ich aparatem i moim również. Woda czysta, fale duże, ale bezpiecznie, bo płytko przy brzegu. Ludzie kąpali się, jedli, grali w piłkę, młodzi skakali na deskach po falach. Było gwarno i wesoło, ale bez zbytniego ścisku.





Wesoła paczka młodych ludzi i ja
Drugiego dnia świąt miałam zamiar jechać w odwrotną stronę, do Manzanillo, ale doszłam do wniosku, że nie ma co ryzykować. Może będzie to samo, co w Puerto Viejo i tylko stracę dzień. 
 
Semana Santa w Costa Rica
Poczekam, aż ci wszyscy posiadacze samochodów rozjadą się do swoich miast i miasteczek ze swoimi ukochanymi autkami. Mam czas, więc pojadę tam po świętach.
 
Ale fala! będzie jazda!
Moja chata jest super! Przyjemnie jest wstać wcześnie rano, po kolei otwierać drewniane okiennice, drzwi od kuchni, drzwi frontowe i wpuszczać do domu słońce oraz intensywny świergot ptaków.
 
Na podwórku spadają mi zielone chlebki z drzewa chlebowego

Na stole kawiarka bulgoce, po mieszkaniu roznosi się zapach świeżo parzonej kawy. Patrzę na te ptaki, małe i duże i takie zupełnie malutkie, kolorowe. Przed gankiem fruwają motyle. Siadają na krzewach przy moich drzwiach i na drzewach przed oknami, ale nie udało mi się jeszcze zrobić zdjęcia, ani ptakom, ani motylom, takie są ruchliwe.
 
Ciche i spokojne Cocles

Mogę jednak zapewnić, że są śliczne! Całą noc z kolei, świergoczą  przeróżne chrząszcze i  świerszcze w tak  zmasowanej ilości, że muzyka ich zagłusza wszelkie inne odgłosy dżungli. Jakby ktoś włączył agregat, który nieustannie brzęczy. Życie w dżungli Costa Rica toczy się całą dobę i wcale nie jest w niej cicho.
 
Spacer po plaży w Cocles
Między 5, a 6 g. rano, przez to bzyczenie i świerszczenie, przebija się ryk małp Kongo. Jak się dobrze wsłuchać, to między tym wszystkim słychać łomot wzburzonych fal na dole, w morzu. Pura Vida Costa Rica!

Na plaży w Cocles
Drugi dzień świąt Danisha miała wolny od pracy dzień i bardzo się z tego cieszyła, bo mogła wreszcie  pobyć dłużej ze swoimi dziećmi. Poznałam jej synków. Starszy ma 5 lat i ma na imię Ajdżer (tak się mówi, a jak się pisze, to nie wiem). Drugi ma 2 lata i nosi imię Rejdżel. Bardzo miłe i grzeczne dzieciaki.

Już nie pada. Nie wiem co ja z tym parasolem....jako rekwizyt?
Danisha mówiła, że wczoraj to był sądny dzień w ich restauracji w Puerto Viejo. Wyobrażam sobie! Powiedziałam jej, że byłam tam wczoraj i widziałam ten cały cyrk. Jak najszybciej wróciłam do Cocles! A ona cały dzień od świtu do nocy pracowała w tym tłoku i hałasie. Dlatego na dzień dzisiejszy dostała wolne od teściowej.
Święta wielkanocne w Cocles
Pytała, czy Internet dobrze działa. Powiedziałam, że niestety, nie zawsze. Chciała zaraz przyjść, sprawdzić i zająć się tym, ale kategorycznie się nie zgodziłam. Masz jeden wolny dzień, odpoczywaj z dziećmi i nie zawracaj sobie głowy moim Internetem, Danisha. 

Odpoczywamy w Cocles
On od czasu, do czasu się włącza i wtedy odbieram i nadaję pocztę. Tragedii nie ma! Raz tylko byłam z laptopem na dole, w Cafe Rio Negro. Już tam nie chodzę, bo wiem, że jak się nie włączył teraz, to włączy się później. Jest ok., Danisha. Ale o basurę, to mogłam zapytać! Zapomniałam.

Kwiaty Kostaryki
I tak spokojnie toczy się życie w Cocles, cichej, górskiej wiosce, u brzegów Morza Karaibskiego, w świeżej i wiecznie zielonej Kostaryce. Bo w Costa Rica góry są nad morzem, a morze jest u stóp gór, taki to zadziwiający i piękny kraj!

Zadbana, zielona Costa Rica
No, proszę! Na Alaskę z Cocles tylko 10.204 km? jaki ten świat mały! Ushuaia dalej, niż Alaska, bo 12.017 km, ale gdzie właściwie jest ta Ushuaia? w jakim państwie? kto wie, niech mi podpowie.

Zielona Costa Rica pachnie kwiatami
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz