Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

środa, 2 kwietnia 2014

Cahuita - dla piękna przyrody

Do Cahuita przyjeżdża się dla piękna przyrody i głównie o przyrodzie będzie ten post. O ludziach również, bo ludzie od zawsze związani byli z przyrodą i od przyrody uzależnieni. Dlatego powinni o nią się troszczyć.

Cahuita, to głównie oszałamiająca przyroda
W Cahuita pogoda piękna. Bez przerwy świeci słońce. Byłoby trudno wytrzymać ten lejący się z nieba żar, gdyby nie to, że plaże znajdują się na ścianie Parku Narodowego. Chłód ciągnący od dżungli i rześka morska bryza powodują, że powietrze jest świeże, przyjemne i pachnące. 

Wszystko kwitnie, potem opada, aby zakwitnąć od nowa
Chyba, że ktoś położy się na plaży w samym słońcu, no to wtedy może się szybko poparzyć, bo słońce jest bardzo ostre. Z tego powodu w porze przedpołudniowej najprzyjemniej jest wybrać się do Nacional Park i wypatrywać jego mieszkańców, a na plażę chodzić wczesnym popołudniem.
 
każdego dnia od samego rana, ludzie idą do Parku

Las ma tutaj wyjątkowo przyjemny zapach i fotograficzny wprost wygląd. Natura  uczyniła tu cuda architektoniczne ze stworzonych przez siebie materiałów -  fauny i flory.
szpaler drzew tworzy naturalny tunel
Cahuita przyjęła nazwę od słowa „cawi”, którego używali tubylcy. Cawi, znaczy mahoń. Drzewo mahoniowe jest obecnie symbolem całego  regionu. Mieszkańcy Cahuita pochodzą zaś od Afro-Caribbean, potomków Jamajczyków sprowadzonych do Costa Rica w XIX i XX w do pracy na plantacjach bananów.
Niektóre drzewa rosną prawie poziomo
W tamtym okresie, wielcy plantatorzy zabiegali o Jamajczyków, jako tanią siłę roboczą. Zwożeni masowo do Costa Rica, ciężko pracowali na plantacjach, nie buntując się, ponieważ nie posiadając praw obywatelskich w obcym kraju, nie mogli dopominać się lepszego traktowania.
 
te wiadukty powietrzne natura z pewnością stworzyła specjalnie dla małp
I o to właśnie plantatorom chodziło. Z czasem wykorzystywano Jamajczyków również do budowy kolei żelaznej w Costa Rica. Cahuita zamieszkała jest głównie przez potomków tamtych właśnie robotników, nazywanych Afro-Kreolami, którzy mówią w większości po angielsku, często śpiewają i tańczą reggae.
Mieszkańcy Cahuita
Muzyka reggae przeszła różne metamorfozy od czasu, gdy Jamajczycy wystukując jednostajny rytm na bębnach, śpiewali o swoim losie. W obecnym brzmieniu została rozpropagowana przez Boba Marleya w latach 60-tych ubiegłego wieku, który do dzisiejszych czasów pozostaje idolem muzycznym, nie tylko Jamajczyków. Cała Ameryka Środkowa pamięta o Bobie Marleyu.

Ten mały też słucha muzyki Marleya
Jamajczycy muzykę mają we krwi. Muzyka i taniec towarzyszy im od dzieciństwa w życiu codziennym. Wieczorami reggae dochodzi z każdej niemal knajpki, gdzie zbierają się tubylcy. 
Próba generalna w plenerze
Gdy rano szłam do sklepu, chłopak sprzątał restaurację po nocnej zabawie, przy głośnej muzyce jamajskiej płynącej z głośnika. Porządkował wszystko na zewnątrz, wynosił stoliki oraz krzesła, cały czas wybijając jednostajny rytm stopami  o piasek i tańcząc razem z tymi stolikami i krzesłami.
Tańczący z krzesłami
Może stąd bierze się dobry nastrój mieszkańców Cahuita, ich pozytywne nastawienie do ludzi i turystów przybywających do ich miasteczka? Chociaż nie zawsze tak było. Na początku miejscowi nie lubili turystów, którzy zakłócali spokój ich wsi. Turyści byli często okradani, co zniechęcało ich do Cahuity i zaczęli ją omijać w drodze do Puerto Vieja lub do Limon. Na szczęście ten zły okres Cahuita ma już za sobą.
Gwiżdżące ptaki Cahuity
Generalnie mieszkańcy Cahuita byli przeciwni utworzeniu Parku Narodowego w ich miejscowości. Stąd brała się ich złość. Głównie obawiali się najazdu inwestorów, którzy będą tu budowali ogromne hotele, restauracje, pola golfowe, kasyna i inne temu podobne obiekty ( jak np. w Cancun).
Na szlaku
Wybrali spośród siebie jednego, Alvaro Ugalde, który w imieniu całej wioski przemawiał tam, gdzie trzeba, tłumacząc,dlaczego nie należy tu tworzyć Parku Narodowego i pozwolić funkcjonować mieszkańcom i przyrodzie tak, jak dotychczas.Zdawali sobie sprawę, że z chwilą utworzenia tu obszaru chronionego, ich prawa również zostaną ograniczone. Nie będą już tak swobodnie mogli korzystać z darów przyrody.
Magia morza przyciąga każdego codziennie, chociaż na chwilę
Cahuita żyła sobie bowiem spokojnie i w odosobnieniu do czasu wybudowania autostrady z San Jose do Limon i potem dalej, do Puerto Viejo. Wtedy to Kostarykańczycy odkryli wioskę Cahuita i jej naturalne walory turystyczne. Mieszkańcy Limon  zjeżdżali tu na weekendy. Zbudowano terminal autobusowy.
Plaża spełnia też rolę ścieżki zdrowia.
Bardzo dogodne połączenia autobusowe (i tanie) spowodowały, że do Cahuita zaczęli ściągać ludzie z innych stron kraju, nie tylko posiadacze własnych samochodów, ale i plecakowcy. W końcu Cahuitę zapragnęli  również doświadczać zagraniczni turyści, zwiedziawszy się o jej pięknym położeniu i dziewiczej przyrodzie.Tego właśnie obawiali się mieszkańcy Cahuita, że zadepczą ich miejscowość i zakłócą ich życie.
Można tak biec 8,5 km do Puerto Vergas lub dojechać autobusem (czerwona Linia)
Bunt mieszkańców Cahuita nie przeszkodził Rządowi w realizacji planów i w 1970r utworzono tu Park Narodowy. Głównie dla ochrony rafy koralowej. Mieszkańcy na początku byli bardzo obrażeni i do Parku nie chcieli chodzić.
Na trzecim km wędrówki przez dżunglę, odkryła się taka plaża
Potem, jak to zwykle bywa, przyzwyczaili się i odkryli, że mogą osiągać jakieś dochody z turystyki, po przystosowaniu domów do wynajmu miejsc noclegowych, z gotowania posiłków dla turystów, czy sprzedając im  swoje wyroby, płody rolne lub owoce. Sami zaczęli budować małe hotele.
Albo dojść spacerkiem
Dużych inwestycji, na wzór Zony Hotelary w Cancun nie przewidziano dla Cahuity, co z pewnością usatysfakcjonowało mieszkańców. Objęto ochroną ponad 240 ha rafy koralowej i 1090 ha lasu z jego całym dobytkiem. A dobytek w lesie znaczny i urozmaicony. Żyją tu leniwce, szopy, małpy kapucynki i trochę większe również, iguany, nietoperze, jaszczurki, wielkodziobe tukany, różne gatunki ptaków, zimorodki, ibisy, czaple, wyjce, pancerniki oraz wiele gatunków motyli.
Motyl Morpho, ale nie chce rozłożyć swoich błękitnych skrzydeł.
Podobno w nocy można wypatrzyć jaguary i pumy. Będąc wczesnym rankiem w Parku, słyszałam w dali takie wycie, podobne do głosu wydawanego przez tygrysy lub jaguary, ale pomyślałam sobie, że to jest niemożliwe, żeby tu na wolności żyły takie drapieżne zwierzęta, podczas gdy my tu sobie solo spacerujemy po lesie, oddalając się od zabudowań ludzkich na kilka kilometrów. A jednak!
Dwa szopy na drzewie
Na północ od Rio Perezoso leży w morzu wrak statku, który zatonął w XVIIIw, a służył prawdopodobnie do transportu niewolników. Statek leży na głębokości 6 m i stał się dodatkową atrakcją turystyczną Cahuity. Chociaż prawdopodobnie, nielegalną. Ale tutejsi znają jego położenie i kto bardzo chce, to do wraku dopłynie. Chodzą pogłoski nawet o dwóch wrakach i podobno są na nich armaty!

Drogę przeciął nam przemarsz całej armii mrówek
Cahuita posiada Negro Beach i Blanka Beach. Obie plaże, czarna i biała mają rafy koralowe z bogatym życiem podwodnym. Dlatego przyjeżdżają tu chętnie miłośnicy nurkowania. Oprócz korali zobaczą różne rodzaje ryb, małże, krewetki, jak również homary i to nie na talerzu, ale żywe, w ich naturalnym środowisku. Wieczorem mogą je dostać na talerzu w jednej z wielu tu działających restauracji.
za grilem skręciły i przeszły przez naszą ścieżkę, kierując się do lasu
Rafa koralowa w Cahuita ucierpiała podczas trzęsienia ziemi, które nawiedziło te rejony w 1992r. Spiętrzenie gruntu podniosło rafę o około 3 metry wyżej, przez co znajduje się ona teraz blisko pod powierzchnią wody. Tym samym rafa w czasie odpływu narażona jest na destrukcję. 
Turyści idą i jeszcze tych szopów nie widzą. I tak para za parą.......
Rzeka Estrella dodatkowo zamula wodę morską i utrudnia koralowcom dostęp do światła słonecznego, które jest rafie do życia niezbędne. Nieszczęścia dopełniają nawozy sztuczne stosowane na plantacjach, zatruwające środowisko wodne i powodujące zakwitanie planktonu, który nie dopuszcza promieni słonecznych do wnętrza wody.
I co teraz? Dziewczyna trochę się boi.
W Cahuita rafy koralowe znajdują się niedaleko brzegu morza, do niektórych można nawet dopłynąć, bez korzystania z łodzi. Najlepsza widoczność pod wodą jest tutaj od lutego do połowy kwietnia. Czyli teraz.

A to ja jestem. Czasami ktoś mi zrobi zdjęcie.
Cała Kostaryka, to głównie natura w najbardziej naturalnej postaci. W tak małym państwie żyje 4% wszystkich występujących na Ziemi zwierząt, ptaków, roślin i owadów. Samych owadów żyje tu 35.000 gatunków, 200 gatunków ssaków i 850 gatunków ptaków, czyli więcej, niż w całej Europie.

Dziewczynka z lalką
Faktem jest, że ani środowisko naturalne, ani ludzkie nie zostało tutaj nigdy dotknięte wojną. Kostaryka nie doświadczyła wojen domowych. W Kostaryce w ogóle nie utrzymuje się wojska. Wszystko, co tu żyje i rośnie, mogło się przez cały czas swobodnie rozwijać. 
 
Obrysowała mnie patykiem, a potem obdarzyła promiennym uśmiechem

Doceniając bogactwo przyrody, która upodobała sobie Kostarykę na swoją ojczyznę, odwdzięcza się jej ona wyjątkową  dbałością o środowisko przyrodnicze i ciągłym zwiększaniem obszaru zalesień oraz obejmowaniem ochroną, coraz to nowych, szczególnych miejsc przyrodniczych..
Trochę starsze dzieci też się nie nudzą
Parki Narodowe i obszary chronione zajmują już 27% powierzchni Kostaryki. Plaże Kostaryki są miejscem lęgowym dla żółwi morskich. Żółwie składają jaja gromadą, jednej nocy. Bardzo bym chciała to kiedyś zobaczyć, jak tysiące żółwi, w swoim żółwim tempie ciągnie tłumnie na plażę, aby złożyć w piasku jaja. Wszystkie dokładnie w tym samym czasie. Ale to nieosiągalne marzenie.
Kwiat uwięziony 
Sezon lęgowy trwa od marca do czerwca. Również na plaży obok Puerto Vergas, ale której nocy wszystkie żółwie zdecydują się przyjść  na plażę i złożyć jaja?
Turystka swobodna
Póki co, próbuję w Cahuita wypatrzyć leniwca, czyli „Oso Perezoso”, co dosłownie znaczy „leniwy miś” Trudno go wypatrzyć, no bo jest leniwy i bez przerwy wyleguje się gdzieś na konarze drzewa, nie poruszając się, co utrudnia jego odnalezienie.
"Tylko koni żal..." śpiewała Maryla Rodowicz
Małpy są bez przerwy w ruchu, więc łatwo je usłyszeć, a następnie zobaczyć. Dzisiaj urządziły nam pokaz na podwórku naszego hotelu. Mówię nam, bo akurat leżałam w fotelu, w podcieniu przed swoim pokojem i przegrywałam zdjęcia z karty pamięci do laptopa, a naprzeciwko mojego domku, polegiwała para Polaków.
.
Za pokarmem wszedł między druty kolczaste. Pokaleczy się!
Nagle ruch ogromny się zrobił w konarach drzew za naszymi domkami, po czym jedna małpa przeskoczyła po gałęziach drzew, na drzewo rosnące między naszymi domkami i urwała sobie banana z kiści, którą nasz gospodarz, Jimmi  Lara Barrantes, powiesił pod drzewem.
Mój gospodarz, Jimmi Lara, ten duży,  po prawej
Gospodarze często tak robią w obrębie swoich hoteli, które otoczone są lasem, aby zademonstrować turystom taką ciekawostkę i pokazać, jak małpy potrafią przejść po drzewach na teren hotelu i ukraść banany. Potrafią też ukraść jedzenie zostawione przez turystów, np. na stoliku w podwórku lub w kuchni.
Małpa się czai, Polka się przygląda
Polak przyrządzał obiad w kuchni, która znajduje się w pobliżu mojego pokoju. Za moim pokojem Jimmi ma służbowy pokój, a za jego biurem jest kuchnia. Co chwila przechodził więc przez podwórko, coś do tej kuchni donosząc lub coś odnosząc do siebie. Jego dziewczyna leżała w tym czasie w hamaku i coś czytała. 
Małpa odrywa banana. Za jednym razem, kradnie tylko jednego.
W końcu Polak wyniósł z kuchni dwa talerze z makaronem w sosie pomidorowym (ciągle musiał obok mnie przechodzić, to widziałam) i nie miał już trzeciej ręki, aby zamknąć drzwi od kuchni. Każdy z nas ma swój klucz od kuchni, żeby swobodnie z niej korzystać o każdej porze. Polak nie zatrzasnął nawet drzwi nogą.
Małpa ucieka z bananem w ręku
Polacy jedli sobie smaczny obiadek w swoim pokoju, a ja tu raptem słyszę, że ktoś grzebie w garnkach, chociaż byłam pewna, że nikt do kuchni nie wchodził. Po chwili zobaczyłam, jak małpy w pośpiechu opuszczają kuchnię, skaczą na dach, a następnie na drzewa za domem. Nic Polakom nie powiedziałam, bo nie są zbyt kontaktowi i pierwsi nie zagadują, więc ja się nie narzucam. Nie wiedzą, że też jestem Polką.
Małpa z bananem na drzewie
Czasami tylko robimy do siebie znaczące miny, jak na przykład w sprawie tych małp. Bo oni w końcu zjedli obiad, ale talerzy do kuchni nie odnieśli, więc nie zobaczyli, że tam urzędowały małpy. Wyszli z pokoju i znowu w podcieniu domku, ułożyli się w hamaku i w fotelu.
Obiera banana, a skórki zrzuca na ziemię
Ja poszłam na tyły swojego domku do basury, wyrzucić śmieci i butelki po wodzie mineralnej i zobaczyłam, że małpy nadciągają całą gromadą. Wróciłam do pokoju, wzięłam aparat fotograficzny, a gdy wyszłam na podwórko, małpy już były na naszym drzewie w podwórku.
Dudnienie na dachu znaczy, że nadciągają następne
Spokojnie robiłam zdjęcia małpom, jak skaczą po gałęziach, zwisają głową w dół, żeby sięgnąć do banana, a potem lokują się wyżej w konarach drzewa, obierają tego banana i rzucają skórki na ziemię, bezkarnie zaśmiecając nasze podwórko.

Odważniejsza, zeszła z gałęzi na kiść
Polka jakiś czas przyglądała się widowisku, po czym poszła do swojego pokoju po aparat fotograficzny i zaczęła również robić zdjęcia. Polak nadal leżał. Małpy zachowywały się tak zabawnie, że obie co rusz chichotałyśmy z uciechy i nawzajem sobie pokazywałyśmy, gdzie ulokowała się następna małpa lub, że nadciągają nowe. Kontynuowałyśmy w milczeniu sesję zdjęciową z małpami w roli głównej.
Ta małpa weźmie sobie banana, z tych leżących na ziemi
Żadna z nas nie odezwała się głośno, aby nie spłoszyć małp. Nie było więc okazji odkryć kart, że obie mówimy tym samym językiem. Ja to wiedziałam już poprzedniego dnia, gdy słyszałam rozmowę Polaków w kuchni. Oni nie mają tej możliwości, bo ja z nikim tu po polsku nie rozmawiam.
Przyjechała telewizja i nagrywali śpiewanie zespołu
Dwie inne Polki spotkałam na terenie Parku Narodowego, pozdrowiłam je po polsku, wymieniłyśmy opinie o Cahuita, a potem korzystając z okazji, zrobiły mi zdjęcia moim aparatem fotograficznym. 
to były takie pieśni religijne w amerykańskim stylu
Piszę o tym, bo słyszałam, że w Kostaryce raczej nie spotyka się jeszcze Polaków, a tu proszę bardzo. W takiej małej wsi i już 4 Polaków, ze mną 5, a coś mi się wydaje, że jest ich jeszcze kilku, bo słyszałam polskie słowa na plaży, wśród kąpiących się. Z tego wniosek, że Kostaryka robi się dla Polaków atrakcyjnym kierunkiem turystycznym. I słusznie, bo to mały, ale piękny kraj.
Dyrygowała wszystkimi ta  w białej sukience, z kwiatem we włosach
Ze zwierząt, najczęściej na terenie Parku spotykam szopa. Chodzą przeważnie parami i po drzewach i po ziemi. Szop pochodzi z Ameryki Północnej. Pierwszy raz usłyszano o nim od Krzysztofa Kolumba w 1492r, który zobaczył te zwierzęta na wyspie Long Island.
Dla mieszkańców i turystów taki chór, to była rozrywka
W drodze powrotnej zabrał z sobą kilka osobników do Europy, ale się nie przystosowały do życia w niewoli i w krótkim czasie zdechły. Szopy określano na początku, jako zwierzęta podobne do lisów, ale  z pomalowanymi pyskami, lub podobne do borsuków z tą różnicą, że żyją na drzewach.

Szopy na drzewie
Badacze nad szopem odnotowali, że osobniki znajdujące się w niewoli, płuczą w wodzie jedzenie, zanim je skonsumują, czego nie robią szopy w swoim środowisku naturalnym. Chyba w związku z tym dodano do nazwy szopa - pracz. I teraz te żyjące na wolności nazywamy - szop, a te żyjące w niewoli –  szop pracz. Ale to moja prywatna teoria.

Uwaga! szopy na ścieżce turystycznej!
Koloniści Ameryki Środkowej skutecznie wytrzebili szopa z Haiti, Jamajki i z Kuby. W Kostaryce ma się on dobrze, a w Nacional Park w Cahuita, wprost wyśmienicie. Szopy często schodzą z drzew i spacerują główną ścieżką Parku Narodowego tak, że turyści muszą im schodzić z drogi.
Szop leżący w poprzek ścieżki
Nieraz schodzą ze ścieżki na plażę i idą sobie brzegiem morza, przeważnie parami, jak turyści. Ale zdarza się, że podchodzą do ludzi. Widziałam, jak na plaży podeszły do koca, na którym leżała para. Chłopak szybko się podniósł i stanął w pewnej odległości. Dziewczyna nadal leżąc, próbowała odgonić je ręką, jak kury: a sio! A szop ją drapnął.
 
To nie jest bezpieczna sytuacja
Myślę, że to jest niebezpieczne, bo przecież taki szop może mieć wściekliznę i dlatego tak blisko ludzi podchodzi. Dziewczyna poszła do morza, obmyła rękę i nie zgłosiła tego wydarzenia strażnikom parku. 

kwiat z dzióbkiem
Czasami rozmawiam z różnymi ludźmi, w swoim specyficznym angielskim, co kto danego dnia widział i gdzie, bo wszyscy zachwycamy się tym Parkiem Narodowym Kostaryki i nie spotkałam jeszcze człowieka, któremu w Cahuita by się nie podobało.Chociaż to taka mała mieścina, a może właśnie dlatego czujemy się tu wyśmienicie? Dobrze, że mieszkańcy nie dopuścili do tego, aby z Cahuita zrobić kurort.
Obserwowałam je, ale trzymałam dystans
Jeden Anglik powiedział mi, że czasami odnosi wrażenie, że jesteśmy w zoo, a nie w naturalnym parku narodowym, tak te zwierzęta są jakoś dziwnie zaprzyjaźnione z ludźmi. I te szopy, i te małpy i zielone papugi.
No, tak, mówię, ale gdzie w takim razie w tym zoo jest stanowisko leniwego misia, Oso Perezoso?

Idę dalej na  poszukiwanie leniwca

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz