Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

środa, 12 marca 2014

San Jose - Costa Rica

                                                                       Kolorowa Kostaryka


Dzień Dobry Costa Rica!
Do Kostaryki przyleciałam popularną i tanią linią lotniczą Avianca, obsługującą kraje Ameryki  Centralnej. Lotnisko niewielkie, ale nowoczesne i dobrze zorganizowane. Zaraz po przejściu do hali przylotów zobaczyłam stanowisko imigracyjne, gdzie bez kolejki się zameldowałam. 

Na lotnisku San Jose
Pan wbił do mojego paszportu wizę na 90 dni i po sprawie. Parę kroków dalej zobaczyłam kantor wymiany, w którym można dolary lub euro wymienić na tutejsze pieniądze lub po prostu kupić Colony Costa Rica za pomocą karty bankowej. 

Wszystkie taksówki są tutaj czerwone
Nie chcę pozbywać się twardej waluty, która w każdym kraju jest honorowana, więc zakupiłam kartą colony CR i moja karta Visa zadziałała prawidłowo na nowym terenie. Optymistyczny początek!

Miasto otoczone jest górami
Sama znalazłam przystanek autobusowy. Kierowca zapytał tylko, czy chcę do Alajuela, czy do San Jose. Chciałam do San Jose, poprosiłam kierowcę, aby dał mi znać, jak będzie centrum miasta,(podejrzewałam, że starówkę autobusy omijają, ale się myliłam. Wjeżdżają nawet w najwęższą uliczkę!). Bez problemu dojechałam w gwarne centrum San Jose.

Tutaj można kupić churros
Pytanie kierowcy było o tyle uzasadnione, że lotnisko znajduje się bliżej miasta Alajuela. Do San Jose z lotniska jest 20 km. Autobusy krążą między San Jose, a Alajuela, po drodze zahaczając o lotnisko.
W takich domkach stoją bankomaty. Po kilka sztuk.
Lubię takie normalne traktowanie ludzi latających samolotami. Nie ma dla pasażerów specjalnych autobusów 10 razy droższych, niż miejskie, ani 20 razy droższych taksówek, od których jest się uzależnionym z powodu braku autobusu, jak to bywało w innych krajach.

Mercado na rogu mojej ulicy, Galle 8
Można z bagażami wszędzie dojechać, bardzo często kursującymi autobusami, za normalne pieniądze i to mi się podoba. Zaznaczam, że z bagażami, ponieważ w Cancun w Meksyku można było pojechać na lotnisko tańszym minibusem, ale bez bagaży. 

W tym hotelu mieszkam
 Kto miał bagaż, odsyłany był do dużego autobusu ADO, cztery razy droższego, niż minibus, również tej samej firmy. Taksówki w San Jose też są, oczywiście.

Poczta Główna
Kto chce, jedzie sobie do miasta lub na lotnisko  taksówką. Ale mamy wybór. Ja wybrałam autobus miejski i dojechałam prawie do Zocalo.

Na deptaku Avenida Central codziennie grają kapele
Tam zapytałam policjantów, którzy patrolują miasto, w którą stronę iść, aby znaleźć jakiś hotel barato i oni mi wskazali drogę. Wstępnie zatrzymałam się na cztery doby w Hotelu El Sondar, u zbiegu Avenida 3 i 5, oraz Calle 1.

Avenida Central
Wiedziałam, że potem, gdy będę już uwolniona od bagaży, wypoczęta, z mapką miasta w ręku, poszukam innego, tańszego hotelu, ale na początek dobry i ten. Własna łazienka, Internet w recepcji.

Cafe "El Patio"
Wszystko, za co miałam zapłacić, przeliczałam najpierw na dolary amerykańskie, a następnie na polskie złotówki, żeby zorientować się w wartości Colona Cosca Rica (CCR). Na początku mnie te pieniądze przerażały.

John Lennon i ja
(Oliwia mówi, że na pewnych zdjęciach się uśmiecham, a na innych się szczerzę. Na tym powyżej, wyraźnie się szczerzę. Na dodatek, chłopak, który to zdjęcie robił, nie miał wprawy i obciął nam nogi.

Pochwała mycia zębów
Widać, że Kostaryka lubi Beatlesów. Ostatnio przez dwie bite godziny nadawali wieczorem w telewizji wspomnienie o Johnie Lennonie, przeplatane jego piosenkami. Chyba rocznica była)

Na deptaku
Wracając do pieniędzy.Wszystko było w tysiącach colonów! Małą woda mineralna kosztuje tutaj prawie 500 colonów! Półtoralitrowa 1.050 CCR! I to w tanich marketach. W innych sklepach drożej. Trudno się przyzwyczaić do przeliczania wartości takich pieniędzy.

Muzeum pod ulicą
Bagietka 500 CCR, danie z ryżu z kurczakiem i sałatką z pomidorów 2.500 CCR, 20 dkg ryby w warzywach 1.100 CCR! Ale słyszę już w tutejszej telewizji, że szykują reformę finansów w Costa Rica, to może utną ze dwa zera przy okazji. Ale za to może być drożej, jak to zawsze po reformach bywa.

W sklepie mięsnym
Póki co, jest jak było. Dolar obecnie kosztuje 500 CCR. Ja nie rozstaję się z kieszonkowym kalkulatorkiem i co mam kupić, najpierw przeliczam, potem decyduję czy to dla mnie caro, czy barato.

Matka Kostaryczka i jej dzieci
Nie wiem jeszcze, jak przelicza to mój bank w Polsce, chociaż już raz pobrałam kwotę z bankomatu, ale nie sprawdzałam, jak to wygląda na moim bankowym rachunku.

Sprzedaż owoców i warzyw
Jestem przekonana, że coś tu w finansach się dzieje, jak również z dolarem amerykańskim, bo chociaż nie znam języka, słyszę ciągle w telewizji, że o tym dyskutują. Cóż! Życie pokaże.

Taki kubek sobie kupiłam. Pura vida!-ciesz się życiem!
Poza tymi ogromnymi pieniędzmi, którymi trzeba na co dzień obracać, Kostaryka wydaje mi się krajem wygodnym do życia. Pierwszy miesiąc postanowiłam pomieszkać sobie w stolicy tego kraju, w San Jose, ponieważ musiałam trochę popracować nad blogiem i zrobić porządek z ogromną ilością  zdjęć wykonanych w Meksyku.

Po drugiej stronie, krótka historia Kostaryki
Życie w Meksyku, odkąd przyleciała do mnie Oliwia, prowadziłam tak intensywne, że na takie sprawy zupełnie nie było już czasu. Tutaj właśnie odrabiam zaległości, a w wolnych chwilach zwiedzam San Jose.

Karmienie gołębi na Plaza National
Miasto przyjemne do zwiedzania. Chociaż nie ma tu piramid, ani zbyt wielu pozostałości po „epizodzie kolonialnym”, jak to nazywali Meksykanie, to jednak jest na co popatrzyć i zachwycić się.

Na deptaku
Zaraz drugiego dnia pobytu, gdy poszłam oglądać inne hotele, byłam świadkiem, jak na gwarnej ulicy, młody, szczupły chłopak, w czarnych jeansach i czarnej koszulce, zerwał młodej kobiecie z szyi dwa łańcuszki, a drugą ręką rwał zegarek, po czym uciekł.

Patrol policji rowerowej (tutaj: w chińskiej dzielnicy)
Zegarek zdążyła uratować, chociaż bransoletka została rozerwana. Kobieta rzuciła się za nim w pogoń, ale szybko zrezygnowała, bo złodziej tak pędził przed siebie, że ona nie miała żadnych szans.

Poranna odprawa policjantów
Ludzie stali, jak skamieniali i nawet żaden nie podstawił nogi złodziejowi, żeby ten się przewrócił. Wtedy można by było go dopaść. Myślę, że gdyby on pobiegł w moją stronę, zrobiłabym to.

Tego chłopaka najpierw postawili twarzą do muru i obmacali, ale puścili go
Ta scena dała mi do myślenia. Wszędzie pełno policji, a jak coś się dzieje, to jej nie ma, a ludzie różnie reagują, zazwyczaj tylko się gapią. Na ulicach, a na głównym deptaku to nawet w kilku miejscach, policja ma poustawiane takie wysokie wieże, jak rusztowanie i stamtąd patrolują całą ulicę.


Uliczne wieże policyjne
Część policjantów chodzi w grupach po ulicach, a część penetruje miasto rowerami. Samochody policyjne przesuwają się wolno wzdłuż ulic i deptaków, każdemu uważnie się przyglądając. I co? Taka akcja, a policji nie było!

W bocznych ulicach trudno zobaczyć policjanta
Dwa razy widziałam, jak zatrzymywali młodych mężczyzn, ustawiali ich pod ścianą i rewidowali oraz sprawdzali dokumenty i to wszystko. Trzeba się tutaj samemu pilnować.

To pomnik sprzątacza ulic. Śmieci są naturalne.
Kiedyś czytałam, że Kostaryka jest najbardziej niebezpiecznym krajem pod względem przestępczości. Teraz byłam przekonana, że to już przeszłość. Kostaryka, to mały, szybko rozwijający się kraj.

National Plaza
Nie ma tutaj żebractwa (chyba, że jakiś obcy lub alkoholik się zdarzy, co na wódkę zbiera), nie ma dzielnic slumsów, nie widać rażącego ubóstwa.Na ulicy czasami widać żebrzącą Gwatemalkę, lub śpiącego na chodniku Jamajczyka. Z tych właśnie krajów próbują tu sobie lepiej ułożyć życie. Nie zawsze się udaje.

Fryzjerka przezornie zapięła krzesło łańcuchem i kłódką
Ludzie w większości żyją na właściwej stopie, zadowoleni ze swojej sytuacji bytowej. Skąd tu nagle takie jawne złodziejstwo? Byłam zaskoczona i od tej chwili naprawdę bardzo pilnuję swojego małego plecaczka, w którym noszę pieniądze i dokumenty. Chociaż silniejszemu i tak chyba nie dam rady.

Ministerstwo Polityki Socjalnej
Znalazłam tańszy hotel, lepiej usytuowany, tuż obok Avenida Central, głównego deptaka w San Jose i na dodatek z lepszymi warunkami. Duży pokój, dwa łóżka. Na tym węższym trzymam walizki, na tym szerszym śpię.

Kstaryka parterowa. Kiedyś jeździły tu pociągi.
Stolik nocny i długie półki w nagłówku tapczanu oraz biurko i fotel, pozwalają mi na swobodne rozłożenie rzeczy i sprzętu. Jest też wnęka z półkami i wieszakami spełniająca rolę szafy.

Akrobata
 Łazienka duża razem z wc, ale jest komora prysznicowa z ciepłą wodą i osobno umywalka. Wszędzie są kontakty, z czym też nieraz bywały problemy, a trzeba bez przerwy ładować laptop i baterie od aparatów fotograficznych. No i Oliwia zostawiła mi mały czajniczek elektryczny, więc rano robię sobie kawę, a wieczorem herbatę.

Stara dzielnica parterowych domków
W pokoju jest telewizor. Owszem, z czystością nie jest tu także najlepiej, ale to ogólny problem tanich hotelów w Ameryce Łacińskiej. Wszystko, co używam, najpierw myję, dezynfekuję odpowiednim żelem, a potem, na co dzień sama pilnuję tu porządku.

Piernikowy dom
Rozwiesiłam od łazienki do pokoju sznurek i suszę swoje rzeczy, które z konieczności muszę sama prać, ponieważ nie ma w San Jose lavendarii, co przyznaję, zdziwiło mnie bardzo. W poprzednich krajach lavendaria była prawie na każdej ulicy i za małe pieniądze miałam wszystko wyprane.

Z kazdej dzielnicy w tle widać góry
Nowy hotel nazywa się Nueva Johnson i jest tańszy o 6 $ na dobie. Mieści się między Avenida Central, a Avenida 1, przy Calle 8.  Internet wprawdzie nie jest dostępny w pokoju, ale odkryłam, że odbiera bardzo dobrze w holu, tuż obok mojego pokoju na piętrze i nie muszę schodzić na dół, obok recepcji.

Bardzo spokojne dzielnice prywatnych domów
W holu mam wygodną kanapę i tam się sadowię z laptopem i z kubkiem kawy, czy wodą mineralną, aby popracować nad blogiem i odebrać pocztę.

Jak ktoś nie ma samochodu, może sobie narysować
Poznałam bardzo sympatycznego Franza. To starszy pana z Holandii, który już drugi miesiąc jest w San Jose, ale nie mieszka w hotelu, lecz u przyjaciela w dzielnicy San Pedro.

Mały kościół dzielnicowy
San Pedro polecana jest tym osobom, które lubią (i mają za co) robić zakupy. Mieści się tam ogromne Centrum Handlowe San Pedro Mall, być może największe w całej Centralnej Ameryce.

A w nim informacja o naszym Papieżu Janie Pawle II
Gdy Franz dowiedział się, że potem mam zamiar jechać nad Morze Karaibskie, do Limon, powiedział, że autobus do Limon mam z Terminalu Caribe i wytłumaczył, jak do niego dojść, żebym nie musiała brać taksówki.

Wnętrze kościoła
Powiedział, że gdy będę z Limon chciała dalej jechać, to warto abym odwiedziła miejscowość Cahuita, leżącą między Limon, a Puerto Viejo. Jeżdżą tam autobusy z Limon. Sprawdziłam na mapie.

Zejście w dół, do centrum miasta
To jest już bardzo blisko granicy z Panamą, dokąd się wybieram z Kostaryki. W takim razie  do Panamy też chyba dojadę  autobusem.

Terminal Autobusowy Caribe. Jeden z wielu w San Jose.
W Informacji Turystycznej dostałam kilka mapek miasta, według których chodzę i zwiedzam ciekawe miejsca w San Jose. Miasto leży na wysokości 1165 m n.p.m, w kotlinie zwanej Mesetą Centralną otoczone malowniczymi górami - Cordillera Central i Cordillera Talamanca.

San Jose otulone górami
W pobliżu, u stóp miasta Alajuela, znajduje się czynny wulkan Poas, gdzie zamierzam pojechać któregoś dnia autobusem. Niedaleko też stąd do wulkan Irazu, tylko w odwrotną stronę, niż jedzie się do Alajuela z San Jose.

Wieżyczka dla strażnika domu
W ogóle, jak na taki mały kraj, Kostaryka posiada dużą ilość wulkanów, niektóre z nich są ciągle aktywne. Dymią, przypominając o swoim istnieniu ludziom, żyjącym u ich podnóży.

Dom Hemingwaya - Hotel
Kostarykę odkrył w 1502r Krzysztof Kolumb, w czasie swojej czwartej podróży po wodach mórz i oceanów. I to on pierwszy wypowiedział słowa „costa rica”, które stały się nazwą kraju.  

Oto jego podpis na ścianie - Ernest Heingway
Costa Rica, w dosłownym tłumaczeniu znaczy bogate wybrzeże. Widocznie sam widok lądu obiecywał już dobra, jakie spodziewano się tu znaleźć.

Jeden z wielu kościołów w San Jose
Wiemy, że głównie chodziło Kolumbowi o złoto, ale niezwykle piękne plaże, rwące rzeki i potoki, góry i wulkany, dziewicze lasy, urodzajna ziemia kostarykańska, mogły również przyprawić Kolumba o zawrót głowy. Kostaryka słynie głównie z plantacji kawy i bananów. Kawa jest tutaj naprawdę pyszna!

Wnętrze innego kościoła
Kostaryka z dwóch stron otoczona jest lądem krajów Hondurasu i Panamy i z dwóch wodą, Oceanem Spokojnym i Morzem Karaibskim. San Jose założono w roku 1737, ale stolicą kraju ustanowiono ją w 1823r. Poprzednią stolicą Kostaryki było miasto Cartago, leżące nieopodal.

I tutaj nasz papież Jan Paweł II
Na pierwszy rzut oka zauważyłam, że w San Jose dużo jest zielonych placów i  parków. Władze miasta przywiązują dużą wagę do zieleni w mieście i miejsc wypoczynku dla mieszkańców. W National Parque stoi Pomnik Narodowy na cześć zwycięstwa w 1856r.

W głębi Pomnik Narodowy
W Parque Morazan stoi dużo posągów sławnych ludzi. Zaraz obok Parque Morazan, znajduje się Parque Espana, na tablicy którego również poinformowano o współudziale w projekcie Unii Europejskiej.

Pomnik tego, którego imię nosi park
Największy chyba jest Parque la Sabana przypominający Central Parque w Nowym Jorku. Najwygodniej z kolei, jest spotykać się i odpoczywać w tutejszym Central Parque, w samym środku miasta, do którego mam bardzo blisko i często tam bywam.

Nawet w tej części Świata Unia Europejska ma swój udział
 Parki są bez przerwy odwiedzane przez mieszkańców i turystów. Nie ma tu parków, takich weekendowych, co to w dzień wolny od pracy, z  rodziną, czy znajomymi idzie się pospacerować. Od rana do wieczora przez parki San Jose przetaczają się ludzie.

Niektórzy w parku malują swoje obrazy
Spacerują lub siedzą na ławkach, albo na trawie. Często w parkach są stoliki, więc siedzą też przy tych stolikach. Coś jedzą, coś piją, coś czytają.

Niektórzy udzielają wywiadu do wieczornych wiadomości w tv
Ale też pracują na laptopach, uczą się, czytają dokumenty, piszą coś lub malują. Parki tętnią tu życiem, jak deptaki w centrum miasta. Oczywiście, umawiają się parkach również zakochane pary.

Inni spożywają tu przyniesiony z sobą posiłek
Ze zdumieniem odkryłam na mapie kulturalnej San Jose, że stolica Kostaryki posiada 23 teatry! To naprawdę niesamowita sprawa, ponieważ miasto nie jest znowu takie duże.

Jeszcze inni, uczą się do egzaminów
Spacerując po mieście, co rusz widziałam jakiś teatr. W każdej dzielnicy musi być po kilka teatrów, bo dzielnic San Jose ma 11. Poszłam obejrzeć Teatr Narodowy stojący w pobliżu Plaza de la Cultura.

Teatr Narodowy obok Placu Kultury
 Zaraz przy wejściu do ogrodu okalającego budynek teatru, po prawej stronie, stoi niewysoki postument z głową naszego Fryderyka Chopina. Na muszli złożono głowę sławnej w Kostaryce aktorki.

Polski kompozytor w Kostaryce
 Dalej znajduje się rzeźba Bethovena i Calderona de la Barca, hiszpańskiego dramaturga. Wokół budynku, wśród zieleni, stoją jeszcze rzeźby innych osób, zasłużonych dla kultury i sztuki Kostaryki.

Aktorka w muszli
Teatr Narodowy zbudowano w 1897r z inicjatywy i ze składek potentatów kawowych, których ambicją było, aby stolica ich kraju, San Jose, miała tak piękny teatr, żeby chciały tu występować gwiazdy światowej sławy.

W foyer
 I rzeczywiście, teatr pobudowali piękny. Na dachu budynku umieszczono trzy posągi, symbolizujące Muzykę, Literaturę i Sztukę. Z boku dach zwieńczony jest charakterystyczną czerwoną kopułą, dzięki której można łatwo tu trafić, bo z daleka ją dobrze widać.

Nacional Teatr
We wnętrzu znajdują się śliczne marmury, posągi, złote ornamenty, piękne żyrandole i lustra, a także obrazy i freski architektów włoskich. Teatr ma też swoją elegancką kawiarnię i ogród.

W ogrodzie, za Chopinem, statua Bethovena
 Do środka nie można sobie wejść, ot tak, z ulicy. Żeby zobaczyć wnętrze teatru trzeba zapłacić za bilet niebagatelną kwotę colonów. Nic w Central Ameryce nie ma za darmo.

Piękny sufit w kawiarni teatralnej
Ucieszyłam się, że nie trzeba płacić za wejście do Katedry Metropolitana. Zbudowano ją w drugiej połowie XIXw i chociaż na zewnątrz wygląda bardziej na muzeum, niż kościół, wnętrze jest przepiękne.

Katedra
Obok katedry znajduje się Pałac Biskupów. Obie te budowle otoczone są ogrodem, w którym stoi biała rzeźba Biskupa Bernarda Thiela.

Rzeźba Biskupa
Ulice miasta biegną raz w górę, raz w dół, więc nie jest łatwo po nich spacerować, ale za to widoki są niepowtarzalne.

Wnętrze Katedry
Gdy wdrapiemy się na górę i odwrócimy tyłem, rozpościera się przed nami widok całego miasta w dolinie.

W Katedrze
Widok na ciągle zamglone szczyty gór jest doprawdy niepowtarzalny. Można trafić na czas, gdy chmury znikają i bardzo wyraźnie widać góry okalające miasto.

W Katedrze
Ładnie z daleka prezentuje się na dużym wzniesieniu Muzeum Ninos.Czy ktoś widział kiedyś Muzeum dla Dzieci? bo ja nie. Przychodzą tam w niedziele rodzice z dziećmi oglądać ten bajkowy świat, w którym dzieci wspaniale się bawią. To jest bowiem muzeum interaktywne.

Muzeum Ninos w san Jose
Wybrałam się w końcu do dzielnicy Barrio, aby zobaczyć naszą polską ambasadę. Barrio, to dzielnica bogatszych ludzi. Jest tam sporo pochowanych w zieleni prywatnych domów, droższych restauracji i butików. Żadnego marketu tam nie widziałam, ale były Delikatesy.

Zobaczyłam taką rzeźbę
Według mojej wiedzy, Polska Ambasada powinna się mieścić na rogu Avenida 9 z Calle 33, pod numerem 3307.Chodzę w tę i z powrotem i żadnego takiego budynku z tablicą Ambasada RP nie widzę. Pytam ludzi. Nikt nie wie, gdzie tutaj może być Polonia Embasy.

I polsko brzmiące nazwisko jego twórcy
A pytałam starszą panią z psem na spacerze i młodego człowieka biegającego dla kondycji tymi pagórkowatymi uliczkami. Uznałam, że muszą tutaj mieszkać, to wiedzą. Nie wiedzieli.

Domy w dzielnicy Barrio 
Taki jeden securite, pilnujący sklepu (tutaj wszystkie sklepy i banki mają obstawę non stop, 24 h na dobę, nie tylko nocą), to już się do mnie z lekka pytająco uśmiechał, bo chyba z piąty raz go mijałam, kręcąc się w kółko w poszukiwaniu tej ambasady, ale on też nie wiedział, gdzie ona jest.

To musi być ten dom
W końcu odkryłam, że to musi być ten narożny biało-niebieski dom, który ciągle mijam, biegając w kółko, jak kot z pęcherzem. Zatrzymałam się i przytomnie przyjrzałam temu budynkowi.

To chyba Polska Ambasada w San Jose
Miał nume 3307 ! a więc to musi być nasza ambasada! ale nie znalazłam żadnej tablicy informacyjnej, ani nie mogłam dojrzeć polskiej flagi. Dom był zamknięty.

Numer się zgadza i adres też
Byłam rozczarowana. Zrobiłam kilka zdjęć i wróciłam do Centrum. Następnego dnia jestem w Parku  Morazana, oglądam sobie różne pomniki i popiersia, pijąc pyszną kawę zakupioną w pobliskiej sieciówce Subway, gdy nagle słyszę za sobą zdziwione: Sofia?, a to Franz!

Tak, to z pewnością nasza ambasada
Jakie to San Jose jest małe, że się tak zupełnie przypadkowo można spotkać! Usiedliśmy na chwilę na ławce, żeby pogadać. Naprawdę bardzo się ucieszyliśmy z tego niespodziewanego spotkania.

Wracam pieszo do centrum
Powiedziałam Franzowi, że byłam już w Terminalu Caribe, rzeczywiście jest blisko drogą, którą mi wskazał. Mam rozkład autobusów do Limon i na pewno odwiedzę Cahuitę.

Piękne, kafelkowe murale
Dziwiłam się, że Franz mnie w ogóle  poznał, ponieważ w międzyczasie byłam u fryzjera i ostrzygłam włosy niesamowicie krótko, dając głowie wolną przestrzeń w te ciągłe upały. Słońce tu pali niemiłosiernie, ale ogólnie nie jest uciążliwe, ponieważ bez przerwy wieje cudowny wietrzyk.

Opowiadające o codziennym życiu, pracy,
I on właśnie mnie zmylił. Nie czułam, że twarz i kark spaliłam tak bardzo, że dopiero wieczorem poczułam, jak mnie pali okropnie. Od jutra zakładam kapelusz! Póki co, leczę oparzenia kremem. Wyglądam, jak clown z ogromnym, czerwonym nosem!

Niezwykle barwne
Franz opowiedział, co już zwiedził, a gdzie jeszcze zamierza pojechać i wymieniliśmy swoje opinie o Kostaryce. Na odchodnym powiedziałam, że wczoraj byłam w swojej ambasadzie, ale była zamknięta. Zamknęli ją, czy co? Muszę sprawdzić w internecie, czy Polska zlikwidowała tutaj swoją placówkę.

Z życia zwykłych ludzi
Na co Franz odpowiedział, że wczoraj była niedziela i dlatego była zamknięta, bo oni zazwyczaj na weekendy wyjeżdżają poza San Jose. Naprawdę? Wczoraj byłą niedziela? Niesamowite! Znowu dopadła mnie ta zagraniczna dolegliwość, że tracę ze świadomości daty i dni tygodnia!

Publiczny pobór wody pitnej (niestety nieczynny już)
W sobotę, (już wiem, bo następnego dnia byłam w embasy, a skoro to była niedziela, to…) trafiłam przypadkowo na Targi Regionalne, które odbywały się w zabytkowych zabudowaniach i na świeżym powietrzu również.

Dla mnie ciekawostka, bo budowla jest z roku, w którym ja się urodziłam
Spędziłam tam kilka godzin. Było ciekawie. Różne regiony Kostaryki prezentowały swoje dokonania, wyroby regionalne, pamiątki, żywność, promowały się turystycznie.

Wejście na Targi
Promowała się fabryka czekolady, producenci serów, hodowcy drzew i kwiatów. Ludzi było mnóstwo! Ale tam, gdzie coś interesującego się dzieje, zawsze jest dużo ludzi. Nie ma na to rady.

U panów próbowałam kawę
 Plantatorzy kawy opowiadali o uprawie i przerobie kawy, częstowali świeżo paloną kawą, którą można było tam również zakupić. Kawa w Kostaryce jest pyszna, ale nie mają tutaj kawy rozpuszczalnej. Jest tylko w ziarnach (granulo) i mielona (pure).

Pani cierpliwie tłumaczyła mi,co to są za owoce
Odkrycia tego dokonałam, gdy skończyła mi się rozpuszczalna kawa zakupiona jeszcze w Meksyku. Zaglądałam do wszystkich napotkanych sklepów, ale wszędzie mi odpowiadali, że rozpuszczalnej nie mają.

Dzieci interesowały się producentkami mleka
W końcu zakupiłam „pure” i taki mały, płócienny woreczek na okrągłym druciku, który nakłada się na kubek. Tam sypie się kawę i zaparza, a woreczek się płucze, a po wielokrotnym użyciu wyrzuca.

Prezentowano ciekawe turystycznie rejony kraju
Tak mi doradziła pewna spotkana turystka z Europy. Woreczki są w każdym sklepie, gdzie sprzedają kawę i jeden kosztuje w zależności od sklepu, 200 – 250 CCR czyli jakieś pół dolara US.

I sprzęt turystyczny
Mieszkam w San Jose już niemal miesiąc i ciągle uważam, że to za mało, aby poznać to urocze miasto. Jest ono tak zróżnicowane, że przechodząc z dzielnicy do dzielnicy, mam wrażenie, że jestem już w zupełnie innym mieście.

Pan prezentował swoje umiejętności artystyczne
Tu, gdzie mieszkam, w centrum San Jose, ulice tętnią życiem dzień i noc. Na Avenida1,2 oraz Central, panuje wieczny ścisk, ludzie chodzą w tą i z powrotem, oblegają ławki i murki, wiecznie coś kupują i wiecznie coś jedzą zakupionego w ulicznych straganach z gorącymi posiłkami lub małych barach.

Tutaj zachwalali jakiś wyrób do chipsów
 Są tam również McDonaldy, Subway,e i bardzo dużo sklepów z odzieżą, elektroniką itp. Kostarykańczycy uwielbiają jeść śmieciowe jedzenie z sieciówek, a potem wyglądają, jak widać na niektórych zdjęciach. Ale to jest charakterystyczne dla wszystkich krajów w Ameryce Łacińskiej.

Tu, domowe wypieki
Normalny sklep spożywczy zwany tu marketem, trudno znaleźć. Muszę iść dosyć daleko Avenide 1, aby zakupić wodę mineralną i dźwigam to potem do hotelu. Kupuję po kilka butelek 1,5 l, ponieważ nie gotuję na kawę i herbatę wody z kranu. Używam tylko butelkowaną wodę, a że bez przerwy jest gorąco, dużo też wody piję w ciągu dnia.

Odbywały się również prelekcje
Natomiast co parę kroków są sklepy z telefonami komórkowymi i wszędzie sprzedaje się losy loteryjne. To widocznie są tutaj produkty pierwszej potrzeby, dlatego są wszędzie pod ręką.

A na koniec wszyscy jedli, pili i odpoczywali
Ulice przecinające w poprzek Avenidy, to Galle. Mój hotel stoi przy takiej właśnie Galle 8, niemal na rogu z Avenida Central. Na Galle chodniki oblegane są przez sprzedawców różnych egzotycznych owoców, jak mango, papaje, ananasy, banany duże i małe, takie do smażenia.

Kupiłam u tej pani i zjadłam na poczekaniu taki serowy placek
Nie znam nazw wszystkich widzianych tu owoców, ale raz kupiłam sobie taki owoc podobny do gruszki, czerwono-żółty i był taki lekki, jak wydmuszka. Już myślałam, że trafiłam na jakiś wysuszony, przeznaczony do wyrzucenia.

Ludzie byli zainteresowani szczegółami
Ale gdy w pokoju hotelowym przekroiłam tą suchą skórkę nożem, w środku znalazłam jasno fioletowe, wilgotne ziarenka w delikatnych otoczkach. Wygrzebałam je łyżeczką. Jakie to było smaczne!

Prezentowano również sztukę ludową
Dużo też sprzedaje się tu mandarynek, takich, co to skubnąć skórkę i sama schodzi z całego owocu. Z warzyw głównie oferowane są pomidory, cebula i czosnek. Bardziej egzotyczne warzywa można kupić na Mercado, które też znajduje się blisko, na rogu, po drugiej stronie Avenida Central.

    Malowano ręcznie kapelusze         
Najgorsze w tej ulicznej sprzedaży jest to, że ci sprzedawcy wiecznie wrzeszczą na całe gardło, od rana do nocy polecając swój towar. Przekrzykują się nawzajem robiąc ogromny hałas.

Na zewnątrz grała kapela
Szczęście, że okna mojego pokoju wychodzą na tyły, na podwórko, bo bym chyba tego wrzasku nie wytrzymała, mając okno od ulicy.

Tańczyły kukły
Po Avenida Central z kolei, sprzedawcy ustawiają się po środku, w szeregu i sprzedają różne rzeczy, typu: bluzki, spodnie, staniki, majtki, portfele, torebki, pokrowce na komórki, lakiery, mydła, zabawki dla dzieci, obrusy, ścierki do naczyń, różne środki czystości i naprawdę wiele jeszcze różności.

Pani robiła zdjęcia i rozdawała ludziom za darmo (ja też dostałam)
Ci sprzedawcy są nielegalni i ścigani są przez policję samochodową i motorową. Ale są tak bystrzy, że ja nawet aparatu nie zdążyłam otworzyć, żeby zrobić zdjęcie, jak to wszystko w mig zwinęli w czarne folie, na których ten towar leży i już ulica była czysta. Był harmider i w sekundzie jest pusto cicho.

Nielegalni sprzedawcy na deptaku
Mają swoich, co ich uprzedzają, że policja z dwóch stron Avenida Central zajeżdża. Wówczas łapią za cztery rogi czarnej płachty i towaru już nie widać. Wchodzą do najbliższego lokalu, bo całe boczne ściany budynków, to lokale użytkowe są, i udają, że coś oglądają, trzymając w rękach czarną płachtę.

Zdarzają się i tacy poszukiwacze, ale sporadycznie
Policja zna już te numery, ale co ma zrobić? Ze sklepów ich nie wygarnie i nie zrewiduje, co ze sobą niosą. Widziałam taką akcję. Z dwóch stron deptaka zajechały policyjne samochody. Zobaczyli, jak sprzedawcy znikają w budynkach. Nawet już dalej nie jechali, lecz wycofali wozy tyłem i odjechali.

Na Placu Kultury
Po paru minutach ulica znowu rozbrzmiewała krzykiem sprzedawców, zachęcających ludzi do kupna swoich towarów. Bardzo śmiesznie wyglądał młody mężczyzna sprzedający fartuchy kuchenne dla pań.

Pomnik studenta, który zginął w czasie rozruchów
Miał na sobie zawieszonych chyba z dwadzieścia takich kolorowych fartuchów, w kratkę, kwiatki, ciapki i tak chodził po deptaku, głośno oferując paniom ten niezastąpiony w kuchni uniform.

Na Placu Demokracji
W centrum jest też bardzo dużo banków. Narodowy Bank w San Jose mieści się w tak wysokim budynku, że widać go z każdej strony miasta, z najdalszej odległości. Bankomaty są ogólnie dostępne.

Wystawa artystyczna w Banku Costa Rica
Ja weszłam do Banku Costa Rica, żeby pobrać pieniądze. Pracownik banku bardzo życzliwie i sprawnie  pomógł mi w obsłudze bankomatu. Byłam mile zaskoczona, ponieważ w sąsiednich krajach był z tym często problem.

Czyż nazwisko autora nie brzmi, jak Zygfryd Sosiński?
W Gwatemali wprost mi odmawiano pomocy.W Belize było już z tym lepiej. W Meksyku jedynie w banku Bankomer zawsze w sali bankomatów przebywał jeden pracownik do pomocy klientom. W innych trzeba było sobie radzić samemu. Kostaryka naprawdę zaskakuje mnie bezinteresowną życzliwością do ludzi.

Ale żeby taka wystawa w głównej sali banku? Super sprawa!
Tak jest w centrum miasta. Natomiast na obrzeżach, w innych dzielnicach, jest zupełnie cicho, a w niektórych nawet zupełnie pusto. W starych, dawnych uliczkach, gdzie stoją kolorowe parterowe domy, czas toczy się leniwie. Ludzie wysiadują na podwórkach, dzieci bawią się w ich pobliżu.

Rzeźby - odpoczynek po pracy?
W dzielnicach, gdzie mieszkają bogaci ludzie również jest cicho i bezludnie. Ludzie mieszkający w  pięknych, zasłoniętych zielenią i zabezpieczonych kratami domach, cicho wyjeżdżają z nich, lub po powrocie z pracy (?) podjeżdżają pod domy swoimi samochodami.

Pół domu dla gospodarzy, pół dla samochodu
Zakupy robią w luksusowych sklepach, obiady jedzą w luksusowych restauracjach. W swoich dzielnicach mają też teatry, sklepy delikatesowe, cukiernie, kawiarnie, korty tenisowe, baseny, siłownie, swoje centra medyczne, salony fryzjerskie itd. To jakby inne miasto w San Jose.

Kasyno w San Jose       
Ich dzieci chodzą też do innych szkół. Widziałam w takiej dzielnicy szkołę amerykańską i szkołę argentyńską. Ogólnie w takiej dzielnicy jest spokojnie i dostojnie i pachnie świeżym, górskim powietrzem. W centrum miasta pachnie jedzeniem, w chińskiej dzielnicy, kadzidełkami.

Benito Juarez - Bohater Narodowy
Posiadłości mają w większości alarmy i swoją prywatną ochronę. Przy niektórych domach są nawet pobudowane wieżyczki strażnicze do patrolowania terenu. Przed każdym eleganckim sklepem, czy kawiarnią stoi człowiek do ochrony ludzi i mienia, w pełnym uzbrojeniu.

Skrzypek pod mostem
A Chińczycy, jak w wielu krajach na świecie, mają wyraźnie wytyczoną granicę swojej dzielnicy w San Jose, charakterystyczną bramą chińską w czerwonym i złotym kolorze.

Brama do Chińskiej Dzielnicy
Ich ulice ozdobione są czerwonymi chińskimi lampionami, żywią się po swojemu w chińskich restauracjach, dzieci uczą się, oczywiście w chińskiej szkole. Założyli też szkołę dla Kostarykańczyków i innych cudzoziemców, w której uczą języka chińskiego, historii i kultury chińskiej oraz medytacji.

Dodaj napis
Chińczycy, to naród wszędobylski i ludzi interesu. Potrafią się zaaklimatyzować w każdym miejscu na kuli ziemskiej i gdzie tylko osiądą, natychmiast tworzą swoje małe Chiny. Ale dbają o swoją dzielnicę.

Patron obowiązkowo w centralnym punkcie
Taki w tej stolicy Costa Rica tygiel różności występuje, a turyści z różnych stron świata dodają jeszcze kolorytu temu miastu. Miesiąca mi nie starczyło, aby zwiedzić wszystkie dzielnice San Jose.

Niektórzy, to mają pomysły. Policjantka nie miała poczucia humoru
To co widziałam, pozwala mi wyrazić opinię, że to przyjazne ludziom miasto i otwarte na obcych. Miasto nowoczesne, gwarne, radosne. Bardzo dużo ośrodków kulturalnych, sporo imprez ogólnie dostępnych dla ludności. Dużo kształcącej się młodzieży z aspiracjami na przyszłość.

To był motor w świecącej obudowie. Papiery miał w porządku i pojechał.
Wyraźnie widać, że Kostaryka stara się pozyskać przychylność turystów, widząc w turystyce dodatkowe dochody dla kraju. A mają co zaproponować.

Katedra widziana z boku
Chociaż nie mają starożytnych budowli i żadnych ruin do pokazania, zachęcają swoją przyrodą. Czynne wulkany i spora ilość parków narodowych z dziewiczymi lasami, wodospadami, egzotyczną fauną i florą, to jest to, co przyciąga turystów.

Główny Szpital
Kostaryka, to kraj, który również stawia na kulturę. Już sama ilość teatrów i muzeów mówi o tym. Co jeszcze ten kraj ma mi do zaoferowania, to zobaczę, jak pojadę dalej, nad Morze Karaibskie. Czas więc się zbierać i ruszać dalej, poza stolicę tego niedużego, ale uroczego kraju.

Mieszkańcy Kostaryki dawniej i dziś

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz