Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

czwartek, 6 marca 2014

Ciudad Mexico - stolica


 
Miasto Meksyk
Nie będę ukrywała, że Ciudad Mexico, czyli  stolica Meksyku przerażała mnie jeszcze w Polsce. Już z samych wiadomości czerpanych z publikacji prasowych i reportaży pokazywanych w polskiej telewizji robiło się gorąco.

W drodze do stolicy mijamy wulkany
Dzięki nim dowiedziałam się, że życie człowieka w Meksyku jest bezwartościowe i na każdym jego etapie można go bezkarnie przerwać.

Przed naszym hotelem
Gangi narkotykowe zamieniły ten kraj w siedlisko terroru, z którym żadna władza, policja, ani inne służby antyterrorystyczne i antynarkotykowe nie mogą sobie poradzić od wielu lat.

Oliwia pod flagą narodową Meksyku, na Zocalo
Ta bezsilność (naturalna lub celowa) rozzuchwala  gangsterów jeszcze bardziej, w dokonywanych aktach terroru nie znają już granic okrucieństwa.

Nie uwierzycie! Josip Broz Tito w środku miasta!
Oczywistym jest fakt, że terroryści współpracują ze sprzedajnymi policjantami i wysokiej rangi urzędnikami, dlatego tak trudno jest ukrócić ten proceder.
 
Szeroka nowoczesna ulica Jana Pawła II
Wpływają też na media, aby „właściwie” przekazywali o nich wiadomości, jeżeli dziennikarze nie współpracują z bandytami, są po prostu zabijani.
 
I jego pomnik na środku Alei
Dziennikarze w teren nie wychodzą już bez GPSu i poruszają się w grupach. Jeżeli gang nie może dopaść dziennikarza, sięga po jego rodzinę.
 
Nowoczesne budownictwo Meksyku
W ostatnich latach w Meksyku zginęło więcej dziennikarzy, niż w czasie II wojny Światowej! A należy pamiętać, że wojna z gangami i między gangami ciągle trwa i ciągle giną następni.
 
Jak na Belwederskiej w Warszawie
Ale Meksyk! Nie jest więc czczym zawołaniem  w sytuacji zagrożenia i bezsilności wobec absurdalnych i niebezpiecznych zdarzeń, z jakimi możemy się codziennie spotkać w Meksyku.
 
odpoczywający Meksykanin
Należy też pamiętać o Ciudad Juarez, mieście leżącym przy granicy Meksyku ze Stanami Zjednoczonymi. Amerykanie pobudowali tam fabryki po stronie meksykańskiej ze względu na tanie grunty, materiały budowlane, transport, a przede wszystkim z uwagi  na tanią siłę roboczą.
 
Tańce przed Casa Azul
Praca w amerykańskich fabrykach jest zmianowa i trwa 24 godziny na dobę. Tania meksykańska siła robocza dojeżdża i wraca do domów autobusami.
 
Mają tu poczucie humoru! spontanicznie pozują dla mnie.
Kobiety wracające późną porą do domów, stają się często ofiarami bestialskich gwałtów i morderstw, dokonywanych przez kierowców autobusów.
 
Patrząc w niebo
Nikt nie potrafi rozwiązać tego problemu. Ani władze, ani pracodawcy kierowców. Amerykańscy pracodawcy taniej siły roboczej również nie są skłonni w jakiś sposób ochraniać swoich pracownic w drodze do i z pracy.
 
Natrafiamy na budkę z ulubionym tacos
W końcu kobiety same wzięły sprawy w swoje ręce i w odwecie zaczęły zabijać kierowców autobusów, o których miały info, że to właśnie oni dokonywali zbrodni na ich członkach rodziny.
 
Ciasne parkowanie
Kobiety nie mogą przestępcę skuć w kajdany i zamknąć w więzieniu, więc tylko taki sposób obrony siebie i swoich najbliższych został w ich dyspozycji.
 
W starych dzielnicach, stare, urocze budowle
Mam nadzieję, że nie odpowiedzą za to przed sądem, bo gwałciciele i bandyci nie zostali postawieni w stan oskarżenia, więc ofiary tym bardziej nie powinny.
 
Zabytkowy kościól
Ale Meksyk! I jak w takiej sytuacji czuć się w tym państwie bezpiecznie? Z drugiej zaś strony, gdyby bać się wszystkiego, o czym opisują i co pokazują w mediach, człowiek resztę życia powinien spędzić w zamkniętym pokoju, a pokarm przyjmować przez zakratowane okno.
 
Urocze uliczki w Dzielnicy Artystów
Ale i wtedy może go dopaść kula zmanierowanego i otumanionego telewizyjnymi filmami idioty. Nikt obecnie na tym Świecie nie może czuć się bezpieczny, bez względu na miejsce przebywania.
 
Dzielnica Artystów
Tak więc, zgodziłam się na propozycję swojej córki Oliwii, aby towarzyszyć jej w zwiedzaniu miasta Meksyk, a dopiero potem, gdy ona już poleci do Polski, wyruszę w dalszą podróż, wytyczonym przez siebie szlakiem.
 
W Dzielnicy Artystów
Zresztą, wobec tylu czyhających niebezpieczeństw w tym mieście, które właśnie z tego głównie słynie, że jest najbardziej niebezpieczne ze wszystkich miast świata, nie mogłam dopuścić, aby Oliwia sama chodziła po jego ulicach.
 
Jemy na ulicy
Do stolicy dojechałyśmy autobusem ADO bez problemu, natomiast na miejscu okazało się, że Terminal ADO nie znajduje się w centrum, tak jak było to w innych miastach, lecz trzeba samemu jakoś tam dotrzeć, najbezpieczniej taksówką.
 
Zawsze można zapytać o drogę
Nie miałyśmy upatrzonego, ani zarezerwowanego hotelu w Ciudad Mexico. Ba! Nawet nie miałyśmy spisanych na kartce papieru jakiś kilku tanich hoteli w pobliżu centrum, jak to zazwyczaj robiłyśmy.
 
Życie towarzyskie przy fontannie
Poprosiłyśmy kierowcę, aby zawiózł nas do centrum miasta, po prostu. Z dotychczasowego doświadczenia wiedziałyśmy, że w centrum zawsze są jakieś hotele, więc sobie poradzimy, ale tym razem się pomyliłyśmy.
 
W dzielnicy biznesu
Jeżeli centrum, to kierowca wysadził nas przy Zocalo. Chodziłyśmy wokół ogromnego placu, zaglądałyśmy w boczne ulice i nic. Żadnego hotelu ani taniego, ani drogiego. Po prostu  nie było tam hoteli, a my tu, z tymi bagażami!
 
W innej dzielnicy
W końcu zaczepił nas rikszarz i powiedział, że zawiezie nas do taniego hotelu. Riksza była rowerowa. Gdy wtaszczyłyśmy na nią swoje torby i plecaki, to riksza aż się ugięła, ale gdy my same jeszcze do niej wsiadłyśmy, riksza wydała jęk rozpaczy. A może to rikszarz?
 
boczna uliczka
Widział, co będzie wieźć. Decyzja należała do niego. Na dodatek dowiózł nas pod jeden hotel i chciał zmykać. Ja uzgodnioną kwotę do zapłaty trzymałam w ręku, ale powiedziałam, żeby Oliwia najpierw sprawdziła, czy dostaniemy tu nocleg, bo inaczej znowu zostaniemy z bagażami na ulicy.
 
Oliwia uchwyciła przebiegające przez jezdnię dziewczynki
Miejsc w tym hotelu nie było, więc powiedziałyśmy rikszarzowi, że ma nas do hotelu zawieźć, w którym będziemy mogły się zatrzymać, inaczej taka przejażdżka rikszą po mieście nie ma sensu.
 
Próbujemy różnych potraw
W następnym miejscu na szczęście były wolne, niedrogie pokoje, więc się tam zatrzymałyśmy na cały tydzień.
 
Czasami się wygłupiamy
Następnego dnia pojechałyśmy na lotnisko zakupić dla mnie bilet na 16 lutego do Kostaryki i potwierdzić bilet powrotny do Polski na ten sam dzień dla Oliwii. Na lotnisko można bez problemu dojechać miejskim autobusem. Obok lotniska znajduje się też terminal ADO.
 
Kolejka wożąca pasażerów między terminalami
Nie mogłybyśmy spokojnie zwiedzać miasta, nie mając pewności, że z naszymi biletami wszystko w porządku i będziemy bezpiecznie mogły opuścić Meksyk. Chwilę niepokoju jednak miałam. Z powodu kartki.
 
W Dzielnicy Artystów
Otóż uświadomiono mi, że przy wjeździe do Meksyku z całą pewnością  wręczono mi kartkę, którą teraz przy wyjeździe będę musiała okazać. Bez tej kartki nie będę mogła opuścić Meksyku! O rany! Jaką kartkę!
 
Czyszczenie butów przy ulicznym muralu
To było wieki temu! W listopadzie ubiegłego roku! Nerwowo przeszukiwałam portfel, saszetki, ale okazało się, że ta bardzo ważna kartka znajdowała się tam, gdzie znajdować się powinna. W zakładce paszportu.
 
Jeżdżenie samochodów po pasach rowerowych...
Ktoś już wówczas musiał mi powiedzieć, że bez tej kartki będę zmuszona już na zawsze zostać w Meksyku, skoro natychmiast ją ukryłam w paszporcie. I natychmiast o niej zapomniałam, a potem panika!
 
...To chyba taka meksykańska zabawa, bo korka nie ma
Przy kupowaniu dla mnie biletu lotniczego również nie obyło się bez nerwówki, bowiem żądano, abym kupiła bilet tam i z powrotem. Na nic zdały się tłumaczenia, że ja nie chcę już wracać do Meksyku, że ten raz mi wystarczy.
 
Oliwia z ciekawością ogląda zabezpieczenie dziury w chodniku
To jest zwykłe wyłudzanie pieniędzy od turystów. Bo skoro pan mówi, że jeżeli nie chcę do Meksyku wracać, to muszę mieć bilet na dalszą podróż, z Kostaryki i ja chcę taki bilet kupić, a pan mówi że nie może mi sprzedać, to co to jest, jak nie wyłudzanie pieniędzy?
 
Patio u Fridy Kahlo
Wracamy więc do punktu wyjściowego. Tłumaczę spokojnie, że chcę bilet do Kostaryki w jedną stronę. Powrotnego nie chcę, bo do Meksyku nie wracam, ale jadę dalej, do Panamy.
 
W Zonie Historica
Skoro wymagany jest bilet powrotny lub na dalszą podróż, to poproszę o ten na dalszą podróż. Jednym słowem, proszę o dwa bilety. Jeden w jedną stronę do San Jose w Cosca Rica i drugi bilet z Cosca Rica do Panamy. Terminy podam.
 
Dom Trockiego,zaprzyjaźnionego z Kahlo i Riverą
Niestety, w Meksyku nie mogą mi sprzedać biletu z Kostaryki do Panamy, chociaż te loty obsługuje ta sama linia lotnicza, co z Meksyku do Kostaryki.
 
Muzeum Trockiego urządzono w innym budynku
Mogą tylko sprzedać do Kostaryki i powrotny do Meksyku. W jedną stronę też nie mogą biletu sprzedać. Mówią, że to Kostaryka wprowadziła taki przepis. To może do Panamy mogę kupić w jedną stronę? Nie ustępowałam. Nie mogę!
 
Dzielnica Artystów
To może do Columbii?  Nie dawałam za wygraną, w końcu mogę zmienić plany i od tamtej strony wrócić do Kostaryki. Nie mogę! Też wprowadzili taki przepis, pytam? Milczenie. Ale Meksyk!
 
Samochód należący do Muzeum Fridy Kahlo
Musiałam znaleźć jak najtańszy lot, aby jak najmniejszy haracz zapłacić i wydostać się jakoś z tego Meksyku. Bardzo gościnny kraj! Robi wszystko, abym jak najdłużej w nim pozostała. Przecież wizę dali mi na pół roku!
 
Ulica wiodąca do Muzeum Fridy Kahlo
Gdy w  końcu uporałyśmy się ze swoimi sprawami dotyczącymi wylotu z Meksyku, postanowiłyśmy poplątać się jeszcze jakiś czas po lotnisku, ponieważ potem, z bagażami nie jest to możliwe, a ja uwielbiam oglądać różne lotniska świata.
 
Na lotnisku
Lotnisko jest przeogromne! Zwiedziłyśmy tylko jeden Terminal, a jest ich kilka. Pasażerowie rozwożeni są między terminalami szynową kolejką powietrzną i specjalnymi autobusami, ponieważ odległości między terminalami są duże.
 
Widok na miasto ze wzgórza
Po powrocie do miasta ruszyłyśmy na zwiedzanie. Miasto Meksyk leży na wysokości 2250m n.p.m, co plasuje go w czołówce najwyżej położonych miast na kuli ziemskiej. Jest też niestety, w czołówce jeśli chodzi o zanieczyszczenie powietrza. Na ulicach widuje się ludzi w maseczkach chirurgicznych.
 
Plac z tarantulą
Już wcześniej zgłosiłam Oliwii swoje zapotrzebowanie, że skoro mam jechać do tego, już beze mnie wystarczająco przeludnionego miasta, to pod warunkiem, że pojedziemy do Coyoacan, dzielnicy, która jest wprawdzie oddalona od centrum miasta, ale którą bardzo bym chciała zobaczyć.
 
Coyoacan (miejsce kojotów), Dzielnica Artystów
To jedyne miejsce, z powodu którego jestem w stanie ewentualnie odwiedzić Ciudad Mexico i zanurzyć się w smogu zatłoczonych i niebezpiecznych ulic tej metropolii. 

Trafiłyśmy w dziesiątkę!
Już w czasach swojej młodości pasjonowałam się historią Fridy Kahlo i Diega Rivery oraz ich twórczością malarską. Nigdy nie przypuszczałam, że kiedyś znajdę się tak blisko ich ojczyzny, miasta i rodzinnego domu Fridy.

Bez trudu znajdujemy dom artystki, Fridy Kahlo
Oliwia również była ciekawa tego miejsca. Bez trudu ustaliłyśmy, że do dzielnicy artystów można dojechać metrem, a dalej to już  bez problemu powinnyśmy znaleźć posiadłość w jaskrawo niebieskim kolorze, znaną pod nazwą Casa Azul.
 
Wejście do Muzeum
Miejsce to nazywam posiadłością, ponieważ nie jest to taki sobie zwykły dom. Są tam właściwie dwa domy z dodatkowymi budynkami pomocniczymi, oficynami, półpiętrami, tarasami, ogrodem, jak Frida to wszystko ogarniała?
 
W podwórku
Casa Azul ogrodzona bardzo niebieskim, wysokim murem, stoi na rogu ulic Londres i Allende. Od roku 1958 mieści się w nim Muzeum Fridy Kahlo.
 
Alejki w ogrodzie
Gdziekolwiek Frida wyjeżdżała, zawsze z przyjemnością i wyraźną ulgą wracała do tego właśnie rodzinnego domu na Coyocanie, bo tutaj czuła się najlepiej.
 
Tablica info na ścianie budynku
Chodząc po pomieszczeniach, w których Frida Kahlo spędziła większość życia, najpierw jako dziecko (matka Meksykanka, ojciec Austriak) i później, ze swoim mężem, słynnym w Meksyku malarzem, Diego Riverą, nie sposób nie odczuwać emocji.
 
Miejsce pracy Fridy Kahlo
Związek tych dwojga ludzi był bardzo burzliwy. Trudno im było żyć razem, ale bez siebie żyć nie potrafili wcale. Urządzili więc dom w taki sposób, że mogli mieszkać razem, a w chwilach kryzysu przebywać oddzielnie, nie wchodząc sobie w drogę.
 
w pracowni
Oboje byli wspaniałymi malarzami. Diego Rivera zasłynął głównie kolorowymi muralami, które malował na zamówienie. Frida tworzyła w zaciszu domowym, a jej obrazy zyskały popularność (i cenę) dopiero w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku.
 
Sypialnia Fridy
Frida Kahlo żyła w latach 1907-1954. Jak widać,  nie żyła długo. Po wypadku autobusu, którym jechała (miała wtedy 18 lat), została kaleką i do końca życia zmagała się z cierpieniem. Cała jej twórczość pokazuje to wieczne zmaganie się z cierpieniem i natrętne myśli o śmierci.
 
Autoportret
Bardzo boleśnie przeżywała niemożność urodzenia dziecka. Boleśnie w znaczeniu psychicznym, jak również realnym, roniąc dwie ciąże pod rząd. Swoją rozpacz z tego powodu również zawarła w malowanych obrazach.
 
Cierpienie artystki
Diego Rivera kochał Fridę, jak to  się mówi „na swój sposób”. Dużo od niej starszy, spokojniej znosił gwałtowne sceny. Sam nie był bez wad, ale opiekował się Fridą i w trudnych sytuacjach życiowych, zawsze był przy niej.
 
Diego Rivera
Dom Fridy w Coyoacan bardzo mi się podobał i cieszę się, że miałam możliwość go zobaczyć i przebywać w nim przez kilka godzin. Bo na dom Fridy trzeba mieć czas. Nie da się tylko przelecieć przez pokoje z aparatem fotograficznym, czy kamerą.
 
Znany obraz Fridy Kahlo
Każde pomieszczenie w tym domu trzeba smakować. Każde z nich budzi wyobraźnię, w każdym czuje się ducha Fridy i jej udrękę. To swoiste przeżycie siedzieć tak na ganku i czuć klimat tamtych lat i wydarzeń z życia gospodarzy.
 
W korytarzu
Kuchnia zaskoczyła mnie swoim metrażem i pieczołowitym urządzeniem. Nigdy nie sądziłam, że małżeństwo artystów może przywiązywać dużą wagę do kuchni w ogóle, a do jej urządzenia w szczególności.

 
Kuchnia Fridy Kahlo
Pięknie prezentuje się pracownia z ogromnym oknem na patio. Dom jest pełen pamiątek, zdjęć rodzinnych, przedmiotów codziennego użytku, sukien Fridy.
 
Zdjęcie rodzinne
Zgromadzono w nim wiele prac artystycznych Fridy Kahlo. Wiele z nich znałam z różnych wystaw, prezentacji, ale wiele zobaczyłam po raz pierwszy.
Znałam jej autoportrety. W jej domu zobaczyłam obrazy inne, bardzo osobiste.
 
Rodzina
Pamiętam, jak duże wrażenie wywarł na mnie film „Frida” z Salmą Hayek w roli głównej. Teraz, chodząc po domu Fridy, przypominały mi się pewne sceny z jej życia.
 
Frida Kahlo
Owszem, przyznaję, że życie Fridy było zbyt krótkie, zbyt trudne i pełne cierpienia, ale jakże było ciekawe i wypełnione treścią! Bardzo się cieszę, że mogłam odwiedzić jej dom na Coyoacan w Ciudad Mexico.
 
W kuchni u Fridy
Ciągnąc temat tej fascynującej pary, Fridy Kahlo i Diego Rivery, muszę dodać, że odwiedziłyśmy również Muzeum Diego Rivery, mieszczące się w budynku, w którym przez wiele lat pracował i w którym zmarł w 1957r, w trzy lata po śmierci Fridy.

Muzeum Diega Rivery
Zwiedzając stolicę Meksyku, ciągle stykamy się z twórczością Diega Rivery, ponieważ tworzył dzieła w miejscach publicznych. Muralami zdobył rozgłos, uznanie i pieniądze.
 
Suknie Fridy
Za życia, to Diego Rivera był sławny i bardzo znany. Teraz to się zmieniło. Więcej w świecie mówi się o Fridzie Kahlo. Dopiero przyjeżdżając do Ciudad Mexico widzimy, jak dużo pracował dla miasta i ile zostawił tu po sobie prac.
 
Drugi dom w podwórku
Na muralach Rivery, przedstawiających historię Meksyku, roi się od postaci historycznych i scenek z życia mieszkańców Meksyku. Wpatrując się uważnie w jego malowidła, zawsze znajdziemy konkretne osoby lub ich karykatury.
 
Na terenie posiadłości działa kawiarnia
Na wielu muralach Rivera z upodobaniem umieszczał wśród tłumu, postać swojej żony Fridy i często też siebie samego, ale zawsze osobno, w pewnym oddaleniu od Fridy.
 
Wypiłyśmy tam kawę
W samym centrum miasta, między Avenida Hidalgo, a Avenida Juarez znajduje się duży park Alameda Central.

Uratowany mural Rivery
Słynny mural pn „Marzenie niedzielnego popołudnia w Alameda Central”, przedstawiający wiele historycznych osób wraz z Fridą i autorem dzieła, zgromadzonych w parku La Alameda, Rivera namalował w Hotelu del Prado.
 
Frida Kahlo w skrzynce
Podczas trzęsienia ziemi w 1985r, hotel ten bardzo ucierpiał i zdecydowano się na przeniesienie całej ściany z muralem, do Museo Mural Diego Rivera, które mieści się tuż obok parku La Alameda Central.
 
Piramidka w ogrodzie Fridy Kahlo
W pobliżu tego parku, oprócz Museo Mural Diego Rivera, usytuowanych jest kilka innych muzeów, jak Museo Franz Mayer, Museo Tienda de Arte Popular, Museo Numismatico, jak również Museo Nacional de la Estampa.
 
W Muzeum Antropologii
Nie sposób odwiedzić wszystkich muzeów w stolicy Meksyku, ponieważ miasto jest wprost naszpikowane muzeami. Ale w kilku z nich byłyśmy.
 
W muzeum
Przy Zocalo, noszącym nazwę Plaza de la Constitucion, mieści się Museo Nacional de las Culturas, które odwiedziłyśmy. Mieści się ono w zabytkowym  XVII wiecznym budynku z pięknym, wewnętrznym patio.
 
W Muzeum Antropologii
Na Zocalo, duże wrażenie zrobiła na mnie wizyta w budynku Władz Miasta i Archiwów Państwowych, Palacio Nacional, który zbudowano dokładnie na miejscu Pałacu Montezumy. Był to dom Corteza.
 
Palacio National
Piękną klatkę schodową i całe pierwsze piętro tego publicznego obecnie budynku zdobią murale Diego Rivery. Artysta wykonał tą pracę w latach 1929-1935 przedstawiając całą historię swojego kraju, do czasu odzyskania przez Meksyk niepodległości.
 
Murale w Palacio National
Każdego roku, 15 września, w dniu odzyskania niepodległości, na placu gromadzą się tłumnie mieszkańcy, a Prezydent Meksyku bije w dzwon, ogłaszając z balkonu tego budynku niepodległość Meksyku.
 
Orzeł pożera węża
Tłum zgromadzony na placu  wykrzykuje w ekstazie, Viva Mexico!,  Viva la Independencia!,  Viva!,  Viva!. To w imię pamięci, gdy Miguel Hidalgo z Dolores, biciem dzwonu wzywał parafian do walki o niepodległość. Uroczystość krótka lecz przejmująca.
 
Frida wśród tłumu
Ważny historycznie jest też Szpital pod wezwaniem Jezusa, najstarszy szpital w Central America. Zbudowano go bowiem dokładnie w miejscu pierwszego spotkania konkwistadora Hernana Cortesa z królem Azteków, Montezumą.
 
Rivera na muralach ujawniał też swoje poglądy polityczne
W kościele przylegającym do tego szpitala, za ołtarzem, złożono szczątki Cortesa. Montezuma II, Król Azteków, nie ma swojego grobu nigdzie. Długo więziony i torturowany przez Cortesa, został przez lud okrzyknięty zdrajcą i nawet śmierć nie zwróciła mu honoru. Zginął 1 lipca 1520r, gdy do walki ruszyli zbuntowani Meksykanie.
 
Miasto widziane z góry
Pierwszy meksykański drapacz chmur, Torre Latino Americana został zbudowany przy Avenida Juarez w 1956r. Wjechałyśmy szybkonośną windą na 42 piętro tego wieżowca, aby obejrzeć rozległe miasto Meksyk za jednym zamachem i z bezpiecznej odległości, bez konieczności osobistego zanurzania się we wszystkie dzielnice i ciemne zaułki miasta.
 
Okolice parku
Bilet na Mirador Torre Latino kosztuje 70 pesos. Widok na miasto jest niesamowity, ale Oliwia źle znosi taką wysokość i część czasu spędziła przy żelaznych schodach bezpieczeństwa, na środku platformy, czekając aż ja wystarczająco długo napatrzę się na te piękne widoki.
 
Podziwiam ogrom miasta
W pobliżu Torre Latino stoi kościół Świętego Franciszka zbudowany za czasów Cortesa. Kościół ten zapada się coraz bardziej w ziemię, budząc ciekawość turystów. Stoi jednak nadal i można  go oglądać.
 
Czasami podejdzie bliżej, ale minę ma nieco spłoszoną
Całe w zasadzie Centro Historico, czyli obszar Starego Miasta, stoi na obszarze dawnej stolicy Azteków. Część azteckiego miasta zostało odkryte pod ulicami starówki i prowadzone są tam prace konserwatorskie.
 
Oto, co kryje się pod ulicami
Przy Zocalo stoi ogromna, ciężkawa Catedral Metropolitana. Budowano ją przez 300 lat! Licząc od głównego wejścia, ma ona 100m długości i 46 m szerokości.
 
Katedra na Zocalo
Główny ołtarz, zwany królewskim, posiada złocone figury Świętych i Aniołów. Jego budowę ukończono w 1737r. Wewnątrz, po obu stronach katedry znajduje się 14 kaplic bocznych, po 7 na każdej stronie.
Ołtarz główny
Imponująca budowla, chociaż trochę przytłaczająca. Zbyt mało w niej światła. Katedrę zabezpieczono odpowiednimi wspornikami i rusztowaniami, ponieważ też zaczęła zapadać się w ziemię.
Aniołowie
Templo Mayor Aztekowie zbudowali dokładnie w miejscu, gdzie ówcześni wędrowcy zobaczyli orła siedzącego na kaktusie. Według legendy, Aztekowie przybyli z mitycznej krainy Aztlan. Po stuletniej wędrówce, bóg opiekujący się wędrowcami doprowadził ich do brzegu jeziora Texcoco. 
Templo Mayor
Był rok 1345, gdy na wyspie pośród jeziora ujrzeli kaktusa, na którym siedział orzeł i pożerał węża. Uznali to za znak, że tutaj powinni zakończyć swoją wędrówkę i założyć miasto Tenochtitlan, (co oznacza miejsce, w którym rośnie kaktus). 
 
Tenochititlan
Tak też uczynili. Zbudowali miasto na jeziorze, które z czasem stało się stolicą Azteków. Orzeł siedzący na kaktusie i pożerający węża już na zawsze pozostał symbolem Meksyku. 
W muzeum
Orzeł reprezentuje niebo i słońce, wąż ziemię, a kaktus pożywienie dla wędrowców. Takie też symbole zawiera flaga meksykańska.
 
Głowa węża
Ciudad Mexico zbudowano na mieście Azteków, które stało na jeziorze. Nie ma się co dziwić, że stare budynki zapadają się w ziemię, która pełna jest podwodnych trzęsawisk ,dodatkowo bywa dotknięta ruchami sejsmicznymi.
Głowa Olmeka w muzeum Meksyku
Templo Mayor odkryto przypadkowo, gdy pracownicy służb miejskich wykopali z ziemi ważący osiem ton blok kamienny, który okazał się być  płaskorzeźbą, przedstawiającą boginię Księżyca, Coyolxauhqui. Od chwili tego wydarzenia zainteresowano się, co się kryje pod miastem i rozpoczęto wykopaliska.
Zdziwiony? zaniepokojony?
W Muzeum prezentowane są wykopane pod ulicami wyroby azteckie oraz makiety pokazujące, jak dawniej, przed przybyciem Hiszpanów, wyglądała stolica Azteków i Templo Mayor.
eksponaty w muzem
Niesamowite wrażenie zrobiła na mnie Poczta Główna. Wnętrze zachowało swój pierwotny styl, chociaż poczta normalnie pracuje usługowo dla ludności.
Poczta Główna w Ciudad Mexico
Klienci przychodzący na pocztę załatwić sprawę, muszą się czuć, jak by za każdym razem odwiedzali muzeum. A tak zwane „okienko pocztowe” jest tutaj ogromnym oknem, zabezpieczonym ciężką kratą.
Klienci przy okienkach pocztowych      
Trudno opisać piękno wnętrza tego zabytkowego budynku. Znajduje się tam  winda w bardzo dawnym stylu, ciężkie, żeliwne skrzynki pocztowe i piękna posadzka. 
Poczta Główna

Piękne jest Museo Nacional de Antropologia przy Paseo de la Reforma. Paseo de la Reforma, to duży, gwarny deptak w centrum miasta. 
 
Na poczcie

 Muzeum zaprojektował architekt Pedro Ramirez Vasqueza, a inspiracją dla niego były ruiny Majów w Uxmal.
W Muzeum Antropologii
Środkowe patio muzeum okryte jest kwadratowym dachem, podtrzymywanym przez ogromny filar. Stąd dopiero wchodzi się do poszczególnych sal wystawowych, otwartych na patio.
W muzeum
Sale zaprojektowano w taki sposób, aby zwiedzający zapoznawali się z historią po kolei, jak ona się toczyła. Tak więc najpierw jest wprowadzenie do antropologii

W muzeum
Następnie zaprezentowano dzieje  Mezoameryki, dalej przedstawiono starożytne cywilizacje  w porządku chronologicznym. Wśród eksponatów znajduje się aztecki Kamień Słońca.
W muzeum
W Sali Maya z kolei, pokazano makietę grobowca króla Pakala, odnalezionego w Templo de las Inscripciones, czyli w Świątyni Inskrypcji w Paleque, ,o czym pisałam w rozdziale o Palenque.
W muzeum
Narodowe Muzeum Antropologii w Ciudad Mexico, zaliczone zostało do najpiękniejszych muzeów świata.
W muzeum
Zwiedzanie przez nas stolicy Meksyku, nie ograniczało się jedynie do odwiedzania muzeów. Podziwiałyśmy nowoczesną architekturę i obserwowałyśmy  życie codzienne na ulicach miasta.
Oooo! coś takiego!
Na ogromnym, pozbawionym drzew Zocalo rozłożyło się z namiotami wojsko. Prezentowano dokonania wojska meksykańskiego, sprzęt jakim dysponuje do działań na ziemi, morzu i w powietrzu.
Namioty wojskowe na Zocalo
Przy wejściu na teren wystawy trzeba było przejść przez specjalne bramki antyterrorystyczne i pozwolić skontrolować swój plecak, teczkę lub torebkę.

Stoły do rewizji plecaków i dzwoniące bramki
Gdy już pozytywnie przeszło się kontrolę, można było chodzić, gdzie się chce, oglądać, dotykać, fotografować. 
 
Namiot przedstawiający historię wojska meksykańskiego

Smakować – ale tylko zupę wojskową! Serwowano ją bowiem odwiedzającym przy ogromnej polowej kuchni.
 
Ćwiczenia sprawnościowe
Pozwalano się fotografować oraz wchodzić do samolotów i helikopterów wojskowych. Ustawiono sprzęt sprawnościowy, na którym każdy mógł sprawdzić swoje umiejętności. Dzieci wprost szalały z uciechy.

pamiątkowe zdjęcie? i owszem
Stolica ma również swoje kolorowe Mercado i to nie jedno. Aż roi się od pysznych, dorodnych kolorowych warzyw i egzotycznych owoców, misternie poukładanych w równiutkie stożki.
uliczna kuchnia
Na stacjach metra również funkcjonują stoiska targowe, co w innych miastach wydaje się niemożliwe. W Meksyku wszystko jest możliwe i do przyjęcia.
kupić, nie kupić, obejrzeć można.
Zostało jeszcze wiele ciekawych i pięknych miejsc w stolicy Meksyku, których nie zobaczyłyśmy z braku czasu. Mam już jednak wyobrażenie, jak wygląda Ciudad Mexico i co ma do zaoferowania turystom.
Murale w cieniu filarów
Przekonałam się również, że” nie taki diabeł straszny, jak go malują”. Jeżeli jest się przytomnym w każdej sytuacji, czujnie trzyma się swój plecak i nie łazi się po nocy po bocznych, mrocznych ulicach, można bezpiecznie przeżyć w Meksyku, mieście, gdzie na co dzień żyje ponad 25 mln ludzi!
Na tle Palacio Belles Artes
Największym rozczarowaniem było Ciudad Universitaria, czyli miasteczko studenckie, zajmujące ogromny teren w odległej od centrum dzielnicy. Właściwie, to już poza miastem Ciudad Mexico.
Gdzieś tu miało być Uniwersyteckie Centrum Kultury?
Współczuję studentom, którzy muszą tam spędzać kilka lat swojego życia. Miasteczko uniwersyteckie wybudowano w latach pięćdziesiątych XX wieku i przeniesiono tam uczelnię, która znajdowała się w centrum miasta.
Park w Miasteczku Uniwersyteckim
Myślę, że specjalnie ich tak urządzono. Wiadomo, że wszelkie rozruchy i protesty zaczynają się zawsze i wszędzie w środowiskach studenckich.
Budynki uczelniane
Budynki w tym studenckim miasteczku są szare i smutne. Odległości między poszczególnymi wydziałami i akademikami, bardzo duże. Wprawdzie krążą autobusy, rozwożące studentów po całym tym, rozległym  terenie, ale okolica  jest raczej smętna.
Remonty lub wykopaliska
Założenie może i było dobre. Chodziło o to, żeby studenci mieli swoje własne miasto, ze sklepami, stołówkami, kawiarniami, kinem, teatrem, boiskiem sportowym, pralnią, przedszkolem i nie wiadomo jeszcze czym, co jest niezbędne do życia naukowego, kulturalnego i codziennego młodego człowieka.
Dobrze, że studenci nie tracą humoru
Miasteczko, w którym będą się uczyć, mieszkać i kulturalnie spędzać czas poza zajęciami. Nie będą rozpraszać się po całym mieście-molochu, przeciskając się zatłoczonymi ulicami do swoich wydziałów, bibliotek itp.
Budynek jednego z wydziałów
Teraz teren miasteczka wygląda bardzo nieciekawie. Ziemia spalona słońcem, nikt nie dba o zieleń wokół budynków. Park niby jest, ale brak zieleni. Cały ten kompleks zbudowano na terenie, który powstał w wyniku wybuchu wulkanu Xitle, ponad 2 tys lat temu. Może stąd ten księżycowy krajobraz.
To już z sentymentu do swojego wydziału.
Dotarłyśmy do wydziału botaniki i do wydziału polityki społecznej, po czym zniechęcone wróciłyśmy do miasta.
W mieście


Kilka słów o muralach dodam, ponieważ jest to charakterystyczny rodzaj sztuki dla Meksyku. Sztuka murali, wielkich malowideł na ścianach budynków publicznych, narodziła się bowiem w Meksyku. Muraliści, uznawali, że dzieła artystyczne winny być dostępne dla wszystkich ludzi. Nurt ten rozwijał się w okresie lat 1910-1950.

Murale w muzeum
Generalnie było w Meksyku trzech liczących się muralistów: Diego Rivera, Jose Clemente Orozca i David Siqueirosa. Pozostali tworzyli bardziej „warsztatowo”, zresztą potem rozproszyli się po innych krajach.
 
Mural w Urzędzie Miejskim
W 1921r, za prezydentury Alvara Obregona, Minister Edukacji zamówił u Diego Rivery pierwsze malowidło ścienne na budynku szkoły Escuela Nacional Preparatoria w Ciudad Meksyku, mające przedstawiać historię kraju.
 
Mural na stacji Metra
Generalnie, murale miały za zadanie przedstawiać narodowi jego historię i wzmacniać patriotyzm. Z czasem muraliści wzięli „pod pędzel” polityków i społeczeństwo, umieszczając na muralach znanych ludzi lub ich karykatury wśród innych  mieszkańców kraju
 
Emocjonalny politycznie mural Diego Rivery

Rivera lubił czasem szokować i przemycał na muralach jakąś wybitnie przerysowaną, ogólnie znaną postać lub niepoprawnie politycznie słowa. Zdarzyło się, że usunięto z jego muralu to, co uznano za niewłaściwe.
 
Mural w Muzeum Diego Rivery
Oprócz murali, Rivera oddawał się w swojej pracowni sztuce artystycznej mniejszego formatu. Silnie identyfikował się ze sztuką indiańską i ludową sztuką meksykańską. Był patriotą i uwielbiał swój kraj. W sentymentalny sposób przedstawiał w swoich dziełach, ciemne kobiety, dzieci i kwiaty.
 
Obraz Diego Rivery
Pod koniec lat 50-tych nurt muralismo w malarstwie meksykańskim się praktycznie zakończył. Wprawdzie są jeszcze malarze zajmujący się malowaniem na murach budynków, różnych scen z życia, ale można powiedzieć, że są to tylko malarze, a nie artyści. Brak im wewnętrznego żaru.
 
W Muzeum Diego Rivery
Kończąc opowieść o Meksyku widzianym moimi oczami, muszę jeszcze wspomnieć o loterii, która w krajach Centralnej Ameryki jest bardzo popularna.
 
Patio
Otóż na każdym kroku, na ulicach miast i miasteczek, sprzedawane są losy loteryjne, bądź to z wąskiej budki ulicznej, ustawionego na chodniku stolika, bądź bezpośrednio „z ręki”. Większość sklepów i sklepików również ma je w ciągłej sprzedaży.
 
Na wystawie fotograficznej
Uliczni sprzedawcy niemożliwie głośno zachęcają do kupna losu, zapewniając, że tylko u niego można trafić na szczęśliwe numery. I ludzie to kupują.
 
Wystawa fotograficzna
Oddawanie się hazardowi znane jest już od czasów starożytnych. Grano o ziarno kakaowe, o grudki złota, czasami o cudzą żonę a nieraz i o własną wolność, po złym trafieniu szło się w niewolę do szczęściarza, za wyrobnika.
 
W Muzeum. Widok z góry.
Z początku rzucano oznakowanymi ziarnami fasoli, potem monetami. Pelota też była przecież grą w piłkę o coś, często o życie zawodników. Potem grano już o pieniądze.

W muzeum
Hiszpański król Karol I już w XVIII w zorientował się, że gry loteryjne, którym oddają się wszystkie dosłownie warstwy społeczne w Meksyku, mogą przynosić zyski koronie, więc upaństwowił ją. Pierwsza Państwowa Loteria zaczęła działać w 1771r i z powodzeniem działa do dnia dzisiejszego.
 
Papantla, czyli prośba o deszcz
Meksyk przechodził różne etapy rozwoju, różne kryzysy, ale Nacional Loteria nigdy nie upadła w tym kraju. W dzisiejszych czasach, z powodzeniem  funkcjonuje już wiele innych loterii.
 
Bóg deszczu u Totonaków, Xipe Totec reagował na takie występy
Ludzie zawsze i w każdej sytuacji mają nadzieję na zbicie fortuny i zmianę swojego życia. Fortuny jeszcze nikt się nie doczekał, ale czasami ktoś tam, coś wygrywa. Rząd inkasuje 21% podatku od każdego wygranego losu, a i osoba wygrywająca osobiście musi się rozliczyć z Urzędem Skarbowym.
 
Nowoczesne budownictwo Meksyku
Nadzieja na łut szczęścia powoduje, że ludzie wysupłują swoje ciężko zarobione pieniądze i kupują los, czy u nas, kupon totolotka, często uszczuplając swoją i tak już mało zasobną kasę domową. Nadzieja, to potężna siła władająca ludźmi od zarania świata. Powodzenia, kochani!
 
Cicha ulica w Meksyku
Nieuchronnie nadszedł dzień 16 lutego 2014r. To dzień czwartych urodzin mojego jedynego wnuka Krzysztofa i dzień rozstania się z moją córką Oliwią, nie wiadomo na jak długi czas. Obie te okoliczności były dla mnie bardzo ważne i bardzo smutne.

Na zabytkowym krużganku
Pierwsza, że nie mogę być przy swoim ukochanym wnuku, druga, że muszę rozstać się z najbliższą mi osobą, swoją córką. Ostatni miesiąc, w którym przebywałyśmy ze sobą bez przerwy, zdane tylko na swoje towarzystwo, był wyjątkowym okresem.
 
Zagrodzona ulica, nie barierkami, a kaktusami
Tak blisko nie byłyśmy z sobą od czasu jej wyjścia z domu, kiedy to w wieku 18-tu lat ruszyła samodzielnie do stolicy na studia. My wówczas, w pełni wieku roboczego, mieszkaliśmy jeszcze w leśniczówce. Oboje z jej ojcem jesteśmy bowiem leśnikami z zawodu. Jej brat Marcin, tata Krzysztofa, chodził wtedy do podstawówki!
 
Zejście do Metra
I dopiero teraz, kiedy w życiu każdej z nas zakończyły się pewne etapy, a pewne nowe się rozpoczęły, nie spotykamy się ot tak, jak na co dzień w Warszawie, gdzie teraz wszyscy mieszkamy, na kawę, na wspólne zakupy, czy telefoniczne pogaduszki, ale spotykamy się na innym Kontynencie!
 
Kawiarniana ulica w Mexico City
I zupełnie same, tylko we dwie przemierzamy Meksyk, od świtu do nocy chodząc po obcym kraju, wspólnie odwiedzając historyczne miejsca i podziwiając nowe, fascynujące miejsca na Ziemi. I teraz oto, jeszcze razem jedziemy na lotnisko, z którego lecimy już osobno i w odwrotne kierunki. Oliwia do Polski, ja do Kostaryki.
 
Stare budynki na przemian z nowymi
Pierwsza wylatuje Oliwia. Żegnamy się i odprowadzam ją wzrokiem jeszcze dalej, za bramkę, za szybę, za którą ciągnie się wąski korytarz. Ginie mi z oczu za zakrętem, wspólnie z innymi pasażerami kierując się do samolotu.
 
W parku ładnie prezentuje się styl chiński
Jestem poruszona. Jak to? To już? Tak szybko? Godziny dzielące mnie od mojego lotu spędzam w zadumie nad ostatnimi wydarzeniami i przemijającym czasem. W końcu biorę się w garść i podążam dalej w swojej podróży..
 
Oliwia
Lecę do San Jose w Costa Rica! Nowe miejsce, nowi ludzie, nowe wydarzenia. Czas pokaże, co los dla mnie przygotował.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz