Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

poniedziałek, 24 lutego 2014

Z moją córką na Jukatanie



20 styczeń 2014r –poniedziałek

wyraz artystyczny na ścianie
Oliwia przyleciała do Cancun nocą. Ostatni autobus ADO, który za nocny kurs  z lotniska do miasta bierze podwyższoną cenę 59 pesos, odjechał gdy zapowiadano lądowanie samolotu z Ciudad Mexico.
 
Witaj w Cancun, Oliwia!
Ja na lotnisko dotarłam ostatnim minibusikiem za 14 pesos o godzinie 21.30 i postanowiłam wykorzystać ten czas na zorganizowanie naszego transportu do domu. 
Oto mój dom
Czekanie na lotnisku do rana nie uśmiechało się nam, a pierwszy poranny autobus, który rozwoził pasażerów z lotniska do miasta, wyruszał o godz.6.30
 
Urocza kafelkowa uliczka

Zdawało się, że aby wydostać się w nocy z lotniska do miasta, zdani jesteśmy jedynie na taksówki, które bez mrugnięcia okiem żądają za kurs 600 pesos i nie zejdą  z ceny za żadne skarby, bo tak sobie wszyscy taksówkarze wspólnie ustalili i end.
Tutaj wieczorami kupowałam churros
W porę wyczytałam na tablicy, że samolot z Ciudad Mexico ladować będzie na Terminalu I Cargo. Free autobus rozwożący ludzi po różnych terminalach również już nie funkcjonował.
Kolorowy rynek zaczynał żyć wieczorem
Zagłębiłam się więc w ciemność i pieszo pośród drzew, przeszłam tam pieszo na skróty, które znałam z poprzednich pobytów w strefie lotniska.
Dzięki pobytowi Oliwii, mogę częściej być na zdjęciach
Ten spacer wyszedł mi na dobre, ponieważ zauważyłam wyłaniające się z ciemności małe busiki, które ustawiały się w pewnej odległości od terminalu, a ich kierowcy dyskretnie podprowadzali tam podróżnych z bagażami z hali przylotów. 
I z wzajemnością. Oliwia na Mercado 28
Gdy wieczorem dopytywałam na lotnisku, czy można czymkolwiek dostać się do miasta po północy, oprócz taxi, odpowiedziano, że nie. Nic innego nie jeździ. A jednak!
Mercado 28 warte jest pokazania każdemu
Podeszłam tam i dowiedziałam się, że to prywatny transport, który wypełnia lukę w transporcie publicznym i pracuje od ostatniego nocnego autobusu, do pierwszego porannego. Możemy nim dojechać do Cancun za 80 pesos od osoby. Jesteśmy uratowane!
Sprzedawca kapeluszy
80 pesos to dużo, ale jednak to nie 600 pesos, jakie żądali taksówkarze. Jak to dobrze, że ludzie potrafią rozkręcić swój biznes tam, gdzie jest on bardzo potrzebny, utrącając  bardzo wygórowane żądania innych biznesmenów, którym wydaje się, że wszyscy od pewnego momentu zdani są na ich łaskę.
Maski
Prywatni sami zarobią i innych wybawią z kłopotu.  Kierowca wysadzał w mieście każdego pasażera we wskazanym przez niego miejscu. Wysiadłyśmy na Lopez Portillo i tym sposobem bezstresowo dotarłyśmy nocą do domu.
W sklepie z pieczywem
Pierwszego dnia, w ramach aklimatyzacji, pokazałam Oliwii miasto. Następnego pojechałyśmy  R-1 na Playa Delfines, żeby moja córka złapała trochę słońca i nie odbijała białym światłem od innych ludzi w Cancun.
Oliwia na playa delfines
Po drodze oglądałyśmy kompleksową zabudowę hotelową, handlową i rozrywkową zbudowaną na wąskim, ponad 20 kilometrowym pasie ziemi Boulevard Kukulcan, zamykającym pętlą lagunę po drugiej stronie miasta.
Trochę niepewna? dziwne uczucie, gdy 2 dni temu było się w środku zimy.
Taki sposób wykorzystania wąskiego lądu wokół laguny Jukatanu wymyślono i zrealizowano za prezydentury Luisa Echeverii Alvareza w 1970 r. 
 
Ulubione miejsce do fotografowania. Czeka się na nie w kolejce.
Budowę zakończono w 1976r, ale do dnia dzisiejszego ciągle jeszcze coś tam się buduje, zagospodarowując wolne przestrzenie.
Czasami pozwalałyśmy sobie na odrobinę rozpusty
Alvarez uważał, że jest to idealne miejsce na stworzenie od zera luksusowego centrum wypoczynkowego, które przyciągnie na Jukatan dobrze sytuowanych turystów z całego świata. I nie pomylił się.
Ekologiczna Playa Delfines, to perełka Jukatanu
Centra handlowe na Bulwarze Kukulcan są trochę męczące, ale kto lubi chodzić po sklepach, to zobaczy tam mnóstwo wyrobów rzemieślniczych obrazujących meksykańską sztukę ludową.
Tylko trzeba z sobą zabrać jedzenie. Najlepiej w takiej torbie-lodówce.
Np. na Plaza la Fiesta, lub pospaceruje sobie w egzotycznej majańskiej scenerii po Plaza Flamingo. Poza tym, mnóstwo ciuchów i różnych niepotrzebnych rzeczy i wszystko takie samo, jak na całym świecie. 
Udało nam się nawet zrobić kilka wspólnych zdjęć samowyzwalaczem.
W czasach globalizacji, indywidualizm poszczególnych narodów zatarł się już zupełnie. Zarówno w modzie, jak i stylu życia.
To właśnie my !
Ja najbardziej lubiłam spacerować i przysiadywać z kubkiem kawy lub z lodami, na ławeczkach w La Isla, w scenerii europejskiej Wenecji. 
Połączone 2 parea stanowiły naszą przebieralnię
Obserwowanie gondoli w kanałach i przetaczających się rzeszy turystów z całego świata  po deptaku ciągnącym się brzegami kanałów, połączonych wymyślnie wygiętymi weneckimi mostkami, było interesującym zajęciem.
Oliwia na mostku weneckim na La Isla
Drugim moim ulubionym zajęciem była kąpiel w morzu, na naturalnej, ekologicznej Playa Delfines. Potrafiłam nie schodzić z plaży od rana do wieczora. W te właśnie miejsca zaprowadziłam Oliwię.
 
Przy fontannie na La Isla

Playa Delfines od pierwszej chwili przypadła Oliwii do gustu pod warunkiem, że będziemy miały z sobą jedzenie i picie. 
Tak, Playa Delfines bardzo się Oliwii podobała
Zaraz pierwszego dnia Oliwia spiekła się na raczka, a kąpiel w czystej, turkusowej wodzie laguny sprawiała jej prawdziwą przyjemność.

To Oliwia płynie
Jukatan stał się bardzo turystyczny ze względu na przepiękne, czyste wody i dostępne plaże. Kiedyś tak nie było.
Spacerek po mieście
Jukatan żył odrębnie od centrum kraju, które na to pozwalało, nie widząc żadnych korzyści w tym wąskim pasku słabo zaludnionej, otoczonej wodami ziemi. 
Niepotrzebne przepaski,ale chłopiec tak ładnie prosił i sam nam je wiązał
Dopiero za rządów prezydenta Porfirio Diaz, w 1876r Jukatan poddał się władzy centralnej. Od początku XXw rozwój półwyspu przyspieszył gwałtownie i trwa do dzisiaj. 
Czasami jadłyśmy coś takiego
Generalnie cały Jukatan jest remontowany, przechodzi renowację starych budowli oraz powstają nowoczesne, zróżnicowane architektoniczne budynki. 
Casami piłyśmy coś takiego....
Remontowane są nawierzchnie głównych i bocznych ulic oraz budowane są nowe jezdnie, przystosowane do ciągle zwiększającej się liczby samochodów osobowych, ciężarowych i autobusów. Kolei żelaznej Jukatan nie posiada. Za to autobusów jest mnóstwo. Miejskich i dalekobieżnych. Do tego dochodzą minibusy i taxi.
....przy meksykańskiej muzyce na żywo
Dawniej Jukatanem władali Majowie, dopóki nie przybyli Hiszpanie, aby krwawo rozprawić się z tubylczym ludem, zdobyć łupy i nowe terytoria dla korony hiszpańskiej i kościoła. 
Można też było poczytać coś na kulturalnym przystanku autobusowym
Bowiem zwierzchnią władzę praktycznie sprawował wówczas w Hiszpanii kościół i to on domagał się coraz większych danin oraz kontrolował sytuację w koloniach. Głównie w kwestii budowy kościołów i przymusowego nawracania zniewolonej tubylczej ludności na wiarę katolicką.
lub odpocząć sobie w hamaku
Oczywiście, również pałac królewski czerpał ze zdobyczy przywożonych z podbitych krajów pełnymi garściami. Z podziału łupów zostali wyłączeni sami grabieżcy, konkwistadorzy. Przyjęto widocznie, że zaocznie  sami zadbali już o swoje interesy, ale nie zawsze tak było.
można też zwiedzać wystawy i muzea
Hiszpanie traktowali Majów z pogardą właściwą silniejszym i lepiej uzbrojonym agresorom. Wywlekali ich z domów, zabierali ich ziemię, która żywiła ich rodziny (głównie uprawiano tam kukurydzę). 
Skorzystać z zaproszenia na tequilę
Dodatkowo tubylcy dziesiątkowani byli chorobami przywleczonymi przez Hiszpanów z Europy. W ciągu niemal 300 lat rządów sprawowanych przez kolonialistów, populacja prawowitych mieszkańców Jukatanu szybko malała.
 
Na Playa Tortuges

 Miasta i gospodarstwa rolne wyludniały się. Należy dodać, że Hiszpanie i ich najemnicy również byli atakowani przez nieznane im dotychczas choroby tropikalne i wymierali masowo.
Można zajrzeć na przystań
Hiszpanie niszczyli budowle i kulturę Majów, budując często na tych miejscach swoje miasta, warownie i kościoły. Wprowadzali swój język do szkół i urzędów, swoją kulturę (chyba sztukę? Bo kulturę bycia i osobistą, mieli raczej wątpliwą) i wiarę katolicką na zdobytym terenie. 
 
Obejrzeć okręt Kapitana Hooka
Czynili to tak skutecznie, że niemal cała Centro America (oprócz Belize), do dnia dzisiejszego mówi po hiszpańsku i wyznaje wiarę katolicką. Niemałe było Oliwii zdziwienie, gdy w uprzejmej rozmowie, pewien Meksykanin zapytał ją: a w jakim języku mówicie w Twoim kraju?
Zaprzyjaźnić się z kapitanem
Był przekonany, że wszystkie kraje mówią bądź po hiszpańsku, bądź po angielsku, lub też innym, w zależności od swojego agresora. To my chyba powinnyśmy po niemiecku? L ale na szczęście „Polacy nie gęsi i swój język mają”. 
Poczuć władzę
Bywaliśmy pod różnymi zaborami i pod okupacją, ale język swój uchroniliśmy. Do tego stopnia, że do 1989r mały procent Polaków znał jakikolwiek inny język europejski :)
Obserwowałyśmy Meksykanów przy pracy
Co się teraz, gdy świat wreszcie otworzył dla nas swe wrota, mści na ludziach starszego rocznika, kłopotami w swobodnym porozumiewaniu się z ludźmi w różnych częściach świata. 
I w czasie odpoczynku w pracy
Na szczęście młodzi Polacy władają już swobodnie różnymi językami, a starsi wspomagają się rozmówkami, manualnym środkiem wyrazu i też jakoś sobie radzą.

Amerykanie przypływają tu takimi statkami

Nie tłumaczyłyśmy jednak już tych zawiłości temu miłemu człowiekowi. Swoim, polskim, odpowiedziałyśmy uprzejmie.
Czasem znużone też odpoczywałyśmy na murku
Generalnie mieszkańcy państw latynoamerykańskich  mają świadomość istnienia Polski w Europie (wymawiają: Polonia) i głównie kojarzy im się ona z Lechem Wałęsą i Janem Pawłem II. Właśnie w takiej kolejności. W jednym przypadku mieszkaniec Meksyku skojarzył nasz kraj z Grzegorzem Lato, z trudem, ale dokładnie wymawiając jego imię.
Niektórzy zasypiali kołysani falami
Ale Oliwia natknęła się na jednego gościa, który zapytał: Polonia znajduje się w Stanach Zjednoczonych? Po przyłączeniu Alaski, staliśmy się tym samym następnym przyłączonym zimnym stanem USA,  bodaj 53? 
Włoska restauracja nad kanałem La Isla
Myślę, że słyszał o Polonii amerykańskiej i stąd to skojarzenie. W innych krajach mówią o nas Poland, Polska, a tutaj Polonia i to go zmyliło.
Oliwia zgłębia wiedzę, co tu można zobaczyć ciekawego
Wracając do historii. Jukatan zaczął rozwijać się na początku XXw. Obecnie głównym źródłem dochodu dla tego regionu jest wydobycie ropy naftowej i turystyka.
Zakazy w Ek Balam. Osiołkiem też nie możemy tam wjeżdżać
Pozostałe resztki majańskich miast, świątynnych piramid, cenot, w porę otoczono ochroną, widząc korzyści płynące z turystyki. Historyczne obiekty poddano renowacji i udostępniono do zwiedzania turystom, często za wygórowaną cenę biletu wstępu.
Za to w Coba możemy wypożyczyć rower i tak zwiedzać teren
Zniżki na ceny biletów przyznano jedynie obywatelom Meksyku i Rezydentom. Każdy obcokrajowiec, czy to student, czy emeryt, musi zapłacić pełną cenę za wstęp na teren lub do obiektu.
Opis piramidy w Tulum
Przewodnicy miejscy, oprowadzający chętnych po różnych atrakcjach turystycznych również liczą sobie niemało, a opowiadając o historii regionu, ostrożnie używają określenia „w okresie incydentu kolonialnego…” 

Meksykanki na Isla Cozumel
 Aby Broń Boże nie urazić turystów z kraju oprawców lub w ogóle z Europy. Incydent – dobre sobie! No cóż, w końcu żyją z turystyki, więc ostrożności nigdy za wiele.
Coba proponuje też umęczonym turystom, przewóz rikszą
Europa nie opowiada przecież na prawo i lewo, poprzez książki, reportaże czy filmy o tym, co zrobiła w swoim czasie innym ludom, wyprawiając się w zamorskie regiony, aby wzbogacić własne kraje w ziemie, plony, skradzione dobra plemienne oraz zapełnić swoje skarbce w złoto. 
Droga wokół stanowisk archeologicznych w Coba
Mówi się tylko o odkrywaniu nowych lądów, poznawaniu nowych kultur, innych społeczności, co wzbogacało naukę, pozwoliło uaktualnić mapy geograficzne. Bardzo pożyteczna praca, na miarę odkrycia Kopernika niemal. 
Tak straszą turystów w Ek Balam (za opłatą)
Nikt nie opisuje jednak w jaki sposób się to odbywało i jaki koszt ponosiła rdzenna ludność tych ziem. Jak zachowywali się przybysze zza wielkiej wody. O tym Europa woli milczeć. Czy Hiszpanie wstydzą się tego, trwającego 300 lat incydentu?
To nasz pierwszy, felerny samochód
Możemy sobie poczytać lub obejrzeć na filmach, w jaki sposób odkrywcy Ameryki zdobywali ziemie dzisiejszej United State of America, co robili z Indianami i jak umacniali swoją władzę na Kontynencie. 
Smutna pani w Valladolid
Czasem czytamy o żałosnych losach Aborygenów w Australii. Europa na publiczne przekazanie rzetelnej wiedzy o swoich najazdach na zamorskie kraje, się jeszcze nie zdobyła.
Pomniki kobiet z dziećmi ma tutaj każde miasto. Ten stoi w Valladolid.
Na szczęście pozostało jeszcze trochę historycznie interesujących miejsc w Central Ameryce, upamiętniających czasy przed kolonistami, jak również pokolonialne, które w tym rejonie świata uchodzą za perełki architektury tamtych czasów.
Czasami spotka się inne. Ten na żółwiu - stoi na Isla Cozumel
Taki styl trudno dzisiaj zobaczyć nawet w rodzinnych krajach kolonialistów, które od dawna preferują nowoczesną zabudowę miast.
Motyw z ptakami
Bardzo realistycznie pokazuje się tutaj również historię ziem i ludów w nowoczesnych muzeach regionalnych czy antropologicznych. Takie muzea często są instalowane w naturalnym środowisku przyrodniczym.
...i z małpką
Pozwala to realistycznie odczuwać klimat pokazywanych zdarzeń, obiektów i eksponatów. Często na wstępie obejrzymy film historyczny o tym, co za chwilę zobaczymy, który wprowadzi nas w atmosferę dawnych czasów.
Wejście do Xcaret
Gdy obejrzałyśmy już miasto Cancun i poleniuchowałyśmy na plażach w Zonie Hotelara przy Bulwarze Kukulcan, uznałyśmy, że czas zacząć zwiedzać ruiny pozostałe po miastach majańskich. 
Wesoły autobus dla turystów
Wypożyczyłyśmy samochód i ruszyłyśmy w drogę do Tulum. Po drodze zaczepiłyśmy o Xcaret, które obecnie stało się takim trochę rozrywkowym miejscem dla rodzin z dziećmi. 
Xcaret
Wszystko w Central America podporządkowane jest Family. Single mają tu ciężkie życie. Nie można nawet w sklepie kupić pół litra mleka. Wszystko w dużych opakowaniach z napisem Family! Dzieci mają tu bardzo dobrze, wszyscy dbają o ich dobre samopoczucie. Rodziny z dziećmi mają wiele ulg w opłatach.
Ruch turystów w Xcaret
Muszę tu krótko wyjaśnić, skąd wzięła się nazwa Kukulcan. Nie jest to bowiem połączenie słowa a kuku? z pierwszym członem nazwy miasta Can(cun), lecz majańska nazwa Pierzastego Węża, czczonego przez żyjący również w tym okresie lud Tolteków.

Zwiedzamy
Muszę tu krótko wyjaśnić, skąd wzięła się nazwa Kukulcan. Nie jest to bowiem połączenie słowa a kuku? z pierwszym członem nazwy miasta Can(cun), lecz majańska nazwa Pierzastego Węża, czczonego przez żyjący również w tym okresie lud Tolteków. 
W moim mniemaniu Xcaret, to raczej piknikowe miejsce
Majowie nie byli bowiem wówczas jedyną cywilizacją na Jukatanie. Żyli tam uprzednio Olmekowie, jako najstarsza cywilizacja na tym terenie, a potem Toltekowie. Olmekowie zajmowali się uprawą ziemi, stosowali irygację pól, ale w odróżnieniu od Majów nie znali pisma.
Widok na morze z Tulum
Ale tworzyli rzeźby i płaskorzeźby na płytach kamiennych, obrazujące ich życie. Robili też biżuterię z obsydianu i jadeitu. Głównym motywem ich sztuki był wizerunek jaguara, którego czcili najbardziej. 
 
Droga w Tulum piaszczysta, bo wszak ono nad morzem leży
Żyli bowiem w dżungli, więc często spotykali tego groźnego kota, którego uczynili swoim bogiem. Historia Olmeków jest bardzo ciekawa, chociaż szczątkowa. W każdym razie zniknęli oni nagle ok. 400r p.n.e. nie wiadomo z jakiego powodu.
Widok na teren miasta Majów, Tulum
Równocześnie z cywilizacją Majów, na terenie środkowego Meksyku  rozwijała się cywilizacja Tolteków. Toltekowie pod koniec Xw n.e. zaatakowali Majów, bo był to bardzo wojowniczy i krwawy lud. 
Kolejka po bilet wstępu do miasta
To właśnie Toltekom zawdzięcza się podobno wprowadzenie zwyczaju składania ofiar z ludzi. W podbitym mieście Majów, Chichen Itza można spotkać wiele elementów architektury Tolteków.
 
Ruiny Tulum
Siłą rzeczy Majowie, jako pokonani, musieli współpracować z Toltekami, jeżeli chcieli przeżyć. Jednak imperium Tolteków przestało istnieć dość szybko, a ich stolica Tula spłonęła w XIIw.  Ale o Chichen Itza, potem.
Tulum
Tulum (130 km od Cancun) znajduje się nad brzegiem Morza Karaibskiego, co jest o tyle zaskakujące, że Majowie zakładali swoje miasta raczej w głębi lądu. Ale Tulum zbudowano później, w szczytowym okresie rozwoju kultury Majów, który przypadł na 300-900r n.e. 
Mapa orientacyjna Tulum
W Tulum (wstęp do Zona Arqueologica płatny 59 pesos od osoby) zachowało się wyjątkowo dużo budowli i piramid, które zajmują ogromną połać ziemi. Trzeba się tam sporo nachodzić, aby zwiedzić to zadziwiające miasto Majów. Ale warto.
Przedsmak tego, co ujrzymy za chwilę
Wiadomo, że w tamtym okresie Majowie prowadzili handel wymienny z innymi ludami obszaru Mezoameryki. Towar (narzędzia, aromatyczne przyprawy, kamienie szlachetne) przewożono łodziami, drogą morską. To by tłumaczyło położenie miasta.
 Tulum
W okresie intensywnego rozwoju cywilizacji Majów, zdominowali oni półwysep Jukatan oraz obszary znajdujące się obecnie w granicach Gwatemali i Hondurasu.
Tulum
Architektura Majów wyróżniała się między innymi tym, że piramidy ich były bardzo strome, a na samym ich szczycie budowano domki z pochyłymi dachami, w których znajdowały się świątynie.
Miasto na piasku
Lubili dekorować swoje budowle płaskorzeźbami przedstawiającymi obrazy walk z innymi ludami, obrzędy i ceremonie religijne oraz scenki z życia codziennego.
Tulum (majański domek na szczycie)
Majowie bardzo dużą wagę przykładali do upływającego czasu, czego nie zauważono u innych ludów żyjących w tamtych czasach. Jako jedyni wówczas, stworzyli kalendarz, liczący 18 miesięcy po 20 dni + 5 dni luźnych, co dawało 365 dni w roku. Za zerową datę od której zaczęli liczyć czas, przyjęli rok 3113.
Tulum
Majowie znali układ ciał niebieskich, wiedzieli, że poddawane są one pewnym regularnym cyklom i swoje życie uzależniali od układu planet i gwiazd na niebie. W Chichen Itza do dzisiaj można oglądać zbudowane przez Majów Obserwatorium Planetarne.
Tulum
Ale o Chichen, potem J.  W każdym razie, aby przepowiadać zmianę pogody, różne katastrofy przyrodnicze i inne działania natury, Majowie  potrzebowali kalendarza.
Tulum
Posługując się swoim kalendarzem, po wielu skomplikowanych obliczeniach doszli do wniosku, ze Świat przestanie istnieć w 2011r n.e. kiedy to Wielki Cykl Długiej Rachuby dobiegnie końca.
Oliwia w Tulum
Na nasze szczęście pomylili się, lub naukowcy badający kalendarz i przepowiednie Majów błędnie odczytali zapisy Majów. A być może to tylko sprytni manipulatorzy XXw podrzucili takie spektakularne info, aby karmić nim ludzi przez następne lata, w oczekiwaniu na koniec tego świata.
Ja w Tulum
Z takiej informacji łatwo jest czerpać zyski od naiwnych i wystraszonych ludzi, np. za słono płatne przepowiednie, sprzedaż pism i książek na temat końca świata, propozycje zabezpieczania się na wypadek kataklizmu rozpadu kuli ziemskiej, kiedy to tylko nikły procent ludzi ma szansę przetrwania (?) (gdzie? Chyba na odłamkach ziemskich krążących w przestrzeni kosmicznej?)
Córka z matką w Tulum
Lub przeciwnie, propozycją, jak kosztownie, ale przyjemnie spędzić ostatnie lata na planecie Ziemia, pozbywając się swoich dóbr i oszczędności, które w 2011r już nikomu nie będą potrzebne J. Wprawdzie naiwnych nie sieją, ale zawsze znajdzie się ich na tyle dużo, aby pomysłodawcy katastroficznych teorii mogli zarobić okrągłe sumki.
Tulum
Teraz straty ponoszą sprzedawcy pamiątek, bowiem zupełnie „nie idą” naprodukowane w dużych ilościach kalendarze Majów, uznane przez turystów za nieaktualne. Nawet naiwnym nie są one już potrzebne.
Tulum
Wiara Majów była bardzo bogata w bóstwa, a każde z bóstw miało cztery wcielenia, odpowiadające czterem stronom świata.  Bardzo ważną rolę w panteonie bóstw majańskich odgrywał Yum Kaax, bóg kukurydzy.
Tulum
Majowie bowiem, pielęgnowali w sobie silną wiarę w to, że powstali z kukurydzy. Dopiero koloniści uświadomili im, że powstali od Boga i zmusili ich do przyjęcia wiary katolickiej.
Widok z miasta na plażę
Kukurydzę uprawiano wówczas masowo, ponieważ była ona podstawą wyżywienia Majów. Czczono też bardzo boga dreszczu, Chac, ponieważ deszcze przyczyniały się do lepszego urodzaju kukurydzy.
 
Zejście z miasta na plażę

Wiara Majów, jak każda wiara głoszona przez ludzi na Ziemi, nie obyła się bez ofiar. Obrzędy religijne pełne były okrucieństwa i ofiar składanych bogom z niewinnych ludzi.
Na plaży Tulum
Zarządzający wiarą nigdy nie krzywdzili siebie, ani nie składali ofiar spośród swojego grona. Uznali, że bogowie życzą sobie podania ludzi z niższej kasty, kobiet, dzieci lub niewolników. Albo wrogów :).
Widok na plażę
Morderstwa dokonywane na niewinnych ludziach miały stać się przepustką do długiego i sytego życia zamożnych Majów i kapłanów, którzy w ten sposób zaspakajali wyimaginowane  żądania bogów.
Za dużo atrakcji na raz. Nie wiadomo czy iść na górę,czy zostać na plaży
Już wówczas interesowano się sportem, który również był wyrokiem utraty życia dla niektórych zawodników, a rozrywką i rytuałem dla wybranych. Zasady gry w kauczukową piłkę, zwana pelotą, były bowiem tak ustalone, że zawodnicy przegranej drużyny składani byli w ofierze. Najczęściej ucinano im po prostu głowy i składano w ofierze bogom.
Wybieramy górę i fotografujemy
Gra w piłkę polegała na tym, że gracze mogli ją odbijać tylko łokciami, biodrami, kolanami, barkami, celując do kamiennych obręczy umieszczonych pionowo na murze. Jakaż to musiała być zacięta walka! W końcu chodziło o życie! Majowie pasjonowali się tymi meczami.
Żelazna obręcz do wrzucania piłki (Tulum)
Chociaż zwiedzanie majańskich siedzib było bardzo interesujące i sprawiało nam ogromną przyjemność, nasza podróż wynajętym samochodem stała się w pewnym momencie, przyjemnością wątpliwą.
Tulum
Nasz niebieski samochód posiadał manualną skrzynię biegów, która bez przerwy się zacinała, aż w końcu trzeba było wyłączać silnik i zapalać go od początku, żeby ujechać pewien odcinek drogi. Toczyłyśmy się wolno po szosie, obtrąbiane co rusz, przez mijające nas pojazdy.
Miło być razem na końcu Świata
Nie zdawałyśmy sobie jeszcze sprawy z powagi sytuacji, więc postanowiłyśmy kontynuować zwiedzanie. W końcu właściciel salonu twierdził, że to nowy samochód, więc być może biegi się wreszcie dotrą.
Zdziwiony Pan Toltek?
Wybranie w takiej sytuacji nieznanej drogi powrotnej (niby krótszej), aby zwiedzić Cobę,  nie było przemyślaną decyzją, ale człowiek w stresie myśli zupełnie innym rozumem.
Coba. Oliwia kupuje bilety.
Ruiny Coba (173 km od Cancun, 42 km od Tulum, wstęp płatny 59 pesos od osoby), zrobiły na nas większe wrażenie, niż się spodziewałyśmy. Szkoda, że nie mogłam w pełni cieszyć się pięknym widokiem piramid i ich otoczenia, przez ten samochód, oczywiście.
Ruiny budowli Majów znajdują się w lesie
Cały czas zamartwiałam się, czy zdołamy wrócić tym felernym samochodem do Cancun i czy właściciel wypożyczalni uzna swoją winę, że dał nam wadliwy samochód, czy też uzna, że to my go zepsułyśmy.
Coba, pyszny widok
W końcu to Meksyk, w którym wszystko jest możliwe. Wypożyczane samochody często nie są ubezpieczone, a należnością za naprawę chętnie obciąża się klienta, z pobranego wcześniej zabezpieczenia.
Coba
Kuśtykając tym zepsutym autem, zmuszone byłyśmy zrezygnować z dodatkowych atrakcji, znajdujących się po drodze i postanowiłyśmy wrócić prosto do domu. Zdecydowałyśmy się na krótszą drogę, prowadzącą bezpośrednio do Cancun, aby nie zawracać do Tulum.
Coba
Nie przewidziałam, że to prawie nieuczęszczana droga. Jechałyśmy i jechałyśmy, a wokół żywego ducha, tylko lasy dziko zarośnięte, czasami w dali prześwitywały między drzewami pojedyncze chaty wieśniaków.
Coba
Jedyna korzyść z tej drogi była taka, że nie musiałyśmy co chwila  zmieniać biegów, ani od początku zapalać silnika, jak to bywało przy każdym mijaniu lub przed światłami na skrzyżowaniach.
Coba
Obawa zaś była taka, że gdy samochód w końcu stanie na dobre, zginiemy na tej drodze i wszelki ślad po nas zaginie, ponieważ na przestrzeni ponad stu kilometrów nie jechało tą drogą po prostu nic żywego. Nie mijaliśmy żadnych wiosek ani miasteczek. Dziki las i las i my.
Najbardziej stroma piramida w Coba
O jakiejkolwiek pomocy drogowej mowy być nie mogło. Brak kontaktu telefonicznego i językowego. Oliwia miała zamiar prosto z trasy podjechać pod biuro wypożyczalni, ale ja z góry wiedziałam, że nie zdążymy przed nocą i biuro będzie już zamknięte.
Oliwia wchodzi. Ja zostaję na dole.Mam lęk przestrzeni.
Zostawiłyśmy samochód pod domem, z nadzieją, że sąsiedztwo dyżurujących strażaków w sąsiedniej Bombardierni uchroni go przed kradzieżą lub rozbiórką na części. Nasza dzielnica nie należała bowiem  do najbezpieczniejszych.
Weszłam do tej wysokości
Człowiek wynajmujący nam samochód usłyszawszy naszą odpowiedź na pytanie, gdzie mieszkamy, podniósł znacząco brew do góry i patrzył na nas chwilę w zamyśleniu. Ale wówczas pomyślałam, że próbuje on sobie w myśli usytuować tą naszą Calle 23, w bok od Lopez Portillo.
Z góry widać inne piramidy ukryte w lesie
Następnego dnia rano poszłyśmy pieszo do naszej wypożyczalni samochodów, ponieważ Oliwia nie chciała już ruszać tego grata i jechać nim żabimi skokami po ruchliwych ulicach miasta, w którym przepisy drogowe przestrzegane są wybiórczo i na prawie jest silniejszy.
Coba
Właściciel wypożyczalni zobaczył nas już z daleka i nie zdołał ukryć strachu i niedowierzania. Był bowiem przekonany, że ukradziono nam samochód i dlatego idziemy pieszo.
Oliwia schodziła dzielnie, bez pomocy sznura
Ja stwierdziłam krótko, że to nie w porządku, że dał nam niesprawny  samochód, a Oliwia wytłumaczyła w czym rzecz i zażądała innego samochodu, bo zapłaciłyśmy przecież za dwa dni wynajmu.
Zachłanne drzewa opanowują stare budowle
Właściciel odetchnął z ulgą, że nie stracił samochodu. Zadzwonił po swojego mechanika, zapakował jego i nas obie do innego pojazdu i pojechaliśmy na Portillo, aby zdać ten felerny samochód.
Niektórzy już nie mogli o własnych siłach chodzić po mieście
Mechanik zabrał zepsuty wóz, a my dostałyśmy zamienny, tym razem biały samochodzik, który chodził bez zarzutu. Stratę i tak miałyśmy, w czasie, ponieważ wszystko to jakiś czas trwało i z tego powodu z wielkim opóźnieniem wyruszyłyśmy w drogę.
Czas na łyk zimnej wody
Pojechałyśmy do Chichen Itza (178 km od Cancun). Odzyskałyśmy humory, chociaż ja nie byłam do końca pewna, czy nie będzie komplikacji przy rozliczaniu się. Postanowiłam jednak, że zacznę się tym martwić wieczorem, po powrocie do Cancun i skupiłam się na oglądaniu piramid.
Dotarłyśmy do Chichen Itza
Wstęp do Zona Arqueologica płatny, jak wszystko w Meksyku i absolutnie bez żadnych zniżek dla obcokrajowców. Cena taka sama, jak do ruin Coba, Tulum i innych.
Biały samochód sprawował się bez zarzutu
Bilety z takim samym logo, ponieważ cena za wstęp do wszystkich ruin Majów została ustalona odgórnie, w jednakowej wysokości. Czy to są słynne, duże ruiny, czy też małe ruinki, typu El Rey. Opracowano jednakowy wygląd biletów, zresztą bardzo estetyczny, za wstęp do wszystkich atrakcji turystycznych w rejonie Quintana Roo.
Reprezentacyjna piramida wygląda wspaniale!
Chichen Itza jest imponujące! Jednak nie są to budowle w czystej postaci odzwierciedlające kulturę Majów, ponieważ udział w budowie mieli też Toltekowie, o których współpracy z Majami już wspominałam.
Schody ma z czterech stron, a nie z jednej, jak inne piramidy
Kultura Tolteków odcisnęła swe piętno na majańskich budowlach Chichen Itza, głównie w postaci czczonego przez Tolteków Pierzastego  Węża Quetzalcoatla, zwanego przez Majów Kukulcanem, którego wizerunek występuje na przemian z wizerunkiem Chaca, boga deszczu, czczonego przez Majów.
Toltekowy Wąż Pierzasty
Najwyższą piramidą, najczęściej pokazywaną we folderach i najbardziej kojarzoną z Chichen Itza jest Świątynia Kukulcana i dopóki na własne oczy nie zobaczyłam Chichen Itza, myślałam, że tylko ta jedna piramida tam się znajduje.
Oliwia przy Pierzastym Wężu

Tymczasem zobaczyłam całe miasto Majowo-Toltekowe i zachwyciłam się też innymi budowla mina terenie Chichen Itza. Znajdują się tam bowiem również Świątynie Jaguara, Brodacza, Jelenia i Wojowników. Do tej ostatniej przylega Dziedziniec Tysiąca Kolumn.
Oliwia z Meksykanką przy Dziedzińcu Tysiąca Kolumn
Obok Świątyni Wojowników znajduje się boisko do peloty. Drugie boisko usytuowane jest między Świątynią Brodacza i Jaguara. Juego de Pelota w Chichen Itza, czyli boisko do gry w piłkę, jest odrestaurowane i uchodzi za   największe w całej Mezoameryce.
To Też Chichen Itza
Cenoty są dwie, na przeciwległych krańcach miasta. Jedna z nich, Cenota Xtoloc znajduje się między Obserwatorium, a Mercado. Druga, Sagrado, czyli Święta Studnia, położona jest w pewnym oddaleniu od centrum miasta, wiedzie do niej Droga Procesyjna. W niej właśnie mieszkał bóg deszczu, Chaca, czczony przez Majów.
Chichen Itza
Tak bardzo czczony, że składano mu w ofierze dzieci poniżej dwunastego roku życia. Świadczą o tym badania i  kości wydobyte ze Świętej Studni, która służyła Majom do celów rytualnych. Można tylko sobie wyobrazić, co czuły dzieci prowadzone Drogą Procesyjną na swój ostatni spacer.

Chichen Itza
Obserwatorium astronomiczne, jako jedyne jest okrągłą wieżą, pokrytą ogromną kopułą. Pozostałe budowle maja kształt prostokątny lub kwadratowy. Z wieży tej, Majowie obserwowali wszystko, co działo się na niebie, prowadząc swoje obliczenia, których wynikiem były opracowane tezy i przepowiednie.
Obserwatorium
Niezaprzeczalnie największe wrażenie na turystach z całego Świata, robi Piramida Kukulcana, czyli Pierzastego Węża, stojąca na głównym placu w mieście Chichen Itza. Na szczyt budowli wiodą strome schody znajdujące się z czterech stron piramidy.
Wieża Obserwatorium z bliska
Odzwierciedlają one pomiar czasu opracowany przez Majów. Każdy ciąg schodów liczy po 91 stopni plus dodatkowe stopnie na platformę znajdującą się na szczycie, co po dodaniu daje sumę 365.
Imponująca budowla
Po każdej stronie piramidy umieszczono 52 płyty przedstawiające 52-letni cykl kosmiczny, który po tym czasie się kończył i zaczynał się cykl następny.
Byłam tam, widziałam i opisuję
Przez Chichen Itza przetaczają się tłumy turystów. Ludzie w milczeniu, z nieukrywanym podziwem przyglądają się budowli i tylko słychać  pstrykanie  aparatów fotograficznych. Niektórzy, siedząc lub leżąc na trawie, długi czas wpatrują się w ten starożytny twór ludzkich rąk i myśli architektonicznej projektantów majańskich.
Handel pamiątkami pod Dziedzińcem Tysiąca Kolumn
Kto wie, to przybywa w to miejsce w dzień wiosny, 21 marca. Wówczas można zaobserwować dziwną grę promieni słonecznych na balustradzie, ponad schodami piramidy Kukulcan.
Chichen Itza
Wprawdzie to złudzenie, ale wszyscy wyraźnie widzą Pierzastego Węża pełznącego w świetlistej poświacie w dół piramidy i znikającego w ziemi.
Chichen Itza
Kto do Chichen Itza przybędzie pierwszego dnia jesieni, czyli 21 września, zobaczy taki sam spektakl światła i cieni, ale Pierzasty Wąż będzie tym razem piął się w górę piramidy.
Część ruin tkwi jeszcze w ziemi
W tamtych czasach tłumaczono to zjawisko, jako znak od boga Kukulcana, że czas zacząć zasiewy do ziemi, a jesienią, gdy wąż pełznie do góry – że czas rozpocząć zbiory z pól.
Chchen Itza
W taki oto sposób mix kultury Majów z kulturą Tolteków stworzył niepowtarzalna i jedyną w swoim rodzaju, piękną i zadziwiającą budowlę. Ludzie znikają, a stworzone przez nich dzieła trwają na Ziemi wieki.
W otoczeniu Tysiąca Kolumn
Jadąc do Chichen Itza, nie sposób pominąć bardzo interesującego stanowiska archeologicznego, Ek Balam.
Ek Balam
Znajduje się ono 10-12 km przed sennym misteczkiem Valladolid, po prawej stronie szosy wiodącej od Cancun. Chichen Itza leży po stronie przeciwnej, 53 km za Valladolid.
 
Detal w Ek Balam

Miasteczko Majów Ek Balam, jest nieduże. Jego budowle skupione są w kręgu wyznaczającym granice miasta. 
 
Ek Balam

Położone jest  w lesie, co dodaje mu uroku i pozwala turystom odpocząć w cieniu drzew od męczącego upału, nie tracąc z oczu widoku piramid.
Tak, tak, tutaj stoi nasz samochód!
Zaraz przy wejściu, na Plaza Sur, znajduje się piramida Palacio Oval, z charakterystycznym dla majańskiego stylu domkiem na szczycie.

Majański domek na szczycie

Po bokach stoją inne, mniejsze budowle, a niemal w samym środku miasta usytuowane zostało boisko Juego de Pelota. 

La Acropolis - Ek Balam
Po przeciwnej stronie Plaza Norte stoi największa piramida Ek Balam,  La Acropolis. To duża piramida, z przybudówkami na trzech poziomach i zadaszeniami tarasów, niespotykanymi w innych miejscach. 

Wspinaczka. Tylko w Chichen Itza nie wolno chodzić po piramidach.
Valladolid to typowe, kolonialne miasteczko z zielonym ryneczkiem z ławeczkami do wypoczynku i charakterystyczną dla tamtych czasów katedrą, stojącą w centralnym punkcie Placu. Jest tam również muzeum.
Katedra w Valladolid
Katedra nosi imię San Bernardino de Siena, czyli Świętego Bernarda z Sieny i jest naprawdę bardzo stara. Jak na tak małe miasteczko,Valladolid posiada sporo przybytków Bożych. 

Na ryneczku w Valladolid

Znajdują się tam również kościoły: La Candelaria, de San Gervasio i San Juan de Dios.Jeżeli ktoś nie porusza się samochodem, lecz środkami transportu publicznego, Valladolid jest dobrym miejscem na niedrogą bazę noclegową.
Nowoczesna dzwonnica w Valladolid
Można stąd jeździć na pobliskie stanowiska archeologiczne, zgromadzone w niewielkiej odległości wokół miasta. Są to najbardziej atrakcyjne miejsca: Chichen Itza, Cenote Ik Kil, Ek Balam i Coba.
 
Senne miasteczko Valladolid

Można się też zapędzić nieco dalej, na wybrzeże, do Ria Lagartos, gdzie znajduje się piękny rezerwat różowych flamingów. Gromadzą się one w lagunach w ogromnych ilościach, tworząc niesamowity widok, zarówno jak stoją w gromadach, krocząc po wodzie, jak również, gdy fruwają w powietrzu, rozkładając skrzydła i wyciągając swoje smukłe, długie szyje.
Mieszkaniec Valladolid
Do Cancun wróciłyśmy szczęśliwie. Samochód sprawował się bez zarzutu i rozliczenie z panem przebiegło spokojnie, bez komplikacji. Wszystko dobre, co się dobrze kończy. 
 
Schodzimy na ląd. Isla Cozumel


Opracowałyśmy plan na najbliższą przyszłość i wyszło nam, że niebawem trzeba się zbierać w dalszą drogę i pożegnać Cancun. Jeszcze tylko Playa del Carmen i wyspa Cozumel i w drogę.
Wyspa Cozumel
Playa del Carmen to zatłoczone miasteczko turystyczne, które kiedyś było spokojną wioską rybacką. Już raz byłam tam sama, ale teraz pojechałyśmy tam minibusem, ponieważ z Playa del Carmen pływają promy na wyspę Cozumel.
meksykańska kolacja
Jak już wspominałam na blogu, minibusy z Cancun do Playa del Carmen odjeżdżają z częstotliwością metra, dowożąc turystów chcących dostać się na Cozumel w celu nurkowania. 
 
Muzeum na wyspie

Woda przy wyspie słynie z czystości i osiąga przejrzystość do 70m w głąb morza. Cozumel posiada też swoje muzeum, Museo de la Isla de Cozumel. Poza tym, same hotele i bary :).
Na Isla Cozumel są zwolennikami picia mleka
Wyspa Cozumel była w przeszłości miejscem kultu Majów, którzy nazywali ją Wyspą Jaskółek i przypływali tu, aby czcić boginię Ixchel. 

Na Isla Cozumel
Bilet na łódź motorową jest drogi,163 pesos od osoby + bilet na minibus z Cancun do Playa del Carmen, bo tylko stamtąd pływają pasażerskie łodzie na wyspę.
 
Wracamy

Potem, gdy w Cozumel znajdował się port dla statków handlowych, wyspa nękana była nieustannie przez piratów.
Twórczość muralisty
Obecnie nękana jest przez rzesze turystów przypływających tu ponurkować, którzy zazwyczaj tego samego dnia wracają do swoich wypasionych hoteli (w Zona Hotelara w Cancun :) .
Człowiek z pelikanem
Komu w drogę, temu czas. Zapakowałyśmy co się dało w torby, plecaki i walizki, co się nie dało, wysłałyśmy do Warszawy paczką, a co zbędne, po prostu wyrzuciłyśmy. 
 
Oliwia na Isla Cozumel

Pakowanie się po długim pobycie w jednym miejscu jest naprawdę sztuką nie lada jaką. Nie wiadomo kiedy i w jaki sposób rzeczy się rozmnażają, zupełnie bez naszej wiedzy i woli. Bagaże, to moja zmora w podróżowaniu!
W sklepie z cygarami
W głowę zachodzę, jak Remik, mój przyjaciel z Australii, poznany w Singapurze, podróżował przez rok po świecie z jednym tylko i to niezbyt dużym plecakiem! Czapka z głowy przed Remikiem :)!
Oliwia z bagażami na dworcu autobusowym
Postanowiłyśmy z Oliwią kierować się na Ciudad Mexico, zatrzymując się po drodze w różnych ciekawych turystycznie miejscach.

Czekam na załadunek bagaży do autobusu
Oczywiście tam, gdzie  będą korzystne połączenia autobusowe, lub w ogóle jakiekolwiek połączenia. Wyszła nam z tego taka trasa: Merida – Campeche – Palenque – Villa Hermosa – Cordoba – Puebla – Mexico City.
Do Meridy jedziemy autobusem Oriente
Czas miałyśmy ograniczony, ponieważ z lotniska Mexico Internacional, Oliwia miała samolot do Polski  16 lutego, w dniu urodzin mojego ukochanego i jedynego wnuka Krzysia.
Meksykański współpasażer autobusu
Wzięłyśmy pod uwagę, że Ciudad Mexico to niebezpieczny moloch i trzeba więcej dni zostawić na to miasto, żeby bez pośpiechu i stresu zwiedzić tam, co nas szczególnie interesuje i bezpiecznie wydostać się z Meksyku.
w podróży
W dniu 16 lutego 2014r pożegnamy się na lotnisku i każda z nas poleci w swoją stronę. Oliwia do Warszawy, ja do San Jose w Costa Rica, aby dalej kontynuować swoją podróż.
Przed nami szeroka droga
Póki co, 30 stycznia 2014r pożegnałyśmy piękny Jukatan, Quintana Roo i gościnne miasto Cancun, sprawnie zdaliśmy mieszkanie Pedrowi i ruszyłyśmy w drogę autobusem Oriente, do Meridy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz