Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

sobota, 18 stycznia 2014

Codzienność w Cancun




Mam przerwę w zwiedzaniu kolejnych nowych miejsc oraz w pisaniu bloga, ponieważ czekam. Czekanie ma w sobie zawsze coś związanego z utratą czegoś, co by się w tym czasie mogło zdarzyć, gdyby się nie czekało, tylko kontynuowało. 

Czekamy w różny sposób i w różnych miejscach
Czekanie często niesie też z sobą wyidealizowane wyobrażenie o tym, co się zdarzy, gdy już przestanie się czekać i wspólnie z wyczekaną Amigą oglądać się będzie nowe miejsca, przeżywając zadziwienia, zaskoczenia i radość. Miejmy nadzieję, że zbliżone do wcześniejszych wyobrażeń. 

skaczemy po falach
Tak więc czekam cierpliwie na swoją Amigę i korzystając z pięknej pogody, jeżdżę codziennie na Playa Delfines, aby tam wylegiwać się na ekologicznie czystej plaży, wpatrywać się w turkusową morską wodę i błękitno-białe niebo, na którym również ciągle coś się dzieje. Oprócz przemieszczania się białych obłoków, latają tam ptaki, samoloty i ludzie.

opalamy się
Niektórzy turyści głodni przygód, unoszą się wysoko nad plażą i nad morzem na kolorowych spadochronach, ale jeden z nich poleciał tak wysoko, że minął już strefę lotów ptaków i zbliżył się niebezpiecznie do strefy lotów samolotów. Jeszcze trochę, a zniknąłby nam z oczu w białych obłokach! Samoloty co rusz nad plażą latają, bo nieopodal znajduje się lotnisko, z którego startują. 

zapadamy w błogi sen
Obserwowanie takiego lotniarza było bardzo ciekawym zajęciem, nie tylko dla mnie. Nie wiedzieliśmy w końcu, czy lotniarz ma taką odwagę i fantazję, czy też dzieje się to bez jego woli i nie może zapanować nad sytuacją. Na szczęście wylądował bezpiecznie na morzu, skąd zabrała go motorówka.

uczymy się języka
Piękna pogoda też nie jest tutaj w Cancun taka oczywista, jakby się zdawało, dlatego gdy tylko jest, z samego rana wyruszam na plażę. Są bowiem dni, gdy deszcz pada bez przerwy, dzień i noc, nieraz trwa to i trzy dni pod rząd. Wtedy jest kiepsko. Zapełnia się lotnisko i terminal autobusowy ludźmi uciekającymi z Cancun. 

spacerujemy
Gdy w taką pogodę weszłam do Terminalu, aby napić się dobrej kawy, to do „Cafe Sorina” nie mogłam się przecisnąć, tyle turystów z plecakami, walizkami i torbami, koczowało na posadzce w oczekiwaniu na swój autobus. Autobusy Ado kursują po całym Jukatanie, ale jeżdżą również do Ciudad Mexico. Kurs do stolicy Meksyku trwa 25 godzin! Chyba dla mocno zdeterminowanych?

pozujemy do zdjęć
Tutejsze gazety donoszą, że przez złą pogodę miasto straciło dużo turystów (czyt. pieniędzy),chociaż do tej pory często podawano w prasie, że obłożenie hoteli w Cancun dochodzi do 98% ! a hoteli jest tu bardzo dużo. Cała, ponad 20-kilometrowa Aleja Kukulcan, nie na próżno zwana jest  Zoną Hotelara. 

nawiązujemy kontakty
Ogromne hotele ciągną się tam bowiem po obu stronach alei, przez całą drogę, a przecież w samym mieście hoteli również co niemiara, na każdej ulicy kilka, nie licząc małych rodzinnych hacjend, czy mieszkań na wynajem dla turystów, takich, w jakim ja mieszkam. 98 % obłożenia hoteli-gigantów branych pod uwagę w statystyce, to naprawdę liczba imponująca.

podziwiamy piękno i rozmyślamy
Mieszkam sobie spokojnie w tym mieście i każda pogoda dla mnie dobra, bo nie denerwuję się, że przyjechałam tak daleko na dwa lub trzy tygodnie urlopu i tracę ten cenny czas, jak niektórzy turyści, ale i mnie w końcu nerwy poniosły, gdy ostatnio tak padało, że przez ulicę przejść nie było można, w domu czuło się wilgoć, ręczniki nie chciały schnąć, w plecaku wszystko wilgotne, saszetki trzeba wietrzyć, dokumenty suszyć, samo utrapienie. 

mamy z dziećmi lubią tą plażę
Moje ażurowe kaloszki, w których przemierzałam uliczne rozlewiska, budziły zainteresowanie turystów, którzy w różnych językach pytali mnie, gdzie takie kaloszki można nabyć. W Polsce moi kochani, w Polsce, odpowiadałam ze śmiechem, ale zaraz dodawałam, żeby szukali w sklepach ogrodniczych, bo takie obuwie wymyślono do prac ogrodniczych, to może w każdym kraju takie są? 

babcia też się przydaje, gdy mama chce popływać
U nas taki sklep nazywa się „Castorama”, być może i tutaj mają taki sklep. Firmy na całym świecie takie same, samochody takie same, ubrania takie same, sprzęt elektroniczny taki sam, przeboje radiowe takie same i gdyby nie przyroda, klimat, język i ludzie, to człowiek nawet by nie czuł, że zmienił kontynent. 

tłoku nie ma, jest pięknie
Nawet gdy cały dzień pada deszcz, nie siedzę w domu tylko idę zwiedzać nieodkryte jeszcze miejsca w Cancun. Takim miejscem było Mercado 28. Szłam do Carreo, czyli na pocztę mieszczącą się przy Av.Sunyaxechen, aby dowiedzieć się ile kosztuje wysłanie paczki do Polski, bo chcę odciążyć swój bagaż na dalszą podróż i co okazało się zbędne, odesłać do domu.

już sama nazwa buzon, wzbudza respekt
Mercado 28 stoi na środku, otoczone wokół ulicą Xel-Ha, a od niej rozchodzą się gwiaździście inne ulice. Z tych większych, to Avenue Sunyaxechen odbijająca od Av. Yaxchilan i Tankah oraz kilka mniejszych. Merkado 28, to zadziwiające i piękne miejsce. 

Mercado 28
Jakby miasteczko w mieście, na dodatek pięknie utrzymane. To cykl zabudowy w dawnym stylu, wąskie uliczki, w których sprzedawcy na świeżym powietrzu oferują swoje towary, kawiarenki, wielopoziomowe tarasy, balkony, przejścia, mini wiadukty, a na każdym poziomie sklepy, mnóstwo zieleni i kwiatów wokół. Miejsce z klimatem, które koniecznie należy odwiedzić, będąc w Cancun.

Mercado 28
Te nadzwyczaj ulewne deszcze doprowadzały już jednak każdego do rozpaczy. Zrobiło się zimno. Wentylatory stanęły (nieplanowana oszczędność prądu). Hitem w sprzedaży okazały się kocyki welurowe, bo w pokojach hotelowych ludzie marzli. 

Mercado 28
Kupcy bardzo szybko zareagowali na niespodziewaną zmianę pogody i kocyki, swetry, polary pojawiły się z dnia na dzień na wszystkich straganach w mieście. Takie skoki temperatury doprowadziły do zwiększonej ilości zachorowań, o czym prasa również na bieżąco donosiła. 

Dziewczynka na placu zabaw na Mercado 28
Wszyscy wokół kichali, w autobusach, na ulicach, w sklepach. Byłam pewna, że nie uchronię się przed zarażeniem. Gdy pewnego ranka obudziłam się z bólem gardła, nie czekałam na dalszy rozwój wypadków, tylko od razu zaaplikowałam sobie aspirynę, rano i wieczorem, co zahamowało rozwój choroby. Więc gdy wróciła piękna pogoda, naprawdę jest się z czego cieszyć. Oby trwała. 

Meksykanka na Mercado 28
Plaża Delfinów jest dla mnie bardzo odpowiednia do wypoczynku i nauki języka hiszpańskiego, którego właśnie na plaży się uczę. Bardzo czysta, nieprzepełniona, spokojna, bez hałaśliwej muzyki. Nie ma tam straganów z jedzeniem, ciuchami, ani wątpliwej jakości pamiątkami, ani nawet handlu obnośnego. Nie ma nagabywania na Spa, masaże, tatuaże i plecione warkoczyki. Jest tylko biały piasek, turkusowa woda i błękitne niebo. I wieże z ratownikami dla bezpieczeństwa plażowiczów.

taras widokowy od strony plaży
Sanitariaty wystarczająco liczne, utrzymane są w idealnej czystości, a zapłatę za korzystanie z toalety, mydła, papieru toaletowego, wody w kranach i prysznicach, pobiera się co łaska. Pani z serwisu sprzątającego udzieliła mi takiej informacji i pokazała miseczkę na stoliku przy wyjściu, do której kto chce, to wrzuci, ile uważa. Jeżeli nie chce lub nie może, to nie wrzuci i też jest dobrze. Ja zawsze coś tam wrzucę, chociaż bez przesady, ale pracę ludzi trzeba docenić. Niektórzy wrzucają jednodolarówki, czyli walutę obcą.

za każdym razem zdjęcie na tarasie widokowym, obowiązkowe
A dla porównania, w takim Terminalu ADO, jak się człowiek zapędzi na piętro do toalety, to żeby nie wiem w jak pilnej był potrzebie, to go żelazna bramka na miejscu osadzi i dopóki nie wrzuci do automatu 5 pesos, to go dalej o krok nie puści. A jeżeli nie ma akurat 5 pesos? Tylko papierowe pieniądze? No to ma problem. Musi zejść na dół do kasy lub cafe i rozmienić, ale może nie zdążyć :)

na plaży czas toczy się leniwie
Na Playa Delfines  są również ławeczki i parasole z palmowych liści, darmowe, do użytku publicznego. Kto wcześniej przyjdzie na plażę, ten zaklepuje sobie cień pod parasolem, albo pod murkiem. Następni plażowicze muszą już na otwartej przestrzeni, w piekącym słońcu siedzieć lub w wodzie. Wczoraj miałam ławkę ocienioną gałęziami drzewa. Tego dnia przybyłam na plażę trochę później, bo po drodze do fryzjera wstąpiłam. Domingo, a Peluqueria abierto? zdziwiłam się głośno, ale natychmiast wykorzystałam okazję, bo już od kilku dni wybieram się ściąć włosy i wybrać się nie mogłam. 

czasami uda zdobyć się parasol
Znalazłam jeszcze cień, rzucony na piasek przez wieżę ratowników i tam się rozlokowałam. Leżę sobie spokojnie na ręczniku, pod głową mam plecak, w głowie słówka hiszpańskie, fale łagodnie szumią w moich uszach, nieskazitelny błękit nieba działa kojąco na mózg i pozwala skupić się nad nauką. Aż tu raptem rejwach straszny, pan pyta, czy mogą skorzystać z mojego cienia, bo nigdzie już go nie ma. 

skoro sam się oddalił, to musi być Fabio
Pan, pani i czworo dzieci! Najstarszy może 4-5 lat, następny, 3-latek i najmłodsze bliźniaki, ledwo co nauczyły się chodzić i na chwiejnych nóżkach pokonywały zwały piachu. Sami chłopcy. Cień nie jest moją własnością, więc odmówić nie mogłam. Si, si, mówię, no problem i uśmiecham się przyjaźnie do dzieciątek. Dzieciątka okazały się grzecznymi chicos i jak mama nie kazała seniory piaskiem sypać, to nie sypały, i jak zabroniła stawiania babek z piasku na seniory ręczniku, to nie stawiali. 

widok za nami
Tata ze starszymi pobiegł do wody, a mama z bliźniakami przez cały czas dyskutowała, co im wolno, a czego nie wolno i bez przerwy któregoś z nich gubiła z oczu, odwracała się wołając Fabio, Fabio, a z kolei Mark gdzieś znikał za wózkiem lub plecakami turystów zostawionymi bez opieki pod palmowym parasolem obok. Mark, nie wolno, to nie nasza mochila, Mark, zostaw pana zapatos, Fabio? Fabio?

bliźniaki poszły do taty
Gdzie jest Fabio? W końcu wzięła jednego i drugiego za rękę i poszli popatrzeć na tatę i braci. Niebawem pani zarządziła powrót do domu, uznając widocznie, że dosyć już tego uganiania się za bliźniakami, podczas gdy tatuś z najstarszymi synkami radośnie zażywa kąpieli. Cień znów był mój. 

Regulamin Playa Delfines
Turyści co rusz pytali ratowników, gdzie tutaj można kupić wodę mineralną, bo żadnego sklepu w pobliżu nie mogą znaleźć. Ja, jako już wcześniej doświadczona, zabieram z domu codziennie kanapkę, po drodze kupuję butelkę wody mineralnej i dużą kawę na wynos w Oxxy, tuż przy przystanku autobusowym i dopiero wtedy wsiadam do R-1, żeby przyjechać na Playa Delfines. 

Można też na stojąco podziwiać morze
Ale na początku też byłam zaskoczona taką sytuacją i pierwszy dzień bez jedzenia i picia spędziłam na plaży. Dlatego informuję przyszłych bywalców Playa Delfines, żeby o tym pomyśleli przed wyruszeniem na cały dzień, na tą piękną plażę. Przy pozostałych plażach Bulwaru Kukulcan działają sklepy Oxxy, Extra i inne, ale odległości między plażami są od 2 do 4 km, a pomiędzy - to same hotele. 

można na siedząco wpatrywać się w wodę (lub w komórę)
Mój Przyjaciel zwrócił mi uwagę, że za mało o ludziach piszę. O ludziach mam pisać? A cóż ja mogę o ludziach napisać? Beczkę soli zjesz i ludzi nie poznasz, mawiano kiedyś. Jestem tutaj dwa miesiące, więc moja opinia może być błędna. Oględnie mówiąc, nie są tak otwarci na przybyszów, jak Azjaci. 

można się zadumać w samotności
I chociaż do każdego obcokrajowca zwracają się Amigo, co znaczy Przyjacielu, to tylko do pewnego  momentu go za takiego uważają. Jeżeli nie kupisz u niego czegoś, nie wejdziesz do jego restauracji lub nie wykupisz wycieczki turystycznej w jego ulicznej agencji, to przyjacielskie nastawienie się kończy, jak nożem uciął.Niknie całkowicie zainteresowanie twoją osobą. 

pomieszczenie z prysznicami
Twój meksykański Amigo odwróci się do ciebie tyłem, nawet gdy jeszcze coś do niego kończysz mówić i już rozkłada ramiona w przyjacielskim geście do następnego turysty z okrzykiem bienvenido Amigo! z nadzieją na pozyskanie klienta. 

Ptaki na plaży
Ich zachowanie i kultura bycia w życiu codziennym, pozostawiają sporo do życzenia. Ale nie mnie oceniać. Co kraj, to obyczaj. Jestem tu gościem i przyjmuję gospodarzy takimi, jacy są. Nie będę opisywała sytuacji i zdarzeń, które nie świadczą dobrze o mieszkańcach odwiedzanych krajów. 

dla ochłody trzeba się pomoczyć trochę w wodzie
Ktoś mądry powiedział kiedyś – jak masz o kimś pisać źle, to nie pisz wcale. Mogę jedynie zdradzić, że nie jest to miejsce na Ziemi, gdzie chciałoby się zostać na zawsze. Myślę, że w czasie tej podróży trafię w końcu w takie miejsce, o czym niewątpliwie na blogu doniosę. 

Meksykańska dziewczynka, Isydora
Ludzie jacy są, każdy widzi i doświadcza po swojemu. Inaczej turyści w wpasionych hotelach, inaczej backpackersi w hostelach, inaczej mieszkający w prywatnych domach. Inaczej widzą społeczeństwo turyści korzystający z publicznej komunikacji miejskiej, inaczej przemieszczający się autokarami hotelowymi i turystycznymi, czy  wypożyczonymi samochodami osobowymi lub prywatnymi jachtami.

chłopak fotografuje swoją dziewczynę
Nieustannie natomiast zachwycam się tutaj przyrodą, wspaniałymi plażami, przepięknym morzem, starożytnymi ruinami pozostałymi po dawnych cywilizacjach oraz architekturą pokolonialną, nieraz i nowoczesną. Potrafię godzinami chodzić po ogrodach botanicznych, pełna podziwu dla różnorodności i piękna wielu gatunków drzew, krzewów i kwiatów. Lubię zwiedzać ogrody zoologiczne, gdzie niemal w naturalnych warunkach podglądać można dzikie zwierzęta z różnych stron świata. W lesie, wodzie i powietrzu.

młodzież na plaży
Do takiego zoo pewnego dnia wybrałam się w Cancun. Upał był niemiłosierny, a nastąpił po czterech dniach i nocach nieprzerwanego deszczu. Przejechałam autobusem pewien odcinek trasy wskazywanej w ulotce reklamującej zoo, a dalej trzeba było iść pieszo. Autobus wysadził mnie na skrzyżowaniu szosy z drogą, na której drogowskaz pokazywał, że prowadzi ona do zoo. Szłam tą drogą, ale od początku wiedziałam, że idę na próżno, że nie dojdę do celu.

meksykańska kuchnia
Tak zalanego terenu jeszcze nie widziałam. Sandały niosłam w ręku, podwinęłam wysoko nogawki spodni i po kolana brnęłam w mętnej, białej wodzie, jak bym w rozcieńczonym wapnie brodziła. Nie było żadnej możliwości, aby z plecaka wyjąć aparat fotograficzny, żeby tą absurdalną sytuację  utrwalić. W jedną i drugą stronę przejechało kilka terenowych, samochodów, ale i one jechały zygzakiem i bardzo wolno, nie wiedząc, co jest pod wodą, jakie doły i rozpadliny pod sobą kryje.

Teatr w Cancun
Nie było żadnych poboczy, żadnego punktu zaczepienia, aby ocenić sytuację. W dali widziałam spore zabudowania, więc postanowiłam do nich dojść i dowiedzieć się, o co tu chodzi, tam wyjąć aparat i w powrotnej drodze zrobić zdjęcia tej drogi i całego tego księżycowego terenu. Bo to absurd jakiś był.

uliczny handel
Zabudowania w dali, okazały się luksusowym hotelem otoczonym tymi gigantycznymi rozlewiskami. Taki hotel, w takim miejscu? Wierzyć się nie chciało. Zrezygnowałam z szukania ZOO. Zawróciłam. Nie uszłam nawet 300 metrów, gdy na drodze pojawił się terenowy samochód, jak amfibia pokonujący wolno rozlewisko. Zatrzymał się i kierowca zaproponował, że mnie podwiezie. 

Cancun
O zdjęciach nie było już mowy. Żar lał się z nieba, pot lał się ze mnie, moje nogi wyszły z błota, weszły do samochodu i zabrudziły wycieraczkę pod siedzeniem. Wyglądały, jak by były w białych podkolanówkach. Rozmawialiśmy trochę po angielsku. Mario był Włochem. Mieszkał w tym hotelu, a teraz jechał na lotnisko po kogoś, kto do niego miał dojechać. Po dziewczynę? Wymądrzyłam się.

na targu
Mario był bardzo przystojnym młodym człowiekiem, to tak mi się skojarzyło. Okazało się, że dziewczyna już była, została w hotelu, a teraz przybywała familia. Podzieliłam się swoim zaskoczeniem, że taki luksusowy hotel prawie utonął w błocie. Mario powiedział, że dlatego dali mu w używanie ten samochód, za darmo, żeby nie przeniósł się do innego hotelu. Dzień, dwa i wszystko wróci do normy. Optymista! Już widzę miny członków rodziny, którzy niebawem to zobaczą.

Cancun
Przy szosie chciałam wysiąść i łapać jakiś autobus, ale Mario powiedział, że zawiezie mnie do Cancun i wysiądę przy skrzyżowaniu. On pojedzie na lotnisko, a ja będę miała już miejskie autobusy. Naprawdę udało mi się wreszcie w Central Ameryce spotkać bardzo sympatycznego i uczynnego człowieka. Włocha. Zapomniałam go zapytać, czy tam, za tym jego hotelem, jest jakieś zoo?

Mercado 28
Po nieudanej wycieczce do rozreklamowanego ogrodu zoologicznego, straciłam na jakiś czas zainteresowanie tym obiektem w Cancun. Nie znaczy to, że nie odwiedzę go, gdy tylko nadarzy się okazja. Sama jednak nie będę go już szukała.

ognisty taniec hiszpański przy muzyce z odtwarzacza
Tak więc, gdy pogoda wróciła, znowu codziennie jeżdżę na plażę. Czasami na Playa Tortugas, czasami na La Isla-Mall, ale głównie na Playa Delphines. Na tarasie widokowym można nieraz zobaczyć nagrywane sceny do filmu lub sesje zdjęciowe modelek. Ja trafiłam na ognisty hiszpański taniec w wykonaniu pulchnej pani z towarzyszącymi jej tancerzami. Pulchność w Central Ameryce, to chyba ostatni krzyk mody, bo widać ją wszędzie. Sesje zdjęciowe turystów odbywają się tam codziennie.

akcent końcowy
Po powrocie, gdy nie jest jeszcze zbyt późno, przejdę się Avenue Tulum i Lopez Portillo, gdzie zawsze dzieje się coś ciekawego pod wieczór. Wczoraj na przykład, autobusy jeździły okrężną trasą i już było wiadomo, że w mieście jakieś wydarzenie. A wszelkie zgromadzenia, happeningi i inne zbiorowiska ludzkie, zawsze mają miejsce w połowie Av. Tulum, na Placu przed Pałacem Prezydenckim, a może Municipal?, gdzie stała ta ogromna choinka pokazywana przeze mnie na zdjęciach.

najpierw kolacja
Otóż święto wielkie w Cancun, ponieważ ich drużyna piłkarska, Pionieros de Cancun FC, zakwalifikowała się na Mundial Canada 2014! Władze miasta zorganizowały publiczne ogłoszenie tej nowiny mieszkańcom i kibicom piłkarskim, szczególnie kibicom tej właśnie drużyny oraz spotkanie z niektórymi zawodnikami z Cancun.

Spotkanie przy Avenue Tulum
Niektórzy kibice zorganizowani i grupy przyjaciół, przynieśli z sobą własnoręcznie wypisane na kartonach hasła i skandowali nazwiska swoich idoli piłkarskich zapewniając, ze wierzą w ich zdolności i możliwości oraz czekają na dobre wyniki rozgrywek. Romero! Romero!, skandowali radośnie. Chłopcy z Cancun pokażą, co potrafią!

kibice i kibicki
Policja czuwała nad bezpieczeństwem mieszkańców i zgromadzonymi entuzjastami piłki nożnej, ale na Lopez Portillo musiałam dojść pieszo, bo żadne autobusy przez Av. Tulum, na tym odcinku nie kursowały. Na ulicy, u zbiegu Tulum i Portillo, sprzedawano gorące churros, więc sobie nie odmówiłam tej przyjemności i zjadłam sztuk sześć. 

bez muzyki nic się tutaj nie dzieje
Churros smażone są na głębokim oleju, w naszej obecności i sprzedawane po 3, 6 i 9 sztuk, aby zaraz można je zjeść na ulicy. Zimne nie są bowiem już takie pyszne. Wiem, że to kaloryczny przysmak, ale trudno się powstrzymać, gdy na ulicy rozchodzi się słodki zapach smażonych churrios.

złoty puchar już czeka w Cancun
Niestety, na ulicy kłębiły się również obłoki kurzu, wznoszone przez pracujące ciężkie maszyny drogowe. Prace remontowe ulicy Lopez Portillo osiągnęły swój punkt kulminacyjny. Dźwigi, wały, ugniatacze i równiarki pracując równocześnie, czyniły ogromny hałas, który próbowali przebić uliczni sprzedawcy płyt, nastawiając głośniki z muzyką na pełny regulator. 

fani piłki nożnej
Nie ustępowali im również reklamodawcy telefonii komórkowej, posiadający silniejsze nagłośnienie, a dla przyciągnięcia klientów, kazali dodatkowo tańczyć swoim pracownikom na placyku przed centrum handlowym.

fani i fanki w różnym wieku
Z tego wszystkiego największą korzyść osiągali czyściciele butów, którzy ściągnęli na plac i narożniki krzyżujących się ulic Tulum i Portillo, z innych rejonów miasta, przeczuwając, ze będzie tu mnóstwo roboty. I było. Meksykanie po przejściu kilku metrów spostrzegali, że ich czarne, błyszczące lakierki zrobiły się raptem popielate i natychmiast rozglądali się za wózkami czyścicieli butów.

czyściciele butów nie narzekali na brak klientów
Najwięcej szkód odnieśli straganiarze zajmujący się handlem po obu stronach Av. Portillo. W pośpiechu chowali co wartościowsze towary, wiszące ubrania trzepali miotełkami, a wystawione obuwie bez przerwy czyścili ściereczką. Mrówcza robota, towar co chwilę ponownie pokrywał się kurzem. I tak będzie jeszcze parę dni, dopóki nie pokryją jezdni asfaltem.

Do niektórych nawet leżały kolejki
Na twarzach Meksykanów nie widać irytacji z powodu uciążliwej rzeczywistości. Są przyzwyczajeni, że jak nie kurz, to ulewa, a już notorycznie upał towarzyszy im w pracy. Ot, codzienność w Cancun.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz