Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

piątek, 29 listopada 2013

Doleciałam!

Jednak wybrałam mały samolocik i leciałam zupełnie sama z dwoma pilotami! Samolocik był na pięć osób, ale leciałam, jako jedyna pasażerka! to dopiero była przygoda!

W hali lotniska San Pedro
Czy ktoś może się pochwalić, że samolot leciał tylko dla niego? I chociaż byłam jedna, z terminalu prowadzono mnie jak grupę osób, dwie osoby przede mną i jedna za mną i ja jedna pasażerka w środku! W samolociku przeżycie niesamowite! cały czas obserwowałam nad czym lecimy i robiłam zdjęcia.

lecę!
Głównie lecieliśmy nad morzem i nad lasami, czasami mijając małe wysepki i pojedyncze wioski.

widok z samolotu
W Corozal zatrzymałam się w hotelu Copper Horse Inn z widokiem na morze i z daleka widać wyspę, na której znajdują się ruiny Majów Cerros. Ale ja tam nie popłynę. Pierwotnie miałam zatrzymać się w hotelu Sea Breeze i tam dojechałam taksówką, bo poprzedniego dnia wysłałam do właściciela e-maila, ze przyjadę i proszę o rezerwację pokoju. 

Dolatujemy
Ale Pan robił problemy, mówił, że maila nie dostał. Wyjęłam swój laptop i mu pokazałam tego maila, adres był prawidłowy, ale nie, to nie, powiedziałam. Ok, nie zatrzymam się tutaj. Jest wiele hoteli, które bez rezerwacji chętnie mi pokój wynajmą. Zabrałam swoje walizki i poszłam sobie.

Tu się zatrzymałam
Dosłownie obok znajduje się  Copper Horse Inn, gdzie z radością mnie przyjęli. Dostałam bardzo ładny pokój z łazienką i telewizorem. Hotel wyjątkowo czysty, Wi-Fi, dobrze zabezpieczone przed moskitami okna, restauracja na miejscu bardzo smaczna i tania, więc tylko tutaj jadam i wreszcie nie muszę szukać godzinami normalnego jedzenia. drinki też są, ok! nawet ta sama marka piwa jest tańsza o 1 $ BZ!

Widok na morze
I w końcu tutaj skończyły się deszcze! Odkąd przyjechałam, jeszcze nie padało i nie było burzy! Więc to chyba na wyspach tylko takie ekscesy pogoda wyczynia! Wszystko tu jest trochę tańsze, niż było na wyspach i w Belize City. Taxi - 5 $ BZ, gdzie by się nie jechało (wszędzie było 10 $ BZ, bez względu na długość trasy), kawa 3 $ BZ (tam 5 $ BZ), obiad 10-15 $ BZ (na wyspach 18-25 $ BZ i więcej, bo zawsze doliczali sporo za obsługę, a zjeść się nie dawało, takie było niesmaczne. Jadłam z obowiązku, żeby przeżyć.

Dom Kultury w Corozal
Tutaj wszystko  jest bardzo świeże i smaczne i wszystkiego jest dużo, nawet za dużo dla mnie. Zauważyłam, że przyjeżdżają z miasta do Horse, aby zjeść obiad lub kolację. Naprawdę Gloria smacznie i tanio wszystkich karmi i ciągle daje coś extra za darmo, a to jakąś przystawkę, a to drinka lub przegryzkę. Mówiąc, tutaj, mam na myśli hotel, bo tylko tutaj jadam. W mieście kupuję jedynie wodę mineralną.

Malunek na jednej ze ścian Domu Kultury
Gdy następnego dnia spytałam po śniadaniu właścicielkę hotelu, Glorię, jak dojść do ruin Majów Santa Rita, Gloria powiedziała: wskakuj do mojej limuzyny, to cię tam podrzucę, Sofia. Gloria na swoją niebieską, zniszczoną do granic możliwości furgonetkę, z odkrytą paką do wożenia towarów, nazywa limuzyną :) 

taras u Glorii. Tutaj jadamy i korzystamy z internetu.
Dokończ pić kawę, mówię do niej, na co Gloria, mogę jechać i pić. Cały kubek kawy wzięła do szoferki i jedną ręką jechała, drugą piła kawę :) Faktem jest, że w tych krajach, a w Belize szczególnie, na porządku dziennym jest, że kierowcy różnych pojazdów ciągle coś muszą robić drugą ręką, bo chyba im się nudzi tylko prowadzenie pojazdu i ciągłe monotonne wpatrywanie się w drogę.Nawet motocyklyści i rowerzyści jadąc, piją kawę ze styropianowego kubka!

Piramida Majów Santa Rita
Żeby wejść do parku i obejrzeć piramidę Majów, bo tak właściwie, to tylko jedna się zachowała, reszta to są prawdziwe ruiny, trzeba zapłacić 10 $BZ. John, menager parku, który właśnie zamiatał park (jak już wspominałam, w Belize od rana wszystko jest zamiatane do czysta) zainkasował należność i wydał mi bilet, a potem zaofiarował się, że zrobi mi zdjęcie na tle tej piramidy, skoro jestem sama.

Ja na tle piramidy Santa Rita
John zrobił mi nawet kilka zdjęć. Zrewanżowałam się i zrobiłam mu również zdjęcie. A potem jeszcze dwóm Kanadyjkom, które przyjechały tutaj wypożyczonymi rowerami, ale już ich aparatem.
Resztę napiszę i pokażę innym razem, bo mi się komputer zawiesza.

Widok z góry piramidy
Santa Rita, to piękne miejsce. Jest cicho, spokojnie, z dala od hałasu miejskiego. Upał tego dnia był bardzo duży, ale wśród drzew się tego nie odczuwało. Wokół piękne, egzotyczne drzewa i John pilnujący tego wszystkiego, w spokoju grabiący i tak czyściutką już powierzchnię ziemi między drzewami.

Wewnątrz
Piramidy służyły Majom do modlitw, odprawiania ceremonii i grzebania zmarłych. Życie toczyło się w chatach znajdujących się między piramidami lub w pewnej odległości od nich, nad rzekami, w lasach.

A John grabi i grabi do czysta
Było tak pięknie i słonecznie, że nie chciało się do miasta wracać. Atmosfera spokoju, wyciszenia, zadumy nad przemijaniem. Między drzewami migały pojedyncze sylwetki turystów, w ciszy oglądających to historyczne przecież miejsce. Majowie całe wieki temu żyli tutaj, mieszkali, po tej ziemi stąpali, a teraz my  dotykamy tych samych kamieni! w XXI w!

Schody na szczyt piramidy
Ptaki świszczały - właśnie tak, nie śpiewały, tylko świszczały przeciągle na różne tonacje, gwizdały, odpowiadały sobie na wezwania, zataczały kręgi nad drzewami, dołączały do nich następne i tak odbywał się powietrzny taniec i śpiew. Nie dało się jednak tego sfotografować, bo one ciągle były w ruchu.

W prawo Meksyk, w lewo San Antonio, a gdzie Corozal?
W końcu jednak trzeba było wrócić do rzeczywistości. Pożegnałam Johnego, powiedziałam, że to musi być przyjemna praca w takim pięknym otoczeniu, co skwapliwie potwierdził, po czym zeszłam na dół, do szosy.
Drogowskaz pokazywał drogę do Meksyku, którą następnego dnia pokonam autobusem.

Mój pokój u Glorii
Gdy Gloria przywiozła mnie do Santa Rita, pytała czy dam radę sama wrócić do domu. Odrzekłam, że oczywiście, jeżeli zaś drogi mi się poplączą, to zatrzymam po prostu taksówkę, które tu bez przerwy krążą po mieście i po szosach wokół niego. I bardzo dobrze, Sofia, tak właśnie trzeba postępować, pochwaliła mnie Gloria. Ale gdy znalazłam się na rozstaju dróg, zwątpiłam w którą drogę wejść.

Ta biała pani jest z Afryki i z przodu jest bardzo czarna
Zobaczyłam z daleka sklep i tam się skierowałam, żeby kupić butelkę wody mineralnej, która już ze dwie godziny temu mi się skończyła, a w taki upał bez wody lepiej nie chodzić po słońcu. Nawet kapelusza nie wzięłam na głowę z tego pośpiechu, gdy Gloria zaproponowała mi podwiezienie.

Kierunkowskaz do domu!
Zaraz za sklepem zobaczyłam reklamę Glorii hotelu! i już nie musiałam się zastanawiać, tylko poszłam tam, gdzie wskazywała strzałka. Grunt, to dobre drogowskazy! Nie musiałam brać taksówki za 17 $ BZ.

Też dobry drogowskaz!
Za to mogłam wieczorem iść sobie na piwo i pożegnać się z brzydkim wprawdzie miastem, ale gościnnym dla turystów i mającym miłych i uczynnych mieszkańców. Adios Corozal!

sobota, 23 listopada 2013

ostatni dzień na wyspie

Żegnam sympatyczne San Pedro i zbieram się do dalszej drogi. Nie przedłużam pobytu, bo już mnie ciągnie do nowego. W San Pedro wszystko już zobaczyłam. Co innego, gdybym nurkowała, wówczas można tu i miesiąc siedzieć. Niestety, nie posiadam tej umiejętności, jak i wielu innych, które by mi się w życiu przydały.

na plaży
Pojutrze wyjeżdżam do Corozal, a ciągle jeszcze nie zdecydowałam, czy popłynąć łodzią, czy polecieć małym samolotem. Za łodzią przemawia cena, jest niższa, ale lecieć takim małym, przeraźliwie głośnym samolotem na 6-8 osób, to  musi być frajda! Za samolotem przemawia też czas, że leci się krócej i mogę już wylecieć o 10.oo rano. Natomiast łódź jest dopiero o 15.oo i płynie dłużej. Mogę w Corozal znaleźć się już po zapadnięciu zmroku, a tego nie lubię, gdy nie mam  z góry zarezerwowanego hotelu.

W Ferry
Widać, że schudłam? i u fryzjera byłam ściąć włosy. Umycie głowy i strzyżenie kosztuje 20 $ BZ. W takim upale z dłuższymi włosami trudno wytrzymać. Ażurowe kaloszki trzymam w ręku, bo gdy rano wychodziłam z hotelu, to jak zwykle padał deszcz. Potem znowu słońce i upał, więc sobie po wodzie szłam, brzegiem morza i szukałam knajpki, żeby zjeść śniadanie.

Wszędzie wiszą flagi
Naprawdę, dosłownie wszędzie wieszają flagi narodowe, a często tak, jak tutaj przy straganie, aż trzy.
Z lewej strony kanadyjska, w środku belizejska, a po prawej stronie amerykańska. To ma odzwierciedlać całą Amerykę i położenie w samym jej środku krajów Ameryki Łacińskiej i Belize. Są z tego dumni, że należą do Ameryki, mówią tym samym językiem i że można u nich płacić amerykańskimi dolarami.

spokojna uliczka osadników
Z jedzeniem, to tutaj jest kiepsko. Gdy się mieszka na stałe, to można wszystkie produkty kupić i samemu sobie gotować, ale gdy się jest skazanym na korzystanie ze zbiorowego żywienia, to ciężko znaleźć coś smacznego. Mają tutaj supermarkety i duże sklepy samoobsługowe, czego nie było w Gwatemali.

restauracja Mangos
Mają zawsze świeże ryby kupowane każdego ranka od rybaków, ale w restauracjach one są bardzo drogie. Generalnie, odżywiają się tutaj niezdrowo. Mocno spieczone kurczaki, bekon, aż sztywny z długiego smażenia. Jajka smażone na twardo, jak proszę o gotowane na miękko, to nie wiedzą o co chodzi. 

W Supermarkecie tłumów nie ma
Frytki, kanapki i tortille na gorąco nadziewane wszystkim, co się da tam włożyć. Mało warzyw. Nawet jak poproszę o ryż z kurczakiem u Chińczyka, to nie da mi do tego żadnych warzyw. A przecież w Azji jadałam głównie u Chińczyków i zawsze były pyszne warzywa do takiego dania. Piją dużo coca-coli.

Rybacy i klienci
Biorąc to wszystko pod uwagę, można śmiało powiedzieć, że odżywiają się źle i z tego powodu bardzo tyją. Szczupłe tu są jedynie nastolatki, które jeszcze jako, tako dbają o linię, a później, to już nie panują nad jedzeniem. Największy biznes w tej części świata, robi coca-cola i telefonia komórkowa. Następnie materiały budowlane i sanitarne, fabryka wózków golfowych i rowerów, dopiero w następnej kolejności znajdują się inne produkcje. 

Widać wygrabiony piasek?
Najwięcej sklepów na wyspie jest z materiałami budowlanymi. Są to ogromne, nowoczesne sklepy typu europejskiej Castoramy, tylko w bardziej eleganckiej oprawie. Najmniej jest sklepów odzieżowych. Raczej bazuje się tutaj na małych prywatnych butikach i i na handlu straganowym.

Ulice maja swoje nazwy
Z żywnością jest dużo małych sklepików rodzinnych, ale dla Europejczyka znajdują się tam mało jadalne produkty, poza kruchymi ciastkami i konserwami rybnymi. W Supermarkecie to, co widać na zdjęciu. Ogromne powierzchnie i cienko na półkach. Są sklepy mięsne, czego nie było w Gwatemali, ale nie ma wędliny, tylko mięso. Z mięs, tutejsza kuchnia głównie bazuje na kurczakach.

na plaży
Jednym słowem, trudno polubić tutejsze jedzenie, wiec bez problemu się chudnie. W Azji chudłam, bo miałam dużo ruchu, dużo kąpieli w morzu i bardzo smaczne jedzenie, od którego się nie tyje. Chociaż wędliny też tam nie mieli. Ale np.w Tajlandii przyrządzali pyszności, które sprzedawali wprost na ulicy i na plaży. No, i oprócz kurczaków można było zamówić kaczkę! przyrządzoną, że palce lizać!

i na morzu

San Pedro c.d.

Do San Pedro lubią przyjeżdżać Amerykanie. Starzy Amerykanie przyjeżdżają tutaj, aby odpocząć, taniej sobie pożyć, a nawet osiedlają się tu na stałe. Dla Amerykanów jest to bowiem tani kraj, a trochę na wyższym poziomie życia, niż inne kraje Ameryki Łacińskiej.
San Pedro - Belize
Tacy z werwą jeszcze, to sobie kupują mały domek z ogródkiem i mieszkają na stałe, swój kraj odwiedzając tylko od czasu do czasu. Trafiłam na taką małą, spokojną uliczkę prywatnych domów. To z pewnością tam mieszkają. Dużo ich widać jeżdżących po mieście własnym wózkiem golfowym, na zakupach. Bardzo starzy Amerykanie też osiedlają się tutaj, ale w domach pomocy społecznej, jak byśmy to u nas nazwali, czyli we wspólnych domach z opieką lekarską i wszelką obsługą żywieniowo - sprzątająco - pralniczą.
Spacerek po plaży
Pozostając na amerykańskich emeryturach, mogą sobie na taką opiekę pozwolić, co w Stanach Zjednoczonych nie byłoby już takie oczywiste., bo tam opieka lekarska i nad ludźmi starymi, jest droga. Młodzi Amerykanie przyjeżdżają na wyspy belizejskie  głównie nurkować. Mają blisko, stosunkowo tanio i piękne pierścienie koralowe wokół wszystkich wysp, a już San Pedro jest po prostu rajem dla uprawiających to hobby. Świat podwodny jest tu bardzo bogaty i piękny.
W pobliżu przystani Water Taxi
Niektórzy płyną  w głąb morza, aby obejrzeć dziurę Blue Hole. Jest to naturalna rozpadlina na dnie morskim, okolona żywą rafą koralową i otoczona turkusową morską wodą. Sama dziura ma kolor ciemno błękitny, stąd jej nazwa.To dawna jaskinia lądowa, zatopiona przez morze, której sklepienie się zawaliło, tworząc poziom, do którego można się zanurzyć i zajrzeć do środka.

Gabinet spa na plaży
Blue Hole jest tak głęboka, że nie ma już przy jej dnie żadnej fauny, ani flory. Niektórzy mówią, że do rozpadliny gościnnie zaglądają rekiny. Nurkowie zagłębiają się do 35 m, to podobno bezpieczna głębokość. I tak podziwiam ich odwagę. Poszłam na koniec wyspy, aby zobaczyć most na rzece, która wpada do Morza Karaibskiego. Tam, za tym mostem budują dalszy ciąg miasta San Pedro. Bardzo je rozbudowują, przystosowując do celów turystycznych. Za kilka lat, to wszystko będzie tutaj już inaczej wyglądało.

Tu rzeka łączy się z morzem
Za mostem z daleka widać zamieszkałą osadę, która już niebawem stanie się dzielnicą miasta San Pedro. W całym mieście trwają bowiem budowy i remonty. Miasto buduje i ludzie prywatni budują. Dużo zmian się zapowiada na wyspie. Z czasem będzie to z pewnością znany ogólnie kurort, a nie małe miasteczko, znane głównie amatorom nurkowania. Za mostem mieszkają głównie czarni mieszkańcy Belize.

Mają tu swoją szkołę i kościół
W San Pedro ludność jest mieszana i trudno powiedzieć czy przeważają biali, czarni czy Metysi.Całe Belize jest wieloetnicznym krajem i każdy czuje się tu dobrze. Na początek, na znak, że idzie nowe, na zagospodarowywanym terenie za mostem, zbudowano teatr. Stoi sobie taki piękny i samotny pośród pustkowia, na nieutwardzonej powierzchni z piasku, wśród kałuż tworzących się podczas częstych i gwałtownych opadów deszczu. Na zdjęciu poniżej widać, gdzie kończy się most, a zaczyna piach.

Teatr Paradise w San Pedro
Wracając, przyjrzałam się dokładniej wszystkiemu wokół mostu, bo zdziwił mnie ten szlaban i zauważyłam, że pobierane są opłaty za przejazd mostem. Nie byłam pewna, czy mnie nie zatrzymają i nie każą zapłacić za przejście, ale na szczęście piesi chodzą za darmo.

oto informacja o opłatach
Woda w rzece, która wpada do morza, jest tak czysta, że aż się zdziwiłam. Tak czystą wodę widywałam tylko w górskich potokach.Widać wszystko,co się na dnie dzieje, jak również pływające ryby.

Wjazd na most i bramkowi
Wracając, weszłam do katolickiego kościoła, który był otwarty i znowu się zdziwiłam -:) Wśród świętych obrazów wisi jeden z Matką Boską z dzieciątkiem na ręku, a na nim napis CZĘSTOCHOWA! no, czy ktoś w tej części świata spodziewałby się zobaczyć polski napis, polskiego miasta?

 Kawałek Polski na wyspie Ambergrin Caye, Belize
I chociaż Matka Boska i Dzieciątko są całkowicie czarni, to jednak jest to nasza, częstochowska Matka Boska, nieprawdaż? Z wrażenia zaczęłam cały kościół i jego dziedziniec oglądać, aż mnie tutejsi zaczepili, pytając, co mnie tak zainteresowało.

Tutejsi mieszkańcy
Powiedziałam im, że jestem z Polski, a w tym kościele jest obraz z nazwą naszego miasta, Częstochowa, to właśnie z mojego kraju. Aaa, z Polski? i na znak, że wiedzą o jaki kraj chodzi, podnieśli palce na znak wolności. Lech Walesa. Ale i Jan Paweł II, mówię im. Zrobię wam zdjęcie ok? Ok, skupili się bardziej, abym ich zmieściła w kadrze i Lech Walesa! mówią. I taka z nimi rozmowa.

Wnętrze kościoła. Po lewej stronie wisi ten obraz.
Wszyscy, którzy dotychczas pytali mnie skąd jestem, a jest to podstawowe pytanie, jakie turyście zadają miejscowi, to gdy mówiłam I,m from Poland, każdy, ale to dosłownie każdy odpowiadał, aaa, Poland? Lech Walesa! W całej Central Ameryce znają i poważają Lecha Wałęsę,co mnie osobiście bardzo cieszy.

dziedziniec kościoła z dzwonnicą i świętą figurą na klombie
Na tym klombie to z pewnością Pan Jezus stoi. Trochę mniej podobny, niż na naszych figurach, bo bardziej taki krępy, a niższy, taki  latynoamerykański. Ale z pewnością jest to figura Pana Jezusa. Kościół śliczny, dziedziniec również i wszystko bardzo zadbane, wypielęgnowane takie.

Wymiana słupów elektrycznych
Nawet słupy elektryczne wymieniają w centrum miasta. Może wreszcie przestaną straszyć te zwoje kabli elektrycznych, zasłaniające ludziom okna i psujące urodę miast. Wymiana idzie bardzo sprawnie, zamykane są tylko przejścia tuż obok wymienianego słupa, ulica nadal tętni życiem, a robotnicy pracują na takich wysokościach, że aż mi się w głowie zakręciło, gdy na nich spojrzałam.Pracują na kilku ulicach równocześnie, to szybciej skończą. Niestety, na daną chwilę prąd jest wyłączany w mieście.

Budowa nowego portu dla Water Taxi
Pełną parą idzie również budowa nowego portu i przystani dla Water Taxi, po drugiej stronie wyspy. Poszłam na przystań Water Taxi, na tą, na którą przypłynęłam z Caye Caulker, żeby zapytać, jak odpływają łodzie do Corozal Town i w jakiej cenie są bilety. Okazało się, że z tamtej strony wyspy łodzie pływają tylko do Caye Caulker i do Belize City. Do Corozal odpływają z przeciwnej strony wyspy! Poszłam we wskazanym kierunku, ale nigdzie nie było widać żadnej przystani, kasy, rozkładu jazdy, ani nic takiego.

Tak będzie wyglądała nowa przystań Water Taxi
W końcu poszłam pomostem, na którym było napisane "Sunset Restaurant", bo tam stała łódź, w której było trzech panów w białych koszulach i granatowych spodniach, czyli tak, jak służby wodne są tu umundurowani.. Zapytałam, czy nie wiedzą skąd tutaj odpływa Water Taxi do Corozal, bo podobno gdzieś tutaj jest przystań?

Mniej zagospodarowana część wyspy
Panowie powiedzieli, że przystań właśnie jest w budowie, ale dobrze trafiłam,bo z tego pomostu i to oni właśnie pływają do Corozal. Mają jeden kurs dziennie o godzinie 15.oo, a bilet kosztuje 50 $ BZ. No, i wszystko jest jasne. Mam teraz dylemat, czy do Corozal płynąć łodzią, czy lecieć małym samolocikiem?

Ja w paszczy lwa
Pan robiący mi zdjęcie, przedobrzył. Chciał żeby więcej było mnie widać, a mi chodziło o to, aby więcej było widać tego lwa. Nie wiem, czy się domyślicie, ale właśnie wewnątrz paszczy lwa stoję.

tak wygląda w całości paszcza lwa
Dla pewności zamieszczam swoje zdjęcie tego lwa, żeby sprawa była jasna. To był pan, co tam grabił piasek i może nie obsługiwał jeszcze takiego aparatu fotograficznego. W każdym razie był bardzo uprzejmy i chciał spełnić dobry uczynek starszej pani, więc trzeba to docenić. Tak w ogóle, to ludzie w tych krajach codziennie grabią piasek przed domami, na ulicach i na plaży.

ten pan z kolei, od godziny szoruje swoją łódkę
Od samego rana wszędzie widać ludzi grabiących piasek. Na plaży to rozumiem, bo woda nanosi wodorosty i inne śmieci, więc każdego ranka to wygrabiają i wywożą taczkami. Ale na ulicach? między palmami? Nawet, jak nic się tam nie zapętało, to oni i tak grabią. Piasek wszędzie musi mieć świeże ślady pazurków grabi i koniec. Bardzo czyści ludzie.

Tak prezentuje się teatr z bliska
I wszystko byłoby dobrze, gdyby tak często nie padały deszcze i nie szalały burze w tym Belize. W Corozal przekonam się, czy taka pogoda dotyczy tylko wysp, czy również na lądzie jest charakterystyczna.