Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

czwartek, 5 grudnia 2013

Ostatni dzień w Chetumal

Komu w drogę, temu czas!
Ostatniego dnia pobytu w Chetumal poszłam na dworzec autobusowy firmy ADO, zakupić bilet na następny dzień do Cancun. Co wizyta na dworcu, to inne informacje. Teraz dowiedziałam się, że z tego dworca oprócz firmowych autobusów ADO, korzysta również firma MAJAB.

Drzewo, które wyrosło na pniu
Firma Majab jest mniej komfortowa od Ado, ale komfort, to pojęcie względne. W autobusach Ado polega on na tym, że autobus nie zatrzymuje się na wszystkich przystankach i ma wewnątrz telewizor dla pasażerów. Ale po co mi telewizor w autobusie, gdy za oknem mam takie piękne widoki naturalne?

Coś się szykuje na mieście
Specjalnie mi się nie spieszy, więc spokojnie możemy zatrzymywać się w każdej miejscowości. Poza tym Majab miał  bilety tańsze o całe 100 pesos i co dla mnie najważniejsze, następnego dnia rano nie musiałam z bagażami jechać taksówką na terminal znajdujący się na końcu miasta. Autobus był podstawiany na tym terminalu, 3 minuty od mojego hotelu. Wyjazd z Chetumal o 9.45 w środę.

Pochód ruszył
Trudno się dogadać z tymi pracownikami, bo żaden z nich nie mówi innym językiem, poza swoim własnym, a na mowę ciała nie reagują w żaden sposób. Manualnie też nic im nie można wytłumaczyć. Pytam: tu, z tego miejsca, gdzie jesteśmy, pojedzie Majab bus tommorow? czy tak, jak Ado, z tamtego terminalu? i pokazuję im na ich własnej mapce. Nikt nie rozumie tak prostego pytania. Stąd? czy stąd? pusty wzrok.

Bębny na czele pochodu robiły wrażenie
Mark, który sprzedawał gumę do żucia i prażone orzeszki, szybciej zrozumiał w czym rzecz i wytłumaczył tym paniom w firmowych mundurkach o co mi chodzi. Dzięki temu zakupiłam właściwy bilet na właściwy autobus. Mark powiedział, że tak sprzedając te orzeszki, nauczył się trochę angielskiego od turystów.

Mark ze swoim towarem na dworcu
Za okazaną pomoc kupiłam u Marka dwa batoniki prażonych orzeszków na drogę i bardzo dobrze się stało, bo podróż była długa i te orzeszki zaspokoiły mój głód. Nie brałam żadnych kanapek, bo jakoś podświadomie myślałam, że to tak, jak w Tajlandii, czy na Jawie, że jak taka długa podróż, to autobus zatrzymuje się na swoich firmowych dworcach na trasie, żeby pasażerowie mogli kupić sobie coś do jedzenia, kawę lub wodę mineralną, skorzystać z WC itp. W Indonezji to nawet obiad na trasie mieliśmy w firmowym terminalu, w połowie drogi. W cenie biletu. Ale tym razem podświadomość mnie zawiodła. Żadnych takich przyjemności nie było. 

Zapozowali mi do zdjęcia
Na jednym z postojów byłby panią zostawił, co do WC musiała pójść. A gdy innym razem wyszłam do stoiska, z którego kawę sprzedawano, dałam już odliczone pieniądze, a pani ciągle pyta, czy taką, a taką, a z cukrem, a bez - kobieto, mówię, bo mi autobus ucieknie, daj mi po prostu kawę i porcję mleczka! i w samą porę, bo kierowca już wycofywał autobus z peronu! Jeszcze ja tu jestem, krzyczę do niego.Uśmiechnął się i mówi, że wie, poczekałby, chciał się tylko ustawić odpowiednio autem. Akurat! już ja wiem swoje.
Demonstracja była pokojowa
Gdy wracałam z biletem w kieszeni, zaskoczyła mnie ta demonstracja niepełnosprawnych. Dopiero poprzedniego dnia chwaliłam na blogu władze miasta, że tak wszystko pięknie przystosowane jest w mieście dla potrzeb niepełnosprawnych, a tu masz babo placek! Czegoś jednak żądają, o coś mają pretensję.

Demonstracja w kolorze fioletowym
Gdy doszłam z demonstrantami do celu, czyli na plac przy bulwarze, zapadł już wieczór. Po krótkim przemówieniu organizatorów, demonstracja rozeszła się po mieście. Była jeszcze wczesna godzina, ale już o 17.30 zrobiło się ciemno.

Końcowy akcent demonstracji

  Miasto żyło swoim rytmem, ludzie robili zakupy, spacerowali, siedzieli w restauracjach i kafejkach. Było nadal bardzo ciepło, ale nie upalnie, spacer po mieście był przyjemny, ponieważ nie było ruchu na ulicach.

Av. Heroes wieczorem
Większość straganów zniknęła. Pozostały pojedyncze wózki z jedzeniem, bo pokarm o każdej porze jest ludziom potrzebny. Rodzice z dziećmi oglądali przystrojone w mieście choinki.

Święty Mikołaj już przybył do Chetumal
Czas jednak pożegnać Chetumal i ruszyć do nowych miejsc w tym ogromnym i ciekawym kraju.

No, to w drogę!






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz