Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

sobota, 21 grudnia 2013

Moje życie w Cancun



20.12.2013r- chyba piątek? tracę wątek…..

Wprawdzie nie w poniedziałek, ale pojechałam w końcu do Muzeum Majów. Usytuowane jest ono na 16,5 km reprezentacyjnej alei palmowej ciągnącej się przez 20 km wąskiego cypla pośród morza, zwanej Bulwarem Kukulcan.

Muzeum, jak wszystko tutaj, jest ażurowe
Nie ma na tym terenie żadnych ulic, bocznych uliczek, jest tylko ta aleja wysadzana palmami i po obu jej stronach hotele, restauracje, sklepy, plaże, atrakcje turystyczne i różne takie, a wokół morze. Dlatego położenie obiektu określa się w ten sposób, na którym kilometrze Bulwaru Kukulcan się ono znajduje.

We wszystkich obiektach i na ulicach, ustawione są żłobki
Wstęp do Muzeum dla obcokrajowców 57 pesos, dwa razy drożej, niż dla Meksykanów i nie ma żadnych zniżek. Dla tutejszych są zniżki dla dzieci, studentów, seniorów 60 +, inwalidów i ich opiekunów i jeszcze innych, których nie rozczytałam.

W muzeum
 Wszystko to wypisane jest na tablicy informacyjnej przed kasą. Dla Meksykanów tyle, a dla turystów tyle i basta.  Widocznie miasto dotuje dla swoich, a dla obcych nie chce. Chociaż nie jestem przekonana, czy jest to właściwa promocja miasta i historii regionu Quintana Roo, ale nie mnie oceniać. 

Dochodzę do ruin
Nie jest to tak atrakcyjne muzeum, jak było w Chetumal, ale żeby to stwierdzić, trzeba było je zwiedzić i zapłacić za bilet. Wokół muzeum jest las, w którym znajdują się resztki piramid Majów, pozostałe po małej osadzie. Park raczej, niż las, jest zagospodarowany, doprowadzono ścieżki do wszystkich pozostałości po majańskich budowlach. 

Jestem
W samym budynku, w kilku salach wystawiono kamienne rzeźby przywiezione z osad Majów, wyroby ceramiczne, gliniane, ozdoby, kamienie szlachetne, ubiory, narzędzia pracy. Na ekranie telewizora można prześledzić historię Majów.

Eksponaty
Zainstalowano pieczarę, w której pali się ognisko, dziewczyna ugniata tortille, a mężczyzna szykuje swoje narzędzia do pracy w polu. Instalacja jest ruchoma, taka gra światła i cieni. Zawsze to jakaś atrakcja.

Majowie przy pracy
 Można też na podświetlanym blacie wybrać sobie interesujący nas temat o Majach i wyświetlić go sobie, aby więcej dowiedzieć się o konkretnych wydarzeniach z tamtych czasów. Mamy wybór jedynie dwóch języków: hiszpański lub angielski.

sala w muzeum
Bardzo ciekawie zaprezentowano mapy przedstawiające tereny, na których żyli Majowie, kiedy nie było jeszcze granic i państw.

Dawne tereny majów
Poprzedniego dnia pojechałam obejrzeć ruiny Majów El Rey, znajdujące się niedaleko Muzem Antropologicznego Majów i przez to znowu do muzeum nie zdążyłam, dlatego zaraz następnego dnia specjalnie się do niego wybrałam.


Przed kasą
  Wszędzie, co położone jest na cyplu Kukulcan, można dojechać autobusem R-1 za 9,50 pesos. Ostatni przystanek i tak zwana pętla autobusu znajduje się na 20 km, przy hotelu Mariot. Kto chce dalej jechać, to już tylko prywatnym pojazdem. Cypel cały czas zakręca, robiąc koło na morzu i na powrót łącząc się z lądem miasta Cancun. 

Ja, w El Rey
Ruiny „El Rey” można zwiedzić również po wykupieniu droższego biletu, dla nie Meksykanów, za 42 pesos. Pojechałam tam pierwszego dnia, po dwóch poprzednich, kiedy to bez przerwy padał deszcz. Teren dawnej osady Majów był zalany, mimo to nie zastosowano zniżki dla osób odwiedzających.

O, proszę, jakie zalane
  Niewiele pozostało tu śladów po Majach, ale spacer przyjemny po osadzie i kto ma wyobraźnię, może zadumać się nad przeszłością i życiem ludzi w tym miejscu. Majowie zamieszkiwali raczej suche tereny śródlądowe, a tutaj raptem, na takim cyplu, otoczeni wodą. Jakieś plemię rybaków chyba. Niestety, żadnej informacji, folderu, czy czegoś w tym rodzaju nie mieli przy wejściu. Tylko kasa i bilety.

Ruiny El Rey
El Rey leży w pobliżu Playa Delfines, pieszo stamtąd można dojść. Pojechałam tam na plażę, jak tylko ustał deszcz, który tak niefortunnie przepędził nas z plaży w niedzielę. W poniedziałek również padało, dopiero we wtorek wróciło słońce, dlatego natychmiast tam pojechałam. Rzeczywiście, plaża śliczna.
Mapa Plaży Delfines
Śliczna i bardzo czysta, mimo, że publiczna i darmowa. Jest to plaża ekologiczna. Żółwie wiosną składają tam jaja, a potem małe żółwiątka schodzą gromadnie z plaży do morza. Playa Delfines znajduje się pod szczególnym nadzorem. Ani jednego śmiecia się na piasku nie znajdzie. Idealna wprost czystość tu obowiązuje.

Już tutaj widzę trzy stanowiska pojemników, po 3 szt
Co kilkanaście metrów ustawiono kolorowe pojemniki na śmieci z napisami, co do którego z nich wrzucamy. Przepisy są kategorycznie egzekwowane. Gdyby tak były wymagane w całym mieście, to zniknęłyby te stosy śmieci w bocznych ulicach.

Na tarasiku widokowym
Już prawie tydzień nie byłam u Lindy i Grega. Muszę koniecznie do nich zajrzeć. Zwiedzam sobie różne miejsca, a wolnych chwilach piszę, albo siedzę w cafe Internet. To wszystko przez brak Internetu w domu. Gdybym miała dostęp do Internetu u siebie, to bym wieczorami mogła pisać blog lub załączać zdjęcia, a tak, to muszę cenny, dzienny czas na to przeznaczać. No i koszt dodatkowy.

Tarasik widokowy
Dogadałam się z Luisem, prowadzącym cafe Internet w pobliżu mojego miejsca zamieszkania, tuż przy sklepie „Express”, w którym codziennie rano kupuję kawę, że mogę przychodzić ze swoim laptopem. Płacę normalnie, 10 pesos za godzinę, za korzystanie z Internetu, ale pracuję na swoim laptopie, do którego Luis podłącza kabel z Internetem.

Playa Delfines
Poszło o to, że nie rozumiem poleceń jego komputera, co utrudnia mi pracę, nie ma na jego klawiaturze polskich znaków i tekst wychodzi mało czytelny, a na dodatek na jego komputerze nie mogę załączać zdjęć między tekstem. Luis też tego nie potrafi, nie wiem dlaczego, skoro jest informatykiem. Ważne, że pozwolił mi przynieść własny laptop. Pracowałam już trzecią godzinę, gdy raptem wszystko się zawiesiło, po czym znikło z monitora.

Prysznice plażowe
Ale Meksyk! Można rzec, nie po raz pierwszy w tym kraju. Nie wiem teraz co się z blogiem dzieje. Czy zapisało się to, co na nim robiłam? Nie wylogowałam się. No, istny cyrk! Internet się zepsuł, prąd się wyłączył. Odniosłam laptop do domu i poszłam do miasta. Wieczorem, wracając, zajrzałam do cafe Internet, ale Luisa nie było, tylko inny chłopak. Powiedział, że nadal nie działa Internet i rzeczywiście, wszyscy chętni odsyłani byli z kwitkiem. Chłopak zapewniał, że do jutra na pewno Internet będzie naprawiony. Zobaczymy. 

Plaża widziana z góry
W końcu to ich biznes, niech się starają. Każda godzina bez Internetu, to strata pieniędzy dla firmy. Póki co, wróciłam do skrzyżowania z Avenue Tulum i z tamtej cafe Internet skorzystałam, aby odebrać pocztę i odpisać na pilne maile, bo nawet nie zdążyłam tego zrobić przed południem. Ale tamta cafe jest kiepska. Wolę u Luisa, przy domu. I w tej gorszej jest drożej, 12 pesos. U Luisa 10 pesos za godzinę. Wydrukowałam tam jedną ważną dla mnie rzecz przysłaną mailem. Za wydrukowanie jednej strony z Internetu, trzeba zapłacić 4 pesos. Można żyć.
Jestem na 18 km Bulwaru Kukulcan. Czas wracać do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz