Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

sobota, 28 grudnia 2013

Boże Narodzenie w Meksyku



W  Wigilię spotkałam się z Lindą i Gregiem. Są wykończeni! Tak im się daje we znaki Anabel. Mało śpi, bez przerwy płacze, Walery prawdopodobnie ma za mało pokarmu i Anabel jest niedokarmiona, ale do lekarza pójdą z nią dopiero po świętach. Na dodatek Linda poślizgnęła się w klapkach na mokrej posadzce i się potłukła. Całe ramię ma sine i bardzo ją boli.

Pod choinką
Greg to już nic nie mówi, ale minę ma nietęgą. Widać, że mu  ciężko. Dla wszystkich to zupełnie nowa sytuacja w ich życiu. Jak zauważyłam, to najlepiej jeszcze, znosi to wszystko Walery. Z niemalejącym zaciekawieniem przygląda się Anabel, jak by trudno jej było uwierzyć, że to ona urodziła i że to dziecko już każdego dnia i nocy będzie uczestniczyło w jej życiu, ale się uśmiecha, nawet jak Anabel płacze. Będzie dobrze.

Hotele ustawiały swoje szopki
Zaraz jak weszłam do ich domu, zauważyłam nowe krzesło plastikowe. Wszystko tu jest plastikowe, oprócz łóżek. Rolę łóżek pełnią dmuchane materace na podłodze. O, nówka! Zauważyłam od drzwi. Greg skwapliwie podsunął mi nowe krzesło pod wentylator, żebym wygodnie usiadła i się schłodziła, po czym przyniósł laptop. Jak coś więcej chcemy sobie powiedzieć, to posługujemy się translate.

Hard Rock Cafe - budynek w budynku
Gadamy sobie tak laptopem, Linda co rusz podchodzi i też coś dopisuje, coś dopowiada, aż tu w pewnym momencie czuję, że odpływam do tyłu. Po chwili zbieram się z podłogi, a Greg trzyma w rękach swoje nowe krzesło złamane, jak wiór w kilku miejscach. Ani się nie wierciłam, ani się nie bujałam, nic.

Szopka na skraju dróg
Spokojnie sobie siedziałam i rozmawialiśmy. Linda nie mogła zrozumieć, co się stało, a Greg…..lepiej nie mówić! Ale nie pokazał swojego zdenerwowania, tylko oczy mu biegały w te i we wte. W samą Wigilię! No pięknie! Jeszcze umawiałyśmy się z Lindą do kościoła, gdzie tak pięknie śpiewają kolędy, ale Grega już nosiło.

Ja z Meksykaninien
Powiedziałam, że ja teraz zejdę na dół, na Merkado, kupię takie samo krzesło i zaraz tu przyniosę. Linda powiedziała, że nie, bo to nie moja wina, przecież tylko sobie siedziałam, równie dobrze mogło ono złamać się pod Gregiem, tylko on nie zdążył jeszcze sobie na nim posiedzieć. Ja się jednak uparłam, bo też wiem, że to nie moja wina, ale jakby nie patrzeć, to złamało się właśnie pode mną, chociaż lekka teraz jestem, bo się bardzo w tej Central Ameryce odchudziłam przypadkowo.

dzieci łapią ryby rękami
 Greg powiedział, żebym nie kupowała, bo skoro te krzesła takie słabe, to nie trzeba błędu powtarzać, tylko kupić inne. W każdym razie dałam Gregowi 200 pesos, aby kupił sam krzesło, jakie uzna za lepsze. Linda powiedziała, że oddadzą mi resztę z zakupu, bo krzesła kosztują tu od 120 do 160 pesos (123 pesos = 10 $ US) Ok., nie ma problemu. I jakoś wyszłam z tej kłopotliwej sytuacji, a Gregowi poprawił się humor. Na jego miejscu też byłabym wściekła, gdyby ktoś przyszedł do mnie i złamał dopiero co kupiony mebel.

Przed plażą flamingów
Gdy szliśmy na Merkado do Pedra, aby przedłużył mi wynajem mieszkania o następny miesiąc, Greg zabrał z sobą to nowe złamane krzesło i wyrzucił na śmietnik pod murem. Made In China, skwitowałam miernotę plastikowego wyrobu i machnęłam lekceważąco ręką. A właśnie, że nie, powiedział Greg. To było made In Italia. Naprawdę? Niedowierzałam! Wróciłam pod mur, żeby sprawdzić i rzeczywiście było napisane made In Italia. Niesamowite!

Budują nową kawiarnię, na początek namalowano portret na ścianie
Może we Włoszech robione, ale przez Chińczyków. Wszystko robione jest przez Chińczyków, upierałam się. W końcu stwierdziłam, że skoro włoskie i tak łatwo pękło, to trzeba koniecznie kupić Made In China, bo z tego widać, że oni robią solidniejsze! Wszystkie te krzesełka na ulicach, na których siedzą sklepikarze i klienci w blaszanych jadłodajniach, barach, na targowiskach itd. są chińskie i wytrzymują bardzo długo siedzenie wielu ludzi. Cofam lekceważenie w stosunku do chińskich wyrobów!

Małą Wenecję w La Isla też na chwilę odwiedziłam
Pedro przedłużył mi wynajem mieszkania, zapłaciłam mu za następny miesiąc. Nalegałam, aby Linda zaprowadziła mnie do niego przed świętami, chociaż mam termin do 11 stycznia, ponieważ obawiałam się, że między świętami, a Nowym Rokiem Pedro może już komu innemu obiecać to mieszkanie i znów będzie problem. Jak u Raula. Wolę przed świętami umówić się z Pedrem.

Dom Wróżki
Sama nie mogłam załatwić tej sprawy, bo nie zapamiętałam, który to sklep na tym wielkim Merkado jest Pedra. Pamiętałam tylko, że wszędzie leżało bardzo dużo jajek w kartonowych foremkach. Na ladzie, na półkach, na ziemi pod ścianą. Idąc do Lindy,  przeszłam przez Merkado i nie znalazłam Pedra (ani jajek J). Śmieli się ze mnie, bo sklep Pedra jest raczej taki gospodarstwa domowego i innych różności, niż spożywczy, a te jajka to był towar tylko sezonowy, ze względu na święta! Generalnie Pedro żywności nie sprzedaje!

Rodzina Rybaka - pomnik na Isla Mujeres
No, teraz już zapamiętam i sama trafię, żeby znowu przedłużyć wynajem lub oddać klucze od mieszkania, jeśli postanowię opuścić Cancun i jechać dalej. Póki co, jest mi tu dobrze. Lindzie już zapowiedziałam, że dam im odpocząć od siebie, bo widzę jak wykończeni są z powodu dziecka, a i ja muszę się w końcu gdzieś ruszyć poza miasto i zwiedzić kilka miejsc. Gdy odwiedzam ich w domu lub razem gdzieś idziemy, to nie starcza już czasu na żadną wycieczkę poza miasto, a czas leci.

Uchwyciłam, jak pod banerem skacze żywy delfin
Zaraz pierwszego dnia świąt popłynęłam na Isla Mujeres, czyli Wyspę Kobiet, chociaż niektórzy mówią, że dosłowne tłumaczenie, to Wyspa Matek, ale przyjęło się mówić ogólnie, że to Wyspa Kobiet. Oczywiście, najpierw kawa w Oxxo, Internet i liściki od i do rodziny, przyjaciół, życzenia świąteczne do tych, do których nie zdążyłam wcześniej wysłać i dopiero wówczas autobusem do Puerto Juarez, bo właśnie stamtąd odpływają żółto-błękitne statki UltraMar na wyspę Mujeres. Statki kursują już od 5.30 rano do 20.30 wieczorem, co pół godziny. Bilet kosztuje 140 pesos w obie strony.

Wnętrze Puerto Juarez
Do Puerto Juarez można się dostać autobusem R-1 za 9,50 pesos, tylko trzeba się ustawić w odwrotną stronę, niż jedzie się na Bulvar Kukulcan. Koniecznie przejeżdża się moją ulicą Lopez Portillo, lecz z Avenue Tulum autobus skreca w prawo, a do mojego domu, który znajduje się na Calle 23 od L. Portillo, skręca się w lewo. Nieraz przyjeżdżam R-1 i od skrzyżowania, jeden przystanek idę do domu pieszo. Przez cały ten odcinek ulicy, po obu jej stronach, ciągną się sklepy, stragany i  uliczne stołówki, więc idę sobie i oglądam, a czasem zjem kolację.

Sporo chętnych na Isla Mujeres w pierwszy dzień świąt
No więc z Puerto Juarez płyną statki na Isla Mujares (Remik z Australii napisał mi, że ogólnie się mówi, że to wyspa lesbijek, ale to nieprawda. Remik, jak zwykle żartuje J, albo w tej Australii takie wypaczone informacje krążą o innych krajach). Sporo ludzi się tego dnia wybierało na Isla. Staliśmy wszyscy grzecznie w kolejce, ale gdy tylko kapitan otworzył mostek, wszyscy raptem chcieli na górny pokład, ja też, bo stamtąd są najlepsze widoki i wychodzą dobre zdjęcia.

Ustawiamy się w kolejce
Gdy tylko wypłynęliśmy z portu, na naszym górnym pokładzie piosenkarz z gitarą dał koncert na żywo z akompaniamentem za pomocą głośnika, ale było bardzo przyjemnie. Śpiewał Beatlesów, Presleya, a na koniec pośpiewał nam meksykańskie piosenki. Potem zebrał pieniążki co łaska, bo Ci piosenkarze w ten sposób zarabiają na życie, a pasażerom umilają czas w podróży. Każdy coś tam wrzucił, a niektórzy nawet papierkowe pieniądze.

Muzyk na pokładzie
Isla Mujares jest bardzo wąską i bardzo długą wyspą. Ma piękne, czyste plaże, zadbane ulice i nazwy ulic na błękitnych tabliczkach oraz dużo urokliwych,  kolorowych  domów. Oczywiście, dużo tu jest sklepów i sprzedaży straganowej oraz prosto  z ręki, ale też sporo przyjemnych kafejek i muzyki.
 
Port na Isla Mujeres
W jednej knajpce o nazwie „Tablita”, między stolikami i plastikowymi krzesełkami, dziewczyna z Meksykaninem tańczyła flamenco. Trudno było nie zatrzymać się, popatrzeć, posłuchać muzyki i za przyzwoleniem zrobić zdjęcie.

flamenco
 Potem dowiedziałam się, że tablita, tablao, to właśnie oznacza flamenco, lokal, w którym tańczy się flamenco. Lokal skromny, plastikowy, ale muzyka i taniec poruszające, piękne! Byli tam sami Meksykanie, grali i tańczyli dla siebie.

Tablita, czyli miejsce do tańca flamenco
W innych ulicach pod palmami, grały meksykańskie kapele bądź pojedynczy muzycy. Wyspa wypełniona była muzyką, również na plaży. To był pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia, a wszystko działało, jak w dzień powszedni. Atmosfera świąteczna znana mi z Polski – zerowa.

Na Isla Mujeres
Upał, plaża, stragany z ciuchami, wszystkie sklepy czynne, nawet z meblami i narzędziami budowlanymi! Nie wspominając butików czy supersamów! Już od pierwszych dni listopada stroili wszystko na święta, a tak właściwie, to wcale nie świętują, tylko na okrągło pracują i handlują. Ale Meksyk!

Isla Mujeres
Wystroiłam się tego dnia w sukienkę, żeby było świątecznie. Zrobiłam obchód szopek bożonarodzeniowych, których tutaj stawia się bardzo dużo, nie tylko w kościołach, ale i na ulicach, skwerach, w parkach, przed firmami, na terminalach, w ferry. 

Plaża na Isla Mujeres
Obowiązkowo przed Pałacem Prezydenta, urzędem Municipal, gdzie tylko się da, stoją szopki, pięknie skomponowane, z dużymi figurami świętych, małym Jezuskiem w żłobku, a wieczorami wszystko to jest pięknie podświetlane.

Woda wyrzuca człowieka  -  pokazy na Isla Mujeres

Nikt nie kradnie figurek, ani niczego, co w szopkach stoi lub leży, chociaż nikt tego nie pilnuje. Szopka, bardzo piękna, ustawiona na trawniku, na rondzie przy ulicach schodzących się do Bulwaru Kukulcan, cała stała w  wodzie po tych dwudniowych ulewach, o których wspominałam. Ale dzisiaj zauważyłam, że woda wsiąkła ostatecznie w ziemię i ktoś wysprzątał szopkę, która nadal cieszy oczy przejeżdżających tamtędy ludzi.
 
Isla Mujeres - rybak  czyszczący ryby w ptasim towarzystwie
Po zwiedzeniu Isla Mujares, odpoczynku na plaży i zjedzeniu obiadu na świeżym powietrzu, wróciłam statkiem do Puerto Juarez i stąd przeszłam do miejsca, gdzie stoi historyczny, ogromny statek „Capitan Hook”.

Isla Mujeres
Widziałam to miejsce już kilka razy przejazdem, z autobusu, ale teraz mogłam pochodzić i zobaczyć wszystko wokół z bliska. Warto było. Okazało się, że tutaj znajduje się publiczna plaża, ogólnie uczęszczana przez mieszkańców Cancun i okolic, do której mają bliżej, niż do tych przy Kukulcan.

Żegnam Isla Mujeres, gdzie przystanki stoją pod parasolami :)
 Na moich zdjęciach można zobaczyć, jak ta plaża jest oblegana. Zaznaczam, że jest to pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia. Tak w większości rodziny spędzają na Jukatanie święta. Ściągają tu całymi rodzinami, samochodami, autobusami, motorami, rowerami.

Wracam do Puerto Juarez
Przywożą z sobą jedzenie, picie, karimaty, leżaki, krzesełka, koce i ucztują, a w przerwie kąpią się, grają w piłkę, leżą na piasku i gadają sobie, tak, jak my przy świątecznych stołach. Wszechobecna jest muzyka. Dzieci szaleją, objadając się słodyczami, z pewnością tymi z pinaty.

Okręt Kapitana Hooka
Otóż pinata, to jest coś takiego, jak ogromna poduszka z wieloma rogami, przypominająca kształtem słońce. Cała ta poduszka i te rogi, wypełnione są słodyczami. W święta się w tą poduszkę wali, żeby złe odeszło, a dobre od tej chwili zagościło w domu z właścicielami pinaty.
 
Sprzedaż pinaty
Z poduszki sypią się słodycze, które dzieci zbierają. Jak najwięcej tych słodyczy trzeba zebrać, aby cały rok, do następnych świąt był obfity i pomyślny i Panu Bogu dziękuje się za  dary i prosi o dalszą pomyślność.

Pinata jedzie do rodziny
Przed świętami w głowę zachodziłam, co to takiego, co ludzie kupują i wożą do domów, nawet na dachach samochodów. Bo chyba czym większa pinata, tym większa pomyślność dla rodziny. W końcu zapytałam Lindę i ona mi wyjaśniła, w czym rzecz.

Na publicznej plaży w Cancun
Na plaży było gwarno i wesoło, ale gdy robił się zmrok, musiałam wrócić do domu. W domu pustki, cisza niesamowita, bo wszyscy wyjechali na święta do rodzin. Leżałam już w łóżku, gdy brama z hukiem się otworzyła (zawsze otwiera się z hukiem, żeby człowiek nie wiem jak się starał otworzyć ją ostrożnie i cicho, ona i tak walnie na końcu tak, że wszystkich na nogi postawi) i do mieszkania sąsiadującego z  moim wszedł mężczyzna pogwizdując sobie.

Tu też grają kapele
Ten facet od jakiegoś czasu budzi mój niepokój. Dziwnie się zachowuje i dziwne rzeczy w swoim pokoju robi, ale znosiłam to, skoro i inni znosili. Problem w tym, że tej nocy  tych innych nie było.

W oddali widać Hotel RIU w Alei Kukulcan
Brama zamknięta na klucz i tylko ja i ten facet w sąsiednich ażurowych pokojach, gdzie nawet westchnienie słychać w mieszkaniu obok. Prawie przestałam oddychać, a on, jak zwykle, skończył pogwizdywanie i zaczął coś mówić sobie pod nosem, pocierać jakby ostrzem po szkle, jednostajnymi ruchami, jakby coś mieszał, lub coś ostrzył, cały czas mamrocząc pod nosem i trwało to bardzo długo. Czasami coś ciężkiego walnęło i znowu to tarcie o szkło, w górę, w dół, w górę, w dół i tak bez końca.

Niektórzy w swoich samochodach mieli stołówki
Miałam dwa okna otwarte, żeby przewietrzyć po całym dniu mieszkanie. Facet wcale drzwi do siebie nie zamknął, był chyba pewny, że jest sam w całym domu, a ja teraz nie mogłam wstać i zamknąć tych okien, żeby nie zdradzić swojej obecności.

Inni rozwiesili sobie hamaki
Bo niechby tak jego twarz nagle ukazała mi się w tym oknie, w moim pokoju? Gdyby mieszkał naprzeciwko, to by te otwarte okna zobaczył. Na szczęście jego mieszkanie jest na tej samej ścianie co moje. Moje jest ostatnie w korytarzu!

Jeszcze inni, namioty
W pewnej chwili odkręcił w łazience kran z wodą, która bardzo głośno leciała do plastikowej miski bądź wiadra, bo kran pod prysznicem jest dosyć wysoko. Wykorzystałam szybko ten hałas, zerwałam się z materaca i zamknęłam okna na zawiasy oraz przy drzwiach zakręciłam wspierające zabezpieczenie zamka.
 
Ogólnie, wszyscy dobrze się bawili
Znowu cisza, a za chwilę ponownie to jednostajne pocieranie o szkło (to moje wrażenie, może to było zupełnie coś innego). I cały czas gada coś do siebie monotonnie. Godziny mijają i sytuacja się nie zmienia.

Były też plażowe knajpki, gdzie można było coś zjeść i wypić
Co on takiego robi? Co mówi? Nie jestem płochliwą kobietą, ale ten facet nie zachowuje się normalnie. Może jakiś psychiczny? a może muzułmanin wznoszący modły i czyniący jakieś rytuały? Może narkoman? Dewiant? Satanista? Szaleniec? Komu ten Pedro wynajął mieszkanie!
 
Robi się ciemno, wszyscy powoli zbierają się do domów
Codziennie to samo. Wieczorem wpada z pogwizdywaniem do domu i nie miną dwie minuty, jak zaczyna się to monotonne pocieranie o szkło i gadanie pod nosem. W końcu zasypiałam. Nieraz budziłam się w nocy, a pocieranie dalej trwało. Jednostajne, skrzypiące denerwujące. Miałam zamiar wstać i znaleźć zatyczki do uszu, ale nie chciało mi się wygrzebywać spod moskitiery.

W Porcie Playa Del Carmen - przesiadka na Isla Cozumel
A za dnia zawsze o tym zapominałam. Ale teraz jest groźniej, bo w całym domu odizolowanym od zewnątrz, jest tylko on i ja. I nie mogę wstać, ani nawet przekręcić się na łóżku na drugi bok, bo on odkryje, że nie jest jednak sam w całym domu. Może się wściec, że słyszałam, co on gada, bo nie wie przecież, że ja nie znam jego języka. Ale sytuacja! Zasnęłam nad ranem.

Charakterystyczna budowla Playa Del Carmen i patrol policji
Obudziłam się o godzinie 9.oo! codziennie wstaję już o 7.oo, a teraz 9.oo?  taka strata czasu dziennego. W drugi dzień świąt, miałam jechać do Playa del Carmen! Zerwałam się z łóżka i w tym momencie znowu usłyszałam tego faceta za ścianą gadającego coś monotonnym głosem. O rany! On jeszcze? Czy już się wyspał i od początku?

Deptak w Playa Del Carmen
Za dnia nie ma jednak takiej niepokojącej ciszy jak w nocy. Coś się dzieje za bramą, jeżdżą samochody, toczą się wózki z jedzeniem, z lodami, nawołują się ludzie. To już inna atmosfera. Gdy szłam do łazienki, usłyszałam, jak facet zamyka drzwi. Odczekałam chwilę. Zamknął też bramę (z hukiem!). Ulga! Wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie, zamknęłam dom i poszłam do Oxxy po kawę.

Wejście na plażę
Wszystko już było czynne, wszyscy pracowali, Luis miał otwartą cafe Internet, weszłam tam z kawą, żeby napisać do Oliwii i odebrać e-maile. Drugi dzień świąt wyglądał w mieście, jak zwykły roboczy dzień. Upał niesamowity. Kurz na remontowanych ulicach. Stragany pełne ciągle tego samego towaru i sprzedawcy tymi samymi słowami zachwalający swój towar.

Plaża Playa Del Carmen
Pojechałam do Playa Del Carmen. Minibusy do Playa Del Carmen (68 km) odjeżdżają z Avenue Tulum, naprzeciwko Terminalu ADO, z boku, przy Mc Donaldzie. Bilet kosztuje 17 pesos. Ruch jest niesamowity. Minibusy krążą między Cancun, a Playa Del Carmen bez przerwy, jak metro.

na plaży Playa
Kierowca bierze tylko tyle pasażerów, ile jest miejsc w minibusie i odjeżdża, a podstawia się następny i tak w kółko. Playa Del Carmen to wczasowa miejscowość nad Mar Caribe, do której ciągną turyści i Meksykanie. Z Cancun jedzie się szosą prowadzącą do Tulum, które też koniecznie trzeba odwiedzić.

Playa
Do Playa Del Carmen jedzie się również wówczas, gdy się chce dostać na Wyspę Cozumel. Właśnie z Playa odpływają żółto-niebieskie statki „JetLine” na Isla Cozumel, zabierając turystów spragnionych nurkowania.

Remik pomylił chyba miejsca! to o  Playa Del Carmen chodziło, a nie o Isla Mujeres?
Statki kursują 12 razy dziennie. Pierwszy rejs zaczynają o godz. 7.oo rano, ostatni o 22.oo. Do Playa można wrócić już o 6.oo rano, ostatni kurs powrotny o 21.oo. Bilet kosztuje ponad 300 pesos, ok. 25 $.

Plażowicze zorganizowani
W Playa del Carmen mnóstwo turystów wypoczywających w tej miejscowości, jak również tych, przesiadających się na statek płynący na Isla Cozumel. Poszłam zwiedzić miasteczko, a potem na plażę. Pogoda do plażowania wyśmienita. Woda ciepła, ale bardzo czysta. 
 
Cafe muzyczna na plaży
Mimo, że  wzięłam tym razem duży aparat fotograficzny, zdjęcia mi się prześwietlały, nie mogłam ustawić należycie aparatu. Biel piasku z jasnym błękitem nieba i palącym słońcem, to trudne warunki do robienia zdjęć. Żadnego cienia!

Żar leje się z nieba!
W Playa Del Carmen również brak świątecznego nastroju. Pracowały wszystkie sklepy, pracowali robotnicy na budowach. Zapomniałam napisać, że na Jukatanie wszystko i wszędzie znajduje się w budowie.
 
Proszę, drugi dzień świąt, a niektórzy ciężko pracują w upale
Terminale autobusowe, porty, jezdnie, chodniki, budynki. Cały Jukatan znajduje się w stanie odbudowy, rozbudowy i remontów, jak po wojnie. Myślę, że do tego przyczyniły się dotacje Programu Quintano Roo. W święta pracy nie przerwano. Na mojej Lopez Portillo, kładli asfalt.
 
Większość jednak wypoczywa, ale nie w domu!
Cały świąteczny dzień spędziłam bardzo przyjemnie w Playa Del Carmen. Trochę pozwiedzałam miasteczko, trochę poleniuchowałam na plaży. Zbudowali tam szopkę z piasku. W taki upał! Pracują teraz przy niej wolontariusze pilnując, aby szopka się nie rozleciała zbyt szybko. 

Szopka z piasku, w Playa Del Carmen
Polewają ostrożnie wodą piasek wokół figur, aby podłoże było ciągle wilgotne. Szopka budzi duże zaciekawienie turystów, bo rzeczywiście jest to praca godna podziwu. Szopka stoi tam od Wigilii, już trzeci dzień wytrzymuje to niesamowicie palące słońce. 
 
Widok z boku
 Każdy robi sobie przy niej zdjęcie, ja też, bo to dzieło krótkotrwałe, przemijające, więc warto utrwalić je na fotografii.

Ja przy szopce z piasku
Po powrocie do Cancun zjadłam na Mercado kolację i poszłam do swojego kościoła obejrzeć szopkę. W kościele byli przypadkowi ludzie, głównie turyści, podobnie jak ja, z ciekawością oglądali szopkę i siedzieli sobie w zadumie. 
Nauka salsy w parku Cancun przy muzyce z  płyt CD
Przynajmniej w kościele widać, że są święta. Przy szopce krzątało się trzech młodych mężczyzn podłączając więcej lampek. Wreszcie poczułam  świąteczną atmosferę i zapach żywej choinki.

Szopka w kościele w Cancun
Już po ciemku wróciłam do domu. A tu facet zza ściany już u siebie w domu, przy otwartych drzwiach znowu pracuje! Tym razem przyszedł wcześniej, niż ja i go zobaczyłam. Śniadoskóry, czarne, gęste włosy, czarne ubranie. Przechodząc do swoich, ostatnich drzwi w korytarzu, musiałam przejść obok jego otwartego pokoju. Siedział przy dużym laptopie. Też mnie widział.

Po dołączeniu nowych lampek
Słyszał zresztą, jak otworzyłam i zamknęłam z hukiem bramę. W pozostałych mieszkaniach nadal nikogo nie było. A jak nikt z sąsiadów nie wróci, aż do nowego roku? Może wzięli sobie urlopy, żeby dłużej świętować z rodzinami? Chyba skończył pracę na komputerze, bo znowu zaczął trzeć!

Jeszcze kilka zdjęć z Playa i Isla. Playa Del Carmen
Dokładnie zamknęłam za sobą drzwi na klucz i odkręciłam blokadę zamka. Sprawdziłam, czy wszystkie okna są szczelnie zamknięte, a górne okienko w łazience zasłoniłam ręcznikiem. Latarkę i nóż położyłam obok łóżka. Szczęście, że okna są zakratowane! Wzięłam prysznic. Nie musiałam już być cicho, bo on wiedział, że jestem. Gdy wyszłam z łazienki, znowu usłyszałam to jednostajne tarcie i jego spokojne, ciche gadanie. Nie wiem, jak ja to wytrzymam, czy uda mi się zasnąć?

Playa
Żeby chociaż jeden z sąsiadów wrócił do domu, czułabym się raźniej. Może to być nawet ta dziewczyna, co każdego wieczoru śmieje się tak głośno, że na ulicy ją słychać. Zniosę każde zachowanie, byleby ktoś wrócił wreszcie do domu! Podłączyłam laptop, żeby włączyć radio i przegrać zdjęcia do foldera.

Playa
Kupiłam sobie takie małe radyjko, które działa jedynie wspólnie z laptopem. Nie jest na prąd, ani na baterię, tylko na laptop. To znaczy, ma baterie, ale działają tylko pół godziny bez laptopa, więc tak, jakby ich nie było. Radyjko ma wejście na słuchawki, na pendrive i kartę pamięci.

Isla Mujeres
Bardzo dziwne radyjko, ale ja już nie mogłam wytrzymać bez muzyki. Zawsze było mi trudno obejść się bez radia. Telewizja może nie istnieć, ale bez radia ciężko. Uczę się języka, więc jak mówią, też słucham i sprawdzam, co już rozumiem. Ale głównie słucham muzyki. Radia na prąd były w sklepach, ale duże, a mi chodziło o coś małego, lekkiego, no i znalazłam w końcu to laptopowe radyjko. W torebkę się zmieści. W pokoju od razu zrobiło się przyjemniej, jak coś  gra.

Na Isla Mujeres Seven-eleven i pojazdy golfowe!
Gdy włączyłam radio, nie słyszałam już tego tarcia o szkło u faceta za ścianą. Przegrałam zdjęcia i zaczęłam oglądać, a tu raptem słyszę, jak brama otwiera się z hukiem, dziewczyna śmieje się głośno - życzenia czasem się spełniają. Sąsiedzi wrócili!

Isla Mujeres
Już zupełnie na luzie piszę sobie na laptopie, słuchając muzyki w radyjku. Nawet nie myślę o tym dziwnym facecie i czuję się zupełnie bezpiecznie. Ta radosna z natury dziewczyna i jej rodzina nawet nie przypuszczają, jaką przysługę zrobili nieznajomej sąsiadce, wracając do domu! Bienvenida en la casa!

U Kapitana Hooka
A tak w ogóle, to bardzo przyjemnie żyje się w Cancun :) 

Mój dom

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz