Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

wtorek, 5 listopada 2013

pobyt na Flores



Skoro już sobie przedłużyłam pobyt na tej bajkowej wyspie, wybrałam się spacerkiem do Santa Elena, żeby zobaczyć wreszcie to miasteczko na stałym lądzie. Jest większe, niż myślałam, ale zupełnie nieciekawe. Tym bardziej się cieszę, że zatrzymałam się na Flores, gdzie ceny  jedzenia są może trochę wyższe, natomiast hotel „El Mirador” jest na moją kieszeń. 

Centrum Mayama i kolorowy Qeutzal
Jeszcze jeden był w takiej cenie, „La Casa Del LacanDon” również przy Galle La Onion Floras Peten, ale jakieś 300 m dalej, pozostałe są droższe, od 160 do 300 kecali za dobę. Nie wspominam już o tych eleganckich, których na wyspie jest kilka. Te zaczynają się od 600 kecali za noc i więcej.

pomnik zasłużonego
Generalnie ta ulica okala wyspę od zewnątrz, siłą rzeczy jest najdłuższa i większość hoteli położona jest właśnie na tej obwodnicy, żeby druga strona hotelu i restauracji wychodziła wprost na jezioro.

Kamienna twarz Maja
Takie hotele lubią turyści. Ja również lubię sobie siedzieć przy stole, na podłużnym, ukwieconym korytarzu, tuż obok swojego pokoju, patrzeć na łódki pływające po jeziorze i ludzi spacerujących promenadą nad wodą. W tym miejscu jest też lepsza wentylacja powietrza i nie czuje się upału.

z góry widać most do Flores (po lewej stronie)
Pisanie na laptopie w takiej scenerii jest bardzo przyjemne. Tylko gwizdanie i świstanie ptaków słychać gdzieś w gałęziach drzew i czasami przeleci nad nami samolot, ponieważ tu niedaleko jest lotnisko. Jedno z nielicznych w Gwatemali. 

W Santa Elena bank niemal przy banku stoi
Oczywiście na innych urokliwych uliczkach, wewnątrz wyspy, również znajdują się różne hotele i hostele. Nawet weszłam do jednego z nich dowiedzieć się o cenę i warunki, ponieważ bardzo ładnie prezentował się z zewnątrz. Myślałam o zmianie hotelu z powodu kłopotów z internetem.

Hostel II
Wewnątrz tragizm o mało nie powalił mnie z nóg. Syf niesamowity, trzy sale po 8 – 12 łóżek znajdujących się w barłogu, na jednym z nich turysta, który jak stał, tak zasnął. Wokół walały się na wpół wybebeszone plecaki nieobecnych podróżników.Z miną pokerzysty pytam jednak o cenę, oczywiście już z samej ciekawości. 45 kecali za dobę.
 
Hostel "Frida"
Ja płacę za samodzielny pokój z własną łazienką i widokiem wprost na jezioro, 60 kecali, czyli o 2 $  (6,40 zł) drożej. 1 $ = 7,50 kecali. Ten facet z Fridy nie powinien brać więcej, jak 5 kecali za dobę, za taki barłóg. No, ale nie mnie oceniać. Są amatorzy różnych warunków bytowania. W Hostelu "Frida" wcale nie było lepiej, chociaż były tam również pokoje dwuosobowe, a nie taka ogólna obora. Zostałam w" El Mirador"

Hol główny. I na tym fotogeniczność hostelu się kończy.
Gdy ja piszę, Brenda chodzi obok po korytarzu, myje drzwi wszystkich pokoi, kafelki, szklane żaluzje w oknach, a teraz ogromną miotłą zamiata ściany miedzy drzwiami. Trudno mi się skupić w takiej sytuacji, ale cóż, siła wyższa. Przy okazji pokazałam jej, że tu nie sięga Internet.

Quetzal
No, nie sięga, kiwnęła głową ze współczuciem i poradziła cofnąć się do końca korytarza, na granicy z holem hotelu. Tam sięga. Ale tam bardzo gorąco, duszno i ja natychmiast cała potem się zalewam, a tutaj przyjemnie, zefirek od jeziora. Niestety, nie przeskoczę tego tematu. Muszę tutaj pisać, a następnie przejść do holu i przerzucić wszystko na blog. 

Murale w Santa Elena
Z tymi hotelami to różnie bywa. Trudno mi pojąć, co decyduje, że mają taką, a nie inną cenę. Oglądając proponowane pokoje doszłam do wniosku, że na pewno nie decyduje o tym wielkość pokoju, bo każdy w zasadzie jest, jak cela więzienna. Często bez okna. Nie decyduje dostępność własnego banio, bo te ze wspólną łazienką, potrafią być droższe, niż te z łazienką własną. Nie decyduje czystość, bo w każdym ona jest bardzo wątpliwa. Trzeba więc wybierać najtańsze, bo w sumie ma się to samo.

ulica w Santa Elena
W El Mirador zostałam dlatego, że tani, a ma własną łazienkę, okno, wprawdzie wychodzące na patio, ale jest, ma półkę w łazience, szafkę w pokoju i wieszaki, co w tanich hotelach jest rzadkością. Często bywa tak, że nie ma na co rzeczy położyć, ani ręcznika powiesić. Wszystko wówczas trzyma się na łóżku, torbie i plecaku, a to jest bardzo uciążliwe. Z takiego hotelu zmykam, jak najszybciej.

Czyścibut  w Santa Elena
Ten chłopak śmieje się do mnie, bo pytał czy wyczyścić moje buty, a gdy mu podstawiłam swoje sandały, roześmiał się i powiedział tylko: zrób foto. To zrobiłam i pokazałam im. Na turystach to ci fachowcy nie zarobią, ponieważ wszyscy w sandałach chodzą lub w klapkach. Ale na swoich elegantach, szczególnie tych w kapeluszach i z maczetą u boku, to i owszem.

autobus na targowisku
Zupełnie niespodziewanie trafiłam na targowisko.Przez środek targowiska bez przerwy dosłownie, przejeżdżały autobusy, minibusy, chickenbusy i inne furgonetki osobowe, zbierając ludzi z zakupami, rozwożąc ich do domów. To jest wygoda! wprost z targowiska w autobus i do domu! bez dźwigania przez pół miasta do dworca autobusowego. Ale dla kupujących nie było to wygodne.

trzeba było uważać, aby na czas w jakimś stoisku się schować
Na targu, jak wszędzie, można kupić wszystko: mięso, mydło i powidło. Chociaż nie zawsze. Chciałam kupić na straganach z elektrycznymi rzeczami wtyczkę do kontaktu z tutejszymi końcówkami, zebym z drugiej strony mogła swoją europejską wtyczkę podłączyć i nigdzie czegoś takiego nie mieli. Dobrze, że chociaż jedną z Polski przywiozłam, ale jak ładuje się laptop, to bateria aparatu fotograficznego musi czekać.

Te włochate, czerwone w pęczkach, to liczi, które polubiłam w Sri Lance
Również na targu znajdowała się loteria, ludzie te losy kupowali, ale szczęściarza żadnego nie spotkałam. Najwięcej jednak było stoisk z telefonami komórkowymi i różnymi akcesoriami do nich. W Gwatemali, w innych miastach już to zauważyłam, jest mnóstwo sklepów z komórkami i bardzo dużo ludzi jest zawsze w tych sklepach. Jakaś mania komórkowa zapanowała w Central Ameryce.

Robią tu na poczekaniu złote ramki na zębach
Taka moda jest w Gwatemali, żeby na zęby nakładać sobie złote ramki i kogo tylko stać na taką fanaberię, robi to, a potem szpanuje uśmiechając się na prawo i lewo. Pierwszy raz, gdy jakiś pan pozdrawiając mnie, otworzył usta w szerokim uśmiechu, o mało się nie przewróciłam z wrażenia. Na samym przodzie, każdy jego ząb miał złotą otoczkę, a w środku był biały. Chyba to o zamożności świadczy, albo co? Dotyczy to także kobiet. Co kraj, to obyczaj.

Człowiek z nogami w ramionach
Ten pan nie miał swojego stoiska, więc chodził tak po całym targowisku z towarem i manekinem w rękach. Życie towarzyskie na takim targowisku kwitnie. Ludzie rozmawiają ze znajomymi, siadają na jakąś przekąskę na plastikowym krzesełku przy straganie, gdzie od ręki przygotowuje się świeże danie, a co jakiś czas wpadają panie z Municipal, w granatowych  mundurkach, z tajemniczą listą w ręku i kontrolują. To samo zauważyłam na Flores w restauracjach. Wiecznie coś kontrolują i stresują właścicieli i szefów kuchni.

na targowisku
Wracając z targowiska urwała mi się jedna szelka od małego plecaczka. Weszłam więc do tego Centrum, bo byłam już przy moście, żeby kupić igłę i nici. Chodziłam między półkami z towarami, przy których jest możliwe, że taką rzecz znajdę, jakiś komplet igieł i nici, czy osobno każdą z tych rzeczy, ale niestety, nic takiego nie było. 

widok na jezioro
 Zapytałam więc panią z plakietką w mundurku. Pokazałam, że tą szelkę muszę przyszyć, ale odpowiedziała, że nie mają igieł i nici. W Supermarkecie! Gdy już byłam przy kasach, pani mnie odszukała, trzymała w ręku igłę z nitką, poprosiła o plecak i sama osobiście mi tą szelkę przyszyła! Coś takiego mi się przytrafiło! Byłam mile zaskoczona.

Desperatka
Niemile zaskoczona zostałam, gdy przechodziłam przez most na wyspę. Otóż patrzę, a za barierką, od strony przepaści w wodę siedzi na krawężniku kobieta i dwoje małych dzieci. Desperatka jakaś czy co? samobójczyni? ale dlaczego z dziećmi? podchodzę bliżej, a tam w dole jej mąż coś w wodzie płucze, a te dzieci przycupnięte od zewnętrznej strony bariery siedzą, jak myszki i boją się poruszyć. Niesamowite!

wieczór nad jeziorem

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz