Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

sobota, 2 listopada 2013

Flores


                                                                        FLORES

Wyspa Flores wita nas
Jestem już na wyspie Flores. Żeby się tutaj dostać drogą lądową, musiałam z Livingston dopłynąć łodzią do Puerto Barrios. Z początku myślałam nawet, aby tam zanocować i następnego dnia wyruszyć, w bądź co bądź, dość daleką drogę. Gdy zobaczyłam to miasto, zapragnęłam jak najszybciej znaleźć się w jakimkolwiek autobusie, aby tylko wiózł mnie dalej.

płyniemy
Znalazłam taki autobus, z dwoma przesiadkami zajechałam do Santa Elena, ostatniego przystanku autobusów. Można zatrzymać się w Santa Elena lub tuk-tukiem za 5 Q przejechać most łączący Santa Elena, leżącą na stałym lądzie, z wyspą Flores i tam się zatrzymać.Tak właśnie zrobiłam.

El Mirador
Zaraz po wyjściu z autobusu podchodzili do nas naganiacze z taxi i z hoteli. Nie jeżdżę taxi, ale przywołałam tuk-tuka i powiedziałam, że szukam taniego hotelu. Przy tuk-tuku natychmiast zjawił się Mario i powiedział, że on właśnie tani i bardzo dobry hotel ma dla mnie.

Park przy przystani łodzi
Dosiadł się do tuk-tuka i pojechaliśmy. Rzeczywiście hotel mi się spodobał i cena była dobra. Mario oczywiście tam pracował, taki spec od wszystkiego, ale uczynny chłopak. No i przywozi turystów, klientów, to dla właściciela hotelu dobry pracownik :)

Promenada Flores
Flores spodobało mi się od pierwszej chwili. Czyste i bardzo zadbane miasteczko. Dużo wąskich, brukowanych uliczek z kolorowymi domkami. Nawet trudno nazwać je domami, bo są po prostu malutkie.Jak już wspominałam, Gwatemalczycy, to mali ludzie.

Kościół na wyspie Flores
Większe domy są tu rzadko spotykane, ale są również. El Mirador oferowało Wi-Fi, już myślałam, że sobie uzupełnię blog, ale mają słaby zasięg i na tarasie internet zanika, w pokoju nie ma go w ogóle, natomiast przy recepcji jest gorąco, Brenda nie ma tam wentylatora i ja się topię po prostu, więc czas pracy na laptopie mam bardzo ograniczony.

Duży dom na Flores
Promenada nad samym jeziorem przebiega wokół całej wyspy, tak że można sobie naokoło wyspy pospacerować. Niektórzy o świcie uprawiają tu jogging. W ten sam sposób biegną ulice, położony wyżej - wokół wyspy. Trudno zabłądzić, bo wszystko tu jest na okrągło i zawsze wyjdzie się w to samo miejsce.

Wyspa Flores Wita Turystów!
Hotele i restauracje pobudowane są na przestrzał, to znaczy można tam wejść od ulicy, jak również wprost z promenady. Z dwóch stron mają zawieszone szyldy. Od strony jeziora, zazwyczaj trzeba po schodkach się wspiąć, bo ulice są wyżej położone, niż jezioro, dlatego w czasie deszczów nie są zalewane. Woda na bieżąco spływa rynienkami z ulic do jeziora.

promenada
Ja siedzę w Restaurant "Tipico Imperio", kilka kroków od mojego hotelu "El Mirador", a to dlatego, że w Mirador udostępniony internet działa bardzo słabo, chwilami całkowicie zanika. Natomiast w Tipico, gdy spożywałam tu wczoraj obiad, pani kelnerka sama przyniosła mi password, gdybym chciała mieć dostęp do internetu. No, to na śniadanie przyszłam już ze swoim laptopem i uzupełniam blog.Gdy chcę odebrać pocztę lub coś napisać, biorę laptop i idę do Tipico.

most z Santa Elena na Flores
Niedziela dzisiejsza bardzo senna i trochę zachmurzony poranek, więc można spokojnie posiedzieć  przy laptopie. W jadłospisie na desayuno (śniadanie) mają zazwyczaj to samo w każdej restauracji.

uliczka na Flores
 Najtańsze śniadanie od 25 Quetzali. Ja zazwyczaj biorę panaqueques (30 Q),czyli dwa placuszki z konfiturą lub miodem i do tego pokrojone owoce oraz cafe con leche, czyli kawę z mlekiem (15 Q). Nieraz samą sałatkę z różnych warzyw spożywam, albo sandwich z pollo, czyli kanapkę z kurczakiem (35 Q).

łódki czekają na turystów
Jeszcze tego samego dnia zapisałam się na wycieczkę do Tikal, bo wiem że indywidualnie tam pojechać nie zdołam. Tikal i większość ruin Majów w tym rejonie leży na terenie Parku Narodowego,do którego wstęp jest bardzo drogi. Jak już kiedyś wspominałam, Gwatemalczycy bardzo na turystach zarabiają, liczą im stawki maksymalne, za co tylko można. Zwiedzanie czegokolwiek jest tutaj bardzo drogie.

Czekamy na świt
Wyjazd do Tikal był wyznaczony na godzinę 3.oo rano!Szaleństwo! Mario obiecał jednak, że mnie obudzi. Po całym dniu podróżowania z południa na północ Gwatemali i od 2.30 w nocy znowu na nogach być, to wymaga naprawdę dużo samozaparcia.

W oczekiwaniu na świt ponad szczytami drzew
Ale nie było wyjścia. Tutaj indywidualnie trudno gdziekolwiek dotrzeć. Można tylko turystycznym minibusem. Najgorsze jednak, było przede mną. Samochód mógł dojechać tylko w określone miejsce, przed wejściem do Parku Narodowego.
w końcu nastał  świt
Dalszą drogę musieliśmy po ciemku odbyć pieszo, następnie wspinać się na sam szczyt piramidy majańskiej, żeby znaleźć się ponad szczytami drzew, tak jak siadywali Majowie,wsłuchując się w odgłosy dżungli.Całą drogę grupa niemal biegła, co mnie po prostu wykończyło.

Minę mam nietęgą, bo mam lęk wysokości
 Nikt nie mówił, że to będzie bieg z przeszkodami, pośród nocy w nieznanym terenie. Gdzie oni się tak spieszą! Czy kto pierwszy dobiegnie, dostaje jakąś nagrodę? myślałam, wściekając się, ale szłam dalej. Ponieważ odwrotu nie było.

takimi schodami wchodziliśmy na górę
Sama pośród nocy zostać w tej puszczy nie mogłam, bo bym się stała pożywieniem dla dzikich zwierząt.To jest ogromny Park, w którym żyją w swoich naturalnych warunkach różne zwierzęta i ptaki. Najpierw szliśmy chyba ze trzy kilometry wgłąb dżungli, potem wspinaliśmy się drewnianymi schodami na sam szczyt piramidy, aby tam przywitać świt i usłyszeć budzącą się ze snu dżunglę.

nasza wycieczka
Jak już usiadłam na tych zimnych kamieniach na szczycie piramidy, to byłam szczęśliwa, że się ta droga wreszcie skończyła. Wsłuchiwaliśmy się w poranne odgłosy dżungli. Świat zwierząt i przyrody budził się do dnia. Najpierw ryczały lwy, potem gwizdały ptaki, następnie odzywały się małpy. Wszyscy siedzieliśmy w milczeniu, jeszcze nie zgrzytaliśmy aparatami fotograficznymi.Ten czas należał do zwierząt i ptaków. To był ich świat. Zdjęcia robiliśmy, gdy nastał dzień i wszystkie odgłosy się pomieszały.

łatwiej wejść, niż zejść z piramidy, ale ta jest mniejsza
Gdy już zrobiło się jasno, zdałam sobie sprawę jak wysoko siedzę, nie mając w zasadzie żadnego zabezpieczenia, a schody piramidy są wąskie i wysokie. Ale na strach było już za późno. Trzeba było zejść. Podczas, gdy gnaliśmy w to miejsce po ciemku przez dżungle, całą drogę wspierał mnie jeden chłopak, podczas gdy inni gnali, jak do pożaru. Bardzo mu byłam za to wdzięczna.

Nasi przewodnicy odpoczywają, a my chodzimy i oglądamy
Starał się mieć mnie w zasięgu wzroku, czekał, gdy spowolniałam, oświecał mi lepsze przejście swoją czołówką, abym nie wpadła w błoto i nie przewróciła się. Naprawdę fajny gość z tego Anglika. Ani przewodnik, ani inni turyści nie czekali na nas, do czasu, aż sami się tak zmęczyli, że zatrzymali się na polanie dla odpoczynku. Wtedy ich dogoniliśmy. W tej grupie byli akurat sami młodzi ludzie.

Drzewko koki
Nasza wycieczka była młoda i międzynarodowa. Oprócz Anglików, byli też Francuzi, Słowacy, Niemiec, Japończyk, a także młoda para koreańska, no i ja, jedna niemłoda Polka.  Guide był nasz, anglojęzyczny oraz miejscowy, z Parku Narodowego, mówiący po hiszpańsku.

guide z PN prowokuje tarantulę do wyjścia z ziemi
W drodze powrotnej zwiedzaliśmy pobliskie ruiny Majów, których większość znajduje się w remoncie,oraz pokazywano nam różne ciekawostki przyrodnicze. Młody dostał się wreszcie  do tarantuli. Turyści brali ją na swoje ręce, ale ja się nie odważyłam. Była duża, czarna, włochata i groźna.

Tarantula
Wróciliśmy o 12.30 do Flores. Na szczęście kierowca odwiózł mnie pod sam hotel, z którego mnie zabrał, inaczej bym zabłądziła, ponieważ nie zdążyłam się po przyjeździe nawet rozejrzeć po nowej okolicy.

Informacja Turystyczna w Tikal
Na terenie Parku Narodowego znajdowała się informacja turystyczna, w której można było kupić mapkę terenu (20 Q) oraz inne pamiątki majańskie. Była tam też restauracja, w której wreszcie zjedliśmy śniadanie, ponieważ nie wszyscy zabrali ze sobą kanapki, większość wycieczki była na czczo.

Tikal
Ta budowla w Tikal jest najczęściej pokazywaną w folderach, na widokówkach, ale prawda jest taka, że większość budowli ma ścięty czubek, jest zniszczona, ma czarne ze starości kamienie i pokruszone przez działanie czasu, deszczu i wiatru, strome schody. Sporo pieniędzy przeznaczane jest co roku na remont Tikal. Właśnie przeczytałam, że Park Narodowy Tikal zyskał 4 miejsce spośród wybranych ośmiu cudów świata.

piramida w remoncie
Myślę, że większość zysków otrzymywanych z biletów wstępu do Parku Narodowego przeznaczane jest na renowację tych ciekawych, zabytkowych i zagadkowych budowli Majów. Aby przetrwały dla następnych pokoleń. Inaczej, za kilkadziesiąt lat rozlecą się one ze starości i za przyczyną działania przyrody.

budowla majańska w lesie
W Parku Narodowym żyją również na wolności dzikie indyki gwatemalskie, które chodzą sobie gdzie chcą, również po drzewach i znajdują naturalne pożywienie na terenie parku.

Indyk gwatemalski
Bilet wstępu do Parku Narodowego Tikal kosztuje 250 Quetzali, w tym są dwa bilety – jeden za 150 Q   za sam wstęp do Parku, a drugi 100 Q za wprowadzenie przez przewodnika na „amanecer”, czyli na oglądanie świtu. Tym sposobem okazuje się, żeby się umęczyć do utraty tchu, trzeba było zapłacić  100 Q. Ale wyboru nie dają, bo taki jest program wycieczki i oba bilety trzeba wykupić.

niektóre z budowli już zarastają
Samo Tikal, ze swoimi budowlami rozsianymi po całym dużym zadrzewionym terenie, jest bardzo ładne. To było duże miasto Majów. Rosną tam różne gatunki drzew powodując, że utrzymuje się tam dużo gatunków zwierząt, gadów i ptaków. Można obserwować małpy skaczące po gałęziach i kolorowe, pięknie śpiewające ptaki. O świcie słyszeliśmy pobudkę lwów i innych groźnych zwierząt.

większość budowli wygląda tak
Wśród drzew wyróżnia się jasne, o gładkiej korze, święte drzewo Majów, ceiba. Swobodnie rosną sobie również narkotyczne drzewka koki. Liście koki mają bardzo przyjemny zapach, taki trochę waniliowy, trochę cytrynowy, zmieszany z czymś jeszcze bardzo ładnie pachnącym.

Ceiba
Ceiba pięknie prezentuje się w całości, niestety, nie mieści się w blogu w pozycji pionowej, więc musiałam umieścić tu tylko koronę. Wewnątrz tych majańskich budowli znajdują się większe i mniejsze pomieszczenia, do których prowadzą krzyżujące się zdradliwie korytarze. Łatwo można nimi pobłądzić. Te specyficzne budowle miały bowiem różne przeznaczenie, prywatne i publiczne.

las z piramidą w tle 
Na dziedzińcach znajdowały się paleniska, wokół których Majowie zasiadali na wspólne obrady i spotkania towarzyskie. W różnych miejscach sporo stoi różnych rzeźb  majańskich w kamieniu, wyobrażających ich wierzenia oraz bóstwa przez nich czczone.

Palenisko wśród budowli
Po powrocie do Flores padłam bez życia na łóżko i przespałam dwie godziny, po czym wzięłam prysznic (bez prysznica i wentylatora, życie tu by nie istniało) i poszłam obejrzeć to małe miasteczko na wyspie.

spacerownik
Wyszłam tylnym wyjściem z hotelu, wprost na spacerownik. Widok śliczny, powietrze świeże i co chwilę przepływała jakaś kolorowa łódka z turystami. Flores, to naprawdę piękne miejsce do wypoczynku.

przystań łódek
Następnego dnia poszłam za most, do Santa Elena, aby pobrać z bankomatu pieniądze i spotkało mnie to, co najgorsze może spotkać samotnego podróżnika. Żadna karta nie zadziałała. Wzięłam z sobą dwie, różnych banków, żeby w razie kłopotu z kartą, mieć drugą, ratunkową, ale że żadna może nie wypłacić mi pieniędzy, tego nie przewidziałam.

kawiarenka w pobliżu mojego hotelu
Najważniejsze, to nie wpadać w panikę, powiedziałam sobie. Napisałam maile do Marcina i Oliwii, aby sprawdzili, czy aby na koncie nie zrobiło się jakieś zamieszanie, bo ja robiłam kilkakrotne próby tymi kartami. W nerwach to człowiek różne nieskoordynowane ruchy wykonuje.

Flores
Na szczęście nic złego się nie stało. Odczekałam dzień i znowu poszłam, ale już do tego jedynego bankomatu, jaki znajduje się na wyspie Flores, w markecie spożywczym. Zadziałało! co za ulga! ale też  nauczka, że w podróży wszystko zdarzyć się może. Mam jednak nadzieję, że już więcej mi się taki kłopot nie przydarzy.

Ławka przed moim pokojem w patio El Mirador
Przedłużyłam sobie pobyt w hotelu „El Mirador” ponieważ nie zwiedziłam jeszcze wszystkiego. Miasta Santa Elena, to w ogóle nie poznałam, poza tym Centrum Handlowym, nazywane tu „Centro Majana” czyli po prostu Centrum Majów - to kroku dalej nie zrobiłam.

sklep spożywczy z Cajero na Flores
Nawet do tego Centrum nie weszłam, ponieważ po tej przygodzie z bankomatem na dziedzińcu, straciłam humor i wróciłam do hotelu. Na powyższym zdjęciu widać za szybą sklepu, w prawym rogu, ten żółty bankomat Cajero! jedyny na wyspie Flores. Na szczęście ten sklep zawsze jest czynny. W święta też.

Przed Centrum Majana
Po zwiedzeniu okolicy, zapiszę się jeszcze na jakąś ciekawą wycieczkę minibusem z innymi turystami, tylko muszę przeanalizować propozycje i wybrać to, co najbardziej mnie interesuje.

posadzkaz majańskim motywem
Podejrzewam, że to nowa rzecz, ponieważ sporo lokali jest w tym budynku jeszcze pustych. Ale po okolicy i na Flores jeździ już firmowy autobus, dowożąc ludzi na zakupy w tym miejscu, do banku, kina lub do kawiarni. No i oczywiście do Burger Kinga! Tu wszyscy wprost uwielbiają śmieciowe jedzenie. Póki co.

Majańskie motywy są wszędzie wokół Centrum
Dopóki nie przekonają się, jakie to niezdrowe. Każdy naród musi do wszystkiego dojrzeć, co stanie się w swoim czasie. W restauracjach też trudno o coś smacznego i zdrowego. Głównie proponują tortille z dziwnym nadzieniem, makarony po włosku z sosami, hamburgery, chesburgery, a gdy wzięłam coś,co się inaczej nazywało, również dostałam ogromną bułkę nadziewaną kurczakiem i innymi dziwnymi rzeczami.

Dom na mojej ulicy
Najbezpieczniej zamówić zupę, bo zawsze jest świeża, smaczna i ma w sobie  bardzo dużo warzyw. Do zup nie dodają tu żadnej zasmażki, ani nie zabielają śmietaną, na szczęście. Można też zjeść świeżą rybę,ale to kosztuje 100 i więcej kecali, zależy, ile zaważy. Ale są placuszki z miodem i świeżymi owocami na pociechę.

Hotele z mojej ulicy, od strony wody
Mimo kiepskiego jedzenia, dobrze jest być na wyspie Flores. Jest pięknie, temperatury nie obezwładniają upałem i nie ma komarów. We wszystkich, nawet najmniejszych uliczkach jest czysto, nigdzie nie walają się śmieci, służby porządkowe od rana do popołudnia jeżdżą po całym mieście i zamiatają ulice oraz wszystkie kąty i zakamarki.

rodzinna kąpiel wieczorna
 Dzięki temu nie ma innych obrzydliwych zwierzątek, które w Sri Lance były wszędzie, niestety. Głównie przez zaśmiecanie  miast i miejscowości, czym gospodarze miast wcale się nie przejmowali.
Nie ma też na Flores bezpańskich, wałęsających się psów, ani zdziczałych kotów, których sporo było na południu kraju. Tak ogólnie, Flores przypomina mi miasteczka chorwackie, tylko tam tuk-tuków nie było.

Zapada noc na Flores

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz