Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

wtorek, 12 listopada 2013

Belize - Caye Caulker



O 5.oo rano wyjechałam z Flores. Autobus miał być pierwszej klasy, klimatyzowany. Nie był. Na pożegnanie Gwatemala jeszcze raz mnie oszukała. Pieniądze wzięła za lux, dała grata. Jeden chłopak się ostro wykłócał, ale to nic nie dało. Mówiłam, żeby dał spokój, bo to nie zmieni naszej sytuacji.

Choinka już stoi na placu przed kosciołem
Gwatemalczycy oszukują, na czym tylko się da. Paweł pisał do mnie maila, że w Sri Lance nadal kradną i trzeba bardzo pilnować swoich rzeczy. Pytał, czy w Gwatemali też kradną? odpisałam, że nie kradną, ale oszukują na potęgę, więc trzeba być czujnym. Ludzie zazwyczaj ukrywają takie informacje z grzeczności, z pozycji gościa okradzionego w domu osoby go goszczącej. Ja myślę, że trzeba pisać jak jest, żeby następni turyści byli wyczuleni na pewne sytuacje i lepiej się pilnowali, to i rozczarowań będzie mniej.

Water Taxi
Do Belize City zajechaliśmy po godz.10.oo. 5 godzin w niewygodnym autobusie, w którym siedzenia były tak niskie, że wszystkich nas, wysokich ludzi, bolały nogi. Po drodze zaczął padać deszcz i padał już cały czas. Wycieraczki nie działały, więc jechaliśmy na wyczucie. Na granicy trzeba było wysiadać ze wszystkimi bagażami, wypisać kwity, odprawić się, przejść granicę i znowu wszystko załadować do autobusu, który już czekał po drugiej stronie, na parkingu.Odprawa, jak na lotnisku.

Port. Belize City takie nieciekawe, ze nawet zdjęć nie robiłam.
Rzeczywiście wymieniali quetzale na belizejskie dolary. Kantor sam wszedł do autobusu i pytał, kto chce wymienić pieniądze, nie było problemu. Wymieniali każdą ilość. Zostawiłam 20 Q na opłatę, a resztę, która mi została, same drobniaki, wymieniłam. Wizę wbili do paszportu  na 30 dni. Potem można przedłużyć, ale nie wiem czy to będzie konieczne. Po stronie Belize krajobrazy zmieniły się. Plantacje były większe, bardziej zadbane, posiadłości duże, ładne stylowe domy. Między nimi stały jednak biedne blaszaki, takie jak w Gwatemali. 
Stacja Water Taxi
W pierwszej większej wsi, George Vilage zobaczyłam Amiszów. Autentycznych! Wyglądali zupełnie tak samo, jak na filmach amerykańskich. Kobieta szła w otoczeniu dwóch mężczyzn, potem jechała bryczka z całą rodziną Amiszów. Wszyscy ubrani dokładnie tak samo, jak 100 lat temu. Nie wiedziałam, że Amisze mieszkają w Belize. Zatrzymałam się na noc w mieście, bo zbyt byłam zmęczona, aby kontynuować podróż na wyspy. To po tym autokarze, który miał być lux, jak to z cmoknięciem przekazywał mi agent turystyczny. Niestety, nie można kupić biletów na przejazd autobusem bez pośrednictwa agencji turystycznej. Taki los.

Na ulicy nawet wyświetlili kurs Taxi. To moja godzina.
Ciągle nie byłam zdecydowana, czy płynąć na Caye Coulker, czy na San Pedro. Naganiacze taksówkowi zaraz po wyjściu z autobusu nas obstąpili, ale usunęłam się na bok, bo sama chciałam sobie poradzić. Potoczyłam się ze swoją torbą i plecakiem w najbliższą ulicę, sprawiającą wrażenie, że będą tam jakieś hotele.Szukałam taniego Guesthausu na jedną noc w pobliżu przystani, żeby następnego dnia nie dźwigać za daleko bagażu.
Check in, obok kafejka
Jest tu Chinatown!, więc myślałam, że będę miała spory wybór, ale tak nie było. W końcu trafiłam do Guesthausu „Three Sister,s” przy Quin Street 36. Trochę dla mnie za drogi (25 $), ale na jedną noc mogłam sobie pozwolić. Poznałam tylko jedną siostrę, Isabel, młodzieńca Jonatana i jego młodszego brata. Nie wiem, czy pozostałe dwie siostry istnieją, czy to tylko taka nazwa z dawnych czasów.

Za chwilę wejdziemy na pokład
Hotel schludny, łazienka przy pokoju, lodówka, wieszaki, ręczniki. Bardzo czysta pościel. Jest nawet nocna szafka z lampką i jedno plastikowe krzesełko oraz dwa wentylatory – wiszący i stojący, chociaż dzisiaj żaden niepotrzebny, bo w czasie deszczu temperatura trochę spadła i jest w sam raz. Piszę o tym, bo to właśnie są czynniki powodujące wyższą cenę.

Ja już siedzę
W Gwatemali trzymali cenę bez względu na to, czy było czysto, czy brudno. Często nie było ręczników, ani papieru toaletowego, dlatego wożę z sobą jedną rolkę na wszelki wypadek. Nie było nawet gwoździa w ścianie, aby powiesić ręcznik, czy ubranie. To są problemy w tanich hotelach. W takim hotelu, jak „Trzy Siostry” mogłabym mieszkać dłużej, gdyby był tańszy, chociaż nie ma tu luksusów. W Pajanachel, hotel Japończyka miał wyższy standard i miał dostęp do Internetu. Tutaj niestety Internetu nie mam, ale sam hotel jest ok.!
Żegnamy deszczowe Belize City
Po kąpieli i przebraniu się poszłam obejrzeć miasto, ale się nie dało. Cały czas padał deszcz. Przeszłam się na przystań wodnych taksówek, aby spisać godziny w jakich motorówki odpływają na wyspy i jaki jest koszt biletu. Wodne taxi pływają co 2,5 – 3 godziny, a bilet na Caye Caulker kosztuje 25 $ BZ, natomiast na San Pedro – 30 $ BZ. Cała przemokłam, bo deszcz nie przestawał padać. Nie robiłam nawet zdjęć.

ostatnie zdjęcia
Zaczęłam szukać jakiegoś przyzwoitego, niedrogiego lokalu, gdzie mogłabym zjeść obiad, ale było trudno. Miasto jakieś takie puste, wszystko pozamykane. Może dlatego, że to sobota? W końcu jeden pan zapytał czego szukam, to on mi pomoże. Wskazał z daleka lokal. Ten „Azja food”, dopytywałam, bo taką reklamę było z daleka widać. Nie, ten obok i skierował mnie do takiej niedużej knajpki tubylczej, która byłą parę kroków od mojego hotelu, a ja łaziłam nie wiadomo po co, po innych ulicach i niepotrzebnie mokłam.

płyniemy
Knajpka okazała się być bardzo przyjemnym miejscem, takim bardziej domowym. Bardzo miła obsługa. Za duże danie z ryżem, kurczakiem, sałatką i fasolą, piwo oraz sok z lodem, zapłaciłam 13 $ BZ czyli 6,50 $ USA. A byłam już porządnie głodna, bo poprzedniego dnia zjadłam tylko dwa placuszki z dżemem. Na drogę to nigdy nie chcę się objadać, więc miałam z sobą tylko krakersy i wodę mineralną. Czas już był na obiad. Deszcz nie przestawał padać, więc wróciłam do hotelu.

mimo deszczu, nikt nie traci humoru
Ludzie na ulicach różnią się od tych z Gwatemali. Wyraźnie widać inne pochodzenie. Wyglądają, jak Afrykanie, bardzo ciemni z bardzo skręconymi włosami, raczej szczupli. To przeważnie potomkowie afrykańskich niewolników, sprowadzanych przez konkwistadorów do pracy. Namieszali ci kolonizatorzy nieźle, na całym świecie. Skutki w wielu krajach zostały na wieki całe.

Water Taxi w porcie
Wyspałam się porządnie, bo skoro cały czas padało, a właściwie lało, jak z cebra, to nie było możliwości zwiedzania tej turystycznej miejscowości. Rano poszłam znowu do tej miłej knajpki w pobliżu hotelu, na śniadanie. Niestety, była zamknięta. Pan powiedział, że jest sprzątanie i będzie czynna od 12.oo.

Na Caye Caulker też pada! moje bagaże już na wózku.
Spakowałam się, oddałam Isabel klucze i poszłam na przystań wodnych taksówek. Właściwie poszłyśmy obie, bo Isabel szła po coś w tamtą stronę i powiedziała, że przy okazji mnie odprowadzi. Raptem z 300 m było na tą przystań od hotelu „Trzy Siostry”. No, ale przecież była niedziela, więc Water Taxi też pływały rzadziej. Kupiłam bilet na 10.30, byłam półtorej godziny za wcześnie!

Na ląd idziemy długim pomostem, bo woda tu płytka.
Na przystani, jak na lotnisku. Luggate Check In , na sali odpraw, jak również przed przystanią wyświetla się tablica - Next boat leaves 10.30 a.m. do San Pedro i Caye Caulker, Gate 2 . Zapytałam pana, czy mogłabym na ten check In oddać już bagaż, bo czasu sporo, to bym sobie na braekfast poszła? Oczywiście, no problem. Zapytał tylko dokąd płynę, bo do San Pedro, to na bagażach wiązane są czerwone wstążeczki, a jak do Caye Caulker, to zielone. Moje bagaże dostały zieloną wstążeczkę. 

Odlotowa kafejka jazzowa przy przystani na wyspie
Bardzo mi się spodobała ta organizacja pracy. Poszłam do Caffe Bar na śniadanie i na kawę. Kawa była wyjątkowo dobra, więc poprosiłam jeszcze jedną. Deszcz nadal padał, więc nie było po co wychodzić na zewnątrz.Czas minął bardzo szybko i gdy zobaczyłam, że pod Gate 2 podpływa łódź, ustawiłam się do przejścia. Tubylczy chłopak i dziewczyna przyszli później, ale bez pardonu minęli nas i weszli pierwsi na pokład, po czym natychmiast rzucili się na materace, które w ilości 2 sztuki leżały na łodzi i w takiej pozie przetrwali aż do Caye Caulker. 

Wyluzowani swojacy
Turyści grzecznie zajęli miejsca siedzące i mimo deszczu, Water Taxi miała komplet pasażerów. Bagaże zostały dowiezione na pokład wózkiem, jak na lotnisku i przez pracowników ułożone na przodzie łodzi. Płynęliśmy. Szkoda, że nie było ładnej pogody, bo trasa była super. Mijaliśmy małe wysepki, inne łodzie. Cały czas padał deszcz. Tragedia! 

Plecak w pokrowcu, ale torba moknie. Widać, jaki deszcz?
Po dopłynięciu do celu, również czekał wózek bagażowy i wszystkie bagaże z zielonymi wstążeczkami zostały wyładowane z taxi i przewiezione wózkiem do terminalu przystani w Caye Caulker. Bagażowy nie czekał na zapłatę za fatygę. Wykonał swoją robotę i poszedł.

Widok na zewnątrz
Zaraz obok przystani znajduje się bardzo fajny lokal jazzowy. Wystrój w stylu „Nowy Orlean” i taka też leci tam cały czas muzyka. Po prostu odlot! Weszłam na próg jedynie, bo bagaże ustawiłam pod ich daszkiem i musiałam je mieć na oku. Zapytałam bardzo ładną, miłą, czarną kelnerkę, w którą stronę iść, aby znaleźć tani hotel i ona mi podała nazwy dwóch hoteli: "Loraines Guest Hause" i "Marines" z zaleceniem na ten drugi.

Marines od frontu
Wytłumaczyła mi, jak tam dojść, ale przyszła biała właścicielka restauracji i pogoniła dziewczynę. Bardzo mnie to zdziwiło, bo nie było jeszcze klientów ,a dziewczyna chciała tylko być uprzejma. Ale biali już tak mają. Chyba wyznawała zasadę: nie nasz klient – nie tracimy na niego czasu. Zatrzymałam się w "Marines"

Z kawiarni, po przeciwnej stronie ulicy
Pod wieczór, gdy wracałam ze spaceru brzegiem morza, znowu spotkałam tą dziewczynę. Bardzo się ucieszyłam, że mnie poznała i zatrzymała. Zapytała, czy trafiłam i czy zatrzymałam się w tym hotelu. Powiedziałem, że tak, w „Marines” i wreszcie miałam okazję jej podziękować. Powiedziałam też, sorry z powodu niezadowolenia szefowej, odpowiedziała, no problem i roześmiała się machnąwszy ręką.

Mój domek na palach A3
W „Marines” nie jest tanio, ale w Belize, a tym bardziej na takiej odlotowej wyspie, to już najtaniej, jak może być i trzeba wziąć minimum dwie noce. No to wzięłam. Deszcz nadal lał, jak z cebra, ale miałam na sobie krótkie, ażurowe kaloszki w kwiatki. To był dobry pomysł, aby takie kaloszki zabrać z sobą. Kupiłam je w Warszawie, w sklepie ogrodniczym, bo one są przeznaczone do prac ogrodowych.

Ciągle pada......
Z Azji przywiozłam takie doświadczenie, że normalne, nawet krótkie kalosze nie nadają się na tropiki. Nogi się pocą, nie można w czymś takim wytrzymać dłużej, niż pół godziny bo można sobie stopy odparzyć. A takie ażurowe, króciutkie, nie sięgające nawet kostki, są świetne przy tych ulewach, parnym powietrzu i wysokich temperaturach.

Deszcz przegonił turystów z plaży
Chodzę sobie swobodnie po drodze, na której już nie kałuże, ale cała droga jest jednym wielkim strumieniem. Woda się wlewa, następnie przez dziurki wylewa, a sztywna i chropowata  powierzchnia podeszwy chroni moje stopy przed skaleczeniem i poślizgiem na białym błocie. Wnętrze kaloszka tak zrobiono, żeby nic tam się nie zwijało, nie nasiąkało, nie odparzało. Po prostu super!

Moje ażurowe kaloszki
Mając takie czadowe kaloszki, nie siedziałam w  swoim domku na palach, tylko natychmiast poszłam na przegląd tanich hoteli na wyspie. Stąd wiem, że tańszych nie ma. Są gorsze, ale nie tańsze. Chodziłam tak 3 godziny, to po białym błocie (bo piasek na plaży i na wyspie jest biały), to po wodzie, czasami wchodziłam do morza, aby kaloszki przepłukały się z piasku. Chodząc tak, oglądałam przy okazji wyspę. Gdy jest ładna pogoda, to tutaj musi być ślicznie! Mam nadzieję, że tego doświadczę, bo po południu deszcz wreszcie ustał.

Karaibskie plaże
Domek na palach jest bardzo wygodny. Ma sporą powierzchnię, potrzebne meble i sprzęty, dwa wentylatory, własną łazienkę i 4 okna! Naprawdę! na każdej ścianie jedno okno. Biorąc pod uwagę, że większość pokoi w Gwatemali nie miała żadnego okna, to moja radość jest uzasadniona. Bez okna to ja nigdy nie wiedziałam, czy jest już dzień, czy jeszcze noc? Czy ładna pogoda? Jak się ubrać? Pada, czy nie pada?

na ganku pada i laptop moknie
Mam też swój ganek ze stolikiem, fotelem i plastikowymi krzesełkami i jak będzie ładnie, mogę tam sobie siedzieć i pisać na komputerze. Wklepałam już kod do laptopa i mogę na ganku korzystać z Internetu. W pokoju niestety, nie ma zasięgu. Wyszłam na ganek i wysłałam Oliwii e-maila, żeby się o mnie nie martwiła. Ostatni raz pisałam do niej z Flores z Gwatemali .Internet niestety, ciągle zanikał i laptop szalał.

Kościół Ewangelicki
Tuż za bramą mojego hotelu, stoi kościół ewangelicki. Wieczorem byłam już po kąpieli (jest ciepła woda!), rozścieliłam łóżko i włączyłam laptop, aby to wszystko opisać, a gdy będzie dostęp do internetu, przenieść to na blog. Raptem usłyszałam muzykę i śpiew. Fantastycznie! Śpiew docierał z tak bliska, jakby pod moim oknem się to odbywało. Szybko wskoczyłam w spodnie i tshirt, wzięłam z sobą tylko mały  aparat fotograficzny i klucz od domku i weszłam do tego kościoła. Oczywiście, że wszyscy na mnie spojrzeli, ale raczej przyjaźnie. Usiadłam sobie w ostatniej ławce i słuchałam. Było pięknie i nastrojowo.

granie i śpiewanie
 Tuż obok mojego hotelu znajduje się również „China Town Market” należący do tego samego właściciela, co „China Town Hotel” i „China Town Restaurant” taki chiński kompleks biznesowy. Takiego sklepu brakowało mi w Gwatemali, żeby wejść z koszykiem i wybrać sobie, co potrzebne i co ma swoją określoną i przylepioną cenę. Kupiłam tam mydło, adapter do kontaktu, którego w całej Gwatemali nie mogłam znaleźć, wodę mineralną, sardynki oraz 4 małe bułeczki. Na kolację, bo przy niedzieli słabo tu pracują nawet lokale, więc nie będę już szukała, gdzie by tu coś zjeść.

Zdjęcie robię przez bramę, ze swojego podwórka
W wolne od pracy dni, lokale otwierają dopiero wieczorem, dla turystów. Czynne są blaszaki z jedzeniem i kramy z pamiątkami. Ci pracują zawsze. W Centralnej Ameryce nie ma dzielnic China Town, co mnie bardzo zdziwiło, ponieważ myślałam, że Chińczycy są już wszędzie.

Główna ulica na wyspie
Ucieszyłam się, jak zobaczyłam, że są w Belize. Świadczyło to o tym, że bez problemu uraczę się wreszcie daniem  "rice and chicken", co polubiłam w Azji i nie będę musiała jeść paćki z mielonej fasoli.Szkoda, że nie podają tu fasoli gotowanej w całości, którą bardzo lubię. Mogłaby nawet być czarna.

Wszędzie biały piasek, na plaży, na ulicach
Z samego rana wzięłam laptop i poszłam na bujaną ławkę do ogrodu, aby wysłać Marcinowi życzenia z okazji imienin. To u mnie było z samego rana, w Warszawie było już wczesne popołudnie, po 14.oo chyba, więc i tak byłam z życzeniami spóźniona.

To prywatna posiadłość
Pogoda się poprawiła, świeci słońce i jest gorąco. Ten domek na palach przedwcześnie pochwaliłam. Łóżka są dwa i oba niewygodne. Coś z materacami jest nie tak. W nocy przeniosłam się na drugie łóżko, ale niewiele pomogło. Dotychczas w żadnym hotelu nie miałam takiego problemu. Poza tym te spacery z laptopem po całym podwórku i szukanie dostępu do Internetu, gdzie łącze nie będzie co chwilę się rwało.........Postanowiłam zmienić hotel i .poszłam na poszukiwania. Nauczka: nigdy nie chwal dnia przed zachodem słońca!
Hotele wśród palm bezpośrednio na plaży
Zdecydowałam się na hotel „Vista del Mar” przy Front Street. Tak nazywają główną ulicę biegnącą wzdłuż wybrzeża Morza Karaibskiego, oddzielającą plażę od domów po drugiej stronie ulicy. Ale nie wiem, czy to prawdziwa nazwa, bo żadnej tablicy z nazwą nigdzie nie znalazłam. Zarezerwowałam pokój nr.6, z trzema oknami, biurkiem, dwoma łóżkami, stolikiem nocnym, wieszakami i podobno Wi-Fi odbiera się również w pokoju. Zobaczymy. Łazienka w korytarzu, ale z tego powodu pokój tańszy o 5 $ USA.

Okno mojego pokoju dokładnie nad napisem, na werandzie
Z tymi dolarami, to tutaj niezły cyrk jest. trzeba mieć kalkulator w głowie. Płaci się dolarami USA lub BZ, albo każdymi z nich po trochu. Resztę również wydają, jak mają – część w USA, a część w BZ. Bystrość umysłu wskazana, aby mieć pewność, że dostało się tyle, ile trzeba. Całe szczęście, że przelicznik stały i zaokrąglony, bez groszy. 1 dolar USA = 2 dolary BZ , to ułatwia sprawę.

Z okna mam widok na plażę i morze
No, więc zarezerwowałam pokój w „Vista del Mar” od jutra (wtorek 12.11.2013r), ponieważ dzisiejszą noc mam jeszcze do wykorzystania w „Marines”. Rano przewiozę tam bagaże wózkiem golfowym. Wózki golfowe z daszkiem, to na wyspie prawdziwy hit. Jeżdżą, jako taxi, wożąc ludzi po wyspie, którą w mig mogę przejść pieszo, wzdłuż i wszerz. Rozwożą pocztę, towary do sklepów i restauracji, które przypłynęły z lądu, maja je mieszkańcy w swoim posiadaniu, jako prywatne pojazdy, zamiast samochodów. Oczywiście używane są również na polu golfowym, które podobno jest na wyspie. Lądują tu również małe samoloty!
 
Front Street
Wózki golfowe są szybkie, ciche, nie smrodzą spalinami, jak w Belize City samochody i zajmują mało miejsca na drodze. Dobrze sprawdzają się na piasku, bo głównie po takiej nawierzchni tutaj jeżdżą. Pokonują wszystkie kałuże, małe i duże. Gdy szłam rano między tymi kałużami w swoich czadowych, ażurowych kaloszkach, zatrzymałam się przy jednej ogromnej, próbując odgadnąć, na ile jest głęboka.

Po Caye Caulker jeżdżą tylko takie pojazdy
Chłopak jadący wózkiem golfowym ze skrzynkami coca-coli  kiwnął na mnie, abym siadła obok niego i przewiózł mnie przez to ogromne bajoro na drugą stronę. Wózki golfowe są ok.! Poza wózkami golfowymi nie ma tu innych pojazdów na cztery koła. Są jeszcze rowery. Dla turystów działają wypożyczalnie rowerów i kajaków. Widziałam jeden traktor komunalny wiozący zebrane z całej wyspy śmieci.

Te pomosty, to przystanie motorówek, przewożące ludzi na inne wyspy
Ten drugi hotel, „Vista del Mar” ma jeszcze te zalety, że na parterze mogę zjeść śniadanie (ale zapłacić. Nie mają tu śniadań w cenie pokoju), po drugiej stronie ulicy jest plaża i błękitne Morze Karaibskie, wokół znajdują się różne knajpki, gdzie wieczorem można posiedzieć przy piwie i muzyce na żywo, mając do swojego domu kilka kroków zaledwie. Dodatkowo, po przeciwnej stronie ulicy jest przystań „Water Taxi”(jest ich kilka na wyspie), co rozwiązuje mi sprawę dźwigania bagaży, gdy będę płynęła na San Pedro. 

Przypływa też tutaj towar dla hoteli i sklepów
Bagaże to mój stały problem. Chętnie bym połowę rzeczy wyrzuciła, ale niestety, wszystko jest niezbędne w tak długim podróżowaniu.

Ukryte w zieleni kawiarenki
Po 12.oo w południe wróciłam do swojego domku na palach, na sjestę. Upał dawał się we znaki. Prysznic, wentylator i woda mineralna, to najbardziej potrzebne rzeczy w takiej sytuacji. I wygodne łóżko lub hamak na werandzie. Gdy piłam kawę na zadaszonym patio kawiarni przy plaży, poznałam bardzo miłą  dziewczynę, Amerykankę  Susanę, również samotnie podróżującą po Central America. Ona swoją podróż zaczęła od Panamy, gdzie ja dopiero zmierzam.

Polskiej flagi jeszcze tu nie ma
Spotkałam już kilka ludzi, którzy w samotnej podróży szukają sensu swojego życia, jak niektórzy w buddyzmie, czy w hinduizmie. Są to ludzie w różnym wieku, młodzi i starzy. Taka podróż daje im nowe spojrzenie na życie i czas na przemyślenie istotnych spraw osobistych. Ja podróżuję, ponieważ w stałym miejscu zamieszkania wykonałam już wszystkie zadania, jakie każdy człowiek wykonuje w ciągu swojego życia. Ostatni etap życia spędzam, poznając życie innych ludzi w odległych krajach.

Wszystkie ulice mają nawierzchnię z białego piasku
Jestem obserwatorem. Jak większość starych ludzi obserwuje z okna własnego domu życie swoich sąsiadów, tak ja obserwuję życie ludzi mieszkających w różnych krajach świata. I mną i tymi starymi ludźmi powoduje ciekawość. Gdy się ma jeszcze w sobie ciekawość, to znaczy, że się żyje.

Prywatna przystań hotelu. Wstęp wzbroniony.
Chodząc po Caye Caulker, co rusz napotykam napisy „go slow”, „life slow” i to jest to, co mi potrzebne po intensywnym polskim życiu zawodowym i osobistym, jakie prowadziłam do tej pory. Idź wolno, żyj wolno, nie spiesz się, nie irytuj. Nie wściekaj się, że inni nie spełniają twoich oczekiwań, że sama nie spełniłaś własnych oczekiwań. 

Tata z synkiem przyjechali rowerem i siedzą sobie kiwając nogami

Życie się nie cofnie, abyś mogła zrobić korektę, ani nie będzie trwało wiecznie, żebyś zbyt długo żyła w  poczuciu winy, niespełnienia, zawodu, rozczarowania w stosunku do pewnych ludzi. To wszystko straci znaczenie wraz z jego końcem, o którym nikt nie myśli, pędząc przez życie, jak torpeda. Może właśnie dlatego tak pędzą? Żeby nie myśleć? Go slow! Life slow! Wszystko jest ważne tylko w chwili, gdy się dzieje. Następnego dnia jest już tylko mglistym wspomnieniem, a dla innych, po prostu niczym. Life slow!

Muszle i kokosy
Znowu pada deszcz! Muszę zajrzeć do Internetu i sprawdzić informacje. Byłam pewna, że czytałam, iż lato zaczyna się tutaj pod koniec października i trwa do marca. Teraz widzę, że panuje tutaj pora deszczowa. Czyżbym czytała o innym rejonie świata? 

Pamiątki z Karaibów
Z samego rana spakowałam rzeczy i przeszłam do hotelu "Vista Del Mar" nad brzegiem morza. Szamir pracujący w recepcji, rzeczywiście trzymał dla mnie pokój nr.6, bo ten mi się najbardziej podobał. Pogoda dzisiaj wspaniała! Oliwia napisała, że znalazła informacje, iż to nie koniec opadów deszczu w Belize! od środy zaczną się znowu. Aż trudno uwierzyć, bo zrobiło się przepięknie!

jedna z przyjemnych kafejek w pobliżu
Ludzie od razu ruszyli tyłki z hamaków, foteli kawiarnianych i zapełnili plażę. Część popłynęła motorówkami na nurkowanie, część pływa jachtami niedaleko brzegu. Oby prognoza, którą Oliwia przeczytała w internecie, nie sprawdziła się! może deszcze ominą przynajmniej wyspę Caye Caulker? Tak sobie marzę.

Widok z mojego tarasu
Po dopełnieniu formalności, wypełnieniu odpowiedniego druku, uiszczeniu należności i otrzymaniu klucza, zjadłam na dole śniadanie, wypiłam kawę, dostałam od Szamira pasword i zainstalowałam się w swoim pokoju. Obejrzałam łazienkę. Są dwie obok siebie w końcu korytarza. Czyste, co najważniejsze duże, przestronne. Każda ma kabinę prysznicową, wc i umywalkę. Przed kabiną jest dywanik, z czym był problem w innych hotelach, bo nie było na czym mokrej stopy postawić. Jest ok! Będę tutaj do 20 listopada.

wieczorem przy tych stołach serwują jedzenie
Gdy otworzyłam szklane rolety we wszystkich trzech oknach, w pokoju zrobiło się jasno, a oknami wpadło świeże, rześkie powietrze od morza, stwarzając naturalny wentylator. Podwiesiłam zasłonki na karniszach, aby cyrkulacja powietrza swobodnie obejmowała cały pokój.

wreszcie mam wygodne biurko do pisania
Jest wspaniale. Internet rzeczywiście działa bardzo dobrze w pokoju, piszę przy wygodnym biurku i przez okno spoglądam na przepływające białe motorówki między zielonymi palmami. Czy może być coś piękniejszego? Teraz żeby tylko pogoda była łaskawa.

Ci wszyscy, z prawej i lewej płyną na nurkowanie
Ale przerwę pisanie, do którego wrócę wieczorem i pójdę na plażę. Skoro jutro znowu mają przyjść deszcze, to trzeba wykorzystać każdą minutę pięknej, słonecznej pogody.

Domek prywatny




 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz