Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

sobota, 19 października 2013

Vulkano Pacaja i Pajanachel

W piątek po obiedzie miałam czekać przed bramą szkoły na minibus, którym jechaliśmy obejrzeć wulkan Pacaja. Ja oczywiście, jak zwykle punktualna i zdziwiona, że inni mają to za nic. Nie możesz być człowieku na 13.oo, to powiedz, że będziesz o 14.oo, to ja sobie tą godzinę na pisanie w laptopie przeznaczę, a nie będę sterczała przed bramą w upale, jak głupek. 
 
droga do vulcano Pacaja

Mówię do Any, zadzwoń, może odwołana ta wycieczka, ale Ana każe czekać, maniana. Przyjechali za 15 minut piętnasta! zanim dojedziemy, to będzie już ciemno. Tutaj o 18.oo jest już ciemno. Ale trudno, jedziemy. Obok mnie usiadł ogromny Amerykanin z kolanami pod brodą, ja z Polski, a reszta towarzystwa z Hiszpanii. Ci, to mają dobrze. Jak do siebie przylatują, język ten sam, chodzą sobie, jak po swojej krainie. Amerykanie z kolei, głównie tu do szkół językowych przyjeżdżają, bo mają blisko i tanio, żeby nauczyć się hiszpańskiego. W minibusie była tylko jedna para, pozostali podróżowali w pojedynkę, jak ja. Od pierwszej chwili, wsiadając do tego minibusu, wiedzieliśmy, że lekko nie będzie, ale nie zdawaliśmy sobie jeszcze sprawy, że przyjdzie nam prawdziwy survival przeżywać.

wioska, skąd dalej trzeba dojść pieszo

Najpierw trzeba było wydostać się z ciasnych uliczek Antiqua, żeby pozbyć się prychających spalinami chicken busów czyli publicznych autobusów. 
Z powodu przeziębienia, gorączki i bolącego gardła miałam na szyi bandamkę, którą w samochodzie szczelnie zatykałam nos. Wszyscy zatykali nosy czym mogli, a ja i dziewczyna siedząca przede mną, dodatkowo uszy, bo wiało z otwartego okna niemożliwie. Kręgosłup trzeba było szczelnie do oparcia siedzenia przycisnąć, żeby zneutralizować gwałtowne wstrząsy na dziurach w drodze i koleinach oraz garbach, które nasz kierowca pokonywał niemal z rozpędu. Patrzyliśmy na siebie, ale nikt nie zwracał kierowcy, ani pomocnikowi uwagi, to ja też milczałam. Takiej jazdy jeszcze nie znałam, że też ten samochód to wszystko wytrzymał!
 
zostałam w tej wiosce

Chwilami miało się wrażenie, że samochód rozpada się na części, ale nie, wyjechaliśmy na prostą i dalej jechaliśmy. Cały czas pod górę serpentynami, krajobrazy przecudne! to nasza szosa tam, głęboko w dole, pytam Joego, tak, odpowiada, stamtąd przyjechaliśmy, niesamowita historia! Puebla i miasteczka, jak na dłoni postawione, a wokół wszędzie góry z soczystą zielenią i wodospady! ale póki co,smród spalin przez całą drogę i głośna muzyka z głośnika z tyłu samochodu - co za męka! Gdyby jeszcze puścili muzykę latynoamerykańską, ale nie ! jakieś dudnienie tylko było słychać, a co między dudnieniem- niknęło w hałasie silnika. Nie można było na własnych myślach się skupić, oglądając tak bogatą i piękną przyrodę. 

szkoła w Pacaja

Amerykanin włożył do uszu zatyczki. Moje zostały w innej torbie. W końcu dojechaliśmy do wulkanu. A wulkan, jak wulkan, dymiąca góra i tyle. Żeby zobaczyć go z bliska, trzeba było osobno zapłacić 40 $ i zmiejscowym przewodnikiem wspinać się jeszcze wyżej, 4 km, no i potem, siłą rzeczy zejść po stromiźnie na powrót 4 km, wąską, dróżką z osypującą się ziemią. Odmówiłam. Wiedziałam, że nie dam rady pokonać w tych surowych warunkach takiej wysokości. Można było wynająć osiołka z chłopcem, który będzie go prowadził. No nie, to już nie dla mnie takie numery. Młodzi niech idą. Zostałam z kierowcą na dole, a reszta towarzystwa poszła. Nikt nie zdecydował się na osiołka. Spisałam numer rejestracyjny naszego minibusa, żeby się nie pogubić, bo wycieczek było tam sporo i poszłam z aparatem foto, w towarzystwie wałęsających się psów i dzieci, zwiedzić pueblo. Gdy wróciłam minibusa nie było. Znalazłam go w zatoczce, na innej wysokości góry, za zakrętem. Gdybym nie spisała jego numerów, wpadłabym w panikę! Podeszłam do prowizorycznego sklepiku kupić wodę mineralną, po czym weszłam do samochodu. Robiło się ciemno. 
 
kościół w Pacaja

Nie zdążyłam się zdrzemnąć, gdy taternicy wrócili. Umęczeni, zmoknięci, bo deszcz padał już od jakiegoś czasu. W drodze powrotnej pokazywali mi zdjęcia z wulkanu, ale sami byli zdziwieni, bo bardzo słabo to wszystko wyszło, trudno się było domyślić w tej zamazanej dymiącej górze, wulkanu. Byli niepocieszeni. Może za późno już było na dobre zdjęcia?, a może to wina złej pogody? W aparacie Hiszpanki dało się rozpoznać ten wulkan, więc inni poprosili o przysłanie im tego zdjęcia e-mailem. No i tyle z tej wycieczki było. Droga powrotna okazała się jeszcze gorsza, bo na całej drodze korki były niesamowite. Chyba ludzie na weekend wyjeżdżali, a między nimi ogromne, dymiące i fukające kolorowe publico busy się wciskały. Koszmar!
 
zapada zmrok w Pacaja

Gdy dojechaliśmy do Antiqua, dochodziła godzina 21.oo. Kierowca wysadził wszystkich na Merkado, głównym rynku miasta, daleko od Ixchel. O,nie! powiedziałam. Przyjechaliście po mnie na 9 Calle Oriente nr.5 i tam proszę mnie odwieźć. Taka była umowa. Kierowca upierał się, że tutaj wszyscy wysiadają. Ale nie ja, odpowiedziałam. Po ciemku nie mam orientacji w mieście, pada deszcz, nie mam parasola, ani kurtki i jestem jeszcze bardziej chora przez te zawiewy w minibusie. Nie wysiądę. Proszę odwieźć mnie na Calle Oriente. Marija, co załatwiała ten wyjazd powiedziała, że spod bramy mnie zabiorą i pod bramę mnie odwiozą, a tu raptem taka decyzja? W końcu kierowca zapalił silnik i odwiózł mnie  pod dom. Teraz z kolei nie mogłam otworzyć bramy, bo klucz się zaciął w tym rozklekotanym zamku. Szarpałam i na przemian dzwoniłam, ale Ana nie wyszła, żeby mi pomóc. Trwało to z 15 minut, nim drzwi ustąpiły i gdy myślałam, ze to już koniec udręki, okazało się, że Ana odłączyła na noc wodę. 

wioska pod wulkanem
Po takiej szaleńczej podróży ani kropli wody, żeby się umyć, czy chociaż umyć zęby i wodę w WC spuścić! Miarka się przebrała - nie zostanę w Ixchel ani dnia dłużej. W poniedziałek wyjeżdżam do Chichiquastenango!

jedyny przybytek rozrywki dla mieszkańców Pacaja
Rano wzięłam prysznic, zjadłam u Any na śniadanie trzy małe placuszki kukurydziane i pokrojonego banana, wypiłam lurastą kawę ze zwarzonym mlekiem i wyszłam przed bramę, aby czekać na następny minibus do Pajanachel. Przygotowana na najgorsze, zostałam mile zaskoczona. Minibusik nowoczesny, wygodny, kierowca kulturalny, okna pozamykane, wewnątrz lekka wentylacja powietrza, muzyka cicha, spokojny blues - tak, to można podróżować. Po drodze zabieraliśmy innych wycieczkowiczów spod ich hoteli i co?  Znowu Amerykanin Joe się dosiadł. Również jechał na dwa dni do Pajanachel.

Hotel Del Sol w Pajanachel
Przez te wycieczki poznałam trochę ludzi i zdziwiłam się, że sporo osób podróżuje samotnie. Dotychczas myślałam, że większość parami, ale nie. Pary były, ale w ogromnej mniejszości. Mimo, że przeważnie były to młode osoby, wolały podróżować samotnie. Tym razem parą byli starsi emeryci  z Ameryki, jak tutaj mówią o USA, ale już kobieta w średnim wieku podróżowała sama i pozostali, ze mną włącznie, również. Czekam, że spotkam w końcu kogoś z Polski, ale nic z tego. Głównie USA, potem Hiszpania, Japonia, Francja, Niemcy, a pozostali z krajów sąsiadujących z Gwatemalą.

wokół góry
Podróż tym razem minęła przyjemnie i wygodnie. Mimo że czułam się względnie bezpiecznie, zapięłam pasy, które w minibusach są przy każdym siedzeniu. Nigdy nie wiadomo co się stać może. Zupełnie bez naszej winy możemy zostać zepchnięci w przepaść, czy to za przyczyną jakiegoś kierowcy szalejącego chickenbusa, czy też spadających z gór, na szosę kamieni. 

mój pokój
Muszę jeszcze wspomnieć o dziwnej organizacji wycieczek przez Ixchel. Otóż Paweł w Sri Lance, jak również organizatorzy podobnych wycieczek w innych krajach azjatyckich, przyzwyczaili mnie, że jak organizują wycieczkę, to od początku do końca. Jednym słowem, wykupuje się wycieczkę, minibus podjeżdża, zabiera osobę, jeżeli to wycieczka dwu lub trzydniowa, w cenie jest hotel, posiłki, przewodnik, który się nami opiekuje. W odwiedzanych miejscach czekają umówieni wcześniej miejscowi przewodnicy, którzy  oprowadzają po atrakcjach  itd., itp. 

widok z mojego okna
I tak aż do powrotu do domu, gdzie każdy zostaje odwieziony pod swój hotel. Ixchel organizuje wycieczki w ten sposób, że płaci się za wycieczkę, ale każdy na własną rękę musi sobie znaleźć hotel, zapewnić jedzenie, zorganizować pobyt. Żeby chociaż dali jakąś rozpiskę, co tam można ciekawego zwiedzić, jakąś mapkę chociaż, skoro przewodnika z nami nie ma. A potem jeszcze kłopot z odstawieniem na miejsce pobytu, chociaż zazwyczaj powrót wypada w nocy. Cóż to za wysiłek organizacyjny! Paweł, doświadczony guide w krajach dziwnych, by się uśmiał! 

w barze ktoś łapie króliczka?
W każdym razie, skoro tak się sprawy mają, ze tylko transport zapewniają (równie dobrze można wyjść na ulicę i samemu zatrzymać busik jadący w tamtą stronę), poprosiłam Ixchel, aby mi pomogli jakiś hotel w Panajachel zarezerwować przez Internet. Marija była zdziwiona moją prośbą, ale otworzyła stronę z hotelami i pokazuje mi hotele za 800 i więcej quetzali za dobę! Marija, mówię, żarty sobie stroisz? 
 
wodospad w dali

Wzięłam od niej mysz, kliknęłam według ceny i pokazałam hotele w cenie od 100 do 200 Q za dobę, pomijając już te tańsze, bo byle czego też nie chcę. No i masz, mówię np. "El Sol" jest już za 160 Q i jak porządnie wygląda, proszę, zarezerwuj mi nocleg w El Sol. Zrobiła to, aczkolwiek niechętnie, sugerując, że tanie hotele zazwyczaj są oddalone od centrum i mogę mieć kłopoty z tego powodu. A potem okazało się, że chociaż na chybił-trafił, trafiłam z tym hotelem w dziesiątkę!

Kościół katolicki w Pajanachel
Rzeczywiście nie był w centrum i Bogu za to dzięki. Przez całe dwa dni trwały tam uroczystości, a ja w El Sol miałam cicho, czysto, ładną okolicę, obok ogród botaniczny i przemiłą obsługę w osobie właściciela Japończyka, a na dodatek bezpłatny Internet i to nawet w swoim pokoju! Pod hotelem co rusz kursowały tuk-tuki, wystarczyło kiwnąć i się zatrzymywały. Mój uprzejmy gospodarz Japończyk, napisał mi na kartce 5 Q, tyle płacisz za tuk-tuka Sofia, 5 Q (1 $= spadł do7,5 Q, czyli w przeliczeniu na nasze, powiedzmy 2 zł)

turyści odpoczywają, mieszkańcy pracują
Gdyby chcieli więcej, to pokaż im tą kartkę i nie dawaj więcej. Nie zawsze z tuk-tuka korzystałam, bo okazało się, że pieszo było całkiem przyjemnie się przejść, a uroczystości odbywały się nieopodal i sobotnia procesja, jak również niedzielna parada szkół gwatemalskich, dochodziły aż do mostu, za którym już było widać mój hotel. 

chłopaki odpalają race

Ale raz skorzystałam, do miasta i dwa razy tuk-tukiem wróciłam z miasta. Po przyjeździe zdążyłam tylko wziąć prysznic po podróży i przebrać się w coś lżejszego i już biegłam z aparatem w stronę, skąd przyjechałam, po drodze wsiadłam do tuk-tuka, bo już wiedziałam, że coś fajnego w mieście się dzieje, a chciałam szybko znaleźć się tam, gdzie się wszystko zaczyna. Była to procesja religijna. 
 
policja zamyka ulice dla pojazdów

Mnóstwo turystów zjechało na ten weekend do Pajanachel z tego powodu, a nie jak zwykle, jedynie z powodu pięknego jeziora Atitlan. Przez te uroczystości, o mało co bym nie zdążyła pójść na przystań nad jeziorem. Ale ze wszystkim się uporałam, mimo ograniczonego czasu pobytu w tym pięknym miasteczku.

procesja się zbiera
No więc, najpierw, w sobotę, szła procesja kościelna przez całe miasto ze świętymi figurami. Gwatemalczycy są autentycznie wierzący, jak się modlą, to żarliwie, z różnymi pokłonami, przysiadami, a nawet turlaniem się po zimnej posadzce kościoła. Każdy modli się po swojemu, nie krępując się innych ludzi i na swój sposób rozmawia z Bogiem. Zapalają świece, dymią kadzidełkami, znoszą świeże kwiaty. 
 
ten w czarnym kapeluszu, to czarownik

Jak idą w procesji, to z natchnionym wzrokiem, z dumą i przekonaniem, że to im właśnie przydzielono ważną rolę w uroczystości, dzięki której są bliżej Boga. Z pełnym zaangażowaniem i poświęceniem dźwigają ciężkie krzyże i święte figury, nie spieszą się, aby odbębnić robotę i iść do domu. Celebrują święto wiele godzin, cieszą się i cały dzień są w podniosłym nastroju. Publiczne święta są jedyną rozrywką dla tych ludzi.

mężczyźni niosą ciężkie figury święte
Od samego centrum miasteczka szłam z procesją, nie myśląc nawet, gdzie ona mnie zawiedzie. Nie znałam miasta, więc gdziekolwiek dojdę i tak będę musiała zapytać o drogę. Nie miałam czasu szukać informacji turystycznej, aby wziąć mapkę miasta, bo uroczystość właśnie zaczęła się wylewać od strony kościoła i musiałam koniecznie iść z

cały czas biją w bębny
nimi, aby nic nie stracić z tego widowiska. Nie zdążyłam nawet kupić wody mineralnej, ani zjeść śniadania, ale co tam, zjem potem coś na mieście, pomyślałam, nie wiedząc, że procesja będzie trwała prawie cały dzień! Ale nie żałowałam. Było pięknie i piękna była atmosfera tego święta.      

co rusz wybuchały petardy i było pełno dymu
Z samego rana, przed procesją, dzieci były przyjmowane do I komunii świętej. To mnie ominęło, bo właśnie jechałam do hotelu zostawić rzeczy. Ale mijałam dzieci w komunijnych ubrankach - wyglądały przepięknie. Wszystkie dzieci (inni mieszkańcy oczywiście, też) mają tutaj śniadą cerę i kruczo czarne włosy ,co pięknie kontrastowało z bielą sukienek, wianków i chłopięcych, nieskazitelnie białych koszul. No i przede wszystkim wszędzie pachniało świeżymi kwiatami, mnóstwo kwiatów znoszą Gwatemalczycy do kościołów, nie tylko z okazji takich uroczystości. 

sprzedawcy mieli tego dnia spore obroty
Od samego rana, przed każdym kościołem siedzą kwiaciarki sprzedając świeże kwiaty ludziom wchodzącym do kościoła. Kwiaty i białe świeczki. Nawet bardzo ubodzy ludzie przynoszą do kościoła kwiaty i białe świeczki, które zapalają trzymając wszystkie razem w garści, okadzają nimi miejsce, w którym stoją, a potem wkładają je w odpowiednio przygotowane do tego miejsca, na ogromnym stole.
 
transport towaru
W Pajanachel jest kilka przyjemnych kafejek, gdzie można coś zjeść i napić się dobrej (wreszcie, dobrej!) kawy. W jednej z nich, znajdującej się na trasie procesji, przysiadłam i zjadłam wreszcie śniadanie. Odpoczywałam w kawiarnianym fotelu na chodniku ulicy,  nic nie tracąc z widowiska. A potem znowu poszłam z ludźmi.

bedą skręcać przed tuk-tukiem
Gdy późnym popołudniem procesja się zakończyła, pospacerowałam, aby rozejrzeć się trochę po mieście. Jest przyjemne i nie ma tyle spalin samochodowych, co w Antiqua, bo ruch samochodowy jest mniejszy. 
 
tylko jeden z nich jest żywy

Chociaż może się mylę?  mogło to być spowodowane świętem, na czas którego był zakaz wjazdu samochodów do miasta, a że następnego dnia również ruch był ograniczony z powodu parady, nikt, kto  nie musiał, nie jechał samochodem do miasta, nie będąc pewnym, czy go nie cofną. W każdym razie lżej się tu oddychało, niż w Antiqua. Kto zbłądzi do Gwatemali, koniecznie powinien odwiedzić Pajanachel.
 
ludzie w strojach narodowych

Tak sobie myślę, że jak nie zmienią w Gwatemali przepisów, co do składników paliwa, filtrowania spalin i wyłączenia z ruchu kołowego zabytkowych ulic, w zabytkowych miasteczkach, ale również w Ciudad, to Ci Gwatemalczycy pomrą przedwcześnie, a piękne, zabytkowe domy i budowle zamienią się w ruiny. Każda epoka się kiedyś kończy i  nie wiadomo z całą pewnością, z jakiej przyczyny. 

Dochodzimy do mostu, za którym jest mój hotel
Cywilizacja Majów? Jeżeli niebawem skończy się raptem życie w Gwatemali, to powód będzie przynajmniej znany – dobrowolne  zaczadzenie się ludności spalinami samochodowymi. Nawet tak bogata przyroda, jaka jest tutaj, nie będzie w stanie oczyszczać powietrza, tak intensywnie zatruwanego każdego dnia i nocy, przez wiele, wiele lat.
 
Idziemy przez most

W hotelu "El Sol" odpoczęłam solidnie i wyspałam się za wszystkie czasy. Jedno, co mi się w Gwatemali podoba, to że nie kąsają mnie komary. Obawiałam się tego, ponieważ na mapie określano Gwatemalę, jako malarycznie niebezpieczne miejsce. A komarów póki co, nie ma wcale. Może one jako pierwsze wyginęły z powodu nasączenia powietrza spalinami? 
 
za moim hotelem już prowincja, ale śliczna

W każdym razie w "El Sol" spokojnie, pachnąco, świeżo. Idealnie do wypoczynku.
Następnego dnia minibus miał po mnie przyjechać o 16.oo Pan Japończyk pozwolił mi zajmować pokój do tego czasu (mówiłam, że był to bardzo uprzejmy człowiek?) więc nie musiałam znosić bagaży do recepcji na przechowanie. 

Widok na Atitlan
Zaraz z rana pobiegłam do miasta na śniadanie i już widziałam, jak autokary zjeżdżają na duży plac przy moście i wysypuje się z nich kolorowo ubrana młodzież. Tego dnia miała odbywać się parada szkół z różnych miast i miasteczek Gwatemali. 

Atitlan - w dali wulkan
W paradzie szły dziewczęta i chłopcy w strojach prezentujących daną szkołę. Przedstawiali oni układy taneczne w takt opracowanej przez siebie muzyki. Wszystko to miało być na końcu oceniane przez jury, zebrane w centralnym miejscu ogromnego, piaszczystego boiska, które było metą tej wielkiej parady. 

i jeszcze raz Atitlan
Uroczystość była na żywo pokazywana w gwatemalskiej telewizji. Cały dzień poświęcony był paradzie młodzieży w Panajachel, bo było to krajowe wydarzenie dnia. Naprawdę było ślicznie. Młodzież prezentowała się fantastycznie,  muzyka była taka trochę marszowa, a niektóre szkoły dawały niezły jazz. 

młodzi jazzmeni
I wszystko byłoby piękne, gdyby nie pogoda. Po 15.oo wróciłam do hotelu, ale po spakowaniu się miałam jeszcze trochę czasu do przybycia minibusu, włączyłam miejscową TV i patrzyłam, jak poszczególne szkoły wchodzą na boisko, stają przed jury, prezentują, już tylko dla przypomnienia, urywek tego, co pokazywali na ulicach miasta, po czym następowała ocena  przez jury. 

dziewczęta
Każdy juror się wypowiadał, co trzymało młodzież jakiś czas w napięciu, potem wystawiano punkty za stroje, muzykę, taniec, pomysłowość no i ostateczną ocenę, którą wpisywano do tabeli. Po tym, grupa ustawiała się na boku i wchodziła następna, wywołana przez spikera. 

krokiem wojskowym
 W pewnym momencie zaczął padać deszcz. Nie taki zwykły, jak u nas, ale rzęsisty, głośny, gwałtowny. Myślałam, że przerwą prezentację i przeczekają ulewę, ale gdzie tam! Nad stolikiem jury było zadaszenie, widzowie pootwierali ogromne parasole, a te biedne dziewczęta w tych kusych spódniczkach z kunsztownie upiętymi fryzurami, ci

dziewczyny tańczące
chłopcy w białych garniturach - nadal byli wywoływani i szli w swoim rytmie, rozpryskując tworzące się na piaszczystym boisku ogromne bajoro. W telewizji było wyraźnie widać, jak dziewczętom ciężko opadają na ramiona mokre, długie włosy, woda zalewa im oczy i instrumenty, ale wszyscy dzielnie odgrywają swoje role do końca.

następni tancerze

Niestety nie dowiedziałam się, która szkoła zdobyła I miejsce, bo busik znowu przyjechał punktualnie i musiałam wracać do Antiqua.
W Antiqua historia się powtórzyła. Minibus nawet nie wysadził nas na głównym rynku, jak ten z Pacaja, ale w jakiejś bocznej uliczce, gdzie mieściło się biuro turystyczne, do którego należał i dalej każdy miał sobie radzić sam. Ludzie zabierali plecaki i wysiadali,
 
następna szkoła

tylko jeden młody chłopak się wykłócał, ale już stojąc na chodniku, czemu ja się z samochodu przyglądałam, bo nie miałam zamiaru w nocy wysiadać, w jakiejś nieznanej mi ciemnej uliczce. Kierowca stał obok samochodu i rozmawiał z drugim człowiekiem, pracownikiem tego Biura Turystycznego i w końcu zwrócił się do mnie, że mam wysiadać, bo on dalej nie jedzie, a ja mu na to, co poprzedniego dnia tamtemu kierowcy, że mowy nie ma, abym tu wysiadła. 

bębniarze
Znowu dyskusja, jak głuchego z niemową , aż przypomniało mi się, że tym razem miałam bilet, który kierowca mi zabrał przy wsiadaniu do samochopdu, w powrotną drogę. Mówię więc, aby obejrzał mój ticket, tam jest napisane, że z Calle Orient mnie zabiera i na Galle Orient mnie odwozi. 
 
publiczność

No, i przypomniał sobie, si, si, mówi, ok, odwiozę Cię do Ixchel i wsiadł do samochodu, a ten chłopak, co się wykłócał bez skutku, okazało się, że nie odszedł, stał nadal i czekał ciekawy, czym się ta historia skończy. Teraz zaczął klaskać w uznaniu, chyba za to, że ja jedna się nie dałam. Chociaż chłopaki młodsi i znający język, a pozwolili się z samochodu wyrzucić. Podniosłam w jego kierunku kciuk na znak, ze jest ok. i pojechaliśmy.

publiczność z drugiej strony ulicy

października 2013 - poniedziałek-lunes
 
W poniedziałek do południa miałam jeszcze lekcje, a po obiedzie (czyli po południu, bo Ana powiedziała, że ostatniego dnia obiad się już nie należy)  spakowałam się i przeniosłam do Matyldy. Dokładnie za róg ulicy, Na Sur 2 a.

z balkonu lepiej widać (c.d.parady)

8 października 2013r–wtorek-martes i 9 października 2013r–środa-miercoles

Był też clown

We wtorek i środę miałam pierwsze dni wolne, więc poszłam solidniej obejrzeć miasto, weszłam do muzeum, na wystawę sztuki gwatemalskiej, a w czwartek o 7.oo rano miałam już zamówiony minibus do Chichicastenango. Co mnie tam pchneło ? sama nie wiem.

Były też szkolne miss(ki)
Naprawdę uważam, że zbyt intensywnie żyję. Czas zacząć odpoczywać i w powolnym tempie smakować życie podróżnika. Mam nadzieję, że w końcu życie spowolnieje i będę delektować się każdym dniem. Ale nie nastąpi to jeszcze w Chichi.
dziewczyna z batutą

W Pajanachel było ciekawie. W weekend były akurat te uroczystości, ale generalnie jest tam sporo interesujących rzeczy do obejrzenia. 

grali, na czym się dało
Można jechać do wulkanu, lub iść do portu i popływać na jachcie lub łódce, można zwiedzać park przyrodniczy. Gdyby nie to, że moje rzeczy zostały w Antiqua, zostałabym w Pajanachel o wiele dłużej.


clown mi pozuje
Ale wszystko, co dobre, szybko się kończy. Jeszcze na jeden dzień wracam do Antiqua, chociaż przez samo miasto będę częściej przejeżdżała, bo wszystkie drogi autobusowe w Gwatemali, krzyżują się w Antiqua.
 
Antiqua

2 komentarze:

  1. Z przyjemnością czytam Pani bloga :) czekam na następne wpisy . Życzę dużo wrażeń i fajnych ludzi . kk

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję, Pani Krystyno! bardzo się cieszę, że blog się podoba. Piszę, gdy tylko mam dostęp do internetu, co w Ameryce Środkowej nie jest takie oczywiste. Serdecznie pozdrawiam. Zosia Małecka

    OdpowiedzUsuń