Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

poniedziałek, 28 października 2013

Niedziela w Livingston



27 października 2013r –Domingo - niedziela

białe flamingi i pies
 Zaraz po śniadaniu wzięłam laptop i poszłam do Travel Agency, żeby sprawdzić pocztę i przerzucić na blog rozdział i zdjęcia z Livingston. Wczoraj zdążyłam umieścić tylko Rio Dulce i San Felipe. Miałam zamiar również porozmawiać z tą panią, co mnie wczoraj obsługiwała, ponieważ doliczyła do rachunku 20 Q za Internet. Rozmawiałam przecież z panem z kantorku Travel Agency i powiedział, że Internet jest Wi-Fi. Nie wiem o co tu chodzi.

chłopiec z rybami
  Po drodze usłyszałam w Kościele Ewangelickim granie i śpiewanie z towarzystwem bębnów, więc weszłam i zasiedziałam się do końca nabożeństwa. Jeden z panów grających na bębnie pokazał mi na migi, że mogę robić zdjęcia. Naprawdę? Nie dowierzałam. Podziękowałam mu skinieniem głowy i uśmiechem i zaczęłam fotografować.
Dziewczyny tańcząc, niosą świece do ołtarza
Po chwili zauważyłam innego pana, należącego do wspólnoty, który przez cały czas nagrywał mszę, jak gdyby z urzędu. Nie wiedziałam, że kościoły prowadzą taką dokumentację. Niemniej, poczułam się raźniej, że nie fotografowałam sama, jako turystka, zaskakując ludzi, ale że jest na takie rzeczy przyzwolenie.

główny ołtarz
Ksiądz w skupieniu wygłaszał swoje kazanie, ale już młode dziewczyny wyznaczone do pełnienia pewnych ról, tanecznym krokiem w rytm bębnów przechodziły przez kościół, jednocześnie śpiewając.
Bardzo ekscytujące wydarzenie dla mnie. Trudno było nie poddać się nastrojowi panującemu podczas tej niedzielnej uroczystości. Ludzie byli odświętnie ubrani, mieli też inne fryzury, niż noszą codziennie. Zarówno część kobiet, jak i wszystkie dziewczynki, miały poplecione cienkie warkoczyki, mnóstwo warkoczyków, a dodatkowo wplecione w nie kolorowe koraliki.

bębniarze
Na co dzień noszą raczej rozpuszczone włosy, związane gumką w koński ogon, a małe dziewczynki przeważnie w dwa kicki i tyle. Ale w niedzielę było wszystko dopracowane w szczegółach. Moda na fryzury dla nastolatków, jest dla mnie zaskakująca.

wspólne śpiewanie
 To, że młodzi chłopcy stawiają sobie czubek włosów na żel, już mnie nie dziwi, ale tutaj robią to również młode panny. Grzywki wyżelowane, aż błyszczą z daleka i są skutecznie przylepione na płask do całego czoła. Taka moda, trudno z modą dyskutować.
wierni w kościele
  Ludzie w kościele nie mieli już takich ponurych min, jak na ulicach. Patrzyli na mnie przyjaźnie i uśmiechali się. Może ta świąteczna atmosfera na nich zadziałała? Zostałam do końca nabożeństwa, więc jak się na końcu żegnali i przekazywali sobie znak pokoju, również podchodzili do mnie, ściskali mi rękę i chyba dobrze mi życzyli. Ja im również. Bardzo sympatyczny był ten niedzielny poranek.
Gdy się już ze wszystkimi pożegnałam i napatrzyłam się na przedkościelne pogaduszki sąsiedzkie, poszłam do Travel Agency. Zamówiłam cappuccino, którego wczoraj nie dostałam, bo z jakiś względów nie działała maszyna do sporządzania tego rodzaju kawy.

kobiety gwatemalskie
Kelnerka mówiła, że to z braku energetyki, ale laptop ładował się w kontakcie, więc chyba o coś innego chodziło. Dzisiaj była ta sama kelnerka i tak, jak wczoraj, chodziła po sali, jak chmura gradowa, chociaż wiele pracy nie miała, bo w lokalu byłam tylko ja i jeden chłopak, pijący w kącie piwo. Dzisiaj laptop miałam naładowany, więc nie korzystałam z energetyki.

wspólne śpiewanie
 Napisałam do Oliwii w Warszawie i do Pawła w Sri Lance i uzupełniłam wpisy na blogu oraz załączyłam kilka zdjęć. Ta kelnerka ciągle pytała, co ja jeszcze zamawiam, ale ja poza cappuccino i wodą mineralną nie odczuwałam potrzeby jedzenia, bo byłam po śniadaniu.

w czarne worki na kiju, dziewczyny zbierały ofiarę
Dopiero, gdy skończyłam pracę, spakowałam laptop, poprosiłam o rachunek i z tego powodu wpadłam w pasję, sprawa się wyjaśniła. Otóż, znowu do rachunku kelnerka doliczyła mi 20 Q za Internet. Tak, jak wczoraj.

wyniesienie krzyża
Podeszłam z tym rachunkiem do pana z Travel Agency i poprosiłam o wyjaśnienie, bo informacja nad jego biurkiem wisi taka, że w tym lokalu Internet jest Wi-Fi, co ogólnie znaczy, że nie płaci się za korzystanie z niego. Dlatego też nie ma wywieszonego cennika ile trzeba zapłacić za minutę, 10 minut, czy godzinę, więc ja tu czegoś nie rozumiem.

wyprowadzenie księdza
  Pan zapytał czy mówię w espaniola? Nie, odpowiedziałam zgodnie z prawdą. W english? nie, proszę pana, ani w germany, ani w Russia, ani w żadnym innym, poza polonez, ale proszę mówić, co trzeba, to zrozumiem.

pogaduszki przed bramą
No więc pan wyjaśnił mi, że Internet jest tu rzeczywiście free, ale jeżeli się konsumuje. A ja nie konsumowałam. Jak to? przecież wczoraj dwa piwa tu wypiłam, a dzisiaj kawę i wodę mineralną zakupiłam, ja naprawdę nie mogę ciągle konsumować, bo się odchudzam! 

i na ulicy
  Wypaliłam tak z głupia frant, bo wstyd mi było powiedzieć, że ich potrawy mi nie smakują, więc nie mogę zmuszać się do jedzenia czegoś takiego i jeszcze za to płacić  więcej, niż płacę za normalne jedzenie w Polsce. 

nie każdy chce wracać do domu
Ale przecież siłą mnie tu do Gwatemali nikt z nich nie zaciągał, więc nie mogę robić przykrości ludziom z tego powodu, że ich jedzenie jest dla mnie okropne. Dla nich jest smaczne, bo konsumują bez umiaru, od rana do wieczora.

handel w niedziel nie jest zabroniony, więc po mszy, na zakupy
Rzeczywiście, tanio tu nie jest. Już samo piwo kosztuje 15 Q, czyli 2 $, co daje 6,40 zł i jest to w butelce 0,33 l!. W Polsce mam 0,5 l za 3,40, 4,20, w zależności od marki. O jedzeniu już nie wspomnę, bo jest nieporównywalne.

można też na ulicy rozwijać własne hobby
Trudno nawet opowiedzieć, co to jest na talerzu i co by nie było, kosztuje najmniej 30 Q, a coś z mięsem lub rybą, 80 Q do 120 Q. Ryba, ile zaważy, ale nie wiem, czy ważą żywą, czy już usmażoną. Odkryłam, ze pod pewną, niezrozumiałą dla mnie nazwą dania w menu, kryją się trzy placuszki, obok nich na talerzu leżą trzy mini plasterki melona, a do tego podawany jest płynny miód.

stragany z ciuchami też pracują w niedzielę
Ta potrawa wreszcie przypominała mi coś normalnego i od chwili tego odkrycia, zamawiam te placuszki na każde śniadanie, a do tego kawę z mlekiem. Coś w końcu muszę jeść. Wszystkie dania zamawiane dotychczas, były niesmaczne. Ja naprawdę chciałam się przemóc i jeść te potrawy, dlatego codziennie zamawiałam inną, aby trafić w końcu na coś zjadliwego, ale niestety, zmuszałam się do jedzenia, żeby nie zostawić wszystkiego na talerzu i nie obrazić gospodarzy.

Paulo w pracy
 Dlatego już ich nie zamawiam. Menu jest sztywne, wydrukowane raz, na zawsze i nic nowego nie jest klientom oferowane. Żadnego wyboru nie mam, poza tym, że czasem kupię sobie suchą bułkę, która też nie jest taka, jak nasza, bo natychmiast kruszy się w ręku. Ale z jakiejś tam mąki jest, więc mogę ją czasami zjeść, aby zapchać żołądek.

jeden dom spłynął z deszczem, postawiono drugi
Aż trafiłam na te placuszki. Skoro jednak jadam je na śniadanie, nie mogę znowu ich konsumować w Travel Agencia, zresztą nawet nie wiem, czy tam taką potrawę mają. W ich menu, wszystko zaczyna się od 50 Q. Myślałam, że ich tu przechytrzę i w Travel Agencji zatrzymam się na cappuccino lub piwie, udając, że jadłam już w swoim hotelu, a w hotelu udam, że jadłam już na mieście i dlatego nie konsumuję.

ta pani sprzedaje losy na loterię
Ale ten fortel nie przeszedł. Pewnego wieczoru, zaniepokojony gospodarz hotelu, osobiście przyszedł do mojego pokoju, zapytać, dlaczego nie przyszłam na kolację! I jak tu nie polubić takich ludzi? We Flamingo,s są dla mnie wszyscy bardzo uprzejmi, wiec czuję się bardzo winna z tego powodu, że nie mogę z apetytem jeść ich posiłków i chwalić gospodynię za wyjątkowe umiejętności kulinarne. 

na przystanku furgonetek osobowych
  Troszczą się tu o mnie, sprawdzają, czy jestem już w pokoju, zanim zamkną na noc bramę, żebym nie znalazła się w kłopocie, w razie późnego powrotu do hotelu. Ostrzegają, abym była ostrożna i zbyt późno nie wracała, bo nocą nie jest tu bezpiecznie. Doceniam zainteresowanie i liczę się z ich zdaniem. Gdy tylko zapada zmrok, wracam do Flamingo,s. Sama boję się tych młodzieńców z maczetami przy boku.
 
człowiek z maczetą i specyficzną fryzurą na głowie

Być może za dużo uwagi poświęcam temu tematowi, ale mnie osobiście zawsze interesowały takie normalne sprawy, jak na co dzień, podróżując po różnych krajach, radzą sobie podróżnicy w takich sytuacjach. Nie sądzę, aby byli zachwyceni absolutnie wszystkim w każdym zakątku świata.

taki ruch na ulicy w sennym zazwyczaj Livingston, to tylko w niedzielę
 Odmienność kulturowa, w jedzeniu, piciu, modzie, stylu bycia i życia, religii, w zachowaniach w stosunku do innych ludzi, jest tak ogromna, że niemożliwym jest, aby wszystko było dla każdego  takie cudowne! Wspaniałe! I zachwycające!

niedzielny, wesoły Paulo, co zna Polskę i Wałęsę
W Gwatemali zachwycająca jest przyroda. Natura obficie obdarowała ten kraj w przepiękne góry, lasy, jeziora, wodospady, różne wspaniałe gatunki kwiatów, egzotyczne drzewa, rzadko spotykane, piękne kolorowe ptaki, różne gatunki ryb i innych stworzeń morskich, jakich w Europie nie mamy.
Nie wspominam już o historii i wyjątkowych budowlach, jakimi są piramidy zostawione przez  Majów, bo jeszcze do nich nie dotarłam w swojej wędrówce. Z pewnością opiszę wrażenia, gdy już dojadę do Flores i Tikal i sama wszystko na własne oczy zobaczę.

moto-bagażówka
Wracając do Travel Agency – dowiedziałam się, że aby korzystać za darmo z Internetu, muszę jeść. Konsumowanie kawy, wody, piwa, nie jest wystarczającym powodem, aby mieć za darmo Internet. Poza tym dodał pan, wczoraj korzystałam z energetyki, a to też kosztuje.
Odpowiedziałam panu grzecznie, ze byłam pewna, iż ten lokal jest właśnie dla podróżników, dla ich potrzeb i wygody, bo takie w różnych krajach funkcjonują i nawet w Gwatemali, w Antiqua są takie hotele, restauracje i agencje turystyczne, gdzie od podróżników nie pobiera się opłat za takie rzeczy.

przyroda gwatemalska
A nawiasem mówiąc, dodałam, wczoraj rzeczywiście korzystałam z energetyki, bo tylko tutaj była. W całym Livingston nie było energetyki od rana. Ale dzisiaj, bardzo przepraszam, laptop pracuje cały czas na bateriach. Pani kelnerka może potwierdzić, że się pod nic nie podłączałam. Kelnerka przytaknęła, kiwając głową.

w miasteczkach takie  korki
 I tak, drogą targów i uprzejmych negocjacji, doszliśmy do porozumienia. Za wczoraj, ze względu na energetykę, te 20 Q już odżałowałam, a za dzisiaj, pan wykreślił z rachunku 20 Q i zapłaciłam tylko za cappuccino i wodę mineralną. Natomiast przyjdę tu znowu jutro, bo blog muszę uzupełnić i zamówię jakąś konsumpcję, ok.? Ok. 

największe zanieczyszczacze środowiska
No rozchmurz się wreszcie, mówię do kelnerki i uśmiecham się mile – przynajmniej wiem już, dlaczego ciągle mnie męczyłaś pytaniami, co jeszcze chcę zamówić i robiłaś złe miny, że nic nie chciałam. Taka Twoja praca, nie gniewam się. Naprawdę tomorrow coś tu eating, ok.?

zakupy przypłynęły
 Coś chyba zrozumiała, jeżeli nie ze słów, to z gestów, bo w końcu się uśmiechnęła do mnie i nastąpiła zgoda. Ale w Antiqua naprawdę nie kazali mi jeść, żeby skorzystać z Internetu. Gdy tak sobie rozmawialiśmy, z nieba urwało się chyba kilka chmur i ściana deszczu zasłoniła wyjście, a wokół zrobiło się prawie ciemno. Chyba jeszcze nie nastała w Gwatemali pora lata.

ulewa, a ja w Travel Agency
Być może nadchodzi, bo wichura się taka zerwała, że aż trzęsie moim pokojem. U nas takie zachowanie się natury świadczy, że nastąpi kategoryczna zmiana pogody. Może tutaj też?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz