Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

czwartek, 3 października 2013

Doleciałam !




Najdłuższa noc w życiu.
Czekam na lotnisku w San Jose w Kostaryce. Tutaj jest godzina 6.00 rano, a u nas w Warszawie 14.00 po południu.  Z Warszawy miałam wylecieć o g.18.15 liniami polskimi LOT do Frankfurtu, a stamtąd ogromnym samolotem Condor  z międzylądowaniem w Dominikanie na tankowanie paliwa i bez wychodzenia z samolotu, bezpośrednio do Kostaryki.
Wejście do Ixchel School
Jak życie pokazuje, nic nie może odbyć się według planu, a szczególnie w Polsce. Pomimo, że skrupulatnie wypełniam warunki umowy, inni ludzie zupełnie ich nie przestrzegają i uważają, że wszystko jest w porządku. Zgodnie z zaleceniem 10 dni przed terminem wylotu, pojechałam na lotnisko, aby przy stanowisku LOT-u potwierdzić swój wyjazd na bilet zakupiony z dużym wyprzedzeniem. Pani sprawdziła coś w swoim komputerze i powiedziała ok. Kwitu żadnego, ani biletu dać mi nie chciała, twierdząc, że wydruk komputerowy zakupu biletu wystarcza, a ona właśnie potwierdziła mój wyjazd w bazie. Jeżeli mam jakieś wątpliwości, to mogę jeszcze jechać do tego biura, gdzie bilet był zakupiony i tam również potwierdzić. Pojechałam na Rondo ONZ  i tam też potwierdziłam swój wylot w terminie.
moje mieszkanie
No i po co? Na lotnisku stałam w ogromnej kolejce do odprawy na lot do Frankfurtu LOT-em na 18.15 żeby dowiedzieć się, że mam wyjść z kolejki i zgłosić się do kasy, aby  przebudować bilet na Lufthansę bo w tym samolocie miejsca dla mnie już nie ma.I ani żadnego tłumaczenia, ani przepraszam z tego powodu nie było.???????   
Na Okęcie przyszły pożegnać mnie koleżanki , a dowiozła mnie na lotnisko Oliwia z Tomkiem. Z domu zabrali mnie już wcześniej, bo zaplanowaliśmy wspólny obiad pożegnalny w restauracji, gdzieś na trasie do lotniska i ja na wstępie zaznaczyłam, że trzy godziny wcześniej chcę tam być. Oliwia bardzo zdziwiona przekonywała, że dwie godziny zupełnie wystarczy, ale ja się uparłam. Wiem jak to wszystko działa w moim kraju i nie chcę, żeby jakieś nieprzewidziane wypadki zakłóciły moją podróż. To nie jest lot do Barcelony czy Londynu, że w razie co, można polecieć następnym samolotem. To jest podróż na drugi koniec świata i w razie niesprzyjającego splotu przypadków, zakłócone zostaną wszystkie przesiadki w innych państwach, a ja sama będę musiała rozwiązywać swoje problemy na obcej ziemi.
spacer po Antiqua
 No i na moje wyszło. Byliśmy ponad 3 godziny wcześniej, ale nie zdążyłam nawet porozmawiać z osobami, które przyszły mnie pożegnać, ani usiąść przy kawie i ze wszystkimi pogadać, tylko musiałam załatwiać lot inną linią i od początku wystawać w kolejkach. Obie z Oliwią biegałyśmy po całym terminalu, odsyłane od jednego do innego stanowiska i na powrót.
Pani z Lufthansy załatwiła nas w końcu pozytywnie, ale była głęboko zdziwiona, że Lot zrobił mnie i jej również taki numer i doradziła, że powinnam zażądać jakiejś rekompensaty. Kiedy? Zziajane, spocone, przemieszczałyśmy się z bagażami, żeby w ogóle zdążyć się odprawić! dlatego linie pozwalają sobie na takie nieuczciwe działania, bo wiedzą, że nikt nie zdąży z pretensjami, chyba, że nie poleci.
Lufthansa odlatywała o 18.05, niby tylko 10 minut wcześniej, ale w końcu LOT  już odleciał, a my ciągle staliśmy i ruszyliśmy dopiero o 18.45.
Z rodziną i koleżankami nawet słowa nie zdążyłam zamienić i cała w nerwach odleciałam w końcu z kraju.

widok na górę
Żebym sobie nie myślała, że tylko jeden kłopot mogą mi w kraju zrobić przy wylocie, dołożyli też drugi. Otóż Pani przy odprawie, drukując bilety na kolejne odcinki podróży, zakończyła  pracę na Kostaryce, tłumacząc, że system dalej nie obejmuje. Jak to? No, nie może znaleźć tej Gwatemali, więc Pani prosi, abym w Kostaryce poszła do check In na transit i poprosiła, żeby wydrukowali mi bilet na ten ostatni odcinek trasy. Takie coś, to tylko w Polsce może się zdarzyć, przysięgam.

Helen mnie uczy
Gdy odprawiałam się we Frankfurcie, Pani zauważyła, że na bilecie zakupionym i wydrukowanym mam trzy odcinki trasyi, a bilety tylko na dwa odcinki, wydrukowała mi więc sama ten  bilet  z Kostaryki do Gwatemali. Nie musiałam już się martwić i biegać po lotnisku w Kostaryce.  Profesjonalizm niemieckich urzędników oszczędził mi czasu i nerwów. 
w drodze na taras też się uczymy
Śniadania teraz nie jem, ponieważ tak nas często i dobrze karmili nas w tym Condorze, że już nic w siebie nie włożę. Natomiast Lufthansa nie popisała się. Podali 3 mini strucelki słone, mini sałatkę warzywną z octem, w takim mini plastikowym pojemniczku, w jakim Azjaci dają sos do potraw na wynos i jedną kanapkę z serem. Niejadalna.
W Condorze natomiast bez przerwy nam coś donosili, a to na ciepło, a to na zimno, kanapeczki, ciasteczka, kluseczki w kształcie talarków z sosem grzybowym, różne rodzaje porcjowanych serów francuskich , no i napojów do wyboru. Chociaż muszę przyznać, że w Lufthansie trunków też nam nie żałowali, więc nie odmawiałam i co rusz jakiś inny sobie wybierałam z lodem i sokiem. Opisuję to, ponieważ mówiono mi w Warszawie, że w ogóle posiłków już w samolotach nie podają, co mnie trochę zmartwiło, ponieważ wiedziałam, ze podróżować będę niemal dwie doby, a żadnej żywności z sobą przecież do samolotu wnosić nie można.
kościół katolicki
Z powodu tego opóźnienia Lufthansy z lotniska w Warszawie, we Frankfurcie biegiem leciałam korytarzami do swojego terminalu i gate, tam gdzie były ruchome chodniki, biegłam nimi, żeby dwa razy szybciej pokonać drogę i cała zziajana dopadłam ostatecznie końcówkę kolejki i zdążyłam, ale dyszałam, jak lokomotywa i jeszcze bałam się o tą kontrolę , bo miałam spory nadbagaż i wiedziałam, że to wszystko wyda się, jak każą mi wykładać poszczególne rzeczy  na wałki i do skrzynek. Stało tam sporo ludzi z Dominikany i Kostaryki, niezbyt zasobnych i ryzykantów na dodatek, którzy nie mając w porządku dokumentów liczyli na łut szczęścia, ale nie wszystkim się powiodło. Trzy Kostorykanki stojące przede mną dyskutowały gorąco, dzieliły się bagażami, ustalały, do którego stanowiska podejść, bo już trochę tych pracowników na bramkach znały.
 
Po drodze do Old Town

Widocznie często tą trasę pokonują. Może pracują we Frankfurcie. Jedno stanowisko obsługiwane przez kobietę, notorycznie było omijane. Ludzie woleli dłużej postać w kolejce do innych stanowisk, ale tutaj nie przechodzić. No, to ja przezornie też je ominęłam. Jak wskazywano, że tu jest wolne i można podejść, mówiłam, dzięki, ale mi się nie spieszy i czekałam do tego ostatniego przejścia, gdzie obsługiwał  pan.
park przed kościołem
Jedna z tych dziewczyn została zatrzymana, a  jej koleżanki przeszły. Ta cofnięta siedziała potem na posadzce i płakała, z  papierowej torby wysypało jej się wiele par bucików dziecięcych, nawet ich nie zbierała, tylko płakała i coś tam po swojemu mówiła. Nie wiem o co poszło, bo nie znam tego języka, ale szkoda było tej dziewczyny. Wiozła wiele rzeczy dla dzieciaków w Kostaryce, a teraz nie wiadomo, co z tym będzie.
Ja wszystko wyłożyłam do transporterów, nawet chustkę z szyi kazali mi położyć. Ale butów nie kazali zdejmować. Komputer musiałam wyjąć i go otworzyć. Ulżyło mi, gdy się znalazłam już w samolocie, bo przeczesali mnie naprawdę dokładnie, przy
każdym przejściu, tak że właściwie w tym Frankfurcie cztery kontrole przeszłam, a nie tylko jedną, jak myślałam wcześniej. Na ostatnim przejściu do Condora, to jeszcze jedna kobieta mnie na bok wzięła i obmacała. To samo w Kostaryce.
stałam się fanką takich autobusów
 Gdy weszłam do Condora, niemal szoku doznałam. Czegoś tak wielkiego w życiu nie widziałam! Jakbym znalazła się na ogromnym statku oceanicznym! Boże! czy coś takiego może unieść się w powietrze i lecieć przez bite 9 godzin? I to cały czas nad wielką wodą? Nic dziwnego, że na początku lotu, pouczenie pasażerów nie ograniczyło się tylko do tego, jak w razie co, maski założyć, ale również jak założyć kamizelki ratunkowe, przemieścić  się do wyjść awaryjnych i schodzić do pontonów.
No i polecieliśmy. Wyruszyliśmy o 21.50, gdy było już ciemno, ale potem już cały czas było ciemno, i o 5.oo rano i o 12.oo w południe i o 14.00.Wreszcie zaczęło świtać, gdy siedziałam już tutaj, na lotnisku w Kostaryce. Obliczyłam, że ta noc dla mnie trwała 19 godzin. To była najdłuższa noc w moim życiu.

cały czas jeżdżą po mieście
W San Jose lotnisko jest śliczne. Najpierw poszłam do łazienki umyć się po tak długiej nocy i przebrać w letnie ubrania. Wyglądałam trochę dziwnie, pstrokato, ale założyłam to, co znalazłam w plecaku, bo generalnie wszystkie zasadnicze ciuchy lecą w głównym bagażu. Nie wiem, czy on do Gwatemali doleci, ale myślę, że tak.
Po odświeżeniu się w łazience, kupiłam  kawę za dolary amerykańskie, bo nie chciałam jeszcze wymieniać pieniędzy na tutejsze. Znalazłam swój gate, rozkład lotów i znowu się okazało, że gate zmieniony, ale Pani z linii Copa Airlines przeprosiła, poprawiła na bilecie i było ok., Miałam trochę czasu, ale nie za dużo, więc się nie nudziłam. 
na głowę spadają nam mandarynki
Lot był dłuższy, niż myślałam, ale szczęśliwie dolecieliśmy. Po wyjściu do terminalu, skierowałam się do wyjścia, lecz w porę przypomniało mi się, że ja nie w Europie jestem, tylko na drugim końcu świata, bez wizy, więc pospiesznie skierowałam się do stanowiska imigration. Pani była niezwykle uprzejma, wypełniłam odpowiedni druczek i wbiła wizę na trzy miesiące nie prosząc o żadną opłatę. To już? Zapytałam zdziwiona, a pani z uśmiechem odpowiedziała, że tak i życzy mi miłego pobytu w Gwatemali. To się nazywa bezstresowe przyjmowanie turystów.
gwatemalska bryczka
Na zewnątrz taksówkarze walczyli o klientów i od nikogo nie mogłam dowiedzieć się, gdzie jest stop bus , skąd minibusy jeżdżą do Antiqua. Większość ludzi, którzy wysiedli z samolotu, brało taxi, ale je nigdy nie jeżdżę taksówkami, więc nie wiedziałam dlaczego miałabym odstąpić od swojego zwyczaju tutaj. Nie, to nie i poszłam sobie w kierunku gdzie wszystko z lotniska jechało. Gdzieś tam przecież musiała być ulica i autobusy. Lekko nie było, bo ulica cały czas pod górkę prowadziła, ale już na wstępie jej pokonywania podjechał do mnie men w furgonetce i pokazał na mena z tyłu przy białym busiku, abym wróciła tam, to on mnie zawiezie do Antiqua. Tak też zrobiłam. Pan ulokował bagaże i czekaliśmy, aż jeszcze ktoś będzie chętny jechać z nami, bo jedna osoba to za mało, żeby pan zarobił odpowiednią kwotę, a nie tylko na tankowanie paliwa.
restauracja w Antiqua
Wymieniliśmy imiona, skąd jadę, dokąd i ustaliliśmy cenę za przewóz. Podróż do Antigua kosztowała u niego 20$, a u taksówkarza 40$. Miguel zostawił mnie w samochodzie i poszedł szukać turystów z następnego samolotu, który właśnie wylądował. Odsunęłam boczne drzwi samochodu, żeby się chłodzić czekając cierpliwie, bo chociaż zmęczona, byłam już zrelaksowana, że doleciałam do celu i dowieziona zostanę na miejsce. 

wejście do kościoła
Po 20 minutach Miguel przyprowadził młodego chłopaka i dziewczynę, ale nie stanowili oni pary. Każdy podróżował samotnie. Chłopak jechał też do Antiqua, a Klara była z USA i jechała do San Pedro, też do szkoły języka hiszpańskiego. Jakoś dawałam radę rozmawiać z nimi po angielsku. Klarze dałam wizytówkę, żeby napisała do mnie maila, jak w tej szkole, bo ja za dwa tygodnie zamierzam również przenieść się  do San Pedro, a po następnych dwóch tygodniach do Cicicastenango. 
powóz dla turystów
Gdyby jej szkoła i zakwaterowanie u rodziny było ok., to bym w to samo miejsce pojechała i zaoszczędziłabym sobie czasu z szukaniem nowego miejsca. Obiecała przysłać info. Miguel najpierw wysadził chłopaka, potem podwiózł mnie pod samą szkołę, wysiadł sprawdzając czy jeszcze urzędują, żebym nie została sama na ulicy, gdyby szkoła była już zamknięta, a przecież jeszcze nie miałam przydzielonej rodziny na kwaterę. Nikt nie otwierał bramy, Miguel poprosił o kartkę, którą mu wcześniej pokazywałam i ze swojego telefonu zadzwonił.

siedziba Miejskiej Rady Antiqua
 Szkoła się odezwała, Miguel powiedział co i jak i dowiedział się, że to dwie bramy dalej jest. No to ja bym się wystraszyła, gdybym tak została pod tą bramą nr.5, w życiu bym nie wpadła na to, że dwie bramy dalej również jest nr.5 ! Teraz dopiero Miguel wyciągnął moje bagaże na ulicę, a ze szkoły wyszła po mnie Christina. Dałam Miguelowi dodatkowo 5$ za pomoc, bo naprawdę sobie zasłużył. Raz, że ściągnął mnie przez kumpla z tej górzystej ulicy, a dwa, że na pastwę mnie nie zostawił na obcej ulicy, pod zamkniętą bramą.
 
moja szkoła

Czekając na pasażerów rozmawialiśmy trochę po angielsku. Angielski oboje znaliśmy w równym stopniu, to się dogadywaliśmy. Stąd wiem, jak ciężko pracuje na rodzinę i każdy dolar to dla niego radość wielka (dlatego czekaliśmy na dodatkowych klientów).
Ana jest właścicielką szkoły i tutaj dostałam pokój z łazienką, w ciągu pomieszczeń szkolnych, w podcieniu patia. Z drugiej strony patia stoją małe stoliki, przy których się uczmy, każdy z własnym nauczycielem. 
 
kolacje czasami jadam w Old Town

Nieco w głębi podwórka jest dom Any, gdzie chodzimy na posiłki:
El desayuno 7.15 – śniadanie
El almuerzo 13.oo – lunch, drugie śniadanie (ciepły obiadowy posiłek)
La cena 19.oo – kolacja
Zaraz na początku Helen zapytała  Te gusta El desayuno? Co lubię na śniadanie?
Si, me gusta, odpowiedziałam, czyli lubię na śniadanie:
Leche + cereal – płtki zbożowe z mlekiem
Huevos – jajko
Queso – ser
Pollo – mięso z kurczaka
Pescado – rybę
Verduras – warzywa,
Oraz en salada i frutas,
No to pewnie będę takie rzeczy dostawała do jedzenia plus frijoles – fasolę i sopa tipica de Guatemala – tradycyjną gwatemalską zupę.
Ale czasami tak się zapędzę ze zwiedzaniem, że nie zdążę na kolację do Any i wtedy jadam coś na mieście. Ana nie jest z tego zadowolona, chociaż uprzedzam, żeby nie czekała z kolacją. Na kolację mówi się tu cena :)

mapa city
Zaskoczył mnie tutaj sposób zamawiania potraw w restauracjach. Razem z menu przynoszą ankietę, w której krzyżykiem zaznacza się to, co się chce zamówić. Jest ok, bo przy każdej potrawie cena jest i zlicza się ile wszystko razem wyniesie.
 
wypełniam ankietę w Pastelerii

Jak nie za dużo, to można coś sobie jeszcze zaznaczyć, a jak wychodzi za drogo, to któryś krzyżyk skreślamy, aż dopasujemy apetyt do swoich możliwości finansowych. W menu patrzymy, jak dana potrawa wygląda. Co kraj, to obyczaj. Pasteleria oczywiście, w przestronnym i ukwieconym patio się mieści.

moja porcja
Nigdzie niestety nie było pokazane, jakiej wielkości jest porcja. To jest ciasto czekoladowe z lodami i sosem czekoladowym oraz toffi, napój bananowy na jogurcie i jeszcze capucino pani mi doniosła. Przecież to się można przewrócić z wrażenia! ale wszystko było takie pyszne, że zjadłam całą porcję. Zostawiłam tylko trochę jogurtu. Cappucino wypiłam, bo było pyszne. I potem się dziwić, że nie mogę już zjeść kolacji u Any! Natomiast kawę przyrządzają tu okropną. I to w kraju uprawiającym kawę!

w Katedrze Anioły mają swój oddzielny ołtarz
Katedra w Antiqua jest bardzo zadbana. Bez przerwy krzątają się tam panowie i sprzątają, wycierają, myją posadzkę. Można iść do oddzielnej nawy i pomodlić się do Aniołów, lub do głównego ołtarza, jaką kto ma potrzebę. Klęczniki są drewniane, ale wykładane miękką wyściółką, takimi podłużnymi poduszeczkami, aby kolana nie bolały. Takie tu pomysły mają, żeby ulżyć ludziom.

Jezus w autentycznej sukience
Święte figury poubierane są w autentyczne ubrania, wykonane z bardzo ładnych i dobrych gatunkowo materiałów. Bardzo ładnie to wygląda. Ludzie przychodzą do kościoła, kiedy chcą, poza mszami, żeby sobie po prostu posiedzieć, podumać, porozmawiać z Bogiem i Aniołami w samotności. Kościół nigdy tu nie jest zamknięty dla wiernych. Z boku, na stoliku wykładana jest prasa lokalna, a obok stoi skarbonka, żeby  za gazetę zapłacić 1 Q (quazela) i ludzie wrzucają. Też sobie taką gazetę kupiłam i uczę się na niej czytać. Ciekawe rzeczy piszą o aktualnych sprawach Antiqua.

przed wejściem

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz