Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

poniedziałek, 21 maja 2018

Nie ma tu pięknych plaż


          Czy można oprzeć się temu uśmiechowi? oczywiście, że kupiłam drożdżówkę!
Pod pewnymi względami Puerto Vallarta rozczarowało mnie, pod innymi, zaskoczyło przyjemnie. Rozczarował mnie brak dostępnych i ładnych plaż. Spodziewałam się białego piasku z dostępem do płytkiego brzegu morza, w którym bezpiecznie można się kąpać pod okiem ratownika siedzącego na plażowej ambonie, jak to było na Filipinach, czy nawet tu, w Meksyku, na Jukatanie,w Cancun. W Puerto Vallarta tego nie ma.
Miasto wita gości z ósmym Archaniołem, Santa Muerte. To czczony tutaj symbol śmierci.
Miasto ciągnie się chyba z 40 km wzdłuż brzegu morskiego, ale ładną plażę trudno znaleźć. Zazwyczaj brzeg jest kamienisty, woda od razu głęboka z dużymi falami, co ją mąci z piaskiem i uniemożliwia pluskanie się w niej. Można tylko siedzieć na brzegu i przyglądać się morzu, co też większość ludzi czyni. Bo plaże są, ale dla mnie ładna plaża to taka, że równocześnie mogę się kąpać w morzu, a tego to już tutaj nie mam.
Na tej plaży jest nawet ratownik, ale kogo chce ratować? nikt się nie kąpie.
Rozpytywałam o plażę uparcie w informacji turystycznej, w hostelu u Marco i rozmawiając z różnymi tutejszymi ludźmi. Każdy mówi, że przecież plaże są i kieruje mnie, a to do Zona Romantica, gdzie Rio Cuale wpływa do morza, a to do Zona Hotelara w dzielnicy Centro, gdzie chyba jakieś małe skrawki plaży z nawiezionym piaskiem są, ale wstęp mają tam tylko goście hotelowi. Teren jest ogrodzony i służby hotelowe pilnie strzegą, aby nikt obcy nie prześlizgnął się przez hol na wewnętrzny teren nad morzem.
Na Malekonie przy amfiteatrze
Nie mogę więc stwierdzić, czy dostęp do morza jest taki, aby w nim się kąpać, czy tylko taki, aby na nie patrzyć. Podejrzewam, że w wielu przypadkach jest tylko ta druga możliwość, ponieważ w niektórych słabiej strzeżonych  miejscach podejrzałam, że hotelowi goście leżą na leżakach ustawionych na piasku, a kąpią się w basenie usytuowanym  nad samym brzegiem morza. Mieć morze i kąpać się w basenie?
Widok z Malekonu. Nogi można pomoczyć, nie jest tak źle.
Pojechałam więc jeszcze dalej, do tej typowo turystycznej części Puerto Vallarta, którą nazwali La Isla. Tam to już w ogóle trudno morze zobaczyć, chociaż wszystko to ciągle jest na linii równoległej do morza. Hotele pozagradzały się na styk z sąsiadami, Condominia poogradzane murami ze stróżówkami dla security i wreszcie teren, gdzie można swobodnie chodzić,co to jest? a no, Centrum handlowo-rekreacyjne!
Wenecja w Puerto Vallarta.
Zajmuje ono sporą powierzchnię, zagospodarowane w każdym calu, jak takie małe, odrębne miasteczko. Palmy, kolorowe egzotyczne krzewy kwiatowe, stawy, rzeczki, wodospady, pałąkowate mostki na wzór weneckich, gondole pływające po sztucznych kanałach, nawet małe wodospady. Taka mała Wenecja w Puerto Vallarta.
Żółwiki są prawdziwe.
Wokół eleganckie sklepy butikowe znanych światowych firm, restauracje, kawiarnie, bistra. Wszystko wyciszone, lśniące czystością, pachnące markowymi perfumami. Po prostu inny świat. Spacerując po tej meksykańskiej Wenecji, nie czuje się Meksyku. Nic z Meksyku tam nie ma, atmosfera bardziej włoska i paryska. Plaży jednak tam nie ma. Mimo to bardzo mi się tam podobało, bo powietrze było czyste, czego nie można powiedzieć o dzielnicy Centro i Down Town Puerto Vallarta.
Jedna z poprzecznych ulic miasta. Każda zaczyna się przy morzu, a opiera na górach.
Jakość powietrza, to moje następne rozczarowanie, bo w przewodnikach o mieście piszą  „kurort”, a ja po kilku dniach pobytu zapadłam na infekcję gardła i ponad tydzień nie mogłam z tego wyjść. Przetaczające się przez wąskie uliczki tabuny blue busów, czyli miejskich, bardzo starych, rozklekotanych autobusów, plus samochody dostawcze oprócz ogromnego hałasu, wyrzucają z siebie czarne kłęby spalin. Teraz w maju zauważyłam, że miasto wycofuje najstarsze blue busy i wypuszcza zupełnie nowe, białe busy ecologico. Świetnie!
Płaski jest tylko pasek miasta między brzegiem morza a górami Sierra Madre.
Coś się zmienia na lepsze. Po tej chorobie próbowałam kupić maseczkę higieniczną i tak, jak wszyscy w Siem Reap w Kambodży, czy jak Chińczycy, chodzić w niej po mieście, ale tu żadnych maseczek nie mają, ani w marketach, ani w farmacy. Zatykałam nos bandanką i starałam się jak najszybciej dojść do Malekonu wyłączonego z ruchu samochodowego. I taki to kurort. Ale wracając do plaż:
Malecon. Można posiedzieć sobie na murku, podziwiając morze i nurkujące pelikany.
„Noc Iguany” z Richardem Burtonem i Avą Gardner kręcony był na plaży Mismaloya i ta plaża do dzisiaj jest zachwalana. Zwiedziłam miejsca, gdzie Burton z Liz Taylor bywali w Puerto Vallarta, obejrzałam ich dom na Galle Zaragoza, ale gdzie jest ta plaża? dopytywałam uparcie. Okazuje się, że leży ona 15 km od miasta, aktorzy byli tam dowożeni na zdjęcia samochodami. Tak więc w Puerto Vallarta plaży nie ma.
Kończy się Malecon, zaczyna się strefa restauracji na plaży, ale bez możliwości kąpieli.
Jest! mówią mi, w Town City, tam większość mieszkańców chodzi regularnie się kąpać. Ok, ja też tam chodzę, bo to jest w rejonie Zona Romantica. Piękna sceneria ukwieconych uliczek, Mercado , butiki, kafejki, świetna atmosfera, ale plaża dziwna jakaś. Ciągnie się wzdłuż morza, przecięta na pół przez wpływającą do niego rzekę, nad którą przechodzi się spacerowym mostem na drugą stronę miasta.
Proszę! jaka plaża! co odważniejsi, moczą się w morzu. Większość się przygląda.
Siedzą na tej plaży ludzie na kocach, piankach, pod własnymi wielkimi parasolami, rozkładają jedzenie przyniesione w turystycznych lodówkach i patrzą na morze, na budowlę stojącą w morzu w kształcie żagla, jak ten w Dubaju, tylko mniejszy. Potem wstają i idą kąpać się do rzeki, która wpływa tu do morza. Ci, którym zbyt dokucza upał, rozkładają swoje bambetle wprost pod mostem i kąpią się w rzece.
Leżą na plaży z drugiej strony mostu, a kąpią się tutaj, w delcie rzeki. Woda czysta.
I tak to z tymi plażami  w Puerto Vallarta jest. Niby są, a ich nie ma. Jeśli nie jest się klientem jakiegoś wypasionego hotelu z własną lub zawłaszczoną plażą, trzeba do nich dojechać samochodem lub dopłynąć łodzią. W samym mieście należy zadowolić się siedzeniem nad brzegiem morza lub na murku na Malekonie i wpatrywać się w morską toń, obserwując przesuwające się w dali żaglowce lub statki wycieczkowe. Albo pelikany.
Czasami sama sobie pstryknę fotkę, chociaż nie zawsze mi to wychodzi.
Wieczory na deptaku są atrakcyjne ze względu na piękne zachody słońca. Mnóstwo ludzi przychodzi co wieczór na  Malecon i patrzy z zachwytem na to piękne zjawisko natury. Spektakularne zachody słońca są jednym z tych przyjemnych zaskoczeń w Puerto Vallarta. Korzystając z dużego wieczornego ruchu turystów, o zachodzie słońca występują ponownie Voladores i rzeczywiście ich pokaz w takiej scenerii wygląda prześlicznie. I ta muzyka!
Pokazy Los Voladores o zachodzie słońca.
Pełna uznania jestem dla władz miasta, które dosłownie bez przerwy, każdego dnia coś ciekawego w rejonie Malekonu organizują lub dają zezwolenie na różne imprezy innym twórcom. Jak na przykład na te występy Voladores, przyciągające uwagę turystów. Tym mężczyznom wirującym wokół słupa bardzo wysoko nad ziemią, poświęciłam niedawno cały post na tym blogu, bo są to wyjątkowe występy obrzędowe.To atrakcja dla turystów.
Malecon w poświacie zachodzącego słońca.
Albo kiermasz potraw meksykańskich, któremu też poświęciłam cały post, bo był tego wart. To była bardzo  starannie zorganizowana i atrakcyjna dla turystów impreza. Zadbano o szczegóły. Świetny pomysł z kolorowymi drewnianymi obramowaniami, stanowiącymi jakby wystawę, w której umieszczono stoiska.
Pan przygotowuje stoisko z mixiote. To marynowane mięso pieczone w liściu agawy.
Przez ramy przerzucono kolorowe, ręcznie tkane kotary w typowo meksykańskich wzorach, tworząc odpowiedni klimat i umieszczono duże napisy z nazwą serwowanej potrawy. Każde stoisko prezentowało tylko jedną potrawę. To był świetny pomysł, wreszcie zaczęłam odróżniać te różne tacos, tortille i inne pyszności meksykańskie. Szczegóły w poście "Niedziela w Puerto Vallarta" Wszystkie meksykańskie potrawy narodowe, rozszyfrowane!
Z różnych Stanów Meksyku zjechały grupy artystyczne, żeby się tu zaprezentować.
Miłym zaskoczeniem są dla mnie częste występy grup artystycznych w amfiteatrze na Malekonie, wystawy obrazów artystów meksykańskich, różne korowody, festiwale grup artystycznych. Wieczorami na zielonej, ażurowej rotundzie gra orkiestra w białych uniformach, a przed nią na placu tańczą ludzie. Zwykli ludzie, mieszkańcy i turyści. Frekwencja zawsze jest zadowalająca.
Tańczyli Polkę! naprawdę! Amfiteatr pękał w szwach. Tego wieczoru wróciłam późno do domu.
Puerto Vallarta żyje z turystyki dlatego stara się, jak może umilić przyjezdnym czas i zrekompensować pewne niedogodności. Mówię o turystach zatrzymujących się w tańszych hotelach, hostelach i tych wynajmujących mieszkania prywatne, jak również o expatach i emerytach, co sprowadzili się tutaj z Kanady, ze Stanów Zjednoczonych i żyją tutaj na co dzień. O nich trzeba dbać, żeby się tutaj nie nudzili i zostali w mieście jak najdłużej.
W każdym bankomacie można wypłacić meksykańskie pessos lub dolary amerykańskie
Dobrze mają ci, których stać na wynajęcie samochodu. Mogą wtedy zwiedzać okolice na własną rękę i kąpać się na pięknych plażach spotkanych po drodze. Mieszkający tu obcokrajowcy mają przeważnie swoje samochody i urozmaicają sobie czas własnymi wycieczkami po całym stanie Jalisco i nawet dalej po Meksyku.
Kawiarnia i pijalnia czekolady w Zona Romantica, obok banku, z którego korzystam.
Chciałam koniecznie pójść do Ogrodu Botanicznego, obejrzeć egzotyczne drzewa, rośliny, ptaki. Gdy pytałam w informacji turystycznej, jak tam trafić, dowiedziałam się, że znajduje  się on 28 km od Puerto Vallarta! A jaki autobus tam jeździ? Dopytywałam. Żaden. Trzeba wykupić wycieczkę, albo jechać wynajętym samochodem. Nisko budżetowy turysta nie ma tu łatwego życia. Wszystko niby jest, ale poza miastem.
Jeden z barów tak czcił 19.05.ślub księcia Harrego z Meghan. Wewnątrz, jak na weselu!
Turyści zorganizowani, mieszkający w dużych resortach, w luksusowych butikowych hotelach w Zona Hotelara, żyją własnym życiem na terenie wydzielonym i zamkniętym dla innych. Tam mają swoje restauracje, kawiarnie, bary, własne plaże, baseny, siłownie, sklepy. Nie pętają się po mieście i nie muszą mieć maseczek. Ale za to, mało znają miasto.
Zejście na bulwar rzeczny do romantycznej części miasta. Tam są iguany!
Wożeni są statkami do pięknych plaż, na różne wyspy, do jaskiń, do atrakcyjnych miejsc na nurkowanie itp. To zupełnie inny rodzaj turystyki. Występy artystyczne mają organizowane na terenie swoich hoteli, autokarami wożeni są na wycieczki wgłąb interioru, na zwiedzanie Meksyku. W Puerto Vallarta bardzo dużo jest takich drogich hoteli.
Ale my skromniejsi, też się świetnie bawimy, jak ten pan z chodzącym Pinokio.
Jednym słowem Puerto Vallarta oferuje różne warunki i ciekawe atrakcje dla turystów o zróżnicowanym statusie materialnym. Nikt się tu nie będzie nudził. Miejscowi ludzie są do przybyszy pozytywnie nastawieni, świadomi, że rozwój turystyki w mieście im zawdzięczają, pomimo braku pięknych plaż Bardzo dużo z nich z turystyki utrzymuje rodziny, pracując w hotelach, pubach, restauracjach, czy prowadząc własny biznes sprzedaży pamiątek lub jedzenia przyrządzanego bezpośrednio w prowizorycznych blaszanych stoiskach na ulicy.
Market regionalny z rozproszonymi wśród drzew pawilonami.
Coś w tym mieście musi być magnetycznego, że ludzie przyjeżdżają tu nie tylko na dwa, trzy tygodnie wypoczynku, ale na kilka miesięcy lub osiedlają się na stałe.Dla mnie najpiękniejsze są małe uliczki tonące w kwiatach, kolorowe domy z dawnych, kolonialnych czasów, te kramy, markety ludowego rękodzieła, te różne małe kafejki ze stolikami wprost na ulicach, zacienione parasolami lub koronami drzew. Te uliczki, na których nie jeżdżą samochody. I pal licho plaże! Ostatecznie nogi można pomoczyć na każdej z nich.
Dla niektórych wyobrażenie życia na emeryturze. Babcia pracuje, robiąc na drutach dla dziadka szaliczek, a dziadek czyta sobie książkę, pykając fajeczkę. Typowe!

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Muzeum Czekolady


Pracownik na tiszercie prezentuje napis "Ratujmy Ziemię, bo to jedyna planeta z czekoladą"
Muzeum Czekolady w Puerto Vallarta mieści się przy Calle Josefa Ortiz de Dominguez Nr.128, parę kroków od Malekonu, Dziewczyny w firmowych sukienkach, już na ulicy zachęcają przechodniów do odwiedzenia muzeum, sklepu z wyrobami czekoladowymi i informują o warsztatach, które często w muzeum się odbywają i dzięki którym można wziąć bezpośredni udział w produkcji czekolady.
Budynek Muzeum Czekolady nie jest duży, ale ma dwa piętra
Takie muzea są również w innych miejscowościach Meksyku i warto je odwiedzić, gdzie się akurat przebywa, chociaż z tej przyczyny, że czekolada swój początek ma właśnie w Meksyku i temu krajowi świat zawdzięcza kakao i słodkości czekoladowe. Do Europy czekolada dotarła późno, ale Meksykanie i Ameryka Środkowa znała czekoladę już bardzo, bardzo dawno temu.
Wejście do Muzeum Czekolady jest bezpłatne
Wszystkie źródła informacyjne od lat podawały, że to Aztekowie odkryli kakao i zastosowali go w pożywieniu. Teraz już wiadomo, że  Olmekowie znali czekoladę co najmniej 1000 lat przed Aztekami i Majami. Aztekowie przejęli plantacje kakao po Olmekach na terenie dzisiejszego Jukatanu i Belize.
Godziny otwarcia w poszczególne dni tygodnia
Olmekowie, to były plemiona, które ucywilizowały się jako pierwsze w zatoce meksykańskiej jakieś 2500 lat przed naszą erą. Z koczowniczego trybu życia przeszli na osadnictwo i zapoczątkowali uprawę ziemi. Uprawiali kukurydzę fasolę, bawełnę, i jak się okazuje, również kakao. Znali już sztukę tkactwa, wyrabiali garnki z gliny, łowili ryby, jednym słowem przeszli na osadniczy tryb życia, wiążąc się z ziemią. Nie wiadomo skąd przybyli. Być może z Afryki.
W Muzeum mieści się kawiarnia, gdzie można wypić też kawę i zjeść ciastko
Każdy z pewnością o Olmekach słyszał, to są te plemiona od wielkich kamiennych głów. Głowy są ogromne, o okrągłym kształcie, ważące od kilku, nawet do 50 ton. Posiadają szerokie nosy i wydatne usta oraz różne nakrycia głowy. Dlaczego? Do dzisiaj wszystko związane z Olmekami jest owiane tajemniczością. Ale wiadomo, ze oni pierwsi posługiwali się pismem, pierwsi budowali schodkowe piramidy ze świątyniami na samym szczycie i pierwsi zajęli się rzeźbą w kamieniu i glinie.
Degustujemy, wybieramy i kupujemy
Tymczasem to Aztekowie i Majowie doczekali się wnikliwych badań i popularności. Zagustowali w czekoladzie i nazwali ją napojem bogów mimo, że nie był on jeszcze taki smaczny, jak w obecnych czasach. Ziarna kakao rozcierano wówczas na proszek, dodawano dziki miód, ostrą przyprawę chili, zalewano zimną wodą i mieszano do uzyskania pianki. Napój był gorzkawy, ale wzmacniający i poprawiający humor.
Bardzo mili pracownicy wszystko objaśnią i pomogą wybrać słodkości
Kiedy dotarli do Meksyku Hiszpanie, a król Azteków Montezuma II zatracając instynkt samozachowawczy przyjął ich po przyjacielsku, poczęstował przybyszów czekoladą. Pierwsza opinia Hiszpanów była taka, że napój jest okropny. Trzeba było czasu, żeby odkryli potencjał kakaowca i zainteresowali się nim. Wtedy, to chyba Hiszpanie podali Montezumie jakiś tajemniczy napój, bo dał się zaaresztować we własnym królestwie i stał się pierwszym na świecie marionetkowym władcą, kierowanym przez hiszpańskich konkwistadorów.
Prezentowane są różne rodzaje czekolady
Azteków zgubiła wiara, że na ich ziemię ma wrócić Bóg Quetzalcoatl, który kiedyś był już na Ziemi, jako król i kapłan i zapowiedział, że tu wróci w roku jednej trzciny (?). Ten rok właśnie nastąpił i Aztekowie wypatrywali swego boga, a oto nagle pojawił się krwawy Hernan Cortez, dlatego tak łatwo mu się poddali. Po prostu zmyłka losu.
I co my tutaj mamy? pan zaprasza do spróbowania
A wszystko to przez brak informacji. Rozumiem, że nie było wtedy jeszcze telewizji, radia, nawigacji satelitarnej GPS, ani telefonów komórkowych, ale ludzie różnych krajów porozumiewali się, pływali po morzach i oceanach, prowadzili handel między swoimi krajami i wymieniali się różnymi wieściami ze świata.
Wszystko wygląda bardzo apetycznie. Można też kupić firmowy tiszert.
Cortez w 1519r  na pewniaka wpłynął do Meksyku i wziął co chciał, jak swoje bo Aztekowie uznali go za wyczekiwanego boga. A przecież już od 1493r Hiszpanie szaleli na swych okrętach w rejonie Karaibów. Zagarniali poszczególne wyspy, począwszy od Dominikany. Na Kubie urządzili sobie bazę wypadową do dalszych podbojów. I co? Aztekowie będąc tak blisko Karaibów, nic o tym nie wiedzieli? nie wiedzieli, bo nie interesowali się niczym innym poza sobą.
Na ścianach rozwieszone są tablice z całą historią czekolady
Oto skutki braku otwarcia na świat zewnętrzny i braku wymiany informacji. Cała cywilizacja zginęła z tego powodu. Wracając do tematu, to najwcześniej o kakaowcu dowiedział się Krzysztof Kolumb, bo już w 1502r będąc na  wyspie Guanaja, niedaleko Hondurasu. Gdy opuszczał tą wyspę, Indianie przynieśli mu na pokład statku nasiona, mówiąc, że to ziarna cacao. Ale rozpowszechnił tą roślinę w Europie Hernan Cortez, ten bezwzględny konkwistador, bo musiał się czymś wykazać, a za bardzo nie miał czym. Hiszpania czekała na skarby z podbitych krajów zamorskich, liczyli na złoto, srebro, tymczasem Cortez przywiózł im ziarna cacao. Aż tyle.
Można prześledzić historię czekolady w poszczególnych okresach rozwoju Mezoameryki
Pierwsze plantacje powstały w dżungli Jukatanu i Belize za czasów Olmeków. W XVII wieku Holendrzy przewieźli sadzonki kakaowca do swoich kolonii na Sumatrze i Jawie, potem z powodzeniem zakładano plantacje na Filipinach, w Indonezji i Nowej Gwinei. W XIXw w Sri Lance i Kamerunie. Kakaowiec wymaga wilgotnego i gorącego klimatu oraz odpowiedniego zacienienia, nie wszędzie może być uprawiany, lecz gdzie się przyjmował, tam zakładano plantacje.
Drzewka kakaowca wymagają specjalnych warunków, temperatury, wilgotności i zacienienia
Swoją karierę w Europie kakao i czekolada zaczęły od Hiszpanii z oczywistych względów. Hiszpanie czuli, że to przyszłościowe owoce, ciekawy napój, ale żeby ludzie polubili czekoladę, coś trzeba w niej zmienić. Próbowali różnych kompozycji, dodatków, smaków. Zamiast miodu, dodali trzcinowy cukier, zimną wodę zastąpili gorącą, dodali cynamonu i tak pomału dochodzili do sukcesu. Ale czekolada ciągle była napojem, a nie twardą, słodką tabliczką, tak dzisiaj popularną.
Kakaowiec lubi wilgotne lasy tropikalne. Rośnie w krajach Afryki, Azji, Ameryki Płd.i Śrd.
Na początku czekoladę pito tylko wśród kolonizatorów w Meksyku i na dworze hiszpańskim. Hiszpanie bardzo chronili swoją recepturę lecz było wiadomo, że kiedyś upowszechni się picie czekolady również w innych krajach. Do Francji czekolada trafiła dzięki hiszpańskiej księżniczce Annie, która w 1615r została żoną francuskiego króla Ludwika XIII.
Sympatyczna obsługa zapoznaje mnie się ze sposobem przyrządzania czekolady pitnej
W 1657r przyjemność picia czekolady uzyskali Anglicy, gdy pewien Francuz o nieutrwalonym dla historii nazwisku, otworzył w Londynie przy Bishopsgate Street pierwszą kawiarnię, nazywając ją pijalnią znakomitego napoju zachodnio-indyjskiego. Ciągle doskonalono recepturę. Do znanego nam smaku czekolady doszli ostatecznie Anglicy, gdy zastąpili wodę mlekiem. Oni dodawali mleko nie tylko do kawy, ale i do herbaty, spróbowali więc tej sztuczki z czekoladą i efekt gotowy! Cała Europa zachwyciła się taką czekoladą.
W holu na tablicach oglądam poszczególne etapy obróbki, od kakao do czekolady
Jednak na tamte czasy to była bardzo droga przyjemność i tylko nieliczni mogli sobie na picie czekolady pozwolić. Oprócz mleka dodawano też do niej kogel-mogel. Czekolada już nie była gorzka i zyskała połyskliwą aksamitność. Do Polski prawdopodobnie trafiła dzięki królowi Augustowi II z dynastii Wettynów. Nie mógł się wprost bez czekolady obyć. Budził się wczesnym rankiem i najpierw prosił o  filiżankę gorącej czekolady. Potem dopiero wstawał i jadł śniadanie.
Kiedyś takimi wałkami,siedząc na matach, rozdrabniano ręcznie ziarna kakao
Do spopularyzowania czekolady w Polsce przyczynił się Ernest Karol Wedel, który w 1859r zapoczątkował karierę rodzinnej firmy „Wedel” i zasłynął w Polsce na długie lata, jako najlepszy producent wyrobów cukierniczych i czekoladowych. Opracował własną recepturę, którą przekazywano sobie potem w rodzinie Wedlów.
Prezentacja różnych rodzajów i gatunków czekolady
Wynalazkom nie było końca. W 1824r Holenderski chemik Conrad van Houten dopracował prasę hydrauliczną do miazgi kakaowej w ten sposób, że wyciskała ona 50% tłustego masła kakaowego. Czyli, tak odtłuścił masę kakaową, że powstało suche kakao. Po rozbiciu odciśniętego z tłuszczu tabletu, otrzymał kakao w proszku takie, jakiego używamy do dnia dzisiejszego.
Info nt. sposobu uzyskiwania czekolady białej z naturalnej masy kakaowej
W 1846r w Anglii, Joseph Fry (potem firma Fry and Son weszła w skład Cadbury), jako pierwszy wykorzystał sproszkowane kakao do wyprodukowania twardej tabliczki czekolady. W 1855r niemiecki aptekarz Henri Nestle wypracował w Vevey w Szwajcarii nowy wynalazek, mleko skondensowane dla niemowląt pn. "lactee farine". Miało ono służyć niemowlakom, które z różnych względów nie mogły być karmione piersią matki. Pracował z myślą o zapobieganiu śmiertelności niemowląt, a całkiem przypadkowo zyskał sławę dzięki czekoladzie i zbudował potężny koncern produkcji czekolady, lodów i kawy rozpuszczalnej, prężnie funkcjonujący do dnia dzisiejszego. Ten wynalazek zmienił jego życie i jego kariera potoczyła się w nowym kierunku.
Historia czekolady od czasów Azteków i Majów
W 1875 roku, Szwajcar Daniel Peter wykorzystał  wynalazek niemieckiego aptekarza mieszkającego w Szwajcarii i użył skondensowanego mleka w produkcji czekolady. Tym sposobem powstała czekolada mleczna. I tak drogą eksperymentów ulepszano recepturę czekolady, urozmaicano smaki, nadziewano, dodawano a to rodzynki, a to skórkę pomarańczy, a to avocado i tak to trwa do chwili obecnej. Czekolada ciągle bierze udział w postępie i twórczej pracy cukierników, dostarczając nam nieustającej przyjemności z jej spożywania.
Jak czekolada zdobywała Europę i Północną Amerykę.
Odkąd wymyślono twardą czekoladę i zaczęto sprzedawać ją w tabliczkach, stała się dostępna dla większości osób, nie tylko dla bogatej części społeczeństwa, chociaż przez długie jeszcze lata była produktem luksusowym. Dostawało się ją w prezencie z różnych okazji lub kupowano od święta. W kawiarniach ciągle jest serwowana gorąca czekolada do picia i nie jest już taka droga, jak kiedyś. Ja uwielbiam pitną czekoladę.
Na pierwszym piętrze muzeum, czekolada jest krojona i pakowana do sprzedaży
Po II wojnie światowej, komunistyczne władze Polski wyrzuciły Wedlów z ich fabryki i biur, przejęły cały biznes i zmienili nazwę na „ZPC im.22-go Lipca” z dopiskiem (d.E.Wedel), żeby nie stracić klientów. ZPC, to Zakłady Pieczywa Cukierniczego, 22 Lipca, to data obchodzonego w PRLu Święta Odrodzenia Polski, kiedy to Polska odrodziła się według ówczesnych władz, z chwilą napisanego w Moskwie i ogłoszonego w dniu 22 lipca 1944r Manifestu PKWN, od której to chwili stała się niepodległym, demokratycznym państwem polskim. Uśmiechamy się?, ale tak to było.
Wesołe dziewczyny pracują tutaj, zawijając czekoladę w te sreberka
Podczas mojego dzieciństwa i lat młodości przeżytych w PRLu, tabliczka czekolady zawsze kosztowała 19 zł, przynajmniej do lat 70-tych ub.w. a najpopularniejsza nosiła nazwę ”Jedyna” z dopiskiem u góry „dawny E.Wedel”. Emil Wedel otrzymał fabrykę czekolady od swojego ojca, Karola Wedla w 1876r w prezencie ślubnym. Po śmierci Emila, fabrykę przejął jego syn, Jan Wedel i to on był ostatnim właścicielem do chwili, kiedy to w 1949r cały dorobek dziadka i ojca zabrało mu państwo polskie.
Potem pakują w kolorowe kartoniki z logo i przygotowują do sprzedaży
Obecnie czekolada zarówno w Polsce, jak i w innych krajach jest ogólnie dostępna, produkowane są różne jej warianty, w zależności od stosowanych dodatków czy nadzienia i cena jest przystępna. Droższe są czekolady ekologiczne. Kakao pochodzi z plantacji ekologicznych, obrabia się go ręcznie, jak dawniej, za pomocą prostych urządzeń, ręcznie też zawija się czekoladę w folię aluminiową i pakuje w firmowe kartoniki . Tak właśnie robią czekoladę w tutejszej manufakturze, w Puerto Vallarta.
Na samej górze mieści się pijalnia czekolady, taka kawiarnia właściwie, bo kawę też dają.