Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

poniedziałek, 16 lipca 2018

W poszukiwaniu poczty w Puerto Vallarta


Piękne murale czynią miasto przyjemniejszym.
Najpierw nawiążę do poprzedniego postu, bo gdy go pisałam nie było jeszcze wyników wyborów w Puerto Vallarta, a teraz już są. Tak więc, w Puerto Vallarta burmistrzem został Arturo Davalos Pena. Jest pierwszym burmistrzem w historii miasta, który po raz drugi z rzędu wygrał wybory na to stanowisko.To się dotychczas jeszcze nie zdarzyło. Ludzie zagłosowali na ciągłość i nadzieję, napisał Jorge Olmos Contreras w swojej gazecie "Vallarta Uno". Gratulacje panie Burmistrzu Arturo Davalos! Może wybuduje pan nową,  meksykańską pocztę w Puerto Vallarta?
Stary i nowy burmistrz miasta Puerto Vallarta, Arturo Davalos.
Tymczasem piękne pocztówki z obietnicami rozdawane mieszkańcom nie pomogły Luisowi Alberto Alcaraz Lopezowi w zdobyciu fotela burmistrza Puerto Vallarta. Ludzie nie zaryzykowali nowego. Postawili na dotychczasowego, sprawdzonego ojca miasta. Ważne, że wszyscy kandydaci na burmistrza w Puerto Vallarta przeżyli tą krwawą kampanię wyborczą i z tego się cieszmy. Życie po wyborach wraca w Meksyku do równowagi, szkoda tylko, że tak dużo ludzi musiało za to zapłacić własnym życiem. Oni już nigdy nie będą się cieszyć rodziną, słońcem ani pięknem ziemi meksykańskiej. Niech spoczywają w spokoju. Miejmy nadzieję  na poprawę sytuacji pod rządami Prezydenta Manuela Lopeza Obradora.
Nie tylko murale, ale też kolory i kwiaty dodają ulicom Meksyku uroku.
A ja, ostatni miesiąc w Puerto Vallarta! i znowu czas się zbierać do dalszej podróży. Zbliża się bowiem koniec dozwolonego bezwizowego okresu pobytu w Meksyku, który dla Polaków wynosi 180 dni. Zrobiłam z tego powodu remanent w swoich rzeczach i stwierdziłam, że się z tym wszystkim nie zabiorę, dlatego części rzeczy muszę się pozbyć! Posegregowałam wszystko układając rzeczy na trzy kupki, co zabieram z sobą w dalszą podróż, co odeślę do domu paczką, a co wyrzucę tu na miejscu. Wy też tak robicie w długiej podróży? ok!, tak dosłownie to nic nie wyrzucę, tylko pójdę przekazać zbędne rzeczy tutejszym bezdomnym lub innym potrzebującym.
Z tej darmowej gazetki, można wiele się o mieście dowiedzieć.
Zawsze tak robię, bo w jakimkolwiek kraju jestem, wszędzie są bezdomni lub mający jakiś tam dach nad głową, ale utrzymujący się z tego, co zbiorą na śmietnikach. Część z tego, co uzbierają udaje im się przystosować do własnego użytku w domu, jeśli go mają lub w miejscu, w którym urządzili sobie prowizoryczny dom, a część sprzedają w skupie szkła lub złomu. Zazwyczaj jestem na tyle długo w każdym miejscu, że znam trasy, po których ci ludzie systematycznie się poruszają i miejsca, w których uwili sobie legowiska na noclegi.
Dysproporcje w warunkach życia widać gołym okiem. Idziesz ulicą i jest ok, ale spojrzyj do góry!
Części rzeczy zawsze muszę się pozbywać, a nie wszystkie nadają się do odesłania do domu, bo za wysyłkę paczki z takich dalekich krajów sporo się płaci. Niektórych rzeczy nie opłaca się po prostu wysyłać, a wyrzucić szkoda, bo są jeszcze dobre.  Oddaję więc część rzeczy, żeby służyły jeszcze jakiś czas potrzebującym. Tak zrobiłam w Tajlandii, w Kambodży, a nawet w Sydney zaniosłam kilka swoich ciuchów kobiecie, którą sobie wcześniej upatrzyłam. Nie zapomnę też wdzięcznego spojrzenia człowieka w NYC, który trząsł się z zimna, a ja mu oddałam swój polar, którego nie chciałam już z sobą ciągnąć do domu. W tej reklamówce znalazł on również szalik i wełnianą czapkę bo miałam zdublowane.
Każdy worek ze śmieciami nim trafi na samochód-śmieciarkę, jest dokładnie przeszukany.
Tu, w Puerto Vallarta nie ma na szczęście zim i nikt tu z zimna nie umiera, ale biednych ludzi jest trochę. Niektórzy śpią w hamakach w ustronnych miejscach w parku, inni w opuszczonych budynkach parkowych lub innych. Mam tu już upatrzoną kobietę, która regularnie poszukuje skarbów w koszach na śmieci na Malekonie. Wygląda marnie, a zużyte i podarte ubrania już niemal z niej spadają. Odłożyłam więc kilka rzeczy do reklamówki i zabiorę z sobą idąc do miasta. Z tych rzeczy, co zabieram z sobą, część  jeszcze  będę  używała, więc zostały w szafie, ale część już schowałam do walizki. Pakuję się! Uwielbiam ten etap przygotowań do następnej podróży! To taka niewiadoma, jak prezent niespodzianka! i ta ciekawość, jak to będzie w nowym miejscu. Ekscytujące!
Eleganckie i zadbane Condominios są szczelnie odgrodzone od miasta i mają całodobową ochronę.
Rzeczy, których nie będę już używała w podróży, ale chcę je mieć, spakowałam do wcześniej przygotowanego kartonu. A dlaczego mam takie rzeczy, których już nie będę używała? Za dużo zabrałam z domu? Nie, skąd! To dlatego, że schudłam. Zawsze chudnę w podróży i po pewnym czasie część rzeczy jest dla mnie o trzy numery za duża! Najlepszą dietą odchudzającą dla mnie jest podróżowanie! Do kartonu poszły też drobiazgi, które kupiłam dla kogoś innego i które kupiłam sobie, jak np. materiał na sukienkę, a w materiale przecież chodzić nie będę. Córka uszyje mi z niego sukienkę, którą zabiorę w następną podróż.Oliwia odkryła właśnie w sobie nowe zainteresowanie i uczy się szyć.
Niektórzy ucinają sobie drzemkę za wyłomem muru nad rzeką.
Kilka dni wcześniej brałam udział w dyskusji na jednym z internetowych forów podróżniczych, na którym ludzie wymieniali się doświadczeniami w wysyłaniu do kraju paczek z podróży. Jedni odradzali, inni wręcz przeciwnie, twierdzili, że zawsze z każdej podróży odsyłają do Polski przynajmniej jedną paczkę, bo przecież wszędzie coś kupują do domu, dla siebie, prezenty dla bliskich i przyjaciół, a przecież limit wagowy bagaży w samolotach jest coraz bardziej ograniczany. Muszą część rzeczy odsyłać pocztą w paczce.
Bogatsi Meksykanie wysyłają dzieci do amerykańskiej szkoły z nadzieją na ich lepszą przyszłość.
Włączyłam się w dyskusję o wysyłce paczek z Meksyku i się trochę wystraszyłam, ponieważ kilka osób twierdziło, że z Meksyku wysłać paczkę, to wielkie ryzyko. Zdarza się, że paczki w ogóle do adresata nie dochodzą, a jeśli już dojdą, to po dwóch lub trzech miesiącach i zazwyczaj są w opłakanym stanie, poszarpane, porozrywane. Moje paczki z każdego kraju dotychczas dochodziły i były w normalnym stanie, ale teraz, to już sama zwątpiłam. Doszłam ostatecznie do wniosku, że ludzie, to naprawdę potrafią człowieka wystraszyć! i postanowiłam dalej realizować swój plan.
Chodzę po mieście i szukam poczty.
Najpierw musiałam ustalić, gdzie w Puerto Vallarta mieści się poczta, bo mieszkam tu już długo, chodzę dużo, a nigdzie  na pocztę się nie natknęłam. W niektórych krajach, to poczty były obiektem do zwiedzania. Rzucały się w oczy, bo mieściły się w pięknych zabytkowych gmachach. Można było na nich nabyć pamiątkowe gadżety pocztowe, piękne znaczki, pocztówki obrazujące historię poczty itp. W pewnych miejscach z kolei, poczty były wprawdzie małe, ale kolorowe, zabawne, przed którymi turyści chętnie się fotografowali. Niektóre i ja fotografowałam i umieszczałam na blogu bo naprawdę były śliczne.
Będąc w Marinie Vallarta też rozglądałam się za pocztą, bo mieszka tam dużo ludzi.
W przewodnikach i w relacjach o Puerto Vallarta o poczcie ani słowa nie znalazłam i w realu też jej nigdzie nie widać, a przecież musi tu być, bo Puerto Vallarta to bardzo duże miasto i nawet jeśli ludzie juz listów nie piszą, to urzędy jakieś pisma przysyłają, rachunki itp. Może w innej dzielnicy ta poczta jest? Zapytałam policjanta stojącego na skrzyżowaniu ulicy z deptakiem  Malekon. I zgadnijcie gdzie mnie skierował? Na ulicę Colombia, na której od kilku miesięcy mieszkam! Naprzeciwko Lavendarii, do której noszę swoje rzeczy do prania! 200m od domu! w miejscu, którędy codziennie wracam z Malekonu! No, coś takiego!
Droga z Marina Vallarta do Centrum.
Poszłam tam zaraz, żeby sprawdzić w jakich godzinach urzędują i ile kosztuje wysyłka paczki do Polski. Bardzo zaskoczona byłam niskim standardem i sama się usprawiedliwiłam z tego, że codziennie obok niej przechodząc, nie zwróciłam na ten przybytek uwagi. Wewnątrz było jeszcze gorzej. Obskurne, ponure wnętrze mniejsze, niż pokój w wynajmowanym przeze mnie mieszkaniu. Żadnych okienek, lada i za nią jedna pani, która niechętnie podawała mi ceny wysyłki, gdy męczyłam ją pytaniami typu: a za 3 kg, to cuanto cuesta a Polonia? A za 4 kg, to cuanto cuesta?, a za 5 kg, to cuanto....itd, a odpowiedzi skwapliwie notowałam sobie na karteczce.
Mex Post, czyli meksykańska poczta w Puerto Vallarta na Calle Colombia.
Pani była wyraźnie poirytowana, ale ja przecież nie wiedziałam ile ta moja paczka zaważy. Poza tym chciałam wiedzieć, jakie są różnice w opłacie. Czy czym cięższa paczka, to między każdym następnym kilogramem różnica w cenie się trochę zmniejsza, czy wręcz przeciwnie? Naprawdę zwątpiłam, czy z tej surowej, ponurej celi, bardziej przypominającej pomieszczenie na narzędzia budowlane, niż urząd, to ta moja paczka doleci do Polski. Poszłam do informacji turystycznej w Zona Romantica i zapytałam, czy jest może w tym mieście jakaś druga poczta?
Moja solidnie zapakowana i opisana paczka. ciekawe, czy dojdzie do Polski.
Taka może główna? mając nadzieję, że ta na mojej ulicy, to tylko zaniedbana filia. Powiedziano mi, że głównej poczty tutaj nie ma, ale jest jeszcze jedna poczta w dzielnicy Marina Vallarta. Następnego dnia tam pojechałam. Budynek jeszcze mniejszy, ale przynajmniej z odnowioną kolorową elewacją i wyraźnym napisem rzucającym się w oczy. W końcu Marina Vallarta, to elegancka dzielnica z portem jachtowym, polami golfowymi i apartamentami dla bogatych ludzi różnych narodowości oraz osiadających tu na stare lata sąsiadów zza miedzy, Amerykanów.

Correos de Mexico, czyli meksykańska poczta w dzielnicy Marina Vallarta.
Taki domek trudno przeoczyć. Natomiast mini wnętrze….puste, nikogo tam nie było, a wszystkie dokumenty, paczki i listy leżały na wierzchu. Typowo meksykańskie podejście do pracy i ufność w uczciwość ludzką. Nic się nie dowiedziałam. Zrobiłam zdjęcie budynkowi i wróciłam do centrum. Oceniłam, że prawdopodobieństwo bezpiecznego dostarczenia mojej paczki do Polski jest takie samo na obydwu pocztach, więc wyślę ją już z tej swojej, obok domu. Ryzyk-fizyk, może dojdzie.

W tym sklepie żywego ducha nie było. Cierpliwie czekałam, schładzając się w zimnym wnętrzu.
Ta Marina Vallarta tak już chyba ma, że bezgranicznie ufa ludziom uważając, że nikt ich nigdy nie okradnie, bo to samo było, gdy chciałam kiedyś kupić mrożoną kawę i wodę mineralną w OXXO w Marinie Vallarta. Pisałam chyba już o tym w jakimś poście. Nikogo nie było, cały sklep na mojej łasce, potem na mojej i jednego pana, który też chciał kupić wodę mineralną. Zniecierpliwiony zostawił butelkę z wodą na ladzie i poszedł sobie, a ja w końcu doczekałam się, że pani przyszła i wzięła ode mnie zapłatę. Ale trwało to tak długo, że cały sklep bym zdążyła jej wynieść, a może i dwa razy obrócić samochodem z towarem. Sama Marina Vallarta jest śliczna, czysta, zadbana. Tak tam cicho i spokojnie. Odprężająco.
W Marina Vallarta jest cicho i spokojne. Naprawdę można tu się odprężyć.
No więc spakowałam solidnie paczkę, żeby nie dała się poszarpać w podróży. Najpierw oblepiłam karton szeroką taśmą klejącą i mazakiem napisałam adres odbiorcy.(Gdyby poszarpali papier, to adres zobaczą na kartonie). Potem opakowałam karton w szary papier, ponownie okleiłam taśmą. Znowu napisałam adres odbiorcy i wszędzie POLSKA< POLAND< POLONIA, bo najważniejsze, aby do właściwego kraju trafiła, a tam już dadzą sobie z nią radę i dostarczą pod właściwy adres. Na koniec paczkę zasznurowałam dokładnie na wzór sznurowania baleronu. Cała operacja zabrała mi dużo czasu, ale byłam z siebie zadowolona, że paczkę solidnie zabezpieczyłam.
Nie omieszkałam kupić pamiątkowej koszulki drużyny Meksyku dla  swojego wnuka.
Wysłałam Oliwii foto paczki, żeby zobaczyła, jak ona wygląda i potem porównała, w jakim stanie będzie, gdy do niej dojdzie. Czekałam na słowa uznania za dobrze wykonaną robotę a co usłyszałam? Nie pamiętasz mamo, jak za poprzednim pobytem wysyłałyśmy paczkę z Meksyku i kazali nam ją rozpakować i grzebali w niej? Obawiam się, że będziesz musiała ją rozpakować na poczcie! Aż mi się gorąco zrobiło z wrażenia! Sytuację pamiętam, ale myślałam, że to było w Wietnamie! Będę wkurzona, gdy mi ją każą rozpakować!
Po większe zakupy jeździ się do Hipermarketu Walmart. To po drodze do Mariny.
Cała robota byłaby na darmo! Drugi raz już jej tak precyzyjnie nie zapakuję, nie mam też papieru, a ten sam nie będzie się nadawał do ponownego  użycia! Tragedia! Wzięłam paczkę pod pachę, do torby wrzuciłam pisak, taśmę klejącą, nożyczki w razie gdybym jednak musiała ją przepakować i poszłam na pocztę. No i się zaczęło. Pani pokazuje, że mam otworzyć paczkę. Otworzyć? uniosłam brwi, dlaczego? pytam niby bardzo zdziwiona, bo za wszelką cenę chcę przeforsować przyjęcie zapakowanej paczki, więc zgrywam głupa, to znaczy udaję zaskoczenie. Mam to wszystko pozrywać? Tak precyzyjnie zapakowane?
Meksykańska Syrenka na Malekonie.
Nic zabronionego tam nie mam, przysięgam! same rzeczy i pokazuję na swoją sukienkę, vestido, pantalones only, tłumaczę plącząc słowa hiszpańskie z angielskimi, bo ani jednego, ani drugiego języka dobrze nie znam, tylko pojedyncze słowa. Pani głucha na moje zapewnienia uparcie twierdzi, że mam rozpakować bo inaczej paczki nie przyjmie. To prześwietl tą paczkę, jak na lotnisku, mówię, skoro myślisz że mam tam narkotyki! Nie mamy takiej maszyny. Zobaczyłam komputer stojący z boku. Włącz translate, to wytłumaczę wszystko lepiej, poprosiłam, ale pani odpowiedziała, że komputer nie działa.
Zapędziłam się na koniec miasta, nawet na koniec Zona Vallarta, bo tam jest najładniej.
Z zaplecza doszedł pan, który mówił i po hiszpańsku i po angielsku. Po angielsku lepiej nam szło. Gdzie się zatrzymałaś, pyta w końcu. Ja tu mieszkam, niedaleko, na calle Colombia w prywatnej kwaterze. To przyjdź z kimś u kogo mieszkasz, aby tą sprawę wyjaśnić. Zabrałam paczkę i wróciłam do domu. Poszłam do swoich gospodarzy, żeby poprosić Alexa, aby ze mną poszedł, ale Alexa nie było. 
I tam właśnie dorwał mnie deszcz. No cóż, w końcu mamy tu porę deszczową.
Alicia powiedziała, że ona pójdzie ze mną, ale po angielsku to ona nie mówi. Nie przejmuj się Alicia, pocieszyłam ją, ja też nie mówię po angielsku! Chyba była zaskoczona. Ważne, żebyś z nimi dogadała się po hiszpańsku, powiedziałam, a potem mi wytłumaczysz w domu lub napiszesz na translate, ok? Znowu wzięłam paczkę i na wszelki wypadek te przyrządy do ewentualnego przepakowania paczki, gdyby pertraktacje nie osiągnęły oczekiwanego przeze mnie rezultatu i poszłyśmy. Jakie szczęście, że to jest tak blisko!
W czasie ulewy, w  foliowej pelerynce  wyglądam tragicznie.Taki los.
Pan odpytywał Alicię, Alicia coś mu odpowiadała, po czym pan powiedział, żebym przyszła jutro o g.14.oo, bo teraz mają zepsuty komputer i tak paczki nie mogą przyjąć, bo system nie działa, ale mogę tą paczkę tu zostawić, żeby tak z nią ciągle nie chodzić i nie będę musiała jej otwierać. Ooo! jaka ulga! No widzisz Alicia, że mi pomogłaś? O co im chodziło, że nie chcieli, a teraz ją przyjęli? Otóż chodziło o to, że ich człowiek, Meksykanka mieszkająca po sąsiedzku, poręczyła za mnie, że nie mam tam żadnych zabronionych rzeczy typu narkotyki, czy coś w tym rodzaju. Turyście, czyli człowiekowi znikąd się nie ufa, ale gdy miejscowy poświadczy, to sytuacja od razu się zmienia i jest inna rozmowa.
Momentalnie zniknęły jezdnie, a potworzyły się potoki. Zdjęłam buty i boso poszłam do domu.
Wyściskałam Alicię, że za mnie poświadczyła i zaoszczędziła mi czasu i dodatkowej roboty. Swoją drogą byłam wstrząśnięta, że w tej obskurnej norze, w jakiej mieści się Max Post, istnieje jakiś system komputerowy. Wprawdzie zepsuty, ale jak dumnie brzmią słowa: bo system nie działa! Pani dała mi na odchodnym karteczkę samoprzylepną, na której napisała datę, godzinę, wagę oraz przybiła firmową pieczątkę. Bez pieczątki dokument nie istnieje.
Następnego dnia jakby nigdy nic, znowu świeciło słońce i grzało 35 stopni w cieniu!
Jako moje nazwisko, napisała Polonia. Takie pokwitowanie, że zostawiłam tu paczkę i o której mam jutro przyjść, żeby ją wysłać. Poczułam ulgę, że sprawa pozytywnie została  załatwiona i że tak lekko mi się teraz w walizce zrobiło. No, z takim bagażem, to ja mogę podróżować i na koniec świata! Najchętniej to bym zawsze podróżowała tylko z jednym plecakiem 30l i torbą z aparatami fotograficznymi, ale niestety, w długich podróżach, tak się nie da. Ta niezbędność rzeczy, to mnie kiedyś wykończy! Najgorsze, to te wszystkie kable komputerowe, ładowarki i inne akcesoria do elektroniki. Na moje rzeczy miejsca malutko.
Skończył się Mundial 2018 w Rosji, przerzedziło się w lokalach na Malekonie.
Skończył się też Mundial w Rosji. W finale trzymałam kciuki za Chorwację, ale zwyciężyła Francja 4:2. Tak to już w sporcie bywa. Zwycięża najlepsza drużyna, jeśli jej zawodnicy są akurat w dobrej formie i sprzyja im los. Tym razem los sprzyjał Francji i gratulacje dla ich wysiłku i rezultatu! ale to małe państewko, Chorwacja też nie ma się czego wstydzić, bo zaszła bardzo daleko, zdobywając srebrny medal. Wiele byśmy dali za to, żeby Polska doszła tam, gdzie Chorwacja. Ba, gdyby Polacy chociaż brązowy medal zdobyli, byśmy się cieszyli! Tak więc również gratulacje dla świetnej i przebojowej Chorwacji!
Tablica zapełniła się wynikami, a na końcu wpisano zwycięzcę tego Mundialu, FRANCJA!
Ooo! a Gronkowski to chyba polskie nazwisko? Sprawdziłam! To świetny zawodnik futbolu  amerykańskiego.Gra w drużynie New England Patriots z numerem 87. W tym roku grał w finale Super Bowl. Rob Gronkowski ma polskie pochodzenie. Jego rodzina ze strony mamy pochodzi z Gdańska i z Suwałk, a ze strony ojca z Mazur. Rob Gronkowski odniósł wielki sukces w największej lidze futbolu amerykańskiego NFL i ustanowił rekord w czymś na czym ja się zupełnie nie znam. Dla tego młodzieńca, który wszedł mi w kadr, Gronkowski to jak nic, idol sportowy, ale piłką nożną też się chłopiec interesuje, bo czytał uważnie tabelę.

sobota, 7 lipca 2018

Do trzech razy sztuka, czyli wybory w Meksyku

Indianie w Puerto Vallarta
W niedzielę, w dniu 1 lipca 2018r wybory na prezydenta Meksyku wygrał Andres Manuel Lopez Obrador, szef Partii Odrodzenia Narodowego, zwany w skrócie AMLO. Ma 64 lata, lewicowe poglądy i jest to jego trzecie podejście do prezydentury. Jak to mówią, do trzech razy sztuka! i zadziałało. Do wyborów poszedł z programem walki z korupcją i kartelami narkotykowymi, co jest największą bolączką Meksyku od wielu lat.
Muzyk udając się na piwko, zaparkował kontrabas na postoju dla rowerów.
Obiecał również zająć się najbiedniejszą grupą społeczną. Jako lewicowiec wyczulony jest bowiem na biedę, co udowodnił będąc od 2000r burmistrzem Ciudad Mexico. Wsławił się w stolicy wprowadzeniem powszechnej emerytury dla starszych ludzi nieposiadających żadnego zabezpieczenia finansowego oraz opracowaniem programów pomocowych dla osób niepełnosprawnych i dla  dzieci w szkołach publicznych. Publiczne szkoły w Meksyku, to prawdziwa klęska, która ciągle czeka na jakieś sensowne rozwiązanie! I na osobny post!
Zaniepokoił mnie różowy kolor wody w morzu. Pelikany zdezorientowane boją się usiąść na wodzie.
Obrador  pierwsze kroki w polityce stawiał w PRI, Partii Rewolucyjno-Instytucjonalnej, dokładnie tej, która w tych wyborach poniosła klęskę, a która była jedynie słuszną partią przez długie lata. Rządziła Meksykiem w latach 1929r-2000r nieprzerwanie przez 71 lat! Rekordziści! 14 razy pod rząd wygrywali wybory! Gdy w PRI zaczęło zgrzytać i doszło do rozłamu, Obrador przystąpił w 1989r do Parti Rewolucyjno Demokratycznej, a następnie utworzył Partię Odrodzenia Narodowego, z ramienia której startował w obecnych wyborach i zwyciężył.
Dotarłam do źródła tego zjawiska. W takim oto kolorze spływała z gór Sierra Madre, rzeka Cuala.
Po odessaniu PRI od władzy w 2000r, przez następne 6 lat w Pałacu Prezydenckim zasiadał Vicente Fox, który wygrał wybory z ramienia opozycyjnej Partii Akcji Narodowej (PAN), zdobywając 43% głosów. Zaś w lipcu 2006 r. w wyborach prezydenckich zwyciężył Felipe Calderón. Wygrał nieznaczną różnicą głosów z Lopezem Obradorem (tak, tym Obradorem) i pomimo sprzeciwu lewicy twierdzącej, że wyniki zostały sfałszowane, został zaprzysiężony na prezydenta.
Przyroda maluje najpiękniejsze obrazy na Ziemi.
W uroczystości zaprzysiężenia Felipe Calderon,a, które odbyło się na początku grudnia 2006r w siedzibie parlamentu San Lazaro, uczestniczyła nasza pierwsza dama, Maria Kaczyńska, wysłana tam przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego w roli przedstawicielki polskiego białego domu. Maria Kaczyńska pogratulowała żonie prezydenta, Margaricie Zavala zwycięstwa wyborczego męża oraz wyraziła uznanie dla jej osobistego zaangażowania w działalność polityczną i społeczną w Meksyku.
Ten sam żaglowiec, już poza strefą kolorowej wody.
Margarita Zavala do tego stopnia zaangażowała się w politykę, że w tym roku wystartowała w wyborach prezydenckich, jako  kandydatka niezależna. Jednakże bez sukcesu, bowiem duża część Meksykanów pamięta, że wojna, którą jej mąż będąc prezydentem rozpętał z kartelami narkotykowymi, prowadzona była tak nieudolnie, że w jej wyniku zginęło ponad 200 tysięcy Meksykanów. Jako żona Felipe Calderóna, od początku zaangażowana w politykę, jest w odczuciu ludzi częściowo współodpowiedzialna tej tragedii. Nie zyskała zaufania wyborców.
Rio Cuala utrzymuje się w korycie, ale w pewnych miejscach wyłożono jednak worki z piaskiem.
W 2012r znowu PRI wróciła do władzy, ale jak się okazało, tylko na jedną kadencję, ale jednak. Na prezydenta wybrano wówczas Enrique Pena Nieto. Nie wszyscy Meksykanie byli zadowoleni z tego wyboru, ale Meksyk, to ogromny kraj o wielkim zróżnicowaniu w poziomie życia, wykształcenia i świadomości społecznej. Większość wyborców znowu zaufało PRI i Nieto i to mimo wiedzy, że poprzednie długoletnie rządy tej partii przyzwalały na korupcję i dopuszczały się nadużyć władzy, a społeczeństwu wiodło się coraz gorzej. Tym razem wyborcy byli rozsądniejsi i odrzucili kandydatów powiązanych z  PRI. Postawili na Obradora.
Dlaczego tak pusto? bo miasto sprzedało rotundę na której grała orkiestra. Tańców nie będzie?
Rok 2018 przejdzie do historii ponieważ to po raz pierwszy w Meksyku wygrał wybory kandydat partii lewicowej. CNN podaje, że Obrador zgarnął w tych wyborach 53% głosów. W pewnym okresie swojej politycznej kariery Obrador  był Dyrektorem Instytutu Indian w Tabasco, co podobno nim wstrząsnęło i wpłynęło na jego wrażliwość społeczną oraz głębsze zainteresowanie się losem biednych, wykluczonych i pokrzywdzonych współobywateli. Teraz obiecał, że poprawi ich sytuację, natomiast zlikwiduje przywileje elity władzy, przyjrzy się dużym firmom oraz zlikwiduje ulgi podatkowe, z których właściwie korzystają jedynie najbogatsi. Chce również obniżyć pensje urzędnikom na najwyższych stanowiskach, a podwyższyć tym zarabiającym najmniej uznając, że dysproporcje są zbyt duże.
Cicha boczna uliczka. Te kwiaty, to przysmak iguany.
Elity meksykańskie nie są zbyt zadowolone z wygranej Obradora, ale też nie wiadomo, na ile swoje zapowiedzi z kampanii będzie on realizował w życiu, a na ile złagodzi swoje poglądy siedząc już w prezydenckim fotelu. Będąc na spotkaniu wyborczym w Ciudad Juarez, tym strasznym mieście przy granicy ze Stanami Zjednoczonymi, które zasłynęło z masowych morderstw kobiet, Obrador mówił, że będzie domagał się szacunku dla Meksykanów, ale nie miał na myśli kobiet, ale Stany Zjednoczone i Prezydenta Trumpa.
Plakaty i banery kandydatów na urzędy w PV wisiały na oknach i balkonach mieszkań.
Jest przeciwnikiem stawiania muru na granicy Meksykańsko-Amerykańskiej. Meksyk nie będzie piniatą żadnego zagranicznego Rządu, grzmiał! Piniata, to taka papierowa, okrągła, kolorowa piłka z wieloma rogami, wypełniona słodyczami. W okresie poprzedzającym Boże Narodzenie piniatę wiesza się na tyle wysoko, aby dzieci jej nie sięgnęły ręką. Jedno z dzieci z zawiązanymi oczami stara się trafić w piniatę kijem, a inne zagrzewają je do walki, krzycząc dale! dale!(uderz, bij). Waląc kijem na oślep, w końcu w nią trafia i z dziurawej piniaty wysypują się na ziemię słodycze, skąd dzieci je w pośpiechu zbierają. Kto najwięcej zbierze, ten jest zwycięzcą. Potem dzieci  siedzą i zajadają się tymi słodyczami. Ot, zabawa.
Kandydat(niby)niezależny na burmistrza Puerto Vallarta, Luis Alberto Alcaraz Lopez rozdawał takie pocztówki.
Można mieć różne zdanie na temat tego zwyczaju, a szczególnie na  niekontrolowane objadanie się dzieci słodyczami, ale ciekawostką jest, że piniata była już popularna w czasach, zanim kolonialiści anektowali tą część  świata. Indianie nie robili oczywiście piniaty z kolorowych papierów i złotek, ale używali do niej glinianych okrągłych naczyń i w taką piniatę wkładali dostępne słodycze, jadalne kwiaty, owoce obtoczone miodem, orzechy, figi i wszystko inne, co natura im obficie dostarczała. 
A na odwrocie składał takie obietnice. Docierał też do wyborców przez media społecznościowe.
Potem rozbijali piniatę kijem i było wesoło.Kolonialistom spodobał się ten zwyczaj, więc go przyswoili na swój chrześcijański sposób, przywieźli wraz z innymi łupami do Hiszpanii i uczynili z niego zwyczaj zabawy na święta Bożego Narodzenia. W Meksyku piniatę rozbija się również z innych okazji, na przykład z okazji urodzin, aby dzieci miały zabawę. Powstała nawet piosenka nt. piniaty:
Pocztówki w nostalgicznym stylu, dawnych dobrych czasów w Puerto Vallarta chyba wzruszyły ludzi
No quiero oro ni quiero plata. Lo que quiero es quebrar la piñata! An dale! niña sal del rincón. con la canasta de la colación. An dale!! Juana no te dilates. Con la canasta de los cacahuates! Dale, dale, dale!! no pierdas el tino mira la distancia que hay en tu camino.
Tu obietnice modernizacji transportu w PV. Alcaraz był szefem wydz.transportu w Magistracie
Co znaczy: Nie chcę ja srebra, nie chcę ja złota, Rozbić piniatę przyszła mi ochota!! Rusz się, no rusz się!! wyjdź dziewczę stąd. Z koszem słodyczy szybko opuść kąt. Rusz się, no rusz się!! Wyjdź Juana ma. Z koszem fistaszków spiesz do nas raz, dwa! Uderz, uderz, uderz!! A nie pogub drogi i do celu prosto niech cię niosą nogi.
Na Calle Olas Altas, w Zona Romantica jest tak stromo, że zamontowano windę dla mieszkańców.
Tak więc kandydat na prezydenta Meksyku Lopez Obrador wypowiadał się negatywnie o działaniach prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa w kwestii muru granicznego i odsyłania imigrantów meksykańskich  do domu. Meksyk nie będzie piniatą dla Trumpa, w którą można walić kijem. Po wygraniu wyborów stonował nieco wypowiedzi, ale nie zrezygnował z zasadniczej linii i już jako prezydent-elekt oświadczył, że nawiąże nowe stosunki z USA  we wzajemnym szacunku, ale opierając się na „obronie naszych rodaków, którzy pracują i żyją uczciwie w tym kraju” czyli w USA.
Z rezydencji na szczycie można zejść tymi schodami, wprost na plażę. A potem na górę  wjechać windą.
Słowa szacunek i obrona rodaków zostały tu powtórzone, chociaż dodał też, że „migracja powinna odbywać się z wyboru, a nie z konieczności”, obiecał wzmocnić rynek wewnętrzny, aby to co Meksykanie konsumują było produkowane w ich kraju i „aby Meksykanie mogli pracować i być szczęśliwymi tam, gdzie się urodzili, gdzie jest ich rodzina, gdzie są ich zwyczaje i ich kultura” Taka zapowiedź może zadowolić obie strony, bo jeśli Obradorowi uda się z Meksyku zrobić kraj praworządny, bezpieczny, doinwestowany z atrakcyjnymi miejscami pracy, to Meksykanie przestaną uciekać do Stanów, a być może zaczną nawet z nich wracać. W tej chwili w Stanach Zjednoczonych żyje 20 milionów Meksykanów.
Tutaj mają prawdziwą plażę z białym piaskiem i zatoczką ze spokojną wodą do kąpieli.
W swoim przemówieniu po ogłoszeniu wstępnych wyników Obrador obiecał, że będzie przestrzegał dyscypliny finansowej, a zmiany systemowe, które planuje dokonać, mają na celu zapewnienie prawdziwej demokracji i zostaną wprowadzone z poszanowaniem obowiązującego prawa i Konstytucji. To bardzo ważna deklaracja. Zmiany mają zapewnić wolność gospodarczą, wolność słowa, wolność wyznania i wolność zrzeszania się. (Zupełnie coś odwrotnego, niż dzieje się teraz u nas, w Polsce). Dodał też, że chce poprawić stosunki ze Stanami Zjednoczonymi.
Malekon, najbardziej ruchliwe miejsce w Puerto Vallarta.
Donald Trump, jeszcze przed ogłoszeniem ostatecznych wyników głosowania pogratulował Lopezowi Obradorowi za pomocą swojego ulubionego komunikatora pod nazwą Twitter, zapewniając, że nie może już się doczekać współpracy (musi czekać do grudnia, kiedy to odbędzie się zaprzysiężenie prezydenta). Powiedział, że „jest wiele do zrobienia, co przyniesie korzyści zarówno Stanom Zjednoczonym, jak i Meksykowi” Tkwi w tym oświadczeniu jakaś obietnica, ale na to, jak się ułoży współpraca amerykańskiego biznesmena republikańskiego z meksykańskim  lewicowcem, musimy trochę poczekać.
W tym zakątku mieści się gejowska plaża. Dyskretne ścianki z kwiatów dodają jej uroku.
Część Meksykanów, tych biedniejszych i zupełnie biednych ma nadzieję na polepszenie swojego losu pod rządami Obradora. Nie mogli już znieść szalejącej korupcji polityków i urzędników, inflacji oraz coraz bardziej zuchwałej przestępczości, której nie potrafił przerwać rząd PRI. Mają nadzieję, że Obrador dogada się z Trumpem i że Trump przestanie im grozić murem, deportacjami i wyjściem ze strefy wolnego handlu. Wszyscy są pełni nadziei. Moi gospodarze też się cieszą, chociaż do biednych nie należą, ale do elity też nie. To pracowita klasa średnia.
Przy Calle Olas Altas geje mają swoje kluby, kafejki i eleganckie sklepy.
To była wyczerpująca i krwawa kampania wyborcza. Kilka dni przed wyborami ogłoszono dane z analizy wykonanej przez pewną firmę zajmującą się analizą ryzyka i zarządzaniem kryzysowym,  z której wynika, że w ciągu ostatnich dziewięciu miesięcy poprzedzających wybory, zabito w Meksyku 132 osoby związane z tą kampanią. Na 31 stanów meksykańskich, w 22 popełniono morderstwa na politykach! Wśród zamordowanych, 48 osób było kandydatami na urzędy, pozostali zaś, to członkowie różnych partii politycznych i działacze innych organizacji zaangażowanych w kampanię wyborczą. Dla porównania, w poprzedniej kampanii wyborczej w 2012r zamordowano 9 polityków, w tym 1 kandydata.
Banery kandydatów na urzędy wisiały w Puerto Vallarta w różnych miejscach.
Szeroko był tu dyskutowany przypadek kandydata do Senatu Fernando Purona. Podczas spotkania wyborczego w stanie Coauhila omawiał swój program i wzywał do walki z przestępczością. Został zastrzelony w chwili, gdy po spotkaniu fotografował się z jednym z uczestników spotkania na prośbę tego ostatniego. Wyobrażam sobie, jak się musi czuć ten uczestnik z ostatnią fotografią Purona. Pamiątka trochę taka makabryczna.
Kandydaci reklamowali się nawet na płocie skupu złomu. Może chcą bardziej zadbać o takie miejsca?
Natomiast 21 czerwca br, w mieście Ocampo, również w stanie Coauhila zamordowano (na jego własnej posesji) Fernando Angelesa Juareza, kandydata na burmistrza w tym mieście. Był dobrze prosperującym biznesmenem, który pierwszy raz zamierzał wejść do polityki. Nie godził się z korupcją i przestępstwami, zamierzał oczyścić z tego plugastwa miasto. Prokuratura oskarżyła o to morderstwo policję i wysłała agentów federalnych, aby aresztowali Oscara Gonzalesa Garcię sekretarza ds. bezpieczeństwa publicznego, któremu podlegała miejska policja.
Konik morski na azulejos, a gdzie chłopczyk?
Policjanci stanęli w obronie szefa i uniemożliwili aresztowanie Garcii. Agenci wrócili z niczym. Następnego dnia rano agenci federalni z wzmocnionymi siłami i w pełnym rynsztunku bojowym wrócili do Ocampo. Oprócz Gonzalesa Garci, aresztowali wszystkich policjantów w mieście w liczbie 27 osób, zakuli ich w kajdanki i wywieźli z miasta. Wszystkim postawiono  zarzut współpracy ze zorganizowanymi grupami przestępczymi i udział w zamordowaniu Fernando Juareza. Póki co, miasto Ocampo zostało dokładnie oczyszczone z policji.
To ja na Malekonie przy Syrence i Neptunie
Warto przy tym wszystkim wiedzieć, że Meksyk jest wielopartyjną republiką związkową z Konstytucją nieprzerwanie obowiązującą od 1917r. Prezydent Meksyku pełni władzę wykonawczą w państwie. Od 1934r wybierany jest na 6-cioletnią kadencję (wcześniej na 4-letnią) w głosowaniu powszechnym, bez możliwości reelekcji. Musi od urodzenia być obywatelem Meksyku, mieć ukończone 35 lat życia i mieszkać na terytorium kraju co najmniej ostatnie 20 lat.
Malekon, Puerto Vallarta. Tutaj o każdej porze dnia i nocy jest przyjemnie i bezpiecznie.
Prezydent jest szefem rządu (nie ma tu premiera) i on mianuje ministrów, sekretarzy stanu i przedstawicieli dyplomatycznych. Jest też najwyższym zwierzchnikiem sił zbrojnych i to on wypowiada wojnę, zawiera pokój oraz wydaje dekrety z mocą ustawy. Za zgodą Senatu mianuje sędziów Sądu Najwyższego. Posiada prawo veta wobec ustaw uchwalonych przez Kongres. 
W Zona Romantica jest sporo restauracji włoskich. Do tej, trzeba się wdrapać na sporą górę.
Stosuje prawo łaski. Już widzę, jak się błyszczą oczy naszego prezydenta do takich uprawnień! Ale my nie jesteśmy Republiką Związkową, tylko Rzeczpospolitą Polską i taki numer nie przejdzie. Zaś Najwyższy Trybunału Meksyku orzekł, że księża, którzy głoszą polityczne kazania, łamią prawo, bo Konstytucja tego zabrania, więc  będą za to karani. Dotyczy to duchownych wszystkich religii i wyznań działających w Meksyku. Prawo obowiązuje wszystkich.To się już naszym rządzącym nie spodoba.
Wejście na plażę La Lapita, najbliżej mojego domu. Schodzę po prostu w dół uliczką i jest!
Meksykański system parlamentarny jest federalny, demokratyczny i laicki. Parlament Meksyku, to Kongres, w skład którego wchodzi Izba Deputowanych (500 deputowanych) i Senat (128 senatorów). Izba Deputowanych ma 3-letnią, a Senat 6-cioletnią kadencję i wybierany jest równocześnie z wyborem prezydenta. Funkcję ustawodawczą w Polsce pełni Parlament, na który składa się Sejm (460 posłów) i Senat (100 senatorów). Obie izby wybierane są na 4-letnią kadencję. Liczba ludności Meksyku wynosi 130 milionów, liczba ludności Polski, 38 milionów. Jeden deputowany w Meksyku przypada na 260.000 obywateli, jeden poseł w  Polsce przypada na 82.608 obywateli.
Stoję na samej górze amfiteatru i to do mnie ten clown woła. Jak masz na imię! Sofia!jak? Sofia!
Sąd Najwyższy jest najwyższym sądem w Meksyku. Składa się z 10 sędziów, mianowanych przez prezydenta i zatwierdzanych przez Senat na piętnastoletnią kadencję, bez możliwości reelekcji. i przewodniczącego, wybieranego na kadencję czteroletnią. Kandydaci na sędziego Sądu Najwyższego muszą mieć ukończone 35 lat.
Wszyscy już patrzą na mnie. Skąd jesteś Sofia!  Soy de Polonia! skąd? Polonia! take a photo! Gracias!
Tak więc wybory już za Meksykanami i niebawem zaczną się nowe porządki. Pierwszy raz w życiu, głową państwa został człowiek lewicy. Nikt nie ma wiedzy, jak kraj może wyglądać pod rządami człowieka o takich poglądach i doświadczeniu życiowym. Życzę Meksykanom, aby udało się zlikwidować korupcję, zlikwidować raz na zawsze kartele narkotykowe i poprawić sytuację życiową wielu Meksykanom. To ogromny i piękny kraj! Natura  nie poskąpiła mu urody i bogactw przyrodniczych, teraz tylko trzeba zadbać o ludzi. Feliz cumpleanos Mexico!
Po obłędnie pięknym zachodzie słońca, powrót do domu.