Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

piątek, 20 kwietnia 2018

Wielkanoc po meksykańsku

Pracownia artystyczna w Zona Romantica

Proces kolonizacji na świecie rozpoczął się z dniem 12 października 1492r,  wraz z dotarciem Krzysztofa Kolumba do Santo Domingo, nowego lądu nazwanego Nowym Światem. Mówi się, że Kolumb odkrył Amerykę, ale tak naprawdę, to pierwszym odkrytym przez niego lądem była Hispaniola, czyli dzisiejsze Haiti i Dominikana. Kolumb poszukiwał drogi do Indii, o bogactwie których krążyły wówczas mity, ale zamiast Indii, odkrywał coraz to nowe wyspy na Morzu Karaibskim, w tym Haiti i Kubę.
Odpoczynek na Malekonie
Odkrywanie czegoś nowego zawsze wiąże się z ryzykiem pomyłek, zaskoczeniem, rozczarowaniem lub odwrotnie, otrzymaniem od losu więcej, niż się spodziewano. Bo nieodkryte, jest nieznane. Jeśli nie Indie, to gdzieś tu muszą być Chiny, obliczał Kolumb i dalej  pływał w poszukiwaniu. Tymczasem napotkane lądy okazywały się być małymi wyspami karaibskimi lub Wenezuelą, Hondurasem, czy Panamą. Dopiero po śmierci Kolumba, badający tamte tereny Amerigo Vesspucci opisał prawidłowo kraje i nowy kontynent odkryty przez Kolumba, który nazwano Ameryką od jego imienia, Amerigo–Ameryka.
Kolorowy, piękny i egzotyczny
Po odkryciu przez Kolumba kontynentu Ameryki, o którym nikt do tamtego czasu nie miał pojęcia, nastąpił okres wielu następnych odkryć geograficznych, które całkowicie zmieniły wyobrażenie ludzi o świecie, ba! Zmieniły samych ludzi. Już nic nie było takie samo, jak kiedyś, przed Kolumbem. Skończyła się idylla życia w odosobnieniu, zaczęły się podróże, migracje i walki o nowe terytoria zamorskie, które brano, jak swoje, jakby one do tego czasu były niczyje. Europa miała apetyt.
Życie w Puerto Vallarta toczy się na ulicy
Gdy Europa dowiedziała się o istnieniu wielu innych krajów za morzami i oceanami, obfitujących w bogactwa naturalne, złoto, srebro, egzotyczne owoce, przyprawy, postanowiła wyrwać, ile się da z tego tortu, dla siebie. Zaczął się proces kolonizacji nowych kontynentów dla ogromnych zysków, co przyczyniło się do wyniszczenia rodowitych mieszkańców i całych cywilizacji tamtej części Świata. Oni, nazywali się konkwistadorzy, w języku hiszpańskim conquista, znaczy podbój.  Ludność zaczęła się mieszać, bo konkwista sprowadzała z Afryki tańszą siłę roboczą do swoich nowych biznesów.
Plażowe budowle sztukmistrzów
Wśród najsłynniejszych konkwistadorów hiszpańskich był Hernan Cortez, który w 1511r, jako młody chłopak przybył na Kubę z innym konkwistadorem hiszpańskim, Diego de Valazqueza i przebywał na tej wyspie przez następne osiem lat ucząc się fachu rozboju i zagarniania. W 1519 r zebrał własną załogę oraz żądnych łupów i bogactwa awanturników i wyruszył na podbój Meksyku. Aztekowie zaciekle i długo walczyli o każdy skrawek swego terytorium, bo był to lud z gruntu wojowniczy lecz w końcu ulegli wobec przewagi taktycznej i technicznej napastników z Europy.
Wyrób i sprzedaż palemek przed kościołem w Palmową Niedzielę
Dla zdobycia kilku pierwszych azteckich miejscowości, Cortezowi, oprócz przewagi w technice i broni, pomogło 10 tys. tubylców z plemienia Tlaxcalteka skłóconych z Aztekami i epidemia ospy przywleczona z Europy, która dziesiątkowała tubylców. Po tych sukcesach Hernan Cortez z nową siłą ruszył na stolicę Azteków Tenochtitlan. Po zamordowaniu Montezumy, władcy  Azteków, przy pomocy wrogiego  plemienia Tlaxcala, zniszczył miasto całkowicie. Po prostu zrównał je z ziemią.
Tutaj ksiądz poświęcił nasze palemki.
Na gruzach stolicy Królestwa Azteków, Cortez wybudował nowe miasto i nazwał je Meksyk. Pozostaje ono stolicą kraju do dnia dzisiejszego. W 1522 r. król hiszpański Karol V mianował Corteza gubernatorem wszystkich podbitych prowincji zdobytych i włączonych do Nowej Hiszpanii, jak nazwano podbite kraje Ameryki. Hiszpanie niszczyli kulturę i religię plemienną i przymusowo wprowadzali swoją wiarę, chrześcijaństwo. Sprowadzano z Europy osadników, budowano kościoły katolickie w miejsce burzonych miejsc kultu religijnego tubylców, tworzono misje katolickie.
Wracamy do kościoła
Badania wykazały, że liczba rdzennej ludności Meksyku od chwili wkroczenia Hernana Corteza na ziemię meksykańską, do roku1565, zmniejszyła się z 25 mln do 2,5 miliona ludzi. Z pewną łaskawością potraktowano jedynie plemię Tlazcalteków, które pomogło Cortezowi zniszczyć Azteków. W 1547r Hiszpanie podporządkowali sobie również Jukatan, (też z pomocą miejscowych) i założyli tam swoje miasto, Merida. Rozpoczęto niszczenie kultury Majów.
Msza w kościele
Hiszpańscy konkwistadorzy narzucili Meksykanom religię katolicką i zabronili wyznawania jakiejkolwiek innej, pod groźbą kary. Na terenie całego kraju działały misje katolickie, głównie Jezuitów, mające na celu ewangelizację tubylczej ludności. Kropla drąży skałę. Następne pokolenia Meksykanów autentycznie wyznawały już katolicyzm, regularnie i gorliwie modliły się się w kościołach i uczestniczyły w świątecznych obrzędach katolickich. Obchody Świąt Wielkanocnych przywiezione do Meksyku z Europy przez hiszpańskich konkwistadorów, zakorzeniły się tu na dobre i stały się tutejszą tradycją.
Orszak Rzymian na Drodze Krzyżowej w Puerto Vallarta
W Konstytucji Meksyku w 1917r umieszczono zapis o gwarancji swobody wyznania i o zakazie uczestnictwa kościoła katolickiego w życiu politycznym kraju. Po nowelizacji Konstytucji w 1992r te zapisy pozostawiono, jako obowiązujące. Według badań, 90% Meksykanów, to katolicy. Mimo to, dawne wierzenia i obrzędy nie zostały całkowicie wyeliminowane z życia Meksykanów. W praktyce wiara chrześcijańska przeplata się z tradycyjnymi wierzeniami dawnych plemion, szczególnie w mniejszych miejscowościach i na wsiach. Wielkanoc ma  w Meksyku szczególną oprawę.
Szymon pomaga Jezusowi dźwigać krzyż
Święta Wielkiej Nocy są w Meksyku obchodzone w nieco inny sposób, niż u nas, w Polsce. Trwają całe dwa tygodnie, w czasie których dzieci mają dni wolne od nauki, a dorośli już od wielkiego czwartku mają dni wolne od pracy. Często większość z nich bierze urlopy zaraz po palmowej niedzieli i świętuje z rodziną i przyjaciółmi z dala od swoich domów, w miejscach, gdzie odbywają się spektakularne pokazy drogi krzyżowej, festyny, widowiska taneczne. Trudno wtedy jest o miejsce w hotelach w takich miejscowościach. Wielkanoc jest w Meksyku świętem radości.
Upadek Jezusa
Święta zaczynają się od palmowej niedzieli, ustanowionej na pamiątkę przybycia Chrystusa do Jerozolimy. Semana Santa, znaczy Wielki Tydzień, Święty tydzień. W palmową niedzielę Meksykanie idą do kościoła święcić palemki, (w Europie ta tradycja istnieje już od VIIw, a w Polsce zapoczątkowano ją w średniowieczu) i jak dawniej, te palemki, symbolizujące  odradzające się życie, wykonywane są ręcznie z naturalnych palmowych  liści. Taką palemkę można kupić przed każdym kościołem od kobiet, które siedzą na schodach, murkach i plotą je na poczekaniu.
Rzymianie biczują leżącego Jezusa
Kupiłam wybraną przez siebie palemkę, uplecioną w sposób przedstawiający Jezusa na krzyżu  i weszłam do kościoła, aby ją poświęcić. Ksiądz jednak wyciągnął nas z kościoła. Powiedział, że kto nie ma jeszcze poświęconej palemki, ma przejść na drugą stronę ulicy, na placyk przed kościołem i poprowadził nas tam. Inni pozostali w kościele. Na tym placyku ksiądz obficie poświęcił nasze palemki, po czym wróciliśmy do kościoła na mszę.
Aniołowie
Niedziela Palmowa, to początek opisu Męki Pańskiej. Począwszy od tego dnia, codziennie odbywają się w kościele nabożeństwa i ksiądz czyta odpowiednie fragmenty liturgii. W poniedziałek o ostatnich chwilach Jezusa przed męczeńską śmiercią, we wtorek, zapowiedź zdrady Judasza, w środę, fragment św. Mateusza o zdradzie, w czwartek, o ostatniej wieczerzy Jezusa ze swoimi uczniami, kiedy to wypowiedział znane wszystkim katolikom słowa „to czyńcie na moją pamiątkę”.
Rzymianie w Jerozolimie
Piątek, najtragiczniejszy dzień ówczesnych wydarzeń. Dzień ukrzyżowania Jezusa. W tym dniu odgrywane są krwawe sceny męki Jezusa prowadzonego na śmierć, zmuszonego do dźwigania ciężkiego krzyża, do którego niebawem zostanie przybity żywcem, czyli ukrzyżowany. Droga Jezusa biczowanego, uginającego się pod ciężarem ogromnego krzyża, nazwano Drogą Krzyżową. Sceny drogi krzyżowej, najbardziej realistycznie przedstawiane są na Filipinach, gdzie autentycznie ludzie się biczują do krwi, a śmiałek odgrywający rolę Jezusa rzeczywiście przybijany jest gwoździami do krzyża, na żywca.
Pastwienie się nad leżącym w otoczeniu milczącej gawiedzi
Tutaj, w Puerto Vallarta, sceny odtworzenia drogi krzyżowej Jezusa również wyglądały realistycznie, jednak biczowanie było takie, aby człowiekowi nie robić krzywdy, czerwona farba odgrywała rolę krwi i nie wieszano na krzyżu żywego uczestnika, odgrywającego rolę Jezusa. Mimo to spektakl był bardzo przejmujący, szczególnie dla ludzi z dużą wyobraźnią na temat tamtych czasów i wydarzeń. Na drodze krzyżowej znajduje się 14 stacji, co powoduje, że inscenizacja trwa dosyć długo, aby każdy napatrzył się do woli i wczuł w temat.
Weronika podbiega, klęka przed Jezusem i daje mu chustę do obtarcia zakrwawionej twarzy
Rzymianie w barwnych strojach z epoki prezentowali się na koniach wspaniale. Ale wówczas byli  oprawcami, bezlitosnymi katami i to było wyraźnie pokazane. A początek był taki, jak mówi historia, że w 63r p.n.e. Rzymianie podbili Jerozolimę i całkowicie zniszczyli miasto. Zostało ono odbudowane przez króla Heroda Wielkiego, którego potomkowie rządzili Jerozolimą do 96r.
Szymon podtrzymuje krzyż, Weronika łagodzi ból Jezusowi, a turyści fotografują
Jezusa, nauczyciela z Galilei, uwięziono podczas obchodów żydowskiego święta Pesach na polecenie rzymskiego namiestnika Poncjusza Piłata za buntowanie ludzi i nazywanie siebie Mesjaszem, Królem Żydów. Prefekt Judei, Poncjusz Piłat skazał go na śmierć przez ukrzyżowanie na górze Golgota, na peryferiach Jerozolimy. Ostatnie 12 godzin Jezusa przed wykonaniem wyroku, nazwano Pasją i dokładnie opisano w Ewangelii. Ukrzyżowanie nastąpiło prawdopodobnie 7 kwietnia 30r lub 3 kwietnia 33r, nie jest to nadal rozstrzygnięte. Jezus konał trzy godziny.
Mieszkańcy Jerozolimy cieszą się z wyroku i idą na Golgotę obejrzeć egzekucję.
Wielka sobota, to dzień złożenia Jezusa do grobu i czuwanie przy nim. Czas refleksji nad wydarzeniami i ich sensem. W Polsce w ten dzień nosimy do kościoła koszyczki z chlebem i solą, białą kiełbasą, malowanymi jajkami ugotowanymi na twardo, którymi będziemy się dzielić przy świątecznym śniadaniu w niedzielę. W Meksyku nie znają tego zwyczaju. Nie ma koszyczków, święconek, ani kolorowych jajek.Chrześcijanie uznali Jezusa za Syna Bożego, a jego prawdopodobny grób na starówce Jerozolimy, otoczony jest czcią do dnia dzisiejszego.
Do końca razem będą dźwigać ten krzyż
I oto następuje niedziela, dzień, w którym o świcie, biciem dzwonów kościół obwieszcza radosną nowinę, że Jezus zmartwychwstał. Wszyscy się cieszą, odbywają się festyny, zabawy  Na ulicach stragany oferują różne tradycyjne przysmaki, słodycze, lody. Przy długich stołach na świeżym powietrzu ludzie zasiadają całymi licznymi rodzinami i wspólnie się posilają. Miasto się raduje.
Do leżącego Jezusa podbiegają  niewiasty.
Wielkanocny poniedziałek, to u nas drugi dzień świąt i lany poniedziałek, czyli śmigus-dyngus. Polskie rodziny w większości spędzają go przy stołach suto zastawionych świątecznymi potrawami. Wyjście tego dnia na zewnątrz, grozi nagłym oblaniem wodą przez biegające po mieście śmigusy-dyngusy, co i tak by spowodowało powrót do domu, aby przebrać się w suche ubrania. W Meksyku w poniedziałek wodą nie leją, mimo że klimat by łagodził skutki dyngusa.
Ludność Jerozolimy, której intencje względem Jezusa nie były czyste.
W poświąteczny poniedziałek Meksykanie rozjeżdżają się po swoim kraju, głównie na wypoczynek nad Oceanem Spokojnym lub nad Morzem Karaibskim. Przez cały poprzedni tydzień intensywnie obchodzili święta, więc teraz muszą odpocząć, spędzając czas z rodziną i dziećmi na łonie przyrody.
Turyści odrywają się na chwilę od swoich talerzy, żeby sfotografować inscenizację
Dzieci cały następny tydzień mają jeszcze ferie świąteczne i nie chodzą do szkoły. Rodziny meksykańskie uzupełniają braki w prowiancie oraz zbierają wszystkie pozostałe po świętach smakołyki i pakują to wszystko w ogromne torby-lodówki. Rozkładają koce na plażach lub w cieniu palm, relaksują się i wspólnie biesiadują. Felices fiestas!
Ten pan szedł własną drogą krzyżową. Szedł z krzyżem boso środkiem Malekonu, na nikogo nie zwracając uwagi.


poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Filmowa kariera Puerto Vallarta

Czasami po wyjściu z domu bywam zaskoczona scenami odbywającymi się na ulicy.
Sceneria uliczek Puerto Vallarta często wykorzystywana jest do kręcenia scen filmowych i reklam. Turyści to lubią.

Może zbytnio rozbestwiłam się plażami w Cancun i na Filipinach i za bardzo krytykuję plaże Puerto Vallarta, więc nie bierzcie mnie tak zupełnie serio. Żeby nie zrażać innych, dodam jeszcze, że plaże Puerto Vallarta bardzo chwalone są w przewodnikach, relacjach i blogach wielu turystów. Nawet największy w moich oczach, polski podróżnik i bloger, Wojtek Dąbrowski z Gdańska (mój rocznik), który podróżując od 50-ciu lat, zwiedził wszystkie kraje świata i niejedno w świecie widział, też chwali Puerto Vallarta i tutejsze plaże. Więc coś w tym musi być. 

Łódkę obsiadły pelikany odpoczywające po łowieniu ryb. Nurkowanie pelikanów za rybami, to atrakcyjne widowisko.
Nie znam miasta, które by miało krótszą historię, niż Cancun, zbudowane na półwyspie Jukatan, w stanie Quintana Roo, położonym nad Morzem Karaibskim i Zatoką Meksykańską. Budowę miasta rozpoczęto  w 1969r XXw, całkowicie od zera, już z założenia w celu turystycznym, jako alternatywę dla popularnego w tamtym czasie Acapulco (dzisiaj oceniane, jako bardzo niebezpieczne miejsce).
Przejście z Malekonu do mostów i dalej do old town. W tle widać wieżę kościoła Gwadelupa.
Pierwszy hotel otworzono w Cancun w 1974r. Obecnie jest to najbardziej turystyczne miasto w Meksyku, posiadające prawie 630 tysięcy mieszkańców, co czyni go najbardziej zaludnionym miastem w stanie Quintana Roo! Puerto Vallarta ze swoim stanem niespełna 166 tys ludności, można spokojnie zaliczyć do niewielkich miasteczek, ale za to z bogatą przeszłością. 
PV, amfiteatr na końcu promenady Malecon, gdzie wieczorami występują zespoły muzyczne, odbywają się festiwale.
Cancun z małej rybackiej wioski przeobraziło się w ciągu kilku lat w nowoczesny kurort z setkami hoteli, pięknymi białymi plażami i turkusową wodą morza karaibskiego. Miasto bez historii, ale za to jedyne w Meksyku, w którym można bezpiecznie pić wodę z kranu! Puerto Vallarta od wieków było miastem-portem na Oceanie Spokojnym, ale świat dowiedział się o nim dopiero w latach 60-tych XXw za przyczyną amerykańskich aktorów, Elizabeth Taylor i Richarda Burtona.Wtedy Cancun jeszcze nie istniało.
Dzieło artystyczne z piasku, ciągle monitorowane i zwilżane wodą, aby się nie rozsypało w tym upale.
W tamtych latach nie funkcjonowała jeszcze masowa turystyka, a Meksyk był odwiedzany głównie przez Amerykanów z racji bliskiego sąsiedztwa i niskich cen. Puerto Vallarta odkrył dla świata amerykański producent filmowy John Huston. Była to wówczas dosyć duża portowa miejscowość ukryta w bezpiecznej zatoce, do której zawijały statki z towarem. Ówczesne miasto mieściło się w granicach dzisiejszego Old Town i może niewielkiej części dzielnicy Centro.
Idąc Malekonem dojdziemy do Museo Naval (Muzeum Marynarki Wojennej i historii miasta. Więcej o tym, potem).
Statki chroniły się w Zatoce Banderas przed niesprzyjającą pogodą na Oceanie Spokojnym, przed sztormami, piratami, ale głównie zawijały do zatoki w celach przeładunkowych w handlu między Filipinami, a Meksykiem. Głównie handlowano srebrem wydobywanym w tutejszych kopalniach i solą i po to przypływały tu statki z Manili. Było to więc typowo portowe miasto, nie wykorzystujące wszystkich swoich walorów, poza korzystnym położeniem. Ludzie w tamtych czasach przemieszczali się za pracą, za ziemią, ale o turystyce jeszcze nikt wtedy nie słyszał.
Vallarta Dancers na Malekonie
Położenie miasta nad zatoką, z górami Sierra Madre w tle, jest wyjątkowo piękne. Przyroda w swojej łaskawości nie szczędziła temu regionowi dóbr wszelkiego rodzaju. Z racji położenia i klimatu, miasto tonie w bujnej roślinności egzotycznych drzew, krzewów i kolorowych kwiatów. Są tu rzeki i rzeczki wpadające do morza, wodospady, a pod wieczór odbywa się spektakl obłędnie kolorowego zachodu słońca, jakiego nikt nigdzie nie widział.
Murale przedstawiające dawne życie w Puerto Vallarta
Te przepiękne, na wpół dzikie tereny okalające Puerto Vallarta urzekły Johna Hustona już w 1948r, kiedy to w meksykańskim plenerze kręcił film pt. ”Skarb Sierra Madre”. Za tamten film otrzymał wówczas Oscara on, jako reżyser i jego ojciec, Walter Huston, za drugoplanową rolę graną w tym filmie. Tak więc pełen zachwytu nad położeniem Puerto Vallarta i otaczającą go przyrodą, postanowił tutaj nakręcić swój następny film pt. „Noc Iguany” („Night of The Iguana”),do którego zaangażował Richarda Burtona, Ave Gardner i Deborah Kerr. (ten film również otrzymał Oscara).
Od Malekonu wspinam się mozolnie w górę Calle Zaragoza, do domu Elizabeth Taylor i Richarda Burtona.
Był rok 1963 ubiegłego wieku, John Huston sprowadził do Puerto Vallarta ekipę filmową i zatrudnionych do filmu aktorów, wybrał miejsca do kręcenia poszczególnych scen, z których część znajduje się poza miasteczkiem, jak plaża Mismaloya, która położona jest ok.15 km od miasta, kierując się w stronę Yelapa. Richard Burton zamieszkał w domu na wzgórzu na Calle Zaragoza 445.
Jest tak stromo, że dla bezpieczeństwa formę chodnika pełnią schodki.
Elizabeth Taylor nie grała w filmie, przyjechała do Puerto Vallarta towarzysząc Burtonowi, ponieważ był to okres, kiedy ich miłość przechodziła najwyższą fazę obopólnej fascynacji i nie byli w stanie się rozstać nawet na chwilę. Pierwszy raz Burton zobaczył Liz w 1952r, na jednym z hollywoodzkich przyjęć filmowców i już wtedy wpadła mu w oko, ale dopiero w Rzymie, na planie filmu „Kleopatra”, w którym ona grała tytułową postać, a Burton jej kochanka, Marka Antoniusza, dopadło ich uczucie nagłe i niepohamowane, jakby raził ich znienacka piorun z jasnego nieba. (Za ten film Liz Taylor, jako pierwsza aktorka Hollywood otrzymała gażę  w wysokości miliona dolarów).
Wreszcie widzę mostek łączący ich domy! uf! jak te samochody tu wjechały?
Wybuchł skandal, ponieważ Taylor była wówczas żoną Eddiego Fishera (piosenkarz), a Burton od początku 1949r tworzył rodzinę z żoną Sybil Williams (aktorka) i dwiema córeczkami. Za jednym zamachem sypały się dwa małżeństwa. Sybil Williams nie wierzyła, że Burton zostawi ją z dziećmi. Była tak głęboko o tym przekonana, że kiedy Eddi Fisher przyszedł do niej porozmawiać o tej trudnej dla nich obojga sytuacji, Williams zlekceważyła problem, odpowiadając mu, że Burton do niej wróci. Zawsze wraca, powiedziała, znam swojego męża. Ale nie znasz mojej żony, odpowiedział jej złowieszczo Fisher i wyszedł. Potem Sybil przekonała się, że miał rację.
Spojrzenie do tyłu. Taką stromą drogę przebyłam o własnych nogach uliczką Zaragoza. Widać palmy na Malekonie.
Puerto Vallarta na krótko dla obojga aktorów stało się oazą spokoju. Z dala od Hollywood, od nieprzychylnych opinii prasowych, niewygodnych spotkań i pytań. Było im razem tak dobrze, że postanowili mieć tutaj swój dom na stałe, więc kupili ten pod nr.407, stojący naprzeciwko domu Burtona. Niektórzy mówią, że to Burton kupił i podarował go Taylor w prezencie na urodziny. Po filmie „Kleopatra” oboje na brak pieniędzy nie mogli narzekać, więc nie ma to dużego znaczenia. Wieść o ich płomiennym romansie szybko się jednak rozniosła i do Puerto Vallarta przybył tabun dziennikarzy, korespondentów prasowych i przeróżnych innych tropicieli skandali obyczajowych.
Od tej strony podjeżdżają samochody! i tędy zapewne dostawali się do swojego domu aktorzy.
Fotoreporterzy, dziennikarze i paparazzi dopadli ich też w końcu  tutaj, w Puerto Vallarta i nie dawali  spokoju. Śledzili, czatowali w krzakach, spali pod drzwiami domu, podglądali wspinając się na mury, wisząc na palmach, ulicznych słupach energetycznych, jednym słowem dawali im popalić. Spokój prysł. Richard Burton sam wymyślił i zlecił do wykonania budowę wiszącego mostku w romantycznym stylu, zwanym lovers arch (łuk kochanków), który połączył oba domy. I romantycznie było, gdy na tym mostku, pewnego dnia podarował Liz diamentowy pierścionek za 350 tysięcy dolarów. Nic nie było w stanie zakłócić im idyllicznych chwil w Puerto Vallarta.
Lovers Arch - romantyczny mostek kochanków
Białym mostkiem mogli dyskretnie przechodzić do siebie, a w razie sprzeczki, każdy wracał do swojego domu. Domy stoją wysoko na wzgórzu, z którego rozpościera się przepiękny widok na zatokę, plaże, miasto i góry. Z której strony tarasu by nie stanąć, jest pięknie. Nie wychodząc z domu, mogli oglądać słynne, spektakularne w Puerto Vallarta zachody słońca.
Casa Kimberley, dom Elizabeth Taylor na Calle Zaragoza 407.
Nie chcieli bulwersować Meksykanów, więc zachowywali pozory i czekali na rozwody, żeby wziąć ślub. Burton był bardzo zakochany. Pisali do siebie miłosne liściki. Gdy Liz Taylor nie jechała z nim na plan (bo i po co, skoro w filmie nie grała), z niecierpliwością czekał na koniec dnia zdjęciowego i bezzwłocznie do niej pędził. Gdy kręcono zdjęcia na pięknej plaży Mismaloya, 15 km od Puerto Vallarta, wielokrotnie pokonywał tą trasę w przerwach i zawsze na noc wracał do miasta, do domu. 
Te strome uliczki Puerto Vallarta wkrótce mnie wykończą! Ale są piękne!
Wreszcie w grudniu 1963r Burton otrzymał rozwód z Sybil i 15mara 1964r, po nakręceniu filmu „Noc Iguany”, poślubił Elizabeth Taylor. Skandal wyblakł, chociaż zainteresowanie mediów tą parą nie ustało. Oni sami byli szczęśliwi i mieli dobrą passę w zawodzie, grali wspólnie w jeszcze wielu kasowych filmach i sława ich się umacniała, ale wielka miłość nie wytrzymała próby czasu. Kochali się i kłócili, żegnali i godzili, wpadali w furię, a nawet się bili i znów przepraszali nawzajem. Nie potrafili przystopować i ostudzić swoich temperamentów.
Tablica przy bramie wejściowej, upamiętniająca byłych mieszkańców tego domu.
W czerwcu 1974r, po 10-ciu latach huśtawki uczuciowo emocjonalnej wzięli rozwód. Dom w Puerto Vallarta przy Calle Zaragoza pod nr.407, został sprzedany. Obecnie mieści się tam pensjonat o tej samej nazwie „Casa Kimberley”. Za kratą bramy, ale przed wejściem do budynku, pod kamiennym murem, znajdują się statuy z brązu przedstawiające siedzących na ławce i wpatrujących się w siebie z miłością, Liz Taylor i Richarda Burtona. Pierwszych celebrytów pierwszej połowy XXw, o życiu których rozpisywała się prasa na całym świecie (Polska też, pamiętam).
Słynni kochankowie, Elizabeth Taylor i Richard Burton, mimowolni prekursorzy rozwoju Puerto Vallarta.
Media, roztrząsając romans Liz Taylor i Richarda Burtona przyczyniły się do rozpowszechnienia wiedzy o spokojnym dotychczas, niewielkim miasteczku Puerto Vallarta, jego położeniu i walorach turystycznych. Najpierw Amerykanie, Kanadyjczycy, potem również Europejczycy zaczęli przybywać tu na wypoczynek. Niektórzy, zachwyceni klimatem i położeniem miejsca, kupowali domy na wypady urlopowe i wakacyjne, inni przeprowadzali się tu na stałe. Inwestorzy zaczęli budować hotele. Czar miejsca prysł. Ilość samochodów przetaczających się całą dobę przez wąskie, brukowane uliczki, powoduje ciągły smród spalin w powietrzu i często smog.
Tak zaczyna się wejście na Calle Zaragoza. Potem wcale nie jest łatwiej.
W latach osiemdziesiątych XXw. nastąpił w Puerto Vallarta gwałtowny boom budowlany. Deweloperzy zagarniali pod budowę luksusowych hoteli najpiękniejsze miejsca na linii brzegowej Zatoki Banderas wraz z plażami. Jeśli na drodze stały im jakieś tubylcze domostwa, ludzi przesiedlano w inne miejsca. I stało się to, co jest. Zanieczyszczenie powietrza, że wypadałoby maski na nos zakładać wychodząc z domu, jak w Kambodży. Hałas powodowany ogromnym ruchem samochodowym, zaburzenie równowagi środowiska naturalnego i zagrożenie dla ptactwa i zwierząt, głównie dla żółwi, które na tutejszych plażach składały jaja i w spokoju się rozmnażały.
Po co hotele zajmują plażę, skoro ich goście i tak kąpią się w basenie i opalają na terenie hotelu?
Teraz ludzie od ochrony przyrody zbierają i przenoszą te jaja do kuwet, a potem w odwrotną stronę wynoszą małe żółwiki i wpuszczają je do morza, ale to tak nie powinno być. Ludzie nie powinni ingerować w przyrodę i wtrącać się do życia zwierząt, brać je do rąk, przeszkadzać w ich naturalnym procesie życia i rozwoju. Wszystkie te negatywne strony rozwoju miasta z pewnością nie spodobałyby się Elizabeth Taylor i Richardowi Burtonowi, a John Huston z pewnością miałby wyrzuty sumienia, że przyłożył rękę do zniszczenia idyllicznego piękna Puerto Vallarta, którym się tak zachwycał 50 lat temu.
Posąg Elizabeth Taylor i Richarda Burtona przed jedną z restauracji w Zona Romantica.
Wychodząc z domu, nie idę już żadną Avenue, lecz przecinam je schodząc jak najbardziej w dół do morza. Z racji zagarniętych przez hotele i restauracje plaż, skręcam w ostatnią, wąską i cichą uliczkę przy linii plaży i przechodzę na Malekon. Tam dopiero oddycham pełną piersią bryzą morską i idę sobie Malekonem pieszo do Old Town, gdzie ruch samochodowy jest minimalny i powietrze czyste. Dlatego, gdy czytam w relacjach i przewodnikach, że Puerto Vallarta jest wspaniałą miejscowością uzdrowiskową, zgrzytam zębami. Uzdrowiskową???
Urocza ukwiecona uliczka w Old Town-Zona Romantica.
Jest typowym miastem turystycznym z barami, restauracjami, bazarami, sprzedawcami pamiątek, lodów i mięska na patyku, marketami ciuchowymi, warzywno-owocowymi, piwiarniami i okazjonalnymi występami folklorystycznych zespołów regionalnych, ale z pewnością nie jest uzdrowiskiem. Ma kilka ciekawych miejsc, jak kościół Guadelupe z kopułą zwieńczoną maryjną koroną podtrzymywaną przez Aniołów, kilometrowy Malekon z palmami, ławeczkami i artystami pracującymi w plenerze, Zona Romantica w Old Town, folklorystyczny market nad River Cuale itp.
Kościół Gwadelupe z koroną i Aniołami na kopule.
Miasto bardziej dla wczasowiczów przebywających w resortach i na zamkniętych plażach, niż dla podróżników. Dla zorganizowanych wyjazdów, na których menager zorganizuje pobyt, wycieczki w ciekawe okoliczne regiony, na okoliczne wysepki z pięknymi piaszczystymi plażami, na nurkowanie, połów ryb lub zwiedzanie jaskiń, a miasto potraktuje, jako bazę wypadową i noclegownię. No i na nocne wypady do licznych lokali z muzyką i śpiewem na Melekonie.
Tutaj, zapozowali specjalnie dla mnie.
W przylegającej do Puerto Vallarta dżungli, w 1986r nakręcono też inny film, pt. „Predator” z Arnoldem Schwarzeneggerem w jednej z głównych ról. To amerykańska produkcja w stylu filmu „Obcy”, opowiadająca o członkach ekipy ratunkowej poszukującej  samolotu, który uległ katastrofie. Poszukiwania pilotów rozbitego w głębokiej dżungli samolotu obfitują w niesamowite, trzymające w napięciu akcje i drastyczne sceny przeznaczone głównie dla widzów o mocnych nerwach. Film kręcono w Puerto Vallarta, w Palenque i przy wodospadzie Misol-Ha znajdującym się 15 km od tej pięknej miejscowości w stanie Chiapas.